piątek, 11 sierpnia 2017

This will never end 'cause I want more
More, give me more, give me more


KIEDYŚ | TERAZ



starzy bogowie ⚓ nie czczony już jak dawniej ⚓ w trakcie czegoś w rodzaju separacji ⚓ instruktor nurkowania ⚓ kapryśny, ale zazwyczaj pogodny ⚓ no czasem lubi zaszaleć ⚓wciąż szuka tego "czegoś" ⚓ w kwestii kultu nowych bogów zazdrosny jak cholera ⚓ gruźny i nebezpeczny... ⚓ właściciel Sokratesa


powiązania


________________________________________________________
Badum, tak żebyście nie myśleli sobie, że królowa różu to wszystko na co mnie stać. Zapewniam, że ten pan nie nosi różowych bokserek...
Kartę wraz ze wszystkimi zakładkami sponsorują mój monsz, Rollo, Clive Standen, pinterest, Fever Ray "If I had a heart" w tytule, Clint Mansell w nutce and wszelkie inspiracje z wikipedii oraz książek Riordana o Percy'm Jacksonie :)
Zapraszamy do zabawy i WALCZĘ

44 komentarze:

  1. [Cześć! Do super różowego jednorożca jeszcze nie zajrzałem i nie mogę sobie tego wybaczyć, no bo przecież to królowa Lana, ale obiecuję, że szybko nadrobię. A na chwilę obecną witam ciepło Twoją drugą postać i mam nadzieję, że nie będziesz narzekać na brak wątków. :)]

    Ra i Belial, który jeszcze gnije w roboczych

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam jedynego wujka, który nie chciał mi przelecieć Persefony! :D
    Nie dziwię się żonie, że poleciała na jego domek, sama bym na niego poleciała. I ten wcześniejszy, i aktualny. :D
    Chodź na wątek, wujko-szwagrze. :D]

    Persefona & 1/3 administracji

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam serdecznie pana rybę. :)
    Podglądałam kartę i się zachwycałam cudownym humorem (fanki Percy'ego Jacksona ;)). Bardzo fajny Posejdon, ma dużo z wikinga, więc tym bardziej go lubię. Cudowny domek. <3
    Życzę dużo dobrej zabawy, miłej odmiany od różu, no i cudownych wątków z grecką rodzinką. A jak masz chęć to wpadnij do mnie, no chyba że my zostajemy tylko przy naszym różowym wątku. ;)]

    - Administracja (Loki)

    OdpowiedzUsuń
  4. [Padłem przy memie. Ale serio padłem i nie mogłem sie podnieść ;) Przeczytałem zakładki...czuję niedosyt wiesz? Aż chciałoby się poznać bliżej Posejdona. Lucek z pewnością chciałby porozmawiać z nim :) Może nawet zapisze się na jakiś kurs kitesurfingu? Albo coś?
    Weny, czasu no i powodzenia z drugą postacią :)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Chętnie przejmę jego żonę (nową lub starą, do ustalenia), więc jeśli możesz to napisz:
    trzynasta.osiemnascie@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. [Niech trochę zazdrosny będzie, a co! Ona musiała znosić jego kochanki, teraz jej kolej :D
    A może tak wpadnie do jego domu? Jego nie będzie, a ona się rozgości w jego wannie, takie miłe suprajs <3 Pewnie będzie miał zabawną minę jak ją zobaczy ;)]

    KOCHANA ŻONKA

    OdpowiedzUsuń
  7. [To Amfi wpadnie do jego apartamentu, tam może też ma wannę, w której może się popluskać :D
    Okej, postaram się coś zacząć, ale możliwe, że nastąpi to dopiero jutro :)]

    AMFITRYTA

    OdpowiedzUsuń
  8. [Hej! Czy Posejdon dalej zły za śmierć syna z rąk Aresa? Okej, zły początek :D Wydaje mi się, że między nimi mogą być dość napięte relacje. Zlecenie morderstwa brzmi nieźle, być może nie samego Posejdona, ale kogoś z jego otoczenia. A może i postawić na zwykłe zamieszanie, jakiś "zamach" i oczywiście dziwną obecność Aresa, i większą radość z tego faktu, niż przyjęto w normach :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  9. [Okey, why not! Ale nie popsuję Wam czegoś z Amfą? :D Bo Hadesik się jeszcze nie znalazł (i pewnie znajdzie się koło października dopiero), ale jak z Amfą? :D
    Poza tym, dogadałam z mężem, że Persy i Hades nie byli zbyt towarzyscy i nie przepadali za śmietanką Olimpu, także, no... na herbatkę to tak rzadko wpadali, zresztą wiesz, jak to jest (tu wypada zacytować Hadesa!) ciemno, ponuro, umarlaków pod sam sufit :D
    Ale wszystko jest teraz przed nami! :D]

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ej, a co powiesz na to, żeby wpadli na siebie już w przeszłości? Tuż po przyjeździe Persefona zamieszkała sobie w Nowym Jorku z Cromem (czyt. męską Persefoną) i nie mogła znaleźć męża, choć szukała rozpaczliwie - ale za to - w gratisie - znalazła wujka? Wujek był tym dobrym wujkiem, mógł chcieć jej nawet pomóc. :D Tylko ni widu, ni słychu Hadesa... ale za to Posejdon i Persy pozostali sobie w dobrych relacjach i czasem się nawet odwiedzają. Może nawet Persy lubi z wujkiem chodzić do aquaparku, bo why not! :D]

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  11. [Persy przybyła do USA tak w połowie XIX wieku i szukała bardzo intensywnie Hadesa aż do początku XX wieku - może wtedy walniemy tą akcję? Wtedy jeszcze miała mocną nadzieję na znalezienie swojego beloved husband&uncle Persefona

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ona jeśli się przeprowadziła to też raczej do dużego miasta. Więc może zostańmy w NY gdzieś w XIX wieku, tak jak mówisz. :D
    To co, ja zaczynam, skoro zaczynasz Jednorożcem? :D]

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  13. [Przez moment wyobraziłam sobie jakąś poważną lub mniej sprzeczkę pomiędzy pracownikami/uczniami szkoły Aresa i grupą ze szkoleń Posejdona XD Po prostu niektórzy nie powinni znaleźć się w tym samym miejscu i czasie. Zła wyobraźnia, ale miałoby to sens i nawet można by nazwać to małą wojną. Bo nie ma to jak zacząć wszystko od awantury. A z zabijaniem się i poważnymi uszkodzeniami ciała można poczekać... :')]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  14. [Wpierdol od Posejdona to jest coś... ;)
    Witam i powodzenia życzę z kolejną postacią.]

    Narfi & Crom

    OdpowiedzUsuń
  15. [Braciszku! Mam nadzieję, że z żonką Ci się powodzi (wiem, że te kobiety potrafią dokopać). Wątek musi być! A zdjęcie cudowne! Mam duży sentyment do jednorożców, więc z góry kocham mocno <3]

    TEN PRZYSTOJNIEJSZY BRAT HEHE

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdawało jej się, że jeszcze wczoraj razem z mężem doglądali dusz w królestwie zmarłych. Ich królestwie. Dzisiaj przyszło jej się obudzić już w pustym łóżku – bez znajomej aury, bez znajomego zapachu, bez znajomego dotyku.
    Gdyby setki lat temu ktoś jej powiedział, że zakocha się w chyba najbardziej ponurym z bogów, wyśmiałaby i wyzwałaby tego kogoś od totalnych idiotów i poradziła zmienić branżę, bo wróżenie najwidoczniej mu nie szło. A jednak – to wszystko spadło na nią tak nagle, tak niespodziewanie. To było takie… dziwne. Nie potrafić nienawidzić kogoś, kto dawno temu porwał ją, ograniczył, a następnie uczynił królową jednej z trzech najważniejszych krain.
    Wszystko szło zbyt dobrze, prawda? Pozbyli się nawet Zeusa i wyparli ze świadomości myśl, że Melinoe nie jest córką Hadesa, a jego podstępnego brata. Wszystko szło zbyt dobrze. Zbyt dobrze, aby mogli wspólnie przetrwać podróż do Nowego Świata.
    W jednej chwili stała na pokładzie drewnianego statku z Hadesem po jednej i Cerberem po drugiej stronie. Za moment zginęła w tłumie, a jej nawoływanie męża zginęło wśród gwaru. Wtedy natknęła się na kogoś, kogo nie spodziewała się już nigdy w całym swoim życiu ujrzeć. Crom Cruach, jej znajomy sprzed setek lat, pomagał w poszukiwaniach jeszcze tego samego dnia, a gdy nie przyniosły efektów – zaproponował jej schronienie.
    Od tamtej chwili Persefona wychodziła każdego dnia. Sama. Bez Croma, bez Cerbera. Sama wędrowała po ulicach Nowego Jorku – starając się ujrzeć choćby znajomą twarz, choćby skrawek znajomej szaty.
    Każdy dzień przynosił jej kolejną porażkę i jeszcze wielki ból…
    Ale jak mogłaby przestać go szukać? Bez niego to wszystko nie miało sensu – bez niego ta obca kraina zdawała jej się bardziej obca i nieprzyjazna.
    Nie widziała go ani tego dnia – ani następnego – ani jeszcze kolejnego. Przez miesiąc. I kolejny. I kolejny…
    Ale mimo to wychodziła. Z gasnącą w oczach nadzieją, ale nadal przechodziła przez ulice miasta, trzymając się ostatniej, lichej iskierki…
    I wtedy usłyszała za sobą wołanie. Ktoś wypowiadał jej imię – to prawdziwe imię – słyszała to wyraźnie. Na chwilę jej serce przyspieszyło. Spodziewała się, że w końcu ją odnalazł – że im się udało.
    Ale nie dostrzegła tam Hadesa. Mimo podobieństwa, to nie był on.
    Wysiliła się na delikatny uśmiech. Mimo wszystko… dobrze było widzieć kogoś z rodziny. Kogoś, kogo nie miała powodów nienawidzić.
    — Nie miałam pojęcia, że też tutaj jesteś.

