środa, 9 sierpnia 2017

I'm not your enemy...

PRZYWÓDCA NOWYCH BOGÓW

I've become so numb...
I can't feel you there. I've become so tired.  So much more aware.
I'm becoming this.  All I want to do is be more like me and be less like you.

Kiedyś, dawno temu, wyplatałeś najlepsze sieci rybackie, twój cudowny wynalazek. Dziś, po tak wielu latach, wróciłeś do tego, tym razem jednak tworzysz globalną sieć, którą oplatasz cały świat bogów i ludzi. Ale jednocześnie tkasz też zupełnie inną sieć. Z najwyższą starannością uwikłałeś siebie samego w plątaninę kłamstw, z których nie potrafiłbyś się już uwolnić, nawet gdybyś kiedykolwiek tego zapragnął. Ale nie zapragniesz, prawda? Stworzyłeś sobie dwa odrębne życia i w obu okłamujesz wszystkich dookoła i samego siebie. Pod perfekcyjną iluzją kryjesz swoje prawdziwe ja...
I kolejne kłamstwa.

WYBIERZ MĄDRZE
PRAWDAKŁAMSTWO

W PIGUŁCE ▪ LOKI LAUFEYJARSON ▪ DAWNIEJ ▪ PÓŹNIEJ ▪ POWIĄZANIA
Z dedykacją i podziękowaniami dla Drama Queen, która sponsoruje cudowne zdjęcie Mr.Worlda. <3
W karcie niezapomniane "Numb" Linkin Park. <3 Podwójny wizerunek sponsorują Crispin Glover i Tom Hiddleston. Podstrony będą sukcesywnie uzupełniane i pojawią się już niebawem. A tymczasem witam się oficjalnie i zapraszam do wątków i powiązań. Im więcej się będzie działo tym lepiej. Sto lat nie pisałam, więc zardzewiałam twórczo i proszę o wyrozumiałość. :) Ukochamy kogoś za Shadowa, Vali'ego, Mr.Towna i Hønira.
P.S. Przepraszam, że właśnie zaspoilerowałam największy plot twist "American Gods" <3

75 komentarzy:

  1. [Witam Lokiego/Globalizację! Ciekawy pan, naprawdę, bardzo ciekawy. Karta napisana cudownie i Tom Hiddleston <3. Dla mnie Tom to chyba jedyny Loki, zagrał go bezbłędnie ;)
    Nie wiem czy zapraszać do mojego Lucjana, czy nie zapraszać?
    Niech sam Loki zadecyduje czy chce rozmawiać z diabłem!]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  2. [Kurczę. Sam nie wiem czy wolę Lokiego czy Worlda xD
    Myślę, myślę. Bo w sumie Luckowi ewentualna wojna bogów byłaby na rękę. Dla niego to nawet najlepiej by było gdyby starzy bogowie ten konflikt wygrali (bo później mogłoby między nimi dojść do walki o władzę, no i Lucek poczekałby aż większość by się wybiła *aż tak bardzo ten mój Lucjan jest pazerny na władzę?*). Ale w sumie...to może jeśli ci nowi Bogowie wygraliby ten konflikt to też dałby sobie rade? Też by coś wykombinował? Wszak to diabeł jest, który wszędzie się wkręci ;)
    Może pomyślmy nad jakimś jednym wątkiem do Lokiego i jednym wątkiem do Globalizacji. Wybierzemy co bardziej nam leży i co może okazać się lepsze :D
    Bo tak właściwie to mnie jest obojętnie z kim Lucjan sie spotka ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  3. ["Globalization? Ain't nobody have time for that"
    Witam szefa, groźny jest na potęgę! Zimny, prowadzący własne gierki pod przykrywką globalizacji. Naprawdę jestem pod wrażeniem, jak świetnie wyszły ci, jakby nie patrzeć dwie, postaci. Coś czuję, że znajdzie tu dużo wątków :)
    Pisałaś o wątku pod moją kartą, więc kombinujemy coś? Chociaż nie wiem, czy ktoś tak mało ważny jak Mem ma szanse nawet dostać się do gabinetu Worlda (a już nie wspominając, że po drodze trzeba jeszcze pokonać Auchan)

    P.S. Thjazi to mi się tylko z krasnalem z Thorgala kojarzy :D]

    Mr Meme
    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/ce/7b/10/ce7b10cd6e2c4efcc4f1ce1ef670e0c0--loki-marvel-loki-thor.jpg

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. [Proszę mi nie odbierać pracy
      http://s2.quickmeme.com/img/2c/2c5361ceccf19d6e33e2551067bc0bcbec2ca8185b318bb62f5f1bfd11a77cc9.jpg]

      Mr Meme

      Usuń
    2. Żona szefa może wszystko, honey. <3
      https://camo.derpicdn.net/ab8514f85635581b45f381d0036038c8f705a90f?url=http%3A%2F%2Fwww.troll.me%2Fimages%2Ftrololo%2Fu-mad-bro-nah-u-just-jealous.jpg

      Usuń
  5. [Kocham go. World jest chyba jednym z ciekawszych "Nowych Bogów". Oczywiście bardzo chcę jakiś wątek i powiązanie. Jeśli masz jakiś pomysł na coś z moim najbardziej neutralnym spośród neutralnych to zapraszam.]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej, cześć! Dziękuję serdecznie za powitanie i przemiłe słowa. Mam nadzieję, że Twoje życzenia się spełnią i zabawię na AG na długo. <3 Nie znaczy to jednak, że Cię lubię, bo mi zaspojlowałaś serial, który zaczęłam dzięki Tobie oglądać. :c Wybaczam tylko dlatego, że w karcie jest Hiddles, który… no och. No to jest Hiddles. *-* Wybacz, że na początek dość sztampowo, ale musiałam się pozachwycać doborem zdjęcia, na którym wygląda jak Gotye (now you’re just some brother that I used to know…). Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że i samą kartę skonturowałaś niesamowicie ciekawie. Podoba mi się enigmatyczny, acz zachęcający wstęp i podział na „Prawdę” i „Kłamstwo”, które oczywiście przeczytałam i wciąż mam focha za zdradzenie mi plottwista. Tak serio jednak – gratuluję tekstu i kreacji tej niesamowicie złożonej postaci. Wyszła Ci – moim skromnym zdaniem – znakomicie, dlatego bardzo chętnie wymyśliłabym jakieś powiązanie/relację albo ot, zwykły (o ile wśród bogów cokolwiek jest „zwykłe”, lel) wątek. Nie bardzo jednak wiem, jak nasze postaci połączyć – pomożesz, proszę? ;]

    ANNA Dziewanna CARTER

    OdpowiedzUsuń
  7. [To ja teraz oficjalnie dziękuję za powitanie i kłaniam się nisko z moją różową grzywą przed panem Lokim/Worldem :3
    "Numb" było jedną z kilku moich ulubionych piosenek, które kiedyś słuchałam w trakcie "spaceru wkurwienia", czyli szlag cię trafia? idź z słuchawkami w uszach przed siebie tak daleko, aż gniew zejdzie. Uruchomiłaś wspomnienia, dawno jej nie słuchałam :D]

    Lady Bajeczny Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  8. To wszystko przerosło ją już dawno. Odkąd tylko dostrzegła, że jej mąż zaczyna coraz częściej znikać, poświęca jej coraz mniej czasu, zaczęła myśleć. Myślenie nie jest dobre. Nie w takich sprawach. Nie tu, nie w przypadku miłości.
    Wszystko było w porządku przez całe tysiąc lat. Bywało lepiej, bywało gorzej, ale nigdy nie było tak tragicznie jak w czasach, w których mieszkali w Asgardzie. Stany Zjednoczone i ziemie należące do duchów były ich azylem, łańcuchem, który splótł na nowo skrzywdzonych i poniżonych bogów.
    Ale teraz trafiło się to…
    Nie chciała wierzyć w to, że ją zdradza. Nie chciała uwierzyć, że znalazła się na tym brudnym świecie kobieta, która zawróciła mu w głowie do tego stopniu, że zapomniał już o latach spędzonych z żoną, o jej poświęceniu i miłości. Że zapomniał o tym, że to w jej ramionach zawsze znajdował upragnione ukojenie.
    A może odnalazł coś, czego nie mógł znaleźć w Sigyn… Nie okłamujmy się, była kiepską kochanką. Nie była przesadnie piękna, jej kształty pozostawiały wiele do życzenia, była okropnie szczupła, może nawet zbyt szczupła. I w innych aspektach… też czuła, że nie jest dla niego wystarczająca. Ale starała się. Mimo tego, jak bardzo pogardzała sobą codziennie przed lustrem, chciała dać mu wszystko.
    Musisz się zastanowić – usłyszała niegdyś od Miki, gdy pękła i powiedziała mu wszystko to, co od pewnego czasu ją gryzło. Jeśli uważasz, że Twój związek jest wart walki, walcz.
    Był warty. Loki był warty wszystkiego. Jeśli tylko zażyczyłby sobie, aby oddała za niego życie – zrobiłaby to. Dlatego próbowała. Chciała jeszcze o niego walczyć. Gdy tylko miała okazję, oplatała ciepło ramionami jego szyję. Upewniała go, jak bardzo go kocha. Całowała czule i długo, starała się być kochanką, na jaką od zawsze zasługiwał.
    Tylko… chyba na próżno…
    Dlatego zaczęła się poddawać, choć nie chciała. Każdy jego pocałunek stawał się dla niej zdradziecki i toksyczny, w zasadzie czuła, jakby całowała ją zupełnie inna osoba. Nie jej Loki. Nie jej mąż. Nie mężczyzna, który był jej.
    Nie wrócił na noc i tym razem. Sigyn spała źle, a jeszcze bardziej przerażała ją wizja dyżuru nocnego. Chciała wyjaśnień i jednocześnie bała się tego, co może usłyszeć. Wahała się, ale postanowiła postawić wszystko na jedną kartę.
    Przy porannej kawie wyciągnęła kartkę z długopisem, które udało jej się znaleźć, po czym zasiadła w kuchni przy stoliku i zamknęła na moment oczy, nim na papierze zaczęły pojawiać się kolejne litery.
    Najdroższy,
    na początek chciałabym, abyś wiedział, jak bardzo Cię kocham. Nigdy nie przestałam, nigdy nie przestanę – niezależnie od tego, w co się wplączesz i jak wiele błędów będziemy musieli naprawiać. Naszą siłą zawsze było to, że trwaliśmy razem, bez względu na wszystko. My zawsze znajdowaliśmy do siebie drogę, nawet jeśli rozdzielano nas siłą, nawet jeśli nas krzywdzono.
    Nie mogę tego zrozumieć. Czy zapomniałeś o tym? Czy zapomniałeś o nas? Czy znalazłeś gdzieś coś, co daje Ci większe poczucie spełnienia? Wiem, że jestem niedostatecznie dobrą żoną. Żoną, kochanką, kobietą. Jednak zawsze się starałam i zawsze trwałam u Twojego boku, chociaż czasem bolało. Kochałam Cię zawsze.
    Zawsze mogłeś ze mną porozmawiać. Pamiętasz? Po pierwszej szczerej rozmowie pocałowałam Cię po raz pierwszy. Ja pamiętam dokładnie. Więc jeśli potrzebujesz rozmowy, bądź jeśli jest coś, co Ci nie pasuje… Lub jeśli nie jestem już dla Ciebie odpowiednia, a swoje szczęście znalazłeś gdzieś indziej… porozmawiaj ze mną. Proszę.
    Na zawsze Twoja,
    Sigyn

    Przebiegła wzrokiem przez kartkę. Skrzywiła się jednak i zgniotła ją, wyrzucając w stronę kosza. Nie zwróciła uwagi, że kartka nie wpadła do kosza, a obok. Za moment zebrała swoje rzeczy i wyszła. Czekała ją bardzo długa i męcząca noc z poczuciem, że jest najgorszą kobietą na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *
      Była zmęczona, śpiąca i jedyne, o czym marzyła, to ciepłe łóżko, w którym mogłaby się schować i odpocząć od złego świata, a także pracy ponad swoje siły. Przynajmniej wyszła w miarę szczęśliwa. Udało jej się uratować bardzo ciężki przypadek. Wykupiła życie człowiekowi. Dla niej może to małe zwycięstwo – ale dla jego rodziny nowa szansa.
      Przechodząc przez zaciemniony już parking szpitala otworzyła torebkę i dłonią starała się znaleźć kluczyki do samochodu. Te jednak, jak na złość, zginęły. Dlatego ze złością zajrzała do środka torebki – i wtedy wszystko potoczyło się aż zbyt szybko.
      Nie zdążyła krzyknąć, gdy poczuła nagły paraliż w całym ciele, a potem runęła jak długa na ziemię. A potem… potem wszystko zostało spowite przez mgłę.
      *
      — Kto to, do kurwy nędzy, jest? – Niski głos należący słyszalnie do kobiety wybudził ją z odrętwienia.
      Zamrugała powoli, przeganiając mgłę sprzed oczu. W pomieszczeniu panował półmrok. Przed sobą ujrzała szczupłego mężczyznę, sylwetką i stylem ubioru wyglądał jej na ledwie nastolatka. Przed nim stała czarnowłosa kobieta o kształtach, których pewnie zazdrościły jej całe rzesze kobiet. Wyglądała na starszą i, z tego co mogła wywnioskować po tonie wypowiedzi, była tutaj ważniejsza.
      — Przywieźliśmy prezent dla szefa – bezczelnie odpowiedział nastolatek, krzyżując ramiona na torsie.
      Kobieta zerknęła w stronę Sigyn i podeszła do niej. Podniosła jej podbródek ku górze – ale nie był to ruch nagły i gwałtowny, jak się tego spodziewała. To dziwne, ale miała wrażenie, że ona… nie chce jej skrzywdzić.
      To po co ją tutaj przywlekli?
      Kobieta otarła jej czoło. Gdy cofnęła rękę, Sigyn dostrzegła krew na jej palcach. Musiała sobie rozbić głowę przy upadku…
      — Co jej zrobiliście? – spytała kobieta, podnosząc się i wracając do nastolatka. – I nie próbuj, kurwa, mówić, że sama się tak urządziła albo tak ją znaleźliście. Powtarzam, co jej, kurwa, zrobiliście?
      — Nic – odrzekł lekceważąco i wzruszył ramionami. Spojrzał na Sigyn i uśmiechnął się w taki sposób, że ta aż spuściła wzrok, nie mogąc patrzeć na jego szyderczą twarz. – Wyjebała się, tyle.
      — Sama się wyjebała?
      — No tak. Nie zdążyliśmy jej złapać. Zdarza się, upadła jak koślawa koza.
      Nagły plask zmusił Sigyn, aby podniosła głowę. Nie mogła uwierzyć, ale to, co słyszała, było prawdą. Czerwone ślady po krwi na policzku zdradzały, że kobieta właśnie uderzyła nastolatka. W pomieszczeniu na moment zapadła cisza i przez chwilę Sigyn była pewna, że chłopak rzuci się na nią z pięściami. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
      — Powtarzam ostatni raz. Kto to, kurwa, jest?
      — Żoneczka przydupasa naszego staruszka. Swoją drogą, niezła dupa, nie? – odezwał się drugi chłopak, który wyszedł zza pleców Sigyn. – Kurwa, szkoda. Wyruchałbym…
      — Zabierzcie ją stąd. Zabierajcie ją i odstawcie ją grzecznie do domu zanim World się tutaj zjawi.
      — Co? Pojebało cię? Nie ma mowy. World nas ozłoci, że przywieźliśmy mu…
      — Czy ty mnie, do kurwy nędzy, słuchasz? Bądźcie grzecznymi chłopcami, rozwiążcie ją i odstawcie, kurwa, do domu.
      — Przecież World sam chciał! To mu znaleźliśmy! Będzie dumny, a ty się nie wpierdalaj w nasze sprawy! Myślisz, że jesteś tutaj ważna? Czy boisz się, że stracisz stołek?

