piątek, 11 sierpnia 2017

This will never end 'cause I want more


POSEJDON


starzy bogowie ∙ nie czczony już jak dawniej ∙ właściciel Sokratesa  instruktor nurkowania, surfingu, freedivingu apartament w Miami ∙ dom przy Dominikanie ∙ dawny mieszkaniec i właściciel podwodnego pałacu ∙ kapryśny, ale zazwyczaj pogodny ∙ no czasem lubi zaszaleć ∙ wciąż szuka tego "czegoś" ∙ w kwestii kultu nowych bogów zazdrosny jak cholera ∙ gruźny i nebezpeczny...  ekskjuz mi ser  ciastko dla syna ∙ jak się wkurwi, to nie ma zmiłuj ∙ nigdzie nie rusza się bez widelca ∙ hello storm


Czy zastanawiałeś się kiedyś jacy są bogowie? Po czym poznać, że osoba, na którą patrzysz jest bogiem? Bóg nie błyszczy w słońcu niczym Edward ze Zmierzchu, ani nie ma złotej aureoli jak Jezus, no chyba, że jest Jezusem. Bije jednak od niego jakaś niewytłumaczalna moc, siła, która sprawia, że czujesz niepokój lub wręcz przeciwnie, bezpieczeństwo. W towarzystwie greckiego boga mórz i oceanów raczej to pierwsze, nieistotne, czy jesteś drobną niewiastą, czy też dobrze zbudowanym pakerem, przy nim czujesz się po prostu kruchy i tacy są właśnie starzy bogowie, ci którzy jeszcze się nie poddali, ci którzy nie pozwalają schować się do szuflady i chcą walczyć o swoje, mają to w sobie do końca, w mniejszym lub większym stopniu, do ostatnich dni, tylko sami muszą w to uwierzyć. Muszą wspierać się wzajemnie, aby przetrwać ten ciężki dla nich okres, dbać o siebie i innych, a kiedy już wszyscy odzyskają dawną wielkość, biada nowym bogom. Nawet jeśli teraz są nieporównywalnie słabsi niż dawniej, nawet jeśli mało kto o nich pamięta, kryje się w nich głęboko skryta moc, moc której nie mają nowi bogowie, mogą sobie być młodzi, silni, dobrze nakarmieni wiarą i sprytni, ale nigdy nie posiądą takiej potęgi, jaką starzy bogowie mają w sobie zakorzenioną. Dlatego Posejdon nigdy się nie poddał, nawet jeśli zszedł z piedestału, stał się tak bliski zwykłemu człowiekowi, to nadal, kiedy patrzysz w jego błękitne oczy, czujesz morską bryzę, czujesz jakby otaczały cię wszystkie wody tego świata, jakbyś za moment miał zostać zmieciony przez potężny sztorm i żaden Twitter czy Manga nigdy nie osiągnie takiej mocy, choćby modlił się do nich cały świat. Dlatego właśnie ta wojna jest z góry przesądzona, nawet jeśli przegrali kilka bitew, bo czymże jest jakiś internet w porównaniu do odwiecznej potęgi oceanu?


"Wszyscy mamy słabe punkty. Ja na przykład,
jestem tragicznie zabawny i przystojny."

_____________________________________________________________
Tak, Posejdon-wiking mi się znudził, więc oto przed państwem nowy, odpicowany Posejdonek. Kartę wraz ze wszystkimi zakładkami sponsorują mój kolejny monsz Jason Momoa, program Pimp My Poseidon Pinterest, utwór w imieniu to 18-minutowa wersja Wardruna - Völuspá, cytat w karcie R. Riordan, w tytule fragment Fever Ray - If I had a heart. Wszelkie inspiracje z Wikipedii, mitologii, oraz książek R. Riordana o Percy'm Jacksonie.
Szukamy żony! Pozostałej części greckiej rodzinki również ;>

83 komentarze:

  1. [Cześć! Do super różowego jednorożca jeszcze nie zajrzałem i nie mogę sobie tego wybaczyć, no bo przecież to królowa Lana, ale obiecuję, że szybko nadrobię. A na chwilę obecną witam ciepło Twoją drugą postać i mam nadzieję, że nie będziesz narzekać na brak wątków. :)]

    Ra i Belial, który jeszcze gnije w roboczych

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam jedynego wujka, który nie chciał mi przelecieć Persefony! :D
    Nie dziwię się żonie, że poleciała na jego domek, sama bym na niego poleciała. I ten wcześniejszy, i aktualny. :D
    Chodź na wątek, wujko-szwagrze. :D]

    Persefona & 1/3 administracji

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam serdecznie pana rybę. :)
    Podglądałam kartę i się zachwycałam cudownym humorem (fanki Percy'ego Jacksona ;)). Bardzo fajny Posejdon, ma dużo z wikinga, więc tym bardziej go lubię. Cudowny domek. <3
    Życzę dużo dobrej zabawy, miłej odmiany od różu, no i cudownych wątków z grecką rodzinką. A jak masz chęć to wpadnij do mnie, no chyba że my zostajemy tylko przy naszym różowym wątku. ;)]

    - Administracja (Loki)

    OdpowiedzUsuń
  4. [Padłem przy memie. Ale serio padłem i nie mogłem sie podnieść ;) Przeczytałem zakładki...czuję niedosyt wiesz? Aż chciałoby się poznać bliżej Posejdona. Lucek z pewnością chciałby porozmawiać z nim :) Może nawet zapisze się na jakiś kurs kitesurfingu? Albo coś?
    Weny, czasu no i powodzenia z drugą postacią :)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Chętnie przejmę jego żonę (nową lub starą, do ustalenia), więc jeśli możesz to napisz:
    trzynasta.osiemnascie@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. [Niech trochę zazdrosny będzie, a co! Ona musiała znosić jego kochanki, teraz jej kolej :D
    A może tak wpadnie do jego domu? Jego nie będzie, a ona się rozgości w jego wannie, takie miłe suprajs <3 Pewnie będzie miał zabawną minę jak ją zobaczy ;)]

    KOCHANA ŻONKA

    OdpowiedzUsuń
  7. [To Amfi wpadnie do jego apartamentu, tam może też ma wannę, w której może się popluskać :D
    Okej, postaram się coś zacząć, ale możliwe, że nastąpi to dopiero jutro :)]

    AMFITRYTA

    OdpowiedzUsuń
  8. [Hej! Czy Posejdon dalej zły za śmierć syna z rąk Aresa? Okej, zły początek :D Wydaje mi się, że między nimi mogą być dość napięte relacje. Zlecenie morderstwa brzmi nieźle, być może nie samego Posejdona, ale kogoś z jego otoczenia. A może i postawić na zwykłe zamieszanie, jakiś "zamach" i oczywiście dziwną obecność Aresa, i większą radość z tego faktu, niż przyjęto w normach :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  9. [Okey, why not! Ale nie popsuję Wam czegoś z Amfą? :D Bo Hadesik się jeszcze nie znalazł (i pewnie znajdzie się koło października dopiero), ale jak z Amfą? :D
    Poza tym, dogadałam z mężem, że Persy i Hades nie byli zbyt towarzyscy i nie przepadali za śmietanką Olimpu, także, no... na herbatkę to tak rzadko wpadali, zresztą wiesz, jak to jest (tu wypada zacytować Hadesa!) ciemno, ponuro, umarlaków pod sam sufit :D
    Ale wszystko jest teraz przed nami! :D]

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ej, a co powiesz na to, żeby wpadli na siebie już w przeszłości? Tuż po przyjeździe Persefona zamieszkała sobie w Nowym Jorku z Cromem (czyt. męską Persefoną) i nie mogła znaleźć męża, choć szukała rozpaczliwie - ale za to - w gratisie - znalazła wujka? Wujek był tym dobrym wujkiem, mógł chcieć jej nawet pomóc. :D Tylko ni widu, ni słychu Hadesa... ale za to Posejdon i Persy pozostali sobie w dobrych relacjach i czasem się nawet odwiedzają. Może nawet Persy lubi z wujkiem chodzić do aquaparku, bo why not! :D]

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  11. [Persy przybyła do USA tak w połowie XIX wieku i szukała bardzo intensywnie Hadesa aż do początku XX wieku - może wtedy walniemy tą akcję? Wtedy jeszcze miała mocną nadzieję na znalezienie swojego beloved husband&uncle Persefona

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ona jeśli się przeprowadziła to też raczej do dużego miasta. Więc może zostańmy w NY gdzieś w XIX wieku, tak jak mówisz. :D
    To co, ja zaczynam, skoro zaczynasz Jednorożcem? :D]

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  13. [Przez moment wyobraziłam sobie jakąś poważną lub mniej sprzeczkę pomiędzy pracownikami/uczniami szkoły Aresa i grupą ze szkoleń Posejdona XD Po prostu niektórzy nie powinni znaleźć się w tym samym miejscu i czasie. Zła wyobraźnia, ale miałoby to sens i nawet można by nazwać to małą wojną. Bo nie ma to jak zacząć wszystko od awantury. A z zabijaniem się i poważnymi uszkodzeniami ciała można poczekać... :')]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  14. [Wpierdol od Posejdona to jest coś... ;)
    Witam i powodzenia życzę z kolejną postacią.]

    Narfi & Crom

    OdpowiedzUsuń
  15. [Braciszku! Mam nadzieję, że z żonką Ci się powodzi (wiem, że te kobiety potrafią dokopać). Wątek musi być! A zdjęcie cudowne! Mam duży sentyment do jednorożców, więc z góry kocham mocno <3]

    TEN PRZYSTOJNIEJSZY BRAT HEHE

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdawało jej się, że jeszcze wczoraj razem z mężem doglądali dusz w królestwie zmarłych. Ich królestwie. Dzisiaj przyszło jej się obudzić już w pustym łóżku – bez znajomej aury, bez znajomego zapachu, bez znajomego dotyku.
    Gdyby setki lat temu ktoś jej powiedział, że zakocha się w chyba najbardziej ponurym z bogów, wyśmiałaby i wyzwałaby tego kogoś od totalnych idiotów i poradziła zmienić branżę, bo wróżenie najwidoczniej mu nie szło. A jednak – to wszystko spadło na nią tak nagle, tak niespodziewanie. To było takie… dziwne. Nie potrafić nienawidzić kogoś, kto dawno temu porwał ją, ograniczył, a następnie uczynił królową jednej z trzech najważniejszych krain.
    Wszystko szło zbyt dobrze, prawda? Pozbyli się nawet Zeusa i wyparli ze świadomości myśl, że Melinoe nie jest córką Hadesa, a jego podstępnego brata. Wszystko szło zbyt dobrze. Zbyt dobrze, aby mogli wspólnie przetrwać podróż do Nowego Świata.
    W jednej chwili stała na pokładzie drewnianego statku z Hadesem po jednej i Cerberem po drugiej stronie. Za moment zginęła w tłumie, a jej nawoływanie męża zginęło wśród gwaru. Wtedy natknęła się na kogoś, kogo nie spodziewała się już nigdy w całym swoim życiu ujrzeć. Crom Cruach, jej znajomy sprzed setek lat, pomagał w poszukiwaniach jeszcze tego samego dnia, a gdy nie przyniosły efektów – zaproponował jej schronienie.
    Od tamtej chwili Persefona wychodziła każdego dnia. Sama. Bez Croma, bez Cerbera. Sama wędrowała po ulicach Nowego Jorku – starając się ujrzeć choćby znajomą twarz, choćby skrawek znajomej szaty.
    Każdy dzień przynosił jej kolejną porażkę i jeszcze wielki ból…
    Ale jak mogłaby przestać go szukać? Bez niego to wszystko nie miało sensu – bez niego ta obca kraina zdawała jej się bardziej obca i nieprzyjazna.
    Nie widziała go ani tego dnia – ani następnego – ani jeszcze kolejnego. Przez miesiąc. I kolejny. I kolejny…
    Ale mimo to wychodziła. Z gasnącą w oczach nadzieją, ale nadal przechodziła przez ulice miasta, trzymając się ostatniej, lichej iskierki…
    I wtedy usłyszała za sobą wołanie. Ktoś wypowiadał jej imię – to prawdziwe imię – słyszała to wyraźnie. Na chwilę jej serce przyspieszyło. Spodziewała się, że w końcu ją odnalazł – że im się udało.
    Ale nie dostrzegła tam Hadesa. Mimo podobieństwa, to nie był on.
    Wysiliła się na delikatny uśmiech. Mimo wszystko… dobrze było widzieć kogoś z rodziny. Kogoś, kogo nie miała powodów nienawidzić.
    — Nie miałam pojęcia, że też tutaj jesteś.

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  17. [Kurczę, nie potrafię wpaść na żaden sensowny pomysł. Ciężko nam jest połączyć dawnych braciszków :c]

    ZEUSIK

    OdpowiedzUsuń
  18. Widząc, jak Posejdon pochyla się, dysząc, zaśmiała się cicho, a następnie poklepała go po ramieniu i z charakterystyczną dla siebie złośliwością, dodała:
    — Ja za to nie miałam pojęcia, że tak cienko u ciebie z kondycją. Starość cię dopadła, kochany wujku! Ale nie martw się, znajdę ci jakieś wygodne miejsce w piekle. Po znajomości – po czym puściła mu oczko.
    Zaraz jednak cofnęła rękę i skrzyżowała ramiona pod biustem. Tak. Naprawdę dobrze było widzieć kogoś z rodziny. Z tej części rodziny, której nie miała powodów nienawidzić.
    — Cieszę się, że cię widzę. Jesteś tutaj sam czy może masz kontakt jeszcze z kimś z naszej rodziny…?
    Musiała spytać. Istniało prawdopodobieństwo – choć niewielkie – że może się odnaleźli. Hades też nie miał nigdy nic do Posejdona, więc mogli się nawet dogadać. Zamieszkać razem, tak, jak Persefona zamieszkała z Cromem…

    [Wybacz za długość, nie miałam pojęcia, co jeszcze mogę tutaj dopisać. :c]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  19. Persefona zaśmiała się jedynie na jego oburzenie – choć nie był to wcale śmiech szyderczy, a jak najbardziej serdeczny. W zasadzie mogła pomyśleć już kiedyś, że zapomniała jak to jest, bo przecież szczerze uśmiechała się tylko przy swoim mężu. Ewentualnym wytchnieniem od mało przyjemnej aury był Crom, ale wciąż – nie było okazji, aby cieszyć się i śmiać, gdy nie miała obok Hadesa.
    Jednak widząc reakcję swojego wujka, jej humor i nadzieja odrobinę przygasły. Widać, jemu też się nie poszczęściło.
    Jednak kolejne słowa sprawiła, że uniosła brew i oparła dłonie o biodra. Nie ganiałby za nią jak za ostatnią deską ratunku, co?
    Pokręciła głową lekko. Księżniczko. KSIĘŻNICZKO! Była królową, do cholery! Słodką księżniczką to mogła sobie być Afrodyta, którą wszyscy tak bardzo kochali. W zasadzie też i fizycznie, w końcu zaliczył ją chyba cały Olimp. I nie tylko.
    Bogini miłości, psia mać.
    — Nawet nie wypowiadaj tego imienia – burknęła gniewnie, ale wyciągnęła też rączki w jego stronę i oplotła go ramionami, przytulając bok głowy do jego torsu.
    Dobrze było w końcu przytulić kogoś tak dobrze znajomego.
    — Cholera jasna, co ty robiłeś przez ten cały czas? Przenosiłeś statki? Czuję się, jakbym ściskała jakiegoś dziadka do orzechów, morska bestio! Przypakowałeś chyba trochę, co?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  20. — O nie, nawet nie ma mowy – odezwała się od razu, choć wtajemniczeni w jej charakter mogli wyczuć, że w tym nieustępliwym głosiku gdzieś tam kryła się krztyna zaczepności. – Nawet na to nie licz, że przygarniemy cię na noc. Bo tam, gdzie idę, mogę nigdy nie dojść.
    Bardzo, bardzo chciała wyglądać na wesołą i szczęśliwą. I tym trudniej jej to było udawać. A cała szopka poszła uprawiać miłość, gdy musiała się przyznać, gdzie naprawdę szła.
    Westchnęła głęboko.
    — Wyszłam szukać Hadesa. Codziennie to robię. Zgubiliśmy się w tym mieście, przy dokach… Ja zostałam z Cerberem, on… mam nadzieję, że ma pod opieką nasze córki.
    W zasadzie to nie były ich córki. Makaria była córką Hadesa – ale nie Persefony, doczekał się jeszcze przed tym, jak w ogóle postanowił się ożenić. Natomiast Melinoe – no cóż. To był powód, dla którego Persefona tak bardzo nienawidziła Zeusa. Była jego córką. Chociaż była święcie przekonana, że to dziecko Hadesa – przecież z nikim innym nie sypiała od czasu głupiego wybryku z Adonisem i laniem się z Afrodytą o byle playboya.
    Mimo to, Hades uwierzył w jej tłumaczenia i jeszcze tego samego dnia Olimp zawrzał. To było naprawdę ogromne i widowiskowe wydarzenie z dwóch powodów. Hades rzadko kiedy w ogóle zachodził na Olimp – jeszcze rzadziej bez Persefony i bez zaproszenia. I Hades rzadko upierdzielał o coś Zeusa.
    Dlatego nazywają ją swoją córką, mimo że oboje zdają sobie sprawę z tego, że prawda jest zupełnie inna.
    — Więc, jak sam widzisz, ten spacer się może nigdy nie skończyć. Masz tyle czasu?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  21. Miała ochotę westchnąć z poirytowaniem. Z jakiegoś powodu drażniło ją to pytanie. Ach, tak, już sobie przypomniała z jakiego! Może dlatego, że brzmiało tak, jakby, będąc boginią, miała kontrolę nad wszystkim i wszystkimi. Ale ona była boginią umarłych, do cholery! Jedyne, co mogła zmusić do posłuszeństwa, to kręcące się po tym parszywym świecie dusze. I trawę albo inne zboża.
    To raczej nie pomaga w odnalezieniu boga zmarłych.
    A tak się składa, że nie zamontowała mu GPSa. Może dlatego, że musi poczekać jeszcze około 150 lat, żeby ludzie coś takiego wynaleźli.
    Co może stać się przez 150 lat?
    — Nie, rybko – odezwała się aż zbyt słodkim głosem. – Zeszliśmy na ląd, w dokach był ogromny tłum i harmider. Wiesz, co się dzieje, gdy z uporządkowanych podziemi pełnych umarłych trafiasz na nieuporządkowany ląd pełen żywych? No, właśnie to – machnęła ręką, jakby chciała tym zademonstrować ogólną sytuację, w jakiej się znalazła. – Hades potrafił mnie odnaleźć w naszym królestwie. Wiedział dokładnie gdzie, kto się znajduje. Ja zawsze byłam tam obca, tyle tylko, że nosiłam ładną koronę i uważano mnie za królową.
    W sumie powinna mówić to z goryczą w głosie, ale w jej ustach brzmiało to jak proste stwierdzenie faktu – bez żadnych pretensji.
    — Ale to nie jest Hades. To jest Nowy Jork, Hades nie jest w stanie mnie tutaj znaleźć. – Westchnęła cicho. – A nawet gdybym wróciła do naszego królestwa, nie wiem, czy by o tym wiedział. Ten kraj jest jakiś… zły. Źle się tu czuję. Nie masz takiego wrażenia, jakby sama ziemia mówiła nam, że nie jesteśmy tu mile widziani?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  22. Uśmiechnęła się w końcu, słysząc jego słowa. Kochany wujek, dobrze go było mieć po swojej stronie. Dobrze było go odnaleźć – przynajmniej jego w tym całym mało przyjemnym grajdołku. I, choć to niepodobne do chłodnej bogini podziemi, przytuliła go znowu.
    — Dziękuję, wujku. – Zamknęła na moment oczy i odetchnęła cicho, aby zaraz podnieść głowę i spojrzeć na jego twarz. – Chociaż… nie wydaje mi się, żeby Hades przepadał za morzami… Nie, żeby było w nich coś złego, ale wiesz… w końcu był królem świata podziemnego i lubił to miejsce.
    Sama na początku się zastanawiała, jak można uwielbiać tak ponure miejsce. Dopiero z czasem zaczęła dostrzegać, że i w nich można dostrzec coś cudownego. Z czasem nawet zaczęła się tam czuć lepiej niż na Olimpie.
    Przynajmniej nie musiała patrzeć na twarze Afrodyty i ojca…
    — Chodź, nie stójmy tu jak te kołki. No i dość też o mnie. Opowiedz mi, jak ty żyjesz? Mówiłeś, że znalazłeś sobie jakieś nowe mieszkanie. Pewnie się nawet nie umywa do tego, co mieliśmy w Grecji.

