niedziela, 13 sierpnia 2017

Even nothing cannot last forever


Thor
HISTORIATERAŹNIEJSZOŚĆPOWIĄZANIA
STARZY BOGOWIE
Pamiętasz tego beztroskiego chłopca, który nie wiedział czym jest zło? Miałeś go w sobie jeszcze nie tak dawno. Mimo, że widziałeś tyle cierpienia, mimo że sam się do niego przyczyniłeś, on dalej z Tobą był. Prowadził Cię oświetloną ścieżką, kierował na bezpieczne wody, dbał o Ciebie.
Zgadza się, umarł.

Zostałeś Ty, z tym ciągłym pragnieniem, żeby świat w końcu stał się lepszy. Cierpiałeś za każdym razem, kiedy cierpieli inni. Mimo to posłusznie wykonywałeś rozkazy. Nie było bardziej lojalnego mężczyzny od Ciebie. Przedkładałeś wiarę w sprawiedliwość ponad przyjaźń czy rodzinne więzy. Co na tym zyskałeś?

Nigdy nie wiedziałeś po której stronie stanąć. Dla Ciebie nigdy nic nie było tylko białe lub tylko czarne, za to odcienie szarości towarzyszyły Ci każdego dnia. Mimo to wybierałeś drogę tak bardzo różną od Twoich przekonań. Nigdy nie podążałeś za głosem serca, nidgy nie słuchałeś rozumu. Powtarzałeś, że zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy od Ciebie, kto zdecyduje, kto zdejmie z Ciebie to brzemię. I stałeś się marionetką. Chodzącą, oddychającą kukłą w rękach Mądrzejszych.

Czasem wspominasz beztroskiego chłopca. Brudząc ręce i zalewając ciało słonym potem przypominasz sobie momenty, w których wszystko było łatwiejsze. Chciałbyś do tego wrócić, wrócić do zamku, do kochającej matki i wyrozumiałego ojca. Chciałbyś znowu gonić za bratem, który tylko czeka, żeby coś zbroić. Wiesz jednak, że nic z tego nie wróci.

I Ty też nie wrócisz.

__________________________________________________________________________________________
Standardowo bez zbędnej paplaniny, młotek Thor melduje się!
Takie podsumowanie od cudownej Skip -> KLIK
fc: Chris Hemsworth
mail: fakeloveaccident@gmail.com
WALCZĘ!

20 komentarzy:

  1. [Mój kochany młotek! <3 Cieszę się niesamowicie!
    A Loki życzy mu kolejnej próby samobójczej! <3
    Chodź na wątek <3]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam najpiękniejszą pannę młodą! :D
    Smutny Ci wyszedł ten Twój Thor. :c Gify mi za to strasznie przypominają Himana... xD
    I mam problem, do kogo Cię zaprosić. Bo słyszałam, że Loki wybaczy Thorowi tylko po tym, jak wybaczy mu Sigyn... :D Więc ten, no...
    Chcesz trzy wątki? xD
    Shall we dance, my lady? <3]

    kochana Sigyn, okropna i zła tancereczka Oshun & Persefona, która na pewno doceniłaby urok panny młodej

    OdpowiedzUsuń
  3. [No ja wiem że kocha, dobrze że kocha, ma kochać! :3]

    Najpiękniejsza, najcudowniejsza, najmądrzejsza i NAJBARDZIEJ skromna żoneczka

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć. Karta smutna i naprawdę dobrze napisana. Doceniam też historię, bo moje pojęcie o mitologii nordyckiej jest raczej niewielkie, a Thora znałam tylko z historii o przebraniu za Freję. Życzę dobrej zabawy i jeśli masz chęć, zapraszam do Janusa.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  5. [Trząść tyłkiem, kręcić biodrami, wszystko, czego Thor (sam z siebie nie) zapragnie. <3 Dogadajmy się może z tym wszystkim gdzieś na uboczu. :D]

