sobota, 5 sierpnia 2017

Ale jeśli nawet zginę, to przynajmniej będąc sobą

Narfi

Ledwie kilkanaście lat w Asgardzie, pośród bogów. Dziesiątki lat w Krainie Umarłych. I ponad tysiąc lat podążania ścieżkami indiańskich Duchów. Przebyłeś długą drogę. Z młodego boga ciemności zmieniłeś się w demona umarłych. Z demona umarłych stałeś się szamanem... Śmiejesz się z ironii losu, twój ojciec - Loki - niemal całe życie pragnął być bogiem. Ty będąc bogiem, pragniesz być częścią świata Duchów.
Przybycie do Ameryki było dla ciebie jak odrodzenie, jak ponowny powrót z krainy umarłych. Miejscowe Duchy szybko cię przyjęły i zaakceptowały. Pomogły ci uporać się z przeszłością, od której nie mogłeś się uwolnić. Nienawidziłeś własnego panteonu, po tym jak zmusili twego brata do zabójstwa, po tym jak bogowie wypruli z ciebie wnętrzności, jak zmienili twoje jelita w żelazne pęta dla twego ojca, po tym jak odmówili ci godnego pochówku... i jak stworzyli z ciebie upiora z podziemi. Nienawidziłeś ich nawet potem, gdy w przypływie łaskawości zwrócili ci dawne życie...
Indiańskie duchy nadały ci cel. Wtajemniczyły w swój świat, pozwoliły ci pozostać sobą i zajmować się tym co umiałeś najlepiej. Stałeś się szamanem, przewodnikiem dusz zmarłych, prowadzącym ich bezpiecznie pomiędzy światem ludzi i duchów. Uczyłeś się duchowych ścieżek z pokorą człowieka, a nie boga, godząc się, że zawsze będziesz kimś więcej niż śmiertelnicy, ale kimś mniej niż twoi nauczyciele - Duchy. I pokochałeś to nowe życie. Pokochałeś ten kraj - ziemię, która była święta i ludzi, którzy żyli ramię w ramię ze swoimi bogami. Musiałeś umrzeć i powrócić, żeby naprawdę być sobą, zacząć w pełni żyć i odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Witam z Narfim! Pierwszy raz stworzyłam postać z tak wielkim tłem historycznym, za co dziękuję Night Tear i Skipper. To też moja pierwsza tak dziwna postać. Od nordyckiego boga do indiańskiego szamana... Zobaczymy co z tego wyniknie. ;) Wizerunku użyczył Per Fredrik Åsly, zaś wszystkie cytaty są autorstwa Neila Gaimana. Kontakt gg - 49318386. Poszukujemy dziewczyny szamana! 
WALCZĘ!

20 komentarzy:

  1. [Najcudowniejszy ♥ Tyle czasu było, a tu nie wymyślone nic poza rzucaniem talerzami :D Trzeba nadrobić.]

    Siostrzyczka

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dobra, mam nadzieję, że jakoś ujdzie :D]

    -Narfi, do cholery! Miałeś być godzinę temu, oddzwoń! –warknęła w stronę telefonu zatkniętego między ramieniem, a policzkiem. Ręce zajęte miała stertą papierów, a na dodatek biodrem popychała wózek inwalidzki, który ktoś zostawił przed budynkiem. Od tygodni powtarzała mu o cholernej dostawie cholernego sprzętu, a on od tygodni obiecywał, że jej w tym pomoże. A teraz, kiedy przed budynkiem Harmony stanęło kilka ciężarówek, ona została sama.
    Starała się nie denerwować, przecież uwielbiała tą pracę, nawet jeśli niekoniecznie przemawiała do niej papierkowa robota. Uwielbiała swoje małe królestwo i nic, nawet otyli i mocno już zdenerwowani kierowcy ciężarówek czy nadzwyczaj pobudzeni pensjonariusze, nie sprawią że zmieni zdanie. A bratu się oberwie, kiedy w końcu postanowi się do niej odezwać.
    Wydawało jej się, że całą wieczność zajęło jej katalogowanie nowego sprzętu, przydzielanie do odpowiednich pokoi i uprzątnięcie sterty dokumentów, która przez ten czas uzbierała się na jej biurku. Przez chwilę nawet pomyślała, że jest zbyt późno na powrót do domu, że za kilka godzin znów musi tu wrócić, więc mogłaby zostać, znów przespać się na niewygodnej kanapie w swoim gabinecie. W końcu jej psiaki były tu z nią, a w domu nie czekał nikt, do kogo warto było wracać.
    Postanowiła jednak, że gorąca kąpiel jest bardziej przekonująca niż szybki prysznic, więc spakowała Bestię i Chaosa do samochodu i ruszyła do domu. Ostatnie czego się spodziewała to zapalone światła. Była prawie pewna, że rano nawet ich nie używała, więc odpowiedź mogła być tylko jedna.
    Jeszcze nigdy nie otworzyła drzwi frontowych z takim hukiem. Miała gdzieś, że klamka obije ścianę, liczyło się tylko to, żeby ukochany braciszek jak najszybciej zrozumiał w jakim jest humorze. Zmęczona, zdenerwowana i zawiedziona. Mieszanka wręcz mordercza dla wszystkich w otoczeniu Hel. Nawet psiaki bez namysłu wbiegły po schodach, by znaleźć się jak najdalej od rozpoczynającego się kataklizmu.
    Jednak nie odezwała się. Stanęła jedynie w progu i utkwiła mordercze spojrzenie w siedzącym na kanapie mężczyźnie.

