środa, 9 sierpnia 2017

I'm not your enemy...

PRZYWÓDCA NOWYCH BOGÓW

I've become so numb...
I can't feel you there. I've become so tired.
So much more aware. 
I'm becoming this.
All I want to do is be more like me and be less like you.


Kiedyś, dawno temu, wyplatałeś najlepsze sieci rybackie, twój cudowny wynalazek. Dziś, po tak wielu latach, wróciłeś do tego, tym razem jednak tworzysz globalną sieć, którą oplatasz cały świat bogów i ludzi. Ale jednocześnie tkasz też zupełnie inną sieć. Z najwyższą starannością uwikłałeś siebie samego w plątaninę kłamstw, z których nie potrafiłbyś się już uwolnić, nawet gdybyś kiedykolwiek tego zapragnął. Ale nie zapragniesz, prawda? Stworzyłeś sobie dwa odrębne życia i w obu okłamujesz wszystkich dookoła i samego siebie. Pod perfekcyjną iluzją kryjesz swoje prawdziwe ja...
I kolejne kłamstwa.

WYBIERZ MĄDRZE
PRAWDAKŁAMSTWO

W PIGUŁCE ▪ LOKI LAUFEYJARSON ▪ DAWNIEJ ▪ PÓŹNIEJ ▪ POWIĄZANIA
Z dedykacją i podziękowaniami dla Drama Queen, która sponsoruje cudowne zdjęcie Mr.Worlda. <3
W karcie niezapomniane "Numb" Linkin Park. <3 Podwójny wizerunek sponsorują Crispin Glover i Tom Hiddleston. Podstrony będą sukcesywnie uzupełniane i pojawią się już niebawem. A tymczasem witam się oficjalnie i zapraszam do wątków i powiązań. Im więcej się będzie działo tym lepiej. Sto lat nie pisałam, więc zardzewiałam twórczo i proszę o wyrozumiałość. :) Ukochamy kogoś za Shadowa, Vali'ego, Mr.Towna i Hønira.
P.S. Przepraszam, że właśnie zaspoilerowałam największy plot twist "American Gods" <3

121 komentarzy:

  1. [Witam Lokiego/Globalizację! Ciekawy pan, naprawdę, bardzo ciekawy. Karta napisana cudownie i Tom Hiddleston <3. Dla mnie Tom to chyba jedyny Loki, zagrał go bezbłędnie ;)
    Nie wiem czy zapraszać do mojego Lucjana, czy nie zapraszać?
    Niech sam Loki zadecyduje czy chce rozmawiać z diabłem!]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  2. [Kurczę. Sam nie wiem czy wolę Lokiego czy Worlda xD
    Myślę, myślę. Bo w sumie Luckowi ewentualna wojna bogów byłaby na rękę. Dla niego to nawet najlepiej by było gdyby starzy bogowie ten konflikt wygrali (bo później mogłoby między nimi dojść do walki o władzę, no i Lucek poczekałby aż większość by się wybiła *aż tak bardzo ten mój Lucjan jest pazerny na władzę?*). Ale w sumie...to może jeśli ci nowi Bogowie wygraliby ten konflikt to też dałby sobie rade? Też by coś wykombinował? Wszak to diabeł jest, który wszędzie się wkręci ;)
    Może pomyślmy nad jakimś jednym wątkiem do Lokiego i jednym wątkiem do Globalizacji. Wybierzemy co bardziej nam leży i co może okazać się lepsze :D
    Bo tak właściwie to mnie jest obojętnie z kim Lucjan sie spotka ;)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  3. ["Globalization? Ain't nobody have time for that"
    Witam szefa, groźny jest na potęgę! Zimny, prowadzący własne gierki pod przykrywką globalizacji. Naprawdę jestem pod wrażeniem, jak świetnie wyszły ci, jakby nie patrzeć dwie, postaci. Coś czuję, że znajdzie tu dużo wątków :)
    Pisałaś o wątku pod moją kartą, więc kombinujemy coś? Chociaż nie wiem, czy ktoś tak mało ważny jak Mem ma szanse nawet dostać się do gabinetu Worlda (a już nie wspominając, że po drodze trzeba jeszcze pokonać Auchan)

    P.S. Thjazi to mi się tylko z krasnalem z Thorgala kojarzy :D]

    Mr Meme
    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/ce/7b/10/ce7b10cd6e2c4efcc4f1ce1ef670e0c0--loki-marvel-loki-thor.jpg

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. [Proszę mi nie odbierać pracy
      http://s2.quickmeme.com/img/2c/2c5361ceccf19d6e33e2551067bc0bcbec2ca8185b318bb62f5f1bfd11a77cc9.jpg]

      Mr Meme

      Usuń
    2. Żona szefa może wszystko, honey. <3
      https://camo.derpicdn.net/ab8514f85635581b45f381d0036038c8f705a90f?url=http%3A%2F%2Fwww.troll.me%2Fimages%2Ftrololo%2Fu-mad-bro-nah-u-just-jealous.jpg

      Usuń
  5. [Kocham go. World jest chyba jednym z ciekawszych "Nowych Bogów". Oczywiście bardzo chcę jakiś wątek i powiązanie. Jeśli masz jakiś pomysł na coś z moim najbardziej neutralnym spośród neutralnych to zapraszam.]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej, cześć! Dziękuję serdecznie za powitanie i przemiłe słowa. Mam nadzieję, że Twoje życzenia się spełnią i zabawię na AG na długo. <3 Nie znaczy to jednak, że Cię lubię, bo mi zaspojlowałaś serial, który zaczęłam dzięki Tobie oglądać. :c Wybaczam tylko dlatego, że w karcie jest Hiddles, który… no och. No to jest Hiddles. *-* Wybacz, że na początek dość sztampowo, ale musiałam się pozachwycać doborem zdjęcia, na którym wygląda jak Gotye (now you’re just some brother that I used to know…). Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że i samą kartę skonturowałaś niesamowicie ciekawie. Podoba mi się enigmatyczny, acz zachęcający wstęp i podział na „Prawdę” i „Kłamstwo”, które oczywiście przeczytałam i wciąż mam focha za zdradzenie mi plottwista. Tak serio jednak – gratuluję tekstu i kreacji tej niesamowicie złożonej postaci. Wyszła Ci – moim skromnym zdaniem – znakomicie, dlatego bardzo chętnie wymyśliłabym jakieś powiązanie/relację albo ot, zwykły (o ile wśród bogów cokolwiek jest „zwykłe”, lel) wątek. Nie bardzo jednak wiem, jak nasze postaci połączyć – pomożesz, proszę? ;]

    ANNA Dziewanna CARTER

    OdpowiedzUsuń
  7. [To ja teraz oficjalnie dziękuję za powitanie i kłaniam się nisko z moją różową grzywą przed panem Lokim/Worldem :3
    "Numb" było jedną z kilku moich ulubionych piosenek, które kiedyś słuchałam w trakcie "spaceru wkurwienia", czyli szlag cię trafia? idź z słuchawkami w uszach przed siebie tak daleko, aż gniew zejdzie. Uruchomiłaś wspomnienia, dawno jej nie słuchałam :D]

    Lady Bajeczny Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  8. To wszystko przerosło ją już dawno. Odkąd tylko dostrzegła, że jej mąż zaczyna coraz częściej znikać, poświęca jej coraz mniej czasu, zaczęła myśleć. Myślenie nie jest dobre. Nie w takich sprawach. Nie tu, nie w przypadku miłości.
    Wszystko było w porządku przez całe tysiąc lat. Bywało lepiej, bywało gorzej, ale nigdy nie było tak tragicznie jak w czasach, w których mieszkali w Asgardzie. Stany Zjednoczone i ziemie należące do duchów były ich azylem, łańcuchem, który splótł na nowo skrzywdzonych i poniżonych bogów.
    Ale teraz trafiło się to…
    Nie chciała wierzyć w to, że ją zdradza. Nie chciała uwierzyć, że znalazła się na tym brudnym świecie kobieta, która zawróciła mu w głowie do tego stopniu, że zapomniał już o latach spędzonych z żoną, o jej poświęceniu i miłości. Że zapomniał o tym, że to w jej ramionach zawsze znajdował upragnione ukojenie.
    A może odnalazł coś, czego nie mógł znaleźć w Sigyn… Nie okłamujmy się, była kiepską kochanką. Nie była przesadnie piękna, jej kształty pozostawiały wiele do życzenia, była okropnie szczupła, może nawet zbyt szczupła. I w innych aspektach… też czuła, że nie jest dla niego wystarczająca. Ale starała się. Mimo tego, jak bardzo pogardzała sobą codziennie przed lustrem, chciała dać mu wszystko.
    Musisz się zastanowić – usłyszała niegdyś od Miki, gdy pękła i powiedziała mu wszystko to, co od pewnego czasu ją gryzło. Jeśli uważasz, że Twój związek jest wart walki, walcz.
    Był warty. Loki był warty wszystkiego. Jeśli tylko zażyczyłby sobie, aby oddała za niego życie – zrobiłaby to. Dlatego próbowała. Chciała jeszcze o niego walczyć. Gdy tylko miała okazję, oplatała ciepło ramionami jego szyję. Upewniała go, jak bardzo go kocha. Całowała czule i długo, starała się być kochanką, na jaką od zawsze zasługiwał.
    Tylko… chyba na próżno…
    Dlatego zaczęła się poddawać, choć nie chciała. Każdy jego pocałunek stawał się dla niej zdradziecki i toksyczny, w zasadzie czuła, jakby całowała ją zupełnie inna osoba. Nie jej Loki. Nie jej mąż. Nie mężczyzna, który był jej.
    Nie wrócił na noc i tym razem. Sigyn spała źle, a jeszcze bardziej przerażała ją wizja dyżuru nocnego. Chciała wyjaśnień i jednocześnie bała się tego, co może usłyszeć. Wahała się, ale postanowiła postawić wszystko na jedną kartę.
    Przy porannej kawie wyciągnęła kartkę z długopisem, które udało jej się znaleźć, po czym zasiadła w kuchni przy stoliku i zamknęła na moment oczy, nim na papierze zaczęły pojawiać się kolejne litery.
    Najdroższy,
    na początek chciałabym, abyś wiedział, jak bardzo Cię kocham. Nigdy nie przestałam, nigdy nie przestanę – niezależnie od tego, w co się wplączesz i jak wiele błędów będziemy musieli naprawiać. Naszą siłą zawsze było to, że trwaliśmy razem, bez względu na wszystko. My zawsze znajdowaliśmy do siebie drogę, nawet jeśli rozdzielano nas siłą, nawet jeśli nas krzywdzono.
    Nie mogę tego zrozumieć. Czy zapomniałeś o tym? Czy zapomniałeś o nas? Czy znalazłeś gdzieś coś, co daje Ci większe poczucie spełnienia? Wiem, że jestem niedostatecznie dobrą żoną. Żoną, kochanką, kobietą. Jednak zawsze się starałam i zawsze trwałam u Twojego boku, chociaż czasem bolało. Kochałam Cię zawsze.
    Zawsze mogłeś ze mną porozmawiać. Pamiętasz? Po pierwszej szczerej rozmowie pocałowałam Cię po raz pierwszy. Ja pamiętam dokładnie. Więc jeśli potrzebujesz rozmowy, bądź jeśli jest coś, co Ci nie pasuje… Lub jeśli nie jestem już dla Ciebie odpowiednia, a swoje szczęście znalazłeś gdzieś indziej… porozmawiaj ze mną. Proszę.
    Na zawsze Twoja,
    Sigyn