    [Zapomniałam Ci podziękować za pochwałę! (dlatego teraz to piszę jeszcze zanim wkleiłam odpis z worda, skleroza :D)
    Postaram się też niedługo odpisać Oshun, ostatnio nie miałam na nią weny. :3]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  23. Persefona poniekąd rozumiała, co Posejdon miał na myśli. Sama nie czuła się tutaj jak w domu, mimo że mieszkała z innym bogiem i nie stała się w zupełności mentalnym śmiertelnikiem. Ale to wciąż nie był dom. I wcale nie chodziło o to, że nie mieszkała w podziemnym pałacu wśród radujących się bądź cierpiących dusz, z trójgłowym psem. Chodziło o to, że zabrakło jej najbliższej rodziny, z którą była najbardziej zżyta. Zabrakło jej męża.
    — Pamiętasz, jak rzymianie mieli kaprys na podbijanie połowy świata? Podczas jednej z ich wędrówek poznałam innego boga podziemi, nazywa się Crom Cruach. Połowę roku spędzał na powierzchni, połowę nad ziemią, zupełnie jak ja. Natknęliśmy się na siebie w dokach Nowego Jorku i teraz mieszkamy razem. Przynajmniej nie jest aż tak beznadziejnie – dodała.
    Spojrzała na niego z ukosa. Wiedziała, że Posejdon poderwał Amfitrytę na swój pałac. W porównaniu z uprowadzeniem przez Hadesa to ten czyn zakrawał nawet o bardzo romantyczny, bo w końcu ją o coś poprosił, nie zabrał siłą.
    Ale koniec końców, Persefona nie narzekała aż tak bardzo już po samej nocy poślubnej. Znaczy… oczywiście… po ukoronowaniu jej jako królowej. Tak właśnie było!
    — Wiesz, wujku, moooże jestem nieodpowiednią osobą na porady miłosne, bo sama, gdy byłam piękna i młoda, biegałam po łąkach za słodkim Adonisem, swojego męża mając głęboko w du… poważaniu i musiał mi zrobić awanturę tysiąclecia, żebym z pięknej i młodej stała się piękną i mądrą, jaką, oczywiście, jestem do dziś… Ale wydaje mi się, że właśnie dlatego Amfitryta nie chciała z tobą iść. Wiesz, moda na zdradzanie swoich żon już minęła… więc mógłbyś zawsze spróbować, no wiesz… odzyskać ją? Pokazać tą swoją wierniejszą połowę? Jesteś bratem Hadesa, Hades mnie nigdy nie zdradził, więc na pewno ty też potrafisz.
    Pominęła sytuację z Minte, która zresztą działa się tylko i wyłącznie z jej własnej winy – a Minte i tak skończyła jako gałązka mięty.
    — Chyba, że już ci na niej nie zależy. W sumie nie orientuję się aż tak dobrze w waszej relacji… Jak z wami jest?

    [Powinnam mu jeszcze wstawić I'm sexy and I know it! :D]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  24. [Płomienny romans, mówisz? Co prawda Jurata raczej poszukuje stałego związku, ale kto się oprze Posejdonowi? ;) Problem jest tylko taki, że Milwaukee i Miami są dosyć daleko od siebie. Chyba, że jedno z nich udałoby się do drugiego miasta w jakimś jeszcze bliżej nieokreślonym celu. xD No nie wiem, trzeba by było coś dobrze wykombinować. :D]

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  25. Prychnęła i wywróciła oczami.
    — Bratem faceta, który podszył się pod starszego brata, żeby wyruchać własną córkę, masz się czym, cholera, szczycić! – Powiedziała to chyba zbyt głośno i zbyt emocjonalnie, bo kilka osób łypnęło na nią z oburzeniem i niedowierzaniem.
    Ale w sumie co ją to obchodziło.
    Zaraz jednak spojrzała na niego odrobinę łagodniej. Persefona chyba zdecydowanie zbyt dużo czasu spędziła w obecności Hadesa. On też miewał czasem nagłe wybuchy złości, które bardzo szybko zanikały.
    — Opowiedz mi o nich. Komu jak komu, ale chyba rodzinie możesz, nie? Zresztą, dokoła i tak nie ma nikogo z nas… Ale jest dobry pub. Masz ochotę napić się piwa?

    [Te nowe zdjęcia i gify! <3]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  26. Pewnie zaraz spiorunowałaby go spojrzeniem, ale nie zadawała sobie zbyt wiele trudu, aby przejmować się oburzonymi spojrzeniami pospolitego, ciemnego ludu. Jak im się coś nie podobało, to niech nie słuchają.
    Przeszli jeszcze przez kilka uliczek miasta, aż trafili do wspomnianego wcześniej przez Persefonę pubu. Może nie był najlepszego sortu, ale zawsze to jakieś miejsce, żeby posiedzieć.
    Posłała mordercze spojrzenie pierwszemu, który już rozdziawiał gębę, żeby rzucić komentarz na temat ślicznotki, która zaszczyciła właśnie lokal i pewnie dodałby, aby się przyłączyła – ale wzrok Persefony wystarczył, aby ostudzić wszelkie zapały siedzącego jegomościa.
    Zamiast tego upatrzyła im wolny stolik gdzieś w rogu i tam właśnie postanowiła ruszyć. Zaraz zjawiła się kelnerka, a Persefona poprosiła ją o dwa piwa. Urocza blondyneczka zaraz zniknęła im z oczu.
    Hadesa z Zeusem nawet nie było co porównywać. I Persefona cieszyła się, że została żoną tego pierwszego. Zdecydowanie współczuła Herze.
    Posejdon też przecież był inny. Przynajmniej… nie miał potrzeby dotykania swoich dzieci. A przynajmniej nic o tym nie słyszała.
    Przygryzła na moment dolną wargę. W zasadzie – jak czuł się Hades, gdy ona biegała za Adonisem? Oczami wodziła za tym głupim, ale ładnym młodzieńcem, a do niego wracała tylko po to, aby pochodzić po królestwie i czasem wskoczyć mu do łóżka. Kiedyś nawet mu przecież powiedziała, że nigdy nie będzie w stanie go pokochać. Musiał czuć się fatalnie, gdy ona zachowywała się jak egoistyczna suka…
    — Pokłóciliście się, zanim tutaj przyjechałeś? O co poszło?

    [Zróbmy potem rozróbę w barze! <3]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  27. [No w sumie to już jest jakiś pomysł. >:D Myślę, że jednak najlepiej będzie wszystko ustalić przez maila, aby tu nie spamić. Pisz, a na pewno coś wymyślimy! :D ]

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  28. W zasadzie zdrady w starożytnej Grecji nie były niczym nadzwyczajnym i piętnowanym – były wręcz na porządku dziennym, choć, Persefona mogłaby przysiąc, ludzie szli po prostu za wzorem bogów, który to… no… był dość marny.
    Fenomenem można było nazwać związek taki jak małżeństwo pary królewskiej podziemia. Na koncie mieli mało zdrad – o ile w ogóle, trzymali się tylko siebie i… jak widać, odbiegli od normy.
    Problem zaczynał się w momencie, w którym ludzie wyszli z mentalności starożytności.
    — Wiesz, ja nie oceniam waszych małżeńskich układów – odparła, biorąc łyk piwa. Skrzywiła się zaraz lekko, ale tylko przez chwilę, nim odstawiła kufel. – Grecja nigdy nie była grzeczna. Ta głupia mentalność, że żona nie może być dobrą kochanką i mężczyzna może sobie brać tyle kochanek, ile zechce… A potem przenieśliśmy się do Rzymu, to już była totalna erotyczna rozpusta – machnęła ręką. – Ale nie jesteśmy już w Grecji i nie jesteśmy już w Rzymie. Nam wszystkim zapewne jest ciężko, ale jeśli mamy tu przeżyć to pasowałoby się przystosować. Tak myślę.
    Bo taki miała plan. Teraz już nie oni rządzili ludźmi. To ludzie rządzili nimi. Im wcześniej pogodzą się z tym faktem, tym lepiej.
    — I wierzę ci, że starasz się nad tym panować. Pytanie, czy Amfitryta też ci wierzy? Czy w ogóle dostrzega, że się starasz… dla niej? Bo starasz się dla niej, prawda?

    [Persy jest marna we wpierdolach, ale może kibicować! :D]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  29. [Przepraszam za zwłokę! Pojawiło się nagle kilka problemów ;-;]

    Słońce grzało w najlepsze, a na niebie co jakiś czas pojawiało się tylko kilka małych, białych chmurek. Czyż to nie jest idealna pogoda na spacer? Zwłaszcza gdy kilka minut od domu ma się przepiękne jezioro? Fakt, że jezioro Michigan jest odwiedzane przez naprawdę wielu turystów i przyjezdnych, ale jak się mieszka tu już jakiś czas, to zna się spokojne zakamarki.
    I tu na myśli mam ten jeden mój pomost, który skryty pomiędzy drzewami, czeka tylko na mnie. Chwytając za małą, lecz zgrabną torebkę, w której miałam praktycznie wszystko, wyszłam z domu, kierując się w dobrze znane mi miejsce. Nic nie zapowiadało się na to, aby coś specjalnego miało się dziś wydarzyć. Drzewa, które są mi drogowskazem, stoją tak jak stały. Ptaki, które ćwierkają słodką melodię, siedzą tam gdzie zawsze. Wszystko po staremu. chciałoby się rzeknąć.
    Ale cóż to, to tam w oddali? Ah tak, to jest mój kawałek spokoju w tym pędzącym jak konie przez prerię świecie. Zdjęłam buty i usiadłszy na skraju drewnianych desek, zamoczyłam nogi w dość chłodnej wodzie. Patrząc w jej głęboką toń, wsłuchałam się ponownie we wszelkie dźwięki natury. W sumie to niby niczego tu nie brakuje czego by nie było nad Bałtykiem, ale jednak morze to morze. Nic mu nie dorówna. Zapewne rozmyślałabym nad tą kwestią o wiele więcej czasu, gdyby nie to, że usłyszałam warkot silnika.
    Motorówka? Tutaj? Dziwne… - stwierdziłam po chwili obserwacji nieznanych mi osób. Co prawda nie jestem na czasie z nowymi atrakcjami, ale jednak w tej części jeziora rzadko kogo można spotkać. No cóż, pewnie zmieniło się po tych kilku latach.
    Jeszcze byłabym w stanie to zaakceptować, gdyby nie to, że oni tu podpływają. Co by tu zrobić? Odejść? Nie.. Dziwnie by to wyglądało. W sumie to chyba pozostaje tylko zostać na miejscu. O Perkunie, chyba już bym wolała twoje towarzystwo.
    - No ale dobra, może nie będzie… - skończyłabym swoją kwestię, ale jeden z mężczyzn postanowił mi ją przerwać. - Nie nie, n-nic się nie stało - powiedziałam lekko speszona, czująć jak me serce zaczyna szybciej bić. Jejku, czy ja zawszę muszę być taka?!
    Tak w ogóle… To czy ten drugi o naprawdę świetnych włosach określił mnie “piękną”? Nie żebym miała coś przeciwko, ale to było takie… miłe, lekko mówiąc. Nie często ktoś mi to mówi. Uśmiechnięta i zarumieniona, obróciłam się zaintrygowana w stronę nowych znajomych.
    - A panowie by-bywają tu od czasu do czasu? - Cholera, że też się musiałam oczywiście zająknąć. - Praktycznie nikogo nie widzę, gdy tu jestem. Może szukacie czegoś? Mogłabym pomóc… - Powiedziałam, co chwile ściszając odrobinę ton. Eh, czemu bycie odważną i pomocną nie idzie u mnie w parze? Taka ma bolączka, ale chyba pojawia się jeszcze jeden, gorszy problem…

    Jurata~

    OdpowiedzUsuń
  30. Specjalnie wybrała to miasto, specjalnie wybrała właśnie tą plażę bo wiedziała że on tutaj będzie, specjalnie też nie przyszła tu sama. Wszystko było zaplanowane choć jej mąż miał o tym nie wiedzieć, miał myśleć że to przeznaczenie znowu postawiło ją na jego drodze. Wiedziała kiedy wychodził z wody i była świadoma jego spojrzenia, pod wpływem którego jej śmiech był bardziej melodyjny i słodki, a delikatna dłoń musnęła ramię mężczyzny siedzącego obok niej.
    - Artur, jesteś taki zabawny. To niesłychane! - zachichotała a jej aksamitny głos niósł się aż do uszu Posejdona, odrzucając kaskadę ciemnych włosów na nagie plecy. Sukienka którą na sobie miała odsłaniała je jak i długie, zgrabne nogi bogini. Jej granat podkreślał intensywny błękit jej oczy, tęczówki miała w pięknym odcieniu morza. Każdy mógł się zatracić w jej subtelnym spojrzeniu. Teraz zatracał się w nim prawnik. Był przystojny i młody a co ważniejsze był zwykłą ludzką istotą, nieświadomą z kim ma doczynienia i jakie były plany Amfi. Ona jedynie chciała wzbudzić zazdrość w Posejdonie. I udało jej się to. Była tego pewna w momencie w którym pięść jej męża wyładowała na przystojnej twarzy jej znajomego. Z trudem powstrzymała pełen satysfakcji uśmiech który cisnął się na jej usta.
    - Wszystko w porządku? - zapytała swojego towarzysza, delikatnie układając dłoń na jego policzku. Opuszkami palców przesunęła po miejscu w które został uderzony. Zupełnie jakby taki delikatny i niewinny dotyk miał jeszcze bardziej rozwścieczyć jej małżonka. Stanęła naprzeciwko niego, zawzięcie patrząc mu w oczy.
    - Ty możesz codziennie tarzać się w pościeli z nędznymi śmiertelniczkami, a ja nie mogę zjeść posiłku z innym mężczyzną? - zmarszczyła brwi, piorunując go wzrokiem. Oh, gdyby tylko mogła to zamknęłaby go w złotej klatce albo zamieniła w węgorza... to drugie nie było wcale takim złym pomysłem, przynajmniej nie wyrywałby każdej którą zauważył.
    - Tak nie będzie! Moja cierpliwość się skończyła już dawno, mój drogi! Teraz Ty będziesz patrzył na mnie z innymi! Teraz Ty będziesz umierał ze złości i zazdrości! - wykrzyczała w jego twarz. Miała gdzieś to że każdy na nich patrzył. Byli obserwowani zarówno przez współpracownika Posejdona, jego klientów, jej przyjaciela który miał głupią minę jak i innych plażowiczów. Skupili na sobie całą uwagę.
    - Dobrze że z Tobą nie wyjechałam. Musiałabym przez kolejne wieki patrzeć na to jak rżniesz wszystko co wpadnie Ci w ręce! Dlaczego nie jesteś teraz z piękną jasnowłosą dziewczyną? Czeka na Ciebie w domu? - wycedziła złośliwie. Wcześniej nie pokazywała jak bardzo była o niego zazdrosna i jak bardzo bolała ją niewierność męża. Teraz uzewnętrzniła każdą emocje. Wszystko z niej wypływało. Jej oczy niebezpiecznie się iskrzyły a ona podeszła jeszcze bliżej niego, wyzywająco spojrzała w jego oczy.
    - Chcę rozwodu. - syknęła. Tak naprawdę nie chciała, ale ciekawiło ją jak Posejdon na to zareaguje. Lubiła go sprawdzać.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  31. Widząc jego reakcje, zmarszczyła brwi i zmierzyła go ostrym wzrokiem. Czuła jak złość w niej kipi, na chwilę zacisnęła powieki próbując opanować wściekłość i nie rzucić się na niego z pięściami. Wdech. Wydech. Odetchnęła głęboko kilkakrotnie by po chwili znowu na niego spojrzeć, wzrokiem pełnym żalu i rozczarowania.
    - Nie żałuję. Było mi tam dobrze, życie było rozkoszne, ale... Ty.. - spojrzała prosto w jego oczy, jej włosy rozwiał wiatr i przysłonił piękną twarz młodej kobiety. - Ale... Naprawdę sądziłeś że pozwolę Ci się dotknąć po tym jak noc wcześniej spałeś z inną? Naprawdę, Posejdon?! - krzyknęła.
    Oparła dłonie na swoich biodrach, biorąc kolejny głęboki oddech. Zupełnie jakby miała problem z oddychaniem. Nie dość że ją zdradzał to jeszcze nie potrafił jej zrozumieć. Oczywiście! Ona była najgorsza, a on taki dobry i kochający!
    - Nigdy. - zaznaczyła to słowo. - Nigdy mnie nie kochałeś. Byłam Twoim kaprysem, zachcianką. Byłam najpiękniejsza więc mnie chciałeś. Nie byłam niczym więcej. - prychnęła pewna swoich słów.
    Podeszła jeszcze bliżej niego i musiała stanąć na palcach by wargami dosięgnąć jego ucha. Chłodną dłonią objęła go wokół karku, pełne usta dociskając do płatka jego ucha.
    - Chcę rozwodu. Nigdy nie byłeś mój. Ty należysz do każdej. - wymruczała cicho po czym się odsunęła.
    Można pomysleć że się uspokoiła kiedy ona wymierzyła mu siarczysty policzek. Na tyle mocny że jego twarz delikatnie się odchyliła.
    - To za przyprawianie mi rogów. A to za... uderzenie mojego przyjaciela. - uderzyła go drugi raz, tym razem w drugi policzek. Spojrzała ostatni raz na jego twarz. Rysy za którymi początkowo nie przepadała a później pokochała. Westchnęła cieżko, dopiero teraz zauważyła jakie zrobiła przedstawienie. Ci ludzie jej nie znali więc nie obchodziło jej co sobie pomyślą. Zresztą, w ich królestwie niejednokrotnie robiła gorsze awantury.
    - Masz racje. Wyszłam za Ciebie ze względu na to jak piękne królestwo miałeś. Ale kiedy odszedłeś, nie widziałam powodu aby w nim zostać. Bez Ciebie... - tu urwała, spuszczając swoje oczy. W zastanowieniu zmarszczyła brwi. Przez chwile zastanawiała się czy powinna była wyznać mu swoje uczucia ale to... to niczego by nie zmieniło.
    - Żegnaj. - rzuciła oschle, odwracając się i przechodząc obok jego klientów. Ci nie odrywali od niej wzroku, ona zaś obojętnie ich minęła. Jej przyjaciel odszedł więc musiała wrócić do domu sama. Niech go szlag. Niezadowolona syknęła pod nosem.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  32. Była pewna że po tym wszystkim co powiedziała i zrobiła, on pozwoli jej odejść. Nie sądziła że za nią pobiegnie a co więcej, przełoży sobie przez ramię.
    - Posejdon! Przestań! W tej chwili mnie postaw! Rozkazuje Ci! - krzyczała, zaciskając dłonie w pięści i uderzając nimi o jego plecy. Ciemne włosy kaskadą opadły na jego plecy, zaś granatowa sukienka uniosła się ku górze ukazując zgrabne uda kobiety. Szczęście że jego silne ramie objęło ją wokół pośladków bo inaczej każdy mogły podziwiać koronkową bieliznę Amfitryty. Oczywiście ona nie dała za wygraną, wierzgała się i próbowała mu się wyrwać jednak on znacznie przewyższał ją siłą. Posejdon był bardzo silny i potężny. Początkowo to budziło w niej lęk, jednak z czasem zaczęło ją to w nim pociągać i zaczęła go doceniać. Choć niekoniecznie mu to okazywała.
    Gdy posadził ją na fotelu, jej włosy były w kompletnym nieładzie, ciemne kręcone pasma rozrzucone na jej piersiach, ramionach i plecach.
    - Jak Ty mnie traktujesz? W każdej chwili mogę stąd wyjść. - zmrużyła gniewnie oczy. Słysząc jednak jego słowa, uspokoiła się odrobinę. Nawet posłała mu ten swój uśmiech, niby złośliwy a jednak tak czarujący że można było się nim zachwycać.
    - Stęskniłeś się za mną? - rozsiadła się wygodnie. Pełnym kokieterii gestem założyła jedną nogę na drugą, odsłaniając fragment nagiego uda. - Dlaczego mam nadal być Twoją żoną? Nie będę już tolerować zdrad. Moja cierpliwość się skończyła. - powiedziała otwarcie. - Nie zmienisz się. - pokręciła ze smutkiem głową, a kosmyki kręconych włosów opadły na jej policzki.
    Wstała, jednak nie skierowała się w kierunku wyjścia. Podeszła do niego na tyle blisko by ich ciała się ze sobą stykały.
    - To na pożegnanie. - skłamała gładko. Chociaż twardo obstawała przy swoim, wcale nie chciała kończyć małżeństwa. Potrafiła docenić męża, nawet pomimo... błędów które popełnił. Ujęła jego twarz w swoje dłonie i złożyła na jego ustach elektryzujący pełen namiętności pocałunek. Był bardzo krótki. Tak krótki, że mężczyzna na pewno nie zdążył się nacieszyć smakiem jej słodkich warg.
    - Całowałeś wiele ust. Pewnie moje pocałunki niczym się nie wyróżniają, prawda? - wymamrotała. Jej ciepły oddech otulił jego usta, a niebieskie oczy wpatrywały się w tęczówki Posejdona. - Prawda? - powtórzyła, odrywając swoje ciało od jego i robiąc krok w tył.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  33. Sama żałowała że tak szybko przerwała ich pocałunek. Bardziej żałowała jedynie tego, że go nie przedłużył. Zdążyła zapomnieć jak smakowały jego usta, nieczęsto bowiem pozwala mu na czułości czy chwile uniesienia. Teraz jednak miała na to ochotę. Kiedy złapał ją za nadgarstki, bez sprzeciwu do niego przywarła. Pozwoliła mu ucałować każdy z jej palców a kiedy skończył przyłożyła nadgarstek do jego ust. Wtuliła się mocno w jego silne ramiona a twarz schowała w jego szyi. Owiała ją swym ciepłym oddechem a po chwili Posejdon mógł poczuć jak zaczęła składać wilgotne pocałunki na jego skórze. Przesunęła językiem wzdłuż jego szyi i odsunęła się kawałek by moc usiąść na jego biurku. Złapała go za dłoń, przyciągając ku sobie a jej wzrok spoczął na jego umięśnionym torsie. Chciała by był jeszcze bliżej niej więc objęła go udami wokół bioder a materiał jej sukienki podwinął się zbyt wysoko.
    - Dziś się pogodzimy a jutro zobaczę Cię z inną? Tak to będzie? - zapytała tym razem spokojnie, choć w jej intensywnie niebieskich oczach mógł dostrzec niepewność i głęboki żal. Nie umiała mu w tej kwestii zaufać.
    - Może... - urwała natychmiast. Z przebiegłym uśmiechem przyłożyła wargi do jego ucha. - Może powinnam dać Ci zasmakować tego jak to jest być zdradzanym? - powoli przesunęła dłonią po jego torsie. Tylko się z nim drażniła, ale była ciekawa jak zareaguje. - Może teraz moja kolej by się zabawić? - oderwała usta od jego ucha i śmiało, wręcz wyzywająco spojrzała w jego oczy.
    Oderwała swoje uda od jego bioder i dłońmi oparła się o biurko, lekko odchylając swoje ciało do tyłu.
    - Sama nie wiem co powinnam zrobić. - westchnęła. W końcu nie przyjechała tu bez powodu. W końcu uświadomiła sobie jak bardzo brakowało jej męża, tęskniła za nim i... - Kocham Cię. - właśnie tak, kochała go. Początkowo nie wierzyła że powiedziała to na głos. To było chyba pierwsze miłosne wyznanie które usłyszał z jej ust. Zagryzła nieco nerwowo swoją wargę. Nie powinna była mu tego mówić, teraz miał nad nią przewagę. Dłonią delikatnie przesunęła po jego policzku, badając fakturę jego skóry.
    - Nie wiem co mam zrobić. - przyznała szczerze, z oczami wpatrzonymi w jego. Nie wiedziała też czy powinna zdradzać mu zarówno swoje uczucia jak i watpliwości. Tak jak wcześniej pozwalała mu na zdrady, tak teraz łamało jej to serce. Miała jednak nadzieje, że może jednak nie dosłyszał tego jak wyznała mu miłość?