    Przyszła bratobójczyni

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie naszego szamana. :)
    Świetnie napisana karta i historia. Trzymam kciuki by eksperyment Ci się udał i by dobrze prowadziło Ci się Narfiego. No i dziękuję za dedykację. <3 Jak tylko pojawi się tatuś zapraszam na obowiązkowy wątek!
    Życzę dużo dobrej zabawy i samych ciekawych wątków. (No i nie rozrabiajcie za bardzo z Helką!)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  4. [Warto było poczekać, bo postać jest genialna. :) Świetnie rozpisana historia i bardzo niebanalny pomysł. Zapraszam w takim razie z przyjemnością na wątek.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  5. [Mój cudowny syn już jest! Jak mogłabym go nie powitać! <3
    Doskonale wiesz, jak bardzo chwalę postać Narfiego, więc nie pozostaje mi tylko nic innego jak... obiecać, że nam zacznę. Gdy tylko się pojawię. :D]

    best mommy ever

    OdpowiedzUsuń
  6. [bo ja juz zawsze tak mam i nic na to nie poradze niestety >.<
    Ja zawsze mam chec, gorzej z pomyslami no ale dla chcacego nic trudnego ;)

    Burza mozgow, spotkali sie sporadycznie po znajomosci albo tez wpadla mu pod reke wizytowka i wpadlby z pilna sprawa albo i zapytaniem delikatnej natury? ]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  7. [Raczej jeśli nie będzie go wkurwiać, to Maniek go polubi. Masz pomysły lub chęci na coś konkretnego?]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  8. [Przybyłam do wspaniałego Narfiego! Kryterium wyboru było właśnie powiązanie z indiańskimi duchami, dzięki czemu pewnie łatwiej będzie jakoś nawiązać relacje między nim a Dziewanną – w końcu ona była dwieście lat kobietą samego Wilka. : D Co prawda, pomysłu nie mam sklarowanego – również przez zachwyt nad Twoją kartą i rozbudowanymi, estetycznymi zakładkami, które cieszą moje serce i oczy – ale jestem pewna, że wspólnie coś wymyślimy. (; Hej, cześć!, dzięki za powitanie!]

