sobota, 5 sierpnia 2017

On zatrzęsie narodami, królestwa upadną jedno po drugim

Lucyfer
pół diabeł pół litra | komputer z NASA, auto z odzysku oraz rudera która trzyma się na jednym gwoździu i rolce taśmy izolacyjnej | Chicago | PAN I WŁADCA piekła | piekło to takie fajniejsze niebo, wiesz o tym? | Będzimir | starzy bogowie | po prostu Lucek | Lucjan Nierusz z domu Zostaw...a tak na poważnie to Lucyfer Bezmózg

Ten który się zbuntował. Ten który podpierdzieli ci ostatnią Colę light w sklepie (co z tego że takiej herezji nie pije?). Ten który kiedy się wścieknie na swoich sąsiadów załączy na cały regulator swoją składankę muzyczną, gdzie Hard Bass przeplata się z Slipknotem i Chórem Aleksandrowa...chociaż i tak bardzo często pomija Hard Bass oraz Chór Aleksandrowa i wtacza na ich miejsce ciężką artylerię gdzie darcie mordy przeplata się z ponadczasowym growlem.
Właściciel rudery w Chicago, która to trzyma się na gwoździu i taśmie izolacyjnej, w garażu bajeranckie BMW E39 przed liftingiem (bo tańsze) i w benzynie (bo można zagazować).
Szpaner, nierób oraz leń szerzej znany jako "Gejmer". Chociaż i tak granie w gry to nie jest jego pełnoetatowa praca, tylko hobby (na którym robi hajsy). Naprawdę to pracuje w takim korpo...którego stał się prezesem po tym jak poprzedni właściciel z niewiadomych przyczyn wziął i umarł po przepisaniu na niego całej firmy. Do tej pory nie podejrzewa jak to się mogło stać...
W życiu ma bałagan, w samochodzie ma bałagan, w swoich plikach na komputerze ma bałagan. Jedynie w mieszkaniu i biurze nie ma bałaganu. Ale pewnie gdyby nie sprzątaczki to tam pewnie też byłby syf.
Pomijając że jest chorobliwie ambitny i że jest tym który się zbuntował (bo nie mógł przeklinać), bo musiał się pokłonić człowiekowi, istocie która nawet mu do pięt nie dorastała to jest dobrym diabłem. Zanim cię zje/wtrąci do piekła/po prostu zabije to cię upije (ewentualnie odurzy chloroformem).
Na jego utrzymaniu jest Będzimir, jedyne zwierzątko, które go rozumie. Wcześniej miał żółwia, ale ten uciekł. Miał chomika, który podczas zabawy w chowanego tak się schował że nie wiadomo co się z nim stało.
Aż człowiek nie chce wierzyć, że to ten sam Lucyfer, który rozpętał wojnę w niebie. Że to ten sam władca piekła, że to...no wszyscy wiedzą. Ale może to tylko pozory? Może nie jest takim przyjaznym diabełkiem? Może pomaga starym bogom tylko po to żeby zniszczyć tych nowych? A później sam zniszczy swoich sojuszników? Przecież jak to ktoś kiedyś powiedział... "Ludzie są lepsi. Oni przynajmniej próbują się zmieniać Lucyferze!"
Ale on przecież...nikogo nie słucha. Nienawidzi Boga (ale nie przeszkadza mu czasami pogadać z nim kiedy się zjara, ale wtedy też widzi niewidzialnego różowego jednorożca), nienawidzi Michała, Gabriela oraz Rafaela. Nienawidzi każdego kto jest przeciwko niemu. Pogańskich bożków traktuje ze sporą rezerwą, oraz z jakimś pobłażaniem.



Notka: Rozmowy Lucyfera, Upadek, To był boski mecz!

_________
Twarzy użycza Valentin Stocker. Kolejny Lucek...który nie wiem jaki jest...karta okropna.
Dziękuję za wysłuchiwanie mych lamentów.
Cytat z piosenki "Year Zero" Ghosta
WIERZĘ że kiedyś wbiję globala!
Koniec ogłoszeń. Amen.

90 komentarzy:

  1. Witam serdecznie Lucjana! :D
    Uśmiałam się na karcie, czyli jak zwykle jest genialnie. Eh, te pogańskie bożki i niewidzialny różowy jednorożec... Będzimir naprawdę uroczy. :) Oj coś czuję, że z Lokim by się w paru sprawach nieźle dogadali, więc jak tylko ogarnę postać to zapraszam.
    Życzę dużo dobrej zabawy i równie zabawnych wątków! (I niech Bóg Alkoholu Ci błogosławi).

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  2. [Genialna karta, Szaleńcze, zresztą jak każda. Lucek przepiekielny, mordkę też ma zacną, Helcia mogłaby się z nim zakumplować, w końcu coś tam wspólnego mają. Chcesz?]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  3. [Wyczuwam dość mocno Supernatural i ten odcinek z parodią "American Gods"... xDDD
    Genialnie szalona karta, dołączam do fanklubu! I jeśli tylko masz chęć to zapraszam do Croma (pogańskiego bożka, który bardzo nie lubi świętej chrześcijańskiej hołoty) lub do Narfiego (który bawi się w szamana). Może coś fajnego wymyślimy. ;)]

    - Crom & Narfi

    OdpowiedzUsuń
  4. [Lucjan, dwie sprawy:
    Uno - wyjustuj kartę, coby było jeszcze zacniej.
    Dos - wbijaj do Pajonka na drinki i karaoke!!!!!! :D]

    Pogański i do tego czarny Anansi

    OdpowiedzUsuń
  5. [Przybywam w blasku chwały i różowości!
    Z tą Wikipedią to ciii...
    Na ziółka z Lucyferkiem zawsze i wszędzie, wątek pewnie (znowu) impreza :D]

    Jej Niewidzialna Bajeczność

    OdpowiedzUsuń
  6. [Od razu smutna.. Wolę myśleć, że zwyczajnie niezrozumiana :D
    W takim razie, ja biorę Helcię i solidną dawkę alkoholu, Ty dawaj Lucjana i myślimy. Skoro tu piekło i tam piekło, to można by omówić jakieś nowe techniki przypalania czy innych tortur, hm?]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  7. [Przesympatyczny ten Lucyfer. I na swój sposób uroczy. ;)
    Życzę dużo weny i wątków. A jak Ci się znudzi towarzystwo pogańskich bożków i zechcesz się zapoznać z jakimiś duchami to zapraszam.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  8. [Tak! Trzy razy tak! Zapraszamy! :D A żeby spontaniczności było jeszcze więcej, to mogą nigdy w życiu nie widzieć się na oczy, gdzieś na siebie wpadną i wtem na wieść, że Lucek idzie pić, NRJ oznajmi, że idzie z nim i yolo :D]

    Najsłodsza Kopytkowatość

    OdpowiedzUsuń
  9. [Lucio a ja mam slabosc do diablow xDD Lubie kazda a ktora bardziej to trudno powiedziec. No milo mi to slyszec.

    Oj Bociu no musze z tb powacic. Tylko co? Potrzebuje adwokata? ;) adwokat diabla.. chyba obejrze znowu ten film xDD]

    sam wiesz kto i gdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. [Hahaha pewnie, róbmy wątek. Myślę, że dwie nasze szalone postacie dogadają się idealnie. Chcesz ich wysłać do jakiegoś miejsca, pomóc w tworzeniu memów na temat szatana? :D]

    Mr Meme
    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/fa/5a/16/fa5a16575f1f0e144d67ca9bacbf1661--omar-rayyan-art-memes.jpg

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cześć, jestem już, więc przybywam tu do Ciebie, bo jakiś wątek musimy zmajstrować. Proponuję burzę mózgów, co Ty na to? :D]
    Lilith, najlepsza sekretarka ever <3

    OdpowiedzUsuń
  12. [Z Tobą zawsze chętnie jakiś wątek i relację stworzę. Przyznam się, że wiedziałem, że coś takiego jak Manitou istnieje, ale nie wiedziałem co to konkretnie było. Stwierdziłem, że ma potencjał na OP, więc wziąłem i pojawiłem się tutaj. Co do okiełznania, to nie wiem, czy nawet mi się to uda i znając go, to nawet wolę nie próbować. xD
    Jeśli masz chęć na coś konkretnego, to śmiało pisz.]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  13. [Manitou jest neutralny i raczej taki pozostanie, chyba że ktoś wyciągnie solidne argumenty. Reprezentuje sobą harmonię, więc postuluje, że starzy bogowie powinni współpracować z nowymi. No i w grę wchodzi też to, że on nie uważa się za boga, tylko za siłę, która jest ponad wszystkimi innymi bytami. Twierdzi, że bez niego i Wielkiego Ducha nie byłoby innych bóstw. Niemniej jednak Lucek może do niego wpadać i jakoś go przekonywać, może Maniek nie naśle na niego gradobicia. xD]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cyklony i antycyklony, wszystkie zjawiska pogodowe występujące w naturze są pod kontrolą mojego Mańka, więc Lucek może nasyłać, a wtedy pozna co to gniew Wielkiego i Złego Manitou. xD
    Wiesz, jeśli Lucek odpowiednio zagada, to Maniek może go polubi, a to już coś!]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  15. [Suchar Lucjana wytatuujemy Helce na plecach, będzie mógł się nawet podpisać!
    Szaleńcze, Ancymonku, Nikczemniku! Ty to wiesz jak Helcię zainteresować. Ja z niej próbuję taką niedostępną zrobić, a pojawia się Lucek i już otwiera gębę po więcej. Wódka niech się leje, zioło niech się pali, a przysięgam, że Helcia się już od niego nie odczepi :D Lucjan zostanie skazany ponownie na wieczne potępienie w towarzystwie nieco nierozgarniętej Hel. Wypadałoby, żebym zaczęła, nie?]

    Helka

    OdpowiedzUsuń
  16. [lubie do tego filmu powracac ;p
    Caly Lucjan... moge sprobowac mu pomoc, ale jak grzeczny nie bedzie to strzeli sobie w leb - teoretycznie.
    Maat ma zwyczaj poznawac "dzieje" danego klienta to w sumie za bardzo by jej jego charakterek nie zdziwil. No ale zobaczymy co z tego wyniknie - chcesz zaczac *zerka na niego*]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  17. [mi sie tam nie pali ;p]

    chodzaca sprawiedliwosc

    OdpowiedzUsuń
  18. [Przy Helci zdecydowanie nie uda Ci się z Lucjana zrobić zUego.]

    Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek zapytał, czy zna tego tam.. Lucjana, tego od głupkowatego uśmiechu i wątpliwego zarządzania którąś tam odmianą piekła, natychmiast by zaprzeczyła. Potwierdzenie znajomości z tym panem byłoby jak strzelenie sobie w stopę. Bo co by to oznaczało? Nie więcej, jak że Hel, córka prześwietnego Lokiego, władczyni Helheimu, sędzia dusz, jest zwykłą zapijaczoną mordą, zupełnie tak jak jej kolega.
    Gdyby ktokolwiek kiedykolwiek zapytał co o tym prześmiewczym diable sądzi, z miną pewnej siebie Królowej oświadczyłaby, że obok konkurencji to on nawet nie stał. Znalazłaby też pewnie kilka przemiłych epitetów, co by uwydatnić fakt, że Lucek do niczego się nie nadaje, a jego korpo tchnie nędzą, nie to co jej cudowny ośrodek.
    Gdyby jednak ktokolwiek kiedykolwiek powiedział na Lucjana złe słowo, zabiłaby gołymi rękoma. Zaszlachtowałaby tępym nożem i wywiesiła na najwyższej gałęzi najniższego drzewa, co by i ptaki i robaki się nażarły. Tak bardzo tego kretyna uwielbiała.
    To nic, że każde spotkanie kończyło się nie najlepiej. To nic, że z dumnej Królowej stawała się przy nim panną o niezbyt wygórowanych oczekiwaniach z wątpliwym zmysłem smaku. Ważne, że wódka wchodziła jak miód, a towarzystwo było zacne.
    Zawsze pojawiał się znikąd. Kiedyś nawet chciała zapytać, czy tak bardzo nowoczesny Diabeł potrafi używać telefonu, jednak zrezygnowała. Dziwnym trafem miał idealne wyczucie i swoim charakterystycznym pukaniem do drzwi natychmiast poprawiał nawet najgorszy dzień. I choć nie raz miała ochotę wyrzucić go na ulicę razem z tą stertą idiotycznych pomysłów, to musiała przyznać, że bez niego byłoby nudno. I zdecydowanie zbyt trzeźwo.

    Helcia

    OdpowiedzUsuń
  19. [Nie wiem jak ty to robisz, że ja wiecznie ryczę ze śmiechu jak czytam twoje pomysły xD
    Alkoring skojarzył mi się z bransoletką na alkohol: https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/18010708_1528106447231928_1770539586969332718_n.jpg?oh=54a8ece2902a067768d7d2a6c2cae4a7&oe=5A2D05D5
    Swoją drogą Lucek mógłby reklamować takie gadżety xD
    No ja po prostu rozkładam ręce, więcej grzechów nie pamiętam i nie mam nic do dodania, idę na wszystko, szczegóły w praniu wyjdą, to co, konik zaczyna? No zaczyna, nie ma na co czekać, jedziemy z tym (hyhy) koksem.]


    Wybornie! Wybornie! Wybornie! Imprezy to coś co jednorożce lubią najbardziej, a tym bardziej tak bajeczna postać jak jej wysokość Niewidzialny Różowy Jednorożec. No dobrze, może na pierwszym miejscu było jednak patatajanie, ale każda impreza była tak beztroska i wesoła, że czuła się jak w naturalnym środowisku, toteż często się zdarzało, że zamiast iść tam gdzie powinna, skręcała ze ścieżki i szła napawać się radością, tak jak teraz, ściskając w dłoni plastikowy kubeczek. Grace nie potrafiła powstrzymać się przed zabawą, tak więc było jej wszędzie pełno, część z gości pewnie do tej pory sądziła, że jest gospodynią, do tego stopnia obskakiwała wszystkich i zachęcała do zabawy z nią. Jane natomiast, prawdziwa gospodyni, zniknęła gdzieś z jakimś młodym chłopakiem, nie pokazując się oczom Jej Kopytkowatości przez ostatnią godzinę. A niech się bawią! Grace była pochłonięta dzikimi pląsami w ogrodzie, opróżnianiem kolejnych kubeczków z różnymi alkoholami i napawaniem się radością jaka biła od ludzi. W sumie sądziła, że pojawi się ktoś z nowych bogów, szczególnie ten od cosobotnich imprez, ale może to i nawet dobrze, mogła sobie w spokoju rozpoczynać cichą kampanię nawracania ateistów na kult Niewidzialnego Różowego Jednorożca. Mało ją interesowało, czy ludzie nazywali się jej wyznawcami "dla jaj", czy poważnie, choć raczej prawdą było to pierwsze, no heloł, kto serio wierzył w jednorożce? Jeszcze takie niewidzialne i różowe? Czasem, również dla jaj, pokazywała się niektórym pod postacią jednorożca, ależ była zabawa, kiedy ludzie świrowali, myśląc, że są do tego stopnia pijani lub na ćpani, że widzą mityczne stworzenia. Tym razem musiała to sobie jednak odpuścić, kiedy świadkiem jest jedna osoba, nikt jej nie uwierzy, ale gdyby jednorożca zobaczyło blisko 200 ludzi mogłoby być... dziwnie i nieciekawie. Swoją drogą ta Jane to ma dobrze, taka ogromna chałupa była wprost stworzona do organizowania domówek, Grace musi ją częściej namawiać do takich akcji.