    Przebiegła wzrokiem przez kartkę. Skrzywiła się jednak i zgniotła ją, wyrzucając w stronę kosza. Nie zwróciła uwagi, że kartka nie wpadła do kosza, a obok. Za moment zebrała swoje rzeczy i wyszła. Czekała ją bardzo długa i męcząca noc z poczuciem, że jest najgorszą kobietą na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *
      Była zmęczona, śpiąca i jedyne, o czym marzyła, to ciepłe łóżko, w którym mogłaby się schować i odpocząć od złego świata, a także pracy ponad swoje siły. Przynajmniej wyszła w miarę szczęśliwa. Udało jej się uratować bardzo ciężki przypadek. Wykupiła życie człowiekowi. Dla niej może to małe zwycięstwo – ale dla jego rodziny nowa szansa.
      Przechodząc przez zaciemniony już parking szpitala otworzyła torebkę i dłonią starała się znaleźć kluczyki do samochodu. Te jednak, jak na złość, zginęły. Dlatego ze złością zajrzała do środka torebki – i wtedy wszystko potoczyło się aż zbyt szybko.
      Nie zdążyła krzyknąć, gdy poczuła nagły paraliż w całym ciele, a potem runęła jak długa na ziemię. A potem… potem wszystko zostało spowite przez mgłę.
      *
      — Kto to, do kurwy nędzy, jest? – Niski głos należący słyszalnie do kobiety wybudził ją z odrętwienia.
      Zamrugała powoli, przeganiając mgłę sprzed oczu. W pomieszczeniu panował półmrok. Przed sobą ujrzała szczupłego mężczyznę, sylwetką i stylem ubioru wyglądał jej na ledwie nastolatka. Przed nim stała czarnowłosa kobieta o kształtach, których pewnie zazdrościły jej całe rzesze kobiet. Wyglądała na starszą i, z tego co mogła wywnioskować po tonie wypowiedzi, była tutaj ważniejsza.
      — Przywieźliśmy prezent dla szefa – bezczelnie odpowiedział nastolatek, krzyżując ramiona na torsie.
      Kobieta zerknęła w stronę Sigyn i podeszła do niej. Podniosła jej podbródek ku górze – ale nie był to ruch nagły i gwałtowny, jak się tego spodziewała. To dziwne, ale miała wrażenie, że ona… nie chce jej skrzywdzić.
      To po co ją tutaj przywlekli?
      Kobieta otarła jej czoło. Gdy cofnęła rękę, Sigyn dostrzegła krew na jej palcach. Musiała sobie rozbić głowę przy upadku…
      — Co jej zrobiliście? – spytała kobieta, podnosząc się i wracając do nastolatka. – I nie próbuj, kurwa, mówić, że sama się tak urządziła albo tak ją znaleźliście. Powtarzam, co jej, kurwa, zrobiliście?
      — Nic – odrzekł lekceważąco i wzruszył ramionami. Spojrzał na Sigyn i uśmiechnął się w taki sposób, że ta aż spuściła wzrok, nie mogąc patrzeć na jego szyderczą twarz. – Wyjebała się, tyle.
      — Sama się wyjebała?
      — No tak. Nie zdążyliśmy jej złapać. Zdarza się, upadła jak koślawa koza.
      Nagły plask zmusił Sigyn, aby podniosła głowę. Nie mogła uwierzyć, ale to, co słyszała, było prawdą. Czerwone ślady po krwi na policzku zdradzały, że kobieta właśnie uderzyła nastolatka. W pomieszczeniu na moment zapadła cisza i przez chwilę Sigyn była pewna, że chłopak rzuci się na nią z pięściami. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
      — Powtarzam ostatni raz. Kto to, kurwa, jest?
      — Żoneczka przydupasa naszego staruszka. Swoją drogą, niezła dupa, nie? – odezwał się drugi chłopak, który wyszedł zza pleców Sigyn. – Kurwa, szkoda. Wyruchałbym…
      — Zabierzcie ją stąd. Zabierajcie ją i odstawcie ją grzecznie do domu zanim World się tutaj zjawi.
      — Co? Pojebało cię? Nie ma mowy. World nas ozłoci, że przywieźliśmy mu…
      — Czy ty mnie, do kurwy nędzy, słuchasz? Bądźcie grzecznymi chłopcami, rozwiążcie ją i odstawcie, kurwa, do domu.
      — Przecież World sam chciał! To mu znaleźliśmy! Będzie dumny, a ty się nie wpierdalaj w nasze sprawy! Myślisz, że jesteś tutaj ważna? Czy boisz się, że stracisz stołek?

      Usuń
    2. — Mam was pogłaskać po głowie? – murzynka prychnęła i skrzyżowała ramiona pod biustem. – Brawo. Jestem z was dumna. Porwaliście bezbronną kobietę! Wygląda, jakby nie spała od dwóch dni. Cudownie! Kto będzie następny? Wyrwiecie małego Jezusa Maryi? Czy postawicie jednak na pół-bogów szlajających się po świecie? A wiecie co? Po co, kurwa, się ograniczać! Zabieramy od razu śmiertelniczkom niemowlaki, BO DLACZEGO, KURWA, NIE! Zabierajcie ją stąd, natychmiast.
      — Pierdol się, czarna dziwko.
      Kobieta zrobiła szybki krok do przodu i złapała nastolatka za krocze. Mocno. Zbyt mocno. Nastolatek krzywi się, mając zamiar za moment wypluć jej w twarz całą gamę przekleństw.
      — Jeszcze jedno słowo, a przy następnym ruchu tych twoich cudownych usteczek będziesz przeżuwał swoje jaja. Zabierajcie ją stąd.
      — Za późno – usłyszała za plecami jeszcze nim drzwi się otworzyły. Kobieta odsunęła się od chłopaka, sycząc coś pod nosem. Za moment pojawił się… kolejny mężczyzna. W garniturze, w kapeluszu, który ściągnął z głowy po przekroczeniu progu.
      Gdy spojrzał na Sigyn, przez jej ciało przebiegł dreszcz. Knebel w ustach nie pozwalał jej cokolwiek mówić – ale i tak teraz nie byłaby w stanie wydusić z siebie słowa. Bardziej martwiła się o… o Lokiego. W co on się wpakował, skoro ją tutaj przywlekli, przez niego…?
      Gdy mężczyzna ruszył dalej, poczuła, że coś jest nie tak. Znała ten krok. Znała ten styl chodzenia. Znała ten wyraz twarzy przy konsternacji i strachu.
      Niemożliwe…
      Loki…?

      wystraszony Bałwanek i wkurwiona asystentka

      Usuń
  9. [Tatuś ♥
    Ja ukochuję z całego serduszka, Helcia posyła w diabły, standardowo.
    Chodź! ♥]

    Córunia

    OdpowiedzUsuń
  10. [no powiem ci slonce, ze sie karta udala - nie bede lukrowac, ze postac "znana" bo tez i nie ;), ale juz go lubie ;)
    Duuuzo waciszow itp, itd ;]

    sama wiesz kto, ale piora zostawia, bo moze sie kiedys prawnik przyda ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. [właściwie jak wymyślisz mi jakąś odjazdową, różową robotę, to NRJ może się zgłosić do Worlda, gdyż stwierdzi, że hajsu na brokat brakuje, a jeśli chodzi o Lokiego to nie wiem :D]

    Jej Wysokość Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  12. [dziękuję dziękuję :)
    w sumie można coś i tu ukręcić, na przykład propozycję przejścia na ciemną stronę mocy :D Posejdon będzie twardo stał przy swoim, jakaś afera może powstać przy odrobinie szczęścia i wyobraźni ;)]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję za powitanie i wiele miłych słów. Podejrzewam, że inni już to napisali, ale bardzo podoba mi się sam pomysł na kartę i jej podział. Natomiast sposób w jaki go opisałaś jest świetny i chyba mam kolejny powód, by sięgnąć po książkę.
    Obejrzałam serial (i nie wiem, czy to dobrze, bo wolę poznać pierwowzór przed adaptacją), żeby wejść w klimat, ale planuję wziąć się za książkę, jak tylko wpadnie mi w ręce, ale bardzo się cieszę, że nie namieszałam.
    Zastanawiałam się ostatnio, czy nie wrócić z Romulusem na Fabletown, bo wyszło jak wyszło i nie popisałam nim za wiele, ale zobaczymy jak będzie z wolnym czasem.
    A jeśli chodzi o wątek do bardzo chętnie, nie wiem tylko, w którą stronę chciałabyś pójść. Jeśli kombinujemy raczej z Lokim, mogę zaproponować jakieś prace budowlane przy jego domu, o ile chronologicznie jakoś uda się to ustawić. Obecnie Janus zajmuje się raczej nieco większymi projektami, bo i ten zakres bardziej pasował do tego czym się opiekował(mosty), ale jakoś musiał zacząć. Albo możemy wyjść od czegoś ciekawszego z Mr. Worldem, choć nie wiem, jak by ich połączyć, poza faktem, że lepiej mieć boga zmian po swojej stronie albo neutralnego niż stojącego za Odynem.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  14. [Come at me, bro! Chociaż wolałabym (i Michał [chyba] podziela tę opinię) uniknąć rozlewu krwi, nawet małego :D
    W pierwszej kolejności dziękuję za komplementy! A skoro uprzejmości już za nami, zapraszam, oto bilet na kolejkę górską, jaką zapewne będzie nasz wątek. Powiedz mi tylko, czy zaczynamy z przysłowiowym pierdolnięciem, czy jednak nie będziemy przyświecać hitchcockowskiej zasadzie, że najpierw trzęsienie ziemi i później tylko gorzej? :D]

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć, dobry wieczór! Dziękuję serdecznie za powitanie i miłe słowa pod kartą. Również mam nadzieję, że Ojciec Niebo pojawi się w miarę szybciutko. :'D Chęć mam zawsze, szczególnie z tak interesującą postacią. Co do powiązania z przeszłości, jaki charakter miałaby wtedy mieć ich relacja? Proponuje jakieś spotkanie po latach czy coś takiego.
    Dziękuję raz jeszcze i mam nadzieję, że zabawię tu dłuuuuugo. <3]

    MATKA ZIEMIA, Flora

    OdpowiedzUsuń
  16. [Z tą mocą to właśnie o Posejdona mi chodziło :D
    Uuu o pożyczaniu szofera to nie pomyślałam, mogłoby w sumie wyjść ciekawie gdyby dostali jakieś zadanie do wykonania :D (zapytam przygłupio, żeby było mi łatwiej świat rozumieć, bo nie czytałam, obejrzałam na razie tylko serial. to jest coś w rodzaju rozdwojenia jaźni?)
    A co do Posejdona to w sumie... mam pustkę xD Na prawdę, ciężko mi coś sobie wyobrazić, mógł Loki czymś zaleźć za skórę, ale nie przychodzi mi do głowy czym]

    NRJ & Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  17. [W takim razie pomyślmy o czymś z Mr. Worldem, bo też wydaje mi się, że może wyjść z tego coś ciekawszego. Jasne, że wie i nie próbuje uciekać, dlatego nie przyłączył się do starych bogów. Myślę, że możemy wyjść od rozmowy i zobaczyć, co z tego wyniknie. W zasadzie to opcji spotkania jest kilka, a zakładam, że to Mr. World wyjdzie z pomysłem tej rozmowy. Mam kilka bardzo ogólnych koncepcji, z których część jest do odrzucenia, ale na razie rzucę je wszystkie, żeby było nad czym się zastanowić. Możemy postawić na coś zwyczajnego, przynajmniej na poczatku, i wyjść znów albo od pracy Janusa, gdzie teoretycznie dałoby się go znaleźć (wtedy możemy mieć wątek w terenie, bo w sumie czemu nie), albo niech spotkają się u Janusa w mieszkaniu. Inną opcją jest umówione spotkanie i to w zasadzie też mogłoby być dobrą podstawą dla wątku. Jeśli jednak masz jakiś bardziej konkretny pomysł, to możemy go wykorzystać.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jeśli to coś u góry nie ma za bardzo sensu, to przepraszam. Zwyczajnie muszę się trochę wgryźć w tematykę. Potem powinno być lepiej.]