      Usuń
    2. — Mam was pogłaskać po głowie? – murzynka prychnęła i skrzyżowała ramiona pod biustem. – Brawo. Jestem z was dumna. Porwaliście bezbronną kobietę! Wygląda, jakby nie spała od dwóch dni. Cudownie! Kto będzie następny? Wyrwiecie małego Jezusa Maryi? Czy postawicie jednak na pół-bogów szlajających się po świecie? A wiecie co? Po co, kurwa, się ograniczać! Zabieramy od razu śmiertelniczkom niemowlaki, BO DLACZEGO, KURWA, NIE! Zabierajcie ją stąd, natychmiast.
      — Pierdol się, czarna dziwko.
      Kobieta zrobiła szybki krok do przodu i złapała nastolatka za krocze. Mocno. Zbyt mocno. Nastolatek krzywi się, mając zamiar za moment wypluć jej w twarz całą gamę przekleństw.
      — Jeszcze jedno słowo, a przy następnym ruchu tych twoich cudownych usteczek będziesz przeżuwał swoje jaja. Zabierajcie ją stąd.
      — Za późno – usłyszała za plecami jeszcze nim drzwi się otworzyły. Kobieta odsunęła się od chłopaka, sycząc coś pod nosem. Za moment pojawił się… kolejny mężczyzna. W garniturze, w kapeluszu, który ściągnął z głowy po przekroczeniu progu.
      Gdy spojrzał na Sigyn, przez jej ciało przebiegł dreszcz. Knebel w ustach nie pozwalał jej cokolwiek mówić – ale i tak teraz nie byłaby w stanie wydusić z siebie słowa. Bardziej martwiła się o… o Lokiego. W co on się wpakował, skoro ją tutaj przywlekli, przez niego…?
      Gdy mężczyzna ruszył dalej, poczuła, że coś jest nie tak. Znała ten krok. Znała ten styl chodzenia. Znała ten wyraz twarzy przy konsternacji i strachu.
      Niemożliwe…
      Loki…?

      wystraszony Bałwanek i wkurwiona asystentka

      Usuń
  9. [Tatuś ♥
    Ja ukochuję z całego serduszka, Helcia posyła w diabły, standardowo.
    Chodź! ♥]

    Córunia

    OdpowiedzUsuń
  10. [no powiem ci slonce, ze sie karta udala - nie bede lukrowac, ze postac "znana" bo tez i nie ;), ale juz go lubie ;)
    Duuuzo waciszow itp, itd ;]

    sama wiesz kto, ale piora zostawia, bo moze sie kiedys prawnik przyda ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. [właściwie jak wymyślisz mi jakąś odjazdową, różową robotę, to NRJ może się zgłosić do Worlda, gdyż stwierdzi, że hajsu na brokat brakuje, a jeśli chodzi o Lokiego to nie wiem :D]

    Jej Wysokość Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  12. [dziękuję dziękuję :)
    w sumie można coś i tu ukręcić, na przykład propozycję przejścia na ciemną stronę mocy :D Posejdon będzie twardo stał przy swoim, jakaś afera może powstać przy odrobinie szczęścia i wyobraźni ;)]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję za powitanie i wiele miłych słów. Podejrzewam, że inni już to napisali, ale bardzo podoba mi się sam pomysł na kartę i jej podział. Natomiast sposób w jaki go opisałaś jest świetny i chyba mam kolejny powód, by sięgnąć po książkę.
    Obejrzałam serial (i nie wiem, czy to dobrze, bo wolę poznać pierwowzór przed adaptacją), żeby wejść w klimat, ale planuję wziąć się za książkę, jak tylko wpadnie mi w ręce, ale bardzo się cieszę, że nie namieszałam.
    Zastanawiałam się ostatnio, czy nie wrócić z Romulusem na Fabletown, bo wyszło jak wyszło i nie popisałam nim za wiele, ale zobaczymy jak będzie z wolnym czasem.
    A jeśli chodzi o wątek do bardzo chętnie, nie wiem tylko, w którą stronę chciałabyś pójść. Jeśli kombinujemy raczej z Lokim, mogę zaproponować jakieś prace budowlane przy jego domu, o ile chronologicznie jakoś uda się to ustawić. Obecnie Janus zajmuje się raczej nieco większymi projektami, bo i ten zakres bardziej pasował do tego czym się opiekował(mosty), ale jakoś musiał zacząć. Albo możemy wyjść od czegoś ciekawszego z Mr. Worldem, choć nie wiem, jak by ich połączyć, poza faktem, że lepiej mieć boga zmian po swojej stronie albo neutralnego niż stojącego za Odynem.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  14. [Come at me, bro! Chociaż wolałabym (i Michał [chyba] podziela tę opinię) uniknąć rozlewu krwi, nawet małego :D
    W pierwszej kolejności dziękuję za komplementy! A skoro uprzejmości już za nami, zapraszam, oto bilet na kolejkę górską, jaką zapewne będzie nasz wątek. Powiedz mi tylko, czy zaczynamy z przysłowiowym pierdolnięciem, czy jednak nie będziemy przyświecać hitchcockowskiej zasadzie, że najpierw trzęsienie ziemi i później tylko gorzej? :D]

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć, dobry wieczór! Dziękuję serdecznie za powitanie i miłe słowa pod kartą. Również mam nadzieję, że Ojciec Niebo pojawi się w miarę szybciutko. :'D Chęć mam zawsze, szczególnie z tak interesującą postacią. Co do powiązania z przeszłości, jaki charakter miałaby wtedy mieć ich relacja? Proponuje jakieś spotkanie po latach czy coś takiego.
    Dziękuję raz jeszcze i mam nadzieję, że zabawię tu dłuuuuugo. <3]

    MATKA ZIEMIA, Flora

    OdpowiedzUsuń
  16. [Z tą mocą to właśnie o Posejdona mi chodziło :D
    Uuu o pożyczaniu szofera to nie pomyślałam, mogłoby w sumie wyjść ciekawie gdyby dostali jakieś zadanie do wykonania :D (zapytam przygłupio, żeby było mi łatwiej świat rozumieć, bo nie czytałam, obejrzałam na razie tylko serial. to jest coś w rodzaju rozdwojenia jaźni?)
    A co do Posejdona to w sumie... mam pustkę xD Na prawdę, ciężko mi coś sobie wyobrazić, mógł Loki czymś zaleźć za skórę, ale nie przychodzi mi do głowy czym]

    NRJ & Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  17. [W takim razie pomyślmy o czymś z Mr. Worldem, bo też wydaje mi się, że może wyjść z tego coś ciekawszego. Jasne, że wie i nie próbuje uciekać, dlatego nie przyłączył się do starych bogów. Myślę, że możemy wyjść od rozmowy i zobaczyć, co z tego wyniknie. W zasadzie to opcji spotkania jest kilka, a zakładam, że to Mr. World wyjdzie z pomysłem tej rozmowy. Mam kilka bardzo ogólnych koncepcji, z których część jest do odrzucenia, ale na razie rzucę je wszystkie, żeby było nad czym się zastanowić. Możemy postawić na coś zwyczajnego, przynajmniej na poczatku, i wyjść znów albo od pracy Janusa, gdzie teoretycznie dałoby się go znaleźć (wtedy możemy mieć wątek w terenie, bo w sumie czemu nie), albo niech spotkają się u Janusa w mieszkaniu. Inną opcją jest umówione spotkanie i to w zasadzie też mogłoby być dobrą podstawą dla wątku. Jeśli jednak masz jakiś bardziej konkretny pomysł, to możemy go wykorzystać.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jeśli to coś u góry nie ma za bardzo sensu, to przepraszam. Zwyczajnie muszę się trochę wgryźć w tematykę. Potem powinno być lepiej.]

      Usuń
  18. [tyle, ze ja nie wiem co tu wymyslec a raczej Loki na pogaduchy, plotki czy chodzenie do kina sie nie nadaje ;o]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć! Kombinowałam, aż coś wykombinowałam. Bałam się tylko, że coś zepsuje, ale filmy z Meyersem są inspirujące, więc wyszło "w miarę". :D Dziękuję bardzo! Jeszcze nie dogrzebałam się do pomysłu na wątek, ale sądzę, że jakiś wspólny grunt panowie mogliby znaleźć. Myślę, ale jak ty już coć masz to wal.]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jeszcze się Thor braciszka posłucha i już nie będzie miał kogo Loki dręczyć! Taki smuteczek będzie.]

    Młotek

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ładnie ci z tą maską kłamliwego zdrajcy, tak bardzo to do ciebie pasuje!]

    Sif

    OdpowiedzUsuń
  22. [Luzik-arbuzik, mam zbyt dużo pomysłów na postacie, by spinać xD]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  23. [Tak! Wątek Makarona i Lokiego/Mr.Worda byłby epicki. Tylko jak robimy? Masz może jakiś pomysł/zalążek pomysłu?
    I mama nadzieje, że będzie tak jak mówisz...że ta 1/3 Administracji (wcale nie wiem że chodzi o Q) będzie zachwycona makaronem ;)]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  24. [Jak ktoś mi zrobi piesełka to ukocham najmocniej! To będzie totalnie pełnia szczęścia!
    Dziękuję za śliczne piesełkowe powitanie, a wątku oczywiście sobie nie odpuszczę ;) Nie z Lokim, nie z Twoim pomysłem. Pozostaje tylko ustalić od czego konkretnie zaczynamy i możemy pisać!]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ale Loki chce robić z piesełkiem nieco inne rzeczy niż Ostara... :D Więc to w sumie żadna konkurencja ;)
    Pomysł mi jak najbardziej pasuje! Chcesz zacząć i zgarnąć punkty dla konkurencji czy ja mam dla siebie? :D]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  26. [Odpisuję teraz, bo musiałam trochę doczytać, żebyś nie musiała zbyt wiele tłumaczyć, jak coś będzie nie tak to mnie popraw, bo sam pomysł bardzo mi się podoba i nie chcę później niczego sknocić.
    Możemy rozegrać to tak, Janus na początku był neutralny, ale z racji swoich zdolności i tego, czemu patronuje (w tym wypadku układy sojusznicze) zaczął mieć przeczucie, że coś jest nie tak. Wykorzystał wiec swoje umiejętności i dowiedział się co (zakładam, że ta jego moc działa dość podobnie do naszego wzroku, żeby zobaczyć coś w przeszłości czy przyszłości musi mniej więcej wiedzieć, co chce zobaczyć, to nie są jakieś przypadkowe wizje). Nie zdecydowałby jeszcze, co ma zamiar z tą wiedzą zrobić, bo on raczej nie działa pochopnie, a w pracy na jakiejś budowie, nad której projektem pracował, zjawiłby się Mr. World (wiedzący, że Janus wie albo dopuszczający taką możliwość, to już zależy od Ciebie), żeby zacząć rozmawiać i umówić się gdzieś, gdzie będą mieli więcej czasu. No i od tego miejsca możemy już zakończyć ustalenia i zobaczyć jak to się potoczy oraz do czego dojdą w trakcie tej rozmowy.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  27. [Jeśli tak – to chwała drama queen za pomysł, bo jest świetny! Wybacz, że z takim opóźnieniem odpisuję, ale dużo się zadziało w moim życiu. (: Niemniej jednak, cały czas jestem chętna na wątek i nie ustaję w poszukiwaniach odpowiednio ciekawego powiązania – cholera, taka postać, jak Twoja, tak świetnie wykreowana, zasługuje na wszystko, co najlepsze. Opowiedziałabyś mi coś więcej o tej relacji między Lokim a indiańskimi bogami? Może jakaś drama z przeszłości odbije się na przyszłości? Musiałabyś mi jednak wszystko (łącznie z książkową wizją oraz historią i twistem, a więc spojlerami) dokładnie wyjaśnić. :c]

    DziewANNA

    OdpowiedzUsuń
  28. [O teraz czaje :D W sumie nawet zaczęłam już czytać książkę *unosi dumnie nos do góry*, ale jestem dopiero na początku :D
    Czyli zakładamy ze jednorożec pracuje już dla worlda, trafia się Loki przy którym robi z siebie nieświadomie idiotkę tłumacząc ojcu jak się dzieci robi, a odbywa się to w trakcie super-hiper-ultra tajnej misji... No właśnie, jakiej misji? Może jakiś mało ważny nowy bóg będzie coś głupiego odwalał gdzieś na drugim końcu hameryki i trzeba by było pojechać po niego/pojechać ustawić go do pionu, co by w zasadzie jednorozcowi wcale nie wychodziło, bo się zupełnie dO takich rzeczy nie nadaje i znowu Loki się usmieje, co ty na to? :D]

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  29. [W nagrodę od ambasadorki darmowa gumowa bransoletka ze znaczkiem Nike! :D
    W sumie z panem Worldem moglybysmy spróbować rozegrać akcję przekonania jej do zmiany teamu :)]

    Nike

    OdpowiedzUsuń
  30. [Szczerze powiedziawszy to nie wiem co bardziej wolałby Makaron xD Myślę jednak, że przyjmie każdą propozycję od Lokiego, nie ważne czy będzie to ściganie sie po ulicach miasta, czy dokarmianie makaronem ;)
    Wątkiem z Panem Szefem nie pogardzi...i w sumie to może by jednak z szefem? Taki niegroźny Potworek, który gada z szefem, albo coś w tym stylu ;) Nie wiem...masz jakiś pomysł?]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  31. [W końcu się doczekałam mojego tatusia. Teraz czekam na wątek! <3]