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  34. Tak popatrzyłam chwilę jeszcze na mojego nowego gościa i serio muszę przyznać, że wygląda naprawdę dobrze. Jego włosy, czy też ten uśmiech... Ah! Co ja gadam?! Jurata przestań! On pewnie będzie o jakieś dziesięć lat starszy, chociaż co z tego? Dobra, nie. Czas się opamiętać i wrócić do rozmowy.
    - Skarby?! Jakie skarby? - O mały włos a bym parsknęła śmiechem. - Przecież tu nic nie ma. Chyba że macie jakieś tajemne źródła, to wtedy okej. Możecie sobie grzebać - bo w sumie jakby tu mu odmówić? Lekko mówiąc, nie da się, ale ja zawsze byłam nieasertywna. Co prawda jazgot silnika motorówki będzie mnie pewnie wkurzał, ale mam nadzieję, że nie pobędą tu długo. Chwila, on powiedział, że kilka tygodni? Eh… Spróbuję to przeżyć. Jednak patrząc na ten niezwykle czarujący uśmiech, myślę że nie będzie to aż takie złe. Co z tego, że w 99% pewnie ma żonę? Pozachwycać się można.
    - Charles Turner… - powtórzyłam sobie pod nosem w celu lepszego zapamiętania. - Jur… Juliana Seabreeze. Miło mi ciebie poznać - uśmiechnięta odpowiedziałam, będąc jednocześnie lekko speszona. Taa… Chciało się powiedzieć Jurata, oj chciało. Niestety, nikt się o tym dowiedzieć nie może. Niby Amerykanie to głupi naród, ale nigdy nie wiesz kogo spotkasz na swojej drodze. I tak mi się wydaje, że on Amerykaninem raczej nie jest. W ogóle nie ten typ urody.
    - Miami? To przecież jest jakieś dwa tysiące kilometrów stąd jak nie więcej. Na prawdę chciało się wam aż tutaj przyjeżdżać? Zwłaszcza, że w Miami raczej niczego nie brakuje. - Teraz to mnie Charles zbił z tropu. Z Miami… tutaj? Jak długo tu żyję, to raczej ludzie robili na odwrót.
    - Nie żebym narzekała, bo dla mnie wszystko czego potrzebuję jest tutaj, ale fakt faktem, że kiedyś mogłabym się tam wybrać. Teraz chyba mam jeszcze jeden powód więcej, aby to zrobić. - Nie jestem w stanie określić co mnie w tamtej chwili wzięło, chyba że były to te uczucia, które opisywane są w niemalże każdej piosence dla nastolatków. W sumie to bardzo możliwe.

    Jurata~

    OdpowiedzUsuń
  35. Uśmiechnęła się do niego łagodnie i subtelnie. Cały lód który dotąd w sobie nosiła jakby się stopił, a jego miejsce zajął ogień. Namiętność z którą dociskała swoje ciało do jego nie mając dość jego bliskości. Jej wilgotne i gorące wargi przesuwały się wzdłuż jego szyi i ramion. Delikatnymi dłońmi zaś sunęła po jego łopatkach i wzdłuż linii kręgosłupa. Udami objęła go mocniej, jednocześnie dociskając swoje ciało do niego.
    - Cieszę się, że damy sobie szanse. Że zaczniemy od nowa. Dzisiejszy dzień.. będzie pierwszym dniem naszego nowego życia. Tu. W Ameryce. - roześmiała się perliście. Była widocznie zadowolona. Zburzyła mur który wokół siebie zbudowała i poczuła się szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Zazwyczaj pozostawała obojętna i oschła. Albo obrażona i zła. Dlatego to co czuła teraz było dla niej takie piękne i nowe. Miała nadzieję że nacieszy się tym dłużej, jednak kiedy ktoś z impetem otworzył drzwi zdezorientowana odsunęła się od Posejdona. Słuchała trajkotania tej głupiej małolaty i była przekonana że zaraz ją trafi szlag. Ta dziewucha nawet nie wiedziała z kim ma doczynienia. Pewnie chciała złapać bogatego faceta na dziecko i cóż, chyba jej się to udało. Nim jej mąż się obejrzał zeskoczyła zgrabnie z biurka i złapała za test ciążowy. Wynik pozytywny. Czuła jak świat zawirował jej przed oczami. Nagle całe szczęście prysnęło niczym bańka mydlana. Jego miejsce zajęło rozczarowanie i ból. Ból... którego wcześniej nie znała. Wstrząsnął jej ciałem niczym elektryzujący dreszcz. Czuła jak język związał jej się w supeł. Jak nawet nie mogła na niego krzyknąć. A przecież tak bardzo chciała wykrzyczeć mu w twarz co teraz czuła i myślała. Jednak nie potrafiła. Test blondynki wypadł bogini z dłoni, wpatrywała się z niedowierzaniem w twarz swojego męża szklanymi oczami. Teraz nie błyszczały ze szczęścia, a od łez. Wytarła szybko mokre policzki i pokręciła głową do własnych myśli. Co Ty sobie myślałaś?
    Nie uraczyła ich ani jednym słowem, podczas gdy jego jasnowłosa dziewczyna gadała aż za dużo. Amfitryta wiedziała że nic tu po niej. Jeszcze chwilę temu snuli plany, ale teraz wiedziała że on spełni ich plany z kimś innym. Z trudem opanowała drżenie dłoni. Myślała tylko o tym jak bardzo chciała się wydostać z tego cholernego miejsca. Tak jak wybaczyła mu zdrady, tak tego że w ciele tej młodej dziewczyny rosło życie nie potrafiła mu przepuścić. Oparła się o ścianę budynku, próbowała uspokoić szalejące myśli i szybko bijące serce które chciało wyrwać się z jej piersi. Wzięła kolejny głębszy oddech i zacisnęła mocno powieki, wycierając łzy z zimnych policzków. Jej skóra na powrót stała się lodowata a spojrzenie puste niczym bezkresne głębiny błękitnego oceanu.
    - To koniec. - mruknęła pod nosem, sama do siebie.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  36. Ona wcale nie twierdziła, że żona nie może być dobrą kochanką – to była jedynie mentalność starożytnych. Grecy uważali, że żona jest tylko po to, aby urodzić dzieciaka, do zabawy można sobie dobrać tyle kochanek, a w akcie desperacji – prostytutek, ile się tylko zapragnęło.
    Zeus chyba zgadzał się z tymi wartościami. Hades – absolutnie nie. Czy trzeci z braci był gdzieś znowu pośrodku tego całego zamieszania?
    Upiła spory łyk, gdy usłyszała pytanie Posejdona, a potem westchnęła głęboko. I raz jeszcze pociągnęła z kufla, aż odstawiła go z cichym stukotem na blat stołu.
    — Byłam młoda, myślałam, że świat i wszyscy bogowie padną mi do stóp, a w dodatku byłam kompletną kretynką – podsumowała krótko i zresztą szczerze, bo właśnie teraz, z perspektywy czasu, widziała siebie jako nadętą gówniarę, która uważała, że świat jest wobec niej niesprawiedliwy, bo nie daje jej na zawołanie tego, czego by sobie łaskawie zażyczyła.
    — Najpierw uciekłam Hadesowi z rydwanu i nie pokazywałam się przez wiele godzin. Może nawet dni. Nie jestem pewna. Cóż, to było głupie, bo Hades wie dokładnie, kto gdzie jest i gdyby tylko chciał, bez problemu mógł mnie tam odnaleźć. Ale dał mi spokój i przestrzeń. Potem, gdy nawet mój strajk głodowy nie przyniósł rezultatów, postanowiłam z nim dopiero porozmawiać. Zgodziłam się zostać jego królową, ale byłam najgorszą żoną, jaką świat mógł nosić, gdy matka wywalczyła dla mnie pół roku na powierzchni. Trzy miesiące spędzałam z nią, trzy miesiące pieprząc się z Adonisem. A potem wracałam do podziemi, żeby to samo robić w podziemiach, z Hadesem. Nienawidziłam go, ale był cholernie dobry. Z czasem go zaczęłam nawet tolerować, głównie przez wzgląd na to, że potrafił być świetnym kochankiem. – Westchnęła i oparła się plecami o krzesło. Odwróciła głowę w bok. Ciężko jej było mówić o tym, jak wiele świństw wyrządziła niegdyś swojemu mężowi. – I tak trwało przez lata. Hades chyba myślał, że sama w końcu dam sobie spokój z Adonisem, ale im bardziej Afrodyta mi go zabierała, tym bardziej chciałam mieć go dla siebie. Przynajmniej dopóki nie zobaczyłam Hadesa z tą… nimfą.
    Sama nie wiedziała, co w nią wtedy wstąpiło. Bo przecież nie można być zazdrosnym o mężczyznę, który jest ci obojętny. Prawda?
    A jednak Minte skończyła zaklęta w miętę.
    — Pokłóciliśmy się wtedy. Wtedy też pierwszy raz powiedział mi, że on mnie kocha. W przeciwieństwie do tego kochasia, za którym latam. Dał mi do zrozumienia jak bardzo głupia i naiwna jestem, próbując walczyć w przegranej bitwie. Byłam cholernym piątym kołem u wozu i odtrącałam kogoś, kto mnie naprawdę kochał tylko dlatego, że nie poprosił mnie o rękę w taki sposób, w jaki tego oczekiwałam. A przecież uczynił mnie królową.
    Westchnęła raz jeszcze i upiła łyk piwa, nadal unikając wzroku Posejdona.
    — Mieliśmy w pałacu pomieszczenie, z którego mogliśmy obserwować to, co działo się na powierzchni. Resztę dni w podziemiach spędziłam na obserwowaniu szczęściu Adonisa i Afrodyty. I wiesz co? Dotarło do mnie, że Hades ma rację. Byłam im do niczego niepotrzebna. Zerwałam z nim, choć to diabelnie bolało. Gdy wracałam do podziemi, on już o tym wiedział. – Zaśmiała się krótko i gorzko. – Chciał mnie pocieszyć. Naprawdę, chciał pocieszyć swoją żonę po utracie kochanka. A ja go wtedy wyrzuciłam z komnaty. A gdy wyszedł, razem z moimi wyzwiskami, po jakimś czasie sama do niego przyszłam i płakałam mu w ramię. Nie odtrącił mnie. Przytulił i pozwolił mi na wyrzucenie z siebie emocji, choć nie zasłużyłam na to.
    Dopiero po skończonej historii odważyła się spojrzeć na twarz Posejdona.
    — Więc chyba myślę, że nagrodę najgorszej żony wygrałam ja, nie Amfitryta z humorkami. Nigdy nie zasłużyłam na takiego męża jak Hades. Potrafił stopić moją nienawiść i niechęć tylko swoją miłością. I cierpliwością. Może tego samego potrzebuje Amfitryta?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  37. Ukryte skarby… Jasne. No ale nie powiem, uśmiechnęłam się pod nosem. Może i w sumie ma rację, kto wie.
    Uwagę mą przyciągnęło jednak coś co Chrarles właśnie wyciągnął z kieszeni. Nie żebym była ciekawa, ale jednak byłam. Wyglądało to raczej dziwnie, ale jednak po chwili ujrzałam przepiękny srebrny naszyjnik, który ozdobiony był przepięknym akwamarynem. Jejku… Jaki śliczny.
    - Takie skarby to ja rozumiem - powiedziałam pod nosem, patrząc się jeszcze przez chwilę w to srebrne cudo. Podniosłam wzrok na Charlesa, ale od razu go spuściłam, rumieniąc się do koloru soczystych malin. Nigdy nie byłam dobra w otrzymywaniu komplementów, ale tym razem to przekracza wszelką granicę. On był naprawdę przystojny, a w jego oczach można było utonąć jak gdzieś na środku Bałtyku. Pewnie ma żonę i pewnie gdyby tu była, to by wrzuciła mnie do tego jeziora, ale póki co jesteśmy sami. Pozachwycać się w spokoju można.
    Przez całe me ciało przeszedł dreszcz, kiedy tylko poczułam jak jego obca skóra dotyka mojej szyi. Przez chwilę się już chciałam wycofać, ale że zaraz za mną jest woda, to stwierdziłam, że mu pozwolę. Jego czarującemu uśmiechowi nie mogłam się oprzeć.
    - Jest przepiękny. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się szeroko, patrząc mu w oczy. Przy okazji ponownie zarumieniłam się, a serce me zaczęło mocniej bić. - Już dawno nie dostałam czegoś równie pięknego. - Westchnęłąm. - No, już dobre kilka lat - szepnęłam, mocniej akcentując “dobre”, bo w rzeczywistości to było kilkaset lat. Jednak to już jest przeszłość. Lepiej skupić się na tym co jest tu i teraz.
    - Charles, słuchaj… Nie jestem pewna czy nasz miasto, więc się od razu spytam. - Wzięłam głęboki wdech i wydech. - Głupio tak trochę rozmawiać na tym pomoście, więc może poszlibyśmy do takiej jednej dobrej restauracji. Myślę, że mogłaby ci się spodobać. - Niby uśmiechałam się delikatnie, ale jednak miałam ochotę wpaść do tej wody. Właściwie to nigdy nie zapraszałam mężczyzny gdziekolwiek. To naprawdę było dziwne dla mnie. Należy mieć jedynie nadzieję, że ma prośba nie zostanie odrzucona.