      Usuń
  18. [tyle, ze ja nie wiem co tu wymyslec a raczej Loki na pogaduchy, plotki czy chodzenie do kina sie nie nadaje ;o]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć! Kombinowałam, aż coś wykombinowałam. Bałam się tylko, że coś zepsuje, ale filmy z Meyersem są inspirujące, więc wyszło "w miarę". :D Dziękuję bardzo! Jeszcze nie dogrzebałam się do pomysłu na wątek, ale sądzę, że jakiś wspólny grunt panowie mogliby znaleźć. Myślę, ale jak ty już coć masz to wal.]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jeszcze się Thor braciszka posłucha i już nie będzie miał kogo Loki dręczyć! Taki smuteczek będzie.]

    Młotek

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ładnie ci z tą maską kłamliwego zdrajcy, tak bardzo to do ciebie pasuje!]

    Sif

    OdpowiedzUsuń
  22. [Luzik-arbuzik, mam zbyt dużo pomysłów na postacie, by spinać xD]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  23. [Tak! Wątek Makarona i Lokiego/Mr.Worda byłby epicki. Tylko jak robimy? Masz może jakiś pomysł/zalążek pomysłu?
    I mama nadzieje, że będzie tak jak mówisz...że ta 1/3 Administracji (wcale nie wiem że chodzi o Q) będzie zachwycona makaronem ;)]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  24. [Jak ktoś mi zrobi piesełka to ukocham najmocniej! To będzie totalnie pełnia szczęścia!
    Dziękuję za śliczne piesełkowe powitanie, a wątku oczywiście sobie nie odpuszczę ;) Nie z Lokim, nie z Twoim pomysłem. Pozostaje tylko ustalić od czego konkretnie zaczynamy i możemy pisać!]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ale Loki chce robić z piesełkiem nieco inne rzeczy niż Ostara... :D Więc to w sumie żadna konkurencja ;)
    Pomysł mi jak najbardziej pasuje! Chcesz zacząć i zgarnąć punkty dla konkurencji czy ja mam dla siebie? :D]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  26. [Odpisuję teraz, bo musiałam trochę doczytać, żebyś nie musiała zbyt wiele tłumaczyć, jak coś będzie nie tak to mnie popraw, bo sam pomysł bardzo mi się podoba i nie chcę później niczego sknocić.
    Możemy rozegrać to tak, Janus na początku był neutralny, ale z racji swoich zdolności i tego, czemu patronuje (w tym wypadku układy sojusznicze) zaczął mieć przeczucie, że coś jest nie tak. Wykorzystał wiec swoje umiejętności i dowiedział się co (zakładam, że ta jego moc działa dość podobnie do naszego wzroku, żeby zobaczyć coś w przeszłości czy przyszłości musi mniej więcej wiedzieć, co chce zobaczyć, to nie są jakieś przypadkowe wizje). Nie zdecydowałby jeszcze, co ma zamiar z tą wiedzą zrobić, bo on raczej nie działa pochopnie, a w pracy na jakiejś budowie, nad której projektem pracował, zjawiłby się Mr. World (wiedzący, że Janus wie albo dopuszczający taką możliwość, to już zależy od Ciebie), żeby zacząć rozmawiać i umówić się gdzieś, gdzie będą mieli więcej czasu. No i od tego miejsca możemy już zakończyć ustalenia i zobaczyć jak to się potoczy oraz do czego dojdą w trakcie tej rozmowy.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  27. [Jeśli tak – to chwała drama queen za pomysł, bo jest świetny! Wybacz, że z takim opóźnieniem odpisuję, ale dużo się zadziało w moim życiu. (: Niemniej jednak, cały czas jestem chętna na wątek i nie ustaję w poszukiwaniach odpowiednio ciekawego powiązania – cholera, taka postać, jak Twoja, tak świetnie wykreowana, zasługuje na wszystko, co najlepsze. Opowiedziałabyś mi coś więcej o tej relacji między Lokim a indiańskimi bogami? Może jakaś drama z przeszłości odbije się na przyszłości? Musiałabyś mi jednak wszystko (łącznie z książkową wizją oraz historią i twistem, a więc spojlerami) dokładnie wyjaśnić. :c]

    DziewANNA

    OdpowiedzUsuń
  28. [O teraz czaje :D W sumie nawet zaczęłam już czytać książkę *unosi dumnie nos do góry*, ale jestem dopiero na początku :D
    Czyli zakładamy ze jednorożec pracuje już dla worlda, trafia się Loki przy którym robi z siebie nieświadomie idiotkę tłumacząc ojcu jak się dzieci robi, a odbywa się to w trakcie super-hiper-ultra tajnej misji... No właśnie, jakiej misji? Może jakiś mało ważny nowy bóg będzie coś głupiego odwalał gdzieś na drugim końcu hameryki i trzeba by było pojechać po niego/pojechać ustawić go do pionu, co by w zasadzie jednorozcowi wcale nie wychodziło, bo się zupełnie dO takich rzeczy nie nadaje i znowu Loki się usmieje, co ty na to? :D]

    NRJ

    OdpowiedzUsuń
  29. [W nagrodę od ambasadorki darmowa gumowa bransoletka ze znaczkiem Nike! :D
    W sumie z panem Worldem moglybysmy spróbować rozegrać akcję przekonania jej do zmiany teamu :)]

    Nike

    OdpowiedzUsuń
  30. [Szczerze powiedziawszy to nie wiem co bardziej wolałby Makaron xD Myślę jednak, że przyjmie każdą propozycję od Lokiego, nie ważne czy będzie to ściganie sie po ulicach miasta, czy dokarmianie makaronem ;)
    Wątkiem z Panem Szefem nie pogardzi...i w sumie to może by jednak z szefem? Taki niegroźny Potworek, który gada z szefem, albo coś w tym stylu ;) Nie wiem...masz jakiś pomysł?]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  31. [W końcu się doczekałam mojego tatusia. Teraz czekam na wątek! <3]

    Narfi

    OdpowiedzUsuń
  32. To był on. To był jej Loki, teraz była tego pewna. Moment zawahania w jego oczach, to, w jaki sposób na nią patrzył… W taki sposób patrzył na nią tylko Loki. Tylko wtedy, gdy zraniła się i potrzebowała opieki. I wtedy, gdy czuł się winny tego, że znalazła się w takim stanie.
    To był jej Loki – a jednak nim nie był. Kim był ten mężczyzna, którego maskę teraz nosił…? Nigdy nie widziała na własne oczy przywódcy nowych bogów. Nigdy nawet w domu nie poruszali tego tematu… Teraz już miała odpowiedź, dlaczego. Bo tak było mu wygodniej.
    Chciała być na niego wściekła. Chciała się rzucać i krzyczeć, ale jedyne, co teraz potrafiła, to powstrzymywać napływające do oczu łzy, gdy jej nie-Loki zbliżał się coraz bardziej. Gdy jej nie-Loki zsunął knebel z jej ust, gdy jej nie-Loki rozpętał jej ręce i nogi. Gdy jej nie-Loki mówił do niej głosem tak bardzo nie-Lokiego, że aż ją to zabolało.
    Przerażenie mieszało się teraz z rozczarowaniem i bezradnością. Była wściekła i poniżona jednocześnie. Chciała się schować i krzyczeć na raz. Pod naporem emocji kilka łez, których nie zdołała zatrzymać, wypłynęło z jej oczu – a gdy tylko poczuła je na swoich policzkach, natychmiast spuściła głowę, aby ukryć je przed nie-Lokim.
    Kiedy przegapiła moment, w którym jej najdroższy, ukochany Loki stał się kimś tak bardzo… obcym?
    Nie docierały do niej słowa nie-Lokiego. Chusteczką, którą łaskawie jej podał, ocierała krew sączącą się z czoła. Gdy odwrócił się od niej plecami, zamknęła oczy, pozwalając, aby jeszcze kilka łez popłynęło po policzkach. Nie zauważyła nawet, że w pomieszczeniu była jedna osoba bardziej zainteresowana nią samą niż krzykami mr. Worlda. Czarnoskóra kobieta stała w cieniu, z ramionami skrzyżowanymi pod biustem – i przyglądała się jej.
    Za to niemal podskoczyła, gdy przed nią padł jeden z jej oprawców. Patrzył w jej twarz z bezczelnym uśmiechem i wydukał przeprosiny. To zabolało ją jeszcze bardziej, poniżyło jeszcze bardziej. Przed oczami stanął jej ponownie obraz wesela, na którym bogowie zaśmiewali się do rozpuku z Lokiego, który obnażył się i dał poniżyć. Wszystkie twarze wykrzywione w szyderczych uśmiechach… Cała presja, wszystkie chowane w głębi duszy wspomnienia teraz wróciły…
    Do pierwszego dołączył też i drugi. Za rozkazem nie-Lokiego ukląkł przed nią i przeprosił ją, a potem nie-Loki spojrzał prosto na nią i zadał pytanie. Przez chwilę trwała w bezruchu. Dopiero po chwili zdobyła się na krótkie skinienie głową, choć to nie na przeprosinach tych nowych bogów jej zależało. Chciała czegoś zdecydowanie innego…
    I gdy po tysiącach lat myślała, że już to ma, wszystko przepadło. Świadomość, że żyła w świecie iluzji, spadła na nią jak grom z jasnego nieba.
    — Oshun – nie-Loki zwrócił się do murzynki. – Odwieź żonę Lokiego bezpiecznie do domu.
    Oshun nie słuchała już komentarzy i wtrąceń Telewizji. Opuściła splecione dotąd ręce i ruszyła w stronę przestraszonej i zrozpaczonej Sigyn. Pochyliła się nad nią i przez chwilę spojrzenie dwóch bogiń się spotkało. O dziwo, Sigyn nie dostrzegła tam nieustępliwości, której pokaz miała okazję podziwiać jeszcze przed wejściem męża. Jedyne, co widziała to… sama nie wiedziała… troskę…? Współczucie…?
    Oshun delikatnie otarła z policzków Sigyn łzy, a potem wyprostowała się i podała jej dłoń.
    — Chodź – szepnęła. – Zabieram cię stąd.
    *
    Jechały tak już kilkanaście minut. W szyby samochodu uderzał deszcz, jakby dokładnie potrafił odczytać nastrój skulonej na przednim siedzeniu Sigyn. Oshun nie udało się jej przekonać do zapięcia pasów i by usiadła normalnie, jak człowiek, więc porzuciła swoje starania, wsiadła do auta i po prostu jechała. Jechała. I jechała. Cały czas kątem oka zerkając na blondynkę.
    Ale ta ani drgnęła. Kolana podciągnęła aż pod samą brodę, głowę oparła o szybę i ślepo patrzyła w dal przez boczną szybę. Chociaż nie płakała, Oshun była pewna, że to jedyne, na co ma teraz ochotę. Stara się być tylko silna. Z jakiegoś powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na ironię, w radiu zaczęło lecieć Love me tender w wykonaniu Elvisa Presleya. Oshun dostrzegła kątem oka, jak Sigyn zaciska powieki i zagryza dolną wargę, więc jedną dłonią wyłączyła odbiornik w samochodzie.
      — Głupi Presley – mruknęła bardziej do siebie niż do niej.
      — Lubię Elvisa – o dziwo, szeptem, acz jednak, odpowiedziała Sigyn.
      — Naprawdę? – spytała Oshun, zdumiona, i w zasadzie też trochę zadowolona, faktem, że po tak ciężkim dniu Sigyn w ogóle się do niej odezwała. – Ale chyba nie ten utwór?
      — Był w porządku – odpowiedziała i gdy usłyszała, jak bardzo zachrypnięty jest jej głos, odchrząknęła i poprawiła się na siedzeniu.
      — A który jest najbardziej w porządku?
      Sigyn przez moment nie odpowiadała. Wpatrywała się w dal i Oshun zaczynała się już zastanawiać, czy w ogóle dostanie odpowiedź, gdy usłyszała:
      — Can’t Help Falling In Love.
      — Kojarzę go. Radia molestują ten utwór szczególnie na święta.
      — Jest idealny na święta – odparła, zamknęła oczy i pozwoliła swojej głowie opaść. – Jest idealny do tańca. Przy kominku, przy rozświetlonej choince i lampce wina… - przez moment na ustach Sigyn pojawił się cień uśmiechu i Oshun prawie miała ochotę odtrąbić zwycięstwo, gdy uśmiech został szybko zastąpiony przez grymas. – To takie głupie…
      — To nie jest głupie. To naprawdę uro…
      — Jest głupie – przerwała jej szeptem.
      I znów zapadła cisza. Bardziej niezręczna niż poprzednia, a Oshun posmakowała tak obcego jej uczucia jak poczucie niezręczności. I odrobinę bezradności w sprawie, choć jeszcze nie zamierzała się poddać. Była w końcu boginią wody, prawda? Woda zawsze znajdzie ujście…
      A Oshun za cel postawiła sobie złagodzenie bólu i gniewu Sigyn. I osiągnie to. Jakoś.
      — Słuchaj… Widzę, że czujesz się źle. Postaraj się otworzyć, to ci naprawdę pomoże.
      — Przed kim? Przed tobą? Nie znam cię. Nawet nie pamiętam jak się nazywasz.
      — Cóż… Zawsze możesz na mnie mówić Catwoman, jeśli poczujesz się z tym lepiej.
      Kącik ust Sigyn drgnął i gdy Oshun już miała odczytać to jako dobry znak, usłyszała:
      — A na niego wołać Batman?
      Celowo nie użyła żadnego imienia. Nie wiedziała, czy osoba, z którą jedzie, też jest oszukiwana czy też nie.
      Oshun zaśmiała się jeszcze zanim dotarła do niej aluzja. Potem zaczęła śmiać się jeszcze bardziej. Tylko ten śmiech przerodził się już w ten z rodzaju niezręcznych.
      — Co? Ty naprawdę myślisz, że ja i twój mąż… Nie! Nie, kurwa, nie!
      — Więc wiesz.
      I po raz kolejny zapadła cisza. Oshun miała wrażenie, że każda kolejna jest jeszcze bardziej niezręczna. Wzięła głęboki oddech i westchnęła głęboko. Dostrzegała już dom Lokiego, do którego miała dowieźć Sigyn.
      — Słuchaj. Nie wiem, dlaczego Loki ci nie powiedział, ale wiem jedno. Kocha cię i na pewno znajdzie się jakieś wytłumaczenie, dlaczego tak wyszło. Wiem o tym, jestem boginią miłości, a jego uczucie poznałam osiemnaście lat temu i wiem, że jest niezmienne i głębokie.
      — Oczywiście – odparła i nacisnęła na klamkę, gdy samochód Oshun się zatrzymał.
      Czarnoskóra jeszcze przyglądała się, jak blondynka szuka kluczy i wchodzi do domu. Następnie westchnęła i zawróciła.
      — Masz przejebane, Loki.