    Narfi

    OdpowiedzUsuń
  32. To był on. To był jej Loki, teraz była tego pewna. Moment zawahania w jego oczach, to, w jaki sposób na nią patrzył… W taki sposób patrzył na nią tylko Loki. Tylko wtedy, gdy zraniła się i potrzebowała opieki. I wtedy, gdy czuł się winny tego, że znalazła się w takim stanie.
    To był jej Loki – a jednak nim nie był. Kim był ten mężczyzna, którego maskę teraz nosił…? Nigdy nie widziała na własne oczy przywódcy nowych bogów. Nigdy nawet w domu nie poruszali tego tematu… Teraz już miała odpowiedź, dlaczego. Bo tak było mu wygodniej.
    Chciała być na niego wściekła. Chciała się rzucać i krzyczeć, ale jedyne, co teraz potrafiła, to powstrzymywać napływające do oczu łzy, gdy jej nie-Loki zbliżał się coraz bardziej. Gdy jej nie-Loki zsunął knebel z jej ust, gdy jej nie-Loki rozpętał jej ręce i nogi. Gdy jej nie-Loki mówił do niej głosem tak bardzo nie-Lokiego, że aż ją to zabolało.
    Przerażenie mieszało się teraz z rozczarowaniem i bezradnością. Była wściekła i poniżona jednocześnie. Chciała się schować i krzyczeć na raz. Pod naporem emocji kilka łez, których nie zdołała zatrzymać, wypłynęło z jej oczu – a gdy tylko poczuła je na swoich policzkach, natychmiast spuściła głowę, aby ukryć je przed nie-Lokim.
    Kiedy przegapiła moment, w którym jej najdroższy, ukochany Loki stał się kimś tak bardzo… obcym?
    Nie docierały do niej słowa nie-Lokiego. Chusteczką, którą łaskawie jej podał, ocierała krew sączącą się z czoła. Gdy odwrócił się od niej plecami, zamknęła oczy, pozwalając, aby jeszcze kilka łez popłynęło po policzkach. Nie zauważyła nawet, że w pomieszczeniu była jedna osoba bardziej zainteresowana nią samą niż krzykami mr. Worlda. Czarnoskóra kobieta stała w cieniu, z ramionami skrzyżowanymi pod biustem – i przyglądała się jej.
    Za to niemal podskoczyła, gdy przed nią padł jeden z jej oprawców. Patrzył w jej twarz z bezczelnym uśmiechem i wydukał przeprosiny. To zabolało ją jeszcze bardziej, poniżyło jeszcze bardziej. Przed oczami stanął jej ponownie obraz wesela, na którym bogowie zaśmiewali się do rozpuku z Lokiego, który obnażył się i dał poniżyć. Wszystkie twarze wykrzywione w szyderczych uśmiechach… Cała presja, wszystkie chowane w głębi duszy wspomnienia teraz wróciły…
    Do pierwszego dołączył też i drugi. Za rozkazem nie-Lokiego ukląkł przed nią i przeprosił ją, a potem nie-Loki spojrzał prosto na nią i zadał pytanie. Przez chwilę trwała w bezruchu. Dopiero po chwili zdobyła się na krótkie skinienie głową, choć to nie na przeprosinach tych nowych bogów jej zależało. Chciała czegoś zdecydowanie innego…
    I gdy po tysiącach lat myślała, że już to ma, wszystko przepadło. Świadomość, że żyła w świecie iluzji, spadła na nią jak grom z jasnego nieba.
    — Oshun – nie-Loki zwrócił się do murzynki. – Odwieź żonę Lokiego bezpiecznie do domu.
    Oshun nie słuchała już komentarzy i wtrąceń Telewizji. Opuściła splecione dotąd ręce i ruszyła w stronę przestraszonej i zrozpaczonej Sigyn. Pochyliła się nad nią i przez chwilę spojrzenie dwóch bogiń się spotkało. O dziwo, Sigyn nie dostrzegła tam nieustępliwości, której pokaz miała okazję podziwiać jeszcze przed wejściem męża. Jedyne, co widziała to… sama nie wiedziała… troskę…? Współczucie…?
    Oshun delikatnie otarła z policzków Sigyn łzy, a potem wyprostowała się i podała jej dłoń.
    — Chodź – szepnęła. – Zabieram cię stąd.
    *
    Jechały tak już kilkanaście minut. W szyby samochodu uderzał deszcz, jakby dokładnie potrafił odczytać nastrój skulonej na przednim siedzeniu Sigyn. Oshun nie udało się jej przekonać do zapięcia pasów i by usiadła normalnie, jak człowiek, więc porzuciła swoje starania, wsiadła do auta i po prostu jechała. Jechała. I jechała. Cały czas kątem oka zerkając na blondynkę.
    Ale ta ani drgnęła. Kolana podciągnęła aż pod samą brodę, głowę oparła o szybę i ślepo patrzyła w dal przez boczną szybę. Chociaż nie płakała, Oshun była pewna, że to jedyne, na co ma teraz ochotę. Stara się być tylko silna. Z jakiegoś powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na ironię, w radiu zaczęło lecieć Love me tender w wykonaniu Elvisa Presleya. Oshun dostrzegła kątem oka, jak Sigyn zaciska powieki i zagryza dolną wargę, więc jedną dłonią wyłączyła odbiornik w samochodzie.
      — Głupi Presley – mruknęła bardziej do siebie niż do niej.
      — Lubię Elvisa – o dziwo, szeptem, acz jednak, odpowiedziała Sigyn.
      — Naprawdę? – spytała Oshun, zdumiona, i w zasadzie też trochę zadowolona, faktem, że po tak ciężkim dniu Sigyn w ogóle się do niej odezwała. – Ale chyba nie ten utwór?
      — Był w porządku – odpowiedziała i gdy usłyszała, jak bardzo zachrypnięty jest jej głos, odchrząknęła i poprawiła się na siedzeniu.
      — A który jest najbardziej w porządku?
      Sigyn przez moment nie odpowiadała. Wpatrywała się w dal i Oshun zaczynała się już zastanawiać, czy w ogóle dostanie odpowiedź, gdy usłyszała:
      — Can’t Help Falling In Love.
      — Kojarzę go. Radia molestują ten utwór szczególnie na święta.
      — Jest idealny na święta – odparła, zamknęła oczy i pozwoliła swojej głowie opaść. – Jest idealny do tańca. Przy kominku, przy rozświetlonej choince i lampce wina… - przez moment na ustach Sigyn pojawił się cień uśmiechu i Oshun prawie miała ochotę odtrąbić zwycięstwo, gdy uśmiech został szybko zastąpiony przez grymas. – To takie głupie…
      — To nie jest głupie. To naprawdę uro…
      — Jest głupie – przerwała jej szeptem.
      I znów zapadła cisza. Bardziej niezręczna niż poprzednia, a Oshun posmakowała tak obcego jej uczucia jak poczucie niezręczności. I odrobinę bezradności w sprawie, choć jeszcze nie zamierzała się poddać. Była w końcu boginią wody, prawda? Woda zawsze znajdzie ujście…
      A Oshun za cel postawiła sobie złagodzenie bólu i gniewu Sigyn. I osiągnie to. Jakoś.
      — Słuchaj… Widzę, że czujesz się źle. Postaraj się otworzyć, to ci naprawdę pomoże.
      — Przed kim? Przed tobą? Nie znam cię. Nawet nie pamiętam jak się nazywasz.
      — Cóż… Zawsze możesz na mnie mówić Catwoman, jeśli poczujesz się z tym lepiej.
      Kącik ust Sigyn drgnął i gdy Oshun już miała odczytać to jako dobry znak, usłyszała:
      — A na niego wołać Batman?
      Celowo nie użyła żadnego imienia. Nie wiedziała, czy osoba, z którą jedzie, też jest oszukiwana czy też nie.
      Oshun zaśmiała się jeszcze zanim dotarła do niej aluzja. Potem zaczęła śmiać się jeszcze bardziej. Tylko ten śmiech przerodził się już w ten z rodzaju niezręcznych.
      — Co? Ty naprawdę myślisz, że ja i twój mąż… Nie! Nie, kurwa, nie!
      — Więc wiesz.
      I po raz kolejny zapadła cisza. Oshun miała wrażenie, że każda kolejna jest jeszcze bardziej niezręczna. Wzięła głęboki oddech i westchnęła głęboko. Dostrzegała już dom Lokiego, do którego miała dowieźć Sigyn.
      — Słuchaj. Nie wiem, dlaczego Loki ci nie powiedział, ale wiem jedno. Kocha cię i na pewno znajdzie się jakieś wytłumaczenie, dlaczego tak wyszło. Wiem o tym, jestem boginią miłości, a jego uczucie poznałam osiemnaście lat temu i wiem, że jest niezmienne i głębokie.
      — Oczywiście – odparła i nacisnęła na klamkę, gdy samochód Oshun się zatrzymał.
      Czarnoskóra jeszcze przyglądała się, jak blondynka szuka kluczy i wchodzi do domu. Następnie westchnęła i zawróciła.
      — Masz przejebane, Loki.

      Usuń
    2. *
      Nie potrafiła zrozumieć. Czy zrobiła coś nie tak? Czy przez tysiąc lat dała mu choćby jeden powód, aby w nią zwątpił? Czy przez tysiąc lat go kiedykolwiek zdradziła, zawiodła, wydała sekret? Przecież to ONA z nim została, gdy wszyscy go opuścili. Ona z nim została, nawet gdy sam siebie chciał nienawidzić i gdy sam siebie chciał krzywdzić. Gdy sam sobą dawał pomiatać – ona zawsze była. Jako jedyny stały element w jego życiu. Zawsze. Była. Zawsze. Trwała.
      Dlaczego więc zaufał obcej kobiecie, a nie jej…? Dlaczego przez tyle czasu ją oszukiwał…?
      — Kochanie, przybyłem najszybciej jak mogłem! Wszystko w porządku? Księżycu mego życia, co oni ci zrobili… Nie wybaczę sobie tego… Powiedz mi, wszystko w porządku? Zaraz opatrzę tą ranę…
      Sigyn spojrzała na niego niechętnie, gdy ten niczym burza wbiegł do kuchni, w której stała. Powoli obniżała rękę z kieliszkiem wina. W następnej chwili rozległ się donośny plask. Ręką, w której przed momentem trzymała kieliszek z trunkiem, wymierzyła mu siarczysty, mocny policzek i gdyby jej myśli nie były teraz zajęte porządkowaniem zbyt wielkiej porcji emocji, zapewne sama siebie by zdziwiła, skąd w jej słabym ciele tak wiele siły.
      Zamiast tego, wycedziła przez zęby, czując kolejne łzy napływające do oczu:
      — Nie waż się mnie więcej dotknąć.
      Oszukał ją. Po raz kolejny. Nie chciała go dłużej słuchać ani nawet widzieć.
      Przecież i tak nie była dla niego nic warta.

      zawiedziony Bałwanek

      Usuń
  33. [No to Ostara ma nieco inne plany... :D Dogadają się :3
    Próbuj, bo nawet logiczniej będzie jak ty zaczniesz, to w końcu Loki przyjeżdża do mnie, nie odwrotnie. Czekam niecierpliwie!]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  34. [Na ogół umiejętności Janusa określane są jako patrzenie w przeszłość i przyszłość, więc tak to zinterpretowałam, zresztą to ciekawsze, niż gdyby miał wiedzieć wszystko. Dlatego teraz, co Janus dokładnie wie, bo to dość istotne. Miał przeczucie, że całą tą sytuacją stoi jakiś układ. Zaczął wiec szperać w historii przywódców poszczególnych stron, żeby się czegoś dowiedzieć. Wie, że szuka jakiegoś sojuszu i wie u kogo, więc jest w stanie coś znaleźć. I doszedł do tego, że układ został zawarty. Tylko teraz wyjaśnij mi proszę jedną rzecz. On był zawarty między Odynem a fizycznie Lokim, czy Worldem? Bo to w zasadzie od tego zależy, czy on ma świadomość, że World to Loki, czy nie. Bo jeśli widział Odyna i Worlda, to nie ma powodu przypuszczać, że World to nie World, jeśli Lokiego to prawdopodobnie połączy fakty. Wybacz, jeśli czegoś nie zrozumiałam i zawracam głowę, być może to kwestia pory.
    I możesz podrzucić mi kilka spoilerów, bo jestem dopiero w połowie książki. Nie wiem, czy wolisz to zrobić tu, czy na mailu (scotipinum@gmail.com), ale to jak już Ci wygodniej. Potem postaram się zacząć, bo w zasadzie chyba wszystko jest już ustalone.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dla mnie instagram to czarna magia, także będzie ciekawie :D
    Dziękuję za życzenia, oby się wszystkie spełniły! Mocno trzymaj kciuki.
    Wątku z szefem sobie nie odpuszczę, jakieś pomysły?]

    Instagram

    OdpowiedzUsuń
  36. Jego uśmiech nie wytrącił jej z równowagi. A wymierzony policzek nie przyniósł jej ukojenia. Tak jak cedzone przez zęby słowa. Chciała, żeby ją zostawił i odszedł. Chciała wyjść, zamknąć się w pokoju przed całym światem i odpocząć od rzeczywistości, która ją przytłoczyła. A jednocześnie chciała się rozpłakać, wyciągnąć ramiona i przytulić go tak, jak zawsze przytulała, gdy było źle. Jego ramiona były jej jedynym bezpiecznym miejscem.
    A teraz to bezpieczne miejsce ją zdradziło…
    Chciała się wyszarpnąć jeszcze gdy złapał ją za ręce, ale wiedziała, że to nie ma sensu. Był od niej dziesięciokrotnie silniejszy, więc po prostu stała, cała spięta, jak zagoniona w róg ofiara. Nie patrzyła mu w oczy, gdy do niej mówił. Słuchała, choć nie chciała słyszeć.
    A gdy mówił jej, że jest jego całym światem, gdy zapewniał, jak bardzo ją kocha – nie potrafiła już zapanować nad łzami, które po raz kolejny dzisiaj popłynęły po jej policzkach.
    Podniosła na niego zbolały wzrok, gdy skończył mówić. Miała ochotę przerwać mu wcześniej w kilku momentach, dlatego tylko otwierała usta, aby za moment je zamknąć. Teraz… teraz był jedyny moment, aby się odezwać.
    Chociaż nie chciała, aby wiedział, jak bardzo poczuła się źle.
    — Nie chciałeś mnie w to mieszać…? – wyszeptała. Patrzyła w jego oczy, choć powieki szczypały ją, a mgła spowodowana przez płynące łzy utrudniała widzenie. – Oczywiście… Ty nigdy nie chciałeś mnie mieszać… Kiedy pokłóciłeś się z Odynem tak, że nas rozdzielił. Kiedy znalazłeś sobie kochankę. Kiedy zniknąłeś na cały rok bez słowa. Kiedy pozwoliłeś się rozebrać, a potem pieprzyłeś olbrzymkę, która ci to zrobiła. Oczywiście. Mnie tam przecież nie było. To nigdy nie chodziło o mnie. To chodziło o ciebie. Zawsze chodzi tylko o ciebie. W świecie Lokiego liczy się tylko Loki. Loki i jego problemy. Loki i jego rany. Loki i jego tajemnice.
    Raz jeszcze szarpnęła się, a gdy i to nie przyniosło efektów, wycedziła przez zęby:
    — Puść mnie. Nie chcę już cię słuchać. Nie chcę nigdy więcej słuchać twoich kłamstw. Mam tego dość, Loki. Mam dość, bo nie jesteś w stanie mi zaufać po wspólnych tylu latach...
    Zagryzła dolną wargę, a potem opuściła głowę i zacisnęła powieki. Przez kilka sekund jeszcze wstrząsały nią kolejne fale łez, z którymi przestała już walczyć. Nie miała na to siły. Nie miała na nic siły…
    Nie patrząc mu w oczy, wyszeptała jeszcze, choć ledwo słyszalnie:
    — Naprawdę nie wiem, co jeszcze muszę zrobić… co jeszcze muszę znieść… abyś traktował mnie jak swoją żonę, którą podobno kochasz…
    Podobno. Dziś już powoli przestawała w to wierzyć…

    Bałwanek, który zaczyna tracić wiarę

    OdpowiedzUsuń
  37. Gdy przestała z nim walczyć, gdy nareszcie się poddała, rozluźnił uścisk. Czuła, jak jego ciepłe dłonie obejmują jej mokrą od łez twarz. Ale mimo to nie chciała na niego spojrzeć. Mimo że jeszcze kilka dni temu ten dotyk byłby najcudowniejszym doznaniem na świecie, dziś wolałaby, aby ją zostawił.
    Słuchała. Co innego miała zrobić? Wiedziała, że ma rację.
    Naprawdę starała się wybaczyć i zapomnieć to, co wycierpiała setki lat temu wśród bogów. Przez siedemset lat szło jej to tak dobrze – gdy byli szczęśliwi, gdy nareszcie byli rodziną, a Loki nareszcie był jej. Była szczęśliwa, bo nareszcie go zaakceptowano. Nareszcie wszyscy przestali jednocześnie zrzucać na niego całą odpowiedzialność, a potem karać go za ratunek interesów bogów…
    Bardzo chciała mu wybaczyć. Bo dało się to zrobić. To, co jej wmawiał, było nieprawdą – mogłaby to zrobić. Już było tak blisko, już przestała rozpamiętywać…
    A potem zaczął ją zostawiać.
    Mówił, że między nimi nie było nikogo trzeciego. To nieprawda. Jeśli nie była to osoba – były to jego kłamstwa i tajemnice. Była to ta osoba, która rzuciła przed nią na podłogę młodych bogów i kazała ją przepraszać.
    Ta osoba zabierała jej jejLokiego. Ta osoba stała pomiędzy nimi…
    Spojrzała na niego, gdy o to poprosił. Nie potrafiła odmówić jego cichej prośbie, mimo wszystko. Bo choć straciła wszelką nadzieję, nie potrafiła przestać go kochać. Nawet gdy był największym draniem, ona nadal za mocno go kochała, aby po prostu go nie posłuchać. Aby po prostu odejść.
    — Jestem twoją żoną – rzekła jakby na potwierdzenie jego słów. Jej głos był potwornie zachrypnięty po płaczu i przez emocje, które uchodziły z niej wraz z kolejnymi łzami. – Nigdy nie powinieneś mnie okłamywać. Wiesz, co myślałam w dniu naszego ślubu? Nareszcie jesteśmy naprawdę razem. Nareszcie naprawdę jesteśmy jednym ciałem i jedną duszą. Nareszcie jesteśmy jednością. - Zamilkła na chwilę. Jej lekko rozchylone wargi zadrżały, nim wypowiedziała kolejne słowa: - Nigdy nie myliłam się bardziej niż tamtego dnia. Za każdym razem, za każdym kolejnym kłamstwem… czułam się jak odrębna część ciebie. Nie byliśmy jednością, której zawsze pragnęłam. Chociaż starałam się, dzieliłam się z tobą wszystkim, czym tylko mogłam, oddałam ci wszystko, nawet własną dumę… ty nadal byłeś gdzieś daleko. Nigdy, przez setki lat, nie było ani jednego dnia, abyś nie miał przede mną tajemnic. A teraz prosisz mnie, abym ci zaufała…?
    Pokręciła lekko głową, czując, jak jego dłoń ociera się o jej policzek. I gdy już otwierała usta, aby wydać wyrok – że to wszystko już nie ma najmniejszego sensu, że to wszystko jest już skończone – wtedy sobie przypomniała.
    Dni, w których przytulał ją mocno do swojej piersi. Dni, w których nie potrafił wypowiedzieć jej swoich uczuć, więc starał się po prostu być. Noce, podczas których zostawał u niej i przytulał się do niej, łaknąc jej bliskości. Momenty, w których manipulował przedmiotami, aby tylko dostrzec uśmiech na jej zasmuconej twarzy. Noc, która była ich pierwszą prawdziwą wspólną nocą, pierwszą jako mąż i żona.
    Czy gdyby jej mężem był ktoś inny, wniósłby do jej życia tyle uśmiechu i radości? Czy traktowałby ją tak, jak on? Czy byłaby raczej przedmiotem, klaczą rozpłodową, która miała tylko wydać na świat potomka…?
    Zacisnęła powieki. Zagryzła mocniej dolną wargę. I dopiero po chwili dodała szeptem:
    — To twoja ostatnia szansa.

    za mocno kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  38. [It's sounds good! Ju noł? xD *polisz-inglisz tak bardzo*
    To zróbmy tak, będzie wesoło, bo przecież Makaron to wesoły Bóg jest, co nie?
    Może pojechać z Lokim gdzieś, gdzie wzrok nie sięga i sam nie będzie wiedział tak dokładnie gdzie się znajduje (może być po piątkowym, przecież co nie?). Nastąpią dzikie komplikacjie typu...brak autostrady, pojawiające się znikąd różowe smoki oraz inne dzikie węże ;)
    Jestem jak najbardziej za tym wszystkim :D powiedz mi tylko od czego a zacznę :D]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  39. [No i pieknie :D To co, World wzywa do siebie Jednorozca, żeby wysłać ją na wyprawę w świat?
    U Nike raczej wiele nie ma do ustalania, polecimy na żywioł, nie? :D Zaczniesz u cukiereczka, a ja u Nike, czy wolisz odwrotnie?]

