sobota, 5 sierpnia 2017

Ale jeśli nawet zginę, to przynajmniej będąc sobą

Narfi

Ledwie kilkanaście lat w Asgardzie, pośród bogów. Dziesiątki lat w Krainie Umarłych. I ponad tysiąc lat podążania ścieżkami indiańskich Duchów. Przebyłeś długą drogę. Z młodego boga ciemności zmieniłeś się w demona umarłych. Z demona umarłych stałeś się szamanem... Śmiejesz się z ironii losu, twój ojciec - Loki - niemal całe życie pragnął być bogiem. Ty będąc bogiem, pragniesz być częścią świata Duchów.
Przybycie do Ameryki było dla ciebie jak odrodzenie, jak ponowny powrót z krainy umarłych. Miejscowe Duchy szybko cię przyjęły i zaakceptowały. Pomogły ci uporać się z przeszłością, od której nie mogłeś się uwolnić. Nienawidziłeś własnego panteonu, po tym jak zmusili twego brata do zabójstwa, po tym jak bogowie wypruli z ciebie wnętrzności, jak zmienili twoje jelita w żelazne pęta dla twego ojca, po tym jak odmówili ci godnego pochówku... i jak stworzyli z ciebie upiora z podziemi. Nienawidziłeś ich nawet potem, gdy w przypływie łaskawości zwrócili ci dawne życie...
Indiańskie duchy nadały ci cel. Wtajemniczyły w swój świat, pozwoliły ci pozostać sobą i zajmować się tym co umiałeś najlepiej. Stałeś się szamanem, przewodnikiem dusz zmarłych, prowadzącym ich bezpiecznie pomiędzy światem ludzi i duchów. Uczyłeś się duchowych ścieżek z pokorą człowieka, a nie boga, godząc się, że zawsze będziesz kimś więcej niż śmiertelnicy, ale kimś mniej niż twoi nauczyciele - Duchy. I pokochałeś to nowe życie. Pokochałeś ten kraj - ziemię, która była święta i ludzi, którzy żyli ramię w ramię ze swoimi bogami. Musiałeś umrzeć i powrócić, żeby naprawdę być sobą, zacząć w pełni żyć i odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Witam z Narfim! Pierwszy raz stworzyłam postać z tak wielkim tłem historycznym, za co dziękuję Night Tear i Skipper. To też moja pierwsza tak dziwna postać. Od nordyckiego boga do indiańskiego szamana... Zobaczymy co z tego wyniknie. ;) Wizerunku użyczył Per Fredrik Åsly, zaś wszystkie cytaty są autorstwa Neila Gaimana. Kontakt gg - 49318386. Poszukujemy dziewczyny szamana! 
WALCZĘ!

25 komentarzy:

  1. [Najcudowniejszy ♥ Tyle czasu było, a tu nie wymyślone nic poza rzucaniem talerzami :D Trzeba nadrobić.]

    Siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dobra, mam nadzieję, że jakoś ujdzie :D]

    -Narfi, do cholery! Miałeś być godzinę temu, oddzwoń! –warknęła w stronę telefonu zatkniętego między ramieniem, a policzkiem. Ręce zajęte miała stertą papierów, a na dodatek biodrem popychała wózek inwalidzki, który ktoś zostawił przed budynkiem. Od tygodni powtarzała mu o cholernej dostawie cholernego sprzętu, a on od tygodni obiecywał, że jej w tym pomoże. A teraz, kiedy przed budynkiem Harmony stanęło kilka ciężarówek, ona została sama.
    Starała się nie denerwować, przecież uwielbiała tą pracę, nawet jeśli niekoniecznie przemawiała do niej papierkowa robota. Uwielbiała swoje małe królestwo i nic, nawet otyli i mocno już zdenerwowani kierowcy ciężarówek czy nadzwyczaj pobudzeni pensjonariusze, nie sprawią że zmieni zdanie. A bratu się oberwie, kiedy w końcu postanowi się do niej odezwać.
    Wydawało jej się, że całą wieczność zajęło jej katalogowanie nowego sprzętu, przydzielanie do odpowiednich pokoi i uprzątnięcie sterty dokumentów, która przez ten czas uzbierała się na jej biurku. Przez chwilę nawet pomyślała, że jest zbyt późno na powrót do domu, że za kilka godzin znów musi tu wrócić, więc mogłaby zostać, znów przespać się na niewygodnej kanapie w swoim gabinecie. W końcu jej psiaki były tu z nią, a w domu nie czekał nikt, do kogo warto było wracać.
    Postanowiła jednak, że gorąca kąpiel jest bardziej przekonująca niż szybki prysznic, więc spakowała Bestię i Chaosa do samochodu i ruszyła do domu. Ostatnie czego się spodziewała to zapalone światła. Była prawie pewna, że rano nawet ich nie używała, więc odpowiedź mogła być tylko jedna.
    Jeszcze nigdy nie otworzyła drzwi frontowych z takim hukiem. Miała gdzieś, że klamka obije ścianę, liczyło się tylko to, żeby ukochany braciszek jak najszybciej zrozumiał w jakim jest humorze. Zmęczona, zdenerwowana i zawiedziona. Mieszanka wręcz mordercza dla wszystkich w otoczeniu Hel. Nawet psiaki bez namysłu wbiegły po schodach, by znaleźć się jak najdalej od rozpoczynającego się kataklizmu.
    Jednak nie odezwała się. Stanęła jedynie w progu i utkwiła mordercze spojrzenie w siedzącym na kanapie mężczyźnie.