    ANNA Dziewanna CARTER

    OdpowiedzUsuń
  9. To zaczynało ją już przerastać.
    Zaczęło się tak, jak zwykle. A ona nawet nie zwróciła uwagi, zajęta problemami syna, który zaangażował się aż za bardzo w walkę o prawa Indian. Nie zwróciła uwagi, że w tym czasie Loki też był czymś zajęty – czymś zupełnie innym, z kimś zupełnie innym. Z kimś, od kogo powinien trzymać się z daleka za to, co im zrobił.
    Dopiero niedawno to zauważyła. Loki coraz częściej nie wracał na noc. Znikał na całe dnie, bywał z nią jedynie przelotnie. I wtedy był kochany, jakby chciał jej wynagrodzić aż za bardzo to, że go nie ma. Tym bardziej ją to niepokoiło. Znała go aż zbyt dobrze.
    Coś było nie tak. I być może złe doświadczenia sprzed tysiąca lat podpowiadały jej tylko jedną, jedyną słuszną odpowiedź na stawiane przez nią pytania.
    Nie chciała w to uwierzyć. Ale nie chciała też uwierzyć w romans z olbrzymką. Nie chciała też uwierzyć w romans ze Skadi. A jednak… Jednak to wszystko było prawdziwe.
    Czy i tym razem to, w co tak bardzo nie chce wierzyć, okaże się prawdą…?
    Usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach. Obok niej stała szeroko otwarta szafa. Nie było w niej nic, na co Sigyn chciałaby zwrócić swoją uwagę. Tak szczerze mówiąc, nie chciała nawet zwracać uwagi na to, że została zaproszona na elegancką imprezę jednego ze współpracowników z oddziału chirurgicznego. Z osobą towarzyszącą, której nie będzie miała. W sukience, której nie ma.
    Czy nie łatwiej byłoby po prostu odmówić…?
    Położyła się na łóżku, wtuliła twarz w miękką poduszkę i zamknęła oczy. Może w ten sposób odetnie się od coraz bardziej przytłaczającej ją rzeczywistości. Może za moment obudzi się i okaże się, że to wszystko było tylko złym snem, a obok niej jest mężczyzna, którego kochała przez całe swoje życie. I nie ma między nimi żadnych tajemnic, kłamstw, oszustw i nieszczerych, słodkich słówek…
    Za moment jednak telefon zawibrował. Jej wargi zadrżały, gdy odczytała wiadomość. Od Lokiego.
    Nie wrócę na noc. Przepraszam.
    Odłożyła telefon na bok i nie była już w stanie zapanować nad łzami, które nagle napłynęły do jej oczu. Skuliła się, przyciągając kolana do siebie. Patrzyła na ciemny korytarz, gdy jej wzrok zasnuwany był przez mgłę spowodowaną przez łzy. Przez kilkadziesiąt minut w pustym, ciemnym domu było słychać tylko łkanie nieszczęśliwej kobiety.
    Miała już zamiar podnieść się i poszukać butelki wina, gdy przypomniała sobie, że ostatnią, pustą, wyrzuciła dwa dni temu. Miała kupić następne… ale pochłonęła ją praca.
    Zerknęła raz jeszcze na telefon. Gdyby tylko na świecie był ktoś, kto byłby w stanie jej pomóc. Przytulić i powiedzieć, że wszystko jest w porządku, na pewno wszystko się wyjaśni. Gdyby tylko…
    Sięgnęła po komórkę i zanim zdążyła sobie uświadomić, że jej głos wciąż będzie zdradzał to, że przed momentem płakała, wybrała numer do Narfiego. Jedynej osoby, która teraz mogła jej pomóc. Z którą chciałaby teraz przebywać.
    Odetchnęła cicho, gdy usłyszała jego ciepły głos po drugiej stronie.
    — Cześć, synku… umm… pomyślałam…
    Właśnie, co pomyślała?
    Co ona mu niby powie? Że ojciec nie wraca na noc, że prawdopodobnie znowu ją zdradza i to od dobrych kilku miesięcy, jeśli nie lat?
    Wtedy zerknęła na otwartą szafę.
    — Pomyślałam czy nie znalazłbyś trochę czasu, aby mi pomóc… w zakupach.

    mama, której jeszcze nie ma, ale daje czas na sklecenie odpisu do jej przybycia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Byłej kochanki ojca, jak jeszcze nie miał swojej żony!
    Cześć :)
    Croma zostawię sobie dla Ostary, zaraz też odpiszę pod jego kartą. Za to z Narfim napisałabym coś albo z Sif, albo z Instagramem, którego na dniach dodam. I tu i tu wyszłoby ciekawie, bo skoro Narfi mieszka z Hel (tak słyszałam) to pewnie natknie się na Instagrama nie raz i nie dwa :)]

    Sif

    OdpowiedzUsuń
  11. [Również się cieszę i już nie mogę doczekać wątku z synkiem. <3]

    - Tata

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jak się o nią Narfi postara, to może uda mu się zdobyć jej serce ♥]

