czwartek, 3 sierpnia 2017

To nie jest dobry kraj dla bogów...

Wisakedjak

„Whiskey Jack” ● Syn Ziemi ● „Transformer” ● Cree
REZERWAT INDIAN POŁUDNIOWA DAKOTA, SIOUX FALLS
RDZENNI BOGOWIE        NEUTRALNY


Lis był tu pierwszy. Miał brata Wilka. Lis oznajmił, że ludzie będą żyć wiecznie. Jeśli umrą to na krótko. Wilk odparł: „Nie, ludzie będą umierać, muszą umierać. Wszystko, co żyje musi umierać. W przeciwnym razie rozmnożą się, zajmą cały świat, zjedzą wszystkie karibu i bizony, wszystkie dynie i całą kukurydzę”. Pewnego dnia Wilk umarł i powiedział do Lisa: „Szybko ożyw mnie”, a Lis na to: „Martwi muszą pozostać martwi. Przekonałeś mnie”. Płakał, gdy to mówił, ale tak powiedział i tak zrobił. Teraz Wilk włada światem umarłych, a Lis żyje na wieki pod słońcem i księżycem i wciąż opłakuje swego brata.

Niektórzy mawiają, że opowieści o Wisakedjaku należy snuć jedynie zimą, by nie przywołać go swymi historiami w czasie lata. Mawiają też, że nikt nie zna jego prawdziwej twarzy. Nikt prócz Wilka, który dawno temu odszedł do świata umarłych. Podobno to właśnie Wisakedjak i jego młodszy brat - Wilk wraz z Krukiem, stworzyli na nowo świat po wielkiej powodzi. Później Wilk umarł, a jego brat kontynuował swoje dzieło w samotności. Miał przynieść światu magię i tak też zrobił, miał nauczać ludzi, zwierzęta i rośliny... i nauczał. Choć nie zawsze tak było. Być może wielka powódź nigdy by nie nadeszła, gdyby nie błędy Wisakedjaka. Być może również nie byłoby wtedy na świecie magii.

„Moi ludzie uznali więc, że może coś jednak się za tym kryje, jakiś stwórca, wielki duch, i dziękowali mu, bo zawsze lepiej jest podziękować. Nigdy jednak nie budowaliśmy kościołów. Nie potrzebowaliśmy ich; sama ziemia była naszym kościołem, naszą religią. Ziemia starsza i mądrzejsza niż ludzie, którzy po niej stąpali. Dawała nam łososie, kukurydzę, bizony i gołębie, dziki ryż i szczupaki. Melony, dynie i indyki. A my byliśmy dziećmi tej ziemi, tak jak jeżozwierz, skunks i sójka.”

Czasem lekcje bywały bolesne i smutne, czasem zabawne i wesołe, lecz zawsze równie cenne. Równie daleko mu było do mądrego Kruka, co do szalonego Kojota. Mimo to dokonał wielu ważnych czynów. Stworzył nie tylko nowy świat, ale i Księżyc, rozsądzając w ten sposób spór dwójki dzieci Słońca, o to które zajmie miejsce swego ojca na niebie. Ale to było dawno, bardzo dawno. Niektórzy twierdzą, że Wisakedjak zna języki wszystkich zwierząt i roślin. Podobnie jak zna wszystkie ścieżki w świecie i poza jego granicami - w snach, przestrzeni i krainach umarłych. Choć słynie z zmiennokształtności, z równą łatwością z jaką potrafi zmienić swój wygląd, zdolny jest zmieniać formę każdemu przedmiotowi, a nawet żywej istocie - wystarczy jeden dotyk.

„W tym właśnie rzecz. Posłuchaj: Bogowie umierają, gdy zostają zapomniani. Ludzie także. Ale ziemia, ona zostaje. Dobre miejsca i złe. Ziemia nigdy nie odejdzie. Ja także.”

Dziś żyje na ziemiach Lakotów, na obrzeżach jednego z rezerwatów, czasem również pojawia się w Sioux Falls. Choć prawdziwsze byłoby stwierdzenie, że żyje gdzieś pomiędzy. Mieszka samotnie, z dala od ludzi i czasem tylko, w zimowe wieczory, zjawia się przy ogniskach, gdzie zabawia towarzyszy z rezerwatu dobrymi opowieściami. Przez białych, nie potrafiących wymówić prawidłowo jego imienia, bywa nazywany "Whiskey Jack", co jednak nie przeszkadza mu zbytnio. Póki przychodzisz w pokoju i z dobrym słowem, okaże ci swą gościnność i nigdy nie odmówi pomocy. Musisz jedynie wiedzieć jak o nią poprosić... 