    Przyszła bratobójczyni

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie naszego szamana. :)
    Świetnie napisana karta i historia. Trzymam kciuki by eksperyment Ci się udał i by dobrze prowadziło Ci się Narfiego. No i dziękuję za dedykację. <3 Jak tylko pojawi się tatuś zapraszam na obowiązkowy wątek!
    Życzę dużo dobrej zabawy i samych ciekawych wątków. (No i nie rozrabiajcie za bardzo z Helką!)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  4. [Warto było poczekać, bo postać jest genialna. :) Świetnie rozpisana historia i bardzo niebanalny pomysł. Zapraszam w takim razie z przyjemnością na wątek.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  5. [Mój cudowny syn już jest! Jak mogłabym go nie powitać! <3
    Doskonale wiesz, jak bardzo chwalę postać Narfiego, więc nie pozostaje mi tylko nic innego jak... obiecać, że nam zacznę. Gdy tylko się pojawię. :D]

    best mommy ever

    OdpowiedzUsuń
  6. [bo ja juz zawsze tak mam i nic na to nie poradze niestety >.<
    Ja zawsze mam chec, gorzej z pomyslami no ale dla chcacego nic trudnego ;)

    Burza mozgow, spotkali sie sporadycznie po znajomosci albo tez wpadla mu pod reke wizytowka i wpadlby z pilna sprawa albo i zapytaniem delikatnej natury? ]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  7. [Raczej jeśli nie będzie go wkurwiać, to Maniek go polubi. Masz pomysły lub chęci na coś konkretnego?]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  8. [Przybyłam do wspaniałego Narfiego! Kryterium wyboru było właśnie powiązanie z indiańskimi duchami, dzięki czemu pewnie łatwiej będzie jakoś nawiązać relacje między nim a Dziewanną – w końcu ona była dwieście lat kobietą samego Wilka. : D Co prawda, pomysłu nie mam sklarowanego – również przez zachwyt nad Twoją kartą i rozbudowanymi, estetycznymi zakładkami, które cieszą moje serce i oczy – ale jestem pewna, że wspólnie coś wymyślimy. (; Hej, cześć!, dzięki za powitanie!]