    [Wbijaj na włości, a wpadniesz w piękne kopytka Jej Różowatości!]
    Jej Kopytkowatość Imprezowiczka

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć i czołem! Dziękuję, na wstępie, za powitanie (i raz jeszcze za przemiły komplement dotyczący nicku) od Lucyfera o jednym z najbardziej uroczych uśmiechów, jakie widziałam. : D Będzimir jest wspaniały i kojarzy mi się z Wilsonem z Castaway. <3 Żal mi tego biednego Lucyfera, taki biedny, żywot taki ubogi, nawet nie ma się, gdzie dobrze wyspać… a tak na poważnie: bardzo ciekawa postać, tylko zastanawiam się, jak połączyć ją z moją. Jak Lucek mógłby trafić do Karoliny Północnej i do tego do sklepu ogrodniczego w zapyziałej dziurze? XD]

    ANNA Dziewanna CARTER

    OdpowiedzUsuń
  21. Zabiegana.
    To jedno slowo mówiło wszystko i nic, ale czasem nie czuła nog, gdy zawalona w biurze papierzyskami probowala je jakos uporzadkowac. Czas chyba bylo pomyslec o pracownikach.
    Westchnela odgarniajac wlosy z czola. Straszny byl dzis gorac na dworze a wchodzac do klimatyzowanego pomieszczenia az doznala ulgi. Nie mniej zdecydowanym krokiem szla do swego biura, gdzie po drodze sekretarka poinformowała ja, ze ma goscia. Spojrzała na zegarek. Troche wczesniej niz mial przybyc, ale z Lucyferem to nigdy nie wiadomo bylo. Przez co mial teraz klopoty.
    Z mila checia, by chciala zobaczyc mine jak by mu powiedziała, iz to beznadziejna sprawa. Podkulilby ogon, gdyby go mial? A moze ma? Usmiech przemknal jej przez kilka chwil. Do czasu az weszla do srodka zachowujac bezstronnosc.
    - wlasnie widze - odparla darujac sobie przywitania - Widze, ze dobrze sie czujesz w mym fotelu, nie mniej prosilabym o opuszczenie go na rzecz drugiego - kiwnela glowa w strone drugiego fotela stojacego po drugiej stronie biurka. (tak wiem, ze sie opieral, ale zalozmy ze dlugo czekal i w koncu nie wytrzymal). Spojrzała na niego surowo unoszac lagodnie brew. - Bylby to BARDZO wskazane - specjalnie to podkreslila zamykajac za soba drzwi jak i podchodzac do wielkiej szafy, gdzie trzymala akta spraw smiertelnikow. Ze swojej aktówki przelozyla do teczki specjalnie trzymajac go w napieciu. - Przejrzałam pobieznie - odparła w koncu odwracajac sie do swego "klienta". - nie wyglada to zbyt dobrze prawde mowiac.

    sam wiesz kto - [ah ten Lucek ^^.]

    OdpowiedzUsuń
  22. Gości przybywało chyba coraz więcej, a przynajmniej tak jej się zdawało, drzwi frontowe co chwilę otwierały się i zamykały, jedynie wpuszczając do środka, zupełnie jakby coś sprawiało, że nie można wyjść. Hmm, stówka na to, że to świetna zabawa na to nie pozwalała. Wreszcie, za którymś razem kiedy Grace wracała do kuchni po kolejne drinki, drzwi otworzyły się z hukiem, co najmniej jakby coś wybuchło i do środka wpadł kolejny gość, chyba już wyjątkowo zawiany, ale nie oszukujmy się, kto z tych ludzi przyszedł tutaj trzeźwy? Jednak nikt nie skakał po stole krzycząc, że jest Bogiem. Ha, chciałbyś, pomyślała stojąc przy wyjściu do ogrodu, rechcząc do dna swojego pustego już kubeczka. Kiedy jednak zaczął rozdawać niestworzone ilości alkoholu, zaczęła pomału zmieniać zdanie. Zamrugała próbując pozbyć się mgły jaka zaczynała już robić jej się przed oczami, kiedy podawał w jej stronę zimniutką butelkę. Odwzajemniła uśmiech i klasnęła w dłonie nim wzięła swoje dwa prezenty, po czym krzyknęła do śmiejącego się już równo tłumu:
    - Uwaga, może zaraz zamieni nam wodę w wino!
    Szturchnęła łokciem jakąś dziewczynę stojącą obok, śmiejąc się razem z nią ze swojego żarciku. Uwielbiała śmieszkować sobie na tle religijnym, no kto jak kto, ale parodia wymyślona do naśmiewania się z chrześcijan, miała do tego pełne prawo.


    Kuń z rogiem :D

    OdpowiedzUsuń
  23. - Widze, ze masz doswiadczenie w tego typu probach - zauwazyła dosyć pogodnie.
    Po drodze zgarnela jakies teczki, które byly jej potrzebe do innych rozpraw, które to sie mialy odbyć dnia nastepnego. Wziela je pod ramie, by podejsc do ekspresu do kawy i nalac sobie kawy. Z kubkiem obeszla biurko by zasiasc w fotelu.
    Wszystko robila w prawie zupelnym milczeniu pozwalajac mu sie "wygadac".
    - Jesli nie zamierzasz to zmień ton. Z taka postawa daleko nie zajdziesz Lucyferze. To prawda, mam na sercu dobro wszystkich i nas niesmiertelnych i smiertelnych. Jednak nie myl prosze cie mojej roli w dawnych czasach do dnia obecnego.
    westchnela w duchu.
    - Mozesz trafic wszedzie, nie mniej i tak uznasz to za swietna rozrywke. Musze bardziej doglebnie zapoznac sie z twoja sprawa, ale to wymaga troche wiecej czasu. Wszystko wskazuje na ciebie i miejsce zbrodni i smierc tej dziewczyny sa jakies podejrzane. Biedna dziewczyny tak apropo. Jej dusza juz wedruje do raju - skrzywila sie, gdy dym papierosow doszedl do jej nosa. Nie przepadala za tym wynalazkiem, jednak jak ktos juz musial zapalic to sie pytal czy moze. No ale coz z Luciem poczac.
    Uplila lyka przygladajac sie mu uwaznie.
    - oczywiscie moge dojsc do jakiegos porozumienia z prokurotorem o ile uwierzy w twoja "niewinnosc". Jednak to cie moze kosztowac. Cena zalezna od wynikow, ale nie biore zbyt duzo jesli chodzi o materialna strone obrony. Zalezy mi na wspolpracy Lucyferze. Domyslam sie, ze wymaganie od ciebie pokory czy zadoscuczynienia rodzinie zmarlej sa dosyć dalekie i raczej niewykonalne, prawda? Nie mniej byloby wskazane ze wzgledu na twoje dobro. No chyba, ze bardzo ci zalezy na wakacjach w wiezieniu, co raczej watpie.

    rzeczowa az do bolu ;3

    OdpowiedzUsuń
  24. Z władcami piekła to jednak jest pewien problem. Hel nie zaprzecza, otwarcie przyznaje się do tego, że Helheim ją zniszczył. Nikt nie jest z natury całkowicie zły lub całkowicie dobry. Przez całe swoje życie podejmuje decyzje, które go kształtują, które w mniejszy lub w większy sposób wpływają na zachowanie i osobowość. Dziecko, które ledwo odrosło od ziemi, nie ważne jak paskudną miałoby twarz, nie powinno być skazane na potępienie za coś, czego nie zrobiło. Za coś, co zrobił ojciec.
    Hel miała pecha, że urodziła się jako córka Lokiego. Czy gdyby powstała ze związku prawego Thora czy ulubieńca Baldura, również skończyłaby w podziemiach? Nie, pewnie nie. Nie ważne z jaką twarzą by się urodziła.
    Przez cały swój pobyt w piekle, każdego cholernego dnia, trawił ją gniew tak ogromny, że wręcz niewyobrażalny. Gniew, który potrzebował całych tysiącleci żeby zamienić się w chłodną obojętność, która przylgnęła do niej na dobre. Obojętność, którą nie przysporzyła sobie przyjaciół.
    Dużo czasu zajęło jej zdecydowanie, czy chce podążyć za Narfim. Jej ukochany brat skorzystał z pierwszej okazji by przybyć do Nowego Świata, zostawił ją, ciągle mając nadzieję, że siostra do niego dołączy. Lecz dopiero kiedy tęsknota stała się zbyt silna znalazła w sobie odwagę, by z twarzą naznaczoną cierpieniem opuścić swoje Królestwo. Dopiero wtedy stała się wolna.
    Znalazła pocieszenie w poznawaniu ludzi, w smakowaniu ich życia, w próbowaniu rzeczy, które nawet jej się nie śniły. Przestała być Hel- obojętną Królową pogrążoną w żalu. Stała się nowoczesną kobietą, która stara się zapomnieć o krzywdzie, która ją spotkała. Między innymi przez upijanie się z Lucyferem.
    Chociaż chciałaby, żeby było inaczej, widok Pana Piekieł niosącego dary w postaci skrzynek z kalafiorem, nawet trochę jej nie zdziwił. Właściwie to zdziwiłaby się bardziej, gdyby przyszedł z pustymi rękoma, czego oczywiście nigdy nie robił. Mimo wszystko zaśmiała się, słysząc precyzyjnie opracowany plan.
    -I rozumiem, Szalony Diable, że nie wpadłeś na to, że bimbru nie robi się w godzinę? –zapytała dość rzeczowym tonem, całkiem niczym znawca, choć właściwie nie wiedziała skąd posiada takie informacje. Pewnie z tych pouczających programów telewizyjnych, które lecą w bezsenne noce. -Pakuj się, zaraz coś wymyślimy. –dodała przesuwając się w drzwiach i wpuszczając go do środka. Całe szczęście, że jej barek z alkoholem nigdy nie stał pusty. Wyciągnęła z niego butelkę wódki i kieliszki, które ustawiła na kuchennym blacie. –No rusz się, zrób użytek z tych pomidorów.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  25. Podała cenę, bardziej przysługę, bo sama miała osobisty problem z pewnym pomniejszym demonem, który tez troche narozrabial i teraz bardzo niechetnie wspolpracuje.
    - wiem, ze to trudne.
    W sumie troche ja bawilo, ze tak sie pieklil. Widac tez, ze grunt pod nogami mu sie osuwa.
    - zwlaszcza w twoim wypadku i nie mowie tego akurat wtedy, gdy mi czy tobie sie podoba. Nie mniej ZALECALABYM poprawnie politycznie zachowanie. Nie urodzilam sie wczoraj i takich jak ty mialam wielu. Lubia podskakiwac i zadac, jednak do niczego dobrego z tego nie wyniklo - zgromila go wzrokiem - widze, ze ci zalezy.. zatem jak bedzie? Nie wymagam od ciebie padania na podloge, kajania sie czy tym podobnych bzdur byly aniele swiatla. Nie moja w tym broszka, ale jak nie bedziesz wspolpracowac to skonczysz w wiezieniu. - oaza spokoju dalej probowala mediacji - pierwszy termin rozprawy prawdopodobnie bedzie za 2 tygodnie, ale to i tak sedzia zdecyduje. Do tego czasu musze sie przygotowac, ale i tez wiedziec na czym stoje. - uniosla brew.

    Maat (dzialajaca na jego nerwy jak plachta na byka)

    OdpowiedzUsuń
  26. [A dziękuję, dla mnie totalny eksperyment. :) Ja Ci powiem, że w tej chwili w kwestii Lokich to nie wiem czy wolę w tej roli Toma czy Crispina. ;)
    Zapraszać! Od dawna planujemy epicki wątek i coś nam nie wychodzi, więc teraz musi wyjść. Kombinujemy. Pytanie tylko czy wolisz coś z Lokim czy mr.Worldem?]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  27. [Luckowi to by się w sumie chyba bardzo spodobał tajny plan Lokiego/Worlda, oczywiście gdyby go poznał. ;)
    Co do pomysłów na wątek...
    Loki to taki pogański bożek i w sumie coś z diabełka w sobie ma - ogień, kłamstwa, zwodzenie wszystkich, więc z Luckiem by pewnie wspólny język znalazł. Niby pracuje dla nowych bogów, ale to takie bardzo pragmatyczne podejście pt. "pracuję dla zwycięzcy" i jest nastawiony tak, że lepiej się teraz dobrze ustawić, żeby (jak przyjdzie wojna) być po tej właściwej stronie.
    Z kolei World bardziej jest nastawiony na zachęcanie do przyłączenia się do niego. Lucjan ma swoje korpo, nowi bogowie by mu mogli wesprzeć działalność, może wynegocjowaliby jakieś dodatkowe korzyści?
    No nie wiem, mam wrażenie, że chyba z Lokim by się Lucjan lepiej dogadał i więcej możliwości wątkowych by mieli.]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  28. Pokręciła głową patrząc jak na twarzach ludzi pokazuje się coraz większe podekscytowanie. Odchodzili w różne strony pokazując innym pełne butelki z wódką, zaś ci który dopiero weszli do pomieszczenia kierowali się w stronę darczyńcy licząc, że i oni załapią się jeszcze na coś. Spojrzała w górę na przybysza, wypuszczającego właśnie dym z ust. Gdyby tak przyszedł jeszcze ktoś z kartonami pizzy... albo lukrowymi babeczkami... no dobra, chyba po takiej ilości alkoholu, zawartość jej żołądka wyszłaby na spacer, gdyby jeszcze objadła się słodkimi babeczkami, ale pizza by się przydała. Mieli jej tu bardzo dużo jakieś dwie godziny temu, ale najwyraźniej parcie na jedzenie było równie duże, bo zostały już tylko resztki.
    - Ej, jak już rozdasz wszystko i zbierzesz oklaski, to większa impreza jest na ogrodzie. - poinformowała stojąc w chmurze opadającego dymu, po czym odwróciła się i ruszyła w kierunku drzwi - No i tam jest jedzenie.
    Po drodze zatrzymała się jeszcze przy blacie, na którym leżały nowe kubeczki, wyciągnęła z folii jeden duży, zawahała się chwilę, po czym wyjęła też kieliszek. A co się tam będzie w drinki bawić, cała flaszka jest do wypicia.