      Usuń
    2. *
      Nie potrafiła zrozumieć. Czy zrobiła coś nie tak? Czy przez tysiąc lat dała mu choćby jeden powód, aby w nią zwątpił? Czy przez tysiąc lat go kiedykolwiek zdradziła, zawiodła, wydała sekret? Przecież to ONA z nim została, gdy wszyscy go opuścili. Ona z nim została, nawet gdy sam siebie chciał nienawidzić i gdy sam siebie chciał krzywdzić. Gdy sam sobą dawał pomiatać – ona zawsze była. Jako jedyny stały element w jego życiu. Zawsze. Była. Zawsze. Trwała.
      Dlaczego więc zaufał obcej kobiecie, a nie jej…? Dlaczego przez tyle czasu ją oszukiwał…?
      — Kochanie, przybyłem najszybciej jak mogłem! Wszystko w porządku? Księżycu mego życia, co oni ci zrobili… Nie wybaczę sobie tego… Powiedz mi, wszystko w porządku? Zaraz opatrzę tą ranę…
      Sigyn spojrzała na niego niechętnie, gdy ten niczym burza wbiegł do kuchni, w której stała. Powoli obniżała rękę z kieliszkiem wina. W następnej chwili rozległ się donośny plask. Ręką, w której przed momentem trzymała kieliszek z trunkiem, wymierzyła mu siarczysty, mocny policzek i gdyby jej myśli nie były teraz zajęte porządkowaniem zbyt wielkiej porcji emocji, zapewne sama siebie by zdziwiła, skąd w jej słabym ciele tak wiele siły.
      Zamiast tego, wycedziła przez zęby, czując kolejne łzy napływające do oczu:
      — Nie waż się mnie więcej dotknąć.
      Oszukał ją. Po raz kolejny. Nie chciała go dłużej słuchać ani nawet widzieć.
      Przecież i tak nie była dla niego nic warta.

      zawiedziony Bałwanek

      Usuń
  33. [No to Ostara ma nieco inne plany... :D Dogadają się :3
    Próbuj, bo nawet logiczniej będzie jak ty zaczniesz, to w końcu Loki przyjeżdża do mnie, nie odwrotnie. Czekam niecierpliwie!]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  34. [Na ogół umiejętności Janusa określane są jako patrzenie w przeszłość i przyszłość, więc tak to zinterpretowałam, zresztą to ciekawsze, niż gdyby miał wiedzieć wszystko. Dlatego teraz, co Janus dokładnie wie, bo to dość istotne. Miał przeczucie, że całą tą sytuacją stoi jakiś układ. Zaczął wiec szperać w historii przywódców poszczególnych stron, żeby się czegoś dowiedzieć. Wie, że szuka jakiegoś sojuszu i wie u kogo, więc jest w stanie coś znaleźć. I doszedł do tego, że układ został zawarty. Tylko teraz wyjaśnij mi proszę jedną rzecz. On był zawarty między Odynem a fizycznie Lokim, czy Worldem? Bo to w zasadzie od tego zależy, czy on ma świadomość, że World to Loki, czy nie. Bo jeśli widział Odyna i Worlda, to nie ma powodu przypuszczać, że World to nie World, jeśli Lokiego to prawdopodobnie połączy fakty. Wybacz, jeśli czegoś nie zrozumiałam i zawracam głowę, być może to kwestia pory.
    I możesz podrzucić mi kilka spoilerów, bo jestem dopiero w połowie książki. Nie wiem, czy wolisz to zrobić tu, czy na mailu (scotipinum@gmail.com), ale to jak już Ci wygodniej. Potem postaram się zacząć, bo w zasadzie chyba wszystko jest już ustalone.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  35. [Dla mnie instagram to czarna magia, także będzie ciekawie :D
    Dziękuję za życzenia, oby się wszystkie spełniły! Mocno trzymaj kciuki.
    Wątku z szefem sobie nie odpuszczę, jakieś pomysły?]

    Instagram

    OdpowiedzUsuń
  36. Jego uśmiech nie wytrącił jej z równowagi. A wymierzony policzek nie przyniósł jej ukojenia. Tak jak cedzone przez zęby słowa. Chciała, żeby ją zostawił i odszedł. Chciała wyjść, zamknąć się w pokoju przed całym światem i odpocząć od rzeczywistości, która ją przytłoczyła. A jednocześnie chciała się rozpłakać, wyciągnąć ramiona i przytulić go tak, jak zawsze przytulała, gdy było źle. Jego ramiona były jej jedynym bezpiecznym miejscem.
    A teraz to bezpieczne miejsce ją zdradziło…
    Chciała się wyszarpnąć jeszcze gdy złapał ją za ręce, ale wiedziała, że to nie ma sensu. Był od niej dziesięciokrotnie silniejszy, więc po prostu stała, cała spięta, jak zagoniona w róg ofiara. Nie patrzyła mu w oczy, gdy do niej mówił. Słuchała, choć nie chciała słyszeć.
    A gdy mówił jej, że jest jego całym światem, gdy zapewniał, jak bardzo ją kocha – nie potrafiła już zapanować nad łzami, które po raz kolejny dzisiaj popłynęły po jej policzkach.
    Podniosła na niego zbolały wzrok, gdy skończył mówić. Miała ochotę przerwać mu wcześniej w kilku momentach, dlatego tylko otwierała usta, aby za moment je zamknąć. Teraz… teraz był jedyny moment, aby się odezwać.
    Chociaż nie chciała, aby wiedział, jak bardzo poczuła się źle.
    — Nie chciałeś mnie w to mieszać…? – wyszeptała. Patrzyła w jego oczy, choć powieki szczypały ją, a mgła spowodowana przez płynące łzy utrudniała widzenie. – Oczywiście… Ty nigdy nie chciałeś mnie mieszać… Kiedy pokłóciłeś się z Odynem tak, że nas rozdzielił. Kiedy znalazłeś sobie kochankę. Kiedy zniknąłeś na cały rok bez słowa. Kiedy pozwoliłeś się rozebrać, a potem pieprzyłeś olbrzymkę, która ci to zrobiła. Oczywiście. Mnie tam przecież nie było. To nigdy nie chodziło o mnie. To chodziło o ciebie. Zawsze chodzi tylko o ciebie. W świecie Lokiego liczy się tylko Loki. Loki i jego problemy. Loki i jego rany. Loki i jego tajemnice.
    Raz jeszcze szarpnęła się, a gdy i to nie przyniosło efektów, wycedziła przez zęby:
    — Puść mnie. Nie chcę już cię słuchać. Nie chcę nigdy więcej słuchać twoich kłamstw. Mam tego dość, Loki. Mam dość, bo nie jesteś w stanie mi zaufać po wspólnych tylu latach...
    Zagryzła dolną wargę, a potem opuściła głowę i zacisnęła powieki. Przez kilka sekund jeszcze wstrząsały nią kolejne fale łez, z którymi przestała już walczyć. Nie miała na to siły. Nie miała na nic siły…
    Nie patrząc mu w oczy, wyszeptała jeszcze, choć ledwo słyszalnie:
    — Naprawdę nie wiem, co jeszcze muszę zrobić… co jeszcze muszę znieść… abyś traktował mnie jak swoją żonę, którą podobno kochasz…
    Podobno. Dziś już powoli przestawała w to wierzyć…