    ANNA Dziewanna CARTER

    OdpowiedzUsuń
  9. To zaczynało ją już przerastać.
    Zaczęło się tak, jak zwykle. A ona nawet nie zwróciła uwagi, zajęta problemami syna, który zaangażował się aż za bardzo w walkę o prawa Indian. Nie zwróciła uwagi, że w tym czasie Loki też był czymś zajęty – czymś zupełnie innym, z kimś zupełnie innym. Z kimś, od kogo powinien trzymać się z daleka za to, co im zrobił.
    Dopiero niedawno to zauważyła. Loki coraz częściej nie wracał na noc. Znikał na całe dnie, bywał z nią jedynie przelotnie. I wtedy był kochany, jakby chciał jej wynagrodzić aż za bardzo to, że go nie ma. Tym bardziej ją to niepokoiło. Znała go aż zbyt dobrze.
    Coś było nie tak. I być może złe doświadczenia sprzed tysiąca lat podpowiadały jej tylko jedną, jedyną słuszną odpowiedź na stawiane przez nią pytania.
    Nie chciała w to uwierzyć. Ale nie chciała też uwierzyć w romans z olbrzymką. Nie chciała też uwierzyć w romans ze Skadi. A jednak… Jednak to wszystko było prawdziwe.
    Czy i tym razem to, w co tak bardzo nie chce wierzyć, okaże się prawdą…?
    Usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Obok niej stała szeroko otwarta szafa. Nie było w niej nic, na co Sigyn chciałaby zwrócić swoją uwagę. Tak szczerze mówiąc, nie chciała nawet zwracać uwagi na to, że została zaproszona na elegancką imprezę jednego ze współpracowników z oddziału chirurgicznego. Z osobą towarzyszącą, której nie będzie miała. W sukience, której nie ma.
    Czy nie łatwiej byłoby po prostu odmówić…?
    Położyła się na łóżku, wtuliła twarz w miękką poduszkę i zamknęła oczy. Może w ten sposób odetnie się od coraz bardziej przytłaczającej ją rzeczywistości. Może za moment obudzi się i okaże się, że to wszystko było tylko złym snem, a obok niej jest mężczyzna, którego kochała przez całe swoje życie. I nie ma między nimi żadnych tajemnic, kłamstw, oszustw i nieszczerych, słodkich słówek…
    Za moment jednak telefon zawibrował. Jej wargi zadrżały, gdy odczytała wiadomość. Od Lokiego.
    Nie wrócę na noc. Przepraszam.
    Odłożyła telefon na bok i nie była już w stanie zapanować nad łzami, które nagle napłynęły do jej oczu. Skuliła się, przyciągając kolana do siebie. Patrzyła na ciemny korytarz, gdy jej wzrok zasnuwany był przez mgłę spowodowaną przez łzy. Przez kilkadziesiąt minut w pustym, ciemnym domu było słychać tylko łkanie nieszczęśliwej kobiety.
    Miała już zamiar podnieść się i poszukać butelki wina, gdy przypomniała sobie, że ostatnią, pustą, wyrzuciła dwa dni temu. Miała kupić następne… ale pochłonęła ją praca.
    Zerknęła raz jeszcze na telefon. Gdyby tylko na świecie był ktoś, kto byłby w stanie jej pomóc. Przytulić i powiedzieć, że wszystko jest w porządku, na pewno wszystko się wyjaśni. Gdyby tylko…
    Sięgnęła po komórkę i zanim zdążyła sobie uświadomić, że jej głos wciąż będzie zdradzał to, że przed momentem płakała, wybrała numer do Narfiego. Jedynej osoby, która teraz mogła jej pomóc. Z którą chciałaby teraz przebywać.
    Odetchnęła cicho, gdy usłyszała jego ciepły głos po drugiej stronie.
    — Cześć, synku… umm… pomyślałam…
    Właśnie, co pomyślała?
    Co ona mu niby powie? Że ojciec nie wraca na noc, że prawdopodobnie znowu ją zdradza i to od dobrych kilku miesięcy, jeśli nie lat?
    Wtedy zerknęła na otwartą szafę.
    — Pomyślałam czy nie znalazłbyś trochę czasu, aby mi pomóc… w zakupach.

    mama, której jeszcze nie ma, ale daje czas na sklecenie odpisu do jej przybycia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Byłej kochanki ojca, jak jeszcze nie miał swojej żony!
    Cześć :)
    Croma zostawię sobie dla Ostary, zaraz też odpiszę pod jego kartą. Za to z Narfim napisałabym coś albo z Sif, albo z Instagramem, którego na dniach dodam. I tu i tu wyszłoby ciekawie, bo skoro Narfi mieszka z Hel (tak słyszałam) to pewnie natknie się na Instagrama nie raz i nie dwa :)]

    Sif

    OdpowiedzUsuń
  11. [Również się cieszę i już nie mogę doczekać wątku z synkiem. <3]

    - Tata

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jak się o nią Narfi postara, to może uda mu się zdobyć jej serce ♥]