WIĘCEJ


Pierwszy! :D
Witam serdecznie z postacią moich marzeń. :) Wiem, że Wisakedjak powinien raczej być nieco starszy, ale jak tu nie stworzyć postaci z wizerunkiem cudownego Uncasa? Wizerunek sponsoruje Uncas Eric Schweig, muzyka w imieniu pochodzi z "Ostatniego Mohikanina", a wszystkie cytaty (w tytule i karcie) to cytaty Wisakedjaka z powieści "Amerykańscy Bogowie" Neila Gaimana.
Wisakedjak to najbardziej nietypowy "trickster" (zwany "transformerem") spośród barwnego grona tricksterów. Tym co wyróżnia go jako "transformera" jest zdolność zmiany kształtu i formy nie tylko samemu sobie, ale i otoczeniu. Wiele opowieści o Wisakedjaku mówi o tym jak podarował roślinom ich obecne kolory, a zwierzętom ich kształty. Wisakedjak jest bardzo specyficzną postacią, ale mam nadzieję, że go polubicie. PS. WALCZĘ!
Poszukujemy braci - Lisa, Wilka i Kojota, wrogów - Wodnej Pantery i Rogatego Węża oraz jakiś dobrych, przyjaznych duszyczek.

12 komentarzy:

  1. To ja witam serdecznie naszą pierwszą postać na blogu! Oby tak jak w przypadku Fable, Jack był dobrą wróżbą dla bloga i został z nami już do samego końca. :)
    Życzę dużo dobrej zabawy, no i przede wszystkim powodzenia w prowadzeniu postaci kanonicznej. Trzymam kciuki by nasz blogowy Jack miał równie duży wpływ na kreowaną historię, co jego ksiażkowy pierwowzór. :)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i mam nadzieję, że go nie popsuję :)

      Usuń
  2. [Przychodzę chwalić kartę, chociaż jestem najmniej rozgarnięta ze świętej trójcy. :D
    Zawsze mnie w sumie intrygowały duchy indiańskie, chociaż zawsze też sądziłam, że raczej nie budzą powszechnego zafascynowania, jak bogowie greccy, rzymscy czy egipscy. I sama też o nich niewiele wiedziałam, aż do teraz.
    Odzywam się tutaj, ponieważ muszę, muszę zaciągnąć Cię na wątek. Wisakedjak i moja przyszła Sigyn dogadają się z pewnością - zresztą, Sigyn bardzo lubi i Indian i ich duchy. Dlatego spodziewaj się mnie, gdy już kartę skończę i się opublikuję. :D]

    przyszła Sigyn&trzecia część administracji

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ponieważ przykryłam cudowną kartę to wpadam się przywitać. Kocham gaimanowego Wisakedjaka, chyba moja ulubiona postać z książki! <3 Muszę go koniecznie porwać na wątek, choć myślę, że to raczej do mojego białego szamana.
    Dużo, dużo weny i wątków! <3]

    Crom & Narfi (w roboczych)

    OdpowiedzUsuń
  4. [Na początek dziękuję pięknie za powitanie Oshun. Trochę się bałam, że się nie przyjmie (przez Nicki na zdjęciu), ale bardzo się cieszę, że jednak wpasowuje się w klimat bloga. :3
    Co do ustaleń - wpadłam tylko na moment teraz, osiągalna będę dopiero po weekendzie. I może dogadajmy się na gg albo mailu? Tak chyba będzie wygodniej. W razie czego, moje gg: 47285578. Mail jest w zakładce administracja. ;)]

    Persefona / Oshun / przyszła Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wilk bardzo ładnie prosi o kontakt. :D lyne.akkarin@gmail.com]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dziękuję za powitanie, miałam cichą nadzieję, że skromna karta nikogo nie odstraszy ;) Książkowego Whiskey Jack'a uwielbiam, więc liczę na wątek, dasz się namówić?]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zdecydowanie! Zbieram podpisy żeby Gaiman napisał książkę tylko o nim :D
    Burza mózgów. Z racji, że Helcia mocno wycofana jest i z samotnością jej do twarzy, nie zaproponuję konkretnego powiązania :( Ale może na początek masz coś, na co by się nadała? :D]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zostałam namówiona, bo początkowo kogoś innego chciałam stworzyć, ale tak oto jednak powstała bajeczna różowatość :D I tobie dużo wątków życzę (może nie różowych), jak będę miała jakiś pomysł to się zgłoszę :)]

    Jej Wspaniałość i Niewidzialność

    OdpowiedzUsuń
  9. [Opcja z poznaniem w zaświatach bardziej do mnie przemawia, aktualnie jakoś ciężko widzę Helkę w relacjach towarzyskich, więc tak będzie zdecydowanie łatwiej. Z radością przyjmowała gości w swoim Królestwie, a sama też dużo podróżowała, więc o to można zaczepić. I myślę, że jakaś skomplikowana relacja nie ma sensu, Helka jest prosta jak drut, szuka przyjaciół mimo że nigdy się do tego nie przyzna. Ale potrzebuje ludzi w nowym świecie, żeby się jakoś odnaleźć. Co Ty na to?]