    Bałwanek, który zaczyna tracić wiarę

    OdpowiedzUsuń
  37. Gdy przestała z nim walczyć, gdy nareszcie się poddała, rozluźnił uścisk. Czuła, jak jego ciepłe dłonie obejmują jej mokrą od łez twarz. Ale mimo to nie chciała na niego spojrzeć. Mimo że jeszcze kilka dni temu ten dotyk byłby najcudowniejszym doznaniem na świecie, dziś wolałaby, aby ją zostawił.
    Słuchała. Co innego miała zrobić? Wiedziała, że ma rację.
    Naprawdę starała się wybaczyć i zapomnieć to, co wycierpiała setki lat temu wśród bogów. Przez siedemset lat szło jej to tak dobrze – gdy byli szczęśliwi, gdy nareszcie byli rodziną, a Loki nareszcie był jej. Była szczęśliwa, bo nareszcie go zaakceptowano. Nareszcie wszyscy przestali jednocześnie zrzucać na niego całą odpowiedzialność, a potem karać go za ratunek interesów bogów…
    Bardzo chciała mu wybaczyć. Bo dało się to zrobić. To, co jej wmawiał, było nieprawdą – mogłaby to zrobić. Już było tak blisko, już przestała rozpamiętywać…
    A potem zaczął ją zostawiać.
    Mówił, że między nimi nie było nikogo trzeciego. To nieprawda. Jeśli nie była to osoba – były to jego kłamstwa i tajemnice. Była to ta osoba, która rzuciła przed nią na podłogę młodych bogów i kazała ją przepraszać.
    Ta osoba zabierała jej jejLokiego. Ta osoba stała pomiędzy nimi…
    Spojrzała na niego, gdy o to poprosił. Nie potrafiła odmówić jego cichej prośbie, mimo wszystko. Bo choć straciła wszelką nadzieję, nie potrafiła przestać go kochać. Nawet gdy był największym draniem, ona nadal za mocno go kochała, aby po prostu go nie posłuchać. Aby po prostu odejść.
    — Jestem twoją żoną – rzekła jakby na potwierdzenie jego słów. Jej głos był potwornie zachrypnięty po płaczu i przez emocje, które uchodziły z niej wraz z kolejnymi łzami. – Nigdy nie powinieneś mnie okłamywać. Wiesz, co myślałam w dniu naszego ślubu? Nareszcie jesteśmy naprawdę razem. Nareszcie naprawdę jesteśmy jednym ciałem i jedną duszą. Nareszcie jesteśmy jednością. - Zamilkła na chwilę. Jej lekko rozchylone wargi zadrżały, nim wypowiedziała kolejne słowa: - Nigdy nie myliłam się bardziej niż tamtego dnia. Za każdym razem, za każdym kolejnym kłamstwem… czułam się jak odrębna część ciebie. Nie byliśmy jednością, której zawsze pragnęłam. Chociaż starałam się, dzieliłam się z tobą wszystkim, czym tylko mogłam, oddałam ci wszystko, nawet własną dumę… ty nadal byłeś gdzieś daleko. Nigdy, przez setki lat, nie było ani jednego dnia, abyś nie miał przede mną tajemnic. A teraz prosisz mnie, abym ci zaufała…?
    Pokręciła lekko głową, czując, jak jego dłoń ociera się o jej policzek. I gdy już otwierała usta, aby wydać wyrok – że to wszystko już nie ma najmniejszego sensu, że to wszystko jest już skończone – wtedy sobie przypomniała.
    Dni, w których przytulał ją mocno do swojej piersi. Dni, w których nie potrafił wypowiedzieć jej swoich uczuć, więc starał się po prostu być. Noce, podczas których zostawał u niej i przytulał się do niej, łaknąc jej bliskości. Momenty, w których manipulował przedmiotami, aby tylko dostrzec uśmiech na jej zasmuconej twarzy. Noc, która była ich pierwszą prawdziwą wspólną nocą, pierwszą jako mąż i żona.
    Czy gdyby jej mężem był ktoś inny, wniósłby do jej życia tyle uśmiechu i radości? Czy traktowałby ją tak, jak on? Czy byłaby raczej przedmiotem, klaczą rozpłodową, która miała tylko wydać na świat potomka…?
    Zacisnęła powieki. Zagryzła mocniej dolną wargę. I dopiero po chwili dodała szeptem:
    — To twoja ostatnia szansa.

    za mocno kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  38. [It's sounds good! Ju noł? xD *polisz-inglisz tak bardzo*
    To zróbmy tak, będzie wesoło, bo przecież Makaron to wesoły Bóg jest, co nie?
    Może pojechać z Lokim gdzieś, gdzie wzrok nie sięga i sam nie będzie wiedział tak dokładnie gdzie się znajduje (może być po piątkowym, przecież co nie?). Nastąpią dzikie komplikacjie typu...brak autostrady, pojawiające się znikąd różowe smoki oraz inne dzikie węże ;)
    Jestem jak najbardziej za tym wszystkim :D powiedz mi tylko od czego a zacznę :D]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  39. [No i pieknie :D To co, World wzywa do siebie Jednorozca, żeby wysłać ją na wyprawę w świat?
    U Nike raczej wiele nie ma do ustalania, polecimy na żywioł, nie? :D Zaczniesz u cukiereczka, a ja u Nike, czy wolisz odwrotnie?]

    NRJ & Nike

    OdpowiedzUsuń
  40. [Ares jest neutralny, bo jak to już bywało w trakcie walki potrafi nagle zmienić front, i to nie raz. Więc, póki co jest gdzieś po środku, a na jego zaangażowanie można liczyć, jak dojdzie do czegoś poważniejszego, jak to ujęłaś stanie "po tej stronie, po której będzie mógł liczyć na bardziej krwawą jatkę" i większe straty u przeciwnika, ale nikt nie mówi, że nagle się nie wycofa :D Ot, taki trudny przypadek. :) I wydaje mi się, że faktycznie tutaj z Lokim mógłby mieć coś wspólnego XD]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  41. [Nie walcz, chodź! ♥]

    Spadająca Gwiazda

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie doczekała się podziękowań i pocałunków. Tak przecież zawsze kończyły się jego przeprosiny – czułościami i zapewnieniami, że jest najcudowniejszą żoną na świecie. A ona coraz częściej się zastanawiała – najcudowniejszą, bo najbardziej naiwną?
    Każda inna kobieta na jej miejscu już dawno by odeszła. Boginie zdradzały swoich mężów z bardziej błahych powodów niż kłamstwo i poniżenie. A ona mimo wszystko trwała – jak skała pośrodku porywistej rzeki. Woda mogła ją podmywać, próbować zatapiać, ale ona wciąż tam trwała – niezmiennie. Zawsze. Zawsze taka sama.
    Sigyn była jak skała pośrodku rzeki. Gdy tylko prąd porywał Lokiego, zawsze mógł ją złapać, zawsze miał szansę uratować się, schronić przed największym niebezpieczeństwem. Zawsze mógł do niej wrócić, bo ona zawsze tam była.
    I czasami czuła się tak źle z tego powodu. Czuła się tak niedoceniona, gdy odwracał się od niej i szedł po raz kolejny z Odynem, który go krzywdził i ranił. A potem to ona pomagała mu się pozbierać. Opatrywała rany, była, czuwała, przytulała, głaskała, szeptała, zapewniała o swojej miłości. A potem on odchodził po raz kolejny.
    Tym razem Loki objął ją – a ona nie próbowała mu przeszkodzić – i wtulił w siebie. Zapewne gdyby miała więcej sił, nie poddałaby mu się. Ale była od dobrych dwóch dni na nogach, bez snu. Była wycieńczona nerwami, porwaniem, a potem prawdą, która uderzyła w nią jak grom z jasnego nieba. Po prostu nie miała już sił. Dlatego zamknęła oczy i wtuliła bok głowy w jego tors. Jej oczy zapuchnięte od płaczu też ją zdradzały. Powieki ciążyły, podpowiadając jej aż nazbyt wyraźnie, że to czas na odpoczynek.
    Ale ten miał jeszcze nie nadejść. Jeszcze nie…
    Nie rozumiała go. Znaczy, oczywiście, nawet ona nie była na tyle ślepa, aby nie dostrzegać, że różni się od innych bogiń. Nigdy nie była tak piękna jak Freja czy Sif. Nigdy, tak jak one, swoich walorów nie próbowała wykorzystać dla siebie i wywalczyć własnym ciałem jakichś przywilejów. Nigdy nie była tak twarda i nieustępliwa jak Frigg. W gnieździe pełnym żmij była zaledwie małą, kruchą stokrotką…
    Ale radziła sobie, nie poddawała się. Nie musiał jej chronić przed całym światem – dlaczego mimo wszystko próbował to zrobić? To on niejednokrotnie cierpiał o wiele bardziej niż ona…
    Nie protestowała też, gdy wziął ją na ręce, a następnie posadził na swoich kolanach. W tym momencie była w stanie pozwolić mu na wszystko. Była zbyt zmęczona, aby walczyć. Chciała to wszystko jak najszybciej zakończyć.
    Wzięła głęboki oddech. Jego pytanie zmusiło ją, aby podniosła bezwiedną dotąd głowę i spojrzała na niego. Rzadko kiedy patrzenie na własnego męża kosztowało ją aż tyle wysiłku.
    — Wszystko – odparła w końcu.
    Nie znała żadnych szczegółów. Nie wiedziała nic. Jak więc mogłaby stwierdzić, o co chce go w ogóle zapytać?
    — Po prostu… zacznij od początku. Tylko szczerze, Loki…

    zmęczony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  43. O dziwo, sam początek prawdy nie przyniósł jej żadnego bólu. Nie przyniósł jej w zasadzie nic – nawet wytchnienia czy ulgi. Jego słowa spłynęły na nią, jakby były po prostu faktem, który łatwo przełknęła i przyjęła.
    Dopiero jego kolejne słowa sprawiły, że lekko zadrżała. Wtedy, kiedy walczyła o prawa swoich przyjaciół. Wtedy, gdy wykazywała się lojalnością i pamięcią. Wtedy, gdy odwdzięczała się za schronienie i przyjęcie wzgardzonych bogów – na tyle, że poczuli się bardziej bezpiecznie niż we własnym domu. Wtedy, gdy walczyła o własnego syna, który postanowił przemocą domagać się praw dla Indian. Wtedy – Loki odwrócił się i robił swoje, śląc jej słodkie uśmiechy.
    Oczywiście.
    Kącik jej warg lekko drgnął, a ona odwróciła od niego głowę. Nie przerywała mu jednak – słuchała dalej, w milczeniu, przetwarzając kolejne słowa. Nie odezwała się nawet, gdy wspomniał o nie-zmarnowanej szansie, którą przecież zmarnował. Ale to nie był czas ani miejsce, aby do tego wracać. Postanowili, że zamkną ten rozdział i chociaż nie zawsze jej się udawało, starała się.
    To, co mówił o nowych bogach, było w stanie ją wzruszyć. Przecież sama doskonale wiedziała, jak to jest – być zagubioną, chaotyczną, niezrozumianą, gdy cały czas buntuje się przeciwko tobie z niewiadomych względów. Sama też widziała, jak zapomniani bogowie chwytali się każdej sposobności, aby tylko przeżyć.
    Czy sama tego nie robiła? W dzisiejszych czasach mało kto pamiętał o Sigyn – wiernej żonie, która trwała u boku swojego męża, przynosząc mu wytchnienie w niesprawiedliwej i nieludzko surowej karze. Mało kto pamiętał, że to ona niegdyś decydowała o zwycięstwie lub porażce.
    Ale zawsze odnajdowała drogę – pozostając w cieniu, mogła dalej grać w grę.
    Jak mogłaby być o to zła? Jak mogłaby mieć o to do niego pretensje?
    Nie mogłaby. Gdyby tylko w jej głowie nie pojawiało się jedno pytanie.
    Dlaczego?
    Dlaczego miałby to robić? Dlaczego miałby komukolwiek pomagać? Dlaczego miałby pomagać obcym osobom? To nie tak, że w niego nie wierzyła albo miała za złą, egoistyczną osobę – ale wiedziała, że bez dobrych powodów by tego nie zrobił.
    Więc – dlaczego?
    Odpowiedź przyszła szybciej i była bardziej oczywista niż się spodziewała.
    Sam wydźwięk tego imienia sprawił, że poderwała się z kolan Lokiego. Oplotła się ramionami i przeszła kawałek przez salon, w stronę okna. Oczywiście. Mogła od razu na to wpaść. Wszystkie ich nieszczęścia, porażki i upokorzenia można było podsumować tylko jednym słowem. Odyn.
    Dlaczego więc na to nie wpadła? Naprawdę liczyła, że Loki zerwał z nim definitywnie? Dla kogo? Dla niej.
    Och, Sigyn, jesteś taką głupią gęsią. Dlaczego miałabyś być warta jakiegokolwiek poświęcenia ze strony Lokiego?
    — Odyn stoi po stronie starych bogów – dodała ostrożnie, po chwili milczenia. Mimo że nie angażowała się w walkę, ona również usłyszała o tym, że Odyn zbiera swoją armię i rusza do Domu na Skale. – Co on ma z tym wszystkim wspólnego?
    W zasadzie – mógł mieć wspólnego o wiele więcej, niż w tym momencie przypuszczała. Nowa wojna mogła mu się bardzo spodobać. W końcu zawsze pojawiał się tam, gdzie było zamieszanie.
    Tylko… Loki nadal był bratem krwi Odyna.
    Może nie wiedział, że mr. World to Loki…?
    Im dłużej nad tym myślała, tym bardziej czuła się zagubiona. I tym bardziej zaniepokojona.