    Spadająca Gwiazda

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć! Dziękuję za tak miłe słowa pod kartą (; Skoro Narfi by ją uwielbiał to poszłabym w kierunku jakiegoś romansu, ale chyba ma już miłostkę więc może coś innego. Kiepsko u mnie dzisiaj z pomysłami, więc proponuję burzę mózgów ;D]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  14. Wyszeptała cichutkie podziękowanie, nim się rozłączyła. Niemal natychmiast zerwała się z łóżka – o wiele zbyt szybko. Na moment całkowicie ją zamroczyło i gdyby ręką nie znalazła oparcia w ścianie, mogłoby się to różnie skończyć. Zamknęła oczy na dłuższą chwilę, a gdy je otworzyła, już wszystko było w porządku.
    Jednak nie wszystko.
    Zamknęła po drodze szeroko otwartą szafę i weszła do łazienki. Wyglądała tragicznie. Zapuchnięte oczy, zaczerwieniona skóra… Westchnęła cicho, gdy odkręcała wodę, by przemyć nią twarz. Musiała to wszystko zatuszować. Musiała pokazać, że jest silna. Nie może wiecznie obarczać syna własnymi problemami. To ona była jego matką, ona powinna pomagać jemu.
    Więc po prostu pójdą razem na zakupy. To nic wielkiego. Tak, jak rodziny czasem chadzają do sklepów. Pójdą razem na zakupy – i to wszystko. A ona… ona czerpać będzie siłę z samego towarzystwa Narfiego. Z samego poczucia, że ma przy sobie kogoś, kto ją zawsze będzie kochał.
    Tak. Tak właśnie zrobi.
    Spojrzała w lustro tuż po tym, jak otarła twarz z wody i skrzywiła się. I ona naprawdę dziwiła się, że Loki sobie znalazł kogoś lepszego? Każda byłaby lepsza od… tego.
    Ale musiała zepchnąć te problemy na dalszy plan. Nie wiedziała, ile czasu zajmie Narfiemu dojazd, a nie może zobaczyć jej w takim stanie. Otworzyła szafkę, w której trzymała… kosmetyki. Zwykle ich nie używała, bo twierdziła, że jej nic już pomóc nie może.
    Jej może nie. Ale jej oczom…
    Nałożyła pod dolną powiekę korektor, następnie obrysowała kredką kontury oka. Przynajmniej próbowała ukryć, że coś było nie tak. Z mieszanymi uczuciami stwierdziła, że tak może być.
    Zdążyła jeszcze powrzucać kilka niezbędnych rzeczy do torby, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Bardzo szybko udało mu się przyjechać. Albo to ona bardzo długo sterczała w łazience jak kołek. Natychmiast przeszła z sypialni przez korytarz i otworzyła drzwi.
    Nie zdążyła nic powiedzieć, choćby drgnąć, gdy ciepłe ramiona Narfiego oplotły ją, a syn wtulił jej głowę w swoje ramię. Już wiedział.
    Oczywiście, że wiedział, idiotko. Przecież prawie mu płakałaś do słuchawki.
    Odetchnęła cicho i uśmiechnęła się lekko, gdy usłyszała jego słowa. Kochany Narfi. Zawsze tak dobrze wyczuwał, czego potrzebowała. Co chciała usłyszeć… Zamknęła na moment oczy, aby zaraz przypomnieć sobie, pod jakim pretekstem w ogóle do niego zadzwoniła.
    Wysunęła się delikatnie z jego objęć i pogładziła po policzku z uśmiechem.
    Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do tego, że jej syn jest już dorosły. Że jej synek nie jest już synkiem, a dojrzałym mężczyzną, który sam wybiera ścieżki swojego życia. A jednocześnie wciąż pamięta o matce. Wciąż znajduje dla niej czas…
    Chociaż podjął w życiu decyzje, które potępiała, i tak była dumna z tego, kim jest. Najważniejsze, że był szczęśliwy.
    — Zaraz przyjdę do samochodu, wezmę tylko torebkę, dobrze? – i zniknęła za drzwiami. Za moment, po zamknięciu drzwi frontowych, siedziała już na przednim siedzeniu obok syna. – Dostałam zaproszenie od… znajomego z pracy. Urządza eleganckie przyjęcie, a ja... w mojej szafie są tylko swetry, legginsy i jakieś brzydkie sukienki, które muszę wyrzucić. – Musi. W końcu i tak od dawna w sukienkach nie chodziła. – Cieszę się, że znalazłeś czas dla starej matki – dodała, zerkając na niego z uśmiechem.