    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  38. [Z nadludzkim refleksem przybywam podziękować za powitanie i jeśli. A ponieważ warto się uaktywnić, zapraszam na wątek, jeśli znajdzie się chęć. :)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie pomyślałaby, że tym razem też za nią pobiegnie. Myślała raczej, że zostanie z matką swojego dziecka i wszystko sobie wyjaśnią. Dlatego też nie biegła, nie śpieszyła się i to był jej błąd. Po chwili pojawił się jakby znikąd, tuż przed nią i choć widziała żal pomieszany z rozpacza na jego twarzy, nie chciała go słuchać. Nie chciała słuchać kolejnych wymówek i kłamstw. Nie chciała też aby widział ją w tym stanie - zapłakaną, smutną i słabą. Wiedział jaka silna była; w końcu sama zbudowała przed nim mur, który z każdą jego zdradą stawał się coraz grubszy. Nowy świat, Ameryka... teraz wszystko było inne. Jej materializm, interesowność i chęć zapewnienia sobie dobrego bytu zeszła na dalszy plan. Teraz zobaczyła coś więcej. Miłość? Zaczęła jednak żałować, że oddała Posejdonowi swoje serce. W zamian została kolejny, pieprzony raz upokorzona. Nerwowym ruchem odgarnęła kosmyki ciemnych włosów opadających na jej piękną twarz. Wpatrywała się w jego oczy z żalem i wściekłością. Próbowała opanować tak intensywne i mocne emocje. Próbowała znowu być zimną królową mórz, ale nie potrafiła. Wszystko się z niej wylewało, dała całkowity upust swojej wściekłości.
    - Och, prosisz mnie? O co mnie prosisz? Żebym Ci wybaczyła kolejną zdradę, kolejnego bękarta?! - krzyknęła z wściekłością. Pokręciła energicznie głową a kaskada jej ciemnych i długich włosów rozsypała się na jej ramionach, nagich plecach i twarzy. Podeszła bliżej niego i ujęła jego twarz w dłonie. Mocno zacisnęła palce na jego skórze, wbijając w nią długie paznokcie pomalowane na granatowy kolor.
    - Kocham Cię a Ty... Kolejny raz rzucasz błotem w moją twarz. Poniżasz mnie. Upokarzasz. Przyprawiasz mi rogi! Mogłeś mnie mieć. Całą. Bez ograniczeń. Chciałam Ci się oddać, w Twoim biurze, na Twoim biurku. Ty jednak znowu wolałeś tanią, tandetną dziwkę. - wysyczała. Opuściła dłonie, na jego twarzy zostawiła zadrapanie. Cofnęła się i spojrzała na niego z niechęcią pomieszaną z rozczarowaniem. - Nigdy się nie zmienisz. Zawsze będzie tak samo. Moja cierpliwość się wyczerpała. - powiedziała już normalnym tonem.
    Spojrzała na swoją dłoń, na palec na którym nosiła zaręczynowy pierścionek i obrączkę. Nigdy ich nie zdejmowała. Nigdy, aż do teraz. Powoli ściągnęła je z palca, zupełnie jakby sprawiało jej to fizyczny ból. Jej oczy były srebrzysto błękitne od łez, a ona z trudem powstrzymywała płacz. Kurwa, nie mogła się przy nim rozkleić. Nie. Znowu się zbliżyła do Posejdona. Ujęła jego dłoń i wcisnęła w nią biżuterię, zacisnęła jego dłoń w pieść i objęła swoimi palcami.
    - Zwracam Ci wolność. Teraz możesz zaliczać każdą boginię i ludzkie kobiety. Możesz urządzać sobie trójkąty, robić gromadę dzieciaków czy cokolwiek tam chcesz. Ja najwyraźniej nie umiem zaspokoić twoich żądz. - uśmiechnęła się słabo. Czuła się tak źle... Wydawało jej się że zaraz opadnie z sił i zemdleje. Emocje cały czas się kumulowały. Najsilniejszą jednak był ból, chyba jeszcze nigdy tak nie cierpiała.
    - Nie winie Cię. Taką masz naturę... rozstańmy się w zgodzie. Może z czasem, ja zdołam ułożyć swoje życie z kimś innym. Nigdy Cię nie zdradziłam. Teraz nie jesteśmy już razem i mogę poznać kogoś nowego. - sama nie wiedziała czy powiedziała to dlatego by wzbudzić jego zazdrość, wkurwić go czy uważała że ich związek definitywnie się rozpadł. Mimo wszystko lubiła oglądać go w szale zazdrości i kiedy udowodniał jej, że jest tylko jego, że należy tylko do niego. Taka była prawda. Nie wiedziała czy umiałaby spojrzeć na kogokolwiek innego. Posejdon jednak nie miał z tym trudności, więc i jej musiało się udać. Westchnęła cicho i próbowała zebrać szalejące myśli.
    - Obyś wziął odpowiedzialność za swoje dziecko. O ile jest Twoje. - zebrała resztki sił i uśmiechnęła się drwiąco. - Żegnaj. - powiedziała pewniej niż chciała i już chciała go wyminąć kiedy poczuła szarpnięcie za nadgarstek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to nie mąż ją szarpnął, tylko ta blond idiotka. Co ona tu robiła, do cholery?
      - Posłuchaj, suko. Odpierdol się od Charliego! Nie zabierzesz mi go! - krzyknęła, na co Amfi uniosła jedynie brwi. Matka jego dziecka już chciała wymierzyć jej siarczysty policzek ale Amfitryta nie straciła dobrego refleksu. Złapała mocno dziewczynę za dłoń nim ta zdążyła ją uderzyć i wykręciła ją jej przez co ta zaczęła głośno i teatralnie piszczeć.
      - Trzymaj mnie, albo ją zabiję. - warknęła wściekła bogini do swojego prawie ex-męża, instynktownie zacisnęła dłonie w pięści. Z nienawiścią wpatrywała się w jasnowłosą dziewczynę i zastanawiała się jakim cudem Posejdon połasił się na taką dziewuchę.

      zazdrosna i wściekła Amfi

      Usuń
  40. Toczyła wewnętrzną walkę sama ze sobą. Naprawdę nie wiedziała czy powinna mu wybaczyć i zostać z nim, a raczej odejść z nim jak najdalej tej kobiety. Amfitryta zachodziła w głowę jak Posejdon mógł zwrócić uwagę na taką dziewuchę. Ona nie dorastała jej do pięt i nic sobą nie prezentowała, bogini miała dosyć jej pisków, wrzasków i roszczeń. Czuła narastające wkurwienie i sama nie wiedziała czy bardziej na swojego (eks)męża czy na nią. Milczała jednak, nie odzywając się ani jednym słowem. Słuchała przeprosin Posejdona i naprawdę bardzo chciała mu wybaczyć, chciała rzucić się w jego ramiona i przebaczyć mu wszystko co złe, dać ostatnią szanse. Szczególnie kiedy jej nie zbył tak jak zawsze, tym razem naprawdę widziała że był skruszony i żałował. Ona jednak wciąż cierpiała a obecność tej kobiety jedynie pogłębiała wszystkie negatywne uczucia. Widząc jak klęknął, zagryzła niepewnie swoją dolną wargę, czuła jak serce biło jej z prędkością światła. Przymknęła na chwilę powieki, mocno się wahając i wtedy znowu usłyszała ten cholernie irytujący głos.
    Zamkniesz się w końcu? - syknęła złośliwie, mierząc dziewczynę krytycznym spojrzeniem. I w tym momencie szala się przelała, kiedy szarpnęła Amfitrytę za włosy te niemalże natychmiast znacznie się naelektryzowały, opadając na twarz bogini, zaś jej oczy wypełniły się błyszczącymi piorunami. Tak jak wcześniej wygladała pięknie, tak teraz całe jej piękno dosłownie przerażało, przynajmniej zwykłą śmiertelniczkę.
    - Nigdy więcej mnie nie dotykaj tymi brudnymi łapami. Zrozumiałaś? - warknęła głośno i groźnie, tym razem wykręciła nadgarstek blondynki co spowodowało jeszcze głośniejszy pisk. Zignorowała każdy dźwięk wychodzących z jej ust i uciszyła ją siarczystym, mocnym policzkiem.
    - Żyjesz tylko ze względu na dziecko. Jeśli się nie ogarniasz to skończysz jak Skylla. Zapewniam że tego nie chcesz. - uśmiechnęła się nieco przerażająco i złowieszczo ale z pewną satysfakcją. Z radością wróciła do wspomnienia kiedy zamieniła przepiękną nimfę w morskiego potwora. Cóż, każda kobieta która miała czelność zbliżyć się do jej męża zasługiwała na taki los. Ta blondyneczka nie stanowiła wyjątku. Ale dziecko... dziecko było błogosławieństwem, zawsze. Amfi doskonale wiedziała jakim cudem było macierzyństwo i nie chciała odbierać malutkiej istocie, po prostu nie byłaby w stanie tego zrobić. Jednocześnie jej myśli krążyło wokół tego, że chciałaby mieć z Posejdonem jeszcze jedno dziecko. Zacząć wspólne życie w Ameryce i stanowić szczęśliwą, kochającą rodzinkę. Taka sielanka jednak nie była im przeznaczona. Amfi westchnęła cieżko i odsunęła się od dziewczyny, zerkając na przeciętą wargę i krew. Chyba policzek był za mocny a ona naprawdę nie zamierzała jej skrzywdzić. Podeszła do swojego męża, zdecydowanie za blisko i wsunęła dłoń do tylnej kieszeni jego spodni z której wyjęła kluczyk do auta. Jednocześnie był tak blisko, czuła jego cudowny zapach i nie umiała się opanować. Pocałowała go. Był to namiętny, długi i głęboki pocałunek, pełen pasji i pożądania. Sama nie wiedziała czy zrobiła to by dokuczyć jego kochance, czy dlatego że go pragnęła i wcale nie chciała kończyć ich relacji.
    - Wiesz, że zawsze byłam wygodna. Pożyczę Twoje auto. Żegnaj. - zamruczała a jej ciepły oddech otulił wargi mężczyzny.
    Nie czekając na żadna reakcje ze strony tej dwójki ruszyła szybkim, zgrabnym krokiem w kierunku parkingu. Już po chwili siedziała w jego samochodzie i przekręcała kluczyk w stacyjce. Właściwie, przeszło jej przez myśl żeby roztrzaskać jego wóz, należało mu się to i znacznie więcej.

    (Hej, daj nam częstsze odpisy proszę. <3)
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  41. Wydawało jej się, że Posejdon znowu za nią pobiegnie, że wyciągnie ją ze swojego auta i nie pozwoli nigdzie pojechać. Albo chociaż wsiądzie wraz z nią i razem odjadą. To że tyle razu ją zatrzymywał zawsze jej schlebiało i sprawiało satysfakcje. Teraz jednak jej gniew jeszcze bardziej urósł. Z piskiem opon ruszyła z parkingu i ze zdecydowanie zbyt wielką prędkością przekraczała ulice. Istny cud, że nie złapała ją policja i nie wlepiła mandatu. Kiedy zbliżała się do swojej posiadłości, nie zatrzymała się przy niej, wjechała znacznie głębiej doskonale zdając sobie sprawę że niedaleko jest malownicze jezioro. Cóż, Amfitryta miała widoczną słabość do wód nie tylko morskich. Przyspieszyła więc i wjechała na prywatną plażę zapisaną na nazwisko Amandy Sheffield, właścicielki ogromnej sieci oceanarium, nie tylko w Miami. Nacisnęła pewniej gaz, przejeżdżając przez skarpę i pewnie zacisnęła dłonie na kierownicy kiedy samochód wpadł do jeziora, wraz z nią. Już po chwili auta zatonęło, a ona z trudem się z niego wydostała z krwawiącą raną na czole i kilkoma siniakami. Była w końcu Boginią i byle wypadek nie mógł jej zabić. Odczuwała jednak satysfakcję, że zatopiła samochód swojego męża choć i tak uważała to za zbyt małą karę za jego przewinienia. Wypłynęła zgrabnie na brzeg i przeszła kilka kilometrów pieszo aż w końcu znalazła się w swoim domu. (...)

    Minęły dwa tygodnie i nic nie zwiastowało wizyty Posejdona. Właściwie przez myśl Amfi przeszło nawet że zaczął układać sobie życie z tamtą dziewczyną. Inaczej pojawiłby się od razu, prawda? Jej wściekłość powoli mijała, jednak z każdym kolejnym dniem ból kiełkował. I dlaczego Posejdon nie zainteresował się nawet swoim autem?! Chętnie zobaczyłaby jego minę. Z rozmyśleń dopiero wyrwał ją męski głos. Spojrzała z delikatnym uśmiechem na swojego prawnika, tego samego z którym była wtedy na plaży chcąc wzbudzić zazdrość u Posejdona. Z trudem opanowała znudzenie i zaczęła z nim rozmawiać o jednej ze spraw, wertując dokumenty znajdujące się na szklanym stoliku w salonie.

    Jakąś godzinę później odprowadzała go do wyjścia i kiedy znaleźli się na tarasie, wyczuła go. Niemalże natychmiast poczuła że jest blisko, zupełnie jakby jej ciałem wstrząsnął elektryczny dreszcz. Wzrokiem omiotła otoczenie i dostrzegła męską sylwetkę niedaleko. Nie marnowała czasu, wiedząc że Posejdon zaraz ją zauważy. Przyłożyła dłoń do policzka mężczyzny i ucałowała go w drugi. Cóż, z odległości w jakiej stał jej mąż można by pomyśleć że się całowali. Amfitryta chciała żeby właśnie tak myślał Bóg Mórz. Kiedy się w końcu odsunęła, posłała mu promienny uśmiech.

    - Dziękuję za dziś. Zadzwonię. - odparła aksamitnym i słodkim głosem, zupełnie jakby zdawała sobie sprawę że Posejdon ją słyszał. Kiedy prawnik zszedł po schodach i ruszył dróżka w kierunku swojego zaparkowanego auta, Amfitryta oparła się o balustradę i wbiła spojrzenie błękitnych oczu w męża. Tknij go, a pożałujesz, mniej więcej to mówił jej iskrzący się wzrok. Nie ruszyła się z miejsca, spokojnie obserwowała przebieg wydarzeń i czekała aż Posejdon do niej podejdzie. Odgarnęła kaskadę ciemnych i długich włosów na plecy, odsłaniając swoje nagie ramiona i dość głęboki dekolt. Jej ciało zdobiła obcisła, błękitna sukienka która podkreślała kolor jej oczu i idealnie dopasowała się do kobiecej figury bogini.

    (Nieśmiało liczę że wyszarpiesz dla nas troszkę więcej czasu :D I generalnie założyłam że to jej dom a autko utopiła xD Mam wrażenie, że ten odpis jest dość kiepski, ale liczę że jednak Ci się choć trochę spodoba.)
    Amfi <3

    OdpowiedzUsuń
  42. Widziała zazdrość i wściekłość w jego oczach, widziała mocno zaciskające się pięści i pewnie dlatego była tak zaskoczona kiedy pięść Posejdona nie wylądowała na twarzy mężczyzny. Mało brakowało a by się roześmiała kiedy jej prawnik szerokim łukiem ominął jej męża. Cóż, najwidoczniej w Ameryce także budził postrach. Obserwowała każdy jego ruch i już była przygotowana na gromką awanturę, na jego pretensje i jak śmiesz całować tego lalusia. To byłaby pewna hipokryzja, bo sam często dopuszczał się zdrad ale tylko tego spodziewała się Amfitryta. Jakież było jej zaskoczenie kiedy klęknął i wyciągnął cudowne małe puzderko z pięknym pierścionkiem w środku. Nie był jednak to ten sam, który wręczył jej w ich pięknym, morskim królestwie. Był inny, jeszcze piękniejszy niż wcześniej choć bogini wątpiła że tak mogłoby być. Uśmiechnęła się promiennie a jej twarz się rozświetliła, oczy rozbłysły ze szczęścia. Słowa które wypowiedział były wyjątkowe i dały jej nadzieje, którą powoli zdążyła utracić. Wzięła głębszy wdech i próbowała ułożyć w głowach słowa którymi miała go uraczyć. Wszystkie jednak wypadały po prostu blado przy jego oświadczynach.
    - Tak. – szepnęła szczerze wzruszona. Nawet nie próbowała ukryć swojego szczęścia i podekscytowania.
    Wysunęła ku niemu swoją smukłą dłoń i kiedy założył jej pierścionek, wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę. Wspaniale prezentował się na jej palcu, musiał należeć tylko do niej tak samo jak Posejdon. Chciała mieć go na własność. Miała więc nadzieje że nie zapomniał o swojej obietnicy i miał zamiar jej dotrzymać. Ujęła jego dłonie w uścisku kiedy wstał i zbliżyła się na tyle aby mógł poczuć zmysłowy zapach jej słodkiego ciała.
    - Kocham Cię i chcę z Tobą być. Chcę wierzyć że razem uda nam się stworzyć coś pięknego i wyjątkowego, że będziemy szczęśliwi i nic nam tego szczęścia nie zburzy. – uśmiechnęła się czarująco i przywarła do niego cała. Schowała kobiece ciało w jego ramionach, a czerwone i pełne wargi docisnęła do jego szyi. Chciała zaspokoić swoją tęsknotę. Pragnęła mieć go tak blisko siebie jak to było możliwe.
    Co prawda zastanawiała się nad tym czy powinna była tak szybko mu ulegać, tak szybko wybaczyć i zgadzać się znowu być jego żoną. Wiedziała jednak że tym razem będzie inaczej, a on... naprawdę mu zależało, naprawdę ją kochał. Był jednym mężczyzną przy którym miękła, który w końcu zdołał stopić cały lód jaki nosiła w sobie i swoim sercu.
    Pośladkami wsunęła się na barierkę tarasu, przyciągając do siebie Posejdona i objęła go udami wokół bioder, ignorując fakt że sukienka podwinęła jej się zbyt wysoko. Nosem przesunęła po jego szyi, aż dotarła do niej swoimi gorącymi wargami.
    - Muszę Ci coś wyznać... Zniszczyłam Twoje auto. Utopiłam je. Gniewasz się? - mruknęła pozornie niewinnie.
    Jednak jej obecność, jej bliskość, jej jędrne i gorące ciało przy nim uniemożliwiało mu logiczne myślenie, a tym bardziej złość na swoją piękną małżonkę.
    - Myślę, że mogę Ci to wynagrodzić. Tutaj. Teraz. - jęknęła kusząco do jego ucha, dłonią powoli sunąc po jego torsie. Czy mógł jej się oprzeć?