    Oshun

    OdpowiedzUsuń
  6. [Skoro bierze już te prawie darmowe pomidory od Saturna, to w sumie może też wpaść do Thora. Wpadł mi zresztą do głowy pewien pomysł, na to skąd mogliby się znać. Wydaje mi się, że Janus mógłby znać połuniowogermańskiego Donara, który był odpowiednikiem Thora, a mało prawdopodobne, by na blogu ktoś bawił się w ich rozróżnianie, bo miałoby to tyle sensu co podział na mitologię rzymską i grecką. I na tym można by oprzeć ewentualne powiązanie, bo wydaje mi się, że tak będzie ciekawiej.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  7. [Tak mi się wydaje, że dwóch panów, którzy doceniają pojedynki w wątku może się ładnie zgrać. Choć obaj zwracają uwagę na inne elementy walk, czy ogólnie to jednak ćwiczenia i sparingi mogą być rozwojowe dla nich obu, a przecież coś robić muszą. Przy okazji Ares zaprasza Thora, co by wpadł na szkolenia Marines w Parris Island, tam widać kim jest i jaki jest bóg wojny :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ani kogo przebierać za Freję... ;)
    Trzeba ich będzie jakoś w końcu ukochać, po tym jak już sobie nawzajem całkiem psychikę rozwalą. Tym bardziej, że Lokiemu przydałby się znowu jego rycerz z młotkiem, którym można tak słodko manipulować. <3]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  9. [W sumie przyda się jakieś powiązanie już tutaj w Ameryce, bo opieranie się na znajomości sprzed 1500 lat pewnie niewiele różniłoby się od pisania osobami zupełnie nieznajomymi.
    Podoba mi się ten pomysł i myślę, że możemy go wykorzystać. Janus mógłby pojechać do Thora, żeby pogadać, a potem zacząłby myśleć jak mu pomóc. Na ile mu to wyjdzie, to już inna kwestia. A robotę pewnie, by mu zaproponował, bo to chyba dobry sposób na kogoś, kto lubi pracę fizyczną.
    Myślę, że mogę zacząć, bo pomysł jest Twój, chyba że masz ochotę, tylko napisz mi jeszcze, czy widzisz to raczej tak, że spotkali się, Janus dowiedział się o całej sprawie i dopiero potem pojechał do Thora, czy Thor go zaprosił (listownie, telefonicznie, co tam jeszcze bogowie mają do dyspozycji) i dopiero później cała sprawa wyszła albo Janus wiedział, bo wie to i owo o przeszłych wydarzeniach dzięki swoim umiejętnościom.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  10. [Dziękuje ci o boski Thorze za powitanie mego Makarona ;)
    Powodzenia z prowadzeniem Thora :D

    http://komixxy.pl/uimages/201205/1336586766_by_asasynek1408_500.jpg

    http://memy.pl/show/big/uploads/Post/38845/14531174973395.jpg

    Musiałem te memy dać. To było silniejsze ode mnie :D]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  11. [Siostro, masz przepięknego Thora! I aż bym go chętnie porwała na drugi wątek! Crom chętnie pokazałby mu swoje krowy. Chociaż z Narfim też by mogło wpaść coś ciekawego. Co myślisz? ;)]

    Narfi & Crom

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ja się tak cichutko przyznam, że w filmie, z którego brałam wizerunek ta postać była w kółko narąbana. :D
    I jakoś dziwnie mi to do Croma pasuje.
    Nie ucz ojca doić krów! :D
    To co? Porywamy się aż na 3 wątki?]

    Crom

    OdpowiedzUsuń
  13. [Na nieszczęście dla Thora panie mają pierwszeństwo. Muszę ukochać siostrę i rozkochać gwiazdę. xD]

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dziękuję za powitanie i cieszę się, że rodzinne rozmówki przypadły do gustu. Oboje lubią pioruny, ale kucharzem takim dobrym Zeus nie jest :D Wymyślanie nie jest moją mocną stroną, ale chęci zawsze są ;)]