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  17. [Kurczę, nie potrafię wpaść na żaden sensowny pomysł. Ciężko nam jest połączyć dawnych braciszków :c]

    ZEUSIK

    OdpowiedzUsuń
  18. Widząc, jak Posejdon pochyla się, dysząc, zaśmiała się cicho, a następnie poklepała go po ramieniu i z charakterystyczną dla siebie złośliwością, dodała:
    — Ja za to nie miałam pojęcia, że tak cienko u ciebie z kondycją. Starość cię dopadła, kochany wujku! Ale nie martw się, znajdę ci jakieś wygodne miejsce w piekle. Po znajomości – po czym puściła mu oczko.
    Zaraz jednak cofnęła rękę i skrzyżowała ramiona pod biustem. Tak. Naprawdę dobrze było widzieć kogoś z rodziny. Z tej części rodziny, której nie miała powodów nienawidzić.
    — Cieszę się, że cię widzę. Jesteś tutaj sam czy może masz kontakt jeszcze z kimś z naszej rodziny…?
    Musiała spytać. Istniało prawdopodobieństwo – choć niewielkie – że może się odnaleźli. Hades też nie miał nigdy nic do Posejdona, więc mogli się nawet dogadać. Zamieszkać razem, tak, jak Persefona zamieszkała z Cromem…

    [Wybacz za długość, nie miałam pojęcia, co jeszcze mogę tutaj dopisać. :c]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  19. Persefona zaśmiała się jedynie na jego oburzenie – choć nie był to wcale śmiech szyderczy, a jak najbardziej serdeczny. W zasadzie mogła pomyśleć już kiedyś, że zapomniała jak to jest, bo przecież szczerze uśmiechała się tylko przy swoim mężu. Ewentualnym wytchnieniem od mało przyjemnej aury był Crom, ale wciąż – nie było okazji, aby cieszyć się i śmiać, gdy nie miała obok Hadesa.
    Jednak widząc reakcję swojego wujka, jej humor i nadzieja odrobinę przygasły. Widać, jemu też się nie poszczęściło.
    Jednak kolejne słowa sprawiła, że uniosła brew i oparła dłonie o biodra. Nie ganiałby za nią jak za ostatnią deską ratunku, co?
    Pokręciła głową lekko. Księżniczko. KSIĘŻNICZKO! Była królową, do cholery! Słodką księżniczką to mogła sobie być Afrodyta, którą wszyscy tak bardzo kochali. W zasadzie też i fizycznie, w końcu zaliczył ją chyba cały Olimp. I nie tylko.
    Bogini miłości, psia mać.
    — Nawet nie wypowiadaj tego imienia – burknęła gniewnie, ale wyciągnęła też rączki w jego stronę i oplotła go ramionami, przytulając bok głowy do jego torsu.
    Dobrze było w końcu przytulić kogoś tak dobrze znajomego.
    — Cholera jasna, co ty robiłeś przez ten cały czas? Przenosiłeś statki? Czuję się, jakbym ściskała jakiegoś dziadka do orzechów, morska bestio! Przypakowałeś chyba trochę, co?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  20. — O nie, nawet nie ma mowy – odezwała się od razu, choć wtajemniczeni w jej charakter mogli wyczuć, że w tym nieustępliwym głosiku gdzieś tam kryła się krztyna zaczepności. – Nawet na to nie licz, że przygarniemy cię na noc. Bo tam, gdzie idę, mogę nigdy nie dojść.
    Bardzo, bardzo chciała wyglądać na wesołą i szczęśliwą. I tym trudniej jej to było udawać. A cała szopka poszła uprawiać miłość, gdy musiała się przyznać, gdzie naprawdę szła.
    Westchnęła głęboko.
    — Wyszłam szukać Hadesa. Codziennie to robię. Zgubiliśmy się w tym mieście, przy dokach… Ja zostałam z Cerberem, on… mam nadzieję, że ma pod opieką nasze córki.
    W zasadzie to nie były ich córki. Makaria była córką Hadesa – ale nie Persefony, doczekał się jeszcze przed tym, jak w ogóle postanowił się ożenić. Natomiast Melinoe – no cóż. To był powód, dla którego Persefona tak bardzo nienawidziła Zeusa. Była jego córką. Chociaż była święcie przekonana, że to dziecko Hadesa – przecież z nikim innym nie sypiała od czasu głupiego wybryku z Adonisem i laniem się z Afrodytą o byle playboya.
    Mimo to, Hades uwierzył w jej tłumaczenia i jeszcze tego samego dnia Olimp zawrzał. To było naprawdę ogromne i widowiskowe wydarzenie z dwóch powodów. Hades rzadko kiedy w ogóle zachodził na Olimp – jeszcze rzadziej bez Persefony i bez zaproszenia. I Hades rzadko upierdzielał o coś Zeusa.
    Dlatego nazywają ją swoją córką, mimo że oboje zdają sobie sprawę z tego, że prawda jest zupełnie inna.
    — Więc, jak sam widzisz, ten spacer się może nigdy nie skończyć. Masz tyle czasu?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  21. Miała ochotę westchnąć z poirytowaniem. Z jakiegoś powodu drażniło ją to pytanie. Ach, tak, już sobie przypomniała z jakiego! Może dlatego, że brzmiało tak, jakby, będąc boginią, miała kontrolę nad wszystkim i wszystkimi. Ale ona była boginią umarłych, do cholery! Jedyne, co mogła zmusić do posłuszeństwa, to kręcące się po tym parszywym świecie dusze. I trawę albo inne zboża.
    To raczej nie pomaga w odnalezieniu boga zmarłych.
    A tak się składa, że nie zamontowała mu GPSa. Może dlatego, że musi poczekać jeszcze około 150 lat, żeby ludzie coś takiego wynaleźli.
    Co może stać się przez 150 lat?
    — Nie, rybko – odezwała się aż zbyt słodkim głosem. – Zeszliśmy na ląd, w dokach był ogromny tłum i harmider. Wiesz, co się dzieje, gdy z uporządkowanych podziemi pełnych umarłych trafiasz na nieuporządkowany ląd pełen żywych? No, właśnie to – machnęła ręką, jakby chciała tym zademonstrować ogólną sytuację, w jakiej się znalazła. – Hades potrafił mnie odnaleźć w naszym królestwie. Wiedział dokładnie gdzie, kto się znajduje. Ja zawsze byłam tam obca, tyle tylko, że nosiłam ładną koronę i uważano mnie za królową.
    W sumie powinna mówić to z goryczą w głosie, ale w jej ustach brzmiało to jak proste stwierdzenie faktu – bez żadnych pretensji.
    — Ale to nie jest Hades. To jest Nowy Jork, Hades nie jest w stanie mnie tutaj znaleźć. – Westchnęła cicho. – A nawet gdybym wróciła do naszego królestwa, nie wiem, czy by o tym wiedział. Ten kraj jest jakiś… zły. Źle się tu czuję. Nie masz takiego wrażenia, jakby sama ziemia mówiła nam, że nie jesteśmy tu mile widziani?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  22. Uśmiechnęła się w końcu, słysząc jego słowa. Kochany wujek, dobrze go było mieć po swojej stronie. Dobrze było go odnaleźć – przynajmniej jego w tym całym mało przyjemnym grajdołku. I, choć to niepodobne do chłodnej bogini podziemi, przytuliła go znowu.
    — Dziękuję, wujku. – Zamknęła na moment oczy i odetchnęła cicho, aby zaraz podnieść głowę i spojrzeć na jego twarz. – Chociaż… nie wydaje mi się, żeby Hades przepadał za morzami… Nie, żeby było w nich coś złego, ale wiesz… w końcu był królem świata podziemnego i lubił to miejsce.
    Sama na początku się zastanawiała, jak można uwielbiać tak ponure miejsce. Dopiero z czasem zaczęła dostrzegać, że i w nich można dostrzec coś cudownego. Z czasem nawet zaczęła się tam czuć lepiej niż na Olimpie.
    Przynajmniej nie musiała patrzeć na twarze Afrodyty i ojca…
    — Chodź, nie stójmy tu jak te kołki. No i dość też o mnie. Opowiedz mi, jak ty żyjesz? Mówiłeś, że znalazłeś sobie jakieś nowe mieszkanie. Pewnie się nawet nie umywa do tego, co mieliśmy w Grecji.

    [Zapomniałam Ci podziękować za pochwałę! (dlatego teraz to piszę jeszcze zanim wkleiłam odpis z worda, skleroza :D)
    Postaram się też niedługo odpisać Oshun, ostatnio nie miałam na nią weny. :3]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  23. Persefona poniekąd rozumiała, co Posejdon miał na myśli. Sama nie czuła się tutaj jak w domu, mimo że mieszkała z innym bogiem i nie stała się w zupełności mentalnym śmiertelnikiem. Ale to wciąż nie był dom. I wcale nie chodziło o to, że nie mieszkała w podziemnym pałacu wśród radujących się bądź cierpiących dusz, z trójgłowym psem. Chodziło o to, że zabrakło jej najbliższej rodziny, z którą była najbardziej zżyta. Zabrakło jej męża.
    — Pamiętasz, jak rzymianie mieli kaprys na podbijanie połowy świata? Podczas jednej z ich wędrówek poznałam innego boga podziemi, nazywa się Crom Cruach. Połowę roku spędzał na powierzchni, połowę nad ziemią, zupełnie jak ja. Natknęliśmy się na siebie w dokach Nowego Jorku i teraz mieszkamy razem. Przynajmniej nie jest aż tak beznadziejnie – dodała.
    Spojrzała na niego z ukosa. Wiedziała, że Posejdon poderwał Amfitrytę na swój pałac. W porównaniu z uprowadzeniem przez Hadesa to ten czyn zakrawał nawet o bardzo romantyczny, bo w końcu ją o coś poprosił, nie zabrał siłą.
    Ale koniec końców, Persefona nie narzekała aż tak bardzo już po samej nocy poślubnej. Znaczy… oczywiście… po ukoronowaniu jej jako królowej. Tak właśnie było!
    — Wiesz, wujku, moooże jestem nieodpowiednią osobą na porady miłosne, bo sama, gdy byłam piękna i młoda, biegałam po łąkach za słodkim Adonisem, swojego męża mając głęboko w du… poważaniu i musiał mi zrobić awanturę tysiąclecia, żebym z pięknej i młodej stała się piękną i mądrą, jaką, oczywiście, jestem do dziś… Ale wydaje mi się, że właśnie dlatego Amfitryta nie chciała z tobą iść. Wiesz, moda na zdradzanie swoich żon już minęła… więc mógłbyś zawsze spróbować, no wiesz… odzyskać ją? Pokazać tą swoją wierniejszą połowę? Jesteś bratem Hadesa, Hades mnie nigdy nie zdradził, więc na pewno ty też potrafisz.
    Pominęła sytuację z Minte, która zresztą działa się tylko i wyłącznie z jej własnej winy – a Minte i tak skończyła jako gałązka mięty.
    — Chyba, że już ci na niej nie zależy. W sumie nie orientuję się aż tak dobrze w waszej relacji… Jak z wami jest?