    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  43. Sprawa z Adonisem nie była dla niej łatwa. Może Posejdon miał rację – może on chciał mieć obie boginie, i wiosnę i miłość. Nigdy nie patrzyła na to w ten sposób i aż zaczęła tego żałować. Była taka głupia i zaślepiona uczuciem, że nie widziała nic poza Adonisem i całym światem, który chciał ją skrzywdzić. Na świecie tego złego świata stał wtedy Hades.
    Na swoje usprawiedliwienie miała głównie to, że była wtedy bardzo młoda, niedoświadczona i kochliwa. I zbyt ufna. Cały czas żyła przecież w zasadzie w bezpiecznych ramionach matki, więc nic nie mogło jej się stać.
    Tylko nikt nie przewidział, że Zeus i Hades dogadają się inaczej co do tej sprawy.
    Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Hades… wcale nie był cierpliwy. Łatwo go było zirytować i wyprowadzić z równowagi. Miewał swoje nagłe i niespodziewane wybuchy, które zazwyczaj mijały bardzo szybko. Ale, jak na ogień przystało, musiał wyrażać siebie. Tego nie potrafiła opanować nawet Persefona, dla której wspinał się naprawdę na szczyty swojej cierpliwości i wyrozumiałości. Ale tego już nikt nie musiał wiedzieć.
    — Kobieta chce tylko jednego, wujku – odezwała się, zanim ten wstał i odszedł po piwo. – Wszystkiego.
    Ta reguła sprawdzała się wszędzie. I zawsze. Niezależnie do kogo się odnosiła, każda kobieta pragnęła wszystkiego, tylko nie potrafiła tego zdefiniować. Jakiś większy filozof mógł zacząć zagłębiać się w tą logikę i szukać psychologicznych uzasadnień. Persefona nawet własne miała, ale nie było sensu nad tym teraz dywagować. Nie teraz, kiedy Posejdon postanowił przerwać temat.
    Widocznie nie chciał już dłużej o tym rozmawiać. A ona była kiepskim materiałem na poradnię małżeńską.
    Skinęła na znak, że zgadza się na jego propozycję i opadła na oparcie krzesła z nadzieją, że jednak okaże się meblem dobrej jakości i nie postanowi pęknąć. Przez moment jeszcze miała okazję popodziwiać uroki drewnianej ściany, póki przed nią nie pojawił się jakiś jegomość, którego na wejściu zmierzyła nieprzyjemnym spojrzeniem. Teraz jej wzrok nie był wcale inny. Uniosła brwi, nawet nie pytając, o co chodzi. Domyślała się, o co chodzić mogło i wcale jej się to nie podobało. Kątem oka dostrzegła, że Posejdon właśnie odwracał się z dwoma kuflami piwa i zmierzał w ich stronę. Więc szopka nie potrwa zbyt długo.
    — To miejsce jest już zajęte – rzuciła bez większego zainteresowania Persefona.
    Mężczyzna tylko uśmiechnął się szpetnie, a bogini powstrzymywała się od wywrócenia oczami. Wszyscy śmiertelni mężczyźni są tak samo nudni.
    — Tak. Przeze mnie. Gwarantuję, że moje towarzystwo lepiej panienkę… zaspokoi niż ten nadęty osiłek.
    — Ja myślę, że ten nadęty osiłek jest jednak lepszym towarzystwem dla mnie niż ty. – Persefona nachyliła się powoli w jego stronę, unosząc lekceważąco brwi. – Więc spadaj znaleźć sobie inną ofiarę maltretowania. Chyba że chcesz skończyć jako dekoracja tego lokalu. Byłby z ciebie ładny kaktus.
    Nie kłamała. Naprawdę byłby z niego ładny kaktus.
    Nieznajomy zamrugał na moment i prychnął cicho, biorąc to chyba za paplaninę idiotki, w dodatku nawiedzonej. Ale nadal, była to bardzo ładna idiotka.
    I ta bardzo ładna idiotka spojrzała w stronę Posejdona, który podchodził już do stolika.
    — Ten pan twierdzi, że już tutaj nie siedzisz – oznajmiła mu z przyjemnym, zbyt przyjemnym jak na nią uśmiechem.

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  44. (W sumie możemy już zacząć jakiś watek. Co powiesz na burze mózgów? :D)
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  45. [W sumie w pracy miałam czas na myślenie i tak wpadłam na to, że Amfi wiedzie gdzie mieszka Posejdon, więc może przyjechała do Miami, bo chce tam otworzyć kolejną restaurację. Mogą też pobawić się w kotka i myszkę, ona ucieka przed nim, albo też mogła zabrać ze sobą jakiegoś pana, żeby wzbudzić w nim zazdrość :D Ogólnie, to już dość późna godzina jest, dlatego ten pomysł taki słaby, a ja sobie go nie zapisałam, a mam pamięć takiej Dory, także tego, no... wybacz XD]
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  46. (no w sumie jakby nie patrząc, o to mi właśnie chodzi xD tak to jest jak człowiek jest zmęczony i próbuje określić, co mu chodzi po głowie :P
    Ale tak. Może być tak, że bedzie pokazywać mu że tu jest, w Ameryce, ale nie powie gdzie. Co myślisz o tym, żeby nawet będąc w miami, wyślę np na plażę bardzo podobna do siebie kobiete, a sama będzie z daleka obserwować, jak Posejdon zastanawia się, czy to na pewno ona ? XD)
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  47. [O kurcze, pomysł z nowym narzeczonym jest mega! :D Poza tym, przepraszam, że się nie odzywałam, ale w pracy miałam urwanie głowy, ludzie zaczęli za bardzo wykorzystywać brzydką pogodę i chodzili na L4, przez co byłam zmuszona jeździć po Śląsku tam gdzie były luki w grafikach. Ale już jestem :)
    To jak, łączymy pomysł z przybyciem Amfi do Miami w celu otwarcia nowej restauracji, ale jak i również zabawieniem się uczuciami biednego Posejdona? :D]
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  48. [Powiem Ci, że chyba bardziej widziałabym Amfi, kiedy to z jakiejś odległości obserwuje na początku Posejdona na plaży, a potem, żeby być jeszcze bardziej wredna, przechadza się nieopodal niego, w towarzystwie "Nowego Narzeczonego". Chyba, że tym masz jakąś inną wizję wątku :D]
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  49. [O ja, dobre! Wykąpię się i postaram się zacząć :D ]
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  50. [Bardzo dziękuję za powitanie i ja również mam nadzieję, że uda nam się razem stworzyć jakiś wątek ^^]

    Hekate

    OdpowiedzUsuń
  51. [hejo ;) tesknilas? ^_^
    wiesz jaki z nia w swoim czasie problem mialam? Normalnie w kilku fazach ja robilam a ostateczna wersja powstala po trzech dniach. A ile smiechu przy tym bylo. ^__^ Az ciezko bylo wybrac najlepsza wersje. Juz sie balam, ze jak jedna wybiore to zrobi sie oburzenie xD

    Czyzbys sie z czyms ofiarowala? ;)]

    Lilith

    OdpowiedzUsuń
  52. [Z uwagi na brak doprecyzowanych podań i mojego przywiązania do matki, możemy założyć, że siostrzeńcze. Skoro mieszkałem sobie 9 lat u Tetydy po tym jak Zeus strącił mnie z Olimpu, zakładam, że pozostawaliśmy w kontakcie. Być może przekonałem Cię do tego, byś nie wydawał innym bogom faktu, że wciąż żyję? Do tego to Ty wstawiłeś się za Aresem i Afrodytą, by uwolnić ich z pułapki, którą na nich nastawiłem. Wyczuwam tu wiele możliwości, co do rozwoju naszej relacji, która na przełomie stuleci ulegała zmianie. Zapomnieniu? Może wspólnie z Enyo próbujesz mnie namówić, bym objął stanowisko w konflikcie? Cokolwiek to będzie, jestem otwarta.]

    OdpowiedzUsuń
  53. [Drogi Posejdon, zdaje się, że dawno się nie widzieliśmy od kiedy Olimp nie jest nam już bliski. Tobie właściwie nigdy nie był, czy się mylę? Może coś mnie zaprowadzi nad brzeg oceanu, może to już czas.
    Jeśli chodzi o techniczne sprawy - raczej uznaję Herę i Zeusa jako rodziców Enyo, chyba częściej przewija się ten motyw i znacznie bardziej pasuje mi do koncepcji. Ares, no cóż, nie zaskarbił sobie sympatii przyjaciół ani w nowym, ani w naszym starym świecie, a ona zawsze była przy nim. Powożąc rydwanem, rzucając się na pierwszy ogień walki, zawsze w pogotowiu wraz z jego dziećmi. Tak lojalna, do końca. Teraz jednak wszystko wygląda inaczej, każdy żyje na własną rękę, więc może należałoby zapomnieć o waśniach i skopić się na tym co jawi się na horyzoncie? Nie dajmy się pokonać podrzędnym, sztucznym bóstwom.]

    E.

    OdpowiedzUsuń
  54. Podekscytowanie wywołane przez adrenalinę na prawdę nie chciało mi dać spokoju. Czułam jak krew z szybszym tempem przepływa przez naczynia krwionośne, a niezidentyfikowany supeł ściskający żołądek, zaczyna się formować gdzieś w głębi brzucha. W tamtej chwili, mówiąc serio, chciałam wskoczyć do tej zimnej wody i najlepiej już nigdy stamtąd nie wypłynąć na powierzchnię.
    Zwykle nie jestem taka odważna, zwłaszcza jeśli chodzi mężczyzn, ale jakoś tak… Czułam, że Steven ma to coś w sobie. Coś takiego, że mogłabym mu spokojnie zaufać i oddać się w jego ręce. Nie jestem w stanie tego dobrze wytłumaczyć, ale nie mogłam zaprzepaścić takiej okazji. W końcu, od tylu lat, znalazłam kogoś, kto prawdopodobnie zostanie ze mną na dłużej. Intuicja nigdy nie zawodzi.
    I jakie szczęście mnie ogarnęło, kiedy tylko usłyszałam, że chętnie się ze mną wybierze. Toż to błogosławieństwo! Może i coś z tego więcej wyjdzie. Co prawda nawet go dobrze wtedy nie znałam, ale ten urok osobisty… Gdzieś w podświadomości mi świtało, że to może ten.
    - Hmm… Podobnie do mnie, aczkolwiek ja wolę bardziej… - Musiałam się chwilę zastanowić, jak to dobrze ująć w słowa. - Bardziej bliższe i znajome mi okolice. Dla przykładu nigdy, odkąd tu mieszkam, nie byłam na Florydzie. Co ja gadam!?! Ledwo poza stan wyjechałam. Taka ze mnie podróżniczka… - Trochę puściłam pary z ust, ale to przez to podekscytowanie, które rozpierało mnie od środka. Zaraz potem się trochę uspokoiłam.
    - Ale tak, chętnie cię potem oprowadzę po okolicy. Z samej restauracji są świetne widoki, jednak warto to wszystko zobaczyć na żywo - powiedziałam ciągle się uśmiechając. To była jedna z tych rzeczy, którą lubię najbardziej. Pokazywanie innym mniejszych czy też większych zakamarków tego miasta i jego okolic. Cieszyłam się, że ktoś podzielał tę pasję. No, nie taki ktoś…
    Dzięki pomocy Stevena z łatwością udało mi się wstać, ale zaraz potem miałam wrażenie, że znowu upadnę. Ah… Ten uśmiech… Coś niesamowitego. Dobrze, że Perkun został w Europie, bo pewnie znów by mi dom zniszczył, jakby się dowiedział co ja teraz wyczyniam.
    - A więc idziemy! - Wykrzyknęłam radośnie, kierując się w stronę East Town, gdzie znajdowała się jedna z lepszych i droższych restauracji w mieście - Harbor House. - Mam tylko nadzieję, że lubisz owoce morza - powiedziałam, przemierzając razem z nowopoznanym mężczyznom jedną z ostatnich uliczek. - Co prawda mają tam inne jeszcze rzeczy, ale chyba nigdzie indziej nie dają tak znakomitych ostryg czy krewetek. - Na samą myśl o tym wszystkim, pociekła mi ślinka. Jednak to wszystko nie jest takie tanie… - Oh shit! Jaka ja jestem głupia… - Zatrzymałam się na chwilę, patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń przede mną. - Zapomniałam wziąć portfela… - Zaczerwieniłam się cała ze wstydu. Jak ja mogłam! - Cholera, jak mi głupio. Przepraszam.
    I cały mój misterny plan w tamtej chwili poszedł się jeb… na marne. Przeczuwałam już tylko to najgorsze.

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  55. W oczach już miałam łzy. Już te małe krople słonej wody napływały do moich kącików oczu. Nie wiedziałam co miałam w tej chwili zrobić. W końcu to ja go zaprosiłam, więc chociaż dobrze by było zapłacić za siebie. Ale nie, przecież ktoś musiał wyjść bez portfela! Ugh… Totalna porażka, pomyślałam, świdrując swym pustym spojrzeniem chodnik, na którym pojawił się niewielki cień rzucany przez pobliskie drzewa.
    Miałam w sumie dwa wyjścia: albo uciec stamtąd ile sił w nogach albo spróbować się jakoś wytłumaczyć. I o ile pierwsza opcja wydawała się po prostu lepsza, o tyle ta druga była raczej bardziej racjonalna.
    Tylko to tłumaczenie… Strasznie tego nie lubię, to jest takie niezręczne i skomplikowane, zwłaszcza kiedy nie masz nic na swoją obronę.
    - Steven, słuchaj, bo ja… - zaczęłam mamrotać pod nosem, czując jak żołądek podchodzi mi pod gardło jednocześnie z głodu jak i ze stresu. Czemu to musiało tak wyjść? Czemu jak już poznałam kogoś fajnego, to muszę zawsze spartaczyć robotę?
    W tamtym momencie wydawało mi się, że wszystko już było skończone i mogłam pełna smutku iść do domu. Spojrzałam jednak na niego zaszklonymi oczami, choć byłam przygotowana na najgorsze. Ku mojemu, naprawdę ogromnemu, zdziwieniu twarz Stevena nie przedstawiała jakiegoś niezadowolenia czy niesmaku. Powiedziałabym nawet, że wręcz odwrotnie. Trochę dziwne w dzisiejszych czasach, ale no może jednak gdzieś tam uchowali się dżentelmeni. To w sumie takie miłe, aż mi się cieplej zrobiło na sercu. Zwłaszcza gdy ponownie spojrzałam na ten jego cudowny uśmiech. Ah… Chyba zyskałam nową słabość.
    - Jejku, nawet… - Zatrzymałam się na chwilę, aby wziąć głęboki oddech. - Nawet nie wiem co powiedzieć. Może po prostu… - Już miałam wymamrotać dziękuję, ale jednak nowo poznany “kolega” mi przerwał.
    - Tak, to tu! - Odpowiedziałam radośnie, uśmiechając się od ucha do ucha. Może jednak nie wszystko jest stracone…
    Zanim weszliśmy do środka spojrzałam na swoje odbicie w dużym oknie, aby sprawdzić czy jakoś wyglądam. Na szczęście nie było tak źle z moim wyglądem. Stevena nawet nie komentuję, on to się niczym nie musi przejmować. Taki to ma dobrze… Pewnie nie jedną kobietę już w swoim życiu miał z taką ładną buźką, bo raczej nie wygląda aby był żonaty. A może to tylko pozór...
    Zaraz po wejściu do jasnego, dzięki dużej ilości okien i białemu wystrojowi, pomieszczenia zajęłam pierwszy lepszy stolik, z którego był doskonały widok na rozciągające się w nieskończoność jezioro. Jakimś cudem się uchował jeden! Kelner przyniósł nam karty i od razu zabrałam się do przeglądania co mają nowego do zaoferowania. Oczywiście nie chciałam przesadzać, bo to jednak nie ja płacę. Głupio bym się czuła, gdyby musiał za mnie zapłacić więcej niż 50 dolarów.
    - To może ja wezmę… - Jeszcze raz rzuciłam okiem na menu. - Póki co chyba wezmę tylko spaghetti z homarem i najzwyczajniejsze białe wino. O, tak na rozgrzewkę. A ty co wybierasz? - Spytałam, podpierając brodę na prawej dłoni. Spoglądając na niego, na jego błękitne jak dawny Bałtyk (teraz jest już trochę brudny) nie mogłam wyjść z podziwu. Jak taki człowiek może chodzić po tej ziemi? Jak?

    Juratka

    OdpowiedzUsuń
  56. [Czołem, rolniku, jak tam, zdążyłeś już zagrabić ocean? :D Cieszę się bardzo, że nowa Persy się spodobała <3 To ja czekam aż mój ulubiony wujaszek, który jest też ojcem mojego przyrodniego rodzeństwa (I see wut u did there, horsie >w>), wróci do życia i chodź, wymyślimy coś fajnego. <3]

    Persil, czarniejsze nie będzie

    OdpowiedzUsuń
  57. [Miałam taki piękny komentarz dla Ciebie, ale mój internet sprawił, że zniknął ;< w każdym razie mówiłam, że nie wiem którą z Twoich postaci porwać na wątek, ale kocham je wszystkie XD Pocieszałam też, że o Anterosie dowiedziałam się wczoraj i już go kocham, a w dodatku... Jeżeli chodzi o pustą wannę, to Posejdon musi mu ją przyjść napełnić XDDD W każdym razie, biorąc pod uwagę, że nie mogę się zdecydować... Może Tobie łatwiej będzie stwierdzić, które z Twoich Bóstw nadaje się dla tego mojego twora? W sensie, na wątek!]

    Anteros

    OdpowiedzUsuń
  58. [Tak, zbyt wielkiego szału tam nie było. :D Może wymyślimy sobie coś bardziej emocjonującego? I teraźniejszego? :D Smutna Persy nie jest już smutną Persy, więc może być fajnie. Tylko trzeba pomyśleć, w co by ich wpakować. :D]

    Siostrzenico-bratanico-szwagierka

    OdpowiedzUsuń
  59. [Zawsze możemy zrobić jakiś rekreacyjny weekend u Persy, bo wszyscy wiemy, że Floryda to stan umysłu i czasem przyda się pojechać do trochę bardziej normalnych południowców, a w Nashville jest przyjemnie, muzyka country, idealne dla chłopa z widłami. :D
    No i na zachętę dodam, że Persefona ma dom z basenem... ;>]

    Persil Black Magic

    OdpowiedzUsuń
  60. [Przepraszam za zwłokę! Na szczęście już po wystawieniu ocen ;w;]

    Choć byłam głodna, to jednak w tamtej chwili było mi wszystko obojętne co bym do jedzenia zamówiła. Wzięłam w sumie pierwszą lepszą pozycję, która nie była jeszcze aż tak droga. Wolałam się skupić na kimś ważniejszym, na Stevenie, który siedział tuż przede mną. A żeby być prawdomówną, to właściwie zatrzymałam wzrok na jego oczach, w których można było utonąć. Widać było, chociażby po kolorze czy tym błysku, że należą one do niezwykłego człowieka.
    Nie wspominając już o tym jego uśmiechu, który, nawet jeśli siedziałam, powodował, że miękły mi kolana a serce zaczynało grać kankana.
    W sumie nie myślałam, że kiedykolwiek znów to powiem, ale… Ja się chyba zakochałam? Nie jestem pewna, ale chyba tak to działa.
    Matko… Ile to lat minęło od tamtego czasu? Ale serio, myślałam, że już nigdy nie znajdę miłości czy chociaż szczęścia związanego z przebywaniem z drugą osobą. A tu proszę. Wylądowałam w restauracji z mężczyzną, który nie dość, że jest przystojny, to na dodatek jest prawdziwym inteligentnym dżentelmenem. Drugiego takiego bym nie znalazła, więc wolałam się cieszyć chwilą.
    – Co? - Spytałam zdezorientowana, wyciągnięta z mych rozmyślań. Po chwili jednak się jakoś domyśliłam o co pytał. – Szczerze… To raczej nie ciągnie - wzięłam głębszy wdech. – Dobrze mi tutaj gdzie mieszkam. Mam swój ogródek, swój las czy chociaż kawałek jeziora. – Uśmiechnęłam się na samą myśl o moich przytulnych czterech kątach czy faunie i florze, którą mogę podziwiać praktycznie z okna.
    – Czasami co prawda lubię pojechać do większego miasta, jednak czuję się wtedy taka… Taka… – Nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa przez moment, a niech to. – Zagubiona i zdezorientowana? Niepewna? Tak, to chyba dobre wyrażenia. Po prostu tak to jest jak się samemu jeździ… – A jakże by inaczej? W końcu i tak nie miałam z kim jeździć. Ledwo z panią Hannah ze spożywczaka niedaleko od domu rozmawiałam, a mi tu wyjazdy z innymi w głowie.
    – A za to z tobą jak jest? Nie wolałbyś czasami zatrzymać się gdzieś na uboczu? Tak dla resetu od zgiełku miasta? – Spytałam podtrzymując dalej konwersację. Choć w sumie to ciekawe. W końcu dużo osób tak robi, że z miast na wsie się przeprowadzają. Ostatnio też kilkadziesiąt od mojego domu budował się nowy. Nie żebym oceniała, ale pewnie taki przedsiębiorca jak Steven, to mógłby sobie całą moją działkę i pięć innych sąsiednich kupić. Albo może już nawet ma gdzieś swój spokojny, cichy zakątek? Ciekawe jak wygląda.
    W międzyczasie gdy rozmawialiśmy, kelner przyniósł nam nasze dania i kieliszki wina. Nie chcąc zbytnio przerywać Stevenowi jedynie podniosłam kieliszek i cicho wyszeptałam na zdrowie, uśmiechając się przy tym.
    Żeby ta chwila trwała wiecznie!