    zagubiony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  44. Odyn wmawia starym bogom, że nowi są zagrożeniem. Nowi bogowie nie są tak groźni, na jakich się ich kreuje. Odyn twierdzi, że nowych bogów należy zniszczyć, bo chcą wymazać ich z pamięci ludzi. Nowi bogowie nie zwracają aż takiej uwagi na starych bogów, nie chcą ich krzywdzić. Nowi bogowie nie chcą walczyć.
    To wszystko tak bardzo nie miało sensu. Dlaczego starzy bogowie tak łatwo dawali się przekonać? Skoro nowi nie chcieli walczyć – czy nie było tego widać od razu?
    Nowi bogowie są potrzebni ludziom. Odyn chce to wykorzystać. Odyn pragnie rozlewu krwi. Odyn żywi się krwią.
    Od jak dawna na terenie Ameryki nie było krwawej wojny? Ostatnia, najbardziej krwawa, to wojna secesyjna, od której za wszelką cenę odciągała przecież Lokiego. Od tamtego czasu minęło już ponad sto lat, a Odyn mógł jedynie pocieszyć się pojedynczymi aktami przemocy albo terroryzmem.
    Ale jak bardzo pojedyncza napaść może podnieść na duchu boga wojny…?
    O wiele lepiej by to wyglądało, gdyby ktoś rozpoczął bójkę w jego imieniu. Dla niego. Przyniosłoby mu znacznie więcej korzyści.
    A co, gdyby ktoś ofiarował mu całą wojnę…?
    Co, gdyby ktoś ofiarował mu wojnę… bogów…?
    Przez moment stała w miejscu. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w ciemną przestrzeń gdzieś przed sobą. Nie widziała tego, co miała naprzeciwko siebie – ale nie na to patrzyła. W zasadzie zmysł wzroku nie był jej teraz absolutnie potrzebny.
    Jej mózg przeszedł jakby w stan porażenia.
    To wszystko… to wszystko ma doskonały sens. A to znaczy, że…
    Odwróciła się powoli w stronę Lokiego. Można by się było zacząć licytować, co było bardziej niepokojące – jej nagły spokój czy to, że jej twarz nie wyrażała dosłownie… nic. Nie była wykrzywiona bólem, nie wyrażała gniewu, choć powinna. Była jak maska z japońskiego teatru No – mogła wyrażać w tym momencie wszystko.
    — Ale mógłbyś ich też do tej bitwy popchnąć, prawda? – spytała cicho. Stała i patrzyła na niego, oczekując odpowiedzi.
    Zaprzecz - pomyślała. Powiedz mi, że się mylę. Powiedz mi, że nie mam racji, a to, o czym myślę, to tylko zły sen. Że nie dałeś się w to wpakować… znowu…
    Podeszła do niego o dwa kroki, wciąż obejmując się ramionami, tym razem jakby ciaśniej.
    — Dlatego Odyn potrzebuje ciebie. Sam jest w stanie omamić starych bogów. Ale nie mógłby zrobić tego z nowymi. Są przecież zbyt aroganccy, prawda? Nie posłuchaliby go. Dlatego potrzebował kogoś, komu zaufają i tym kimś nie mógł być on. Nie miał takich mocy. Ale gdyby podstawić kogoś zaufanego, z własnego grona, kto mógłby na jego zlecenie wytworzyć całkiem nową, nieznaną nikomu tożsamość… - Zamilkła na moment. To było dla niej zbyt wiele… - Kogoś, kto potrafi się przemienić w innego człowieka. I kogoś, kto jednocześnie nie będzie mógł go zranić. Potrzebował Lokiego. Potrzebował Worlda…
    Postawiła jeszcze jeden krok w jego kierunku. Wpatrywała się w jego jasne oczy i nie mogła w to uwierzyć. Nie chciała w to uwierzyć.
    — Prawda…? – szepnęła.

    zszokowany Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  45. [bardzo rozne jakby nie patrzec. Jedno wyszlo z drugiego i w sumie sie laczy w ten czy inny sposob, bo jest jedno i drugie. Z chaosu powstalo duzo rzeczy a i oba maja swoj porzadek.
    Dobra starczy tej filozofii myslowej ;)
    Moze i mogla, ale ja kompletnie nie wiem jak ich polaczyc.]

    OdpowiedzUsuń
  46. Ośrodek był całym jej światem. Za radą Narfiego znalazła w Ameryce coś, co utrzyma ją przy życiu, co pozwoli choć w minimalnej części zapewnić jej przetrwanie. Nie było to władanie ogromnym królestwem, sądzenie dusz i zapewnianie im należnego odpoczynku, jednak nie narzekała. Harmony było jej królestwem, rządziła nim sama, a gdy tylko nadeszła pora na któregoś z pensjonariuszy- była przy nim i pomagała przejść na drugą stronę. I wystarczało jej to.
    Dlatego kiedy pojawiły się kłopoty, zaczęła panikować. Za cholerę nie znała się na urzędowych sprawach, a cały zastęp prawników nie potrafił nic zdziałać. Ośrodkowi groziło zamknięcie przez niedopełnienie formalności związanych z jego prowadzeniem, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Mogła tylko patrzeć, jak cały jej świat się rozpada, stojąc po środku zgliszczy swojego królestwa.
    Siedziała nad stertą kompletnie niezrozumiałych dla niej dokumentów, kiedy ktoś wszedł do gabinetu. Miała ochotę warknąć pod nosem grzeczną prośbę o opuszczenie pokoju, jednak coś kazało jej podnieść wzrok. Mimo, że nie widziała go tyle czasu, natychmiast go rozpoznała. I tylko dzięki początkowemu zaskoczeniu udało mu się cokolwiek powiedzieć.
    Natychmiast wstrząsnęły nią te wszystkie skrzętnie ukrywane emocje, które dusiła w sobie od pierwszego dnia spędzonego w świecie podziemi. Była jednocześnie zła i smutna, zawiedziona i zaskoczona, jednak wiedziała jedno, nie miała ochoty na niego patrzeć, a co dopiero rozmawiać. I zdecydowanie uważała, że czas na rozmowę minął już dawno temu.
    -Zająłeś go już wystarczająco, Loki. –rzuciła, celowo kładąc nacisk na jego imię. Jeśli myślał, że tak po prostu się pojawi, a ona rzuci się na niego z tęsknoty za ojcem, to bardzo się mylił. Minęło już tyle czasu, że zapomniała, że kiedykolwiek miała ojca. Równie dobrze mogłaby być niezależnym bytem, stworzonym ze starego szkieletu, pokrytym do połowy skórą, bo tylko na tyle starczyło. Nie potrzebowała ojca, nie chciała ojca. –O czym chciałbyś porozmawiać? Gdybyś pojawił się kilkadziesiąt wieków temu, to może mielibyśmy o czym rozmawiać, jednak teraz… Wybacz, jestem zajęta. –dodała, ostatni raz spoglądając na niego i wracając wzrokiem do dokumentów. Nie miała czasu na rodzinne dramaty, ośrodek był ważniejszy od zaspokojenia sumienia najgorszego ojca na świecie.

    Córunia

    OdpowiedzUsuń
  47. Odyn przyszedł do mnie na początku lat dwudziestych.
    W tym momencie poczuła się, jakby właśnie ktoś uderzył ją młotem w głowę. Zamrugała nerwowo oczami i odwróciła się do Lokiego bokiem. Nie mogła w to uwierzyć. Prawie sto lat… Jak mogła być tak długo ślepa! Jak mogła przez sto lat nie zauważyć, że coś jest nie tak! Jak mogła przez sto lat nie zauważyć, że w ich życiu znowu pojawił się ten… potwór…
    A Loki oszukiwał ją przez prawie jeden wiek…
    Odeszła z powrotem w stronę okna, odwracając się do Lokiego plecami. Oczywiście. On zawsze wracał. Loki zawsze, niczym wierne psiątko, wracał do Odyna, nieważne, jak ten by go torturował. Nieważne, że poniżył go w słowach, nieważne, że poniżał go w czynach – nieważne nawet, że poniżył ostatecznie też i ją, a potem zabił ich synów. On i tak do niego wrócił…
    Widocznie więź łącząca go z Odynem jest silniejsza niż to, co do niej czuje. Skoro mógł go ranić i poniewierać, a ten i tak był na każde jego skinienie, zaniedbując przy tym rodzinę…
    Może w takim razie Loki nigdy nie darzył jej tak głębokim uczuciem, jak twierdził? Może potrzebował po prostu bezpiecznego schronienia, naiwnej dziewczynki, która go poskłada, pocieszy, da mu trochę szczęścia. A on będzie mógł odstawić ją jak zabawkę i wrócić do niej, kiedy będzie mu to pasowało, bo przecież ona i tak czekała. Zawsze czekała. Zawsze trwała. Zawsze była i wspierała.
    Może to był błąd…?
    Drgnęła lekko, gdy wspomniał o zemście. Obróciła głowę w jego stronę, pozbywając się natłoku myśli z głowy. Słuchając. Może powinna, ale nie przejęła się tym, że mąż właśnie przyznał jej się do oszustw finansowych. Przecież tym się trudnił jako bóg kłamstwa. Często miała mu to za złe, ale gdyby przestał to robić… zginąłby. Wolała, aby oszukiwał ludzi i bogów, niż trzymać kiedykolwiek jego zimne, nieruchome ciało…
    Ale to, co usłyszała za moment, sprawiło, że serce zabolało ją jeszcze mocniej. Zamknęła na chwilę oczy. Nie potrafiła w to uwierzyć. To było dla niej zbyt dużo, słuchać o tym wszystkim. Zacisnęła powieki, czując, jak bolesna bezsilność spływa znów na jej ramiona.
    Dlaczego, och, dlaczego to wszystko się musiało dziać…? Dlaczego Odyn nie mógł zostawić ich w spokoju po tym, co im zrobił…? Dlaczego Loki ciągle i ciągle do niego wracał…?
    Odwróciła się z powrotem do Lokiego, gdy wspomniał o Shadowie. To ten chłopak, dla którego Loki dał się zamknąć. Dla niego, dla Baldura, odsiedział w więzieniu, ponownie zostawiając ją i rodzinę. A teraz – teraz się miało okazać, że był jak prosiak hodowany przez Odyna na rzeź. To było jeszcze bardziej okrutne niż to, co słyszała przed momentem.
    Wszyscy mieli zginąć. Nikt z nich nie był bezpieczny. Odyn widział tych, którzy starali się pozostać neutralni, jako własnych wrogów – a więc i oni polegliby w walce. Nowi bogowie byli potężni i wciąż powstawali nowi. Ktokolwiek by wygrał… zginęłoby zbyt wielu bogów… Nie mogła znieść tej myśli.
    Zginęłoby tak wiele jej przyjaciół. A co, jeśli ostrze czyjegoś miecza, co, jeśli któraś kula trafiłaby w któregoś z ich synów? Nie przeżyłaby. Nie zniosłaby drugi raz tego widoku, nie zniosłaby, gdyby kolejny raz jej serce zostało roztłuczone na drobne kawałki. Nawet nie na kawałki – na drobny pył, z którego nie da się już złożyć nic…
    Lecz potem…
    Poderwała nagle głowę, gdy usłyszała o tym, co miało nastąpić potem. To było nawet jeszcze gorsze… Nie sądziła, że może być coś, co zrani ją bardziej, lecz to – to, co mówił do niej Loki sprawiło, że w jej wnętrzu zawrzało.
    Może byłaby w stanie jakoś pokojowo zakończyć tą sprawę. Ale już nie teraz. Nie, gdy usłyszała tak bardzo niedorzeczną rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
      — Czy ty siebie słyszysz…? – zaczęła szeptem, patrząc w jego oczy z mieszanką przerażenia i gniewu. – Czy ty wiesz, co ty mówisz? Czy ty w ogóle jesteś świadom, co ty chciałeś zrobić?! Chciałeś zabić bogów! BOGÓW, do cholery! WSZYSTKICH! Nieważne, czy byliby dobrzy czy źli. Nieważne, czy po naszej stronie czy po ich. Nieważne, czy nas skrzywdzili czy nie. Zabiłbyś ich wszystkich!
      Strząsnęło jego dłonie ze swoich ramion i cofnęła się o kilka kroków. Czuła, jak kolejna fala złości w niej wzbiera.
      — CHCIAŁEŚ ZABIĆ NASZYCH PRZYJACIÓŁ! CHCIAŁEŚ ZABIĆ TYCH, KTÓRZY NAM POMAGALI! CHCIAŁEŚ ZABIĆ TYCH, KTÓRZY PRZYNOSILI NAM UKOJENIE! CHCIAŁEŚ ZABIĆ TYCH, KTÓRZY NAS WSPIERALI I NIEŚLI SZCZĘŚCIE! I w imię czego…? W imię jakiejś bzdurnej potęgi? MOJEJ potęgi? Czy ja cię kiedykolwiek prosiłam, abyś zabił kogoś w moim imieniu? Czy prosiłam cię, abyś poświęcił czyjeś życie po to, abym to ja mogła dalej żyć?
      Odwróciła się i odeszła kawałek, unosząc dłonie do skroni i zamykając na chwilę oczy. Ale to nie był koniec. To nie było wszystko. Zwróciła się po raz kolejny w jego stronę, nagle i agresywnie.
      — Czy ty w ogóle rozumiesz, o co chodzi w zwycięstwie? Nie chodzi o wojnę! Nie chodzi o walkę, nie chodzi o cholerny przelew krwi! Nie chodzi o cholerne dążenie do celu po trupach, za wszelką cenę! Chodzi o starania! Zwycięstwo jest przezwyciężaniem własnych słabości i przekraczaniem granic! Jaką granicę ty chciałeś przekroczyć? Chyba tylko mojej cierpliwości, i to z sukcesem!