    [Powinnam mu jeszcze wstawić I'm sexy and I know it! :D]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  24. [Płomienny romans, mówisz? Co prawda Jurata raczej poszukuje stałego związku, ale kto się oprze Posejdonowi? ;) Problem jest tylko taki, że Milwaukee i Miami są dosyć daleko od siebie. Chyba, że jedno z nich udałoby się do drugiego miasta w jakimś jeszcze bliżej nieokreślonym celu. xD No nie wiem, trzeba by było coś dobrze wykombinować. :D]

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  25. Prychnęła i wywróciła oczami.
    — Bratem faceta, który podszył się pod starszego brata, żeby wyruchać własną córkę, masz się czym, cholera, szczycić! – Powiedziała to chyba zbyt głośno i zbyt emocjonalnie, bo kilka osób łypnęło na nią z oburzeniem i niedowierzaniem.
    Ale w sumie co ją to obchodziło.
    Zaraz jednak spojrzała na niego odrobinę łagodniej. Persefona chyba zdecydowanie zbyt dużo czasu spędziła w obecności Hadesa. On też miewał czasem nagłe wybuchy złości, które bardzo szybko zanikały.
    — Opowiedz mi o nich. Komu jak komu, ale chyba rodzinie możesz, nie? Zresztą, dokoła i tak nie ma nikogo z nas… Ale jest dobry pub. Masz ochotę napić się piwa?

    [Te nowe zdjęcia i gify! <3]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  26. Pewnie zaraz spiorunowałaby go spojrzeniem, ale nie zadawała sobie zbyt wiele trudu, aby przejmować się oburzonymi spojrzeniami pospolitego, ciemnego ludu. Jak im się coś nie podobało, to niech nie słuchają.
    Przeszli jeszcze przez kilka uliczek miasta, aż trafili do wspomnianego wcześniej przez Persefonę pubu. Może nie był najlepszego sortu, ale zawsze to jakieś miejsce, żeby posiedzieć.
    Posłała mordercze spojrzenie pierwszemu, który już rozdziawiał gębę, żeby rzucić komentarz na temat ślicznotki, która zaszczyciła właśnie lokal i pewnie dodałby, aby się przyłączyła – ale wzrok Persefony wystarczył, aby ostudzić wszelkie zapały siedzącego jegomościa.
    Zamiast tego upatrzyła im wolny stolik gdzieś w rogu i tam właśnie postanowiła ruszyć. Zaraz zjawiła się kelnerka, a Persefona poprosiła ją o dwa piwa. Urocza blondyneczka zaraz zniknęła im z oczu.
    Hadesa z Zeusem nawet nie było co porównywać. I Persefona cieszyła się, że została żoną tego pierwszego. Zdecydowanie współczuła Herze.
    Posejdon też przecież był inny. Przynajmniej… nie miał potrzeby dotykania swoich dzieci. A przynajmniej nic o tym nie słyszała.
    Przygryzła na moment dolną wargę. W zasadzie – jak czuł się Hades, gdy ona biegała za Adonisem? Oczami wodziła za tym głupim, ale ładnym młodzieńcem, a do niego wracała tylko po to, aby pochodzić po królestwie i czasem wskoczyć mu do łóżka. Kiedyś nawet mu przecież powiedziała, że nigdy nie będzie w stanie go pokochać. Musiał czuć się fatalnie, gdy ona zachowywała się jak egoistyczna suka…
    — Pokłóciliście się, zanim tutaj przyjechałeś? O co poszło?

    [Zróbmy potem rozróbę w barze! <3]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  27. [No w sumie to już jest jakiś pomysł. >:D Myślę, że jednak najlepiej będzie wszystko ustalić przez maila, aby tu nie spamić. Pisz, a na pewno coś wymyślimy! :D ]

    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  28. W zasadzie zdrady w starożytnej Grecji nie były niczym nadzwyczajnym i piętnowanym – były wręcz na porządku dziennym, choć, Persefona mogłaby przysiąc, ludzie szli po prostu za wzorem bogów, który to… no… był dość marny.
    Fenomenem można było nazwać związek taki jak małżeństwo pary królewskiej podziemia. Na koncie mieli mało zdrad – o ile w ogóle, trzymali się tylko siebie i… jak widać, odbiegli od normy.
    Problem zaczynał się w momencie, w którym ludzie wyszli z mentalności starożytności.
    — Wiesz, ja nie oceniam waszych małżeńskich układów – odparła, biorąc łyk piwa. Skrzywiła się zaraz lekko, ale tylko przez chwilę, nim odstawiła kufel. – Grecja nigdy nie była grzeczna. Ta głupia mentalność, że żona nie może być dobrą kochanką i mężczyzna może sobie brać tyle kochanek, ile zechce… A potem przenieśliśmy się do Rzymu, to już była totalna erotyczna rozpusta – machnęła ręką. – Ale nie jesteśmy już w Grecji i nie jesteśmy już w Rzymie. Nam wszystkim zapewne jest ciężko, ale jeśli mamy tu przeżyć to pasowałoby się przystosować. Tak myślę.
    Bo taki miała plan. Teraz już nie oni rządzili ludźmi. To ludzie rządzili nimi. Im wcześniej pogodzą się z tym faktem, tym lepiej.
    — I wierzę ci, że starasz się nad tym panować. Pytanie, czy Amfitryta też ci wierzy? Czy w ogóle dostrzega, że się starasz… dla niej? Bo starasz się dla niej, prawda?

    [Persy jest marna we wpierdolach, ale może kibicować! :D]
    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  29. [Przepraszam za zwłokę! Pojawiło się nagle kilka problemów ;-;]

    Słońce grzało w najlepsze, a na niebie co jakiś czas pojawiało się tylko kilka małych, białych chmurek. Czyż to nie jest idealna pogoda na spacer? Zwłaszcza gdy kilka minut od domu ma się przepiękne jezioro? Fakt, że jezioro Michigan jest odwiedzane przez naprawdę wielu turystów i przyjezdnych, ale jak się mieszka tu już jakiś czas, to zna się spokojne zakamarki.
    I tu na myśli mam ten jeden mój pomost, który skryty pomiędzy drzewami, czeka tylko na mnie. Chwytając za małą, lecz zgrabną torebkę, w której miałam praktycznie wszystko, wyszłam z domu, kierując się w dobrze znane mi miejsce. Nic nie zapowiadało się na to, aby coś specjalnego miało się dziś wydarzyć. Drzewa, które są mi drogowskazem, stoją tak jak stały. Ptaki, które ćwierkają słodką melodię, siedzą tam gdzie zawsze. Wszystko po staremu. chciałoby się rzeknąć.
    Ale cóż to, to tam w oddali? Ah tak, to jest mój kawałek spokoju w tym pędzącym jak konie przez prerię świecie. Zdjęłam buty i usiadłszy na skraju drewnianych desek, zamoczyłam nogi w dość chłodnej wodzie. Patrząc w jej głęboką toń, wsłuchałam się ponownie we wszelkie dźwięki natury. W sumie to niby niczego tu nie brakuje czego by nie było nad Bałtykiem, ale jednak morze to morze. Nic mu nie dorówna. Zapewne rozmyślałabym nad tą kwestią o wiele więcej czasu, gdyby nie to, że usłyszałam warkot silnika.
    Motorówka? Tutaj? Dziwne… - stwierdziłam po chwili obserwacji nieznanych mi osób. Co prawda nie jestem na czasie z nowymi atrakcjami, ale jednak w tej części jeziora rzadko kogo można spotkać. No cóż, pewnie zmieniło się po tych kilku latach.
    Jeszcze byłabym w stanie to zaakceptować, gdyby nie to, że oni tu podpływają. Co by tu zrobić? Odejść? Nie.. Dziwnie by to wyglądało. W sumie to chyba pozostaje tylko zostać na miejscu. O Perkunie, chyba już bym wolała twoje towarzystwo.
    - No ale dobra, może nie będzie… - skończyłabym swoją kwestię, ale jeden z mężczyzn postanowił mi ją przerwać. - Nie nie, n-nic się nie stało - powiedziałam lekko speszona, czująć jak me serce zaczyna szybciej bić. Jejku, czy ja zawszę muszę być taka?!
    Tak w ogóle… To czy ten drugi o naprawdę świetnych włosach określił mnie “piękną”? Nie żebym miała coś przeciwko, ale to było takie… miłe, lekko mówiąc. Nie często ktoś mi to mówi. Uśmiechnięta i zarumieniona, obróciłam się zaintrygowana w stronę nowych znajomych.
    - A panowie by-bywają tu od czasu do czasu? - Cholera, że też się musiałam oczywiście zająknąć. - Praktycznie nikogo nie widzę, gdy tu jestem. Może szukacie czegoś? Mogłabym pomóc… - Powiedziałam, co chwile ściszając odrobinę ton. Eh, czemu bycie odważną i pomocną nie idzie u mnie w parze? Taka ma bolączka, ale chyba pojawia się jeszcze jeden, gorszy problem…