    Jej Kopytkowatość

    OdpowiedzUsuń
  29. Pokrecila glowa zdegustowana jego zachowaniem.
    - po takim czasie nic sie nie zmieniles z tego co widze teraz i slyszalam. Rozumiem twoje przekonania i poglady, nie mniej raz na jakis czas moglbys spauzowac. Mowie ci to z praktycznego punktu widzenia. Zrobisz co zrobisz, ale mam nadzieje, zes swiadomy konsekwecji "prowokowanych" zachowan.
    Uniosla brew, gdy obnoszac sie duma wychodzil z jej biura.
    - mam nadzieje, ze do tej pory bedziesz grzeczny. Radze tez pozostac w miescie do czasu rozprawy - odparla na odchodne.
    W co ja sie wpakuje? pomyslala, gdy zostala juz sama. Nigdy nie przepadala za demonami, ale jak kazdy istniejacy we wrzechswiecie, mial do tego prawo i swoje miejsce. Wiec chcac nie chcac, zyja sobie w piekielisku a potem ona sama biedna musi byc obecna w ich sadzie. Czasem miala by ochote wszystko rzucić, czasem oddac "obowiazki", ale coz...
    Wpatrywala sie w zamkniete drzwi, gdy zapukala sekretarka, aby przypomniec o spotkaniu.
    - za 10 min. - odparla wracajac do rzeczywistosci i zerknela na terminarz a potem siegnela do szuflady, by wyjac teczke.

    Dni mijaly jedno po drugim. Rozmawiała z policja i zapoznawala sie z dalszymi wynikami prowadzacego sie sledzctwa. Czuła nacisk z obu stron. Policja sie pieklila a i Lucjan byl bardzo oporny. Nadszedl dzien pierwszej rozprawy. wraz z ze swym klientem czekała przed sala rozpraw.
    - Lucjanie. - zaczela powaznie - ostatni raz to mowie, ale prosze cie bys powsciagnal jezyk i sie nie wychylal. Mowie to dla twego dobra, bo chyba nie chcesz by sprawa sie ciagnela w nieskonczonosc? zebys mi tu nie myslal o opetaniach czy cos w tym guscie - dodala juz ciszej.

    OdpowiedzUsuń
  30. [Panie kochany, ja bym nie chciała wątku z Jego Piekielnością? No way! :D Powiedz mi tylko, czy masz ochotę na coś złodupnego, czy raczej spokojniejszego, ponieważ mogę zaoferować obie wersje.]

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  31. Zaśmiała się widząc w jaki sposób mężczyzna przygotowany jest na ewentualne oczekiwanie. Śmiała wątpić, że dwie półlitrowe butelki zajmą im czas na tyle, by doczekać się tworzonego przez nich napoju, jednak lepsze to, niż siedzenie o suchym pysku. Na razie będzie musiało im to wystarczyć.
    -Cukier się znajdzie. Nawet całkiem dużo cukru. –oświadczyła, nie zamierzając się przyznawać do tego, jak bardzo nienawidziła robić zakupów. Przebijanie się przez tłum zdezorientowanych ludzi, którzy sami nie wiedzieli czego chcą, było ponad jej siły, dlatego robiła zapasy, by doświadczać tej nieprzyjemności najrzadziej jak się dało.
    -Swoją drogą, przecież jesteś diabłem, i to całkiem bogatym. Czemu jeździsz tym złomem, i to jeszcze na resztkach paliwa? –zerknęła na niego, powoli przekładając pomidory ze skrzynki do zlewu. Krwawa Mary była jedynym drinkiem, który czuła, że pije, dlatego zazwyczaj właśnie na niego padał jej wybór, szczególnie jeśli mogła go przygotować sama, bez oszczędzania na mililitrach wódki.
    -Siadaj i szukaj, a ja zrobię nam coś pysznego. –dodała wskazując barowy stołek stojący przy kuchennej wysepce, na której rozstawiła już blender, w którym przygotuje sok. –I nie myśl sobie, że pozwolę Ci ten Twój kalafiorowy bimber przygotować w salonie. Nie chcę żeby moje psiny wdychały opary, pójdziemy do piwnicy, jak prawdziwi bimbrownicy. –dodała z taką prawie dumą, że znowu błysnęła informacją wyciągniętą prosto z prostokątnego, mówiącego pudła, które nigdy nie odpowiadało na jej pytania.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  32. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa. Też niezbyt podobała mi się siódma część, ale samego aktora lubię. Lucyfer jest świetny, a przy karcie można się, jeśli nie uśmiać, to przynajmniej szeroko uśmiechnąć. W każdym razie raz jeszcze dziękuję i jeśli masz chęć zapraszam do Janusa, może akurat uda się coś wymyślić.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  33. [Jeżeli chodzi o Posejdona to dzięki dzięki :D Karta specjalnie tak zrobiona żeby kusić jak promocja w biedrze, a co, też mam trochę z diabła :D Na kursik zapraszam, jak najbardziej, znając Lucka pewnie przyniesie ze sobą jakieś tarapaty i będzie ciekawie :D
    A dalej już konik :)
    PS. Biedny Bill...]

    Przecisnęła się między tłumem palaczy stojącym pod wejściem do domu i ruszyła w stronę prowizorycznego ogniska, jednak bez ognia, w sumie i tak nie mieli co na nim piec, a tak przynajmniej nikt nie zrobi sobie krzywdy. W każdym razie, dookoła dużego placyku okrążonego rzędem cegieł, znajdowało się dużo ławek z oparciem, a także drewnianych stołów. Nowy przyjaciel szedł za nią, więc usiadła po prostu przy jednym z wolnych stolików, licząc, że on zrobi to samo.
    - Chyba coś wspominałeś, między bogiem imprezy, a rozdawaniem wódki - odpowiedziała mu jeszcze w drodze, kiedy zatrzymała się zaraz za wyjściem i odwzajemniła uścisk z uśmiechem - Ja mam na imię Grace.
    Będąc już przy stole, postawiła na blacie wódkę, kieliszek i sok, który zgarnęła po drodze, gdzieś ze szwedzkiego stołu. Był jednak na nim już taki burdel, że niewiele można było tam znaleźć. Bez przesady, nie była, aż tak zahartowana, żeby łoić czystą wódkę bez popicia, nie to co jej towarzysz jak widać.
    - Lucek to jakiś pseudonim? Zdrobnienie? - spytała szczerze zaciekawiona.
    Nie słyszała jeszcze takiego imienia, a sam facet sprawiał wrażenie jakiegoś takiego innego niż wszyscy.


    NRJ & Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  34. [Cześć! Ciągnie zły do złego :D Ha, cieszę się, że akurat tak trafiłam w punkt. Dziękuję za powitanie i zaczynam myśleć nad czymś, co by mogło stanowić podstawę wątku, bo w końcu obaj panowie wspólnie mogliby się dogadać.]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  35. Klasnęła w dłonie niesamowicie ucieszona, kiedy usłyszała skąd pochodzi jej nowy kolega.
    - Fan-ta-stycznie! - wyśpiewała szczerząc się od ucha do ucha. - Zawsze chciałam poznać jakiegoś Polaka. A właściwie to wiele tłumaczy - wskazała palcem na trzymaną w jego ręku butelkę, która w zatrważającym tempie stawała się coraz bardziej pusta.
    Grace była osobą niesamowicie ciekawą świata, w dodatku taką, dla której wszystko było wspaniałe i fantastyczne (jednak nie bardziej niż ona sama), dlatego nie umiała usiedzieć w jednym miejscu zbyt długo, podróżowała, zwiedzała, poznawała, gdzie tylko dało się wetknąć choćby koniec palca, tam Grace próbowała udowodnić, że da się wsadzić całą rękę. Miała do czynienia z różnymi kulturami, ale z Polakami jeszcze nie piła.
    - Ja... właściwie nie mam takich znajomości jak ty - wzruszyła ramionami - ja tylko do koleżanki wpadłam. Widzę, że twoje zaplecze bogato wygląda, skoro wziąłeś ze sobą aż tyle - 'Pewnie masz dużo kasy... A mi hajs na brokat się powoli kończy...' - nic tylko zapraszać cię na imprezy.
    Właśnie przypomniała sobie, że dawno z nikogo nie wycisnęła kasy, nie odwaliła czegoś głupiego, nie dokonała żadnego przekrętu, nie wcisnęła nikomu okropnego kitu, nawet nie znalazła żadnego osła, któremu pokazałaby się pod postacią jednorożca, patrząc później jak zygzakiem ucieka gdzie pieprz rośnie... na tę myśl, aż zmarszczyła brwi dziwiąc się samej sobie. Czemu ostatnio tak mało się wygłupiała? Tego najstarsi Indianie nie wiedzieli, natomiast jakby próbując okupić swoje winy przed samą sobą, wyciągnęła z kieszeni podarowanego skręta prosząc Lucka o ogień.

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  36. [Mój szanowny i drogi przyjacielu Bocianie-Lucjanie, przychodzę do Ciebie po wątek. Naróbmy trochę bałaganu. :D]

    Belial

    OdpowiedzUsuń
  37. [Jest super i git, tylko jedno pytanko - masz na tyle mocne nerwy, żeby jak coś opisywać lub wytrzymać opisy tortur? :D]

    Belial

    OdpowiedzUsuń
  38. [Zwalę to na Ciebie. Zaczynanie w sensie xD]

    Bel

    OdpowiedzUsuń
  39. [Teraz to ja mam dylemat, bo Crom by mi idealnie pasował do wątku z panem Kluską. Bo Crom ma troszeczkę rozdwojenie jaźni i przez to ma bardzo rozrywkowe fazy. ;)
    Chociaż z Lucyferem też pasuje, bo chrześcijaństwo uważało Croma za Czarnego Pana i Demona Samhain, więc myślę, że mimo wszystko by się mogli z Lucjanem nawet polubić.
    Do wyboru do koloru.]

    Crom

    OdpowiedzUsuń
  40. [Oj Boćku, Ty wiesz, że ja Cię kocham xD <3 Wątek z Tobą to czysta przyjemność(jak wódka)! Zgłaszam się tu, bo obaj to dwie stare szkapy chociaż boję się, co wyniknie z ich relacji.
    Zeus:Do stu piorunów Lucek, zapomniałeś popity?
    Ps. Dziękuję za miłe słowa władco Piekła! Do rodzinki zawsze przyjmę!]

    ZIOMEK OD PIORUNÓW

    OdpowiedzUsuń
  41. [Ja wiem z grubsza jak to wygląda, ale korzystać też nie korzystam, więc idealnie wybrałam postać :D
    Dziękuję za miłe słowa! Co powiesz w takim razie na wątek z Lucjanem? Chciałabym, chciała, chciałabym (tak, śpiewam to głosem Marysi z M jak miłość, a co) ;)]

    Instagram

    OdpowiedzUsuń
  42. -Mówisz do mnie, a ja kompletnie Cię nie rozumiem, Lucek. Cukier to cukier. A może nie? Czy jak na opakowaniu jest napisane cukier, to znaczy że to cukier, czy może coś innego? –rzuciła z pełną powagą, postanawiając się z nim trochę podroczyć. Choć właściwie nie byłoby nic złego w założeniu, że Helcia jest całkowicie poważna, nawet po tylu latach na ziemi nadal miała problemy z zawiłościami ludzkich zachowań, a już szczególnie z tymi wszystkimi ich niepotrzebnymi wynalazkami. Jak cukier w kostkach, o. Przecież to nadal cukier, chociaż teraz nie byłaby tego aż taka pewna, bo może cukier w kostkach to jakaś wyewoluowana forma herbaty, której ona nie znała. I właśnie zakupy stały się jeszcze bardziej skomplikowane niż były do tej pory. Aż zatęskniła za Helheimem, w którym nie musiała się kompletnie o nic martwić.
    -Gdybym miała do Ciebie trochę więcej zaufania.. –zaczęła, pokazując palcami jak mało tego zaufania brakowało. -..to może poznałbyś Bestię i Chaosa. A tak za każdym razem kiedy się pojawiasz muszę biedactwa wyganiać w obawie, że zrobisz z nich potworne bestie w ramach jakiegoś dziwnego żartu. –skończyła unosząc sugestywnie brew, jakby to było zupełnie oczywiste, że Lucyferowi nie pokazuje się niczego, czego nie chciałoby się widzieć w strzępach.
    -Wiem dużo, bo w przeciwieństwie do Ciebie nie marnuję czasu na głupie gry. Mógłbyś się w końcu wziąć za coś pożytecznego. Nie wiem, książki poczytał, nauczył się czegoś nowego. Jak chcesz utrzymać rodzinę? I w ogóle weź jakąś kobietę poznaj, albo mężczyznę, jak uważasz. Nie będziesz już młodszy. Może w końcu ktoś by ogarnął ten Twój nieogar, może wyszłoby z Ciebie coś normalnego. –odezwała się wręcz z troską, chociaż osobiście wydłubałaby oczy, gdyby ktokolwiek zasugerował, że mogłaby mieć rodzinę i dzieci. Nie tu, nie w tym świecie, nie nigdy.
    Postawiła przed nim całą miskę zmielonych na miazgę pomidorów, obok ustawiła butelki z alkoholem, przekrojoną na pół cytrynę oraz przyprawy i uśmiechnęła się promiennie.
    -Czyń honory.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  43. - No, jak będę organizować jakąś imprezę, to możesz czuć się zaproszony - oświadczyła rozkładając ręce jak te wszystkie jezusy na świętych obrazkach. Przyjęła od niego zapalniczkę odpalając jeszcze pierwszego skręta i... o rany, co on tam napakował? Oddała mały przedmiot z powrotem jego właścicielowi, przyglądając się gdzie go chowa. Czy on w każdej kieszeni trzymał skręta? W odpowiedzi na jego pytanie nalała sobie świeżą porcję do kubka i do kieliszka, po czym uniosła oba do góry.
    - Zdrówko Lucjanku - tak, Grace zdecydowanie miala manię zdrabniania imion, można założyć się o cały majątek, że gdyby odwiedził ją jeden z najbardziej groźnych i ponurych bogów śmierci i do niego zwróciłaby się 'misiaczku' - Widzisz, nie wszyscy mają taki zmysł do picia, żeby na jedno krótkie posiedzenie wydoić samemu pół litra. Nie żebym oczywiście krytykowała, pij ile chcesz, moja wątroba natomiast strajkowałaby głośno i boleśnie, gdybym spróbowała ją tak zajeździć.
    Wzruszyła niewinnie ramionami mówiąc 'nic nie poradzę'. Do sprzętu muzycznego dorwał się chyba ktoś inny niż przedtem, bo muzyka zmieniła nieco brzmienie, teraz bardziej na "umc umc", gdyby zamknąć oczy można było poczuć się jak w klubie.
    - Ale podobno jak się dużo wypije to można zobaczyć Niewidzialnego Różowego Jednorożca - rzuciła beznamiętnie, wpatrując się w tańczący niedaleko tłum, choć bardziej przypominało to pogo, niż taniec.