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  15. Uśmiechnęła się na jego słowa. Fakt. Dziecięce rysy twarzy, których szczerze nienawidziła, sprawiały, że wyglądała bardzo młodo – jak młodsza siostra własnych synów. Zdecydowanie bardziej wolała wyglądać bardziej kobieco niż dziewczęco. Wśród tych wszystkich piękności czuła się jak monstrum rodem z najgłębszych czeluści piekieł.
    Albo jak… jak dziecko. Czasem miała wrażenie, że ludzie właśnie tak ją traktują – jak niesforną dziewczynkę, której trzeba pomóc. A przecież była dojrzałą kobietą, która ma dwójkę dorosłych synów.
    Kolejne słowa sprawiły, że jej wargi zadrżały. To, co się działo między nimi tak dawno temu… często do niej powracało. Sigyn nie potrafiła wybaczać przewinień, które naprawdę ją raniły. Jednak znacznie większy problem miała z wybaczaniem sobie samej – każdy błąd wracał i dręczył ją w najmniej odpowiednim momencie. A ona nie broniła się, przyjmowała to jako własną pokutę za nierozważne decyzje. Wierzyła, że w stu procentach zasługiwała na zły los, który ją spotykał.
    Dlatego też nic nie odpowiedziała na słowa Narfiego, po prostu odwróciła głowę w stronę szyby. Dopiero gdy syn odezwał się znów, spojrzała na niego i wysiliła się na lekki uśmiech.
    — Wiesz, jak to jest, kochanie. Praca i dyżury, praca i wyjazdy, praca i konferencje, praca i… tata…
    Na moment zamilkła po raz kolejny, aby zaraz westchnąć ciężko i spojrzeć na niego. Z Lokim nie układało jej się zbyt dobrze – a Narfi wiedział o tym lepiej niż jego młodszy brat. Związek z bogiem kłamstw był niemałym wyzwaniem, ale Sigyn chciała podejmować je wciąż i wciąż. Na nowo. Każdego dnia.
    Gdyby tylko Loki dawał jej taką szansę i czasem po prostu był…
    — Ale naprawdę postaram się wpaść do rezerwatu. A poza tym, jeśli kiedyś będę ci potrzebna… wystarczy, że do mnie napiszesz – dodała z ciepłym uśmiechem, po czym pchnęła drzwi od samochodu i wysiadła, zerkając od razu w stronę centrum handlowego.
    Kolejny koszmar przed nią…
    — Chodź, chodź, nie grzeb się tak. Mamy mnóstwo sklepów do odwiedzenia – dodała z entuzjazmem, w który ona sama nie wierzyła.

    mama

    OdpowiedzUsuń
  16. [Z opóźnieniem, ale witam bardzo serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe słowa. Sama jestem pod wielkim wrażeniem Twoich postaci, a zwłaszcza Narfiego. Niesamowity i szalony pomysł. Chętnie spróbowałabym wątku z Narfim i Odynem (chociaż skoro Narfi to szaman to chyba lepiej dogadałby się z moim Narkotykiem). Zapraszam na burzę mózgów. :)]

    Odyn / Narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  17. [Szamańskie klimaty zawsze w cenie. : D Może w przeszłości byliby przyjaciółmi i utrzymywali sporadyczny kontakt do dnia dzisiejszego? Więc może jakieś przyjęcie, imprezę w rezerwacie Indian? : D Co Ty na to?]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć, Narfi! Przychodzę po ten proponowany wątek.]