    Jurata~

    OdpowiedzUsuń
  30. Specjalnie wybrała to miasto, specjalnie wybrała właśnie tą plażę bo wiedziała że on tutaj będzie, specjalnie też nie przyszła tu sama. Wszystko było zaplanowane choć jej mąż miał o tym nie wiedzieć, miał myśleć że to przeznaczenie znowu postawiło ją na jego drodze. Wiedziała kiedy wychodził z wody i była świadoma jego spojrzenia, pod wpływem którego jej śmiech był bardziej melodyjny i słodki, a delikatna dłoń musnęła ramię mężczyzny siedzącego obok niej.
    - Artur, jesteś taki zabawny. To niesłychane! - zachichotała a jej aksamitny głos niósł się aż do uszu Posejdona, odrzucając kaskadę ciemnych włosów na nagie plecy. Sukienka którą na sobie miała odsłaniała je jak i długie, zgrabne nogi bogini. Jej granat podkreślał intensywny błękit jej oczy, tęczówki miała w pięknym odcieniu morza. Każdy mógł się zatracić w jej subtelnym spojrzeniu. Teraz zatracał się w nim prawnik. Był przystojny i młody a co ważniejsze był zwykłą ludzką istotą, nieświadomą z kim ma doczynienia i jakie były plany Amfi. Ona jedynie chciała wzbudzić zazdrość w Posejdonie. I udało jej się to. Była tego pewna w momencie w którym pięść jej męża wyładowała na przystojnej twarzy jej znajomego. Z trudem powstrzymała pełen satysfakcji uśmiech który cisnął się na jej usta.
    - Wszystko w porządku? - zapytała swojego towarzysza, delikatnie układając dłoń na jego policzku. Opuszkami palców przesunęła po miejscu w które został uderzony. Zupełnie jakby taki delikatny i niewinny dotyk miał jeszcze bardziej rozwścieczyć jej małżonka. Stanęła naprzeciwko niego, zawzięcie patrząc mu w oczy.
    - Ty możesz codziennie tarzać się w pościeli z nędznymi śmiertelniczkami, a ja nie mogę zjeść posiłku z innym mężczyzną? - zmarszczyła brwi, piorunując go wzrokiem. Oh, gdyby tylko mogła to zamknęłaby go w złotej klatce albo zamieniła w węgorza... to drugie nie było wcale takim złym pomysłem, przynajmniej nie wyrywałby każdej którą zauważył.
    - Tak nie będzie! Moja cierpliwość się skończyła już dawno, mój drogi! Teraz Ty będziesz patrzył na mnie z innymi! Teraz Ty będziesz umierał ze złości i zazdrości! - wykrzyczała w jego twarz. Miała gdzieś to że każdy na nich patrzył. Byli obserwowani zarówno przez współpracownika Posejdona, jego klientów, jej przyjaciela który miał głupią minę jak i innych plażowiczów. Skupili na sobie całą uwagę.
    - Dobrze że z Tobą nie wyjechałam. Musiałabym przez kolejne wieki patrzeć na to jak rżniesz wszystko co wpadnie Ci w ręce! Dlaczego nie jesteś teraz z piękną jasnowłosą dziewczyną? Czeka na Ciebie w domu? - wycedziła złośliwie. Wcześniej nie pokazywała jak bardzo była o niego zazdrosna i jak bardzo bolała ją niewierność męża. Teraz uzewnętrzniła każdą emocje. Wszystko z niej wypływało. Jej oczy niebezpiecznie się iskrzyły a ona podeszła jeszcze bliżej niego, wyzywająco spojrzała w jego oczy.
    - Chcę rozwodu. - syknęła. Tak naprawdę nie chciała, ale ciekawiło ją jak Posejdon na to zareaguje. Lubiła go sprawdzać.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  31. Widząc jego reakcje, zmarszczyła brwi i zmierzyła go ostrym wzrokiem. Czuła jak złość w niej kipi, na chwilę zacisnęła powieki próbując opanować wściekłość i nie rzucić się na niego z pięściami. Wdech. Wydech. Odetchnęła głęboko kilkakrotnie by po chwili znowu na niego spojrzeć, wzrokiem pełnym żalu i rozczarowania.
    - Nie żałuję. Było mi tam dobrze, życie było rozkoszne, ale... Ty.. - spojrzała prosto w jego oczy, jej włosy rozwiał wiatr i przysłonił piękną twarz młodej kobiety. - Ale... Naprawdę sądziłeś że pozwolę Ci się dotknąć po tym jak noc wcześniej spałeś z inną? Naprawdę, Posejdon?! - krzyknęła.
    Oparła dłonie na swoich biodrach, biorąc kolejny głęboki oddech. Zupełnie jakby miała problem z oddychaniem. Nie dość że ją zdradzał to jeszcze nie potrafił jej zrozumieć. Oczywiście! Ona była najgorsza, a on taki dobry i kochający!
    - Nigdy. - zaznaczyła to słowo. - Nigdy mnie nie kochałeś. Byłam Twoim kaprysem, zachcianką. Byłam najpiękniejsza więc mnie chciałeś. Nie byłam niczym więcej. - prychnęła pewna swoich słów.
    Podeszła jeszcze bliżej niego i musiała stanąć na palcach by wargami dosięgnąć jego ucha. Chłodną dłonią objęła go wokół karku, pełne usta dociskając do płatka jego ucha.
    - Chcę rozwodu. Nigdy nie byłeś mój. Ty należysz do każdej. - wymruczała cicho po czym się odsunęła.
    Można pomysleć że się uspokoiła kiedy ona wymierzyła mu siarczysty policzek. Na tyle mocny że jego twarz delikatnie się odchyliła.
    - To za przyprawianie mi rogów. A to za... uderzenie mojego przyjaciela. - uderzyła go drugi raz, tym razem w drugi policzek. Spojrzała ostatni raz na jego twarz. Rysy za którymi początkowo nie przepadała a później pokochała. Westchnęła cieżko, dopiero teraz zauważyła jakie zrobiła przedstawienie. Ci ludzie jej nie znali więc nie obchodziło jej co sobie pomyślą. Zresztą, w ich królestwie niejednokrotnie robiła gorsze awantury.
    - Masz racje. Wyszłam za Ciebie ze względu na to jak piękne królestwo miałeś. Ale kiedy odszedłeś, nie widziałam powodu aby w nim zostać. Bez Ciebie... - tu urwała, spuszczając swoje oczy. W zastanowieniu zmarszczyła brwi. Przez chwile zastanawiała się czy powinna była wyznać mu swoje uczucia ale to... to niczego by nie zmieniło.
    - Żegnaj. - rzuciła oschle, odwracając się i przechodząc obok jego klientów. Ci nie odrywali od niej wzroku, ona zaś obojętnie ich minęła. Jej przyjaciel odszedł więc musiała wrócić do domu sama. Niech go szlag. Niezadowolona syknęła pod nosem.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  32. Była pewna że po tym wszystkim co powiedziała i zrobiła, on pozwoli jej odejść. Nie sądziła że za nią pobiegnie a co więcej, przełoży sobie przez ramię.
    - Posejdon! Przestań! W tej chwili mnie postaw! Rozkazuje Ci! - krzyczała, zaciskając dłonie w pięści i uderzając nimi o jego plecy. Ciemne włosy kaskadą opadły na jego plecy, zaś granatowa sukienka uniosła się ku górze ukazując zgrabne uda kobiety. Szczęście że jego silne ramie objęło ją wokół pośladków bo inaczej każdy mogły podziwiać koronkową bieliznę Amfitryty. Oczywiście ona nie dała za wygraną, wierzgała się i próbowała mu się wyrwać jednak on znacznie przewyższał ją siłą. Posejdon był bardzo silny i potężny. Początkowo to budziło w niej lęk, jednak z czasem zaczęło ją to w nim pociągać i zaczęła go doceniać. Choć niekoniecznie mu to okazywała.
    Gdy posadził ją na fotelu, jej włosy były w kompletnym nieładzie, ciemne kręcone pasma rozrzucone na jej piersiach, ramionach i plecach.
    - Jak Ty mnie traktujesz? W każdej chwili mogę stąd wyjść. - zmrużyła gniewnie oczy. Słysząc jednak jego słowa, uspokoiła się odrobinę. Nawet posłała mu ten swój uśmiech, niby złośliwy a jednak tak czarujący że można było się nim zachwycać.
    - Stęskniłeś się za mną? - rozsiadła się wygodnie. Pełnym kokieterii gestem założyła jedną nogę na drugą, odsłaniając fragment nagiego uda. - Dlaczego mam nadal być Twoją żoną? Nie będę już tolerować zdrad. Moja cierpliwość się skończyła. - powiedziała otwarcie. - Nie zmienisz się. - pokręciła ze smutkiem głową, a kosmyki kręconych włosów opadły na jej policzki.
    Wstała, jednak nie skierowała się w kierunku wyjścia. Podeszła do niego na tyle blisko by ich ciała się ze sobą stykały.
    - To na pożegnanie. - skłamała gładko. Chociaż twardo obstawała przy swoim, wcale nie chciała kończyć małżeństwa. Potrafiła docenić męża, nawet pomimo... błędów które popełnił. Ujęła jego twarz w swoje dłonie i złożyła na jego ustach elektryzujący pełen namiętności pocałunek. Był bardzo krótki. Tak krótki, że mężczyzna na pewno nie zdążył się nacieszyć smakiem jej słodkich warg.
    - Całowałeś wiele ust. Pewnie moje pocałunki niczym się nie wyróżniają, prawda? - wymamrotała. Jej ciepły oddech otulił jego usta, a niebieskie oczy wpatrywały się w tęczówki Posejdona. - Prawda? - powtórzyła, odrywając swoje ciało od jego i robiąc krok w tył.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  33. Sama żałowała że tak szybko przerwała ich pocałunek. Bardziej żałowała jedynie tego, że go nie przedłużył. Zdążyła zapomnieć jak smakowały jego usta, nieczęsto bowiem pozwala mu na czułości czy chwile uniesienia. Teraz jednak miała na to ochotę. Kiedy złapał ją za nadgarstki, bez sprzeciwu do niego przywarła. Pozwoliła mu ucałować każdy z jej palców a kiedy skończył przyłożyła nadgarstek do jego ust. Wtuliła się mocno w jego silne ramiona a twarz schowała w jego szyi. Owiała ją swym ciepłym oddechem a po chwili Posejdon mógł poczuć jak zaczęła składać wilgotne pocałunki na jego skórze. Przesunęła językiem wzdłuż jego szyi i odsunęła się kawałek by moc usiąść na jego biurku. Złapała go za dłoń, przyciągając ku sobie a jej wzrok spoczął na jego umięśnionym torsie. Chciała by był jeszcze bliżej niej więc objęła go udami wokół bioder a materiał jej sukienki podwinął się zbyt wysoko.
    - Dziś się pogodzimy a jutro zobaczę Cię z inną? Tak to będzie? - zapytała tym razem spokojnie, choć w jej intensywnie niebieskich oczach mógł dostrzec niepewność i głęboki żal. Nie umiała mu w tej kwestii zaufać.
    - Może... - urwała natychmiast. Z przebiegłym uśmiechem przyłożyła wargi do jego ucha. - Może powinnam dać Ci zasmakować tego jak to jest być zdradzanym? - powoli przesunęła dłonią po jego torsie. Tylko się z nim drażniła, ale była ciekawa jak zareaguje. - Może teraz moja kolej by się zabawić? - oderwała usta od jego ucha i śmiało, wręcz wyzywająco spojrzała w jego oczy.
    Oderwała swoje uda od jego bioder i dłońmi oparła się o biurko, lekko odchylając swoje ciało do tyłu.
    - Sama nie wiem co powinnam zrobić. - westchnęła. W końcu nie przyjechała tu bez powodu. W końcu uświadomiła sobie jak bardzo brakowało jej męża, tęskniła za nim i... - Kocham Cię. - właśnie tak, kochała go. Początkowo nie wierzyła że powiedziała to na głos. To było chyba pierwsze miłosne wyznanie które usłyszał z jej ust. Zagryzła nieco nerwowo swoją wargę. Nie powinna była mu tego mówić, teraz miał nad nią przewagę. Dłonią delikatnie przesunęła po jego policzku, badając fakturę jego skóry.
    - Nie wiem co mam zrobić. - przyznała szczerze, z oczami wpatrzonymi w jego. Nie wiedziała też czy powinna zdradzać mu zarówno swoje uczucia jak i watpliwości. Tak jak wcześniej pozwalała mu na zdrady, tak teraz łamało jej to serce. Miała jednak nadzieje, że może jednak nie dosłyszał tego jak wyznała mu miłość?