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jeśli duchy potrafią wychlać więcej czystego spirytusu niż pogańskie bożki...to już przybywam :D
    A tak poza tym to serio przybywam i o wątek zapytuję :) Bo Lucek z chęcią pozna jakiegoś ducha, chociażby i tylko po to żeby w razie czego wiedzieć że taki ktoś istnieje i funkcjonuje :D
    Mas może jakiś pomysł jak ich połączyć? Odwdzięczyłbym się jakimś zaczęciem]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  11. Wraz z zatrzaśnięciem się drzwi za Odynem wszystkie hamulce puściły. Raz jeszcze spojrzała na zdjęcia, które jej dostarczył. Nie chciała wierzyć w jego dobrą wolę i dbałość o jej dobro. Że nie może być dłużej z kimś, kto ją tak bezczelnie oszukuje.
    Ale wszystkie argumenty za spoczywały właśnie w jej dłoniach. Nie było żadnego argumentu przeciw. Nie było już miejsca na obronę. Nie było już miejsca, aby przyjąć kolejny cios, znów zepchnąć się do roli tej gorszej, która jest mimo wszystko i żyć dalej. Bo dzieci. Bo przeprosi. Bo wyjaśni.
    Nie chciała już słyszeć przeprosin. Nie chciała słuchać wyjaśnień. Zbyt wiele razy w niego wierzyła. Zbyt wiele dawała mu szans, aby i teraz przyjąć to z pokorą.
    Wyszarpnęła z szafy walizkę. Niedbale wyrzucała z półek do niej wszystkie swoje nędzne rzeczy. Zgarnęła z łazienki kosmetyki. Nie dostrzegła, gdy ekran jej komórki migał, zdradzając, że ktoś próbuje się do niej dodzwonić. Szczerze mówiąc, w tym momencie niewiele dostrzegała. Przez łzy i bolące, zapuchnięte oczy zawsze widziało się zdecydowanie gorzej.
    Zatrzasnęła wieko walizki i raz jeszcze spojrzała na zdjęcia leżące obok niej. Nie chciała ich. Tak jak nie chciała go. Już nigdy więcej.
    Wychodząc, zostawiła je na stole w salonie. Powinien wiedzieć, że ona wie. I powinien wiedzieć, że zmarnował ostatnią szansę z wielu, jakie mu dała.
    A teraz czas, aby wymazał ją ze swojego życia. Tak, jak ona to zrobi z nim.
    *
    Jeszcze ocierając łzy z policzków i siedząc w samochodzie, zastanawiała się, gdzie powinna pojechać. Czy na świecie było jeszcze bezpieczne miejsce, w którym mogłaby ukryć się przed mężczyzną, którego mimo wszystko nie potrafiła przestać kochać? Czy na świecie było jeszcze miejsce, w którym mogłaby ukryć się przed samą sobą i przed niszczącymi ją myślami, że to wszystko jej wina, bo nie jest dostatecznie dobrą żoną i kochanką?
    Na początku pomyślała o Woodbury. Towarzystwo Troi zawsze ją uspokajało. Jej zwierzęca przyjaciółka nie musiała umieć mówić, aby ją pocieszyć. Zabierała ją gdzieś daleko, między drzewa, w cudowne leśne miejsca, z daleka od świata.
    Ale Loki doskonale wiedział, że Woodbury to azyl Sigyn. Gdyby chciał jeszcze jej szukać i okłamywać ją dalej – znalazłby ją tam bez problemu.
    Później pomyślała o Narfim. Syn zawsze był pomocnym ramieniem swojej matki, zawsze trzymał z nią. Ale za wszelką cenę też starał się utrzymać rodziców razem. Już raz udało mu się połączyć na nowo zranioną matkę i skrzywdzonego ojca. A więc szybko by postanowił porozmawiać sobie z Lokim. A tego nie chciała.
    Dlatego udała się w trzecie miejsce, które przyszło jej na myśl. Frigg. Jej przyjaciółka od zawsze, wspierająca, kochająca, używająca swojej władzy dla niej – w zamian za nic. U niej spędziła noc. Ale przypomniała sobie, że ostatnim razem, po pierwszej zdradzie Lokiego, kryła się w jej pałacu. Dotarłby więc i tutaj.
    Na świecie była już tylko jedna osoba, która mogłaby dać jej poczucie bezpieczeństwa.
    Pociągnęła nosem raz jeszcze, nim stanęła przed drzwiami domku przy wodospadzie. Była pewna, że Wisakedjak doskonale wie, że może się jej spodziewać – i to od dłuższego czasu. Rdzenni bogowie działali na odrobinę innych zasadach i była w tym momencie szczęśliwa, że nie naraziła im się aż tak bardzo, by nie chcieli jej widywać.
    Uśmiechnęła się, gdy tylko pojawił się w drzwiach. Choć jej uśmiech nie wyrażał szczęścia, a raczej wysiłek przy robieniu dobrej miny do tragicznej gry, starała się.
    — Cześć, Jack – odezwała się i zamilkła na moment, gdy jej głos złamał się na koniec zdania. Potem spytała już tylko szeptem: - Mogę wejść?

    Sigyn, której jeszcze nie ma

    OdpowiedzUsuń