    NRJ & Nike

    OdpowiedzUsuń
  40. [Ares jest neutralny, bo jak to już bywało w trakcie walki potrafi nagle zmienić front, i to nie raz. Więc, póki co jest gdzieś po środku, a na jego zaangażowanie można liczyć, jak dojdzie do czegoś poważniejszego, jak to ujęłaś stanie "po tej stronie, po której będzie mógł liczyć na bardziej krwawą jatkę" i większe straty u przeciwnika, ale nikt nie mówi, że nagle się nie wycofa :D Ot, taki trudny przypadek. :) I wydaje mi się, że faktycznie tutaj z Lokim mógłby mieć coś wspólnego XD]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  41. [Nie walcz, chodź! ♥]

    Spadająca Gwiazda

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie doczekała się podziękowań i pocałunków. Tak przecież zawsze kończyły się jego przeprosiny – czułościami i zapewnieniami, że jest najcudowniejszą żoną na świecie. A ona coraz częściej się zastanawiała – najcudowniejszą, bo najbardziej naiwną?
    Każda inna kobieta na jej miejscu już dawno by odeszła. Boginie zdradzały swoich mężów z bardziej błahych powodów niż kłamstwo i poniżenie. A ona mimo wszystko trwała – jak skała pośrodku porywistej rzeki. Woda mogła ją podmywać, próbować zatapiać, ale ona wciąż tam trwała – niezmiennie. Zawsze. Zawsze taka sama.
    Sigyn była jak skała pośrodku rzeki. Gdy tylko prąd porywał Lokiego, zawsze mógł ją złapać, zawsze miał szansę uratować się, schronić przed największym niebezpieczeństwem. Zawsze mógł do niej wrócić, bo ona zawsze tam była.
    I czasami czuła się tak źle z tego powodu. Czuła się tak niedoceniona, gdy odwracał się od niej i szedł po raz kolejny z Odynem, który go krzywdził i ranił. A potem to ona pomagała mu się pozbierać. Opatrywała rany, była, czuwała, przytulała, głaskała, szeptała, zapewniała o swojej miłości. A potem on odchodził po raz kolejny.
    Tym razem Loki objął ją – a ona nie próbowała mu przeszkodzić – i wtulił w siebie. Zapewne gdyby miała więcej sił, nie poddałaby mu się. Ale była od dobrych dwóch dni na nogach, bez snu. Była wycieńczona nerwami, porwaniem, a potem prawdą, która uderzyła w nią jak grom z jasnego nieba. Po prostu nie miała już sił. Dlatego zamknęła oczy i wtuliła bok głowy w jego tors. Jej oczy zapuchnięte od płaczu też ją zdradzały. Powieki ciążyły, podpowiadając jej aż nazbyt wyraźnie, że to czas na odpoczynek.
    Ale ten miał jeszcze nie nadejść. Jeszcze nie…
    Nie rozumiała go. Znaczy, oczywiście, nawet ona nie była na tyle ślepa, aby nie dostrzegać, że różni się od innych bogiń. Nigdy nie była tak piękna jak Freja czy Sif. Nigdy, tak jak one, swoich walorów nie próbowała wykorzystać dla siebie i wywalczyć własnym ciałem jakichś przywilejów. Nigdy nie była tak twarda i nieustępliwa jak Frigg. W gnieździe pełnym żmij była zaledwie małą, kruchą stokrotką…
    Ale radziła sobie, nie poddawała się. Nie musiał jej chronić przed całym światem – dlaczego mimo wszystko próbował to zrobić? To on niejednokrotnie cierpiał o wiele bardziej niż ona…
    Nie protestowała też, gdy wziął ją na ręce, a następnie posadził na swoich kolanach. W tym momencie była w stanie pozwolić mu na wszystko. Była zbyt zmęczona, aby walczyć. Chciała to wszystko jak najszybciej zakończyć.
    Wzięła głęboki oddech. Jego pytanie zmusiło ją, aby podniosła bezwiedną dotąd głowę i spojrzała na niego. Rzadko kiedy patrzenie na własnego męża kosztowało ją aż tyle wysiłku.
    — Wszystko – odparła w końcu.
    Nie znała żadnych szczegółów. Nie wiedziała nic. Jak więc mogłaby stwierdzić, o co chce go w ogóle zapytać?
    — Po prostu… zacznij od początku. Tylko szczerze, Loki…

    zmęczony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  43. O dziwo, sam początek prawdy nie przyniósł jej żadnego bólu. Nie przyniósł jej w zasadzie nic – nawet wytchnienia czy ulgi. Jego słowa spłynęły na nią, jakby były po prostu faktem, który łatwo przełknęła i przyjęła.
    Dopiero jego kolejne słowa sprawiły, że lekko zadrżała. Wtedy, kiedy walczyła o prawa swoich przyjaciół. Wtedy, gdy wykazywała się lojalnością i pamięcią. Wtedy, gdy odwdzięczała się za schronienie i przyjęcie wzgardzonych bogów – na tyle, że poczuli się bardziej bezpiecznie niż we własnym domu. Wtedy, gdy walczyła o własnego syna, który postanowił przemocą domagać się praw dla Indian. Wtedy – Loki odwrócił się i robił swoje, śląc jej słodkie uśmiechy.
    Oczywiście.
    Kącik jej warg lekko drgnął, a ona odwróciła od niego głowę. Nie przerywała mu jednak – słuchała dalej, w milczeniu, przetwarzając kolejne słowa. Nie odezwała się nawet, gdy wspomniał o nie-zmarnowanej szansie, którą przecież zmarnował. Ale to nie był czas ani miejsce, aby do tego wracać. Postanowili, że zamkną ten rozdział i chociaż nie zawsze jej się udawało, starała się.
    To, co mówił o nowych bogach, było w stanie ją wzruszyć. Przecież sama doskonale wiedziała, jak to jest – być zagubioną, chaotyczną, niezrozumianą, gdy cały czas buntuje się przeciwko tobie z niewiadomych względów. Sama też widziała, jak zapomniani bogowie chwytali się każdej sposobności, aby tylko przeżyć.
    Czy sama tego nie robiła? W dzisiejszych czasach mało kto pamiętał o Sigyn – wiernej żonie, która trwała u boku swojego męża, przynosząc mu wytchnienie w niesprawiedliwej i nieludzko surowej karze. Mało kto pamiętał, że to ona niegdyś decydowała o zwycięstwie lub porażce.
    Ale zawsze odnajdowała drogę – pozostając w cieniu, mogła dalej grać w grę.
    Jak mogłaby być o to zła? Jak mogłaby mieć o to do niego pretensje?
    Nie mogłaby. Gdyby tylko w jej głowie nie pojawiało się jedno pytanie.
    Dlaczego?
    Dlaczego miałby to robić? Dlaczego miałby komukolwiek pomagać? Dlaczego miałby pomagać obcym osobom? To nie tak, że w niego nie wierzyła albo miała za złą, egoistyczną osobę – ale wiedziała, że bez dobrych powodów by tego nie zrobił.
    Więc – dlaczego?
    Odpowiedź przyszła szybciej i była bardziej oczywista niż się spodziewała.
    Sam wydźwięk tego imienia sprawił, że poderwała się z kolan Lokiego. Oplotła się ramionami i przeszła kawałek przez salon, w stronę okna. Oczywiście. Mogła od razu na to wpaść. Wszystkie ich nieszczęścia, porażki i upokorzenia można było podsumować tylko jednym słowem. Odyn.
    Dlaczego więc na to nie wpadła? Naprawdę liczyła, że Loki zerwał z nim definitywnie? Dla kogo? Dla niej.
    Och, Sigyn, jesteś taką głupią gęsią. Dlaczego miałabyś być warta jakiegokolwiek poświęcenia ze strony Lokiego?
    — Odyn stoi po stronie starych bogów – dodała ostrożnie, po chwili milczenia. Mimo że nie angażowała się w walkę, ona również usłyszała o tym, że Odyn zbiera swoją armię i rusza do Domu na Skale. – Co on ma z tym wszystkim wspólnego?
    W zasadzie – mógł mieć wspólnego o wiele więcej, niż w tym momencie przypuszczała. Nowa wojna mogła mu się bardzo spodobać. W końcu zawsze pojawiał się tam, gdzie było zamieszanie.
    Tylko… Loki nadal był bratem krwi Odyna.
    Może nie wiedział, że mr. World to Loki…?
    Im dłużej nad tym myślała, tym bardziej czuła się zagubiona. I tym bardziej zaniepokojona.

    zagubiony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  44. Odyn wmawia starym bogom, że nowi są zagrożeniem. Nowi bogowie nie są tak groźni, na jakich się ich kreuje. Odyn twierdzi, że nowych bogów należy zniszczyć, bo chcą wymazać ich z pamięci ludzi. Nowi bogowie nie zwracają aż takiej uwagi na starych bogów, nie chcą ich krzywdzić. Nowi bogowie nie chcą walczyć.
    To wszystko tak bardzo nie miało sensu. Dlaczego starzy bogowie tak łatwo dawali się przekonać? Skoro nowi nie chcieli walczyć – czy nie było tego widać od razu?
    Nowi bogowie są potrzebni ludziom. Odyn chce to wykorzystać. Odyn pragnie rozlewu krwi. Odyn żywi się krwią.
    Od jak dawna na terenie Ameryki nie było krwawej wojny? Ostatnia, najbardziej krwawa, to wojna secesyjna, od której za wszelką cenę odciągała przecież Lokiego. Od tamtego czasu minęło już ponad sto lat, a Odyn mógł jedynie pocieszyć się pojedynczymi aktami przemocy albo terroryzmem.
    Ale jak bardzo pojedyncza napaść może podnieść na duchu boga wojny…?
    O wiele lepiej by to wyglądało, gdyby ktoś rozpoczął bójkę w jego imieniu. Dla niego. Przyniosłoby mu znacznie więcej korzyści.
    A co, gdyby ktoś ofiarował mu całą wojnę…?
    Co, gdyby ktoś ofiarował mu wojnę… bogów…?
    Przez moment stała w miejscu. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w ciemną przestrzeń gdzieś przed sobą. Nie widziała tego, co miała naprzeciwko siebie – ale nie na to patrzyła. W zasadzie zmysł wzroku nie był jej teraz absolutnie potrzebny.
    Jej mózg przeszedł jakby w stan porażenia.
    To wszystko… to wszystko ma doskonały sens. A to znaczy, że…
    Odwróciła się powoli w stronę Lokiego. Można by się było zacząć licytować, co było bardziej niepokojące – jej nagły spokój czy to, że jej twarz nie wyrażała dosłownie… nic. Nie była wykrzywiona bólem, nie wyrażała gniewu, choć powinna. Była jak maska z japońskiego teatru No – mogła wyrażać w tym momencie wszystko.
    — Ale mógłbyś ich też do tej bitwy popchnąć, prawda? – spytała cicho. Stała i patrzyła na niego, oczekując odpowiedzi.
    Zaprzecz - pomyślała. Powiedz mi, że się mylę. Powiedz mi, że nie mam racji, a to, o czym myślę, to tylko zły sen. Że nie dałeś się w to wpakować… znowu…
    Podeszła do niego o dwa kroki, wciąż obejmując się ramionami, tym razem jakby ciaśniej.
    — Dlatego Odyn potrzebuje ciebie. Sam jest w stanie omamić starych bogów. Ale nie mógłby zrobić tego z nowymi. Są przecież zbyt aroganccy, prawda? Nie posłuchaliby go. Dlatego potrzebował kogoś, komu zaufają i tym kimś nie mógł być on. Nie miał takich mocy. Ale gdyby podstawić kogoś zaufanego, z własnego grona, kto mógłby na jego zlecenie wytworzyć całkiem nową, nieznaną nikomu tożsamość… - Zamilkła na moment. To było dla niej zbyt wiele… - Kogoś, kto potrafi się przemienić w innego człowieka. I kogoś, kto jednocześnie nie będzie mógł go zranić. Potrzebował Lokiego. Potrzebował Worlda…
    Postawiła jeszcze jeden krok w jego kierunku. Wpatrywała się w jego jasne oczy i nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała w to uwierzyć.
    — Prawda…? – szepnęła.

    zszokowany Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  45. [bardzo rozne jakby nie patrzec. Jedno wyszlo z drugiego i w sumie sie laczy w ten czy inny sposob, bo jest jedno i drugie. Z chaosu powstalo duzo rzeczy a i oba maja swoj porzadek.
    Dobra starczy tej filozofii myslowej ;)
    Moze i mogla, ale ja kompletnie nie wiem jak ich polaczyc.]

    OdpowiedzUsuń
  46. Ośrodek był całym jej światem. Za radą Narfiego znalazła w Ameryce coś, co utrzyma ją przy życiu, co pozwoli choć w minimalnej części zapewnić jej przetrwanie. Nie było to władanie ogromnym królestwem, sądzenie dusz i zapewnianie im należnego odpoczynku, jednak nie narzekała. Harmony było jej królestwem, rządziła nim sama, a gdy tylko nadeszła pora na któregoś z pensjonariuszy- była przy nim i pomagała przejść na drugą stronę. I wystarczało jej to.
    Dlatego kiedy pojawiły się kłopoty, zaczęła panikować. Za cholerę nie znała się na urzędowych sprawach, a cały zastęp prawników nie potrafił nic zdziałać. Ośrodkowi groziło zamknięcie przez niedopełnienie formalności związanych z jego prowadzeniem, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Mogła tylko patrzeć, jak cały jej świat się rozpada, stojąc po środku zgliszczy swojego królestwa.
    Siedziała nad stertą kompletnie niezrozumiałych dla niej dokumentów, kiedy ktoś wszedł do gabinetu. Miała ochotę warknąć pod nosem grzeczną prośbę o opuszczenie pokoju, jednak coś kazało jej podnieść wzrok. Mimo, że nie widziała go tyle czasu, natychmiast go rozpoznała. I tylko dzięki początkowemu zaskoczeniu udało mu się cokolwiek powiedzieć.
    Natychmiast wstrząsnęły nią te wszystkie skrzętnie ukrywane emocje, które dusiła w sobie od pierwszego dnia spędzonego w świecie podziemi. Była jednocześnie zła i smutna, zawiedziona i zaskoczona, jednak wiedziała jedno, nie miała ochoty na niego patrzeć, a co dopiero rozmawiać. I zdecydowanie uważała, że czas na rozmowę minął już dawno temu.
    -Zająłeś go już wystarczająco, Loki. –rzuciła, celowo kładąc nacisk na jego imię. Jeśli myślał, że tak po prostu się pojawi, a ona rzuci się na niego z tęsknoty za ojcem, to bardzo się mylił. Minęło już tyle czasu, że zapomniała, że kiedykolwiek miała ojca. Równie dobrze mogłaby być niezależnym bytem, stworzonym ze starego szkieletu, pokrytym do połowy skórą, bo tylko na tyle starczyło. Nie potrzebowała ojca, nie chciała ojca. –O czym chciałbyś porozmawiać? Gdybyś pojawił się kilkadziesiąt wieków temu, to może mielibyśmy o czym rozmawiać, jednak teraz… Wybacz, jestem zajęta. –dodała, ostatni raz spoglądając na niego i wracając wzrokiem do dokumentów. Nie miała czasu na rodzinne dramaty, ośrodek był ważniejszy od zaspokojenia sumienia najgorszego ojca na świecie.