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  34. Tak popatrzyłam chwilę jeszcze na mojego nowego gościa i serio muszę przyznać, że wygląda naprawdę dobrze. Jego włosy, czy też ten uśmiech... Ah! Co ja gadam?! Jurata przestań! On pewnie będzie o jakieś dziesięć lat starszy, chociaż co z tego? Dobra, nie. Czas się opamiętać i wrócić do rozmowy.
    - Skarby?! Jakie skarby? - O mały włos a bym parsknęła śmiechem. - Przecież tu nic nie ma. Chyba że macie jakieś tajemne źródła, to wtedy okej. Możecie sobie grzebać - bo w sumie jakby tu mu odmówić? Lekko mówiąc, nie da się, ale ja zawsze byłam nieasertywna. Co prawda jazgot silnika motorówki będzie mnie pewnie wkurzał, ale mam nadzieję, że nie pobędą tu długo. Chwila, on powiedział, że kilka tygodni? Eh… Spróbuję to przeżyć. Jednak patrząc na ten niezwykle czarujący uśmiech, myślę że nie będzie to aż takie złe. Co z tego, że w 99% pewnie ma żonę? Pozachwycać się można.
    - Charles Turner… - powtórzyłam sobie pod nosem w celu lepszego zapamiętania. - Jur… Juliana Seabreeze. Miło mi ciebie poznać - uśmiechnięta odpowiedziałam, będąc jednocześnie lekko speszona. Taa… Chciało się powiedzieć Jurata, oj chciało. Niestety, nikt się o tym dowiedzieć nie może. Niby Amerykanie to głupi naród, ale nigdy nie wiesz kogo spotkasz na swojej drodze. I tak mi się wydaje, że on Amerykaninem raczej nie jest. W ogóle nie ten typ urody.
    - Miami? To przecież jest jakieś dwa tysiące kilometrów stąd jak nie więcej. Na prawdę chciało się wam aż tutaj przyjeżdżać? Zwłaszcza, że w Miami raczej niczego nie brakuje. - Teraz to mnie Charles zbił z tropu. Z Miami… tutaj? Jak długo tu żyję, to raczej ludzie robili na odwrót.
    - Nie żebym narzekała, bo dla mnie wszystko czego potrzebuję jest tutaj, ale fakt faktem, że kiedyś mogłabym się tam wybrać. Teraz chyba mam jeszcze jeden powód więcej, aby to zrobić. - Nie jestem w stanie określić co mnie w tamtej chwili wzięło, chyba że były to te uczucia, które opisywane są w niemalże każdej piosence dla nastolatków. W sumie to bardzo możliwe.

    Jurata~

    OdpowiedzUsuń
  35. Uśmiechnęła się do niego łagodnie i subtelnie. Cały lód który dotąd w sobie nosiła jakby się stopił, a jego miejsce zajął ogień. Namiętność z którą dociskała swoje ciało do jego nie mając dość jego bliskości. Jej wilgotne i gorące wargi przesuwały się wzdłuż jego szyi i ramion. Delikatnymi dłońmi zaś sunęła po jego łopatkach i wzdłuż linii kręgosłupa. Udami objęła go mocniej, jednocześnie dociskając swoje ciało do niego.
    - Cieszę się, że damy sobie szanse. Że zaczniemy od nowa. Dzisiejszy dzień.. będzie pierwszym dniem naszego nowego życia. Tu. W Ameryce. - roześmiała się perliście. Była widocznie zadowolona. Zburzyła mur który wokół siebie zbudowała i poczuła się szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Zazwyczaj pozostawała obojętna i oschła. Albo obrażona i zła. Dlatego to co czuła teraz było dla niej takie piękne i nowe. Miała nadzieję że nacieszy się tym dłużej, jednak kiedy ktoś z impetem otworzył drzwi zdezorientowana odsunęła się od Posejdona. Słuchała trajkotania tej głupiej małolaty i była przekonana że zaraz ją trafi szlag. Ta dziewucha nawet nie wiedziała z kim ma doczynienia. Pewnie chciała złapać bogatego faceta na dziecko i cóż, chyba jej się to udało. Nim jej mąż się obejrzał zeskoczyła zgrabnie z biurka i złapała za test ciążowy. Wynik pozytywny. Czuła jak świat zawirował jej przed oczami. Nagle całe szczęście prysnęło niczym bańka mydlana. Jego miejsce zajęło rozczarowanie i ból. Ból... którego wcześniej nie znała. Wstrząsnął jej ciałem niczym elektryzujący dreszcz. Czuła jak język związał jej się w supeł. Jak nawet nie mogła na niego krzyknąć. A przecież tak bardzo chciała wykrzyczeć mu w twarz co teraz czuła i myślała. Jednak nie potrafiła. Test blondynki wypadł bogini z dłoni, wpatrywała się z niedowierzaniem w twarz swojego męża szklanymi oczami. Teraz nie błyszczały ze szczęścia, a od łez. Wytarła szybko mokre policzki i pokręciła głową do własnych myśli. Co Ty sobie myślałaś?
    Nie uraczyła ich ani jednym słowem, podczas gdy jego jasnowłosa dziewczyna gadała aż za dużo. Amfitryta wiedziała że nic tu po niej. Jeszcze chwilę temu snuli plany, ale teraz wiedziała że on spełni ich plany z kimś innym. Z trudem opanowała drżenie dłoni. Myślała tylko o tym jak bardzo chciała się wydostać z tego cholernego miejsca. Tak jak wybaczyła mu zdrady, tak tego że w ciele tej młodej dziewczyny rosło życie nie potrafiła mu przepuścić. Oparła się o ścianę budynku, próbowała uspokoić szalejące myśli i szybko bijące serce które chciało wyrwać się z jej piersi. Wzięła kolejny głębszy oddech i zacisnęła mocno powieki, wycierając łzy z zimnych policzków. Jej skóra na powrót stała się lodowata a spojrzenie puste niczym bezkresne głębiny błękitnego oceanu.
    - To koniec. - mruknęła pod nosem, sama do siebie.