      wytrącony z równowagi Bałwanek

      Usuń
  48. — Jak możesz twierdzić, że nie mamy przyjaciół? – pokręciła głową z niedowierzaniem. – Frigg była jedyną osobą, która udzieliła mi schronienia. Gdy Odyn rozdzielił ciebie i mnie, to Frigg, jako jedyna, zabrała mnie do swojego pałacu, do swoich komnat, i nie pozwoliła mnie tknąć. Nie pozwoliła unieważnić naszego małżeństwa i nie pozwoliła wydać mnie za mąż ponownie. A ty twierdzisz, że nie zrobiła dla nas nic? Popełniła błąd. Ogromny błąd. Nie wstawiła się za nami, gdy chcieli zabić naszych synów, a my spędzałyśmy całe wieki w jaskini. Ale wiesz co? Każdy to robi. Każdy popełnia cholerne błędy, a ona starała się je naprawić! Myślisz, że dlaczego Odyn przyszedł do jaskini cię uwolnić? Bo ruszyło go sumienie? Bo zatęsknił za swoim kochanym Lokim?
    Thor… Nigdy nie nazywała go swoim przyjacielem. Ale przynajmniej troszczył się o Lokiego, a Sigyn oddychała i spała spokojnie, z myślą, że nie może mu się stać nic aż tak złego.
    Ale indiańskie duchy…
    — Walczyli razem ze swoimi ludźmi. Widzisz, że wciągnęli naszego syna w swój konflikt, a nie widzisz, ile dla nas zrobili! Spędziliśmy na ich ziemiach siedemset lat, Biały Kojocie! Dali nam dom, schronienie. Pozwolili na bycie sobą, pozwolili na spokojne życie. Który z tych cholernych asgardzkich bogów dał nam aż tyle? Przez lata nie wychodziliśmy z domu, bo z nas szydzili! Kiedy ostatnio indiańskie duchy szydziły z nas…?
    Ale to, co usłyszała w następnej kolejności, przerosło jej najśmielsze oczekiwania. Jak on mógł…? Po tylu latach wspierania go nawet w najtrudniejszych chwilach…? Jak mógł sądzić, że robiła to wszystko tylko dla siebie?
    Jeszcze brakowało tylko komentarza, że dlatego tak długo trzymała go na dystans – bo nigdy go nie kochała…
    — Jak możesz…? – spytała szeptem. Czuła, jak pod powiekami znów pieką ją oczy. Jak łzy znów wzbierają, jak usilnie chcą raz jeszcze popłynąć po policzkach… Starała się z nimi walczyć. – Po tylu latach, które z tobą spędziłam…? Po tym, jak zszywałam twoje rany, rozpruwałam twoje zaszyte usta, jak pozwalałam ci u siebie nocować… Jak przytulałam cię, jak słuchałam wszystkiego, o czym mi mówiłeś, jak starałam się dla ciebie być, bo nikt, nikt nie chciał dać ci szansy… Gdy cię całowałam i mówiłam, jak bardzo cię kocham. Gdy zmieniałam się dla ciebie, gdy dzieliłam twoje radości. Gdy spędzałam w samotności czas bez ciebie, bo rozdzielił nas Odyn! Gdy znosiłam kolejne upokorzenia, jedno po drugim! Najpierw Angrboda i twoje dzieci, gdy chodziły plotki, że jestem złą, jałową żoną, bo nie przyniosłam ci jeszcze potomstwa… Sleipnir… wesele… romans ze Skadi… Ty… ty myślisz, że to naprawdę sprawiało mi przyjemność? Że czerpałam siły z tego, że cierpiałam, ale zbyt mocno cię kochałam, aby od ciebie po prostu odejść…? Która bogini zostałaby z tobą mimo wszystko? Która bogini pozwoliłaby podeptać i zmiażdżyć swoją reputację dla ciebie? Ja nie mogłam patrzeć w lustro na swoje odbicie… Wiesz, kogo tam widziałam? Potwora. Potwora tak paskudnego, że zwykłe olbrzymki były o wiele piękniejsze i atrakcyjniejsze niż ja. Czułam się jak nikt i spędzałam noce na przemyśleniach, jak taki ktoś jak ty może w ogóle chcieć patrzeć na kogoś takiego jak ja…? Gdy nagle odsuwałam cię od siebie… to wszystko dlatego, że przypominałam sobie, jak bardzo zła jestem. Jak bardzo nie zasługuję na to, abyś mnie dotykał, abyś w ogóle na mnie patrzył. Nadal mam problem, aby podnieść swój wzrok na lustro i spojrzeć na swoje odbicie. Nie pamiętam czy kiedykolwiek uśmiechałam się sama do siebie. Wyniszczałam się powoli i boleśnie, dla ciebie, a ty mówisz, że to tylko dlatego, że czerpałam z tego radość i siłę…? I dlaczego? Dlatego, że powiedziałam, że nie doceniam twojej ofiary, bo nie chcę rozlewu krwi?
    Cofnęła się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
    — Jesteś potworem, Loki… - szepnęła.

    zdruzgotany Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  49. [Chyba tak właśnie zrobię ; D
    Pomysł mi się bardzo podoba, z tym że wprowadziłabym kilka drobnych zmian; mianowicie Flora jest ogromnie wyrozumiała i nie miałaby mu za złe tego co zrobił. Oczywiście nie uważałaby tego za nic takiego i początkowo miałaby do niego żal, jednak gdyby zobaczyła że w jakiś sposób mu zależy to szybko by jej minęło. Co więcej, jestem pewna że po takiej czasie jego nieobecności, ucieszyłaby się na jego widok c; Musimy tylko ustalić okoliczności ich spotkania po latach ; D]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  50. Na świecie nie było nikogo, kogo kochałaby tak, jak Lokiego. To od początku nie była łatwa znajomość – w zasadzie przypadkowa. Zrządzenie losu i kaprys Odyna sprawił, że Loki trafił pod jej skrzydła raz, a potem kolejny i jeszcze następny po ciągłych i ciągłych wyprawach, z których wracał zakrwawiony czy zmęczony.
    Z czasem pozwoliła dzielić mu swoje łóżko razem z nią, mimo że nie byli małżeństwem. Plotka o rzekomym romansie rozniosła się bardzo szybko, a Sigyn czuła się wtedy z jakiegoś powodu źle… Bo Loki był przecież ideałem, a ona – zwykłą, szarą, małą boginią, która nie znaczyła prawie nic. Jak on mógłby spojrzeć na nią kiedykolwiek w inny sposób…?
    Ale wtedy dała mu szansę. Zaczęła odwzajemniać wszystkie czułości. Gdy pewnego razu obudziła się przed nim, pomyślała, że chciałaby już na zawsze trzymać go w swoich ramionach. Przy nim czuła się bezpiecznie. Przy nim czuła się dobrze. I tylko z nim, z jego małym chaosem, który lubił roztaczać… tylko wtedy jej dom naprawdę był domem.
    Nigdy nie byłaby w stanie pokochać kogoś mocniej niż jego. Choć było wiele złych chwil, Sigyn pamiętała też te dobre. Gdy nie krzywdził jej, gdy dawał jej szansę na zabranie głosu – gdy próbował ją podbudować i wyrwać ze stereotypowej roli żony. Który z bogów pozwoliłby sobie na coś takiego…? Który z bogów zostałby z nią i zajmował się wspólnie dziećmi, aby tylko ją odciążyć…?
    Ale to, co stało się potem, rozmyło wszystkie dobre wspomnienia. Gniew prysnął jak bańka mydlana. Gdy Loki podszedł do niej tak szybkim krokiem, że Sigyn cofnęła się, zaczęła się naprawdę… bać…
    Powiedziała, że jest potworem…
    Ona, która zabraniała mu tak myśleć. Sama przyznała, że uważa go za potwora.
    Jak mogła…?
    Trzymał jej ramię i cedził słowa. Słowa ostre jak brzytwa, które trafiały prosto do jej ledwie posklejanego serca i rozcinały je po raz kolejny. Już nie była zła. W tym momencie zapomniała, że kiedykolwiek pozwoliła się ponieść furii.
    Teraz była przerażona. Przerażona i zrozpaczona.
    A więc za taką ją cały czas miał…? Za małą, łatwą zdzirę, która po prostu chciała się przekonać jak to jest…?
    Gdy szeptał, przez jej ciało przebiegł dreszcz – najbardziej nieprzyjemny ze wszystkich rodzajów, jakie kiedykolwiek istniały. Tak zimny, że aż bolesny. Cofnęła się o kilka kroków. Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w jego twarz. Z niedowierzaniem. Ze strachem. Z rozpaczą.
    Cała ta mieszanka jakimś tylko cudem nie sprawiła, że po raz kolejny nie wybuchła płaczem.
    — Ja… nie mogę uwierzyć… Przez… przez cały ten czas, ty…
    Westchnęła głęboko, a następnie wzięła kilka oddechów. Nie potrafiła zebrać myśli. W tej sytuacji chciała mu powiedzieć wszystko – i nic jednocześnie. Nie wykrztusiła więcej ani słowa. Po prostu odwróciła się i odeszła szybkim krokiem z powrotem, w stronę kuchni. Zatrzymała się dopiero w progu. Dopiero wtedy spojrzała na niego po raz kolejny.
    Skoro miał ją właśnie za taką… Skoro widział w niej tylko jedną z kolejnych…
    — Chcesz swojej krwawej ofiary? Będziesz ją miał.
    Po czym weszła do kuchni, pchnęła tylko za sobą drzwi i dopadła do szuflady. Otworzyła ją gwałtownie, a sztućce zaszczękały tylko irytująco. Nie musiała długo szukać, bardzo szybko jej dłoń odnalazła to, czego potrzebowała. Nóż.
    — Zadedykuj tą śmierć Odynowi. Odyn jest w końcu twoją jedyną miłością.
    I bez wahania podniosła rękę w stronę swojej tętnicy szyjnej.