    ZEUSIK

    OdpowiedzUsuń
  15. Z Nashille do Napa było dobrze ponad dwa tysiące mil. W ciągu tych kilkunastu lat od ostatniej wizyty zdążył już zapomnieć jak męczące jest spędzenie trzech dni za kierownicą, nawet jeśli zatrzymujesz się na noc. Nie był najlepszym kierowcą, to fakt. Projektował mosty i drogi, bo było to coś, co łączyło się w jakiś sposób ze starożytnością, Rzymianami budowniczymi dróg i mostów, z tym czym się opiekował. Samochody stanowiły natomiast zupełnie inną historię. Jednak choć mógł polecieć samolotem i zaoszczędzić te trzydzieści parę godzin swojego czasu, z jakiegoś powodu zdecydował się tego nie robić. Juturna pojechała na północ do starej znajomej, Fons nie zjawiał się w Nashville od kilku miesięcy i włóczył się gdzieś własnymi ścieżkami, a on miał urlop, który postanowił jakoś spożytkować. Nigdy nie lubił bezczynnego siedzenia i nie uważał go wcale za odpoczynek, chyba że następowało po naprawdę ciężkiej fizycznej pracy, która prawdopodobnie czekała na niego w Napa. Nie znał lepszego sposobu na odciągniecie Donnara od ostatnich wydarzeń, o których nie dowiedział się zresztą od niego. Nie przepadał za grzebaniem w czyichś sprawach (szczególnie, gdy przez grzebanie należało rozumieć dosłowne zaglądanie w przeszłość), ale miewał przeczucia odnośnie znajomych osób, których nie potrafił zignorować. Zresztą to Thor nie odzywał się do niego od jakiegoś czasu.
    Te same umiejętności były też przyczyną jego własnych problemów, od których przynajmniej próbował się oderwać z miernym jak dotąd skutkiem. Nie miał pojęcia, czy urlop będzie w stanie tu w czymkolwiek pomóc, ale liczył, że w najbliższym czasie będzie odrywać się od niepokojących myśli częściej. Siedzenie przed komputerem ponad osiem godzin dziennie raczej nie sprzyjało niemyśleniu, a połączone z zaglądaniem w przeszłość bądź przyszłość przyprawiało go o ból głowy.
    Dopił kupioną na stacji benzynowej kawę i przełknął ostatni kęs kanapki z szynką. Kilka minut temu minął Patterson, a to oznaczało, że miał przed sobą jeszcze jakieś dwie godziny jazdy. Liczył, że Thor otrzymał jego wiadomość. W przeciwnym razie będzie musiał wymyślić, jak się do niego dostać. Nie do końca rozumiał Nie miał jednak zamiaru się tym przejmować. Przejechał już niemal cały kraj, droga powrotna nie wchodziła w grę.
    Nie zatrzymał się w Napa. Miasto niewiele się zmieniło, a on nie miał ochoty tracić czasu, gdy był tak blisko. Zastanawiał się, czy po tych latach wciąż pamięta drogę. Nie był to co prawda żaden problem, w razie potrzeby mógł szybko odświeżyć sobie trasę. Z jakiegoś powodu wolał jednak wierzyć, że pewne rzeczy zwyczajnie pamięta. Nie czuł się człowiekiem, nie potrafił myśleć jak ludzie, ale żył wśród nich, bardziej niż kiedykolwiek odczuwał wszystkie ich problemy i zwyczajnie chciał działać tak jak oni. W jakimś stopniu przypominało mu to dawne dzieje, gdy związany był ze śmiertelną Kamese i żył wśród jej ludzi.
    Tymczasem dostrzegł ukryte przed ludzkim wzrokiem miejsce, do którego zmierzał. Rozumiał, dlaczego Donnar woli odciąć się od wszystkiego, sam czasem miał na to ochotę, ale chyba za bardzo lubił się mieszać. Był mimo wszystko bogiem zmian, to i owo w swoim czasie zrobił i nie sądził, by był w stanie przyzwyczaić się do samotności, nawet dzielonej z Juturną.
    Zatrzymał samochód na drodze wewnętrznej, wysiadł i powoli ruszył w stronę bramy. Nie miał pojęcia, czy zastał Thora. Jeśli jednak był w pobliżu, nie mógł jednak czekać dłużej niż zajęła mu droga do Napa.