    Córunia

    OdpowiedzUsuń
  47. Odyn przyszedł do mnie na początku lat dwudziestych.
    W tym momencie poczuła się, jakby właśnie ktoś uderzył ją młotem w głowę. Zamrugała nerwowo oczami i odwróciła się do Lokiego bokiem. Nie mogła w to uwierzyć. Prawie sto lat… Jak mogła być tak długo ślepa! Jak mogła przez sto lat nie zauważyć, że coś jest nie tak! Jak mogła przez sto lat nie zauważyć, że w ich życiu znowu pojawił się ten… potwór…
    A Loki oszukiwał ją przez prawie jeden wiek…
    Odeszła z powrotem w stronę okna, odwracając się do Lokiego plecami. Oczywiście. On zawsze wracał. Loki zawsze, niczym wierne psiątko, wracał do Odyna, nieważne, jak ten by go torturował. Nieważne, że poniżył go w słowach, nieważne, że poniżał go w czynach – nieważne nawet, że poniżył ostatecznie też i ją, a potem zabił ich synów. On i tak do niego wrócił…
    Widocznie więź łącząca go z Odynem jest silniejsza niż to, co do niej czuje. Skoro mógł go ranić i poniewierać, a ten i tak był na każde jego skinienie, zaniedbując przy tym rodzinę…
    Może w takim razie Loki nigdy nie darzył jej tak głębokim uczuciem, jak twierdził? Może potrzebował po prostu bezpiecznego schronienia, naiwnej dziewczynki, która go poskłada, pocieszy, da mu trochę szczęścia. A on będzie mógł odstawić ją jak zabawkę i wrócić do niej, kiedy będzie mu to pasowało, bo przecież ona i tak czekała. Zawsze czekała. Zawsze trwała. Zawsze była i wspierała.
    Może to był błąd…?
    Drgnęła lekko, gdy wspomniał o zemście. Obróciła głowę w jego stronę, pozbywając się natłoku myśli z głowy. Słuchając. Może powinna, ale nie przejęła się tym, że mąż właśnie przyznał jej się do oszustw finansowych. Przecież tym się trudnił jako bóg kłamstwa. Często miała mu to za złe, ale gdyby przestał to robić… zginąłby. Wolała, aby oszukiwał ludzi i bogów, niż trzymać kiedykolwiek jego zimne, nieruchome ciało…
    Ale to, co usłyszała za moment, sprawiło, że serce zabolało ją jeszcze mocniej. Zamknęła na chwilę oczy. Nie potrafiła w to uwierzyć. To było dla niej zbyt dużo, słuchać o tym wszystkim. Zacisnęła powieki, czując, jak bolesna bezsilność spływa znów na jej ramiona.
    Dlaczego, och, dlaczego to wszystko się musiało dziać…? Dlaczego Odyn nie mógł zostawić ich w spokoju po tym, co im zrobił…? Dlaczego Loki ciągle i ciągle do niego wracał…?
    Odwróciła się z powrotem do Lokiego, gdy wspomniał o Shadowie. To ten chłopak, dla którego Loki dał się zamknąć. Dla niego, dla Baldura, odsiedział w więzieniu, ponownie zostawiając ją i rodzinę. A teraz – teraz się miało okazać, że był jak prosiak hodowany przez Odyna na rzeź. To było jeszcze bardziej okrutne niż to, co słyszała przed momentem.
    Wszyscy mieli zginąć. Nikt z nich nie był bezpieczny. Odyn widział tych, którzy starali się pozostać neutralni, jako własnych wrogów – a więc i oni polegliby w walce. Nowi bogowie byli potężni i wciąż powstawali nowi. Ktokolwiek by wygrał… zginęłoby zbyt wielu bogów… Nie mogła znieść tej myśli.
    Zginęłoby tak wiele jej przyjaciół. A co, jeśli ostrze czyjegoś miecza, co, jeśli któraś kula trafiłaby w któregoś z ich synów? Nie przeżyłaby. Nie zniosłaby drugi raz tego widoku, nie zniosłaby, gdyby kolejny raz jej serce zostało roztłuczone na drobne kawałki. Nawet nie na kawałki – na drobny pył, z którego nie da się już złożyć nic…
    Lecz potem…
    Poderwała nagle głowę, gdy usłyszała o tym, co miało nastąpić potem. To było nawet jeszcze gorsze… Nie sądziła, że może być coś, co zrani ją bardziej, lecz to – to, co mówił do niej Loki sprawiło, że w jej wnętrzu zawrzało.
    Może byłaby w stanie jakoś pokojowo zakończyć tą sprawę. Ale już nie teraz. Nie, gdy usłyszała tak bardzo niedorzeczną rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
      — Czy ty siebie słyszysz…? – zaczęła szeptem, patrząc w jego oczy z mieszanką przerażenia i gniewu. – Czy ty wiesz, co ty mówisz? Czy ty w ogóle jesteś świadom, co ty chciałeś zrobić?! Chciałeś zabić bogów! BOGÓW, do cholery! WSZYSTKICH! Nieważne, czy byliby dobrzy czy źli. Nieważne, czy po naszej stronie czy po ich. Nieważne, czy nas skrzywdzili czy nie. Zabiłbyś ich wszystkich!
      Strząsnęło jego dłonie ze swoich ramion i cofnęła się o kilka kroków. Czuła, jak kolejna fala złości w niej wzbiera.
      — CHCIAŁEŚ ZABIĆ NASZYCH PRZYJACIÓŁ! CHCIAŁEŚ ZABIĆ TYCH, KTÓRZY NAM POMAGALI! CHCIAŁEŚ ZABIĆ TYCH, KTÓRZY PRZYNOSILI NAM UKOJENIE! CHCIAŁEŚ ZABIĆ TYCH, KTÓRZY NAS WSPIERALI I NIEŚLI SZCZĘŚCIE! I w imię czego…? W imię jakiejś bzdurnej potęgi? MOJEJ potęgi? Czy ja cię kiedykolwiek prosiłam, abyś zabił kogoś w moim imieniu? Czy prosiłam cię, abyś poświęcił czyjeś życie po to, abym to ja mogła dalej żyć?
      Odwróciła się i odeszła kawałek, unosząc dłonie do skroni i zamykając na chwilę oczy. Ale to nie był koniec. To nie było wszystko. Zwróciła się po raz kolejny w jego stronę, nagle i agresywnie.
      — Czy ty w ogóle rozumiesz, o co chodzi w zwycięstwie? Nie chodzi o wojnę! Nie chodzi o walkę, nie chodzi o cholerny przelew krwi! Nie chodzi o cholerne dążenie do celu po trupach, za wszelką cenę! Chodzi o starania! Zwycięstwo jest przezwyciężaniem własnych słabości i przekraczaniem granic! Jaką granicę ty chciałeś przekroczyć? Chyba tylko mojej cierpliwości, i to z sukcesem!

      wytrącony z równowagi Bałwanek

      Usuń
  48. — Jak możesz twierdzić, że nie mamy przyjaciół? – pokręciła głową z niedowierzaniem. – Frigg była jedyną osobą, która udzieliła mi schronienia. Gdy Odyn rozdzielił ciebie i mnie, to Frigg, jako jedyna, zabrała mnie do swojego pałacu, do swoich komnat, i nie pozwoliła mnie tknąć. Nie pozwoliła unieważnić naszego małżeństwa i nie pozwoliła wydać mnie za mąż ponownie. A ty twierdzisz, że nie zrobiła dla nas nic? Popełniła błąd. Ogromny błąd. Nie wstawiła się za nami, gdy chcieli zabić naszych synów, a my spędzałyśmy całe wieki w jaskini. Ale wiesz co? Każdy to robi. Każdy popełnia cholerne błędy, a ona starała się je naprawić! Myślisz, że dlaczego Odyn przyszedł do jaskini cię uwolnić? Bo ruszyło go sumienie? Bo zatęsknił za swoim kochanym Lokim?
    Thor… Nigdy nie nazywała go swoim przyjacielem. Ale przynajmniej troszczył się o Lokiego, a Sigyn oddychała i spała spokojnie, z myślą, że nie może mu się stać nic aż tak złego.
    Ale indiańskie duchy…
    — Walczyli razem ze swoimi ludźmi. Widzisz, że wciągnęli naszego syna w swój konflikt, a nie widzisz, ile dla nas zrobili! Spędziliśmy na ich ziemiach siedemset lat, Biały Kojocie! Dali nam dom, schronienie. Pozwolili na bycie sobą, pozwolili na spokojne życie. Który z tych cholernych asgardzkich bogów dał nam aż tyle? Przez lata nie wychodziliśmy z domu, bo z nas szydzili! Kiedy ostatnio indiańskie duchy szydziły z nas…?
    Ale to, co usłyszała w następnej kolejności, przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Jak on mógł…? Po tylu latach wspierania go nawet w najtrudniejszych chwilach…? Jak mógł sądzić, że robiła to wszystko tylko dla siebie?
    Jeszcze brakowało tylko komentarza, że dlatego tak długo trzymała go na dystans – bo nigdy go nie kochała…
    — Jak możesz…? – spytała szeptem. Czuła, jak pod powiekami znów pieką ją oczy. Jak łzy znów wzbierają, jak usilnie chcą raz jeszcze popłynąć po policzkach… Starała się z nimi walczyć. – Po tylu latach, które z tobą spędziłam…? Po tym, jak zszywałam twoje rany, rozpruwałam twoje zaszyte usta, jak pozwalałam ci u siebie nocować… Jak przytulałam cię, jak słuchałam wszystkiego, o czym mi mówiłeś, jak starałam się dla ciebie być, bo nikt, nikt nie chciał dać ci szansy… Gdy cię całowałam i mówiłam, jak bardzo cię kocham. Gdy zmieniałam się dla ciebie, gdy dzieliłam twoje radości. Gdy spędzałam w samotności czas bez ciebie, bo rozdzielił nas Odyn! Gdy znosiłam kolejne upokorzenia, jedno po drugim! Najpierw Angrboda i twoje dzieci, gdy chodziły plotki, że jestem złą, jałową żoną, bo nie przyniosłam ci jeszcze potomstwa… Sleipnir… wesele… romans ze Skadi… Ty… ty myślisz, że to naprawdę sprawiało mi przyjemność? Że czerpałam siły z tego, że cierpiałam, ale zbyt mocno cię kochałam, aby od ciebie po prostu odejść…? Która bogini zostałaby z tobą mimo wszystko? Która bogini pozwoliłaby podeptać i zmiażdżyć swoją reputację dla ciebie? Ja nie mogłam patrzeć w lustro na swoje odbicie… Wiesz, kogo tam widziałam? Potwora. Potwora tak paskudnego, że zwykłe olbrzymki były o wiele piękniejsze i atrakcyjniejsze niż ja. Czułam się jak nikt i spędzałam noce na przemyśleniach, jak taki ktoś jak ty może w ogóle chcieć patrzeć na kogoś takiego jak ja…? Gdy nagle odsuwałam cię od siebie… to wszystko dlatego, że przypominałam sobie, jak bardzo zła jestem. Jak bardzo nie zasługuję na to, abyś mnie dotykał, abyś w ogóle na mnie patrzył. Nadal mam problem, aby podnieść swój wzrok na lustro i spojrzeć na swoje odbicie. Nie pamiętam czy kiedykolwiek uśmiechałam się sama do siebie. Wyniszczałam się powoli i boleśnie, dla ciebie, a ty mówisz, że to tylko dlatego, że czerpałam z tego radość i siłę…? I dlaczego? Dlatego, że powiedziałam, że nie doceniam twojej ofiary, bo nie chcę rozlewu krwi?
    Cofnęła się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
    — Jesteś potworem, Loki… - szepnęła.

    zdruzgotany Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  49. [Chyba tak właśnie zrobię ; D
    Pomysł mi się bardzo podoba, z tym że wprowadziłabym kilka drobnych zmian; mianowicie Flora jest ogromnie wyrozumiała i nie miałaby mu za złe tego co zrobił. Oczywiście nie uważałaby tego za nic takiego i początkowo miałaby do niego żal, jednak gdyby zobaczyła że w jakiś sposób mu zależy to szybko by jej minęło. Co więcej, jestem pewna że po takiej czasie jego nieobecności, ucieszyłaby się na jego widok c; Musimy tylko ustalić okoliczności ich spotkania po latach ; D]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  50. Na świecie nie było nikogo, kogo kochałaby tak, jak Lokiego. To od początku nie była łatwa znajomość – w zasadzie przypadkowa. Zrządzenie losu i kaprys Odyna sprawił, że Loki trafił pod jej skrzydła raz, a potem kolejny i jeszcze następny po ciągłych i ciągłych wyprawach, z których wracał zakrwawiony czy zmęczony.
    Z czasem pozwoliła dzielić mu swoje łóżko razem z nią, mimo że nie byli małżeństwem. Plotka o rzekomym romansie rozniosła się bardzo szybko, a Sigyn czuła się wtedy z jakiegoś powodu źle… Bo Loki był przecież ideałem, a ona – zwykłą, szarą, małą boginią, która nie znaczyła prawie nic. Jak on mógłby spojrzeć na nią kiedykolwiek w inny sposób…?
    Ale wtedy dała mu szansę. Zaczęła odwzajemniać wszystkie czułości. Gdy pewnego razu obudziła się przed nim, pomyślała, że chciałaby już na zawsze trzymać go w swoich ramionach. Przy nim czuła się bezpiecznie. Przy nim czuła się dobrze. I tylko z nim, z jego małym chaosem, który lubił roztaczać… tylko wtedy jej dom naprawdę był domem.
    Nigdy nie byłaby w stanie pokochać kogoś mocniej niż jego. Choć było wiele złych chwil, Sigyn pamiętała też te dobre. Gdy nie krzywdził jej, gdy dawał jej szansę na zabranie głosu – gdy próbował ją podbudować i wyrwać ze stereotypowej roli żony. Który z bogów pozwoliłby sobie na coś takiego…? Który z bogów zostałby z nią i zajmował się wspólnie dziećmi, aby tylko ją odciążyć…?
    Ale to, co stało się potem, rozmyło wszystkie dobre wspomnienia. Gniew prysnął jak bańka mydlana. Gdy Loki podszedł do niej tak szybkim krokiem, że Sigyn cofnęła się, zaczęła się naprawdę… bać…
    Powiedziała, że jest potworem…
    Ona, która zabraniała mu tak myśleć. Sama przyznała, że uważa go za potwora.
    Jak mogła…?
    Trzymał jej ramię i cedził słowa. Słowa ostre jak brzytwa, które trafiały prosto do jej ledwie posklejanego serca i rozcinały je po raz kolejny. Już nie była zła. W tym momencie zapomniała, że kiedykolwiek pozwoliła się ponieść furii.
    Teraz była przerażona. Przerażona i zrozpaczona.
    A więc za taką ją cały czas miał…? Za małą, łatwą zdzirę, która po prostu chciała się przekonać jak to jest…?
    Gdy szeptał, przez jej ciało przebiegł dreszcz – najbardziej nieprzyjemny ze wszystkich rodzajów, jakie kiedykolwiek istniały. Tak zimny, że aż bolesny. Cofnęła się o kilka kroków. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w jego twarz. Z niedowierzaniem. Ze strachem. Z rozpaczą.
    Cała ta mieszanka jakimś tylko cudem nie sprawiła, że po raz kolejny nie wybuchła płaczem.
    — Ja… nie mogę uwierzyć… Przez… przez cały ten czas, ty…
    Westchnęła głęboko, a następnie wzięła kilka oddechów. Nie potrafiła zebrać myśli. W tej sytuacji chciała mu powiedzieć wszystko – i nic jednocześnie. Nie wykrztusiła więcej ani słowa. Po prostu odwróciła się i odeszła szybkim krokiem z powrotem, w stronę kuchni. Zatrzymała się dopiero w progu. Dopiero wtedy spojrzała na niego po raz kolejny.
    Skoro miał ją właśnie za taką… Skoro widział w niej tylko jedną z kolejnych…
    — Chcesz swojej krwawej ofiary? Będziesz ją miał.
    Po czym weszła do kuchni, pchnęła tylko za sobą drzwi i dopadła do szuflady. Otworzyła ją gwałtownie, a sztućce zaszczękały tylko irytująco. Nie musiała długo szukać, bardzo szybko jej dłoń odnalazła to, czego potrzebowała. Nóż.
    — Zadedykuj tą śmierć Odynowi. Odyn jest w końcu twoją jedyną miłością.
    I bez wahania podniosła rękę w stronę swojej tętnicy szyjnej.