    [wiem, trochę mi zajęło xD]
    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  44. [Wybacz za wszelkie opóźnienia! Cześć, cholernie niepozorny (z wyglądu :D) ten Twój Lucyfer, wiesz? Dziękuję za powitanie i za miłe słowa oraz za wszelkie życzenia, bo bankowo się przydadzą. Sama natomiast chwalę podejście z dystansem do Lucka, choć na Twoje słowa z samym Lucyferem muszę chyba odpowiedzieć, że na Wilku nie robi to wrażenia. W końcu ma własne podziemia do panowania. :D Żałuję, ale żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy. :C]

    Wilk

    OdpowiedzUsuń
  45. Wybuchnęła pogodnym śmiechem na te słowa.
    - Jaką? Stalową wątrobę? - zapytała unosząc brwi - A może Ty jednak nie powinieneś tak dużo pić?
    Wyglądało na to, że żartowniś się trafił i super, smutni, poważni ludzie byli nudni, takich Grace nie lubiła. Czasem bawiła się w nawracanie i próbowała rozweselić niektórych smutasów, ale to też nie zawsze, w końcu żadna z niej pomoc społeczna, po prostu czasem widziała to 'coś' w czyichś oczach, co sprawiało, że czuła się zobowiązana przywrócić im szczęście. Ot, takie miała dobroduszne zapędy. Raz nawet była sprawczynią grupowej głupawki w metrze, po prostu tak się śmiała, że ludzie stopniowo do niej dołączali, aż śmiało się całe metro. Z czego? A z niczego.
    Ucieszyła się słysząc, że Lucek podłapał temat i nawet wiedział o co chodzi, słuchała na początku z lekkim uśmiechem, potem jednak spoważniała. Usiłowała zachować kamienną twarz, ale czuła już mrowienie w kącikach ust. Szybko pękła i tak oto prawie leżała na stole śmiejąc się, swoją drogą tak pociesznie, że aż przechodzący obok chłopak się uśmiechnął. Nie umiała sobie wyobrazić księdza, który przyszedłby na imprezę z takim zapasem alkoholu i skrętów.
    - Widziałeś jednorożca? - ciągnęła jednak temat dalej, opierając brodę na dłoniach z zafascynowaniem w oczach. No co, było zabawnie.

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  46. [Kocham Cię Lucku i te twoje szalone pomysły! Kac Vegas, boska impreza i szatańskie grzybki! (takie coś naprawdę istnieje, ale raczej mówię tutaj o innych grzybkach)]

    ZEUSIK W NIEDZIELE

    OdpowiedzUsuń
  47. -Nie będzie żadnych eksperymentów, Lucek! A przynajmniej nie na moich psach. Na razie musi wystarczyć Ci bimber z kalafiorów, opatentujesz i też zbijesz hajsy, nawet nie będziesz się musiał ze mną dzielić. No, może trochę, za udostępnienie piwnicy. I cierpliwość. Do Ciebie. –rzuciła uśmiechając się uroczo, patrząc jak dość nieporadnie przygotowuje drinki. Nie wyglądały jak te, które zamawiała w lokalach, ale może to i dobrze, ważne że wódki nie żałował.
    Właściwie nigdy nie zastanawiała się o co chodziło z fenomenem Lucyfera. Wiedziała, że miał tam jakiegoś ojca, który nie miał nawet imienia, i który wygnał go z Nieba, czy jak to tam nazywali, bo koleś się odezwał i miał inne zdanie. Cała ta religia była dla niej tak cholernie popieprzona, że zagłębianie się w nią nie miało żadnego sensu. Cieszyła się tylko, że ona w Helheimie nie zgłupiała tak jak on.
    I wcale nie ruszyła ją wzmianka o ewentualnych dzieciach czy rodzinie. Nigdy tego nie chciała, a w Nowym Świecie, patrząc na te wszystkie rozwrzeszczane bachory, coraz bardziej utwierdzała się w tym przekonaniu. Poza tym, gdzie niby miałaby nosić tą ciążę, skoro połowa jej ciała to tylko szkielet? W kolanie? Dlatego wzruszyła jedynie ramionami, kompletnie zbywając jego pytania. Za to jego następne pytania wywołały na jej twarzy nie małe zdziwienie.
    -Dostaniemy kasę za ślub, dzieci i chęć zamieszkania w Polsce? Za to się płaci? –zapytała, zastanawiając się czy on tak na serio czy może jednak znowu wymyślił jakąś głupotę, bo z nim nigdy nie było wiadomo, kiedy wierzył w swój kolejny idiotyczny pomysł. –Poza tym, Polska? Tam się da mieszkać? Mówili, że tam tylko ziemniaki i cebula. O! Z ziemniaków też się podobno da wódkę zrobić! –dodała, zachwycona przypływem kolejnej wiedzy zdobytej z jakże pouczających programów telewizyjnych. Upiła łyk przygotowanego przez niego drinka i skrzywiła się, nieprzygotowana na taką dawkę alkoholu. Zaraz jednak odstawiła pusty kieliszek pod jego nos, żeby ponownie go napełnił.
    -Ja Ci nie każę mnie słuchać, sama siebie nie słucham, ale wiesz. Jakbyś miał jakąś kobitkę, to i skarpety z siłowni by Ci wyprała i może zjadłbyś czasem coś normalnego zanim postanowiłaby Cię otruć. Znajdź sobie jakąś naiwną boginię płodności, miłości czy innego miłosierdzia, one lubią siedzieć w domu i czekać na mężów, a i zawsze to stałe źródło ciepła w łóżku, dopóki nie postanowią zmienić się w czarownice. Ale to nic, później znajdziesz kolejną, młodszą, na takich jak Ty lecą, może nawet nie odstraszysz nikogo swoją głupotą, skarbie. –powiedziała, po raz kolejny przybierając na twarz śmiertelnie poważną minę. Niby sama też nie bardzo wierzyła w ideę łączenia się w pary, ale zdążyła już zaobserwować, że to serio działa, jak znajdzie się odpowiednio głupią osobę.

    Helka

    OdpowiedzUsuń
  48. Wciągnęła ze świstem powietrze do ust. Gruby zad, buraku? Och, byś tylko zobaczył piękną, błyszczącą dupkę Jednorożca, a zmieniłbyś zdanie. Z drugiej jednak strony raczej nie zasłużył sobie na taki zaszczyt. Jakaś część wewnętrznego "ja" Grace, właśnie strzeliła focha z przytupem i przyklaskiem krzyżując ręce na piersi i prychając wściekle. Prawdziwa zaś Grace jedynie zmarszczyła brwi obserwując jak ludzie, z którymi nie tak dawno rozmawiała o jednorożcach, rozglądają się po wskazanym terenie.
    - Bo ty najwyraźniej widziałeś Widzialną Starą Klacz, a nie jednorożca - wyjaśniła z litością w głosie, po czym rozmarzyła się z lekka patrząc gdzieś w dal - Niewidzialny Różowy Jednorożec ma bardzo ładny, smukły pyszczek, gęstą, lśniącą grzywę, delikatne, a zarazem bardzo ostre kopytka, zaś kiedy przechadza się wśród drzew wszystkie ptaszki z okolicy zlatują się wokół niej, żeby zaśpiewać jakąś słodką melodię na cześć Jej Bajeczności. Nigdy nie widziałeś Jednorożca jeśli tego nie wiesz.
    W zasadzie, oczywiście, że nie widział, dobrze wiedziała komu się ukazywała, a tego ignoranta nie było na liście. Kiedy spojrzała z powrotem na Lucka, uświadomiła sobie, że chyba za bardzo ją poniosło, ale no sorry, na pewno nie pozwoli, żeby ktokolwiek miał takie zdanie o niej, nie po to kładła ludziom różowe siano do głowy, żeby ktoś taki opowiadał o niej bzdury przypadkowo poznanym na imprezie laskom. Co za tupet, ona niewyjściową twarz? Książę z bajki się znalazł.

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  49. Tego wieczoru miał zaplanowane spotkanie z uroczą asystentką jednego ze swych klientów. Chodziło jednak o coś więcej niż zwykłe interesy. To nie tak, że nie kochał swojej żony. Była mu bliższa niż ktokolwiek inny, ale był już zmęczony ciągłymi kłótniami. Ciągle rozpamiętywała stare czasy i liczbę jego nieślubnych potomków. Wpadł więc na świetny pomysł i wysłał ją na tydzień do luksusowego spa, które polecił mu starszy brat. Nawet nie protestowała. Widocznie też chciała pobyć chwilę sama i się zrelaksować. W ten o to sposób pozbył się żony z mieszkania i mógł oddać się przyjemnościom. Założył jeden ze swoich ulubionych garniturów, spryskał się znaczną ilością wody kolońskiej i przybrał nieziemski uśmiech (dosłownie!). Był gotowy. Poprawił jeszcze krawat zanim rozległo się pukanie do drzwi. Rozradowany wyruszył w ich stronę, a szybko się zatrzymał. Rozpoznałby ten głos wszędzie, nawet jakby go piorun strzelił trzy razy. Że też wybrał sobie właśnie ten dzień. Był jednak jego dobrym przyjacielem, a jeśli ta wódka zrobi się ciepła... Cóż, nie warto robić sobie wrogów, a już na pewno nie w piekle. Odliczył tylko te przysłowiowe dziewięć sekund dla dramatycznego wejścia. Otworzył drzwi, ale zamiast wpuścić Lucyfera, wyrwał mu czystą wódkę i upił z butelki.
    — Trzepie lepiej niż moje pioruny Lucindo — puścił mu oczko. — A przynajmniej się stara. Wejdź, kolego. Wiedz tylko, ze wpuszczam cie z wielkim bólem, bo czekało mnie dziś niezłe ruch... spotkanko.
    Miał nadzieje, że zrozumie. Lucyfer przyszedł obładowany niezłym towarem. Kolejna impreza i akurat nie ma Hery, która by mu narzekała pod nosem?! Idealnie! Męski wieczór, którego z pewnością długo nie zapomną. Chyba, że jutrzejszego poranka, kiedy to obudzą się ze strasznym kacem, którego będą się wypierać przez następne sto lat.
    — Pijemy za coś, czy bez okazji? Ty wiesz, ze ja i tak nigdy nie odmówię. — Zaprosił go do salonu, gdzie czekał już na nich szampan. Zeus wzruszył tylko ramionami. Schował niektóre trunki do barku, a przy okazji przyniósł też kieliszki do wódki. I tak pewnie będą pić z gwinta, jak na bogów przystało, ale zawsze warto zachować pozory. Poza tym chciał też wykorzystać prezent od swego syna. Na każdym kieliszku widniał bowiem symbol słońca i portret Apolla. Czasami przypominał mu Narcyza, ale nigdy mu o tym nie powiedział. Nie było takiej potrzeby. — Tak czy siak pije za twoje zdrowie i za Starych Bogów do stu piorunów!

    [Dziękujemy za cudne rozpoczęcie i przychodzimy z kontynuacją!]
    KUMPEL OD PICIA

    OdpowiedzUsuń
  50. Aż nóż w kieszeni się otwierał, ale nie mogła dać się sprowokować jakiemuś człowieczkowi. Może nawet kiedyś sprezentuje mu mały atak serca, jak już się znajdzie gdzieś sam, a co. Choć drugiej strony to wcale sobie nie zasłużył na taką atrakcję, ale zaczynał ją tak denerwować, że chyba się nie powstrzyma.
    - Co? - nie zrozumiała ani jednego słowa jakie do niej powiedział, pewnie w swoim języku.
    Może to i dobrze, że nie zrozumiała, dobrze dla niego. Ale z zasadzie to co by mu zrobiła? Panie i panowie, przed państwem wielki gniew Jej Bajeczności, bogini za chwilę obsypie państwa toną brokatu? No kurwa, nie. Zanotowała sobie, że musi sobie wymyślić coś groźnego, czym można straszyć nie tylko przedszkolaków, choć szczerze mówiąc to raczej wątpliwe, aby ktokolwiek bał się różowego jednorożca. W dodatku niewidzialnego. Czasem chujowo było być taką boginią.
    - Zresztą, nie ważne. - machnęła teatralnie ręką - Zmieńmy temat. Aż tak mnie jednorożce nie fascynują, żeby się o nie kłócić. - uuuu, nos mógłby jej właśnie urosnąć z pół metra, gdyby miała na imię Pinokio - Słuchaj, przypomniałeś mi właśnie, że znam kogoś kto potrafi wychylić jednym ruchem caaalutką butelkę wódki. Tak po prostu, na raz, wyobrażasz to sobie?
    No, haczyk zarzucony.

    [Sorry za długość, ostatnio ni cholery weny nie mam xD]

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  51. [brawo Lucjan, dej autograf :D]

    Prawie zaśmiała się do siebie na tę scenę. Naprawdę tak łatwo dawał się podpuścić? Ech, faceci, wystarczyło jedno proste stwierdzenie, a ten już musiał dać taki popis, choć szczerze mówiąc dobrze mu poszło, czy to w polskiej krwi tak ma, czy po prostu gość dużo ćwiczył, tego nie wiedziała. Wiedziała natomiast, że na tym nie koniec szopki. Ludzie wokół nich otwierali szeroko oczy i usta, klaskali, gwizdali, a nawet niektórzy podchodzili poklepać go po plecach wyrażając swój podziw. Jednorożec pozostała jednak niewzruszona.
    - To było pół litra, prawda? - wskazała od niechcenia palcem na leżącą już daleko butelkę - On wypija litrową...
    Och, wprost uwielbiała prowokować ludzi do robienia różnych głupich rzeczy, było przy tym tyyyle zabawy i kupa śmiechu, aż powoli zaczynała czuć, że kąciki ust jej drgają od utrzymywania powagi.
    Założyła ręce na piersi i dorzuciła jeszcze troszkę oliwy do ognia.
    - Uważa się za niepokonanego w piciu, podobno nikt nie dał rady wypić więcej od niego.