    Spadająca Gwiazda

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć! Dziękuję za tak miłe słowa pod kartą (; Skoro Narfi by ją uwielbiał to poszłabym w kierunku jakiegoś romansu, ale chyba ma już miłostkę więc może coś innego. Kiepsko u mnie dzisiaj z pomysłami, więc proponuję burzę mózgów ;D]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  14. Wyszeptała cichutkie podziękowanie, nim się rozłączyła. Niemal natychmiast zerwała się z łóżka – o wiele zbyt szybko. Na moment całkowicie ją zamroczyło i gdyby ręką nie znalazła oparcia w ścianie, mogłoby się to różnie skończyć. Zamknęła oczy na dłuższą chwilę, a gdy je otworzyła, już wszystko było w porządku.
    Jednak nie wszystko.
    Zamknęła po drodze szeroko otwartą szafę i weszła do łazienki. Wyglądała tragicznie. Zapuchnięte oczy, zaczerwieniona skóra… Westchnęła cicho, gdy odkręcała wodę, by przemyć nią twarz. Musiała to wszystko zatuszować. Musiała pokazać, że jest silna. Nie może wiecznie obarczać syna własnymi problemami. To ona była jego matką, ona powinna pomagać jemu.
    Więc po prostu pójdą razem na zakupy. To nic wielkiego. Tak, jak rodziny czasem chadzają do sklepów. Pójdą razem na zakupy – i to wszystko. A ona… ona czerpać będzie siłę z samego towarzystwa Narfiego. Z samego poczucia, że ma przy sobie kogoś, kto ją zawsze będzie kochał.
    Tak. Tak właśnie zrobi.
    Spojrzała w lustro tuż po tym, jak otarła twarz z wody i skrzywiła się. I ona naprawdę dziwiła się, że Loki sobie znalazł kogoś lepszego? Każda byłaby lepsza od… tego.
    Ale musiała zepchnąć te problemy na dalszy plan. Nie wiedziała, ile czasu zajmie Narfiemu dojazd, a nie może zobaczyć jej w takim stanie. Otworzyła szafkę, w której trzymała… kosmetyki. Zwykle ich nie używała, bo twierdziła, że jej nic już pomóc nie może.
    Jej może nie. Ale jej oczom…
    Nałożyła pod dolną powiekę korektor, następnie obrysowała kredką kontury oka. Przynajmniej próbowała ukryć, że coś było nie tak. Z mieszanymi uczuciami stwierdziła, że tak może być.
    Zdążyła jeszcze powrzucać kilka niezbędnych rzeczy do torby, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Bardzo szybko udało mu się przyjechać. Albo to ona bardzo długo sterczała w łazience jak kołek. Natychmiast przeszła z sypialni przez korytarz i otworzyła drzwi.
    Nie zdążyła nic powiedzieć, choćby drgnąć, gdy ciepłe ramiona Narfiego oplotły ją, a syn wtulił jej głowę w swoje ramię. Już wiedział.
    Oczywiście, że wiedział, idiotko. Przecież prawie mu płakałaś do słuchawki.
    Odetchnęła cicho i uśmiechnęła się lekko, gdy usłyszała jego słowa. Kochany Narfi. Zawsze tak dobrze wyczuwał, czego potrzebowała. Co chciała usłyszeć… Zamknęła na moment oczy, aby zaraz przypomnieć sobie, pod jakim pretekstem w ogóle do niego zadzwoniła.
    Wysunęła się delikatnie z jego objęć i pogładziła po policzku z uśmiechem.
    Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do tego, że jej syn jest już dorosły. Że jej synek nie jest już synkiem, a dojrzałym mężczyzną, który sam wybiera ścieżki swojego życia. A jednocześnie wciąż pamięta o matce. Wciąż znajduje dla niej czas…
    Chociaż podjął w życiu decyzje, które potępiała, i tak była dumna z tego, kim jest. Najważniejsze, że był szczęśliwy.
    — Zaraz przyjdę do samochodu, wezmę tylko torebkę, dobrze? – i zniknęła za drzwiami. Za moment, po zamknięciu drzwi frontowych, siedziała już na przednim siedzeniu obok syna. – Dostałam zaproszenie od… znajomego z pracy. Urządza eleganckie przyjęcie, a ja... w mojej szafie są tylko swetry, legginsy i jakieś brzydkie sukienki, które muszę wyrzucić. – Musi. W końcu i tak od dawna w sukienkach nie chodziła. – Cieszę się, że znalazłeś czas dla starej matki – dodała, zerkając na niego z uśmiechem.