    Śmierć

    OdpowiedzUsuń
  19. Nic na świecie nie działo się bez celu. Wszystko, każde jedno zdarzenie, miało jakiś większy sens, przyporządkowane miejsce, aby poprowadzić do następnego punktu w życiu. Ludzie nie zawsze to rozumieli. Nie zawsze chcieli to zrozumieć – dopóki byli szczęśliwi, wszystko było w jak największym porządku. Gdy zaczynali być nieszczęśliwi – nie myśleli, że to ma jakiś większy sens dla ogółu, myśleli wyłącznie o sobie. To było tak bardzo typowe dla białego człowieka. Potrafiła wyczytać to z ich snów, gdy pojawili się na tych ziemiach.
    Ich bogowie wcale nie byli lepsi.
    A jednak w całej tej plątaninie bezmyślnych egoistów dostrzegła kiedyś iskierkę. Do jednej z wiosek Indian przybyli wtedy biali bogowie, którzy, o dziwo, nie chcieli walczyć, a potrzebowali schronienia. Jej ludzie byli dobrzy i wyrozumiali, udzielili im go. Przyglądała się im wtedy uważnie, obserwując kres rodzinnego dramatu. Widziała w nich zbyt wiele traumatycznych przeżyć nawet jak na bogów. Lecz tylko jeden z nich zainteresował ją najbardziej.
    Dziś chłopiec, który raz już przeszedł przez śmierć, spał w domku poza granicami wioski. Dziś ten chłopiec nie był już tylko chłopcem, a młodym mężczyzną, który pozwolił jej się poprowadzić przez najtrudniejszą i najbardziej bolesną ze ścieżek. Zaufał jej – a w zamian za zaufanie otrzymał od niej dar, który będzie w stanie utrzymać go przy życiu.
    Mówiła mu, że nie będzie łatwo. Będzie bardzo cierpiał i będzie bardzo bolało, gdy zdecyduje się faktycznie wkroczyć na tę ścieżkę. Ale jeśli faktycznie pragnął tego, o czym ona mu opowiadała, wpierw musiał rozliczyć się z tym, co było – aby pełnić na nowo swój obowiązek. I to nawet nie było dobrem dla ludzi, było dobrem dla niego. Gdyby dalej żył przeszłością – raniłby się o wiele bardziej i głębiej, niż gdyby raz jeszcze przeszedł przez całe swoje życie – i zostawił je za sobą.
    Towarzyszyła mu podczas tej wędrówki. Nie opuściła go podczas bolesnych wizji. Do niej dołączył również i jej mąż – i tak zobaczyć mógł bizona o sierści i białej, i brązowej, choć był to nów. Podczas nowiu była najsłabsza, ale nów był najlepszym momentem, aby zacząć. Uznała, że była mu to winna. On poświęcił siebie i podążył za nią. Ona mogła poświęcić więc swoje strzępki sił i towarzyszyć mu, wspierając się na sile własnego męża.
    Tej nocy księżyc zaczynał rosnąć. Siły do niej wracały, choć nie tak intensywnie jak zazwyczaj. Ale to nic. Była szczęśliwa. Była szczęśliwa, bo udało mu się przejść męczącą inicjację i wytrwał. Była szczęśliwa i dumna.
    Dlatego postanowiła, że to już czas – prowadzić go nie tylko we snach, ale również pozwolić poznać się na jawie.
    Sny rządziły się własnymi prawami i własną logiką. I nie trzeba było nad nimi rozważać – w nich wszystko było tak oczywiste i naturalne. Najmniejszym zmartwieniem więc było, że we śnie zamiast księżyca rosnącego była pełnia. Nie było w tym nic dziwnego.
    Tak jak nie było niczego dziwnego w tym, że tak naprawdę nie był to księżyc – a głowa białego bizona, którego poświata sprawiała tylko wrażenie księżyca. W tym również nie było nic dziwnego – tak jak i w tym, że głowa zwierzęcia przylegała do tułowia czerwonej kobiety. A gdy kobieta wyciągnęła rękę – sen się skończył.
    Dostrzegła, jak powoli unoszą się jego powieki i jak ledwo przytomnie jeszcze stara się powrócić do rzeczywistości. Gdy dostrzegła na jego twarzy pełną świadomość i szczyptę zdumienia, uśmiechnęła się do niego. Uśmiech ten był ciepły, pełny matczynej miłości, dodający otuchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz pierwszy pozwoliła mu się zobaczyć w swojej ludzkiej formie. Coś, co wyróżniać ją mogło spośród pozostałych Indianek – to blizny na twarzy. Cieniutkie kreski biegły w poprzek jej policzków – jedne dłuższe, drugie krótsze, inne sięgały nawet odrobinę nad łukiem brwiowym kobiety. Nic więcej.
      Widział ją po raz pierwszy – a mimo wszystko wiedziała, że zdawał sobie doskonale sprawę z tego, kim tak naprawdę jest.
      — Jestem z ciebie dumna, Narfi. – Jej głos był spokojny i łagodny. W potrzebach mógł nieść ukojenie, mógł zapewniać spokój. – Przeszedłeś bardzo bolesną wędrówkę. Byłeś dzielny i silny. Jestem z ciebie dumna.
      Teraz… teraz Narfi będzie już tylko silniejszy. Wiedziała to. Nie mogło być inaczej.

      [Dziękuję pięknie za miłe słowa. Cieszę się, że Księżyc wypadła tak dobrze - i spieszę z odpisem. Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam. :3]
      Księżyc