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  52. [Tak! Łowienie ryb, polowanie na krokodyle, karaoke i wspólne picie. Co Ty na to? :D
    Gorzej! Będę Cię wtedy ganiać z pajonkiem i nim straszyć.
    Wątek możemy sobie zacząć właśnie od wspólnego wypadu na ryby, a potem się coś wspólnie odwali. Co Ty na to?]

    Anansi

    OdpowiedzUsuń
  53. -Miałam rodzinę, dawno temu. –mruknęła, niekoniecznie zachwycona jego pytaniem. Nie lubiła opowiadać o przeszłości, o śmierci matki, o wygnaniu przez Odyna, o obojętności ojca czy o karze, jaka spotkała jej braci za to, że cóż, byli jacy byli. Kara powinna spotkać ojca, ale to prawdopodobnie tylko jej opinia. –Mam brata, przyrodniego. Jest indiańskim szamanem. Fajnie, nie? –dodała, pokazując jak bardzo dumna jest ze swojego braciszka. On jako jedyny się nią zainteresował, zadbał o jej szczęście kiedy była jeszcze w podziemiach. Teraz też o nią dbał, nie zostawił jej samej.
    -Ale żeby od razu męczyć się z bachorami za kasę? To nie trzeba tego przewijać, karmić czy coś? Kiedy znaleźlibyśmy czas na chlanie? –spytała zaskoczona, niekoniecznie rozumiejąc całą tą ideę. Bo niby fajnie, hajs za nic, teraz musi zapierdzielać całymi dniami żeby coś uskrobać, ale jak to uwzględnia posiadanie dzieci, to jej zdaniem kompletnie się nie kalkuluje. Przecież te bestie pożerają więcej niż są w stanie unieść, a później jeszcze trzeba po nich sprzątać i następne żarcie przygotować, jak najebana robiłaby obiad? Danie dnia: suchy chleb i cebula. –Za mało płacą żeby mnie przekonać. –dodała z lekkim wzruszeniem ramion. A opis Lucka tego miejsca zdecydowanie ją jeszcze bardziej odstraszył. W Ameryce było jej dobrze, w jej małym, białym domku było jej dobrze, za takie hajsy jakie sama sobie zarobiła. Albo wyciągnęła od umierających.
    I musiała się z nim zgodzić. W jego przypadku kobieta była zbędna, taki czubek jak Lucyfer tylko zniszczyłby psychikę niewinnej niewiasty, która poleciałaby na ten głupkowaty uśmiech. Zupełnie tak samo było w jej przypadku. Każdy napatoczony mężczyzna, bóg czy nie bóg, stałby się przekąską między jej zmiennymi humorami, żalem do świata i ogólnym mrokiem jej niezbyt wyględnej duszy. Więc może lepiej, że ani ona, ani Lucek, nie planują zniszczyć komuś życia.
    -Oglądałam serial, w którym obiecywali sobie, że jak na starość zostaną sami, to wtedy się zejdą. Chcesz? W sumie nie wiem kiedy my będziemy na tyle starzy, ale! Jak o nas już zapomną i ten ważniak od nowych bogów przejmie kontrolę na światem, to możesz wpaść. Uchlejemy się do nieprzytomności, przeniesiemy się do Polski, zaadoptujemy jakieś małe bachory i będziemy żyli na polu cebuli z zasiłku, co Ty na to? –zapytała, niesamowicie z siebie zadowolona i wychyliła kolejnego drinka. Ten był już lepszy, zapiekło ją nawet gdzieś w środku, co oznaczało, że są coraz bliżej stworzenia ideału. Wiedziała jednak, że takie małe kieliszki nie są wystarczające, więc wyciągnęła dwie wysokie szklanki i sama zabrała się za przygotowywanie napoju. Więcej niż połowa wódki, reszta sok i zdecydowanie za dużo tabasco, co podsunęła mężczyźnie pod nos.

    drink speszialist

    OdpowiedzUsuń
  54. [Cholera. Lucek wydaje się tak fajny, że aż szkoda by było nie mieć z nim wątku. :D Z Chicago do Milwaukee nie jest daleko, więc może by się spotkali na Germanfest, korzystając z faktu, że Lucyfer lubi sobie popić. Tam gdzie Niemcy, tam i alkohol. A dokładnie to chyba najlepiej zaplanować prze email. :D]

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  55. [Z opóźnieniem, ale witam również i dziękuję za miłe powitanie. Odyn chyba prędzej się dogada z Luckiem, skoro jesteśmy w jednej drużynie.
    Za to korci mnie by porwać Pana Makarona na wątek do mojego Pana Narkotyka. ;)]

    Odyn / Narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  56. [No i super jest! :D]

    W skupieniu zarzucił wędkę, starając się nie zahaczyć o nic po drodze. Łowienie ryb z najwyższego mostu w Fort Pierce było prawdziwą sztuką. Było też zwykle zabijaniem czasu i pretekstem by zrobić coś całkowicie bezproduktywnego. Tym bardziej, że ciężko było tu cokolwiek zrobić. O wiele bardziej liczyło się dobre towarzystwo, a Lucjan do takiego należał. Co prawda nie był tak naprawdę bogiem i pochodził z chyba najnudniejszej religii białasów, ale jakimś cudem okazał się zajebistym gościem. Anansi z uznaniem musiał przyznać, że Lucyfer był jednym z ciekawszych osobników jakich ostatnio poznał. Zastanawiał się nawet skąd Odyn go wytrzasnął.
    – Eeee... – zastanowił się przez chwilę Anansi, przypominając sobie tą popijawę niedługo po spotkaniu w Domu na Skale. Po tym jak opowiedział wszystkim swoją historyjkę o tygrysich jądrach, a zirytowany Odyn przeszedł do bardziej poważnej... i zarazem o wiele nudniejszej, części spotkania, Lucek postanowił zostać głosem rozsądku perfekcyjnie podsumowującym to jak nieznaczącymi i niegodnymi uwagi stworzeniami byli nowi bogowie. W przeciwieństwie do Odyna, Anansi był zachwycony komentarzami Lucyfera. Koniec końców zamiast rozjechać się po spotkaniu do domów, obaj poszli zwiedzać pobliskie bary i jakimś cudem ich wspólna popijawa skończyła się spontanicznym zaproszeniem nowego kumpla na Florydę. Na ryby...
    – Chyba powiedziałem ci, że tu są aligatory – odparł nie do końca pewny Anansi, chyba zaczynał się już starzeć, bo miał pierwsze problemy z pamięcią. Zadziwiającym trafem akurat w związku z popijawą z Lucyferem – Potem ty powiedziałeś, że wypchany aligator byłby dobrym towarzystwem dla Będzimira... i jakoś tak stwierdziliśmy, że musimy iść na ryby?
    Z uśmiechem przyjął butelkę od Lucjana. Nie był pewien czy łowienie ryb wymaga odkażania się, ale jeśli w planach mieli również krokodylealigatory...? Poza tym może po paru łyczkach pamięć nieco się poprawi?
    – Z czego ty to robisz? – zapytał biorąc łyk dziwacznego napoju, którego smak pozostawał zagadką, nawet dla tak wielkiego konesera trunków jakim był Anani – U nas na Karaibach pijemy rum. Najlepszy jest ten z Jamajki, będziesz musiał kiedyś spróbować.
    Pociągnął ofiarowanego skręta, zerkając ponownie na rzekę pod nimi.
    – Cukier puder zachowaj na wieczór, będziemy świętować udany połów! – oznajmił z triumfem wskazując ciemny kształt, niedaleko brzegu. Co prawda o wiele bardziej prawdopodobne było, że był to jedynie kawałek drzewa niż aligator, i tak liczył się efekt.
    – Zabrałeś jakąś przynętę?

    Pajonk

    OdpowiedzUsuń
  57. [Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale niestety było u mnie bardzo kiepsko z czasem. Jeśli nadal masz chęć na wątek to pragnę poinformować, że Jack jest co prawda fanem budweisera, ale myślę, że duchom na pewno tak duchowy napój jakim jest spirytus nie jest straszny. ;) Zatem w razie czego - zapraszam do siebie, czy to z Luckiem, czy z którąś z Twoich pozostałych postaci.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  58. [Biegnę! <3 Czy coś było ustalone przed moim urlopem, czy musimy kombinować od zera? :D]

    Mike

    OdpowiedzUsuń
  59. Bezradnie wzruszyła ramionami, raczej nie chciała go tutaj ściągaj, a wręcz nie powinna, więc trzeba było inaczej to rozwiązać.
    - Nie ma telefonu, jest trochę staroświecki, więc nie mogę po niego zadzwonić, jedyną drogą kontaktu z nim jest osobiste spotkanie. Ja nigdy nie próbowałam z nim wygrać, ale zawsze powtarza, że ten kto wygra z nim w pojedynku na picie wódki lub innego alkoholu, ten dostanie zapas wybranego trunku tak wielki, że wystarczy dla trzech armii pijących. - machnęła dłońmi w geście niemożliwości tegoż zdarzenia i zamilkła na kilka sekund. - Mieszka niedaleko, ale pewnie nikomu nie będzie chciało fatygować się specjalnie, skoro tutaj taka wspaniała impreza.
    W zasadzie zabawnie byłoby poznać ze sobą tych dwoje, Lucjan sądził chyba że jest bogiem, a łatwo można było mu to wybić z głowy, Borys, prawdziwy bóg i to nie byle czego, bo alkoholu, na pewno chętnie wytłumaczyłby temu człowieczkowi, że nic nie wie o piciu, co byłoby mega zabawne w mniemaniu Grace, a poza tym ci ludzie byli nudni, jakoś słabo się bawili, a dziś nie widziało jej się rozkręcanie całej imprezy, chyba że dodałaby im czegoś do wódki, albo rozpyliła jakiś gaz narkotyzujący, wtedy też mogłoby być zabawnie. Zaraz, w sumie to nie bardzo już było do czego dodawać czego kolwiek, Lucjanowy alkohol rozszedł się jak świeże bułeczki i już niewiele z niego zostało. Koniecznie musiała go stąd wyrwać i sprawić sobie trochę rozrywki.

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  60. [Miałam napisać znowu do Mammona, ale stwierdziłam, że Lucyfer może powodować w Izydzie cudny konflikt tragiczny, bo z jednej strony trzyma z Bogusiem, z drugiej strony nie, a Izyda nadal się gniewa za Mojżesza i bądź tu mądry, demonie.. :D]

    Izyda

    OdpowiedzUsuń
  61. [Dziękuję Ci Lucjanie za powitanie xD Gdyby coś, to zawsze możemy pomysleć nad wuntkiem gdyby była ochota. A jak nie to wszystkiego kociego w tą wielkanoc :D]

    Bast

    OdpowiedzUsuń
  62. [Masz za duży wybór zajebistych postaci i nie wiem gdzie Ci odpisać. :)
    Dziękuję za miłe powitanie. I cieszę się, że się podoba. Na wątek bardzo chętnie wpadnę, o ile mi doradzisz do kogo najlepiej się zgłosić. ;)]

    Gwyn

    OdpowiedzUsuń
  63. [Mój kłopotliwy braciszek, jak miło... :)
    Widać, że przystojność mamy w genach (czyżby po tacie? ;)). Widzę, że dobrze Ci się powodzi, nawet zwierzątka się w końcu dorobiłeś. A tata mówił, że jesteś zbyt nieodpowiedzialny...
    Hahaha, wybacz musiałam xDDD A teraz na poważnie. Lucjan zabójczy i wątku z braciszkiem sobie nie odmówię! Już nawet mi parę pomysłów chodzi po głowie. Ale mam też szaloną myśl. Skoro masz jeszcze dwa inne demonki to może Legion i Mammon wpadli by czasem z gościnnym występem do wątku Samaela i Lucka? Co sądzisz. :)]

    Samael

    OdpowiedzUsuń
  64. [O, no to super, bo ekipę masz cudną. ;)
    Tak sobie myślałam, że Sam z racji swojej roli miałby podobne relację i z rodzinką w Niebie i z tą nieco upadłą, czyli niby ok, ale nie do końca. No i przyszła mi do głowy myśl na powiązanie z przeszłości. Z racji tego, że obu naszym aniołkom się przypisuje rolę ulubionych synów tatusia to mogli się w niebie trzymać razem. Swoje charakterki mieli, dość dumni byli i nie podlizywali się ojcu jak niektórzy (i wcale nie mówię o Michasiu, wcale...). Potem jak Bóg stworzył Adama to w sumie tylko Lucek i Sam mogli mieć jakieś wątpliwości i krytycznie patrzeć na nową zabawkę i arcydzieło Ojca. Tyle, że jak przyszło do powiedzenia głośno co myślą Lucek się zbuntował, a Sam dyplomatycznie siedział cicho. Mogli się o to z Luckiem nawet dość ostro pokłócić, że Sam niby taki mądry i zajebisty, a nie ma jaj by się ojcu postawić. I po całej akcji mogli się nawet do siebie kilka wieków nie odzywać. Lucek był Luckiem, Sam się realizował, bawił w plagi... i jakoś w okolicy średniowiecza się przypadkiem spotkali. Akurat w średniowieczu kościół zaczął demonizować Samaela, więc... możemy uznać, że jak się z Luckiem spotkali to złość im mogła minąć, zaczęli ze sobą rozmawiać i się pogodzili na dobre. Lucek mógł w ramach integracji z braciszkiem troszkę go demoralizować, buntować przeciwko ojcu, kusić do złego... zapoznać z Lilą i takie tam. ;> A ponieważ Sam nie był taki grzeczny to mógł się dać podemoralizować, mógł się bliżej zapoznać też z kumplami brata z piekła (i tak by poznał Mammona i Legiona). No i generalnie znowu było między braciszkami fajnie i od tamtego czasu mogli być w kontakcie (czasem sobie poobgadywali Michasia, albo poimprezowali). W sumie to żeby było ciekawiej można by było zrobić, że na serio Asmodeusz był dzieciakiem Samaela i prócz Boga i Lilki wie o tym tylko Lucjan. Ale to tak opcjonalnie. :D
    Za to teraz, Lucjan mógł namówić Samaela na Amerykę (bo i tak w tym Niebie nic nie robi, żadnych plag nie ma i tak dalej). Mógłby nawet pomóc Samaelowi się urządzić w Ameryce i może go trochę wkręcić w konflikt między bogami (bo będzie wesoło i można odwalić jakąś plagę ;)). Tu w międzyczasie można wkręcić Mammona do biznesów, bo Sam pewnie nie ogarnia za bardzo takich spraw i przyda mu się ktoś do pomocy. Możemy też sobie w wątku zrobić akcję w stylu - Lucjan dowiaduje się, że Legion odwala coś dziwnego i trzeba we dwójkę pojechać i zająć się Legionem nim zrobi krzywdę komuś lub samemu sobie. ;)
    Ufff, trochę chaos, ale mam nadzieję, że da się ogarnąć i coś z tego wyłowisz. xD]