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  15. Uśmiechnęła się na jego słowa. Fakt. Dziecięce rysy twarzy, których szczerze nienawidziła, sprawiały, że wyglądała bardzo młodo – jak młodsza siostra własnych synów. Zdecydowanie bardziej wolała wyglądać bardziej kobieco niż dziewczęco. Wśród tych wszystkich piękności czuła się jak monstrum rodem z najgłębszych czeluści piekieł.
    Albo jak… jak dziecko. Czasem miała wrażenie, że ludzie właśnie tak ją traktują – jak niesforną dziewczynkę, której trzeba pomóc. A przecież była dojrzałą kobietą, która ma dwójkę dorosłych synów.
    Kolejne słowa sprawiły, że jej wargi zadrżały. To, co się działo między nimi tak dawno temu… często do niej powracało. Sigyn nie potrafiła wybaczać przewinień, które naprawdę ją raniły. Jednak znacznie większy problem miała z wybaczaniem sobie samej – każdy błąd wracał i dręczył ją w najmniej odpowiednim momencie. A ona nie broniła się, przyjmowała to jako własną pokutę za nierozważne decyzje. Wierzyła, że w stu procentach zasługiwała na zły los, który ją spotykał.
    Dlatego też nic nie odpowiedziała na słowa Narfiego, po prostu odwróciła głowę w stronę szyby. Dopiero gdy syn odezwał się znów, spojrzała na niego i wysiliła się na lekki uśmiech.
    — Wiesz, jak to jest, kochanie. Praca i dyżury, praca i wyjazdy, praca i konferencje, praca i… tata…
    Na moment zamilkła po raz kolejny, aby zaraz westchnąć ciężko i spojrzeć na niego. Z Lokim nie układało jej się zbyt dobrze – a Narfi wiedział o tym lepiej niż jego młodszy brat. Związek z bogiem kłamstw był niemałym wyzwaniem, ale Sigyn chciała podejmować je wciąż i wciąż. Na nowo. Każdego dnia.
    Gdyby tylko Loki dawał jej taką szansę i czasem po prostu był…
    — Ale naprawdę postaram się wpaść do rezerwatu. A poza tym, jeśli kiedyś będę ci potrzebna… wystarczy, że do mnie napiszesz – dodała z ciepłym uśmiechem, po czym pchnęła drzwi od samochodu i wysiadła, zerkając od razu w stronę centrum handlowego.
    Kolejny koszmar przed nią…
    — Chodź, chodź, nie grzeb się tak. Mamy mnóstwo sklepów do odwiedzenia – dodała z entuzjazmem, w który ona sama nie wierzyła.

    mama

    OdpowiedzUsuń
  16. [Z opóźnieniem, ale witam bardzo serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe słowa. Sama jestem pod wielkim wrażeniem Twoich postaci, a zwłaszcza Narfiego. Niesamowity i szalony pomysł. Chętnie spróbowałabym wątku z Narfim i Odynem (chociaż skoro Narfi to szaman to chyba lepiej dogadałby się z moim Narkotykiem). Zapraszam na burzę mózgów. :)]

    Odyn / Narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  17. [Szamańskie klimaty zawsze w cenie. : D Może w przeszłości byliby przyjaciółmi i utrzymywali sporadyczny kontakt do dnia dzisiejszego? Więc może jakieś przyjęcie, imprezę w rezerwacie Indian? : D Co Ty na to?]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć, Narfi! Przychodzę po ten proponowany wątek.]