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  36. Ona wcale nie twierdziła, że żona nie może być dobrą kochanką – to była jedynie mentalność starożytnych. Grecy uważali, że żona jest tylko po to, aby urodzić dzieciaka, do zabawy można sobie dobrać tyle kochanek, a w akcie desperacji – prostytutek, ile się tylko zapragnęło.
    Zeus chyba zgadzał się z tymi wartościami. Hades – absolutnie nie. Czy trzeci z braci był gdzieś znowu pośrodku tego całego zamieszania?
    Upiła spory łyk, gdy usłyszała pytanie Posejdona, a potem westchnęła głęboko. I raz jeszcze pociągnęła z kufla, aż odstawiła go z cichym stukotem na blat stołu.
    — Byłam młoda, myślałam, że świat i wszyscy bogowie padną mi do stóp, a w dodatku byłam kompletną kretynką – podsumowała krótko i zresztą szczerze, bo właśnie teraz, z perspektywy czasu, widziała siebie jako nadętą gówniarę, która uważała, że świat jest wobec niej niesprawiedliwy, bo nie daje jej na zawołanie tego, czego by sobie łaskawie zażyczyła.
    — Najpierw uciekłam Hadesowi z rydwanu i nie pokazywałam się przez wiele godzin. Może nawet dni. Nie jestem pewna. Cóż, to było głupie, bo Hades wie dokładnie, kto gdzie jest i gdyby tylko chciał, bez problemu mógł mnie tam odnaleźć. Ale dał mi spokój i przestrzeń. Potem, gdy nawet mój strajk głodowy nie przyniósł rezultatów, postanowiłam z nim dopiero porozmawiać. Zgodziłam się zostać jego królową, ale byłam najgorszą żoną, jaką świat mógł nosić, gdy matka wywalczyła dla mnie pół roku na powierzchni. Trzy miesiące spędzałam z nią, trzy miesiące pieprząc się z Adonisem. A potem wracałam do podziemi, żeby to samo robić w podziemiach, z Hadesem. Nienawidziłam go, ale był cholernie dobry. Z czasem go zaczęłam nawet tolerować, głównie przez wzgląd na to, że potrafił być świetnym kochankiem. – Westchnęła i oparła się plecami o krzesło. Odwróciła głowę w bok. Ciężko jej było mówić o tym, jak wiele świństw wyrządziła niegdyś swojemu mężowi. – I tak trwało przez lata. Hades chyba myślał, że sama w końcu dam sobie spokój z Adonisem, ale im bardziej Afrodyta mi go zabierała, tym bardziej chciałam mieć go dla siebie. Przynajmniej dopóki nie zobaczyłam Hadesa z tą… nimfą.
    Sama nie wiedziała, co w nią wtedy wstąpiło. Bo przecież nie można być zazdrosnym o mężczyznę, który jest ci obojętny. Prawda?
    A jednak Minte skończyła zaklęta w miętę.
    — Pokłóciliśmy się wtedy. Wtedy też pierwszy raz powiedział mi, że on mnie kocha. W przeciwieństwie do tego kochasia, za którym latam. Dał mi do zrozumienia jak bardzo głupia i naiwna jestem, próbując walczyć w przegranej bitwie. Byłam cholernym piątym kołem u wozu i odtrącałam kogoś, kto mnie naprawdę kochał tylko dlatego, że nie poprosił mnie o rękę w taki sposób, w jaki tego oczekiwałam. A przecież uczynił mnie królową.
    Westchnęła raz jeszcze i upiła łyk piwa, nadal unikając wzroku Posejdona.
    — Mieliśmy w pałacu pomieszczenie, z którego mogliśmy obserwować to, co działo się na powierzchni. Resztę dni w podziemiach spędziłam na obserwowaniu szczęściu Adonisa i Afrodyty. I wiesz co? Dotarło do mnie, że Hades ma rację. Byłam im do niczego niepotrzebna. Zerwałam z nim, choć to diabelnie bolało. Gdy wracałam do podziemi, on już o tym wiedział. – Zaśmiała się krótko i gorzko. – Chciał mnie pocieszyć. Naprawdę, chciał pocieszyć swoją żonę po utracie kochanka. A ja go wtedy wyrzuciłam z komnaty. A gdy wyszedł, razem z moimi wyzwiskami, po jakimś czasie sama do niego przyszłam i płakałam mu w ramię. Nie odtrącił mnie. Przytulił i pozwolił mi na wyrzucenie z siebie emocji, choć nie zasłużyłam na to.
    Dopiero po skończonej historii odważyła się spojrzeć na twarz Posejdona.
    — Więc chyba myślę, że nagrodę najgorszej żony wygrałam ja, nie Amfitryta z humorkami. Nigdy nie zasłużyłam na takiego męża jak Hades. Potrafił stopić moją nienawiść i niechęć tylko swoją miłością. I cierpliwością. Może tego samego potrzebuje Amfitryta?

    Persefona

    OdpowiedzUsuń
  37. Ukryte skarby… Jasne. No ale nie powiem, uśmiechnęłam się pod nosem. Może i w sumie ma rację, kto wie.
    Uwagę mą przyciągnęło jednak coś co Chrarles właśnie wyciągnął z kieszeni. Nie żebym była ciekawa, ale jednak byłam. Wyglądało to raczej dziwnie, ale jednak po chwili ujrzałam przepiękny srebrny naszyjnik, który ozdobiony był przepięknym akwamarynem. Jejku… Jaki śliczny.
    - Takie skarby to ja rozumiem - powiedziałam pod nosem, patrząc się jeszcze przez chwilę w to srebrne cudo. Podniosłam wzrok na Charlesa, ale od razu go spuściłam, rumieniąc się do koloru soczystych malin. Nigdy nie byłam dobra w otrzymywaniu komplementów, ale tym razem to przekracza wszelką granicę. On był naprawdę przystojny, a w jego oczach można było utonąć jak gdzieś na środku Bałtyku. Pewnie ma żonę i pewnie gdyby tu była, to by wrzuciła mnie do tego jeziora, ale póki co jesteśmy sami. Pozachwycać się w spokoju można.
    Przez całe me ciało przeszedł dreszcz, kiedy tylko poczułam jak jego obca skóra dotyka mojej szyi. Przez chwilę się już chciałam wycofać, ale że zaraz za mną jest woda, to stwierdziłam, że mu pozwolę. Jego czarującemu uśmiechowi nie mogłam się oprzeć.
    - Jest przepiękny. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się szeroko, patrząc mu w oczy. Przy okazji ponownie zarumieniłam się, a serce me zaczęło mocniej bić. - Już dawno nie dostałam czegoś równie pięknego. - Westchnęłąm. - No, już dobre kilka lat - szepnęłam, mocniej akcentując “dobre”, bo w rzeczywistości to było kilkaset lat. Jednak to już jest przeszłość. Lepiej skupić się na tym co jest tu i teraz.
    - Charles, słuchaj… Nie jestem pewna czy nasz miasto, więc się od razu spytam. - Wzięłam głęboki wdech i wydech. - Głupio tak trochę rozmawiać na tym pomoście, więc może poszlibyśmy do takiej jednej dobrej restauracji. Myślę, że mogłaby ci się spodobać. - Niby uśmiechałam się delikatnie, ale jednak miałam ochotę wpaść do tej wody. Właściwie to nigdy nie zapraszałam mężczyzny gdziekolwiek. To naprawdę było dziwne dla mnie. Należy mieć jedynie nadzieję, że ma prośba nie zostanie odrzucona.


    Jurata

    OdpowiedzUsuń
  38. [Z nadludzkim refleksem przybywam podziękować za powitanie i jeśli. A ponieważ warto się uaktywnić, zapraszam na wątek, jeśli znajdzie się chęć. :)]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie pomyślałaby, że tym razem też za nią pobiegnie. Myślała raczej, że zostanie z matką swojego dziecka i wszystko sobie wyjaśnią. Dlatego też nie biegła, nie śpieszyła się i to był jej błąd. Po chwili pojawił się jakby znikąd, tuż przed nią i choć widziała żal pomieszany z rozpacza na jego twarzy, nie chciała go słuchać. Nie chciała słuchać kolejnych wymówek i kłamstw. Nie chciała też aby widział ją w tym stanie - zapłakaną, smutną i słabą. Wiedział jaka silna była; w końcu sama zbudowała przed nim mur, który z każdą jego zdradą stawał się coraz grubszy. Nowy świat, Ameryka... teraz wszystko było inne. Jej materializm, interesowność i chęć zapewnienia sobie dobrego bytu zeszła na dalszy plan. Teraz zobaczyła coś więcej. Miłość? Zaczęła jednak żałować, że oddała Posejdonowi swoje serce. W zamian została kolejny, pieprzony raz upokorzona. Nerwowym ruchem odgarnęła kosmyki ciemnych włosów opadających na jej piękną twarz. Wpatrywała się w jego oczy z żalem i wściekłością. Próbowała opanować tak intensywne i mocne emocje. Próbowała znowu być zimną królową mórz, ale nie potrafiła. Wszystko się z niej wylewało, dała całkowity upust swojej wściekłości.
    - Och, prosisz mnie? O co mnie prosisz? Żebym Ci wybaczyła kolejną zdradę, kolejnego bękarta?! - krzyknęła z wściekłością. Pokręciła energicznie głową a kaskada jej ciemnych i długich włosów rozsypała się na jej ramionach, nagich plecach i twarzy. Podeszła bliżej niego i ujęła jego twarz w dłonie. Mocno zacisnęła palce na jego skórze, wbijając w nią długie paznokcie pomalowane na granatowy kolor.
    - Kocham Cię a Ty... Kolejny raz rzucasz błotem w moją twarz. Poniżasz mnie. Upokarzasz. Przyprawiasz mi rogi! Mogłeś mnie mieć. Całą. Bez ograniczeń. Chciałam Ci się oddać, w Twoim biurze, na Twoim biurku. Ty jednak znowu wolałeś tanią, tandetną dziwkę. - wysyczała. Opuściła dłonie, na jego twarzy zostawiła zadrapanie. Cofnęła się i spojrzała na niego z niechęcią pomieszaną z rozczarowaniem. - Nigdy się nie zmienisz. Zawsze będzie tak samo. Moja cierpliwość się wyczerpała. - powiedziała już normalnym tonem.
    Spojrzała na swoją dłoń, na palec na którym nosiła zaręczynowy pierścionek i obrączkę. Nigdy ich nie zdejmowała. Nigdy, aż do teraz. Powoli ściągnęła je z palca, zupełnie jakby sprawiało jej to fizyczny ból. Jej oczy były srebrzysto błękitne od łez, a ona z trudem powstrzymywała płacz. Kurwa, nie mogła się przy nim rozkleić. Nie. Znowu się zbliżyła do Posejdona. Ujęła jego dłoń i wcisnęła w nią biżuterię, zacisnęła jego dłoń w pieść i objęła swoimi palcami.
    - Zwracam Ci wolność. Teraz możesz zaliczać każdą boginię i ludzkie kobiety. Możesz urządzać sobie trójkąty, robić gromadę dzieciaków czy cokolwiek tam chcesz. Ja najwyraźniej nie umiem zaspokoić twoich żądz. - uśmiechnęła się słabo. Czuła się tak źle... Wydawało jej się że zaraz opadnie z sił i zemdleje. Emocje cały czas się kumulowały. Najsilniejszą jednak był ból, chyba jeszcze nigdy tak nie cierpiała.
    - Nie winie Cię. Taką masz naturę... rozstańmy się w zgodzie. Może z czasem, ja zdołam ułożyć swoje życie z kimś innym. Nigdy Cię nie zdradziłam. Teraz nie jesteśmy już razem i mogę poznać kogoś nowego. - sama nie wiedziała czy powiedziała to dlatego by wzbudzić jego zazdrość, wkurwić go czy uważała że ich związek definitywnie się rozpadł. Mimo wszystko lubiła oglądać go w szale zazdrości i kiedy udowodniał jej, że jest tylko jego, że należy tylko do niego. Taka była prawda. Nie wiedziała czy umiałaby spojrzeć na kogokolwiek innego. Posejdon jednak nie miał z tym trudności, więc i jej musiało się udać. Westchnęła cicho i próbowała zebrać szalejące myśli.
    - Obyś wziął odpowiedzialność za swoje dziecko. O ile jest Twoje. - zebrała resztki sił i uśmiechnęła się drwiąco. - Żegnaj. - powiedziała pewniej niż chciała i już chciała go wyminąć kiedy poczuła szarpnięcie za nadgarstek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to nie mąż ją szarpnął, tylko ta blond idiotka. Co ona tu robiła, do cholery?
      - Posłuchaj, suko. Odpierdol się od Charliego! Nie zabierzesz mi go! - krzyknęła, na co Amfi uniosła jedynie brwi. Matka jego dziecka już chciała wymierzyć jej siarczysty policzek ale Amfitryta nie straciła dobrego refleksu. Złapała mocno dziewczynę za dłoń nim ta zdążyła ją uderzyć i wykręciła ją jej przez co ta zaczęła głośno i teatralnie piszczeć.
      - Trzymaj mnie, albo ją zabiję. - warknęła wściekła bogini do swojego prawie ex-męża, instynktownie zacisnęła dłonie w pięści. Z nienawiścią wpatrywała się w jasnowłosą dziewczynę i zastanawiała się jakim cudem Posejdon połasił się na taką dziewuchę.

