środa, 9 sierpnia 2017

מִיכָאֵל   

dziś przedstawia się jako Michael Sloane  ◦  według ostatniej wersji urodzony 6 czerwca 1974 w Lansing neurochirurg z (już niewiele znaczącym) stopniem kapitana Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych  ◦  mniej poukładany i bardziej uzależniony od adrenaliny niż wymagałaby tego logika  ◦  zdaniem wojskowego psychologa wszystko z nim w porządku, ale to odosobniona opinia  ◦  w chwilach wolnych od pracy skacze ze spadochronem (lub bez, ale niezmiennie ze znacznej wysokości)  ✗  jeden z siedmiu archaniołów  ◦  dowódca niebiańskiej armii  ◦ opiekun ludu Izraela  ◦  specjalista ds. walki ze złem, spraw beznadziejnych i płonących głowni (oraz ich wykorzystania w praktyce)  ✗ Rubens był najbliżej prawdy, ale nigdy nie wyglądałem jak solista anielskiego chóru, zawsze jak wojownik

Od początku czasu posłuszeństwo było dla niego proste. Od tego najprawdziwszego zawsze, którego nie może przeżyć ludzka obsesja liczenia, zapisywania i umieszczania w kontekście, było oczywistością. Od tej nieokreślonej chwili pomiędzy początkiem i końcem czasu, od trzynastu i osiemdziesięciu dwóch setnych miliarda lat, od pierwszego dnia Stworzenia Mîchā’ēl był posłuszny. Każda decyzja, każdy wyraz jego wolnej woli był aktem posłuszeństwa. Żaden ruch, żaden cios i żadne słowo nie nosiło śladu nawet drobnej wątpliwości. Cały składał się z pewności, twardej i niezachwianej. Nim poznał smak strachu, odpowiedzialności i miłości, miał już pewność. Kiedy czas po prostu płynął i kiedy zaczęto brać go w karby godzin i dat, on wciąż nie znał potrzeby sprzeciwu. Nie potrafił wyobrazić sobie, skąd bierze się nieposłuszeństwo; gdzie przebiega granica, po której przekroczeniu nie ma już odwrotu. Mîchā’ēl posłusznie zabijał i ratował od śmierci, ofiarował i odbierał, milczał i mówił. Nie musiał przysięgać oddania, karku nigdy nie zginał z obawy przed karą. 

Od kiedy zaczął liczyć czas jedynie ludzkimi latami, pewność, którą kiedyś znał lepiej niż cokolwiek innego, przestała być tak oczywista. Pozostało jednak jeszcze posłuszeństwo. Jego nie potrafi nawet spróbować pragnąć się pozbyć, było i jest zbyt głęboko zakorzenione w naturze istoty, którą został stworzony.

Kiedy w 1908 roku schodził z pokładu RMS Mauretanii, ludzie nie wydawali mu się obcy i dziwni. Zanim stał się jednym z tysięcy nowych imigrantów, którzy przez Ellis Island przechodzili do nowego, wielkiego i wspaniałego świata, przedstawiał się już dziesiątkami nazwisk i mówił w dziesiątkach języków. Niesiony przez tłum pasażerów drugiej klasy w kierunku kolejki do szeregu biurek wiedział jednak, że tym razem już nie wróci do tego, co znał najlepiej. Że to nie była kolejna wyprawa, podczas której będzie walczył ramię w ramię z ludźmi, chronił ich lub wymierzał karę. Miał zostać tu do momentu, kiedy zgaśnie ostatni płomyk wiary w tego, któremu on sam był nieskończenie posłuszny.

Przez lata spędzone z ludźmi i wśród ludzi, poznał i przeżył tyle ich myśli i emocji, że kiedy tylko stawiał stopy na Ziemi, czuł się niemal jednym z nich. Tyle tylko, że teoretycznie nieśmiertelnym, władającym ognistym mieczem i wyposażonym w parę skrzydeł oraz kilka umykających standardowemu poznaniu talentów. Mîchā’ēl kochał ludzi ponad wszystko. Z ich niedoskonałością, błędami i siłą, o której odrobinę oni musieli pokornie prosić, kiedy on miał jej nieskończenie wiele. Tak mu się przynajmniej wydawało, ponieważ pośród wszystkich rzeczy, które wiedział o ludziach i które poznał na własnej skórze, bezsilność pozostawała abstrakcją. On zawsze mógł coś zrobić. Zawsze miał argumenty. I one zawsze działały. Trzy nazwiska i kilkadziesiąt lat po pieczątce przybitej przez flegmatycznego urzędnika z Ellis Island, Mîchā’ēl dowiedział się, że bezsilność smakuje jak niekończące się, gorące błagania, na które odpowiedzią jest jedynie cisza. Jak niedająca się powstrzymać, ślepa wściekłość. Jak moment, kiedy łzy już nie płyną i głos już się nie łamie, bo wszystko wchłonęła zupełnie obojętna na cokolwiek pustka.