    zrozpaczony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  51. Była zdeterminowana. Zbyt zdeterminowana, by to zrobić. By odebrać swoje życie i raz na zawsze zakończyć wszystkie troski i zmartwienia. Nie tylko te swoje, ale też i Lokiego. Lokiego, którego kochała całym sercem i Lokiego, który ją uważał ją za jedną z wielu.
    Nie była warta jego spojrzenia. Sam to przyznał.
    Nie było już żadnego powodu, dla którego dalej miałaby tutaj żyć…
    W chwili, w której ostrze miało gładko przeciąć skórę, poczuła, jak jakaś siła odciąga nóż od jej gardła. Loki. Dlaczego przyszedł? Po co chce ją powstrzymać? Powiedział już wszystko – a teraz, teraz było już za późno na cokolwiek. Podjęła decyzję i nie miała zamiaru ustępować.
    Dlatego nie słuchała jego słów – czy też raczej jego słowa po prostu do niej nie docierały, a ona jak najbardziej chciała mu się po prostu wyrwać, aby dopełnić swojej obietnicy. Loki był jednak silniejszy od niej, choć i tak widocznie z trudem jej się opierał.
    Do czasu.
    Wypuściła nóż, który z brzdękiem opadł na płytki. Ostrze zatopione zostało we krwi – krople wciąż na nim widniały. Zastygła w bezruchu, patrząc niemo na miejsce, w którym jeszcze przed momentem znajdował się nóż.
    Loki zdjął marynarkę, a ona dostrzegła coś, co przyprawiło ją o zimne dreszcze.
    Zraniła go… Zraniła swojego Lokiego… Skaleczyła miłość swojego życia… Wycelowała nóż w jego stronę i przecięła jego skórę…
    Jak mogła…?
    Przez moment jakby zapomniała, jak się oddycha. Dopiero gdy jej płuca zaczęły panicznie dopominać się o dopływ tlenu, dopiero wtedy wzięła głęboki oddech. I dopiero jakby się ocknęła.
    — Loki… przepraszam, ja… ja tak bardzo przepraszam… nie chciałam, kochanie…
    Naprawdę nie chciała. Wolała dziesięciokrotnie mocniej zranić siebie niż celować nożem w jego stronę.
    - Zdejmij koszulę, proszę. – Nie czekając na jego reakcję, poprowadziła go i posadziła na kuchennym krześle. Nerwowo zaczęła rozpinać guziki jego koszuli, aby na końcu, delikatnie, bez żadnych gwałtownych ruchów, zdjąć ją.
    Rana była… dość głęboka. Nie należała do tych płytkich, na które można machnąć ręką. Tym bardziej oblał ją zimny pot. Jej myśli zajęte były powtarzaniem jej jak mantrę słów – zraniłaś Lokiego. Skrzywdziłaś swojego męża.
    Rana nieustannie krwawiła. Jedyną pociechą w tej sprawie był fakt, że nóż był czysty, nie mogło wdać się zakażenie…
    Apteczka! Potrzebna jej apteczka!
    Rzuciła się niemal biegiem w stronę łazienki, gdzie trzymała wszystkie niezbędne przybory do pomocy w razie nagłego wypadku. To był bardzo nagły, bardzo ciężki i bardzo niepożądany przypadek. Nie powinno go w ogóle być.
    Zraniłaś Lokiego. Skrzywdziłaś swojego męża. I ty się jeszcze dziwisz, że on tak o tobie myśli?
    — Nie ruszaj się, skarbie… - szepnęła, gdy nachylała się nad jego ramieniem. Musiała oczyścić ranę. Na wszelki wypadek. – To może cię zaszczypać, a potem zaboleć… ale muszę to zrobić…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starała się być jak najbardziej delikatna, gdy oczyszczała i dezynfekowała ranę. Potem… potem była gorsza część. Złapała za nić i igłę. Musi to zszyć…
      Powoli zatopiła igłę w ciele Lokiego. Natychmiast, gdy z tego punktu wypłynęła krew, poczuła, jak łzy zaczynają napływać do jej oczu. Zamrugała, starając się rozproszyć. Musiała być teraz dzielna. Musiała się skupić. Musiała mu pomóc.
      Przecież to wszystko jej wina.
      Zraniłaś Lokiego. Skrzywdziłaś swojego męża. To ty powinnaś teraz cierpieć.
      — Przepraszam… - szeptała w kółko, gdy po raz kolejny przeciągała nić. – Przepraszam…

      Bałwanek z bardzo, bardzo dużymi wyrzutami sumienia

      Usuń
  52. Nie usłyszała nawet, że Loki coś do niej powiedział. Była zbyt pochłonięta zszywaniem rany, przebijaniem się przez kolejne fałdy skóry, aby zamknąć ranę – była zbyt pochłonięta huczącymi myślami i zabijającymi ją wyrzutami sumienia, aby cokolwiek mogło do niej dotrzeć.
    Dopiero gdy była mniej więcej w połowie zszywania, drgnęła, zaskoczona, gdy Loki złapał ją za rękę. Wypuściła igłę z dłoni, choć nie powinna tego robić. Ta jednak nie spadła – w końcu nawleczona była nicią, która tkwiła już w ciele Lokiego.
    Spojrzała na niego, spełniając jego prośbę, ale nie po to, aby go wysłuchać:
    — Loki, puść mnie… muszę zszyć ranę…
    Ale jej słowa nie dotarły do niego. Nie zważał na nie – zamiast tego przyciągnął jej dłoń bliżej swojej twarzy i całował ją. Jej serce lekko zadrgało. Zawsze kochała, gdy to robił. A teraz… teraz robił to w takim momencie… Po raz pierwszy poczuła się z tym źle. Nie powinien jej całować – nie zasłużyła na to, aby ją dotykał. Była złą żoną. Nie powinien w ogóle jej kochać, a już tym bardziej okazywać czułości.
    Zwiesiła głowę, gdy zaczął mówić o tym, o czym powiedział. Czy ona wiedziała, że on tak myśli…? Nie… nie wiedziała tego. Nic już na świecie nie było pewne. Po raz pierwszy od bardzo dawna straciła grunt pod nogami i nie wiedziała, na czym powinna się teraz wesprzeć. Niczego nie była już pewna i to ją przerażało tak mocno, jak bolało.
    Ale to, co potem mówił… to wszystko zgadzało się z tym, jak sytuacja wyglądała lata temu. Przecież widziała, że Loki często udawał, że jest mu źle. A ona udawała, że tak naprawdę jest i pozwalała mu przedłużyć chwile spędzane z nią, choć na początku nie rozumiała, dlaczego to robi. Byli przecież dla siebie całkiem obcymi osobami. Ona – faworyta królowej. On – brat krwi króla. Mimo to pozwalała przedstawieniu trwać, aż stawali się sobie coraz bardziej bliscy.
    A więc dlatego to ją wybrał…? Były piękniejsze i mądrzejsze od niej, a on został z nią. Loki mógł mieć przecież każdą – a wybrał takie nic.
    Zaskoczyła samą siebie, ale przez łzy zaśmiała się cicho, choć krótko, gdy wspomniał o tym, jak planował skraść jej pierwszy pocałunek. Kilka razy było już tak blisko… ale Sigyn wciąż się krępowała, albo ktoś im przeszkadzał. Ostatecznie to jednak ona go pocałowała – gdy po raz pierwszy zdobył się wobec niej na szczerość i opowiedział o wszystkim, jak się czuje, będąc bratem krwi Odyna. A on odwzajemnił. To był jeden z najszczęśliwszych dni jej życia.
    Kolejnym był dzień ślubu i noc poślubna, której tak bardzo się bała. I wtedy Loki okazał jej aż nazbyt wiele czułości, odkrywając przed nią magię, której dotąd nie znała i bała się poznać. Ta noc była potwierdzeniem, że wybrała sobie doskonałego męża. Nie był pozbawiony wad – ale ona przecież też je miała. Kochała go całego, razem z jego problemami i jego chaosem. Każdy inny mógł zacząć ją drażnić. Tylko nie Loki.
    Więc czy mu wierzyła, że to, co mówił jeszcze przed chwilą, było ogromnym kłamstwem…? Bardzo, bardzo chciała…
    Ale wtedy usłyszała to z jego ust. To, o czym zabraniała mu mówić i nawet myśleć.
    Masz rację, jestem potworem.
    Sama go tak nazwała. Sama wyzwała go od potworów. Ale on… on przecież nie był potworem. On był po prostu zagubiony. On po prostu nie zrozumiał wartości, jakie doceniała Sigyn. Przecież chciał dobrze dla niej. A ona nazwała go potworem.
    Jak mogła…?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesunęła dłoń po jego policzku, a następnie objęła jego głowę. Przysiadła na jego kolanie i wtuliła jego twarz we własne piersi, całując delikatnie czubek głowy.
      — Zabraniam ci tak mówić – szeptała. – Zabraniam ci tak nawet myśleć. Nie jesteś, nigdy nie byłeś i nigdy nie będziesz żadnym potworem, Loki. Chciałeś dla mnie dobrze, skarbie, a ja nie potrafiłam tego docenić. Powinnam była ci to wszystko wytłumaczyć zamiast na ciebie krzyczeć i karcić za to, że nie wiedziałeś. Nigdy, przenigdy nie powinnam była nazywać cię potworem. Nie jesteś nim. Jesteś moim mężem. Jesteś najlepszym kochankiem, jakiego kiedykolwiek mogłam mieć. Jesteś moim małym chaosem, którego nie potrafię nie kochać. Jesteś moim Białym Kojotem. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu mogło spotkać. – Raz jeszcze ucałowała czubek jego głowy. – Po prostu jesteś niezrozumiany. Ja też teraz nie dałam szansy, aby cię zrozumieć… Jeśli ktokolwiek jest tutaj potworem, Loki, to ja. Jestem złą żoną i zasłużyłam na wszystko, co mi powiedziałeś. – wtuliła go na moment mocniej w swoje piersi, a potem puściła go i wstała z kolan, aby po raz kolejny nachylić się nad raną. – Muszę to zszyć, nie mogę patrzeć, jak krwawisz.
      I chwyciła po raz kolejny igłę w dłoń, kontynuując naciąganie nici i przebijanie skóry.

      Bałwanek, który jest potworem

      Usuń
  53. [W sumie to opcja dwa wydaje mi się spoko :D
    I tak, wydzwaniający Makaron do szefa, to jest to :D Będzie to booskie, wiesz? xD
    Mam tylko takie pytanie jedno, co Makaron mógłby robić, że musiałby wyjechać? I po co miałby wydzwaniać do szefa? (raczej na Lokiego nie będzie narzekał, ale kto go tam wie xD). Powiedz, czy tez raczej i napisz a nam zacznę! ;)]

    Makaron

    [PS. Załatwię mu takie fajne makaronowe niebo, gdzie striptizerki będą wyglądać jak jego żona xD Chce?]

    OdpowiedzUsuń
  54. Chwyciła nić między zęby i przerwała ją, gdy skończyła zszywać ranę. Słuchała go, ale jednocześnie dezynfekowała od nowa igłę i wkładała wszystko do pojemnika, do małej apteczki, którą zawsze pilnowała, aby – w pełni wyposażona – znajdowała się w łazience.
    Ale odstawienie jej na miejsce mogło poczekać. Teraz ważniejszy był Loki.
    Otarła jeszcze raz zszyte ramię z krwi i wyrzuciła przekrwione waty. Najpierw jeszcze umyła ręce i dopiero potem odwróciła się w stronę.
    I nie była już zagniewana. Na jej twarzy pojawił się łagodny uśmiech. Cieszyła się, że chciał chociaż spróbować ją zrozumieć i wysłuchał tego, co do niego mówiła. Zawsze mógł to wszystko na starcie odrzucić, twierdząc, że to największe bzdury, jakie słyszał.
    Skrzyżowała ramiona pod biustem, ale tylko po to, aby ogrzać swoje dłonie. Dopiero wtedy oplotła jego szyję, dopiero wtedy wsunęła mu się na kolana. Jeszcze zanim się odezwała, musnęła wargami jego skroń.
    — Nawet nie chodzi już o samą rzeź, Loki. Oboje doskonale znamy Odyna. Jeśli ktoś nie jest z nim, jest przeciwko niemu. Wiem, że starałbyś się ochronić naszą rodzinę, ale nie jesteśmy wszechpotężni. Nasze najlepsze czasy już minęły. Pomyślałeś, co by było, gdyby ktoś wykorzystał chwilę nieuwagi? Gdyby ktoś odebrał nam znowu naszych chłopców? – pogładziła go delikatnie dłonią po policzku. – Oboje nie mamy aż tyle siły, aby patrzeć po raz kolejny na śmierć naszych dzieci. A wojna to przede wszystkim ofiary. O to przecież chodzi Odynowi.
    Westchnęła głęboko. Odyn zawsze uwielbiał bezsensowną rzeź. Rozlew krwi to było coś, co sprawiało mu przyjemność. Śmierć sprawiała mu przyjemność, dodawała siły i wielkości. Lubił uśmiercać ludzi tylko po to, aby poczuć się ważnym. Co za egoistyczne podejście…
    — Takie zwycięstwo nie byłoby bezwartościowe, ale wymagało bardzo radykalnych kroków, które popierał Odyn. Gdyby wojna była jedynym wyjściem, gdyby faktycznie wydarzała się jakaś niesprawiedliwość, którą trzeba było zakończyć, takie zwycięstwo byłoby nawet usprawiedliwione. Ale… są inne wyjścia. Sam to powiedziałeś, pamiętasz? Wszystko zależy od ciebie. To na twoją komendę nowi bogowie ruszą do walki. I na twoją komendę nowi bogowie pozostaną w cieniu. Jesteś w tym momencie najważniejszym ogniwem, skarbie. Twoja decyzja, ta, którą będziesz miał za moment podjąć, zmienia wszystko. Waży losy wszystkich bogów. Poddawałeś się Odynowi wiele razy. Nie oceniam teraz, czy było to złe czy dobre postanowienie. Ale ten raz… ten jeden raz to może być już za dużo.
    Oparła czoło o jego skroń i zamknęła na moment oczy. Musiała mu teraz pomóc. Wiedziała – może nie tyle wiedziała, co czuła, że teraz jest w potrzasku. Sigyn nie była Odynem. Nie chciała od niego żądać, szantażować go ani zadawać mu cierpienia. Dziś oboje wycierpieli za dużo. Dziś musi skończyć się lepiej niż się zaczęło.
    W końcu… zaczęli być wobec siebie szczerzy… prawda?
    — Mówiłeś, że wojnę chciałeś poświęcić mi, zdradzając Odyna… Nie chcę takiej ofiary, wiesz dlaczego? Bo prawdziwe zwycięstwo to nie zdrady, kłamstwa i podstępy, nie bezmyślne machanie mieczem czy strzelanie na oślep. Prawdziwa wartość zwycięstwa to poświęcenie, kochanie. Właśnie dlatego pracuję w szpitalu. Poświęcam siebie, swój czas, swoje nerwy, a w zamian otrzymuję zwycięstwo, życie albo zdrowie pacjenta, któremu poświęcałam swój trud. Z każdą udaną operacją czuję się coraz silniejsza, zaczynam wierzyć we własne możliwości, dostrzegać więcej, uczyć się więcej. O to w tym chodzi. To nigdy nie jest łatwe. Poświęcenie nigdy nie jest łatwe i bezbolesne, ale same starania i przekraczanie własnych granic, przezwyciężanie słabości już czyni cię lepszym, z czasem nawet prawie niezniszczalnym. Wojna nie jest tu jedynym rozwiązaniem. Jest coś, co zachowa życie bogów, wzmocni ciebie i zniszczy Odyna. To nie jest łatwa droga i na pewno wielu po drodze zacznie wątpić w jej słuszność… ale ta droga prowadzi do zwycięstwa. Do zwycięstwa wszystkich bogów. Do naszego szczęścia. Do uwolnienia się do tych, którzy nami pomiatali.