      Usuń
  20. Życie na Alasce było spokojne. Niezależnie od tego czy chodziło o zwyczajne ludzkie sprawy czy o wojnę bogów. Nowi bogowie pojawiali się i znikali, ale tak niewielu z nich docierało na Alaskę. Owszem w dużych miastach, a przynajmniej kilku, postęp zdobywał ludzkie serca. Na dłuższą metę jednak Alaska rządziła się własnymi prawami. Ludzie od wieków przybywali tu w poszukiwaniu bogactw – cennych złóż minerałów, złota czy ropy... A potem, prędzej czy później, wszyscy przegrywali z dziką, niegościnną naturą. Z przestrzeniami, dziczą przez którą nie potrafiły przebić się sygnały telefonów, gdzie nie sięgała globalna sieć i zimą, która potrafiła pokonać delikatne zdobycze cywilizacji. Życie tutaj było proste, łatwiejsze, nawet jeśli pozory wydawały się zgoła inne. Tu wszystko wyglądało nieco inaczej. Jeśli Ameryka nie była dobrym krajem dla bogów, to Alaska była chyba najgorszym miejscem w całej Ameryce. Tu nie było bogów. Jeśli jacyś już się pojawili, uciekali stąd szybciej niż szczury z płonącego okrętu. Nawet indiańskie duchy nie zaglądały tu często. Być może właśnie dlatego Vali czuł się tu lepiej niż gdziekolwiek na południu. Te ziemie należały do Inuitów, a inni Indianie nie byli tutaj zbyt liczni. Animistyczny świat Inuitów co prawda rządzony był przez szamanów, ci jednak nie byli tak radykalni, jak szamani z południa. Być może było tak, a nie inaczej, ponieważ życie na Alasce wymagało bardzo wielu kompromisów, jeśli pragnęło się przeżyć.
    Wiele lat temu Vali miał nadzieję, że odnajdzie tu spokój i całkowite zapomnienie. Nigdy nie szukał sposobów by jakoś przechytrzyć los. Nie potrzebował wiary i modlitw. Nie potrzebował też zmian, jak jego starszy brat. Prawdę mówiąc miał nadzieję, że z biegiem lat przeminie. Nigdy nie mówił tego rodzinie, ale chyba nie potrafił tak jak oni walczyć o szczęście. Tym bardziej, że byłaby to również ciągła walka z szaleństwem i czymś jeszcze... Z biegiem lat Vali coraz częściej dochodził do wniosku, że wbrew temu, co słyszał przez niemal siedem stuleci wcale nie chce walczyć ze swoją naturą. Tym bardziej, gdy po latach zaczął poznawać innych, podobnych sobie, nabierał wręcz przekonania, że dość już wewnętrznej walki. Pora nauczy się żyć w zgodzie z samym sobą, zaakceptować swoje „przekleństwo” albo raz na zawsze odejść w zapomnienie.
    Całe wieki pośród Indian wpoiły mu przekonanie, że to kim jest to coś złego. Dopiero po wielu latach, w spokojnym otoczeniu alaskańskiej dziczy Vali zaczął się zastanawiać. Tutejsi Skinwalkerzy niewiele różnili się od úlfheðnar. Jedyną różnicą było to, że skinwalkerzy byli czarownikami, a úlfheðnar – wojownikami. Cała reszta była tak bardzo podobna. Zdolności, szaleństwo, sposób życia... nawet dziwaczna zdolność przejmowania nie swojej skóry. Im bardziej rozmyślał nad tym, tym do dziwniejszych wniosków dochodził. Minęło jednak wiele lat nim odważył się wykonać pierwszy krok, by zaakceptować samego siebie. W starym kraju magia była źle postrzegana. W nowym, magia skinwalkerów uważana była za coś złego. To było tabu. Kolejne tabu stojące pomiędzy Valim i jego starszym bratem. Gdy Narfi został szamanem, przepaść jaka do tej pory ich dzieliła stała się jeszcze większa. Nie chodziło już jedynie o przeszłość i wyrzuty sumienia. Teraz było jeszcze tabu narzucone przez duchy, które były dla Narfiego jak rodzina. Vali goryczą twierdził czasem, że jego brat przedkłada bycie marionetką duchów, ponad własną rodzinę. W takich chwilach Narfi w złości potrafił powiedzieć, że Vali, jak każdy skinwalker nie potrafi szanować duchów. Odpowiadał wówczas bratu, że odkąd zaangażował się w bycie szamanem, nie ma już własnego zdania, a jedynie bezmyślnie powtarza to, co każą mu duchy. I tak to się kończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oddalali się od siebie coraz bardziej. Nie miał pojęcia czy rodzice coś wiedzieli. Ojciec, nawet w najlepszych chwilach trzymał pewien dystans od indiańskich duchów, był też o wiele bardziej gotowy buntować się, w obronie młodszego z synów, gdy tylko wyczuwał, że coś było nie tak. Matka z kolei zżyła się z tym światem, podobnie mocno jak ze swoim starszym synem. Vali miał wrażenie, że czasem czuła, że coś jest nie tak, ale wolała uspokajać i łagodzić napięcia niż buntować się wobec swoich indiańskich przyjaciół. Vali nie wiedział co o tym myśleć, najchętniej w ogóle nie martwiłby rodziny. Dlatego, kiedy nadarzyła się okazja – wybrał samotność.
      Na Alasce pierwszy raz poznał innego skinwalkera i jego historię. Równie tragiczną, pełną rodzinnych dramatów i bólu. Polubił go i otworzył się na świat, który tamten mu pokazał. Pierwszy raz od wieków spróbował magii. W końcu jako syn bogini i czarownika powinien był posiadać choć minimalne zdolności... I tak było. Początkowo Vali wciąż myślał o Narfim, o tym co brat by powiedział. Czy rodzice nie będą mieć mu za złe, jeśli dowiedzą się, czym się zajmuje. Z czasem wyrzuty zaczęły powoli słabnąć, kiedy zaczął dostrzegać, że łatwiej przychodzi mu zachować spokój ducha i kontrolę nad szaleństwem, jeśli żyje bardziej w zgodzie ze sobą. Po raz kolejny Alaska okazała się idealnym miejscem ucieczki. Samotność i wielkie przestrzenie, pozwalały unikać ryzyka, że stanie się coś złego. A potem wszystko zaczęło się układać.
      Najpierw zaczął pomagać zwierzętom, głównie psom, okolicznych mieszkańców. Aż pewnego dnia grupka myśliwych poprosiła go o pomoc. Jednego z nich ciężko ranił niedźwiedź, a w żadnym z okolicznych miasteczek nie było lekarza, a przynajmniej innego niż miejscowy szaman. Myśliwy twierdził, że skoro Vali był w stanie opatrzyć rannego psa, to ranny człowiek nie powinien być dla niego problemem. I miał rację. Potem wszystko potoczyło się momentalnie. Dziś był „lekarzem” i cieszył się sporą popularnością zarówno w miasteczku, jak i okolicznych wioskach. Czasem korzystał z umiejętności skinwalkerów, dla których przebycie 200 mil w ciągu jednego wieczora nie było wielkim wysiłkiem. Często docierał w ten sposób do najbardziej oddalonych i zapomnianych przez świat wiosek. Przekonał się wówczas, że świat indiańskich duchów się myli i można robić coś dobrego bez względu na to, kim się jest. Dziś Vali miał już nawet swój mały gabinet w miasteczku, gdzie mógł czuć się jak doktor z prawdziwego zdarzenia. Coraz częściej przyznawał sam przed sobą, że było mu tu całkiem dobrze i w pewnym sensie był może nawet „szczęśliwy”. To skomplikowane...
      Był właśnie wieczór. Pora by zamknąć gabinet i wracać do domku w lesie. Vali z pewną ulgą myślał o powrocie do cudownej samotni, gdzie ciszę zakłócało jedynie nocne wycie wilków lub pohukiwanie sów. Odgłosy natury, nocy. Nie spodziewał się o tej porze nikogo. Tym bardziej zaskoczył go widok postaci, czekającej przed gabinetem. Narfi...
      Vali nie pamiętał ile to już lat minęło od ich ostatniego spotkania. Nie miał również pojęcia skąd brat wiedział, gdzie powinien go szukać, jak tu się znalazł, ani po co właściwie tu przyjechał. Tęsknił? Czy może tak kazały mu jego duchy?