Mîchā’ēl mógł tylko patrzeć, jak zło w czystej postaci niszczy naród, który on chronił od samego początku. Wtedy pamiętał aż za dobrze, że jeden cios jego miecza byłby w stanie rozgromić ogromną armię. I tak niemożliwie chciał go zadać, w jednej chwili zakończyć najokrutniejszą wojnę, jaką widział świat. Tymczasem wystarczyło jedno spotkanie w berlińskiej willi, żeby przy pomocy ludzkiej wolnej woli odebrać mu wszystkie argumenty. Płomień nie zgasł, a z mocy nie ubył ani jeden wat, kiedy zło triumfowało, a Mîchā’ēl popadał w obłęd z bezsilności. Słyszał każdą modlitwę i każde desperackie przekleństwo obojętności. Te drugie słyszy zresztą nadal.

On nie mógł zrobić nic. Michael Taylor, spadochroniarz 101 Dywizji Powietrznodesantowej, mógł zrobić cokolwiek. Podobnie jak Michael Hodges z Trzeciej Armii i kilku innych Michaelów, którzy po powrocie do domu gromadzili medale za swoje bohaterstwo na froncie zachodnim. Wtedy wstydził się je odbierać, teraz wstydzi się na nie patrzeć, bo nigdy nie zawiódł bardziej niż w momencie, kiedy był najbardziej potrzebny. W tej jedynej chwili, kiedy jego pomoc mogła zmienić wszystko. Mîchā’ēl przez tysiąclecia dowiódł sobie dostatecznie wiele razy, że nie zapobiec to dokładnie to samo, co pozwolić.

Później zawsze znalazła się jakaś wojna, w której mógł wziąć udział. Ludzie niczego się nie nauczyli ze wszystkich okrucieństw, których dokonali na przestrzeni wieków. Nawet z ich krwawego zwieńczenia. Korea, Wietnam, Kuwejt, Bośnia i Hercegowina; Mîchā’ēl widział się już tylko w tych okolicznościach, myślał tylko w tych kategoriach. Każda wojna niszczyła go coraz bardziej, chociaż żadna nie mogła zrobić tego ostatecznie. Wiedział o tym, wciąż był przecież posłuszny i w nierozerwalność tej więzi nigdy nie zwątpił, chociaż w bardzo złych chwilach wątpił już prawie we wszystko.

Gdyby nie tak niespodziewana jak stanowcza reakcja Sigyn, Michael Clifford wyjechałby na kolejną z wojen, które coraz gorzej udawały, że nie chodzi w nich o ropę, a Mîchā’ēl nie przerwałby tego szaleństwa, które władało jego życiem przez całe dekady. I które w złe noce i kiepskie dni nadal lubi wystawić głowę z kryjówki, żeby na pewno nie zostać zupełnie zapomnianym. Od tamtej pamiętnej rozmowy pomaga ludziom; nigdy nie przestał ich przecież kochać.

Dziś udaje niedowierzanie, kiedy słyszy opowieści o dziwnych snach podczas narkozy. Człowiek nauki nie może w końcu zareagować inaczej na zapewnienia, że wyjątkowo uduchowiony pacjent słyszał, jak archanioł Michał uspokaja zdenerwowanego Anioła Stróża, że wszystko jest w najlepszym porządku. 

Słyszałaś te głupoty, Siggy? Nie do wiary.

__________________________________________________________________________________________
Cześć, bawmy się! (Coś musi być ze mną nie tak, skoro tak entuzjastycznie zachęcam do zabawy, jednocześnie serwując Wam archanioła z PTSD.) Jeśli kogoś akurat, podobnie jak mnie, nie pasjonuje barokowe malarstwo, to nawiązuję do obrazu Rubensa Upadek zbuntowanych aniołów, który można sobie obejrzeć tutaj. Drugim sponsorem karty jest niezastąpiony Richard Armitage. Wszystkim purystom (religijnym? fabularnym?) ochoczo oferuję darmowe elaboraty na temat tego, jak zdecydowałam się wybrnąć z nieścisłości, które wynikają z miliona różnych interpretacji, ale w karcie je sobie darowałam. Lubię zaczynać, lubię wymyślać, lubię bardzo dużo rzeczy, jestem milsza, niż głosi moja reputacja. Szukamy wszystkich, chodźcie do nas! Spoiler: Michał to Azor Ahai. Spoiler2: Uroczyście obiecuję, że w którymś momencie będzie anielskie superhero landing.
Walczę (a raczej będę walczyć)! #TeamStarzyBogowie

13 komentarzy:

  1. [Jest też Michał! Że tak pozwolę sobie powiedzieć, Lucyfer piekielnie się cieszy z tego powodu :D
    Kurczę, wypadałoby jakiś wątek zorganizować, prawda? W końcu Lucek i Michael z pewnością mieli sporo okazji żeby się spotkać, mam rację?
    Robimy jakąś burzę mózgów, czy nie masz ochoty na wątek z samym Lucyferem? xD
    Niemniej życzę weny oraz samych wspaniałych wątków ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  2. [Najlepiej napisana karta jaką czytałam, ever. Jestem pod tak ogromnym wrażeniem przedstawienia postaci, że nic sensownego już raczej nie napiszę, poza tym, że chciałam życzyć udanej zabawy. Ach, i nieśmiało zaproszę do siebie jeśli pojawi się ochota.]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  3. (Witam serdecznie. Karta rzeczywiście jest niesłychanie dobra, tylko ja niestety nie umiem w pochwały, ograniczę się zatem do pojedynczego westchnienia nad kreacją tego pana. Nieśmiało liczę na to, że moja karta wywoła na Tobie podobne wrażenie co Twoja na mnie i odezwiesz się do mnie, kiedy się opublikuję.)