    [Nie mam pojęcia, jak wygląda dwór Thora, jeśli coś jest nie tak to mnie popraw (uznaj po prostu, że jesteśmy w momencie przybycia Janusa do Twojego pana i napisz tak jak być powinno). Mam nadzieję, że nie ma tragedii.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze do niedawna wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Cały misterny plan, który opracowali wiele lat temu z Odynem i skrupulatnie realizowali na przestrzeni lat, może nie był najlepszy... ale działał. Sam nie miał pojęcia jakim cudem. On i Odyn nigdy nie byli przyjaciółmi, nigdy nie łączyło ich nic ponad to przeklęte braterstwo krwi i ciągłe „interesy”, na których niekoniecznie wychodził zbyt dobrze. Dopiero śmierć Baldura i brutalna kara, jaką wymyślił mu Odyn coś zmieniły. Na gorsze... Tym bardziej cały ten plan wojny bogów. To nie mogło się udać. Owszem na początku szło całkiem nieźle, nawet lepiej niż nieźle. Zwalczali się na pokaz jako Wednesday i Mr.World, w tym samym czasie, gdy Odyn i Loki działali w sposób zgrany, realizując kolejne etapy genialnego, dwuosobowego oszustwa. Ale to nie mogło się udać...
    W końcu była jeszcze Sigyn. I ich synowie. Rodzina, którą już raz mu odebrano i skrzywdzono, za coś, co zupełnie ich nie dotyczyło. Nie chciał by ta historia, albo nawet drobna jej część, kiedykolwiek się powtórzyła. A na pewno by się powtórzyła... Odyn za bardzo lubił, by wszystko szło po jego myśli i zgodnie z jego planem. Bez jakichkolwiek wyjątków, bez miejsca na zmianę planów. Dlatego reakcja Odyna, na chęć nieznacznego wycofania się z pierwotnych założeń, była niezwykle gwałtowna. Zaczęło się od „przyjacielskiego przekonywania” przy pomocy szantażu, jak zwykle związanego z rodziną... A kiedy jakimś cudem udało mu się przechytrzyć Odyna i udaremnić jego plan, wtedy oczywistym było, że następnym razem będzie gorzej. Loki znał Odyna na tyle dobrze by wiedzieć jak będzie to wyglądało. Zawsze zaczynało się od „prośby”, potem był szantaż, który zwykle działał, dopiero potem, na sam koniec Odyn decydował się na użycie siły. Groźba, zastraszenie lub otwarty przymus. Zwykle wtedy nie było już innych możliwości. Dobrze wiedział, że Odyn nigdy osobiście nie wyrządziłby mu krzywdy. Nie mógł. Wiązała go przysięga krwi... Zwykle jednak wyręczał się kimś innym.
    Spodziewał się, że wydarzy się coś złego. Każdy dzień spokoju, bez reakcji Odyna, był jak cisza przed burzą. Obawiał się tego. Najchętniej nie opuszczałby teraz swojej rodziny, by mieć pewność, że są bezpieczni. Z drugiej jednak strony... nie chciał ich narażać, w przypadku kiedy Odynowi chodziłoby tylko o niego. Najczęściej trzymał się po prostu blisko swoich agentów. Na wszelki wypadek, wolał mieć przy sobie Mr. Towna lub kogoś z jego współpracowników. Tak było też dzisiejszego wieczoru. Odyn chciał się dogadać. Spotkać...
    To była pułapka. Wiedział, że tak było. W innych okolicznościach nigdy nie szedłby wprost w pułapkę, ale... jeśli tego nie zrobi Odyn może wymyślić co innego. Jeśli postanowi skrzywdzić Sigyn lub któregoś z jego synów? Wolał ryzykować własnym życiem niż narażać swoją rodzinę.
    Dlatego udał się na spotkanie. Na wszelki wypadek z grupką agentów. Na miejscu szybko przekonał się jednak, że niewiele mu to da. Odyn jak zwykle nie wykazywał się zbytnia finezją, wybierając brutalną siłę. Trolle. Paskudne, głupie kreatury... ale silne, chciwe i skuteczne. Przemawiała do nich tylko brutalna siła. Zwykle wolał ich unikać niż z nimi walczyć. W końcu taka walka była i tak skazana na porażkę. Jego agenci również nie byli zbyt skuteczni. Może gdyby byli tu Woody i Stone byłoby choć trochę lepiej? Nie miał czasu na przemyślenia, ani nawet na zaimprowizowanie jakiegoś skutecznego planu ucieczki, gdy dopadł go jeden z tych paskudnych stworów. Próbował jakoś się bronić. Wiedział, że fizycznie nie miał z nimi szans, ale zawsze pozostawała jeszcze magia... Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, poczuł przeszywający ból. Zaraz potem kolejny.