    Samael

    OdpowiedzUsuń
  65. Od jakiegoś czasu Samael był już niemal stałym gościem w Chicago i ku własnemu zdziwieniu coraz bardziej mu się to podobało. Na pewno czuł się tu znacznie swobodniej niż w niebie, w którym i tak ostatnio (w sumie to od dobrych kilku wieków, jak nie dłużej) nie miał zbyt wiele do roboty. Poza tym w Chicago mieszkał Lucyfer. Choć Samael zwykle nie przyznawał tego na głos, Lucyfer od zawsze był jego ulubionym bratem. Był inny niż reszta rodzinki, a przynajmniej tej niebiańskiej części rodzinki. Lucyfer miał swój charakterek, swoje własne zdanie i potrafił się dobrze bawić. Samael po dziś dzień pamiętał jak razem z Lucyferem postanowili uczcić to, że w końcu (po dobrych kilku wiekach, jak nie więcej) udało im się pogodzić. Następnego dnia Samael pierwszy raz w swoim długim życiu zrozumiał jak to jest chcieć umrzeć... i że ten stan nazywa się kacem. Obiecał sobie, że nigdy więcej nie będzie pił z Lucyferem tego świństwa... i jak to zwykle było – za każdym razem brat jakimś cudem potrafił go przekonać i namówić do złego.
    Czasami Samael zastanawiał się co myśli o tym wszystkim ich Ojciec, ale ten zdawał się przymykać oko na to wszystko. No może prawie wszystko. Samael miał jednak nadzieję, że nie będzie musiał ponownie wybierać między Lucyferem, a Bogiem.
    Punktualnie zjawił się pod drzwiami apartamentu Lucyfera. Choć wśród swoich poukładanych i wzorowych braci w niebie Samael miał raczej nienajlepszą opinię, to przy Lucyferze czasem czuł się potwornie nudny i sztywny.
    – Chyba nie zacząłeś pić beze mnie? – odezwał się wesoło.
    Uśmiechnął się na widok Lucyfera, który już od progu powitał go czym chata bogata, czyli z flaszką chłodnej wódki. Samael bywał tu na tyle często, by czuć się jak u siebie w domu. Od razu poszedł po „szklaneczkę”. W końcu z argumentami Lucyfera a zwłaszcza „z bratem się nie napijesz?” nie było nawet co dyskutować.
    – Co nowego w piekle? – zapytał w końcu, kiedy rozgościł się już na dobre, a Lucjan skończył czynić honory.
    Samael uwielbiał słuchać historyjek z piekła, czasem nawet zazdrościł Lucyferowi. W porównaniu z piekłem, niebo było tak upiornie nudne. Nawet Jezus wolał spędzać święta na ziemi w towarzystwie Ostary niż z Ojcem i jego wiernym „pieseczkiem” Michałem. Czasem co najwyżej wspólnie z Gabrielem można było wymyślić coś ciekawego i zabawnego, ale i to nie zdarzało się zbyt często. Lucyfer miał pod tym względem zdecydowanie lepiej. No i rzecz jasna miał to „szczęście” by częściej widywać się z Lilką.

    Sam, który też nie wie co czyni

    OdpowiedzUsuń
  66. [oj Lucio, Lucio ... ;3
    Cos mi proponujesz? *smiech* ]

    sam wiesz kto ^_^ (ej chlopy beze mnie pija - flaszke postaw xD]

    OdpowiedzUsuń
  67. Było cicho.
    Kiedy Conrad Gray szedł korytarzami Helltechu, ludzie mijali go z dziwnie służalczym pośpiechem. Sekretarki zagadywały go, pytając o różne sprawy i przypadkiem nawijając kosmyki włosów na palce, która to sztuczka łączyła się zawsze ze słodkimi uśmiechami i naiwnie niewinnymi spojrzeniami spod szyldu co złego, to nie my.
    Odbierał od każdej dokumenty, przeglądał je, rzucał dwa słowa komentarza i szedł dalej, a wniebowzięte sekretarki omal nie mdlały w drzwiach. Gdyby tylko wszystkie problemy dało się tak rozwiązać.

    Wszedł do gabinetu Lucyfera. W odróżnieniu od jego własnego, niebiesko-kremowego, wysprzątanego w pedantyczny wręcz sposób, ale na swój sposób mrocznego dzięki niepokojącej stylistyce obrazów na ścianach i przyciemnionych okien, tutaj panował niebywały chaos i nieporządek. Prędzej znalazłbyś tu zwłoki blondynki, szczura i diplodoka niż Lucyfera, albo - o zgrozo - jego papiery. Te same papiery, na których spał teraz znudzony i zmęczony Lucuś. Uwagi Abaddona nie uszedł fakt, że pod głową księcia piekieł znajdowała się mięciutka poduszeczka w kaczuszki, na pewno nie będąca jego własnością. Z jego gardła momentalnie wydobyło się coś pośredniego między kaszlnięciem a dzikim rechotem, szybko jednak stłumił ów odgłos i ze spokojem ducha godnym skały szturchnął śpiącego mężczyznę. Gdy i to nie pomogło, wytoczył najcięższe działa. To znaczy zaczął fałszować.

    -Wstawaj, strana ogromnaja, wstawaj na smiertnyj boj,
    Z faszistskoj siłoj tiomnoju,
    Z praklatoju ordoj.
    Pust' jarost' błagorodnaja, wskipajet kak wałna-a-a,
    Idziot - wajna narodnaja. Swiaszcze-e-e-ennaja wajna~~



    Dumny ze swojego popisu, odchrząknął i czekał, aż obudzi się Lucek. Gdyby to nie poskutkowało, miał w zanadrzu inne zwrotki Swiaszczennoj Wojny, piosenki, którą zasłyszał był od radzieckich żołnierzy na froncie wschodnim jeszcze jako młody człowiek.

    Człowiek? Co za śmiała konkluzja.

    Abaddon

    OdpowiedzUsuń
  68. [Hefajstos z uwagi na swoje wyalienowanie i samosądną banicję nie utrzymuje kontaktu ze zbyt wieloma bóstwami. Daleko mu też do wielkich miast, dlatego póki co muszę podziękować za propozycje; na razie się wstrzymam, bo bez pomysłu nie ma co wojować. I zostaje mi również życzyć tego samego, chociaż, jak widzę, wcale tego nie potrzebujesz. Dziękuję za miłe słowa i do zobaczenia na fabule jak przyjdzie nam się spotkać!]

    OdpowiedzUsuń
  69. Czego on właściwie się spodziewał po tym nierobie, leniu, śpiochu i alkoholiku? Czego on się spodziewał po Lucyferze? Powagi? Przejęcia sprawami firmy? Zainteresowania? Może jeszcze, kurwa, rozsądku?
    A jednak wciąż miał nikłe resztki nadziei, że coś przemówi do tego pustego, zakutego, diabelskiego łba. Dlatego wydobył zza pazuchy butelkę wódki i postawił ją z głośnym stukiem na blacie. Posłał Lucyferowi spojrzenie, przed którym drżały podległe mu oddziały Harap Serapel, ukrytej grupy najemników. Stworzył ją w porozumieniu z Lucusiem i Legionem, dla spokoju ducha, żeby mieć pewność, że nikt z Helltechu nie zamierza pracować dla konkurencji...i żeby stała za nimi jakaś realna siła, która w razie potrzeby się przyda. Prócz tego wokół siebie zgromadził Blackstride, oddział dobrze wykwalifikowanych demonów wysokiej klasy, którym płacił z własnej kieszeni za ochronę pewnych miejsc i artefaktów oraz likwidowanie jego nieśmiertelnych wrogów w piekle; ponadto Blackstride'owie mieli przed sobą kilka innych zadań, takich jak eksploracja starych laboratoriów i ośrodków badawczych oraz porzuconych terenów w celu pozyskiwania danych, likwidacji celów i kradzieży obiektów. Ostatnio był z nich jednak niezadowolony, szczególnie po ostatnim wyskoku tego oddziału, o którym musiał teraz porozmawiać z Lucyferem.
    -Obudź się, deklu-szarpnął go za ubranie i zmusił, by podniósł głowę. -Będzimir to tylko czaszka, nie potrzebuje karmienia, a ja potrzebuję CIEBIE. Może raczyłbyś mi coś wyjaśnić, co?!
    Poczekał chwilę, aż prezes się obudzi, po czym kontynuował tyradę:
    -Możesz mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego jeden z członków mojego oddziału został przez ciebie wczoraj po pijaku zdekapitowany?! Co więcej, dlaczego Hariel Ravenswood leży pijany w sztok i bełkocze coś o jajach dinozaura?! Do cholery, ci ludzie byli mi potrzebni na dzisiaj, by zinfiltrować pewne miejsce, które podtrzymałoby moją neutralność! Nie zamierzam dołączać ani do ciebie, ani do Boga, i doskonale o tym wiesz, stary durniu, ale mógłbyś przynajmniej nie upijać w sztok przywódcy mojego oddziału!
    Odwrócił się ze złością, puszczając Lucyfera tak, by jego głowa uderzyła o biurko, i spojrzał przez okno tak, jakby chciał zabić wzrokiem wszystko żywe stworzenie.
    Naprawdę mu się to wszystko nie podobało. Co z ich przyjaźnią? Co z ich umowami? Dlaczego Lucyfer zaczął łamać stare przysięgi, obietnice, dane słowa? Jak miał to rozumieć? Jako próbę szantażu? Przekupstwa? Początek rozłamu w piekle?
    -Lepiej, byś miał dobre wytłumaczenie - warknął.


    Abaddon

    OdpowiedzUsuń
  70. [Lucek, Lucek, Lucek...
    Mieliśmy już plan by ich razem zapoznać na Germanfeście w Milwaukee i chyba można to pociągnąć, co nie? Ogólnie mam już wizję jak on ją upija. xD Najpierw Juratka by się opierała, ale w końcu kto odmówi urokowi Lucyfera?
    Do tego jednak najpierw muszą się jakoś poznać. Przypadkowe wpadnięcie na siebie? Jurata siedziałaby sama, a ten mały diabeł by do niej podbił? A może Lucjanowi coś by się stało, a ta poszłaby mu na ratunek?
    Takie moje luźne propozycje. Po wypracowaniach na polski jednak mój mózg nie pracuje za dobrze, więc tam nie wiem. Może na coś lepszego wpadniesz xD]

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  71. [No hej!
    Skoro lubisz jeździc pociągami, to pamiętaj Pierwszą zasadę PKP: Im dłuższa trasa, tym krótszy pociąg. Swoją drogą, wiesz dlaczego pociągi się nie wyprzedzają?
    Bo jeżdżą po kolei xD #suchargonisuchar
    A skoro czujesz pociąg do Pani Pociąg, to wpadaj po wątek. Tym bardziej, że zostało utworzone nowe połączenie kolejowe. Okej, późna pora służy sucharowaniu i memowaniu, więc koniec xD]

    Valentina, Pani Kolej

    OdpowiedzUsuń
  72. Sziszę spokoju?!
    Abaddon usiadł i oparł dłoń o policzek, biorąc raz po raz kolejne głębokie wdechy. Gdyby nie to, że obaj byli wieczni, potężni, mieli po dwa tysiące lat - jeżeli nie więcej - już dawno by go zabił i zaprowadziłby swoje porządki. Porządki, które pozwoliłyby mu utworzyć w miarę silne imperium piekielne. Z drugiej strony...
    Posłał swemu skacowanemu bratu mordercze spojrzenie. Dlaczego Lucyfer od samego początku był taki? Dlaczego nie mógł być poważny, konkretny, skupiony na rzeczywistości? Podszedł do specyficznej półki z książkami i odsunąwszy kilka tomików jakiejś wątpliwej poezji, wyciągnął dwie butelki Jacka Danielsa. Postawił je stanowczo przed Lucyferem, jednak nie wyciągnął korka.
    - Przez tysiące lat starałem się jedynie trwać, Luc - powiedział cicho. W jego głosie nie było gniewu.- Dobrze wiesz, czym on mnie uczynił. I wiesz, że choć jestem neutralny, to moje miejsce jest z tobą i Siegelem. Więc, do kurwy nędzy, nie pozbawiaj mnie mojego status quo, rozpijając mi ludzi i pozbawiając głów moich szpiegów, dobra?
    Westchnął, słuchając jego słów. Patrzył w ciemne, zmęczone oczy Lucyfera, i sam odczuwał coraz silniejsze zmęczenie. Dlaczego nawet po Upadku wszystko musiało się komplikować?
    Wiedział, że trwa konflikt. Wiedział, że starzy i nowi bogowie żrą się i walczą ze sobą o wszystko. Wiedział, że między aniołami a demonami ciągle toczy się wojna o ich przetrwanie. Ale wiedział też jeszcze coś.
    - Zależy, o jakim konflikcie mówisz. Wojna z Bogiem trwa i będzie trwała do skończenia czasów, bo ani my nie wyginiemy wszyscy, ani on nie upadnie - zauważył.- Nie możesz odmówić im siły. Co do konfliktu nowych i starych bogów, on też jest wpisany w porządek rzeczy. Odkąd istniejemy, Lucyferze, nowe zawsze walczyło ze starym. A my nie powinniśmy się w to mieszać. Nie starczy ci, że masz Piekło pod sobą? Nie pamiętasz 1880 roku i Semyazzy w Londynie? Nie pamiętasz, jak to się wtedy skończyło?!
    Podniósł głos, choć naprawdę tego nie chciał.
    ...trwa konflikt o nasze być albo nie być...
    Tyle, że jego motorem napędowym byli Bóg i oni sami. A dopóki oni istnieli, dopóty ta wojna nie miała szans się zakończyć - wieczna, wszechpotężna istota nie mogła upaść, póki miała wyznawców, oni istnieli, póki były o nich zapisy, wzmianki, póty bibliolodzy doszukiwali się po raz setny w ich życiorysach nieistniejących aspektów Boga. Aż uśmiechnął się na myśl o ich daremnej pracy.
    A los Semyazzy i wspomnienia owych deszczowych, zimnych dni w Altleigh nie były jeszcze tak odległe, by Abaddon miał je wyrzucić z serca i z pamięci.