    Syrenka rybci

    OdpowiedzUsuń
  61. (Mam pomysł na wątek samuraja i Posejdona :D Samurajowie też tworzyli swoje floty - w czasach Sengoku mistrzami w tym byli Mori i Uesugi, a wcześniej Yashima Taira, klan, któremu szczególniej patronował Bishamonten przez ich umiłowanie sprawiedliwości. :D Teraz bóg, by mieć iście boską eskortę, przyjął do siebie w bardzo skomplikowanych okolicznościach siedmiu samurajów, których jego łaska plus działanie tajemniczego ochimizu i wiele wieków pokuty za ziemskie winy powróciła do życia po życiu. Jeden z nich to opisany w zakładce Nobunaga, drugim zaś jest - niestety nie opisany z braku zdjęć i czasu Kagetora Uesugi znany bardziej jako Kenshin. Może coś takiego: Posejdon pragnie, jak to Posejdon, podrywu, prawda? Więc może pojawić się w Sacramento, z nadzieją na to, że wyłapie świeżą krew. W oko wpadnie mu wyjątkowo piękna kuzynka Bishamontena, Benzaiten, bawiąca właśnie z wizytą u krewniaka. Zacznie z nią flirtować, pozna też kuzyna, ale że Benzaiten hołduje starym obyczajom, nie będzie miał tak łatwo :>
    Co ty na to? Przy okazji spróbowałbym pisać po raz pierwszy kobietą, co pewnie wyszłoby mi kretyńsko, no ale...)

    bishamonten

    OdpowiedzUsuń
  62. [To łap zaczęcie :D]

    Ten dzień był bardzo wyjątkowy. No bo w końcu nie codziennie odwiedza Cię ukochany wujek Posejdon! Wujka Posejdona kochali wszyscy, a tak dokładniej to i Persefona, i Hades, głównie dlatego, że jako jeden z nielicznych nie miał ochoty bałamucić żony swojego brata. A to, że szczególną sympatią niegdyś darzył jej matkę, to już inna historia i Kora udaje, że tego nie pamięta. Demeter prawdopodobnie też, ale nigdy o tym nie rozmawiały.
    Wujka Posejdona trzeba było kochać jeszcze z jednego względu. Dokładniej z takiego, że zazwyczaj nie robił dram o dramy z podziemi. Kiedy między Hadesem a Persefoną zaczęło rodzić się uczucie, zaczęły się również kłótnie, podczas których nimfy wolały chować się w strumykach krainy. Często dochodziło do tego, że ziemia podczas awantur zaczynała się trząść, a jak wszyscy wiedzą z lekcji geografii, po trzęsieniu ziemi często nadchodzi tsunami. A ponieważ starożytni jeszcze tego do końca nie wiedzieli, za wszystko obrywało się Posejdonowi, bo tsunami było jednak bardziej odczuwalne. No cóż. Jak widać, takie drobne nieporozumienia nie wpłynęły na ich relację!
    Ponieważ dawnych monarchów podziemia było na to stać, zainwestowali w basen w pięknym ogrodzie, a jak wiadomo, nie ma nic bardziej kuszącego dla morskiego boga niż basen w pięknym ogrodzie. Pewnie to był jeden z argumentów przemawiających za jego wizytą.
    Kora otworzyła drzwi, gdy otworzyła dzwonek i uciszyła ręką Cerbera, który natychmiast podniósł alarm, że ktoś śmie wkroczyć na jego terytorium.
    — Cześć, wujku, dobrze cię widzieć! – rzuciła od razu na powitanie, wpuszczając Posejdona do środka.
    Po mieszkaniu Persefony można było poznać, czy Hades akurat jest czy gdzieś wyjechał. Ponieważ był skrajnym minimalistą, gdy pan był na włościach, ciężko było zauważyć jakiekolwiek ozdoby poza kwiatami w wazonach, które, o dziwo, bardzo lubił. Teraz natomiast dom wypełniony był ślicznymi słonikami, drzewkami szczęścia i innymi małymi pierdółkami, co wskazywało na to, że Hades jednak wyjechał do Chicago.
    — Napijesz się czegoś?

    Kora Persefona

    OdpowiedzUsuń
  63. [Nadchodzi era wpierdolu Heleny.]

    Słońce i upał nie były jej sprzymierzeńcami. Przyzwyczajona do chłodu Helheimu szukała miejsc, w których słońce nie napieprzało po nieskazitelnie białej skórze i nie drażniło wrażliwych soczewek. Wyglądała na taką, co to najchętniej przesypiałaby pół roku w jakiejś krypcie, ale pech chciał, że ubzdurała sobie względnie ludzkie życie, na dodatek otaczając się oszołomami typu gości z zespołu. Serio nie wie jak ich znalazła, a właściwie jak oni znaleźli ją, bo nic z tego, co miało miejsce prawie rok temu nie było logiczne.
    Zaczęło się od baru. W jej życiu po życiu po życiu właściwie wszystko zaczynało się od baru, a dokładniej od alkoholu. Nie, żeby usiłowała się upić. Tylko własnej roboty bimber pędzony z Lucyferem miał taką moc, że potrafił powalić nawet ją. Te ludzkie trunki smakowały wodą ze Styksu. Kiedyś zajrzała tam do kumpla i miała niezbyt miłą okazję spróbować. Bo nie cierpiała wody chyba najmocniej na świecie.
    W każdym razie, wracając do Miami. Upał nie z tej ziemi, z innej też nie. Miała wrażenie, że to jakiś punkt zapalny, jakby znalazła się w jądrze tej przykrej planety. Ona, odziana w czarne łachy, tony falbanek, gustowne rękawice za łokcie i z metrem tapety szpachelką nakładanej, paradowała po tym przeklętym miejscu bluźniąc niczym świat stoi. Ktoś mądry załatwił jej parasolkę, którą szybko jebła w kąt, kiedy wsiadła do klimatyzowanego busa po koncercie. To nic, że było coś koło północy, żar nadal lał się z nieba, tak samo jak z niej lał się makijaż.
    Ktoś rzucił coś o spacerze brzegiem oceanu, na co zareagowała jedynie przewróceniem oczami, ale poszła, bo co miała robić sama. Nie miała przy sobie żadnej zabawki, upał nie sprzyjał niewinnym igraszkom ze śmiertelnikami, więc uznała że bliżej wody będzie trochę chłodniej. Aż przebierała nogami na myśl o przyjemnej oceanicznej bryzie.
    Jak mocno się pomyliła. Tam też było duszno, a piasek nie zdążył ochłodzić się na tyle, by przyjemnością było chodzenie po nim. Gdzieś przed nimi grupka ludzi siedziała przy ognisku i zawodziła niemiłosiernie. Część zażywała kąpieli, co Hel przyjęła drżeniem z oburzenia. Jak można pchać się tam dobrowolnie.
    -Debile. –westchnęła pod nosem i po raz kolejny przewróciła oczami. Szła jako ostatnia, koledzy z zespołu wygłupiali się na przedzie, jeden wyrwał już laskę, więc zatrzymała się, uznając że nie uśmiecha jej się iść za nimi. I nawet nie zdążyła się odwrócić, kiedy poczuła jak coś ją łapie, popycha, unosi, przenosi, teleportuje, a później zrobiło się cholernie mokro.
    -DO KURWY JEBANEJ NĘDZY! KTO! KTO OŚMIELIŁ SIĘ..! –wyrzucała z siebie, z całej siły starając się jakoś utrzymać się na powierzchni. Chwilę jej zajęło ogarnięcie, że tak naprawdę, to wystarczy wyprostować nogi. –PIERDOLONY KRETYNIE, CZY TY WIESZ KIM JA JESTEM?! –wrzeszczała, nic nie robiąc sobie z wszechobecnych śmiechów. Ona, Królowa Śmierci, Pani Helheimu, została wyśmiana.

    jeśli komuś o tym powiesz…

    OdpowiedzUsuń
  64. [Cieszę się, że wyszło, bo momentami miałam wrażenie, że nigdy tego nie skończę (i nie skończyłam, ale to się jeszcze naprawi). A Romek (to imię chyba się już przyjęło, i dobrze) na pewno zapanuje nad wszystkimi Rzymami, tylko trzeba dać mu trochę czasu. I dziękuję za powitanie, gdyby Neptun (ja z kolej zawsze będę #sqadraRoma, która mam nadzieję zyska wreszcie kogoś jeszcze) miał ochotę na wątek, to zapraszam.]

    QVIRINVS

    OdpowiedzUsuń
  65. [Duże zamiłowanie do śmierci, albo krwi i wojny. Co kto woli, byle było mrocznie XD Tym razem znów padło na Śmierć.
    Co do powrotu, to po prostu olałam życie... Długa historia. Wracam, bo kocham to miejsce, a zniknę już tylko, jak wyjadę na urlop, na krótko. :D I dziękuję. Pozostanę chętnie.]

    Shinigami

    OdpowiedzUsuń
  66. [Kartę Aresa mam nadal. I nie mówię, że kiedyś nie powróci. Toż to swój facet był :D]

    Shinigami

    OdpowiedzUsuń
  67. Cały ten środowy dzień Bishamonten postanowił spędzić w towarzystwie swej przeuroczej siostry, pani Benzaiten, bogini poezji, szczęścia i sztuki miłosnej, a także siedmiu swoich synów, którzy wybrali się z ojcem do miasta. Wszyscy dziewięcioro mieli na sobie tradycyjne stroje i zdecydowanie się wyróżniali, choć śmiertelnicy - zapewne dzięki przerażająco ciężkiej i dumnej aurze Pana Samurajów, a także dzięki jego skomplikowanej sławie - nie odważali się podejść bliżej ani w jakiś sposób kwestionować ich wyglądu. Kelnerka, która ich obsługiwała, wyglądała na zaskoczoną, ale bez problemu przyjęła zamówienie i zniknęła im sprzed oczu.
    O ile Bishamonten związał sobie włosy w samurajski kok i z godnością prezydował za stołem obok zarumienionej, roześmianej Benzaiten, o tyle jego synowie nie mieli takiej potrzeby (woleli po prostu chodzić w rozpuszczonych, jak za dawnych lat). Ubiór ich składał się z bardzo drogich i eleganckich szat; bóg wojny przywdział na siebie szaroniebieskie kimono ze wzorem mgieł i chmur, przepasane jedwabistym, czarnym pasem obi i sandały, czarne koszule keikogi i takież spodnie hakama były domeną chłopców, a Benzaiten przyodziała się na tą okazję w urocze, liliowe furisode przepasane beżem z motywem motyli i kwiatów wiśni. Co było znamienne, wszyscy mężczyźni mieli przy pasie lub na plecach broń - większość miała katany, jeden z nich miał włócznię yari o małym grocie sterczącą za plecami, inny zaś miał dwie katany przy pasie, inny jeszcze łuk. Kobieta nie była uzbrojona. I była niezwykle piękna, co na pewno zwracało uwagę.
    Była tym piękniejsza, że wbrew starym modom pani Benzaiten nie bieliła niepotrzebnie twarzy ani nie czerniła sobie zębów; długie, krucze włosy o miękkości godnej jedwabiu upięła kunsztowną spinką kanzashi w kolorze krwistej czerwieni, a małe, choć nie drobne stopy odziała w najmodniejsze sandały. W prawej dłoni trzymała wachlarz. Mówili między sobą, oczywiście, po japońsku - mężczyzna i kobieta czynili to raczej miękko i powoli, to młodzież wymieniała między sobą żywe uwagi. Kelner podszedł do nich z drinkiem dla kobiety, która zrobiła na ten widok wielkie oczy.
    - Przecież nie zamawiałam alkoholu! - zdziwiła się żywo po angielsku Benzaiten, uśmiechając się miło do kelnera. Ten wzruszył ramionami.
    - Tamten pan - wskazał nieznacznym ruchem głowy na nieznajomego przylepionego do krzesła dwa stoliki dalej - zamówił to dla pani.
    Benzaiten zmieszała się. Jak powinna postąpić w tej sytuacji? Powinna zapłacić temu człowiekowi za ten drink? Odmówić przyjęcia alkoholu?
    Bishamonten spojrzał powoli na siostrę. Uśmiechnął się lekko, postanowiwszy wybawić ją z opresji.
    - To niezwykle miłe z jego strony - rzekł spokojnie. - Zaczekamy na nasze sashimi i sake dla mężczyzn. Dla tej pani będzie ten drink oraz matcha.
    Kelner zniknął pospiesznie w kuchni, zaś Bishamonten powrócił do rozmowy:
    - ...tak czy inaczej, Nee-chan, nie sądzę, by ten wybór był dla ciebie odpowiedni. Jesteś mimo wszystko boginią i powinnaś szanować swoją godność, a skończenie w klasztorze nie będzie dla ciebie najlepsze. Powinnaś poznać trochę świata.
    - Kenshin-kun, ale... - zawahała się Benzaiten, ujmując w smukłe palce czarkę, w której miała trochę wody. Upiła z gracją łyk, wpatrując się wyłącznie w brata i na razie nie zwracając na niego uwagi. - A co z tą rekonstrukcją, w której miałam brać udział? Nie powinnam spędzić czasu w świątyni w ten sposób?
    Bishamonten parsknął cicho.
    - Odgrywanie cesarzowej Kojiki nie wymaga od ciebie klasztoru - zauważył z lekkim uśmiechem. - Poza tym jakim byłbym bratem, gdybym skazywał cię na nudne wakacje bez twoich środowych wieczorków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta parsknęła śmiechem i uderzyła go lekko wachlarzem. Mężczyzna pokiwał głową, rozbawiony. Nic się nie zmieniłaś, siostro.
      W tym czasie synowie Bishamontena, wciąż pogrążeni w rozmowie, zmienili nieco tematy. Sztywny jakby kij połknął Hajime siedział spokojnie obok Hijikaty i wymieniał z nim pełne powagi zdania dotyczące dzisiejszej pogody oraz treningu okolicznościowego, Sanosuke Harada dowcipkował z Shingenem i Kenshinem o koniach, a Nobunaga pochylał się właśnie do Okity Soujiego.
      - Souji-kun - syknął, niby to poprawiając rzemienie u sandałów - Zauważyłeś tego gaijina z tamtego stolika?
      Okita ledwo zauważalnie skinął głową, po czym zakaszlał.
      - I co z nim? - mruknął. Młody Oda prychnął cicho. Po co w ogóle zabierali kaszlącego Soujiego? Powinni go zostawić w domu. Mógłby się nim zająć razem z Owari no Neko. Ale teraz...
      - Nie zauważyłeś, jak się gapi na Benten-hime?
      - Może się gapić. Jak będzie trzeba, wyłupi mu się oczy - odpowiedział spokojnie Souji. - Zbyt wiele rzeczy bierzesz na poważnie, Nobunaga-kun.
      - Żyjemy żartem, trwamy serio. Mówi ci to coś?
      Souji nie odpowiedział. Nie musiał.

      bishamonten

      Usuń
  68. Bishamonten i jego kompania gwałtownie znieruchomieli na dźwięk głosu tego mężczyzny. Zachowywał się tak przerażająco niestosownie, że aż w pierwszej chwili popadli w stupor, nie wiedząc, co zrobić z tym fantem. Nobunaga i Shingen zerwali się z miejsc, miażdżąc wzrokiem nowo przybyłego, jednak bóg wojny powstrzymał ich władczym skinieniem dłoni i obaj chłopcy usiedli z powrotem, sięgając po swoje czarki z sake. Pozostali bracia dziewczyny świdrowali go wzrokiem, zachowując bezstronność. Wyjątkowo zimną bezstronność, było to tak, jakby na Posejdona wylano kubeł lodowatej wody. Od starszego, pełnego surowości mężczyzny i od młodzieńców biła teraz pełna godności, zachowawcza duma, która miała stworzyć puklerz wokół zawstydzonej i wystraszonej dziewczyny. Benzaiten wszystkiego się spodziewała, ale nie takiego...takiego...podrywu. W pierwszej chwili rozdziawiła usta, jakby nie mogła uwierzyć w to, co słyszy, moment później płonęła już rumieńcem zawstydzenia i oburzenia zarazem, a wreszcie powiedziała z gniewnym błyskiem w oku:
    - Po pierwsze, nie jestem mała, nieznajomy-san. Po drugie, to niezwykle nieuprzejme wchodzić komuś w poufną rozmowę bez powodu. Po trzecie, nie wystarczy mnie tylko upić, bym poszła z tobą do łóżka, więc na samym początku zaliczyłeś falstart. A teraz albo zrewiduj swoje zachowanie i przeproś mnie jak należy, albo rozważę, by opisać cię w jednym z moich tomików wierszy jako wyjątkowy przykład dekadencji Zachodu, ewentualnie dam ci jakiś uroczy dodatek. Co powiesz na oślego fallusa na pamiątkę?
    Bracia dziewczyny momentalnie i niekontrolowanie zaczęli chichotać.
    Szczególniej śmiał się czerwonowłosy Kenshin i ciągle trzymający księżniczkę poezji i piękna za dłoń Nobunaga. Bishamonten uśmiechnął się lekko, aczkolwiek widać było, że podoba mu się zachowanie i odpowiedź Benzaiten-hime na impertynencję tego człowieka. Postanowił jednakże mieć nad wszystkim kontrolę, a że akurat przyszedł kelner z ich zamówieniami, przyjął swoje sashimi i napój w czystej czarce (brudne czarki i nakrycia pospiesznie zabrał spłoszony śmiertelnik).
    - Nie jestem jej ojcem, choć mogę na takiego wyglądać - rzekł ze spokojem w głosie, poprawiając fałdy swego kimona. Z całego jego wyglądu, osoby, zachowania przebijała wytworność, zresztą z samej Benzaiten również, choć chwilowo w jej ustach znalazł się zupełnie nieelegancki wyraz. Spostrzegłszy się w tym, kobieta zarumieniła się ze wstydu i czym prędzej przykryła twarz przepięknym wachlarzem, który sam w sobie musiał budzić zazdrość wśród innych przedstawicielek jej płci.
    - Nie jestem jej ojcem, powtarzam, a bratem. Starszym - uściślił z obojętnym spokojem Bishamonten, jednak w jego głosie czuło się prostą zależność: okaż mu brak lekceważenia, a cię zmiażdży. Jednym palcem. - Natomiast ci chłopcy obok to moi synowie. Jednak ciekawi nas, kim jesteś. Taki brak ogłady zasługuje aż na zauważenie.
    Pokręcił głową lekko, z dezaprobatą. Wiele można było wybaczyć, ale istniały chyba jakieś granice nieobycia i prostoty, prawda? Jeśli nieznajomy bóg przekroczy je w jakikolwiek sposób, zabierze siostrę z tego miejsca, aby nie była dłużej narażona na niegodne, głupie spojrzenie wioskowego komedianta, który zachowywał się jak chłop oderwany od pługa. Więcej, on ten pług chyba nadal ciągnął za sobą.
    - Masz zamiar może się przedstawić? - spytał.
    - Ojcze, ale...
    - Nie przerywaj, Shingen - upomniał siwowłosy, kierując owo upomnienie do młodego i wzburzonego Takedy, po czym splótł ręce na piersiach, czekając na odpowiedź.