      zazdrosna i wściekła Amfi

      Usuń
  40. Toczyła wewnętrzną walkę sama ze sobą. Naprawdę nie wiedziała czy powinna mu wybaczyć i zostać z nim, a raczej odejść z nim jak najdalej tej kobiety. Amfitryta zachodziła w głowę jak Posejdon mógł zwrócić uwagę na taką dziewuchę. Ona nie dorastała jej do pięt i nic sobą nie prezentowała, bogini miała dosyć jej pisków, wrzasków i roszczeń. Czuła narastające wkurwienie i sama nie wiedziała czy bardziej na swojego (eks)męża czy na nią. Milczała jednak, nie odzywając się ani jednym słowem. Słuchała przeprosin Posejdona i naprawdę bardzo chciała mu wybaczyć, chciała rzucić się w jego ramiona i przebaczyć mu wszystko co złe, dać ostatnią szanse. Szczególnie kiedy jej nie zbył tak jak zawsze, tym razem naprawdę widziała że był skruszony i żałował. Ona jednak wciąż cierpiała a obecność tej kobiety jedynie pogłębiała wszystkie negatywne uczucia. Widząc jak klęknął, zagryzła niepewnie swoją dolną wargę, czuła jak serce biło jej z prędkością światła. Przymknęła na chwilę powieki, mocno się wahając i wtedy znowu usłyszała ten cholernie irytujący głos.
    Zamkniesz się w końcu? - syknęła złośliwie, mierząc dziewczynę krytycznym spojrzeniem. I w tym momencie szala się przelała, kiedy szarpnęła Amfitrytę za włosy te niemalże natychmiast znacznie się naelektryzowały, opadając na twarz bogini, zaś jej oczy wypełniły się błyszczącymi piorunami. Tak jak wcześniej wygladała pięknie, tak teraz całe jej piękno dosłownie przerażało, przynajmniej zwykłą śmiertelniczkę.
    - Nigdy więcej mnie nie dotykaj tymi brudnymi łapami. Zrozumiałaś? - warknęła głośno i groźnie, tym razem wykręciła nadgarstek blondynki co spowodowało jeszcze głośniejszy pisk. Zignorowała każdy dźwięk wychodzących z jej ust i uciszyła ją siarczystym, mocnym policzkiem.
    - Żyjesz tylko ze względu na dziecko. Jeśli się nie ogarniasz to skończysz jak Skylla. Zapewniam że tego nie chcesz. - uśmiechnęła się nieco przerażająco i złowieszczo ale z pewną satysfakcją. Z radością wróciła do wspomnienia kiedy zamieniła przepiękną nimfę w morskiego potwora. Cóż, każda kobieta która miała czelność zbliżyć się do jej męża zasługiwała na taki los. Ta blondyneczka nie stanowiła wyjątku. Ale dziecko... dziecko było błogosławieństwem, zawsze. Amfi doskonale wiedziała jakim cudem było macierzyństwo i nie chciała odbierać malutkiej istocie, po prostu nie byłaby w stanie tego zrobić. Jednocześnie jej myśli krążyło wokół tego, że chciałaby mieć z Posejdonem jeszcze jedno dziecko. Zacząć wspólne życie w Ameryce i stanowić szczęśliwą, kochającą rodzinkę. Taka sielanka jednak nie była im przeznaczona. Amfi westchnęła cieżko i odsunęła się od dziewczyny, zerkając na przeciętą wargę i krew. Chyba policzek był za mocny a ona naprawdę nie zamierzała jej skrzywdzić. Podeszła do swojego męża, zdecydowanie za blisko i wsunęła dłoń do tylnej kieszeni jego spodni z której wyjęła kluczyk do auta. Jednocześnie był tak blisko, czuła jego cudowny zapach i nie umiała się opanować. Pocałowała go. Był to namiętny, długi i głęboki pocałunek, pełen pasji i pożądania. Sama nie wiedziała czy zrobiła to by dokuczyć jego kochance, czy dlatego że go pragnęła i wcale nie chciała kończyć ich relacji.
    - Wiesz, że zawsze byłam wygodna. Pożyczę Twoje auto. Żegnaj. - zamruczała a jej ciepły oddech otulił wargi mężczyzny.
    Nie czekając na żadna reakcje ze strony tej dwójki ruszyła szybkim, zgrabnym krokiem w kierunku parkingu. Już po chwili siedziała w jego samochodzie i przekręcała kluczyk w stacyjce. Właściwie, przeszło jej przez myśl żeby roztrzaskać jego wóz, należało mu się to i znacznie więcej.

    (Hej, daj nam częstsze odpisy proszę. <3)
    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  41. Wydawało jej się, że Posejdon znowu za nią pobiegnie, że wyciągnie ją ze swojego auta i nie pozwoli nigdzie pojechać. Albo chociaż wsiądzie wraz z nią i razem odjadą. To że tyle razu ją zatrzymywał zawsze jej schlebiało i sprawiało satysfakcje. Teraz jednak jej gniew jeszcze bardziej urósł. Z piskiem opon ruszyła z parkingu i ze zdecydowanie zbyt wielką prędkością przekraczała ulice. Istny cud, że nie złapała ją policja i nie wlepiła mandatu. Kiedy zbliżała się do swojej posiadłości, nie zatrzymała się przy niej, wjechała znacznie głębiej doskonale zdając sobie sprawę że niedaleko jest malownicze jezioro. Cóż, Amfitryta miała widoczną słabość do wód nie tylko morskich. Przyspieszyła więc i wjechała na prywatną plażę zapisaną na nazwisko Amandy Sheffield, właścicielki ogromnej sieci oceanarium, nie tylko w Miami. Nacisnęła pewniej gaz, przejeżdżając przez skarpę i pewnie zacisnęła dłonie na kierownicy kiedy samochód wpadł do jeziora, wraz z nią. Już po chwili auta zatonęło, a ona z trudem się z niego wydostała z krwawiącą raną na czole i kilkoma siniakami. Była w końcu Boginią i byle wypadek nie mógł jej zabić. Odczuwała jednak satysfakcję, że zatopiła samochód swojego męża choć i tak uważała to za zbyt małą karę za jego przewinienia. Wypłynęła zgrabnie na brzeg i przeszła kilka kilometrów pieszo aż w końcu znalazła się w swoim domu. (...)

    Minęły dwa tygodnie i nic nie zwiastowało wizyty Posejdona. Właściwie przez myśl Amfi przeszło nawet że zaczął układać sobie życie z tamtą dziewczyną. Inaczej pojawiłby się od razu, prawda? Jej wściekłość powoli mijała, jednak z każdym kolejnym dniem ból kiełkował. I dlaczego Posejdon nie zainteresował się nawet swoim autem?! Chętnie zobaczyłaby jego minę. Z rozmyśleń dopiero wyrwał ją męski głos. Spojrzała z delikatnym uśmiechem na swojego prawnika, tego samego z którym była wtedy na plaży chcąc wzbudzić zazdrość u Posejdona. Z trudem opanowała znudzenie i zaczęła z nim rozmawiać o jednej ze spraw, wertując dokumenty znajdujące się na szklanym stoliku w salonie.