    Na chwilę pociemniało mu w oczach, a wszystkie myśli skupiły się tylko na bólu. Dopiero po kilku sekundach, które wydawały mu się całymi godzinami, do głosu doszedł instynkt, który za wszelką cenę kazał mu zmusić się do jakiejś reakcji. Teraz. Natychmiast. Zanim będzie za późno. Zebrał resztki sił... akurat w chwili, gdy coś z całej siły uderzyło w trzymającego go w żelaznym uścisku trolla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Loki kątem oka dostrzegł, przedmiot, którym oberwał napastnik. Mjölnir... Jeszcze tylko tego tu brakowało. Cholernego Thora, wiernego i bezmyślnego pieska Odyna.
      Chciał wykorzystać chwilę zamieszania i zaskoczenie trolli, którzy nie spodziewali się takiej komplikacji w ich planie. Spróbował podnieść się z ziemi, ale przeszywający ból nie pozwolił mu ruszyć się z miejsca. Zaklął z wściekłości i bezsilności. W tej chwili mógł tylko bezczynnie czekać na to co będzie. Obserwował Thora, który w szale, z szerokim uśmiechem na twarzy zabijał kolejne trolle z taką lekkością, jakby rozgniatał byle owada, a nie śmiertelnie niebezpieczne kreatury. Po co to wszystko? Po co ten cholerny teatrzyk? Wiedział co teraz będzie... Ten pieprzony idiota zaciągnie go Wednesdeya niczym dobrze wytresowany pies, aportujący zdobycz dla swojego pana. Cholerny Thor! Cholerny Odyn!
      Nie odezwał się do niego ani słowem. Nawet kiedy Thor próbował się wytłumaczyć, czemu zjawił się nieco później. Nie obchodziły go jego tłumaczenia. Nie chciał z nim rozmawiać, nie chciał nawet na niego patrzeć...
      Syknął jedynie z bólu, gdy Thor podniósł go z ziemi, decydując się go zabrać. Nienawidził Thora... Nienawidził go z całego serca. Nawet jeśli kiedyś było inaczej, jeśli kiedyś łączyło ich coś na kształt przyjaźni czy jakkolwiek to nazwać, wszystko skończyło się w ciągu jednego dnia. Jednej chwili w tej potwornej jaskini, kiedy bogowie w ramach kary zniszczyli mu rodzinę. Kiedy musiał oglądać jak zmienili jego młodszego syna w wilka i zmusili do zabójstwa starszego brata. Kiedy wypruli z Narfiego jelita i zmienili je w żelazne pęta. I kiedy Sigyn po tym wszystkim postanowiła się poświęcić byle tylko trwać przy nim. Pamiętał Thora, który osobiście go złapał i zaciągnął do tej pieprzonej jaskini. Thora, który tyle razy wcześniej nazywał go swoim przyjacielem i bratem, a wtedy nie powiedział nawet słowa. Nawet nie próbował zatrzymać Odyna... Nie ważne co działo się wcześniej, nie chciał więcej go widzieć ani z nim rozmawiać.
      Słysząc jego pytanie zaklął pod nosem z wściekłości... i bezsilności, która doprowadzał go do jeszcze większego szału. Miał chęć kazać mu spierdalać, wykrzyczeć mu w twarz jak bardzo go nienawidzi i nie chce z nim rozmawiać. Ale to nie miało sensu.
      – I co teraz? Dostarczysz mnie tatusiowi jak posłuszny i dobrze wytresowany piesek? – odparł z wściekłością.
      Przez chwilę pomyślał o tym, że historia lubi się powtarzać. Czy i tym razem Odyn dopadł też jego rodzinę? Narfi powinien być bezpieczny, Odyn nie był na tyle głupi by wchodzić w drogę indiańskim duchom, ale Sigyn i Vali, czy im też nic nie groziło? Nie chciał przechodzić przez to ponownie, nie miał sił by przechodzić przez to ponownie... Pomimo szalejącej w nim wściekłości i nienawiści schował całą dumę do kieszeni i odezwał się do Thora.
      – Cokolwiek Odyn ci kazał... – zaczął po chwili – powiedz mi, że tym razem chodzi mu tylko o mnie, a nie o moją rodzinę – poprosił. Wiedział, że Thor nie umie kłamać.