    bishamonten

    OdpowiedzUsuń
  69. Sorry ziomuś? Trzęsę dzielnią? O bogowie, czy ten człowiek naprawdę wyobrażał sobie, że stoi przed równymi sobie, i może swoim śmiesznym bełkotem zaśmiecać piękno języka oficjalnego Japonii?
    Souji westchnął i przykrył dłonią ciemię, nie chcąc widzieć tragedii, która za chwilę miała nastąpić. Nobunaga popatrzył na niego jak na łagodnego wariata, a potem przewrócił oczami i, kompletnie już ignorując gościa, wciągnął resztę braci w fascynującą dyskusję dotyczącą nowych technik szkoły Musou Shinden Ryu, które ostatnio udało mu się wyszperać w zwoju. Ponieważ siedmiu młodzieńców, zupełnie niezainteresowanych jakąś rozmową ze staruchem, który umiał tylko na siłę pozować na młodego i fajnego, wolało poświęcić się produktywnej dyskusji na temat sztuk walki i ćwiczenia duszy, na placu dyskusji pozostali Bishamonten i Benzaiten. Ten pierwszy tylko ciężko westchnął, tej drugiej drżały dłonie i chwilami wargi - ponieważ jednak była kobietą wychowaną w szlachetny sposób i uczono ją odpowiednich norm, trudno było powiedzieć, czy jest bliska śmiechu, czy płaczu - na pewno widać było, że jest zmieszana całą tą krępującą dla niej sytuacją, gdyż bez przerwy się rumieniła.
    - Przeprosiny przyjęte - oznajmił ze stoickim spokojem. Z jego spokoju to w sumie statuy można by odlać i tak samo pozostałyby niewzruszone, obojętne na każde okoliczności, na każdą rzeczywistość. - Miło nam cię poznać...Poseidon-san. Mnie nazywają Bishamonten, pan honorowej wojny, szczęścia i bogactwa. Jestem opiekunem samurajów i wojowników, zsyłam śmierć mężną i waleczną, pozwalam odchodzić z honorem, a tych, którzy mi służą bez względu na czasy i serce, czynię bohaterami większymi niż zachodnie Aquamany. Jestem też panem taktyki wojskowej, mądrości i doświadczenia, dlatego też nadano mi drugie imię, Tamonten - uśmiechnął się lekko, nawiązując do wypowiedzi kogoś z tła, jakiegoś śmiertelnika, który mimowolnie doskonale skomentował teatralne zdolności Posejdona. Na pewno nie nadawałby się do teatru kabuki. Uśmiechnął się na samą myśl o tym, ale po chwili jego myśli zaprzątnęła całkiem inna fala spostrzeżeń. A zatem stali przed bogiem morza, trzęsień ziemi i żeglarzy, panem rybaków i żywiołu morskiego, synem Kronosa, kimkolwiek był ów Kronos. Zapewne był to jeden z wielkich demiurgów, skoro jego syn zaliczał się do potężnych. Zmarszczył brwi. Przyjrzał mu się raz jeszcze; rozrosły, wielki, o szerokich barach, z niemniej wielkim ego i napompowaną dumą. Tacy byli najgorsi - nie wiedzieli, kiedy przestać, z uporem tłukli nadal głowami w śnieżnobiałe mury, nie widząc tego, że nie ma już dla nich przyszłości, a potem ze zdziwieniem budzili się już w innym świecie - takim, z którego nie było żadnego powrotu. Nie było...aż do dnia, kiedy ochimizu zadziałało po raz pierwszy i wyczerpany, wychudły, słaby Nobunaga znalazł się pod jego ojcowskim dachem i pod jego opieką.
    - Masz duże...umiejętności sceniczne - zauważył ze spokojem. - Mówisz, że jesteś stąd? Być może będziesz więc w stanie powiedzieć nam, gdzie podają najlepsze sushi i sake w tym mieście. Ponadto, jak sądzę, wiesz także, gdzie znajdują się pięciogwiazdkowe hotele.
    Skrzyżował ręce na piersiach, wciąż spokojny, bezstronny, dając wypowiedzieć się siostrze. Ta, wciąż zmieszana, zawstydzona tym, co powiedziała wcześniej i całą tą skomplikowaną sytuacją, postanowiła przedstawić w kilku słowach siebie i swoich braci - wprawdzie nie krwi, ale jednak braci, bo tak z wieku powinna była traktować siedmiu wskrzeszonych dzięki niewytłumaczalnemu nawet dla Bishamontena cudowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Ja natomiast nazywam się Benzaiten. Jednak, kiedy lepiej się poznamy, będziesz mógł nazywać mnie Benten - uśmiechnęła się delikatnie, ale nie było w tym kokieterii ani prowokacji. Jej uśmiech podobny był do płatków wiśni, nie zaś do krzykliwych i wyuzdanych kwiatów z zachodnich hodowli. Zarówno ona, jak i brat skłonili lekko, aczkolwiek zauważalnie głowę. Widać było, że kiedy Posejdon trochę spoważniał, i oni zaczęli traktować go odrobinkę poważniej, aczkolwiek generalnie ich uczucia i motywy znikały za tymi wytwornymi, spokojnymi uśmiechami, gracją, z jaką unosili do ust kawałki sashimi czy czarkę z sake.
      - Jestem boginią poezji, sztuki, piękna, miłości i bogactwa. Moje wiersze miewają...bardzo duży zasięg - uśmiechnęła się zagadkowo, a biedny Posejdon, tak jak i postronni, mieli w tym momencie zagwozdkę, czy kobieta go obraża, czy nim się bawi, czy po prostu jest miła. Jej oczy lekko błyszczały. Zasłaniała przy tym co chwilę twarz wachlarzem, przez co odkrycie jej intencji stawało się tym trudniejsze. - Ci młodzi ludzie z kolei to, jak Kenshin-nii ich nazwał, synowie mojego brata. Ach tak, właśnie...Dla ludzi jest to Himura Kenshin, ja zaś nazywam się Himura Arisa. Mam nadzieję, że to rozumiesz...
      Lekki uśmiech. Trzepnięcie Posejdona wachlarzem z jedwabiu po dłoni.
      - Kolejno: Oda Nobunaga, Takeda Shingen, Uesugi Kenshin, Harada Sanosuke, Hijikata Toshizou, Saitou Hajime, Okita Souji - przedstawiła po kolei wszystkich chłopców. Ci delikatnie skłaniali głowy na wspomnienie swoich nazwisk, rzucali standardowe "hajimemashite" (bardzo mi miło), po czym wracali natychmiast do dyskusji, która tak ich absorbowała, że znów przeszli na japoński i zaczęli mówić z prędkością dziwną dla gaijina. Wyraźnie przerzucali się nazwami, umawiali się na coś, bo jeden z nich sprawdzał coś na zegarku, a drugi notował zawzięcie jakieś znaki na kartce.
      - Historia moich synów jest historią gór, smoków, Japonii i starych legend. Póki co tyle wiedzy na nasz temat powinno ci wystarczyć, Poseidon-san - skwitował ze spokojem Bishamonten. Zaczynał się naprawdę doskonale bawić. - Życzyłeś sobie nas poznać, wydaje mi się jednak, że dziś masz napięty grafik. Jest już późno, a przed 19:00 musisz pozyskać catering dla swojej firmy na szkolenie.
      Benzaiten znów ukryła twarz za wachlarzem, drugą dłonią skubiąc nerwowo rąbek kimona. Jakże żałowała, że nie jest mężczyzną, że nie może włączyć się w tok dyskusji o mieczach, kenjutsu, Iaijutsu, battodo i wielkich szermierzach oraz ich dokonaniach...Ale z drugiej strony bycie kobietą, w dodatku niezamężną, przynosiło pewne korzyści. I gdyby tylko Posejdon potrafił zachować się z godnością, być może bogini poezji i wdzięku zwróciłaby na niego uwagę. Chwilowo jednak każde zwrócenie uwagi odpływało w coraz dalszą przyszłość wraz z każdym słowem tego niewyrobionego, prostego rybaka, zachowującego się niczym żałosny rolnik. Nie było w nim tej tajemniczości, niezwykłości, jaka otaczała chociażby cesarza Jimmu. Po prostu był - zabawny, ale jednak był. I to, w braku innych planów, wydawało się jej nader ciekawe, zwłaszcza że mimo wszystko i on był egzotyczny. Bishamonten mógł patrzeć na niego pod kątem taktycznym, planować każdą możliwą ewentualność za fasadą chłodnej grzeczności - ona była na zupełnie innej, dużo bardziej...osobistej wojnie. I miała zamiar ją wygrać. W każdy możliwy sposób.

      bishamonten

      Usuń
  70. Bishamonten roześmiał się głośno. Czyżby Posejdon, jak każdy zacofany i zamknięty w swej bezpiecznej enklawie bóg Zachodu, mniemał, że są aż tak sztywni? Pozory zwykły mylić; być może pan wojny sprawiedliwej i honoru nigdy nie rozumiał idei instagrama, nie wrzucał sobie z komórki interesujących snapów, ale przez długoletnie lekcje i obcowanie z kulturą wrogów i przyjaciół zapoznał się z licznymi tytułami książek, filmów, komiksów, uniwersów, poznał nawet trochę zachodnich gier, które sprawiał swoim synom (chociaż i tak skończyło się na tym, że wszyscy spędzali czas na podbijaniu prowincji w monopoly i Total War Shogun).
    - Owszem, dostał porządną nauczkę - zgodził się. - Choć aktorstwo w tym filmie też było...intrygujące.
    - A aktorka grająca Atlannę miała wspaniałe ubrania! - dorzuciła od siebie Benzaiten, wciąż się uśmiechając z niewinnością i delikatnością prawdziwej damy. Potrafiła być obyta w świecie i wytworna, gdy wymagała tego sytuacja. Jeśli było trzeba, rzucała nazwiskami, tytułami, tematami, z lubością omawiała motywy w dziełach sztuki, o Rafaelu Santim potrafiła rozprawiać tak samo jak o sztuce parzenia herbaty mistrza Sen no Rikyu i starożytnych dziełach mnicha Eisena. Zaśmiała się dźwięcznie, czysto, jednak nie odezwała się już więcej, dając bratu prowadzić rozmowę. Przez twarze nastolatków przemknęły rozbawione uśmiechy, ale nadal nie mieszali się do dyskusji; znajdowali się już w swoim szermierczo - wojskowo - taktycznym świecie i nie zamierzali dodatkowo komplikować ojcu sytuacji, chociaż gdyby była taka możliwość, zapewne uwikłaliby Posejdona w tysiąc i jeden sytuacji, gdzie nie wiadomo, jak zareagować...
    - Kartka - powiedział po chwili ze spokojem bóg samurajów, kiedy pełen podejrzeń Posejdon zawrócił do stolika, by wymagać wyjaśnień. - W prawej dłoni trzymasz kartkę z napisem "zamówić dorsze, łososie i pstrągi na jutro". Wiadomo mi, że twoje szkolenie ma odbyć się o dwunastej w południe w dniu jutrzejszym, gdyż pracownicy z Miyazawa Company, firmy podległej Himura Incorporated biorą w nim udział. A ponieważ zamówienia biznesowe należy realizować z wyprzedzeniem, niemożliwe jest, żebyś złożył zamówienie na ów catering po godzinie dziewiętnastej. Czy mam wyjaśnić coś jeszcze?
    Chłopcy, najwyraźniej rozumiejąc po angielsku, bawili się świetnie, bo przez twarz Saitou Hajime przemknął lekki uśmiech, a Souji otwarcie zachichotał. Został jednak spiorunowany wzrokiem przez Hijikatę, który uznał, że nawet mimo tych względów, jakie dla niego miała cała rodzina, jego dawnemu kompanowi należy się ta forma reprymendy za niestosowny - jak uważał - w tej sytuacji śmiech. A jeśli ojcu zależy na tym, by ten znajomy nawiązał z nim jakieś bliskie kontakty? Jeśli jest mu do czegoś potrzebny? Nigdy nie było wiadomo, dlatego powinni zachowywać się powściągliwie. I tak nie podobało mu się, jaki typ dowcipów zaczął teraz dominować - ze śmieszków nad filmami i bugami w grach przeszli do śmieszków iście pornograficznych. Dlaczego ojciec jeszcze nie ukrócił samowoli tych nieobytych dzieciaków? Czemu nie reagował? Brunecik rozejrzał się z niepokojem, czy aby nikt z gości nie jest jeszcze Japończykiem albo nie zna tego języka i nie rozumie wyjątkowo obscenicznych dowcipów, które tym razem (o zgrozo!) dotyczyły pięknych wszetecznic z najsłynniejszej dzielnicy rozkoszy ery Edo, kobiet z Shimabary.

    bishamonten

    OdpowiedzUsuń
  71. [Jej! W końcu konfiguracja gwiazd nam sprzyja! :D
    Twój cień pomysłu szalenie mi się podoba i stwierdzam, że to będzie coś pięknego. :) W przyszłym tygodniu wracam do was oficjalnie, więc mam nadzieję, że się przez ten czas nie rozmyśliłaś i jak tylko wrócę od razu realizujemy to dzieło! :D]

    - Qetesh

    OdpowiedzUsuń
  72. Wiele energii poświęciła na to, by nie wywołać miniaturowej wersji ognia piekielnego. Tak, tyle jeszcze potrafiła. Może nie była tak silna jak dawniej, a Nowy Świat robił ją mocno w chuja, ale nadal była pieprzoną Królową, a zwykłych śmiertelników zdmuchiwała z powierzchni ziemi wraz z pstryknięciem palców.
    Problem w tym, że to nie był śmiertelnik. Wyczuła jego boską aurę w momencie, kiedy zatrzymała na nim swój wściekły wzrok. I nie potrzebowała dużo czasu na to, by zrozumieć kim jest. Może nie mieli nigdy okazji się poznać, ale to nie znaczy, że wykazywała się taką ignorancją, by nie znać konkurencji.
    Słysząc jego słowa zagotowało się w niej jeszcze bardziej i cholernie się starała, by nie było tego po niej widać. Pewnie nie wyszło najlepiej, ale lepsze to, niż darcie ryja i zwracanie na siebie uwagi.
    Odruchowo zanurzyła dłonie w wodzie i przetarła kilka razy policzki i powieki, starając się pozbyć spływającego makijażu. W międzyczasie wysiliła się nieco bardziej i pokazała mu swoje prawdziwe oblicze, te mniej zachwycające, a z całą pewnością wprawiające w osłupienie kogoś, kto się tego nie spodziewał. Połowa twarzy jak u szkieletu, z resztkami gnijącej skóry, druga strona nieskazitelnie gładka, tak bardzo podobna do ojca.
    -Czy teraz już wiesz, co zrobiłeś, Posejdonie? –zapytała, przewracając oczami. Rozglądając się wokół uznała, że ich mała scena cieszy się już nieco mniejszym zainteresowaniem, więc złapała pod wodą materiał swojej sukni i ruszyła w stronę brzegu z miną obrażonej księżniczki. Nawet nie chciała myśleć jak będzie wyglądała z mokrymi włosami i spływającą z niej wodą. Obraz nędzy i rozpaczy.
    Próbowała wzrokiem odszukać kolegów z zespołu, ale ci jak zwykle zniknęli, a Hel uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia jak wrócić do autobusu, którym transportowali się do kolejnych miast, w których mieli dawać koncert.
    -Cudownie. –warknęła dźwigając ciężką suknię. –Rusz się, teraz musisz pomóc mi to zdjąć. –dodała, oglądając się przez ramię, na zaśmiewającego się, pożal się boże, boga. Przednia zabawa, naprawdę. Miał szczęście, że się nie utopiła, bo wtedy nie byłoby mu do śmiechu. Zrównałaby z ziemią całą tą jego imprezę, a sam zaliczyłby wakacje w Helheimie.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  73. Persefona zaśmiała się tylko krótko i zostawiła Posejdona na pastwę Cerbera, wędrując do kuchni. Wrzuciła do szklanek kostki lodu i zastanowiła się przez moment nad drinkiem, który miałby szanownego wujka sponiewierać. Przez moment rozważała, czy po prostu nie nalać mu trzy czwarte szklanki wódki, ale stwierdziła, że nie będzie tak podła dla kogoś, kogo przecież lubiła! A wszak było lato, Persefona była wtedy tak kochana, że ciotka Hestia by się jej nie powstydziła!
    Ostatecznie wcisnęła coś, co przyszło jej jako pierwsze do głowy i wróciła ze szklankami do salonu, gdzie na kanapie rozpychał się już Posejdon.
    — Sugar Uncle pojechał do Chicago w interesach – odparła, wzruszając ramionami i biorąc już pierwszy łyk drinka. – Wyjeżdża tam co tydzień na kilka dni, a tyle, ile może, spędza tutaj ze mną. Ale tak to jest, jak się prowadzi firmę, czasem trzeba wpaść i przypilnować, czy na pewno wszystko idzie dobrze.
    Persefona to bardzo dobrze rozumiała, bo w końcu sama prowadziła korporację. Nie była tak duża jak w przypadku Hadesa, i opierała się o zupełnie inną branżę, ale Kora była w stanie zrozumieć natłok obowiązków – a już szczególnie, gdy wychodził nowy produkt i trzeba było zadbać o jego odpowiednią promocję.
    — A jak ty żyjesz w tym Miami? – spytała, wracając wzrokiem na rozwalonego na kanapie wujka. – Ojej, czyżbym widziała na twojej pięknej brodzie pierwsze siwe włosy?! Niemożliwe, nie może być tak źle!