    Śmierć

    OdpowiedzUsuń
  19. Nic na świecie nie działo się bez celu. Wszystko, każde jedno zdarzenie, miało jakiś większy sens, przyporządkowane miejsce, aby poprowadzić do następnego punktu w życiu. Ludzie nie zawsze to rozumieli. Nie zawsze chcieli to zrozumieć – dopóki byli szczęśliwi, wszystko było w jak największym porządku. Gdy zaczynali być nieszczęśliwi – nie myśleli, że to ma jakiś większy sens dla ogółu, myśleli wyłącznie o sobie. To było tak bardzo typowe dla białego człowieka. Potrafiła wyczytać to z ich snów, gdy pojawili się na tych ziemiach.
    Ich bogowie wcale nie byli lepsi.
    A jednak w całej tej plątaninie bezmyślnych egoistów dostrzegła kiedyś iskierkę. Do jednej z wiosek Indian przybyli wtedy biali bogowie, którzy, o dziwo, nie chcieli walczyć, a potrzebowali schronienia. Jej ludzie byli dobrzy i wyrozumiali, udzielili im go. Przyglądała się im wtedy uważnie, obserwując kres rodzinnego dramatu. Widziała w nich zbyt wiele traumatycznych przeżyć nawet jak na bogów. Lecz tylko jeden z nich zainteresował ją najbardziej.
    Dziś chłopiec, który raz już przeszedł przez śmierć, spał w domku poza granicami wioski. Dziś ten chłopiec nie był już tylko chłopcem, a młodym mężczyzną, który pozwolił jej się poprowadzić przez najtrudniejszą i najbardziej bolesną ze ścieżek. Zaufał jej – a w zamian za zaufanie otrzymał od niej dar, który będzie w stanie utrzymać go przy życiu.
    Mówiła mu, że nie będzie łatwo. Będzie bardzo cierpiał i będzie bardzo bolało, gdy zdecyduje się faktycznie wkroczyć na tę ścieżkę. Ale jeśli faktycznie pragnął tego, o czym ona mu opowiadała, wpierw musiał rozliczyć się z tym, co było – aby pełnić na nowo swój obowiązek. I to nawet nie było dobrem dla ludzi, było dobrem dla niego. Gdyby dalej żył przeszłością – raniłby się o wiele bardziej i głębiej, niż gdyby raz jeszcze przeszedł przez całe swoje życie – i zostawił je za sobą.
    Towarzyszyła mu podczas tej wędrówki. Nie opuściła go podczas bolesnych wizji. Do niej dołączył również i jej mąż – i tak zobaczyć mógł bizona o sierści i białej, i brązowej, choć był to nów. Podczas nowiu była najsłabsza, ale nów był najlepszym momentem, aby zacząć. Uznała, że była mu to winna. On poświęcił siebie i podążył za nią. Ona mogła poświęcić więc swoje strzępki sił i towarzyszyć mu, wspierając się na sile własnego męża.
    Tej nocy księżyc zaczynał rosnąć. Siły do niej wracały, choć nie tak intensywnie jak zazwyczaj. Ale to nic. Była szczęśliwa. Była szczęśliwa, bo udało mu się przejść męczącą inicjację i wytrwał. Była szczęśliwa i dumna.
    Dlatego postanowiła, że to już czas – prowadzić go nie tylko we snach, ale również pozwolić poznać się na jawie.
    Sny rządziły się własnymi prawami i własną logiką. I nie trzeba było nad nimi rozważać – w nich wszystko było tak oczywiste i naturalne. Najmniejszym zmartwieniem więc było, że we śnie zamiast księżyca rosnącego była pełnia. Nie było w tym nic dziwnego.
    Tak jak nie było niczego dziwnego w tym, że tak naprawdę nie był to księżyc – a głowa białego bizona, którego poświata sprawiała tylko wrażenie księżyca. W tym również nie było nic dziwnego – tak jak i w tym, że głowa zwierzęcia przylegała do tułowia czerwonej kobiety. A gdy kobieta wyciągnęła rękę – sen się skończył.
    Dostrzegła, jak powoli unoszą się jego powieki i jak ledwo przytomnie jeszcze stara się powrócić do rzeczywistości. Gdy dostrzegła na jego twarzy pełną świadomość i szczyptę zdumienia, uśmiechnęła się do niego. Uśmiech ten był ciepły, pełny matczynej miłości, dodający otuchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz pierwszy pozwoliła mu się zobaczyć w swojej ludzkiej formie. Coś, co wyróżniać ją mogło spośród pozostałych Indianek – to blizny na twarzy. Cieniutkie kreski biegły w poprzek jej policzków – jedne dłuższe, drugie krótsze, inne sięgały nawet odrobinę nad łukiem brwiowym kobiety. Nic więcej.
      Widział ją po raz pierwszy – a mimo wszystko wiedziała, że zdawał sobie doskonale sprawę z tego, kim tak naprawdę jest.
      — Jestem z ciebie dumna, Narfi. – Jej głos był spokojny i łagodny. W potrzebach mógł nieść ukojenie, mógł zapewniać spokój. – Przeszedłeś bardzo bolesną wędrówkę. Byłeś dzielny i silny. Jestem z ciebie dumna.
      Teraz… teraz Narfi będzie już tylko silniejszy. Wiedziała to. Nie mogło być inaczej.

      [Dziękuję pięknie za miłe słowa. Cieszę się, że Księżyc wypadła tak dobrze - i spieszę z odpisem. Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam. :3]
      Księżyc

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.