    przyszła bogini Bastet

    OdpowiedzUsuń
  4. [czesc i czolem kuski niebianskie w rosole ;)
    Wpadam przywitac i pochwalic zajebista karte i autora. Wielu watkow i powiazan a wizytówka z zaproszeniem.. pfuu przedstawieniem uslug trafila i do ciebie ;)]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam anioła z ptsd! :)
    No to chyba muszę zacząć sobie szukać nowej żony, bo przy takim aniele nie mam szans... A tak na serio. Karta jest fantastyczna i aż zazdroszczę talentu, bo przepięknie to wszystko opisałaś <3 Zwłaszcza końcówka z doświadczeniami przy narkozie - super pomysł!
    Jak tylko się opublikuję porywam na wątek! Loki pewnie będzie go chciał zabić, ale i tak będzie pięknie. :D
    Życzę dużo dobrej zabawy, samych ciekawych wątków i chcę koniecznie zobaczyć anielskie superhero landing. :)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  6. [hmm Rachel o.O hmm czy ja cos o czyms nie wiem? nie no ale serio to pewnie tylko drobna pomylka, wiec rzucac sie nei bede ;)Milo mi to slyszec az dawno nie robilam tak rozbudowanej karty ;)

    Ja checi zawsze mam, gorzej z czasem albo nawalem "watkow" no ale ciebie z checia upchne ;) Podzielisz sie pomyslami? ;)]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [oh czekaj juz wiem o co chodzilo - sorki ale ja nie ogarnieta po pracy i przed >.<]

      Usuń
  7. [W takim razie decyzję pozostawiam Tobie, osobiście będę zaszczycona wątkiem z którymkolwiek z Panów ;)]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  8. [Złodupne wątki zawsze brzmią dobrze :D Ale i spokojnymi nie pogardzę...ale chwila... Coś spokojnego z Michałem? Nie! Dawaj coś zUego ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  9. [Piękny gif! <3 Rozlew krwi zawsze taki piękny... :)
    Obie opcje mi bardzo pasują i są przepiękne, a to która będzie, to w sumie zależy, od tego z którą "osobowością" Lokiego sobie coś będziemy kombinować. No i czy zaczynamy wątek od zera czy uznajemy, że już coś mniej więcej jakoś się znają? Bo wiem, że macie tam z Sigyn jakieś super powiązanie, więc możesz mnie tam trochę wtajemniczyć i się ogarnie czy robimy im spotkanie od zera czy już z jakąś podbudową? No i w sumie jak wolimy szaleć z wątkiem w stylu kolejki górskiej to chyba by lepiej było z Lokim. Bo Loki chętniej zmienia zdanie i może Michasia najpierw chcieć zabić, potem zmienić zdanie, potem się dobrze bawić, a potem znowu chcieć zabić. xD Z Worldem by chyba było trochę trudniej, bo on jest formalnie "bardziej ogarnięty".]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  10. [Co prawda ja reflektuję raczej na wątek z Hadesem, ale wpadam też przywitać Michasia, bo jest słodki. ;) Mamusia twierdzi, że mój Narfi ma ambicje bycia indiańskim Jezusem, więc kto wie... może by się z Michałem dogadali?
    Jakbyś miała chęć na dwa wątki to zapraszam. A jak nie to życzę dużo dobrej zabawy (i przekonaj jakoś moją mamę, że mesjanizm nie jest taki zły ;)) i zapraszam Hadesa do Croma. :)]

    Narfi

    OdpowiedzUsuń
  11. [Pst...pst! Michale, bracie ty mój! *zawodzi Lucyfer* Choć no na jakiś wątek, no!]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  12. [Generalnie to chyba zdążyliśmy ustalić, że ma być coś złodupnego...i na tym się skończyło xD

    Dlatego wpadam z zapytaniem odnośnie mojego pomysłu, który niżej przedstawię :D
    Otóż:
    Miałem taką myśl, że może Lucek (trzeźwy albo i nie) zechce sobie urządzić jakąś małą rzeź. Tak akurat w pobliżu miejsca zamieszkania Michała. Trochę sie poznęca na ludźmi, albo co i wtedy Michał wkroczy w glorii i chwale, uratuje biednych księży/zakonników/zakonnice/zwykłych ludzi i nie wiem... Sklepie Lucjana po "tfarzy", albo pogrozi mu palcem i zacznie straszyć, że objawi się Luckowemu dilerowi i facet już mu zioła nie sprzeda.]

    Lucek z głupim pomysłem

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.