      Wściekły „braciszek”

      Usuń
  17. [ja chcę uściskać Thora ;) moge? i dać mu buzi i misia naturalnych rozmiarów]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  18. [Synu! :)
    Ojciec jest z Ciebie bardzo dumny i otwarcie przyznaje, że jesteś jego ulubionym i najbardziej udanym dzieckiem. Tylko nie spoufalaj się tak z Lokim, bo on ma na Ciebie zły wpływ!
    Chodź na wątek do taty. I najlepiej wbijaj na gg, ustalimy sobie coś epickiego. ;)]

    Tata Odyn

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie był do końca pewny, jak powinien do całej sprawy podejść. Postanowił więc opanować jakoś chęć przejścia do sedna od razu. Z całą pewnością nie był osobą, która znała Donnara najlepiej, nie twierdził nawet, że zna go tak dobrze jak mógłby, jeśli spojrzeć na lata, które minęły odkąd się poznali. Miał jednak świadomość, że w tym razem gadanie może nic nie przynieść, a on, choć od Zjednoczenia Włoch jego mieszanie się w sprawy boskie i światowe ograniczało się do gadania właśnie, nie ma żadnych kwalifikacji, by rozmawiać o samobójstwie, szczególnie z bogiem. Nie po to zjawił się w Napa. Thor był jego przyjacielem, a choć Janus pomimo rzymskiego rodowodu miał ciągoty do filozofowania, w tym konkretnym wypadku nie było czego rozważać. Nawet jeśli prawdopodobnie nie był w stanie zrobić wiele, mógł wypić kilka kaw przy rozmowie o starych, innych czasach czy pomóc przy kładzeniu płytek lub czymkolwiek innym, czym gospodarz akurat się zajmował. I to zamierzał zrobić; przyjechał bez oczekiwań powrotu do normy przez samo jego pojawienie się i miał świadomość, że wyjedzie jedynie ze świadomością, że zrobił to, co według swojego prywatnego kodeksu zrobić powinien.
    — Powiedzmy, że przypomniałem sobie, jak duży jest ten kraj — odparł. Dopiero kiedy wyjeżdżał z Nashville zdał sobie sprawę, że nie wyjeżdżał poza Tennessee od pięciu lat i nie potrafił stwierdzić dlaczego. Praca i problemy życia gdzieś na granicy między ludźmi a bogami pochłonęły go na tyle, że bez wyraźnego powodu prawdopodobnie mógłby tak przesiedzieć kolejne pięć. Do tej pory upływ czasu nie robił mu większej różnicy. Jasnym było, że w pewnym momencie będzie musiał się przeprowadzić, jeśli nie z konieczności to chociaż chęci zobaczenia kolejnego skrawka Nowego Świata. Ostatnio zaczynał się jednak zastanawiać, czy nie przespał czegoś istotnego i nie dawało mu to spokoju, a rodzący się konflikt między nowymi a starymi bogami tylko wzmagał to uczucie. Był cierpliwy, w zasadzie wyjątkowo cierpliwy, jeśli spojrzeć na całą rzymską bandę, która przebywała w Ameryce, miał pewne doświadczenie w przyglądaniu się i czekaniu, ale nie potrafił tego robić wiecznie. Zbyt mocno związany był ze zmianami, by nie reagować i tym razem nie wiedział, co ze sobą zrobić i jak zagłuszyć poczucie, że powinien coś zrobić. — Dochodzę do wniosku, że następnym razem skorzystam z samolotu, kurczowe trzymanie się ziemi nie ma większego sensu przy takich odległościach.
    Przyjrzał się Thorowi i zastanowił, jak wiele zmieniło się od czasu, gdy ostatnio się widzieli, choć doskonale wiedział, że sporo. Zastanawiał się od czego powinien zacząć opowiadać, gdy już będą mieli okazję do rozmowy. Nie dokonał co prawda niczego wielkiego, nie jeśli mierzyć miarą bogów, ale nie powiadał już swojej dawnej siły. Nie odczuwał, że słabnie, przeżył ten czas wieki temu, a nawet był w jakimś sensie zadowolony. Zadowolony, że może zająć się sobą i zrobić coś tak, jak ludzie robili to przez tysiąclecia.
    — Mam nadzieję, że Sif i reszta rodziny ma się dobrze — zaczął, gdy ruszył za Thorem do środka. Czuł się jakby wszedł do miejsca, które opuścił ledwie kilak miesięcy temu. Przy pierwszym spojrzeniu nie było widać wielkich różnic. Tak jak zapomniał drogi do Napa, tak doskonale pamiętał ten dom, no prawie doskonale, ale nie widział go na tyle długo, że musiało się w nim coś zmienić. — Jak praca na ranczu? Nie miałeś ostatnio żadnych problemów? Ludzie na południu mówili coś o złej pogodzie.
    Nie był to może najciekawszy temat, ale od czegoś trzeba było zacząć.
    [Wybacz, że odpisuję dopiero teraz. Następnym razem postaram się szybciej.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.