    Kora Persefona

    OdpowiedzUsuń
  74. Od przewracania oczami w reakcji na jego mało śmieszne żarciki kręciło jej się już w głowie, więc postanowiła kompletnie ignorować bezsensowną paplaninę wypływającą z jego ust. Zabawne zaiste, to nie jej wina, że ojciec zrobił z niej potwora. I tak miała lepiej niż jej bracia, jeden wilk, drugi wąż. Nawet nie chciała myśleć o tym w jaki sposób zostało to zrobione.
    I choć pierwszy raz spotkała się z takim brakiem szacunku, musiała przyznać, że w pewnym momencie cholernie starała się, by nie wybuchnąć śmiechem. Bo okej, wszystko widać jak na dłoni, nie miała połowy ciała, w połowie była jedynie szkieletem i przez te wszystkie lata przyzwyczaiła się do tego faktu. I choć w Helheimie bywał to czasami problem, w Nowym Świecie, pod dowolnie wybraną powłoką, czasami zapominała jak wygląda naprawdę, nie spuszczając się nad tym, by pokazać komukolwiek swoje boskie oblicze.
    Ale ten tu, to już szczególnie przesadzał.
    -Zamkniesz ten swój niewyparzony ryj, czy mam ci pomóc? –warknęła, mierząc go tym samym groźnym spojrzeniem, pod którym klękały hordy niekoniecznie wytrenowanych wojowników podziemia, nadających się jedynie na mięso armatnie. Kiedy jednak strzelił ją w plecy, i to tak, że zadźwięczała zębami, uznała, że najwyższa pora pokazać coś więcej, niż zniszczone i najwidoczniej mocno zabawne oblicze.
    Ruszyła na niego z łapami, czego zajęty rechotaniem w najlepsze bóg raczej nie zauważył, bo za chwilę leżał w piasku, przyciśnięty jej ciałem. Dłoń pozbawioną skóry zacisnęła na jego szyi, a drugą wyciągnęła na bok, sprawiając że wokół nich powstał krąg ognia. I choć miała nadzieję, że panuje nad tym na tyle, by ukryć scenę przed wzrokiem śmiertelników, nie mogła dać nikomu takiej gwarancji. Zamiast się jednak tym przejąć, przycisnęła obie dłonie do jego skroni i zesłała mu wszystkie możliwe wizje śmierci, jakie w tym momencie przyszły jej do głowy, na deser zostawiając perspektywę porażenia go prądem. Szeroki uśmiech nie schodził tym razem z jej twarzy, kiedy kończąc mały pokaz wróciła do swojej ludzkiej powłoki.
    -Jeszcze jeden pieprzony żart i skończysz w któryś z tych sposobów, rybko. –warknęła, zacieśniając krąg powstały z płomieni, które wraz z jej opanowaniem zmniejszały się, aż w końcu zniknęły, nie pozostawiając po sobie nawet śladu. –Jestem Hel. A teraz rozepnij to cholerstwo, bo nawet z ciebie nie wstanę. –dodała, przywdziewając na usta sarkastyczny uśmiech.

    lubię zapach wędzonej rybki o poranku

    OdpowiedzUsuń
  75. Warknęła, wycierając z twarzy piach, co to poleciał na nią, kiedy tamten niczym rasowy kundel się otrzepał. Mógłby ściąć te kudły, dorosły facet i to jeszcze bóg, nie wypada wyglądać na bezdomnego. Ale co jej do tego było, najwidoczniej teraz taka moda w tych obcych panteonach, żeby litość wzbudzać łatwiej.
    I pisnęła niczym topowa baba, kiedy poczuła, że za chwilę i ją spotka bliskie spotkanie z ziemią. Jeszcze tego jej brakowało, żeby skończyła cała uwalona w piasku, wtedy z pewnością nie zdjęłaby tej sukienki, a okoliczne bachory (które pewnie by tu były gdyby nie późna pora) wzięłyby ją za jedną z atrakcji. Na szczęście towarzysz ją przytrzymał i już sama nie wiedziała co było gorsze. Bliskie spotkanie trzeciego stopnia z owłosionym neandertalczykiem czy perspektywa pozostania na zawsze w słonecznym Miami, kiedy to już warstwa mokrego piasku zaschnie na jej sukni.
    -Straszyć. –prychnęła, przywdziewając na usta zadziorny uśmiech mówiący o tym, że ona wie coś, czego on nie wie i podniosła się do pozycji siedzącej, żeby odległość między ich twarzami przestała być tak niepokojąca. –To nie było moje widzimisię, kochanie. –wymruczała, przesuwając dłonią po jego torsie, aż w końcu wbiła paznokcie przecinając skórę w okolicy jego serca, zupełnie jakby chciała je wyrwać z piersi. Tęskniła za łatwością z jaką to robiła w Starym Świecie. –W ten czy inny sposób… Któraś z tych wizji się spełni, a wtedy… -zaczęła, mimo wszystko pochylając się nad nim. –A wtedy znowu się spotkamy i nie wiem komu bardziej będzie do śmiechu. –wyszeptała wprost w jego ucho i podniosła się, racząc go niezwykle zadowolonym z siebie uśmiechem. Następnie sturlała się z niego, dosłownie, doskonale wiedząc jak komicznie musiało to wyglądać i starając się, aby wyglądało to naturalnie sięgnęła do tyłu, do zapięcia gorsetu, co oczywiście nie było najłatwiejsze. Haftki były na tyle ciasne, a na dodatek dobrze zabezpieczone, że bez pomocy zdjęcie tego nie było wykonalne. Mogła za to zrzucić tą obszerną suknię składającą się z siedmiu warstw najróżniejszych materiałów, co zrobiła bez wahania.
    -Nie gap się. I nie śmiej. –zastrzegła, celując w rechoczącego nadal bożka. –A najlepiej by było, gdybyś wskazał mi drogę do hotelu Yve, zanim zirytujesz mnie tą swoją głupkowatą twarzą do tego stopnia, że wszyscy zaczną marzyć o Ragnaroku kiedy przekonają się do czego jestem zdolna. –warknęła, przez zaciśnięte zęby. Nie miała pojęcia skąd wzięła się w niej ta fala irytacji, skoro morski bóg nie zrobił nic, poza wrzuceniem jej do wody, ale nie mogła nic na to poradzić. Nic, tylko przez cały czas z niej kpił, a tego nie lubiła najbardziej na świecie.

    tak właściwie to my nie lubimy ryb

    OdpowiedzUsuń
  76. Benzaiten oblała się rumieńcem, po czym przyjęła z uśmiechem oferowany jej drink.
    - Arigatou gozaimasu, Poseidon-san! - pisnęła, ujmując w swe jasne, delikatne dłonie ofiarowany jej kieliszek z napojem. Zaczęła powoli pić i z radością odkryła, że zaserwowano jej sok z wiśni, czereśni i z mięty, przyozdobiony kwiatami wiśni. Było to wspaniałe, wysublimowane doznanie dla jej kubków smakowych, trzeba było przyznać, że ten rybak oderwany od swoich sieci zachowywał się już znacznie lepiej i zaczynał jej bardziej przypadać do gustu.
    - Cóż za znakomity drink - wymruczała, sącząc subtelnie napój i przyglądając się z lekkim jak ulotne pasma mgieł uśmiechem Posejdonowi. - Doprawdy, czuję się doceniona. Doceniam też twoje starania, czarujący boże mórz.
    Bishamonten odczekał, aż siostra skończy mówić, a gdy umilkła i utkwiła swe jasne spojrzenie w ścianach lokalu, postanowił dojść do głosu. Perspektywa wynajęcia sprzętu wyglądała nader kusząco, jednak osobiście nie mógł być obecny na szkoleniu z powodów zawodowych - ktoś musiał podpisać kontrakt między Akagawa Company a Haizaki Inc. w ramach wewnętrznej fuzji tych firm. Jego synowie nie mogli być ot tak sobie pozostawiani na łaskę, na pastwę obcych, nieznanych mu bóstw - byli zbyt ważni dla boga wojny i jako namiastka własnych dzieci, i jako broń, by pozostawiać ich sprawy swojemu biegowi, zresztą pewnie zbyt baliby się skorzystać z tego nowoczesnego sprzętu, jakim dysponował Posejdon - Hajime nadal obawiał się choćby dotknąć laptopa, Nobunaga uciekał przed drukarkami, a proste skoszenie trawy nadal odbywało się z nieodłączną pomocą starych sierpów z ery Edo, ponieważ młodzi ludzie nie potrafili przyjąć do wiadomości istnienia czegoś tak bolszewicko rewolucyjnego jak kosiarka. Z drugiej jednak strony wynajęcie sprzętu od Posejdona stwarzałoby nowe możliwości - a stwórca taktyki japońskiej nie miał zamiaru marnować możliwości.
    - Dziękuję, ale nie weźmiemy chyba w tym udziału na teraz - odmówił spokojnie. Po chwili powiedział jednak z namysłem:- Niemniej jednak, gdybyś był tak uprzejmy i załatwił nam na weekend jakiś duży jacht, taki, na którym zmieściłoby się i mogłoby spać dwadzieścia osób...Przewiduję nieco dłuższy rejs, a skoro posiadasz dobry sprzęt, będę zobowiązany, mogąc z niego skorzystać.
    Przez twarz Japończyka przeleciał lekki uśmiech. Wiedział, jaką cenę zaoferować, nim jednak zdążył wymienić sumę albo cokolwiek zrobić, do rozmowy samowolnie wmieszała się Benzaiten:
    - W zamian za użyczenie nam tego jachtu i sprzętu do nurkowania, Poseidon-san, będę zaszczycona, mogąc zaprosić cię na wspólny trening w dojo Shieikan, należącym do mojego brata.
    - Benten! - zaprotestował Bishamonten. Dziewczyna uśmiechnęła się niewinnie.
    - Och, o co ci chodzi, Kenshin-nii? Przecież ten bóg morza jest nadzwyczaj uprzejmy. A przy tym naprawił swój błąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stary wojownik westchnął, kręcąc głową. Kobiety mimo dualizmu swojej natury, danego im przez pramatkę Izanami w darze i wiążących się z tym tajemnic, bywały tak szalenie proste. Nietrudno było pojąć, o co im właściwie w danej chwili chodzi - a Benzaiten z jakiegoś powodu chciała mieć Posejdona blisko siebie. Cóż, jeśli było to konieczne, mógł się na to zgodzić. Kilka wizyt i kontrolowany flirt nie powinny przesądzić o ich neutralności, a dobrze by było mieć kontakty tak z nowymi, jak i ze starymi bogami. Korzystać z niezobowiązujących uprzejmości obu stron i wycofać się wtedy, gdy będzie potrzeba, aby zbierać siły do walki i w razie czego móc mądrze wybrać...Tak, to miało sens.
      - Nie o to mi chodzi. Jesteś nieuprzejma wobec naszego rozmówcy - zganił ją stanowczo. - Propozycja treningu to jedno, ale nie uważasz, że niestosownie jest proponować synowi Kronosa ledwie naginatę?
      - Ale ja nie myślałam o naginacie. Owszem, raczej myślałam o łuku - uśmiechnęła się bogini poezji, puszczając do mężczyzny oczko. - W końcu próbuje przebić moje opancerzone serce żarem swoich spojrzeń.
      - Niech więc będzie...jacht na dwadzieścia osób plus sprzęt do nurkowania, wypożyczymy go na kilka tygodni - stwierdził Bishamonten stanowczo, ignorując - przynajmniej pozornie - owe spojrzenia. - I w ramach zapłaty uroczo spędzony czas z moją siostrą. Skoro ona sama to proponuje, nie powinno być problemu. Zgadzasz się na to, Poseidon-san?
      Podsunął mu swoją wizytówkę. Wykonana ona była z białego papieru, a czarne litery - i znaki kanji - głosiły niewzruszonym, spokojnym pismem:

      HIMURA KENSHIN
      PREZES ZARZĄDU GŁÓWNEGO HIMURA INC.
      NUMER TELEFONU XXX - XXX - XXX
      ADRES: 24 SOUTHSIDE STREET, COLONIAL HEIGHTS, SACRAMENTO
      ADRES FIRMY: 23 LADY ADAMS STREET, SACRAMENTO


      Oboje czekali na odpowiedź Posejdona, jakąś wymianę kontaktem, informacjami, czymkolwiek. Jedno spojrzenie Bishamontena, posłane chłopcom, wystarczyło, by młodzież natychmiast się uspokoiła; tak czy inaczej, niedługo musieli już opuścić nieco...intrygujące towarzystwo tego boga i wracać do domu. Spędzili poza nim zbyt wiele czasu, jak na standardy ludzi przywykłych do cichej, bezpiecznej przystani za murami własnego lokum.

      bishamonten

      Usuń
  77. Niespecjalnie rozumiała, co go dokładnie rozbawiło w gierce słów, którą rzuciła żartobliwym tonem, ale nie dopytywała. Kto wie, co by jeszcze wypłynęło z tej syreniej główki. W tym momencie dziękowała, że nikt nie dał jej umiejętności czytania w myślach.
    Niemal nie westchnęła, gdy usłyszała komentarz dotyczący firm. No właśnie nie mogli się lepiej dogadać, a takie rozwiązanie było najbardziej korzystne dla obu stron. Ona nie mogła przenieść się do Chicago, a przeniesienie jego firmy do Nashville było i nieopłacalne, i diabelnie kosztowne, nie wspominając już o szukaniu nowej kadry specjalistów, bo nie wszyscy tak chętnie by przyklasnęli przeprowadzce. Szczególnie, gdy mieli dzieci, a już w ogóle, gdy te dzieci miały naście lat, wtedy zmuszanie do rezygnacji ze znajomości łączyło się z wywołaniem trzeciej wojny światowej. Poważnie, bycie nastolatkiem powinno zostać prawnie zabronione.
    Uniosła kącik ust ku górze, gdy upijała łyk drinka, gdy wspomniał o medalu złotego męża. To prawda, fakt, że Hades wyjeżdżał do Chicago, wcale nie wzbudzał w niej lęku o zdradę. Mogli na co dzień wywracać stoły i wrzeszczeć do siebie, jak bardzo się nienawidzą, ale z etapu zdrad wyrośli prawdopodobnie już oboje i to setki lat temu. Szkoda, że tego etapu nie przekroczyli też inni bogowie. A w zasadzie – co ją to obchodziło.
    Zakrztusiła się drinkiem i odłożyła szklankę na blat stołu, gdy Posejdon zaczął zezować na brodę w poszukiwaniu siwych włosów. Przez moment siedziała z dłonią przyciśniętą do warg, dusząc w sobie potrzebę wybuchnięcia donośnym i niepohamowanym śmiechem, co zaowocowało łzami w kącikach jej oczu.
    — Jest w łazience – zdołała z siebie tylko wydusić, aby jej hamulce nie puściły totalnie. I tyle było z tej uprzejmości, z której ciotka Hestia mogłaby być dumna. A tak się starała! – Daj spokój, żartowałam! – dorzuciła jeszcze, gdy dotarło do niej, że Posejdon faktycznie w swojej desperacji jeszcze by się ruszył w rozpaczliwym poszukiwaniu lustra. – Jak włożysz ładny wianuszek, nadal możesz spokojnie być gwiazdą tumblra.

    Kora Persefona

    OdpowiedzUsuń
  78. Tym razem nie powstrzymała śmiechu. No nie mogła. I choć obiecywała sobie, że nie da mu tej satysfakcji, teraz już było za późno, bo z tego jednego cycka chichrała się jak napalona nastolatka. Aż trzęsła się, o, przez to te rozpinanie niekoniecznie jej wychodziło, szczególnie że nie miała ciała jak guma i gdzie sięgnęła, to ogarnęła, ale gdzie nie to już był problem.
    I to, że w swojej naturalnej, boskiej wersji, ten cycek miała tylko jeden, nie powinien nikogo bawić, wręcz przeciwnie. Zdrowa była, a połowę ciała piorun wziął i jak ona wyglądała? Nic dziwnego, że przez tyle lat pod ziemią męża nie znalazła. Już nawet te zombiaki wyglądają lepiej od niej, jeśli się przymruży jedno oko i zamknie drugie.
    -Możesz już, do jasnej cholery, przestać? –warknęła, właściwie nawet na to nie licząc. Posejdon nie wyglądał na takiego, co to kobiety się słucha, a już na pewno nie odpuściłby sobie tak wybornej zabawy, jaką najwidoczniej urządzał sobie jej kosztem. –Nikt nie będzie oglądał moich cycków, nawet ty, morska pokrako. –dodała, przyjmując z ulgą fakt, że ta dziwna dziewczyna od strojów zmusiła ją, by założyła coś pod spód. I choć początkowo protestowała, uznając że to kompletnie zbyteczne, teraz chyba będzie musiała jej podziękować, bo gdyby faktycznie miała chodzić po ulicach nago, wolałaby zostać w tym piachu i czekać na jakikolwiek ratunek.
    Na szczęście konik morski ruszył te swoje cztery litery i postanowił obdarzyć ją łaską, na którą jedynie przewróciła oczami. Żeby mu przypadkiem korona nie spadła, kto to widział, żeby pomagać kobiecie w potrzebie. Pożałowała jednak, kiedy łapiąc materiał gorsetu ścisnął ją tak, że całe powietrze z płuc jej uciekło i poczuła, jak wnętrzności zamieniają się ze sobą miejscami.
    -DELIKATNIEJ SIĘ NIE DAŁO, RYBO?! –pisnęła, kiedy już puścił, a jej udało się złapać oddech. –Do kamieniołomu z tymi niedelikatnymi łapskami! Dziwić się, że kobiety od ciebie uciekają. –żachnęła się, zrzucając z siebie sztywny materiał i odetchnęła z ulgą. Co prawda przyzwyczajona była do noszenia tego typu ubrań, ale pozbywanie się ich było całkiem przyjemne. Podniosła się, nie mając najmniejszego problemu z tym, że została w samych majtkach i obcisłym czarnym materiale ukrywającym jej piersi i talię.
    Przez chwilę przyglądała się, jak zanurza się w wodzie, a następnie wychodzi z niej, pozbawiony rany, którą dopiero co sama mu zrobiła.
    -Co.. Jak.. Jak ty to zrobiłeś? –wymruczała dopadając do niego i przejechała dłonią po miejscu, w którym jeszcze chwilę temu znajdował się krwawy ślad jej paznokci. Zmarszczyła brwi zastanawiając się czy może w jej przypadku też istniało coś, dzięki czemu mogłaby pozbyć się ran. Jasne, nie umierała, ale każde cięcie czy zadrapanie goiło się cholernie długo i sporo dałaby za to, żeby proces uzdrawiania zachodził nieco szybciej. Lub znacznie szybciej, jak w jego przypadku.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  79. [Ach, więc mamy winowajcę! I to zresztą już drugiego! :D Hestia powinna być najbardziej pożądaną postacią numer 1, o ironio xD
    Widzisz, niby taka dziewica, a jednak wydymać umiała dobrze! *wink wink* :D
    A tak na serio. Myślę, że Hestia ma podejście w stylu "I regret nothing" i niespecjalnie by zczaiła, jeśli Posejdoneł miałby do niej jakiś żal albo próbował się jakoś odegrać. Bądźmy szczerzy, wyszła na tym lepiej niż wszystkie boginie, które wyszły za mąż xD
    A do poradni zapraszamy, ale niech się Posejdoneł nie czuje atakowany, bo jak to tak, atakować młodszego braciszka, kiedy jemu trzeba po prostu pomóc! :D]

    Hestia

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonały drama queen i lannisterski szpieg. Obsługiwane przez usługę Blogger.