      Usuń
    2. – Co tu robisz Narfi? – zapytał Vali cicho, nie patrząc nawet na brata. Całą uwagę poświęcał kluczom i kłódce oraz temu by zamknąć gabinet, chociaż i tak nikt by się tutaj nie włamał. P prostu chciał zająć się czymkolwiek byle tylko nie patrzeć na brata. Chyba wciąż nie czuł się na tyle dobrze i swobodnie w towarzystwie Narfiego, by zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Pewnie każdy normalny brat uściskałby dawno nie widzianego brata, powiedział coś odpowiedniego i zaprosił do siebie. Vali wolał milczeć i poczekać, aż to starszy brat zrobi pierwszy krok. Jeśli przyjechał tu sam z siebie, bo tęsknił lub się martwił... to wszystko będzie dobrze. Ale jeśli chodziło o cokolwiek innego, Vali nie chciał przezywać kolejnego bolesnego rozczarowania. Było ich zbyt wiele przez te wszystkie lata. W końcu podniósł pytające spojrzenie na brata, w napięciu wyczekując jego odpowiedzi czy jakiegokolwiek gestu z jego strony.

      Braciszek

      Usuń
  21. [Cześć, przychodzę na dramę, bo dramy nigdy dosyć! :D]

    Eros

    OdpowiedzUsuń
  22. [Właściwie bardzo lubię wcześniejsze powiązania, więc chętnie wezmę panom coś z przeszłości. Eros się w Ameryce pojawił gdzieś tak pod koniec lat trzydziestych XX wieku, jeśli Ci to pasuje, to ja się bardzo na pokręconą relację piszę! :D A jak nie, to i tak coś wymyślimy, o.]

    Eros

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.