    Abaddon

    OdpowiedzUsuń
  73. [Dzięki, dzięki :D No to wpadam z jakimś luźnym pomysłem typu pijackie, piekielne pogaduchy czy zawarcie przyjaźni bądź nieprzyjaźni. Co wybierasz, chyba, że zrodził Ci si,ę jakiś bardziej szczegółowy pomysł :D]

    Belial

    OdpowiedzUsuń
  74. Wypuścił powoli powietrze ze świstem z płuc, dając sobie słowo, że tym razem zachowa spokój. Że nie wyjdzie z siebie, nie nawrzeszczy na tego jełopa i nie uda się na długi, zasłużony urlop - zresztą, bądźmy szczerzy, i tak by tego nie zrobił, bo Helltech musiał funkcjonować, a niefrasobliwy i walnięty Lucyfer nie umiał tego zapewnić pracownikom. Westchnął.
    - W Piekle mieliśmy wtedy bunt, deklu. - przypomniał mu oschle. - I, jakby nie patrzeć, na nasze własne życzenie, bo obydwaj przegapiliśmy ważne oznaki. Musiałem zamordować żonę mojego przyjaciela, potem patrzeć, jak umiera, i przelewać krew swoją i swoich ludzi za twój piekielny stołek, więc na razie poprzestań na tym, by ogarniać swoje własne podwórko. To jest w twoim własnym interesie.
    Westchnął. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i odpalił jednego. Mrużył przy tym oczy, ziewając. Miał senne, kocie, zmęczone życiem oczy. Dym drapał trochę w gardle, jednak był dosyć przyjemny.
    - Semyazza musiał wtedy umrzeć - wyjaśnił oględnie.- Nie był tak znanym Upadłym jak my, ale jeśli zmartwychwstał, nigdy więcej już go raczej nie spotkamy. Wątpię, by wrócił do Piekła po tym, co zrobił mu Dantalion, po tym, co go spotkało ze strony innych.
    Dlaczego to musiał być taki skomplikowany temat...?
    - Dorośnij, Luc. Nie możesz wiecznie udawać, że nie widzisz zagrożenia. Pragniesz wszechwładzy, ale nie uzyskasz jej, pomijając kwestie wewnętrzne i sprawy związane z wpływami na ziemi. Upadając, przejęliśmy na siebie jej brudy, a one pomogą nam wypłynąć.
    Może był patetyczny, ale uważał, że w patosie i goryczy kryła się ta sama gorzka rzeczywistość, co w codziennym "spierdalaj", jakie obowiązki słyszały od Lucyfera.
    My, którzyśmy upadli, winniśmy szanować upadających.
    Abaddon.

    OdpowiedzUsuń
  75. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa :3 Zastanawiałam się poważnie czy nie wcisnąć tam jeszcze jakiegoś elokwentnego komentarza od Lucka, ale nie byłam pewna czy chcesz... No i w sumie to jedyny komentarz, który byłoby lepiej, żeby napisał sam autor a nie ja :D Więc jak chcesz to coś podrzuć, a dokleję. Taki fejm trochę, komentarz od samego Lucjana!]

    #Instagram

    OdpowiedzUsuń
  76. Westchnął ciężko, przecierając zmęczoną twarz. Był zmęczony, bardzo, a wychowanie Lucyfera nie należało do najłatwiejszych. Wątpił, by Bóg ich się bał, zresztą nie chodziło mu o to, by wzruszać skamieniałe serce szefa ckliwymi historyjkami o zmarłych czy cokolwiek. Zacisnął na chwilę zęby i palce, by po chwili się wyluzować. Jego twarz, oprócz zwykłego spokoju i nutki smutku ukrytej gdzieś głęboko w ciemnej barwie oczu, wyrażała...ciszę. Taa...chyba po latach stał się już Ciszą. Milczeniem. Oczekiwaniem na to, co przyjdzie - a przyjść mógł jedynie zły los.
    - Pierdolę, sam się napiję - machnął ręką ze zrezygnowaniem. Wyszedł na chwilę z pokoju, po czym wrócił z butelką czerwonego wina rocznik 1880. W Piekle można było znaleźć nie takie artefakty, poza tym...Co miał do stracenia? Do Lucyfera, najwyraźniej, przemówiłoby jedynie picie. Rozumiał jego hipomanię, megalomanię i inne schorzenia, ale chyba pomijał celowo pewne rzeczy - albo tylko udawał?
    - Taa. Pamiętam tą serbską czy tam chorwacką Żydówkę, z którą obudziłeś się w łóżku - westchnął z lekkim uśmiechem. - Jakie to było uczucie pieprzyć się z nędznym człowiekiem, którym tak gardziłeś, kiedy odeszliśmy, Lucek? Ja nigdy nie narzekałem, szukając u nich czegoś ciekawego.
    Zamknął na chwilę oczy, przesuwając palcami po fakturze kieliszka z winem. Był przyjemnie zimny, chłodził skórę.
    - On się nas nie boi. Przeciwnie, nadal po tych wszystkich latach chce, żebyśmy wrócili - zauważył. - Trzęsiesz narodami, to fakt, ale on wciąż widzi w nas małe, zagubione dzieciaczki.
    Parsknął z pogardą. Mieliby wrócić? Po latach? Po tym wszystkim, co ich spotkało? Po tym, jak zobaczył ogrom śmiertelnego cierpienia, żalu, bólu, nienawiści, miliardy zdeptanych, sponiewieranych dusz - przez tego samego Ojca, któremu kiedyś wszyscy służyli? To naprawdę brzmiało jak dobry dowcip. I byłby nim, gdyby nie ta gorzka świadomość, że Bóg z tym swoim nieskończonym miłosierdziem wciąż oszukuje się, że mogą sobie wybaczyć, zapomnieć o wszystkim i żyć grzecznie pod ochronnym parasolem niebieskich chmurek, odlegli od ziemskich spraw i od tego, czym był ten świat.
    - Przejdźmy do spraw konkretnych, Luc. Dostałem kilka ofert tak od starych, jak i nowych bogów. Wszystkim im zależy, byśmy się do nich przyłączyli. Jeśli chcesz mieć whisky i święty spokój, to dlaczego chcesz koniecznie przylepiać się do jednej i drugiej strony? To przecież wymaga gadania z ludźmi, bogami, irytowania się... - wytknął mu z lekkim uśmiechem. - Co istotniejsze, widziałem w mieście Gabriela i Razjela. Szukają mnie i ciebie, chcą koniecznie rozmowy na neutralnym gruncie. Ja nie zamierzam z nimi się widzieć, a ty?
    Co do Semyazzy i bycia nudnym...westchnął ciężko. Zgasił papierosa w srebrnej popielniczce zrabowanej jakieś dwa wieki temu odpowiedniej osobie.
    - To nie tak, że próbuję cię zmiękczyć, stary. Ja tylko próbuję ci wytłumaczyć, gdzie popełniasz błąd. Wiem dobrze, że i tak zrobisz, co zechcesz.

    Abaddon

    OdpowiedzUsuń
  77. Machnął ręką, nie chcąc już o tym rozmawiać. Lucyfer był jak niesłychanie pijane i uparte dziecko, jedno już wychowywał i nie miał zamiaru zapewniać sobie kolejnej dawki stresu płynącej z tłumaczenia narwanemu demonowi istoty strategii i rozsądku. Zresztą...
    Wzmianka o Mammonie sprawiła, że uniósł wysoko brwi. Kogo jak kogo, ale jego się nie spodziewał. Na pewno nie teraz i nie w tej sytuacji.
    - Mammon? Ze mną chce ubić interes? - zdziwił się szczerze. - Nic mi nie mówił, gdy się z nim ostatnio widziałem, ale wyślę mu smsa.
    Jak powiedział, tak też zrobił. Jednak plan Lucyfera na danie fałszywej nadziei idealnym braciszkom wyjątkowo go zaintrygował. Jego kontakty wciąż miały numery do informatorów Razjela, mogliby to przeprowadzić.
    - Będzie nam do tego potrzebny Samael. Bez brata nie chcę podejmować decyzji - oznajmił. - Danie im fałszywej nadziei i postawienie warunków to coś dla nas, Luc, ale chcę mieć pewność, że w tym czasie nikt nas nie zdradzi. Co do naszego powrotu, on chce go permanentnie. Wracając, znowu stalibyśmy się psami mordercy, liżącymi dupy kółku wzajemnej adoracji.
    Odwrócił spojrzenie. Machnął ręką i westchnął. Wino było mocne, szło do głowy, niedługo będzie pijany. Dobrze, że dziecko stale było pod doskonałą ochroną i raczej nikt mu na razie nie zagrozi. Że może być spokojny, nie to, co ta cała gorzka rzeczywistość, pędząca na łeb na szyję w martwą pustkę i w ciemność.
    Pił wino, nic już nie mówiąc, spokojny i cichy, nawet tej destylacji nie skomentował ani słowem. Miało dobry smak - jak obietnice, które zamierzali złożyć.

    Abaddon

    OdpowiedzUsuń
  78. Westchnął. Może Lucyferowi wydawało się, że najprościej jest pominąć Samaela przy wszystkich decyzjach i działać tak, jak im się podobało, jednak obaj byli mu winni zdecydowanie zbyt wiele. Kiedy Lucjan pił jak szalony i nie ogarniał życia, to oni obaj starali się - dyskretnie, ale jednak - utrzymać go przy władzy, zachować swoje pozycje, przetasowywać karty w Piekle tak, by full zawsze należał do księcia tej ziemi. Tego, który jako pierwszy wywołał Upadek i sprawił, że ich świat był teraz taki, jaki był. Westchnął ciężko.
    Nigdy nie spoważnieje. Ale może to lepiej.
    - To nie jest takie proste, jak myślisz. Zawdzięczamy Siegelowi naprawdę dużo, a gdyby nie on, to już setki razy straciłbyś władzę. Przy kupowaniu kafelek albo samochodu pominąłbyś żonę? - wytknął mu z kpiącym uśmiechem. - Musisz się dużo nauczyć o relacjach międzyludzkich, Luc. A w każdym razie o szachach na pewno.

    Kościoły są fajne…kiedy płoną.

    Uśmiech Abaddona i jego twarz można byłoby teraz określić dwoma słowami: cursed psychopath. Na pewno by to do niego pasowało. Zaśmiał się przerażająco, sięgając po kolejny łyk wina. Taaak...Taka zemsta, oczyszczenie przez ogień, idealnie mu pasowała. Podobne oczyszczanie widział u Bishamontena, w jego mrocznych rytuałach, które kiedyś odprawiał, wzmacniając działanie czegoś, co nazywał ochimizu. Ogień dawał życie i je odbierał, uświęcał wszystko, a w ich przypadku potępiał - na zawsze. I może tak było lepiej.
    Chociaż jego żywiołem zawsze była dualistyczna, mroczna natura wody, która mogła zarówno oblewać stopy w cichej pieszczocie, jak i zmiażdżyć wątłe ciało śmiertelnika - nigdy nie było wiadomo, czy nie wyleje, czy nie przekroczy granic. Czymś takim była postawa jego i Samaela, chociaż on akurat w ramach nikłej resztki tego, co przed Upadkiem nazywało się zaufaniem, dawał jego kredyt Panu Potępień.

    - Co zrobiłeś w New Jersey? - zainteresował się momentalnie. Co do urlopu, na razie nie chciał go wykorzystywać; i tak miał zamiar zabrać ze sobą synka na kilka wycieczek służbowych, by pokazywać małemu nowy świat, nowe możliwości, a potem, powierzywszy go odpowiedniej opiece, zająć się kwestiami wymagającymi rozwiązania. Takimi jak ta. - I co znowu odstawił Legion?

    Chociaż nie. Chyba wolał nie wiedzieć.

    Abaddon

    OdpowiedzUsuń
  79. Westchnął. W sumie to to zlecenie przychodziło w idealnym dla niego momencie. Będzie mógł wyjechać, na krótki czas odpowiedzialność za wszystko pozostawić komu innemu, powierzyć pewne sprawy zaufanym ludziom, by nie stracić wpływów przez własną głupotę.
    Nawet się nie zawahał. Spojrzał w oczy Lucyferowi, wzdychając cicho. Może to lepiej, że wyjedzie. Będzie mógł odpocząć. Kiedy tylko się tam dostanie...
    Wstał. Papierosy wylądowały w koszu. Wyszedł na chwilę,by wynieść brudną szklankę, po czym wrócił i schował starannie alkohol, który pił. Chował go z takim pietyzmem, że każdego normalnego człowieka by to zdziwiło - ale żadna z osób obecnych w tym pomieszczeniu normalna nie była.
    Skinął krótko głową, przyjmując informacje do wiadomości. Uwaga o Multipli rozbawiła go na tyle, że się zaśmiał; cenzura na imię Pańskie w formie Bogdana bardzo mu się spodobała. Powinien w ten sposób częściej obchodzić wszystkie możliwe zasady, znajdować cenzury, nowe możliwości...Tak jak wszyscy. Po co bawić się w przekłamaną, udawaną uczciwość na siłę?

    -Zajmę się. Ale moje obowiązki przejmą osoby, które sam wyznaczę - oznajmił. - Ufam ci i dlatego zabezpieczam nasze interesy.

    Kiedy pół godziny później Lucjan był już ululany w stosowny sposób i pijany dzwonił przez szklankę do Qetesh, by zamówić urocze mumie na przyjęcie w piekle, Abaddon przechodził przez odprawę na lotnisku. Jego synem zajęto się po odpowiedniej motywacji; przejęto też wszelkie sprawy, które w opinii Lucyfera nadawały się do powierzenia odpowiednim osobom, reszta powędrowała do Rimmona, wiernego towarzysza Abaddona, który doskonale wiedział, jak rozwiązywać takie kwestie.

    Tyle, że Abaddon miał co do tego wszystkiego złe przeczucia. Co, jeśli nie uda mu się ujarzmić i odnaleźć Legiona? Co, jeżeli zawiedzie w tym przypadku? Przegrana byłaby nie tyle niehonorowa, co na pewno niepotrzebna. I zdecydowanie zaszkodziłaby wszystkim stronom zainteresowanym sprawą. Musiał się pospieszyć, żeby Legion nie opuścił stanu. New Jersey wzywało - i nigdy nie było to pilniejsze wezwanie.
    Samolot wzbił się w niebo.