    Bałwanek, który naprawdę stara się pomóc

    OdpowiedzUsuń
  55. Miał rację. Oczywiście, miał rację. Oboje doskonale wiedzieli, jaki jest Odyn. Do czego zdolny jest Odyn. Jeśli na świecie był ktoś, kogo nie należało drażnić albo choćby lekceważyć, to właśnie Odyn. Oboje wycierpieli przez niego zbyt wiele, aby teraz tak łatwo wystawić się na rany.
    Bo, Loki z pewnością nie zdawał sobie z tego jeszcze sprawy, ale gdy tylko opowiedział jej o swoich problemach, stały się również jej problemami. W jej świecie nie było rozróżnienia na moje i twoje. Było tylko wspólne. Wspólne dobro, wspólne życie, wspólne szczęście
    Jednego, co mogła nazwać swoim – to Loki. Jedyne, co Loki mógł nazwać swoim – to Sigyn. Wszystko inne było wspólne.
    Ale miał rację. Są zbyt zmęczeni dzisiejszym dniem, aby myśleć o tym, co ma się stać w następnej kolejności. Odyn nadal jest przekonany o lojalności Lokiego, w domu nie było nikogo, kto doniósłby o małżeńskiej kłótni. Byli bezpieczni. Mogli odłożyć to na następny dzień – tym bardziej, że następny dzień Sigyn miała wolny. Jak zawsze po dyżurze.
    Położyła mu jednak palec na ustach, gdy zadał pytanie, a następnie posłała mu delikatny uśmiech.
    — Pod jednym warunkiem – odparła, ale zamilkła jeszcze na moment. Uciekła na chwilę wzrokiem w bok, a gdy wróciła spojrzeniem do jego oczu, poprawiła się: - Dwoma warunkami. – Zabrała palec z jego ust, a dłonią znów pogładziła jego policzek. Wyszeptała: - Pierwszy, pocałuj mnie. – Oplotła ramionami jego szyję, ciasno. Chciała dodać, aby zaniósł ją do łóżka, ale dopiero co zszyła jego ramię. Wolała nie ryzykować, że wysiłek mięśni znów ją otworzy albo zada mu ból. – Drugi, śpij dzisiaj ze mną. Tak dawno nie kładliśmy się do łóżka razem… Chcę zasnąć w twoich ramionach. Tak, jak w dniu, w którym zdałam sobie sprawę, że nie jesteś dla mnie tylko przyjacielem…
    Sigyn nigdy nie wspominała o tym dniu, nigdy nie zdradziła, od jak dawna zdawała sobie sprawę z tego, że go kocha.

    Bałwanek, który bardzo potrzebuje bliskości

    OdpowiedzUsuń
  56. Bycie boginią zwycięstwa wiązało się z towarzyszeniem wielu innym bogom. Niezliczoną ilość razy podążała za Ateną, a nawet Zeusem, Aresem i innymi bogami. Poza niskimi sprawami wspierała także ludzi, w końcu to oni stoczyli wiele bitew, a każdej bitwie towarzyszyło zwycięstwo jednej ze stron. Choć świat ewoluował, tak jak ewoluowały wierzenia Hellenów, to oni, bogowie, wciąż trwali i tak kiedy ich lud ruszył w podróż do nowego świata, tak i ich bogowie podążyli za nimi, w końcu tyle zwycięstw było jeszcze do odniesienia! Ten świat nie przyniósł niestety wiele dobrego, ludzie zaczęli jeszcze szybciej się zmieniać, odstawiając dawnych bogów między bajki. Przestano stawiać pomniki pięknej kobiety o kruczoczarnych skrzydłach, przestano prosić ją o łaskę, przestano modlić się, aby żywym i wygranym ujrzeć ją szybującą nad polem bitwy. Bolało, to wszystko zdecydowanie bolało, ale Nike nie umiała zatrzymać tego koła. Czuła się coraz gorzej i coraz samotniej, zupełnie jak inni jej przyjaciele. Wszyscy doskonale wiedzieli, że ich kult powoli upadnie, jeśli nic z tym nie zrobią. Jedni próbowali osobiście dotrzeć do ludzi i prosić ich o modlitwę, inni z kolei chytrymi sposobami przekonywali do siebie ludzi, jeszcze inni nie umieli sobie radzić więc w złości niszczyli wszystko wokół. Nike natomiast nie robiła nic. Odłożyła swoje piękne skrzydła na dno szafy i próbowała egzystować w tej namiastce życia jakie przyszło jej wieść. Zabawne, prawda? Bogini zwycięstwa poddała się, poddała bez walki. Zupełnie pogubiła się w tym świecie i prawdopodobnie zginęłaby w ciszy i smutku wraz z ostatnim wiernym, gdyby ktoś nie postanowił przypomnieć jej kim jest. Nie zdawała sobie nawet sprawy co dzieje się w świecie bogów oraz jaki cel ma elegancki nieznajomy, ani ten chłopak, który ją do niego przyprowadził. Po prostu została zaczepiona na ulicy i uległa pokusie nie widząc sensu w opieraniu się. Czy miała coś do stracenia? Wystarczająco nisko już upadła, doprawdy, inni bogowie jakoś sobie radzili, nie szło im świetnie, ale z pewnością o niebo lepiej niż jej, a ona? Jak bogini zwycięstw mogła tak łatwo dać się pokonać? Już zawsze będzie sobie pluła w brodę, że nie umiała poradzić sobie sama.
    Została wprowadzona do małego pomieszczenia, na środku którego stał niewielki stolik i dwie sofy. Tam opiekę nad nią przejęła jasnowłosa kobieta, gestem nakazując jej zająć miejsce.
    - Siadaj sobie, zaraz przyjdzie. - mruknęła i zamknęła drzwi od zewnątrz.
    Usiadła więc na jednej z kanap i oparła ręce na kolanach. Ale kto przyjdzie? Niewiele jej powiedziano, toteż zupełnie nie rozumiała o co chodzi, czekała jednak cierpliwie aż drzwi ponownie się otworzą.

    [Mam nadzieję, że tak mogło to wyglądać, w sumie narazie jedyny przykład miałam w serialu, a nie chciałam zrzynać :D]

    Nike

    OdpowiedzUsuń
  57. Widziała jego wahanie w oczach. Kochany, kochany Piecyk, zawsze brał na siebie zbyt dużo. Zawsze karcił się za bardzo, jeśli chodziło o nią. A ona naprawdę chciała dawać mu szanse, naprawdę chciała, aby z nią zostawał. Naprawdę chciała obejmować ten Piecyk, mimo że parzył i momentami sprawiał niewyobrażalny ból. Była tylko głupiutkim, zakochanym Bałwankiem. Bałwankiem, który chciał dać swojej miłości wszystko – nawet własne życie.
    Dlatego uśmiechnęła się do niego nieco szerzej, choć wciąż łagodnie. I wtedy dopiero postanowił spełnić jej prośbę.
    Pocałował ją krótko i delikatnie, jakby wciąż był niepewny. Lecz wtedy pogładziła go delikatnie dłonią po policzku, jakby chciała tym samym przekazać mu, że przecież jest jego żoną. Niezależnie od tego, jak ją skrzywdził, naprawdę będzie się starała mu wybaczyć i zapomnieć. Nawet jeśli to bardzo zabolało. On wciąż był tym jedynym, którego kochała. Nigdy w to nie zwątpiła. Nigdy nie spojrzała na innego mężczyznę tak, jak patrzyła zawsze na niego.
    Poczuła się o wiele lepiej, gdy raz jeszcze złączył ich usta – całując ją coraz zachłanniej. Kochała, gdy to robił. Czuła wtedy, że na całym świecie pragnie tylko jej. Że w jego oczach nie straciła na atrakcyjności. Że należała do niego. Że oni należeli do siebie nawzajem. Poddała się jego pocałunkowi, mocniej oplatając jego szyję, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nimi.
    Nie otworzyła oczu, gdy rozłączył ich wargi, jednocześnie nie odsuwając się od niej. Uśmiechnęła się – nie tylko czując ciepło i przyjemne łaskotanie jego oddechu. Uśmiechnęła się słysząc jego pytanie. Dopiero wtedy spojrzała mu na ułamek sekundy w oczy i raz jeszcze, choć na bardzo krótko, pocałowała go, co miało być tylko oznaką tego, że przyjmuje jego warunki.
    Miała za to zaprotestować, gdy wziął ją na ręce. Powinien teraz oszczędzać swoje ramię – i zanim otworzyła usta, aby to powiedzieć, poczuła, że przecież i tak próbuje je jak najmniej obciążać. Pokręciła tylko głową z uśmiechem i pozwoliła się zanieść na łóżko.
    Miał rację – chciała go odepchnąć, ale z całkiem innego powodu niż sam myślał. Chciała po prostu wstać i ściągnąć z siebie stare ubrania. Chciała wejść w końcu pod prysznic, zmyć z siebie cały brud i stres całego dnia, zostawić wszystkie złe emocje pod prysznicem, aby spłynęły ściekami tam, gdzie wszystko, co niepożądane się znajduję.
    Ale nie mogła odmówić mu kolejnego pocałunku. Tym razem to Loki pocałował ją nieśmiało – i tym razem to Sigyn ten pocałunek pogłębiła, chcąc dodać mu otuchy i odwagi. To, co dzisiaj było, naprawdę nie ma znaczenia. Nie dzisiaj. Nie teraz. Teraz – teraz był czas, aby się od tego odciąć, zapomnieć o całym świecie.
    Będą się martwić na nowo – jutro.
    Przesunęła dłonią po jego policzku, mijając ucho i zmierzwiła jego włosy. Dopiero wtedy przerwała ich pocałunek – ale uśmiechnęła się do niego czule.
    — Jestem zmęczona, ale nie aż tak, aby spać w ubraniach. Daj mi chwilę… i przygotuj się na bajkę na dobranoc.

    mocno kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  58. Posłała mu jeszcze delikatny uśmiech, nim podniosła się z łóżka i odeszła w stronę łazienki. Kochany, kochany Loki. Zawsze zachowywał się jak słodki, zbity psiak, kiedy wiedział, że nabroił – a tym bardziej nie potrafił się od niej odkleić, gdy zrozumiał, że Sigyn nadal go kocha pomimo wszystko i go nie zostawi. Nie, żeby jej to przeszkadzało – kochała, gdy poświęcał jej maksimum swojej uwagi. Tylko nawet jeśli chciała się na niego gniewać i boczyć, nie potrafiła, widząc to jego niepewne, smutne spojrzenie. Czując, jak bardzo chce zakończyć kłótnię, aby znów się do niej przytulić.
    Jej słodki, kochany mąż.
    Odkręciła wodę pod prysznicem, aby zdążyła się zmienić już z zimnej na ciepłą, a w międzyczasie chwyciła za szczotkę i zaczęła rozczesywać splątane krwią włosy. Westchnęła cicho, gdy zobaczyła swoją twarz w lustrze.
    Tak czy inaczej, to, co mówiła Lokiemu, to prawda. Przynajmniej na temat tego, co myśli o sobie. Jak można uważać twarz o dziecięcych rysach za atrakcyjną? Jak można było uważać jej zbyt szczupłe ciało za piękne? Inne boginie miały to coś. Frigg chociażby miała nieustępliwe, władcze spojrzenie, któremu mężczyźni się poddawali. Freja i Sif – zawsze były piękne. Duże, jędrne piersi, smukła sylwetka, szerokie biodra.
    A ona? Ledwie można było odróżnić biodra od talii. Pomarzyć sobie mogła też o biuście – nawet po dwóch ciążach i wykarmieniu dwóch synów pozostawał mały. Jedyne, co się zmieniło, to to, że z mało atrakcyjnego zmienił rangę na w ogóle nieatrakcyjny. O innych walorach też mogła pomarzyć. Nawet twarz była nie taka. A teraz – gdy na czole pozostawały nadal ślady po zagojonej ranie, gdy po boku głowy wciąż miała zaschniętą krew, widziała w sobie najbardziej obrzydliwego potwora chodzącego po świecie.
    Przesunęła szczotką po włosach po raz kolejny i westchnęła znów. Jedyne, co jej się w sobie mogło podobać, to oczy. Duże, niebieskie oczy. Gdy bardzo nie chciała zwracać uwagi na swoją twarz, wpatrywała się w swoim odbiciu centralnie w nie. I wyobrażała sobie, że jest piękna. Że może faktycznie się podobać.
    Gdy odłożyła szczotkę i ściągnęła sweter – dopiero wtedy kątem oka zobaczyła Lokiego. Uśmiechał się do niej, jakby miał przed oczami właśnie najcudowniejszy obrazek wszechświata. Rzuciła sweter gdzieś w stronę kosza na brudne ubrania i odwróciła się powoli w jego stronę. Nie rozumiała, co on w niej takiego widział – prócz wiernej żony, która jest jego wsparciem i do której zawsze może wrócić w trudnych chwilach.
    Loki zawsze był idealny. Choć jego szczupła i smukła sylwetka wyróżniała się na tle bogów, którzy cenili sobie siłę mięśni, nadal pozostawał atrakcyjny. W zasadzie Sigyn nawet nigdy to za specjalnie nie przeszkadzało, że nie wyglądał jak kopia Thora, który podobno uchodził za ideał męskości. Loki pozostawał Lokim. Jedynym, niepowtarzalnym Lokim. Lokim, który popełniał wiele błędów i nie potrafił się odnaleźć ani w świecie bogów, ani w świecie olbrzymów. Ale potrafił się odnaleźć tutaj – przy Sigyn. Tutaj, w domu, zawsze był idealny.
    Gdy przyciągał ją do siebie i odgarniał włosy z głowy, czuła, że naprawdę ją kocha. Gdy patrzył na nią w ten sposób, mogła nawet pokusić się o przypuszczenie, że naprawdę widzi w niej atrakcyjną kobietę. Potem dopiero karciła się w myślach za takie myślenie – bo to przecież absurdalne. Było tak wiele kobiet w jego życiu. Dlaczego to niby ona miałaby być tą najpiękniejszą? Wiedziała – wszyscy wiedzieli – że miał romans z piękną Sif. Nigdy nie śmiała się nawet do niej przyrównać.
    Chyba znów będę potrzebował twojej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnęła się na te słowa. No tak. Znów. Znów biedny, kochany Loki potrzebuje opieki swojej dobrej duszyczki, Sigyn. Na początku nie rozumiała, dlaczego tak bardzo mu zależy na tym, aby pozostać z nią dłużej. Potem ją to zaczęło bawić. Aż w końcu – w końcu zrozumiała. I grała w tę grę razem z nim, przez cały czas.
      Wkrótce jej ubrania opadły na bok, a ona stanęła przed nim całkiem naga. Czasami czuła się z tym bardzo źle – wtedy mu po prostu uciekała. Czasami radziła sobie z tym, skupiając swoją uwagę na Lokim – i na myślach, że wcale nie patrzy na nią jako na całość - że widzi tylko jej oczy, najładniejszy aspekt jej samej. Tak też chciała myśleć i dziś.
      Przysunęła się bliżej niego i, położywszy ciepłe dłonie na jego torsie, pocałowała go czule. Teraz liczył się tylko on. Tylko Loki – i ich szczęście. Ich siła. Bo znów potrafili przezwyciężyć trudności, które pojawiły się na ich drodze. Jeszcze nie zażegnali problemów – ale zaakceptowali je i teraz razem będą mogli przez nie przejść.
      A razem są zbyt silni, aby cokolwiek ich złamało.
      Zsunęła dłonie po jego ciele, aż do spodni, które za moment zepchnęła z jego bioder, pozbywając się również i całej reszty. Teraz byli już tylko oni – bez żadnych barier, bez żadnych osłon. Tylko oni – nic więcej.
      Posłała mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, na jaki mogła się zdobyć, a potem złapała go za dłoń i cofnęła się, ciągnąć go za sobą. W stronę prysznica. Za moment poczuła, jak ciepła woda zaczyna uderzać i spływać po jej plecach.
      — Chodź, brudasku. Oboje tego potrzebujemy.

      szczęśliwy Bałwanek

      Usuń
  59. [Ja oraz Makaron piszemy się na najbardziej odjechaną wersję. Aż z tego wszystkiego zacznę nam wątek :D Wybacz za to u dołu. Mam nadzieję, ze rozpoczęcie jakoś ujdzie.]