    Jakąś godzinę później odprowadzała go do wyjścia i kiedy znaleźli się na tarasie, wyczuła go. Niemalże natychmiast poczuła że jest blisko, zupełnie jakby jej ciałem wstrząsnął elektryczny dreszcz. Wzrokiem omiotła otoczenie i dostrzegła męską sylwetkę niedaleko. Nie marnowała czasu, wiedząc że Posejdon zaraz ją zauważy. Przyłożyła dłoń do policzka mężczyzny i ucałowała go w drugi. Cóż, z odległości w jakiej stał jej mąż można by pomyśleć że się całowali. Amfitryta chciała żeby właśnie tak myślał Bóg Mórz. Kiedy się w końcu odsunęła, posłała mu promienny uśmiech.

    - Dziękuję za dziś. Zadzwonię. - odparła aksamitnym i słodkim głosem, zupełnie jakby zdawała sobie sprawę że Posejdon ją słyszał. Kiedy prawnik zszedł po schodach i ruszył dróżka w kierunku swojego zaparkowanego auta, Amfitryta oparła się o balustradę i wbiła spojrzenie błękitnych oczu w męża. Tknij go, a pożałujesz, mniej więcej to mówił jej iskrzący się wzrok. Nie ruszyła się z miejsca, spokojnie obserwowała przebieg wydarzeń i czekała aż Posejdon do niej podejdzie. Odgarnęła kaskadę ciemnych i długich włosów na plecy, odsłaniając swoje nagie ramiona i dość głęboki dekolt. Jej ciało zdobiła obcisła, błękitna sukienka która podkreślała kolor jej oczu i idealnie dopasowała się do kobiecej figury bogini.

    (Nieśmiało liczę że wyszarpiesz dla nas troszkę więcej czasu :D I generalnie założyłam że to jej dom a autko utopiła xD Mam wrażenie, że ten odpis jest dość kiepski, ale liczę że jednak Ci się choć trochę spodoba.)
    Amfi <3

    OdpowiedzUsuń
  42. Widziała zazdrość i wściekłość w jego oczach, widziała mocno zaciskające się pięści i pewnie dlatego była tak zaskoczona kiedy pięść Posejdona nie wylądowała na twarzy mężczyzny. Mało brakowało a by się roześmiała kiedy jej prawnik szerokim łukiem ominął jej męża. Cóż, najwidoczniej w Ameryce także budził postrach. Obserwowała każdy jego ruch i już była przygotowana na gromką awanturę, na jego pretensje i jak śmiesz całować tego lalusia. To byłaby pewna hipokryzja, bo sam często dopuszczał się zdrad ale tylko tego spodziewała się Amfitryta. Jakież było jej zaskoczenie kiedy klęknął i wyciągnął cudowne małe puzderko z pięknym pierścionkiem w środku. Nie był jednak to ten sam, który wręczył jej w ich pięknym, morskim królestwie. Był inny, jeszcze piękniejszy niż wcześniej choć bogini wątpiła że tak mogłoby być. Uśmiechnęła się promiennie a jej twarz się rozświetliła, oczy rozbłysły ze szczęścia. Słowa które wypowiedział były wyjątkowe i dały jej nadzieje, którą powoli zdążyła utracić. Wzięła głębszy wdech i próbowała ułożyć w głowach słowa którymi miała go uraczyć. Wszystkie jednak wypadały po prostu blado przy jego oświadczynach.
    - Tak. – szepnęła szczerze wzruszona. Nawet nie próbowała ukryć swojego szczęścia i podekscytowania.
    Wysunęła ku niemu swoją smukłą dłoń i kiedy założył jej pierścionek, wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę. Wspaniale prezentował się na jej palcu, musiał należeć tylko do niej tak samo jak Posejdon. Chciała mieć go na własność. Miała więc nadzieje że nie zapomniał o swojej obietnicy i miał zamiar jej dotrzymać. Ujęła jego dłonie w uścisku kiedy wstał i zbliżyła się na tyle aby mógł poczuć zmysłowy zapach jej słodkiego ciała.
    - Kocham Cię i chcę z Tobą być. Chcę wierzyć że razem uda nam się stworzyć coś pięknego i wyjątkowego, że będziemy szczęśliwi i nic nam tego szczęścia nie zburzy. – uśmiechnęła się czarująco i przywarła do niego cała. Schowała kobiece ciało w jego ramionach, a czerwone i pełne wargi docisnęła do jego szyi. Chciała zaspokoić swoją tęsknotę. Pragnęła mieć go tak blisko siebie jak to było możliwe.
    Co prawda zastanawiała się nad tym czy powinna była tak szybko mu ulegać, tak szybko wybaczyć i zgadzać się znowu być jego żoną. Wiedziała jednak że tym razem będzie inaczej, a on... naprawdę mu zależało, naprawdę ją kochał. Był jednym mężczyzną przy którym miękła, który w końcu zdołał stopić cały lód jaki nosiła w sobie i swoim sercu.
    Pośladkami wsunęła się na barierkę tarasu, przyciągając do siebie Posejdona i objęła go udami wokół bioder, ignorując fakt że sukienka podwinęła jej się zbyt wysoko. Nosem przesunęła po jego szyi, aż dotarła do niej swoimi gorącymi wargami.
    - Muszę Ci coś wyznać... Zniszczyłam Twoje auto. Utopiłam je. Gniewasz się? - mruknęła pozornie niewinnie.
    Jednak jej obecność, jej bliskość, jej jędrne i gorące ciało przy nim uniemożliwiało mu logiczne myślenie, a tym bardziej złość na swoją piękną małżonkę.
    - Myślę, że mogę Ci to wynagrodzić. Tutaj. Teraz. - jęknęła kusząco do jego ucha, dłonią powoli sunąc po jego torsie. Czy mógł jej się oprzeć?

    Amfi

    OdpowiedzUsuń
  43. Sprawa z Adonisem nie była dla niej łatwa. Może Posejdon miał rację – może on chciał mieć obie boginie, i wiosnę i miłość. Nigdy nie patrzyła na to w ten sposób i aż zaczęła tego żałować. Była taka głupia i zaślepiona uczuciem, że nie widziała nic poza Adonisem i całym światem, który chciał ją skrzywdzić. Na świecie tego złego świata stał wtedy Hades.
    Na swoje usprawiedliwienie miała głównie to, że była wtedy bardzo młoda, niedoświadczona i kochliwa. I zbyt ufna. Cały czas żyła przecież w zasadzie w bezpiecznych ramionach matki, więc nic nie mogło jej się stać.
    Tylko nikt nie przewidział, że Zeus i Hades dogadają się inaczej co do tej sprawy.
    Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Hades… wcale nie był cierpliwy. Łatwo go było zirytować i wyprowadzić z równowagi. Miewał swoje nagłe i niespodziewane wybuchy, które zazwyczaj mijały bardzo szybko. Ale, jak na ogień przystało, musiał wyrażać siebie. Tego nie potrafiła opanować nawet Persefona, dla której wspinał się naprawdę na szczyty swojej cierpliwości i wyrozumiałości. Ale tego już nikt nie musiał wiedzieć.
    — Kobieta chce tylko jednego, wujku – odezwała się, zanim ten wstał i odszedł po piwo. – Wszystkiego.
    Ta reguła sprawdzała się wszędzie. I zawsze. Niezależnie do kogo się odnosiła, każda kobieta pragnęła wszystkiego, tylko nie potrafiła tego zdefiniować. Jakiś większy filozof mógł zacząć zagłębiać się w tą logikę i szukać psychologicznych uzasadnień. Persefona nawet własne miała, ale nie było sensu nad tym teraz dywagować. Nie teraz, kiedy Posejdon postanowił przerwać temat.
    Widocznie nie chciał już dłużej o tym rozmawiać. A ona była kiepskim materiałem na poradnię małżeńską.
    Skinęła na znak, że zgadza się na jego propozycję i opadła na oparcie krzesła z nadzieją, że jednak okaże się meblem dobrej jakości i nie postanowi pęknąć. Przez moment jeszcze miała okazję popodziwiać uroki drewnianej ściany, póki przed nią nie pojawił się jakiś jegomość, którego na wejściu zmierzyła nieprzyjemnym spojrzeniem. Teraz jej wzrok nie był wcale inny. Uniosła brwi, nawet nie pytając, o co chodzi. Domyślała się, o co chodzić mogło i wcale jej się to nie podobało. Kątem oka dostrzegła, że Posejdon właśnie odwracał się z dwoma kuflami piwa i zmierzał w ich stronę. Więc szopka nie potrwa zbyt długo.
    — To miejsce jest już zajęte – rzuciła bez większego zainteresowania Persefona.
    Mężczyzna tylko uśmiechnął się szpetnie, a bogini powstrzymywała się od wywrócenia oczami. Wszyscy śmiertelni mężczyźni są tak samo nudni.
    — Tak. Przeze mnie. Gwarantuję, że moje towarzystwo lepiej panienkę… zaspokoi niż ten nadęty osiłek.
    — Ja myślę, że ten nadęty osiłek jest jednak lepszym towarzystwem dla mnie niż ty. – Persefona nachyliła się powoli w jego stronę, unosząc lekceważąco brwi. – Więc spadaj znaleźć sobie inną ofiarę maltretowania. Chyba że chcesz skończyć jako dekoracja tego lokalu. Byłby z ciebie ładny kaktus.
    Nie kłamała. Naprawdę byłby z niego ładny kaktus.
    Nieznajomy zamrugał na moment i prychnął cicho, biorąc to chyba za paplaninę idiotki, w dodatku nawiedzonej. Ale nadal, była to bardzo ładna idiotka.
    I ta bardzo ładna idiotka spojrzała w stronę Posejdona, który podchodził już do stolika.
    — Ten pan twierdzi, że już tutaj nie siedzisz – oznajmiła mu z przyjemnym, zbyt przyjemnym jak na nią uśmiechem.

    Persefona

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.