    Abaddon

    (Tu możemy przejść do Legionka albo iść z nowym, jak chcesz :D )

    OdpowiedzUsuń
  80. [Lucjanku, proszę zmienić stronę konfliktu na "kocham YouTuba" znaczy się na nowych bogów i rozkręcamy naszą karierę i patostreamy! Symulator kozy czeka! :D]

    YouTube

    OdpowiedzUsuń
  81. [Hej! Poprzednie razy schrzaniłam. A teraz już chcę tutaj zostać i nigdzie nie uciekać, bo jednak tutaj najlepiej, a jak czas pozwoli nawet z Aresem wrócić (ale ciii!). Na ten moment trzymam się japońskiego boga, dla odmiany. Dzięki, dzięki. O wątek nie truję, bo chwilowo mam pustkę we łbie XD]

    Shinigami

    OdpowiedzUsuń
  82. [Tak bardzo nie wiem u kogo Ci odpisać, to piszę u Lucyfera, bo Bociek i Lucyfer to wręcz jak synonimy... ;)
    Dziękuję za powitanie i życzenia, obiecuję, że fejbjulus nigdy nie minie! <3 No i cóż, wypadałoby w końcu coś fejbjulus razem napisać... Pytanie tylko z kim. Kusi mnie Makaron, bo kościół LPS jest taki uroczy, no i fajnie by to mogło wyjść. Sama nie wiem, ja się piszę na wszystko! :D]

    Neit

    OdpowiedzUsuń
  83. Z wielkim trudem powstrzymała się od zesłania ogni piekielnych na intruza, który dość niespodziewanie i wcale nie tak cicho, jak teoretycznie powinien zachować się włamywacz, wpadł do mieszkania. I pewnie wyrwał się jej jakiś okrzyk zaskoczenia, ale udajmy, że nic takiego nie miało miejsca, zanim Królowa Wpierdolu przypomni sobie za co otrzymała taki przydomek.
    -Lucyfer! Do jasnej cholery! Co do.. –zaczęła, ale skończyć nie było jej dane, kiedy diabeł padł przed nią na kolana i wyrzucał z siebie gorączkowo coś, co kompletnie nie miało sensu. Patrzyła na niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, ostatkiem rozumu zasłaniając swoje prawie nagie ciało satynowym szlafrokiem. Nie, żeby ktokolwiek poza nią zwrócił uwagę na ten fakt.
    Odruchowo zerknęła w stronę okna i przewróciła oczami, zastanawiając się co do cholery najprzystojniejszy diabeł w historii robi o tej godzinie w jej mieszkaniu. Nie sądziła, że byli na tym poziomie znajomości, gdzie wpadanie do swoich mieszkań bez zapowiedzi było czymś całkowicie normalnym.
    Ale oczywiście był to tylko jeden z problemów, które zaczęły kiełkować w jej głowie.
    -Już, skończyłeś? –upewniła się, zerkając z niemałym rozbawieniem na mężczyznę, wciąż uczepionego jej nóg. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że pewnie znowu schlał się tym swoim własnej roboty bimbrem, ale szybko uświadomiła sobie, że przecież spotkanie Lucyfera trzeźwego graniczyło z cudem.
    -A teraz od początku. Co robisz w moim mieszkaniu, czy wiesz która jest godzina, na co mam się nie zgadzać i kto jest tak okropnym człowiekiem? –wyrzuciła, wyswobadzając się z jego uścisku i odsuwając się na kilka kroków, by dokładniej zakryć swoje ciało i przewiązać się paskiem. Wiedząc, że proponowanie mu czegoś do picia było niemal obowiązkiem, przeszła do kuchni i wyciągnęła dwie szklanki, po czym napełniła je bursztynową whisky.
    -Wybacz, wódka wyszła, słabo mnie ostatnio zaopatrujesz. –odezwała się, wychylając całą zawartość na raz. Miała wrażenie, że to będzie ciężka rozmowa i ciężka noc.

    fala dla Helenki!

    OdpowiedzUsuń
  84. [Oj Bociek, Ty podły człowieku - takie trudne wybory mi tu każesz uskuteczniać! :D
    Co prawda kusi mnie Makaron (ale pomysłu nie mam), ale mam jakiś zarys pomysłu w sprawie Mammona. ;) Obaj mieszkają w Kalifornii, do tego Neitowi na początku pobytu pewnie przydałaby się jakaś szybka kasa, bo trzeba się urządzić, rozkręcić biznes Morri i tak dalej. Może jakaś pożyczka od Mammona? Lub jakaś nie do końca legalna fucha? ;)]

    Neit

    OdpowiedzUsuń
  85. Zmarszczyła lekko brwi słysząc imię swojego… przyjaciela. Skąd, do jasnej cholery, Lucyfer o czymkolwiek wiedział? Przecież to nie tak, że się obnosili z całą tą nadal nie zakwalifikowaną relacją od kiedy awansowała na nieco wyższy poziom. Bo o tym, że byli przyjaciółmi wiadomo było od dawna, ku ogólnemu niezadowoleniu niebiańskich istot rodzaju wszelkiego. Obydwoje jednak dmuchali na to, co uważają inni, na co dowodem była jedna z ostatnich nocy.
    -Abaddon?! Skąd ty, do cholery jasnej, wiesz takie rzeczy?! –krzyknęła, ostawiając pustą szklankę z hukiem na kuchenny blat. Jeśli ten upadły aniołek poleciał i wszystkim opowiadał niestworzone historie, to mógł być pewny, że przetrąci mu piórka nie gorzej jak Razjelowi, kiedy w końcu będzie miała na to okazję.
    Westchnęła cicho starając się nie roześmiać, bo choć do śmiechu jej nie było, obecność Lucyfera nie pozwalała na nic innego, jak pokładanie się w reakcji na jego beznadziejnie dobre żarty. I choć dla niej whisky było wystarczające, zaczęła wyciągać każdy alkohol jaki miała w tym mieszkaniu i pojedynczo, ponownie z hukiem, odstawiać go na blat tuż przed diabłem.
    -Pij i gadaj, bo jak mi zaraz nie powiesz wszystkiego co wiesz, to przysięgam, że tą czystą wleję ci nosem. –warknęła, ignorując jego smutne miny i wyrzuty. –Poza tym, nie wspomnę ile razy wysyłałam ci vipowskie zaproszenia na koncerty, BRACIE. Alkohole dla ciebie organizowałam, panienki, nazistów z grobu wyciągałam, a ty co?! Ani razu nie przyszedłeś! –wytknęła mu, wypełniając swoją szklankę po raz kolejny. –Ale już, okej, rozumiem że jesteś bardzo zajęty, nie masz czasu na wspieranie jedynej kobiety, która jest w stanie z Tobą wytrzymać. Więc gadaj albo Będzimir zostanie sierotą. Skąd wiesz o… O tym wszystkim. –rzuciła, wskakując na kuchenny blat, który miała ze sobą i wpatrując się zimnym, wyczekującym spojrzeniem w gościa, który na miano przyjaciela nie zasłużył, ale jak nie on to kto.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  86. [Piękny konstruktywny komć! <3 I tak sobie myślę, że może w takim razie łatwiej i też ciekawiej przy okazji by było zrobić wąteczek Lucjana z Aną? Aż taka święta nie jest, bo to bogini wojny i zniszczenia, więc wiesz... ;) No chyba że wolisz z Neitem to już wedle uznania mój Ty święty Lucyferze. ;)]

    Ana (i Neit)

    OdpowiedzUsuń
  87. [Witam, Panie Lucjanie, i o zdrowie pytam! Kopę lat, chłopie... Pewnie już myślałeś, że Bogdan mnie do siebie wziął, a tu taka niespodzianka!
    Ja to Panu powiem, że o ACTA2 walczyć nie będę, bo to pic na wodę fotomontaż, o. Wolność będzie, ale z większym naciskiem na przestrzeganie praw autorskich, co może w jakiś tam sposób na nas wpłynąć, ale myślę, że nie za duży.]

    MASON VAUSE, aka Twój ukochany Burton

    OdpowiedzUsuń
  88. Przez cały czas wpatrywała się w niego marszcząc brwi, starając się rozwikłać zagadkę, skoro on nie był do tego skory. Dziwiła się, że Abaddon cokolwiek komuś powiedział, w końcu to, co było między nimi nie było jakoś szczególnie… Sklasyfikowane, chociażby. Sami nie wiedzieli czym to jest, ale najwidoczniej ktoś miał dla nich plany.
    -Bogdan? Lucek, czy ty znowu chlałeś jakieś podejrzane ruskie eksperymenty? Tyle razy ci powtarzałam, żebyś nie tykał tego świństwa, świeci to w ciemności, na pewno znaleźli to w jakiejś czarnobylskiej piwnicy. –westchnęła, załamując ręce. Jak z dzieckiem, a może nawet i gorzej. Zawsze wiedziała, że szans na życiowe ogarnięcie się Lucjana to już dawno nie ma, ale mógłby, z łaski swojej, nie wkręcać jej, że najwyższy bogu interesuje się takimi sprawami. Chociaż.. Może życie syna jednak trochę go obchodzi.
    Pokręciła głową i przetarła zmęczone oczy. Żyła na wysokich obrotach i czasami miała wrażenie, że zwyczajny ludzki sen zrobiłby jej dobrze. Ale po co, skoro można użerać się z diabłem, który jako wieczna dziewica próbuje układać ci życie uczuciowe.
    -Nie żeby coś, ale Putina zaklepałeś już jakiś czas temu, więc nie będę ci partnera odbijać. –zaśmiała się, zeskakując z blatu i ponownie odkręciła butelkę. Kiedy już chciała wlać jej zawartość do szklanki, uznała że nie będzie się rozdrabniać i ostatecznie pociągnęła duży łyk prosto z gwinta.
    -Co Ty masz do Abaddona, hm? Robotny, zadbać o kobietę umie, domem się zajmie, dzieckiem się zajmie i ode mnie nie będzie chciał następnego, przecież to anioł! –zaśmiała się, rozbawiona swoim własnym doborem słów i nie wypuszczając butelki z dłoni chwyciła go za rękaw i pociągnęła w stronę salonu, pozwalając mu oczywiście zabrać ze sobą tyle butelek ile udało mu się złapać. Szczeniaki wydawały się mieć kompletnie wywalone na przybysza, bo jedynie uchyliły powiekę i zaraz poszły spać dalej. Hel pokręciła na nie głową i zaciągnęła diabła na kanapę.
    -Serio? Wszyscy już wiedzą? –zapytała, przygryzając lekko wargę. Oczywiście nie miała nic przeciwko, w końcu nie planowali się z tym ukrywać, ale też nie rozmawiali na temat nawet najbliższej przyszłości, a co dopiero o ślubie mówić. –Poza tym, czy ja wyglądam jak jedna z tych pudrowanych lal, które myślą tylko o tym, by wyjść dobrze za mąż? Na cholerę mi mąż. –prychnęła, przewracając oczami na takie insynuacje.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  89. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia nie mogłaby pragnąć lepszego towarzystwa, jak tego nieobliczalnego półgłówka, co to myśli, że cokolwiek co mówi brzmi z sensem. Otóż, zrozumienie Lucyfera było niezwykłą sztuką, którą tylko nieliczni byli w stanie ogarnąć, tajemnicą, którzy nieliczni posiedli. Zatrważający brak logiki w jego rozważaniach sprawiał, że zwykli śmiertelnicy krwawili z oczu i uszu, a i bogowie mieli niesamowity problem, by cokolwiek zrozumieć z tego bełkotu.
    Ale nie Hel. Czasem zastanawiała się czy to dlatego, że sama nie jest najmądrzejsza, czy może wręcz przeciwnie, jej bystry umysł był dużo bardziej odporny na bezsensowną paplaninę, przez co spędzanie czasu w towarzystwie Lucyfera nie było taką męczarnią. Nie mniej, w ten czy inny sposób, należała do elitarnego grona mogącego się poszczycić znajomością z najbardziej popieprzonym diabłem świata.
    -Ależ oczywiście, że nie, kochanie! –wyparła się, jakby sam próbował ją teraz obrazić i zaraz zaśmiała się głośno, by następnie schować się za do połowy wypełnioną szklanką. –Wierzę w Bogdana i ojcowską miłość jaką cię darzy. Nie proponował ci powrotu? Podobno zbiera wszystkie swoje dzieci, więc jeśli ciebie nie zaprosił, to.. –urwała, przygryzając lekko wargę, by ponownie nie wybuchnąć śmiechem. Nie, żeby sugerowała, że Lucyfera ojciec nie kocha. Wcale. Kto mógłby nie kochać takiego uroczego szatanka.
    -No już, nie oburzaj się, jestem pewna, że Putinek kocha cię równie mocno, co ty jego. –rzuciła przewracając oczami. Zamiłowanie diabła do dokonywania mocno kwestionowanych wyborów było co prawda nieco przerażające, tak jak znajomość doczesnych realiów, ale można było mu to wybaczyć, skoro postanowił się na tyle związać ze światem ludzi, że postawił małe imperium. Hel też próbowała wkręcić się w ten nowy świat, ale ostatnio jedyne co jej wychodziło to wyrywanie serc i podcinanie żył.
    -Skoro ten ładniejszy i mądrzejszy brat mnie nie chce, to muszę się czymś zadowolić. –oświadczyła, próbując jakoś wybrnąć z sytuacji. Nie bardzo uśmiechało jej się omawianie jej życia uczuciowego, szczególnie z emocjonalnie upośledzonym mentalnym bratem, ale tamten wydawał się tego nie łapać. A słysząc jego pomysł aż parsknęła, nie dając rady powstrzymać śmiechu. –Ty? Ty chcesz mi znaleźć męża? Czy ty w ogóle kiedykolwiek kogokolwiek miałeś, żeby chociaż mieć jakieś odniesienie? –zapytała, trzęsąc się ze śmiechu niczym paralityk. Uznała jednak, że nawet jeśli miałoby się to na niej odbić, cała akcja mogłaby okazać się nader zabawna, a przecież właśnie tego potrzebowała w swoim życiu. I jeśli przyprowadzi jej jakiegoś śmiertelnika, zawsze będzie mogła wyrwać mu serce. –Okej, Lucuś. Szukaj. Jestem pewna, że chcesz dla mnie jak najlepiej i znajdziesz idealnego kandydata. –rzuciła, nieco się uspokajając. W końcu.. Co mogło pójść nie tak?

    siostra ♥

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonały drama queen i lannisterski szpieg. Obsługiwane przez usługę Blogger.