    Każdy miał jakieś marzenie. Większe bądź mniejsze. Niektórzy w przyszłości chcieli być policjantami, strażakami, lekarzami, żołnierzami…niektórzy pewnie marzyli o tym by nic nie robić a zarobić, pewnie w tej całej zbieraninie ludzi znajdzie się też ktoś kto chciałby być kokainowym baronem niczym Pablo Escobar, archeologiem na miarę Indiany Jonesa, takim fajnym Jedi niczym Luke Skywalker, albo takim uroczym i miłym starszym panem jakim był Vito Corleone. Może ktoś jeszcze chciałby być królem nielegalnego alkoholu niczym Al Capone, ale nie mówił o tym głośno i w sumie dobrze, bo przecież alkohol jest legalny i większe hajsy można zbić sprzedając dzieciakom drożdżówki w szkołach.
    Giovanni jednak nie chciał być zwykłym dilerem drożdżówek w szkołach, nie chciał być też lekarzem, ani baronem narkotykowym. Nie chciał być też miłym starszym panem…chociaż do samego Vito nie miał nic, dla niego to nawet spoko człowiek był. Giovanni w niektórych kręgach znany jako Latający Potwór Spaghetti po obejrzeniu cudownego filmu o równie cudownym tytule zapragnął zostać kolejnym facetem w czerni. Garnitur już miał, wprawę w rozmawianiu z rozwydrzonymi klientami, którzy wykłócali się o to że ich makaron jest za bardzo „al” a za mało „dente”. Uważał się za kogoś stworzonego do tej roli. Poza tym kto jak kto, ale Potwór Spaghetti jak sama nazwa wskazuje jest włoskim makaronem, a najstarsza mafia pochodzi z Włoch właśnie, wiec powinien sobie dać radę prawie tak samo dobrze jak spisuje się na posadzie mafijnego „dona”, czyli takiego włoskiego odpowiednika bossa mafii.
    Logiczne jest wiec to że twierdził że nadaje się do tego. Poza tym miał (w jego mniemaniu) wyjściową twarz, no i wzbudzał w innych przyjazne uczucia. Był wesołym bogiem ubóstwiającym makaron, striptiz no i piwo (czeskie!). Owszem spożywał też wódkę, jednak w nieco mniejszych ilościach niż niektórzy Bogowie…albo niż niektóre diabły…
    On w stosunku do jednego diabła był wiecznie trzeźwy (nawet kiedy nie był). Teraz w sumie też można się pokusić o stwierdzenie, że Makaron jest trzeźwy, chociaż jego stan na to nie wskazuje. Ale wymagać aby Latający Potwór Spaghetti nie użył swoich najlepszych „perfum” w piątek to zbrodnia. Poza tym miał bardzo piękne perfumy o zapachu wódki, piwa i spaghetti (bolonese). Każdy jakoś świętuje dzień święty, prawda? Cieszył się, że w sumie to dzień wcześniej rozmawiał ze swoim szefem. Bo teraz to chyba nie chciałby…nie chciałby żeby ktokolwiek krzyczał na niego, albo brzydko na siego spoglądał. Nikt…a szef to już w szczególności.
    — Dobry deń, dobry deń iii tu tfoje radjio heloł, heloł – zaśpiewał na powitanie panu szoferowi. Spojrzał na niego i uśmiechnął się. – No to panie szoferze kochany, bez zbędnych pytań ruszamy ku przygodzie! – krzyknął i aż chwycił się za głowę. Cicho sam do siebie jeszcze powiedział Aj carramba. – Mam nadzieję, że wiesz gdzie jechać…bo ja to szczerze nie wiem…albo nie pamiętam. Nie wiem – powiedział do szofera. – Wiesz czy nie wiesz? Mam dzwonić do szefa, czy jeszcze nie? – zapytał szczerze.
    Z pewnością byłby wtedy najbardziej udanym agentem, który dzwoni do szefa i pyta się gdzie ma jechać, bo nie wie, a przydzielony szofer to też nie wie i stoją tak pod firmą i nie wiedzą co z sobą zrobić. Raczej nie dostałby tej roboty…chociaż kto wie?

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  60. [Ojezusicku przecież tam no, w karcie to Tomciu czyli kraszi mojego życia. Uwielbiam. Mocno.
    Ojejciu, pochwała za Marion, tego się akurat nie spodziewałam, więc baaaardzo dziękuję! My z Marzenką się na indiańskich bogach akurat niekoniecznie znamy, ale tak czy siak myślę, że gostek już dawno ją przejrzał. I oboje po prostu mają na to troszku wywalone, bo i tak mają ten sam, wspólny cel. A wykorzystują się wzajemnie, ten związek to czysta patologia. xD
    Jeszcze raz dziękuję za miłe powitanie i pozdrawiam równie cieplutko! (:]

    Marianne Chodczenkowa czyli Marzanna

    OdpowiedzUsuń
  61. W pierwszej kolejności ściągnęła z półeczki żel pod prysznic i nalała go na swoją dłoń. Jasne, że mogła wziąć również gąbkę, ale tego nie zrobiła. Chciała go sama dotykać – poczuć jego skórę pod palcami. Tak dawno tego nie czuła, że tym bardziej teraz zapragnęła tego jeszcze bardziej.
    Uśmiechnęła się, gdy przesunęła dłonią po jego ramieniu. Dziś oboje będą pachnieć czekoladą. Dziś oboje nie będą mogli się od siebie oderwać. A zapach będzie mógł być tylko wymówką.
    I czy to źle…?
    Gdy jej dłonie powróciły do torsu Lokiego, poczuła, że jest strasznie spięty. Podniosła wtedy wzrok, aby spojrzeć w jego piękne, niebieskie oczy. Biedny, kochany Loki. Domyślała się, że wciąż przeżywa to wszystko, co się przed chwilą stało…
    Może i trochę słusznie – bo to nie było tak, że Sigyn nagle o wszystkim zapomniała, wymazała z pamięci, puf, zniknęło. Jego słowa zraniły ją i to bardzo. Przez chwilę poczuła się jeszcze mniej warta niż czuła się do tej pory. Poczuła się jak jedna z wielu, a lubiła chociaż snuć przypuszczenia, że może jest inaczej.
    Ale starała się. Oboje byli dziś bardzo zmęczeni. Obojgu puściły nerwy – obojgu aż za bardzo. Loki ją zranił, ale ona nie pozostała mu wcale dłużna. Jeszcze długo nie wybaczy sobie, gdy jej wargi ułożyły się w wyraźne słowo potwór - słowo tabu, którym zabraniała mu się nazywać. I równie długo nie wybaczy sobie, że przez moment straciła nad sobą panowanie, wskutek czego zraniła nożem Lokiego.
    Więc starała się. Aby ten dzień skończył się lepiej niż się zaczął. A jutro – jutro powitają kolejny dzień. Odrobinę bardziej optymistyczni, z poczuciem, że mają siebie nawzajem, mimo wszystko.
    Nie mogła znieść pocałunku, jakim ją obdarował. Wiedziała, co oznaczał. Czuł się winny, ale nie chciał tego przyznać, żeby jej nie martwić. Posłała mu tylko delikatny uśmiech, a jedną z dłoni uniosła do jego policzka.
    — Ja też cię kocham, Piecyku. Nigdy nie mogłabym kochać kogoś innego – odpowiedziała mu i ofiarowała mu kolejny pocałunek. Dłuższy niż jego, bardziej czuły niż jego. Chciała nim przekazać mu całą swoją miłość i potwierdzić prawdziwość słów przed chwilą wypowiedzianych.
    Gdy oderwała usta od jego warg, ucałowała kącik jego ust. Następnie jeden z jego policzków – wielokrotnie, w bardzo różnych miejscach – aż zeszła na brodę, a następnie na jego szyję. To na niej zatrzymała się dłużej. Całowała go delikatnie, tuż nad obojczykiem, mając nadzieję, że chociaż ten gest sprawi, że odrobinę się rozluźni.
    Sama do końca nie wiedziała kiedy, ale pchnęła delikatnie Lokiego w stronę ściany – zimnej, po której wciąż spływały krople wody, ale nie pomyślała nawet o tym, jaką reakcję może to wywołać. Ucałowała po raz kolejny skórę na szyi Lokiego, a następnie, minąwszy obojczyk zeszła odrobinę niżej, muskając delikatnie jego tors. Dłonią delikatnie przesunęła po jego brzuchu, łaskocząc przy tym opuszkami swoich palców. Dopiero gdy minęła wargami mostek, podniosła głowę by spojrzeć w jego oczy i uśmiechnęła się delikatnie.
    — Kocham cię – powtórzyła raz jeszcze swoje wcześniejsze słowa. – Ale chyba czas już stąd wyjść…

    kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  62. Czy sama pragnęła tego, do czego zmierzała – tego do końca nie wiedziała. Nie wiedziała, bo nie była pewna, na ile może sobie pozwolić, aby go nie skrzywdzić. Zbyt wiele osób go wykorzystywało, aby i ona stała się jedną z nich. Ona chciała go chronić. Dawać poczucie miłości i przynależności – być osobą, do której zawsze może wrócić i w której ramionach zawsze może skryć się przed całym złem świata. Jakiegokolwiek świata. Taką właśnie żoną chciała być.
    Dlatego wtedy przerwała i podniosła głowę. Dobrze wiedziała, że gdyby Loki chciał – nie skinąłby wtedy, a kontynuował. On jednak się odsunął i było już dla niej jasnym, gdzie leży granica.
    Dlatego wyszła razem z nim spod prysznica. W końcu poczuła się o wiele lepiej, gdy mogła zmyć z siebie kurz, ziemię i krew. I trudy dzisiejszego dnia. Choć urazy… urazy zostały. I będą jeszcze długo się goić. Gdy tylko spojrzała na Lokiego, już to wiedziała. Jej kochany Loki sobie nie wybaczy tego wszystkiego. Nieważne, co by zrobiła i nieważne, co by powiedziała.
    To będzie musiało przejść samo. A ona… może mu tylko pomagać, jak potrafi.
    Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, znów porwał ją na ręce. Posłała mu tylko karcące spojrzenie, bo znów ryzykował. Wysiłek dla mięśni był niewskazany po takiej ingerencji ciała obcego. Dopiero co zszyła jego ranę, na nowo mogła się otworzyć.
    Nic takiego jednak się nie stało, a on położył ją na łóżku – i zaraz zjawił się obok, obsypując ją czułymi pocałunkami. Odwzajemniała je jak tylko mogła. Przynajmniej do czasu, w którym senność nie uderzyła w nią co najmniej poczwórnie.
    Wtedy usiadła i naciągnęła na nich kołdrę. Nieważne, jak bardzo Loki był ciepły – ona miała dwie strony. Po tej drugiej stronie zawsze będzie jej zimno. Dlatego ułożyła się wygodnie, oparła bok głowy o jego ramię i zamknęła na chwilę oczy. Nogą jeszcze zaczepiła jego nogę i uśmiechnęła się sama do siebie.
    — Obiecałam ci jeszcze bajkę na dobranoc, prawda? – spytała, choć było to pytanie raczej retoryczne. Podniosła głowę, aby na niego spojrzeć. – Nie mówiłam ci o tym dniu, bo sama byłam nim zaskoczona. To było bardzo, bardzo, bardzo dawno temu… Przed dniem, w którym cię pocałowałam. Pamiętasz ten moment, w którym wpadłam na ciebie, cała zapłakana? Zmusiłeś mnie wtedy, żebym powiedziała, co się stało. A ja to zrobiłam. Powiedziałam ci, że płaczę, bo ktoś rozpuścił plotkę, że jestem twoją nową kochanką.
    Uśmiechnęła się sama do siebie. Teraz, z perspektywy czasu, jej zachowanie zdawało się diabelnie głupie. Wtedy miało doskonały sens.
    — Nie chodziło mi wtedy tylko o reputację. To znaczy… ona też była dla mnie ważna. Wiesz, jakie były boginie, a ktoś taki jak ja… - westchnęła głęboko. Nigdy nie umiała rozmawiać wprost o tych trudnych tematach. – Chciałam, aby mój mąż poczuł się wyjątkowy. Chciałam go uszczęśliwić na każdy możliwy sposób. Chciałam mu dać szczęście świadomością, że byłam i jestem tylko jego. Sam zresztą doskonale o tym wiesz, prawda? – zerknęła na niego. Na pewno czuł się niewyobrażalnie dobrze z myślą, że Sigyn naprawdę była jego i tylko jego. – To był jeden powód. Drugi był taki, że… wstydziłam się. Widziałam, jak patrzą na ciebie wszystkie te boginie, jak cię pragną, niemal rozbierają wzrokiem. Zawsze miały do zaoferowania więcej niż ja. Niektóre z nich były znacznie piękniejsze niż ja. Dlaczego Loki Laufeyjarson miałby spojrzeć akurat na mnie, swoją przyjaciółkę? Dlatego wypierałam z siebie każdą myśl, która łączyłaby mnie i ciebie. I bardzo dobrze mi to szło. Byliśmy tylko przyjaciółmi, tak jak miało być według mojego planu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamknęła oczy. Na jej wargi ponownie wpełzł uśmiech na samo wspomnienie tamtego dnia. Tamtej nocy.
      — Do czasu. Pamiętasz, wtedy wróciłeś wyjątkowo szczęśliwy i wyjątkowo skory do droczenia się. Poczułeś się u mnie aż za bardzo jak u siebie w domu i znów się o to pokłóciliśmy. Wtedy stwierdziłeś, że skoro tak bardzo mi zależy na mojej reputacji, to znikniesz, nie tylko z mojego domu. A ja cię wtedy zatrzymałam. Bo mój dom bez Lokiego nie byłby już moim domem. Przyzwyczaiłam się do Lokiego i jego szczypty chaosu, jaki roztaczał. To było takie… miłe. Takie bliskie, znajome i kochane. Pozwoliłam ci wtedy znów spać ze sobą w jednym łóżku, ale tej nocy od ciebie nie uciekłam na sam brzeg. Sama się do ciebie przytuliłam. Za bardzo się bałam, że mogłabym stracić swojego przyjaciela. Że faktycznie mógłby odejść i mnie zostawić. Zasnęliśmy razem, wtuleni w siebie. Rankiem, obudziłam się przed tobą. Spojrzałam na twoją twarz. – Podniosła dłoń i z czułością pogładziła go po policzku. – Twoją cudowną twarz. I pomyślałam wtedy, że chciałabym mieć ten widok codziennie. Mogłabym patrzeć na ciebie do końca swoich dni, i nigdy nie miałabym dosyć. Wtedy zrozumiałam, że od dawna nie byłeś już tylko moim przyjacielem. Ale mimo wszystko… nadal się bałam i kryłam swoje uczucia. Bo jak Loki mógłby spojrzeć na boginię, która jedyne, co mogła mu zaoferować, to swoją miłość…?

      rozmarzony Bałwanek

      Usuń