    zrozpaczony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  51. Była zdeterminowana. Zbyt zdeterminowana, by to zrobić. By odebrać swoje życie i raz na zawsze zakończyć wszystkie troski i zmartwienia. Nie tylko te swoje, ale też i Lokiego. Lokiego, którego kochała całym sercem i Lokiego, który ją uważał ją za jedną z wielu.
    Nie była warta jego spojrzenia. Sam to przyznał.
    Nie było już żadnego powodu, dla którego dalej miałaby tutaj żyć…
    W chwili, w której ostrze miało gładko przeciąć skórę, poczuła, jak jakaś siła odciąga nóż od jej gardła. Loki. Dlaczego przyszedł? Po co chce ją powstrzymać? Powiedział już wszystko – a teraz, teraz było już za późno na cokolwiek. Podjęła decyzję i nie miała zamiaru ustępować.
    Dlatego nie słuchała jego słów – czy też raczej jego słowa po prostu do niej nie docierały, a ona jak najbardziej chciała mu się po prostu wyrwać, aby dopełnić swojej obietnicy. Loki był jednak silniejszy od niej, choć i tak widocznie z trudem jej się opierał.
    Do czasu.
    Wypuściła nóż, który z brzdękiem opadł na płytki. Ostrze zatopione zostało we krwi – krople wciąż na nim widniały. Zastygła w bezruchu, patrząc niemo na miejsce, w którym jeszcze przed momentem znajdował się nóż.
    Loki zdjął marynarkę, a ona dostrzegła coś, co przyprawiło ją o zimne dreszcze.
    Zraniła go… Zraniła swojego Lokiego… Skaleczyła miłość swojego życia… Wycelowała nóż w jego stronę i przecięła jego skórę…
    Jak mogła…?
    Przez moment jakby zapomniała, jak się oddycha. Dopiero gdy jej płuca zaczęły panicznie dopominać się o dopływ tlenu, dopiero wtedy wzięła głęboki oddech. I dopiero jakby się ocknęła.
    — Loki… przepraszam, ja… ja tak bardzo przepraszam… nie chciałam, kochanie…
    Naprawdę nie chciała. Wolała dziesięciokrotnie mocniej zranić siebie niż celować nożem w jego stronę.
    - Zdejmij koszulę, proszę. – Nie czekając na jego reakcję, poprowadziła go i posadziła na kuchennym krześle. Nerwowo zaczęła rozpinać guziki jego koszuli, aby na końcu, delikatnie, bez żadnych gwałtownych ruchów, zdjąć ją.
    Rana była… dość głęboka. Nie należała do tych płytkich, na które można machnąć ręką. Tym bardziej oblał ją zimny pot. Jej myśli zajęte były powtarzaniem jej jak mantrę słów – zraniłaś Lokiego. Skrzywdziłaś swojego męża.
    Rana nieustannie krwawiła. Jedyną pociechą w tej sprawie był fakt, że nóż był czysty, nie mogło wdać się zakażenie…
    Apteczka! Potrzebna jej apteczka!
    Rzuciła się niemal biegiem w stronę łazienki, gdzie trzymała wszystkie niezbędne przybory do pomocy w razie nagłego wypadku. To był bardzo nagły, bardzo ciężki i bardzo niepożądany przypadek. Nie powinno go w ogóle być.
    Zraniłaś Lokiego. Skrzywdziłaś swojego męża. I ty się jeszcze dziwisz, że on tak o tobie myśli?
    — Nie ruszaj się, skarbie… - szepnęła, gdy nachylała się nad jego ramieniem. Musiała oczyścić ranę. Na wszelki wypadek. – To może cię zaszczypać, a potem zaboleć… ale muszę to zrobić…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starała się być jak najbardziej delikatna, gdy oczyszczała i dezynfekowała ranę. Potem… potem była gorsza część. Złapała za nić i igłę. Musi to zszyć…
      Powoli zatopiła igłę w ciele Lokiego. Natychmiast, gdy z tego punktu wypłynęła krew, poczuła, jak łzy zaczynają napływać do jej oczu. Zamrugała, starając się rozproszyć. Musiała być teraz dzielna. Musiała się skupić. Musiała mu pomóc.
      Przecież to wszystko jej wina.
      Zraniłaś Lokiego. Skrzywdziłaś swojego męża. To ty powinnaś teraz cierpieć.
      — Przepraszam… - szeptała w kółko, gdy po raz kolejny przeciągała nić. – Przepraszam…

      Bałwanek z bardzo, bardzo dużymi wyrzutami sumienia

      Usuń
  52. Nie usłyszała nawet, że Loki coś do niej powiedział. Była zbyt pochłonięta zszywaniem rany, przebijaniem się przez kolejne fałdy skóry, aby zamknąć ranę – była zbyt pochłonięta huczącymi myślami i zabijającymi ją wyrzutami sumienia, aby cokolwiek mogło do niej dotrzeć.
    Dopiero gdy była mniej więcej w połowie zszywania, drgnęła, zaskoczona, gdy Loki złapał ją za rękę. Wypuściła igłę z dłoni, choć nie powinna tego robić. Ta jednak nie spadła – w końcu nawleczona była nicią, która tkwiła już w ciele Lokiego.
    Spojrzała na niego, spełniając jego prośbę, ale nie po to, aby go wysłuchać:
    — Loki, puść mnie… muszę zszyć ranę…
    Ale jej słowa nie dotarły do niego. Nie zważał na nie – zamiast tego przyciągnął jej dłoń bliżej swojej twarzy i całował ją. Jej serce lekko zadrgało. Zawsze kochała, gdy to robił. A teraz… teraz robił to w takim momencie… Po raz pierwszy poczuła się z tym źle. Nie powinien jej całować – nie zasłużyła na to, aby ją dotykał. Była złą żoną. Nie powinien w ogóle jej kochać, a już tym bardziej okazywać czułości.
    Zwiesiła głowę, gdy zaczął mówić o tym, o czym powiedział. Czy ona wiedziała, że on tak myśli…? Nie… nie wiedziała tego. Nic już na świecie nie było pewne. Po raz pierwszy od bardzo dawna straciła grunt pod nogami i nie wiedziała, na czym powinna się teraz wesprzeć. Niczego nie była już pewna i to ją przerażało tak mocno, jak bolało.
    Ale to, co potem mówił… to wszystko zgadzało się z tym, jak sytuacja wyglądała lata temu. Przecież widziała, że Loki często udawał, że jest mu źle. A ona udawała, że tak naprawdę jest i pozwalała mu przedłużyć chwile spędzane z nią, choć na początku nie rozumiała, dlaczego to robi. Byli przecież dla siebie całkiem obcymi osobami. Ona – faworyta królowej. On – brat krwi króla. Mimo to pozwalała przedstawieniu trwać, aż stawali się sobie coraz bardziej bliscy.
    A więc dlatego to ją wybrał…? Były piękniejsze i mądrzejsze od niej, a on został z nią. Loki mógł mieć przecież każdą – a wybrał takie nic.
    Zaskoczyła samą siebie, ale przez łzy zaśmiała się cicho, choć krótko, gdy wspomniał o tym, jak planował skraść jej pierwszy pocałunek. Kilka razy było już tak blisko… ale Sigyn wciąż się krępowała, albo ktoś im przeszkadzał. Ostatecznie to jednak ona go pocałowała – gdy po raz pierwszy zdobył się wobec niej na szczerość i opowiedział o wszystkim, jak się czuje, będąc bratem krwi Odyna. A on odwzajemnił. To był jeden z najszczęśliwszych dni jej życia.
    Kolejnym był dzień ślubu i noc poślubna, której tak bardzo się bała. I wtedy Loki okazał jej aż nazbyt wiele czułości, odkrywając przed nią magię, której dotąd nie znała i bała się poznać. Ta noc była potwierdzeniem, że wybrała sobie doskonałego męża. Nie był pozbawiony wad – ale ona przecież też je miała. Kochała go całego, razem z jego problemami i jego chaosem. Każdy inny mógł zacząć ją drażnić. Tylko nie Loki.
    Więc czy mu wierzyła, że to, co mówił jeszcze przed chwilą, było ogromnym kłamstwem…? Bardzo, bardzo chciała…
    Ale wtedy usłyszała to z jego ust. To, o czym zabraniała mu mówić i nawet myśleć.
    Masz rację, jestem potworem.
    Sama go tak nazwała. Sama wyzwała go od potworów. Ale on… on przecież nie był potworem. On był po prostu zagubiony. On po prostu nie zrozumiał wartości, jakie doceniała Sigyn. Przecież chciał dobrze dla niej. A ona nazwała go potworem.
    Jak mogła…?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesunęła dłoń po jego policzku, a następnie objęła jego głowę. Przysiadła na jego kolanie i wtuliła jego twarz we własne piersi, całując delikatnie czubek głowy.
      — Zabraniam ci tak mówić – szeptała. – Zabraniam ci tak nawet myśleć. Nie jesteś, nigdy nie byłeś i nigdy nie będziesz żadnym potworem, Loki. Chciałeś dla mnie dobrze, skarbie, a ja nie potrafiłam tego docenić. Powinnam była ci to wszystko wytłumaczyć zamiast na ciebie krzyczeć i karcić za to, że nie wiedziałeś. Nigdy, przenigdy nie powinnam była nazywać cię potworem. Nie jesteś nim. Jesteś moim mężem. Jesteś najlepszym kochankiem, jakiego kiedykolwiek mogłam mieć. Jesteś moim małym chaosem, którego nie potrafię nie kochać. Jesteś moim Białym Kojotem. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu mogło spotkać. – Raz jeszcze ucałowała czubek jego głowy. – Po prostu jesteś niezrozumiany. Ja też teraz nie dałam szansy, aby cię zrozumieć… Jeśli ktokolwiek jest tutaj potworem, Loki, to ja. Jestem złą żoną i zasłużyłam na wszystko, co mi powiedziałeś. – wtuliła go na moment mocniej w swoje piersi, a potem puściła go i wstała z kolan, aby po raz kolejny nachylić się nad raną. – Muszę to zszyć, nie mogę patrzeć, jak krwawisz.
      I chwyciła po raz kolejny igłę w dłoń, kontynuując naciąganie nici i przebijanie skóry.

      Bałwanek, który jest potworem

      Usuń
  53. [W sumie to opcja dwa wydaje mi się spoko :D
    I tak, wydzwaniający Makaron do szefa, to jest to :D Będzie to booskie, wiesz? xD
    Mam tylko takie pytanie jedno, co Makaron mógłby robić, że musiałby wyjechać? I po co miałby wydzwaniać do szefa? (raczej na Lokiego nie będzie narzekał, ale kto go tam wie xD). Powiedz, czy tez raczej i napisz a nam zacznę! ;)]

    Makaron

    [PS. Załatwię mu takie fajne makaronowe niebo, gdzie striptizerki będą wyglądać jak jego żona xD Chce?]

    OdpowiedzUsuń
  54. Chwyciła nić między zęby i przerwała ją, gdy skończyła zszywać ranę. Słuchała go, ale jednocześnie dezynfekowała od nowa igłę i wkładała wszystko do pojemnika, do małej apteczki, którą zawsze pilnowała, aby – w pełni wyposażona – znajdowała się w łazience.
    Ale odstawienie jej na miejsce mogło poczekać. Teraz ważniejszy był Loki.
    Otarła jeszcze raz zszyte ramię z krwi i wyrzuciła przekrwione waty. Najpierw jeszcze umyła ręce i dopiero potem odwróciła się w stronę.
    I nie była już zagniewana. Na jej twarzy pojawił się łagodny uśmiech. Cieszyła się, że chciał chociaż spróbować ją zrozumieć i wysłuchał tego, co do niego mówiła. Zawsze mógł to wszystko na starcie odrzucić, twierdząc, że to największe bzdury, jakie słyszał.
    Skrzyżowała ramiona pod biustem, ale tylko po to, aby ogrzać swoje dłonie. Dopiero wtedy oplotła jego szyję, dopiero wtedy wsunęła mu się na kolana. Jeszcze zanim się odezwała, musnęła wargami jego skroń.
    — Nawet nie chodzi już o samą rzeź, Loki. Oboje doskonale znamy Odyna. Jeśli ktoś nie jest z nim, jest przeciwko niemu. Wiem, że starałbyś się ochronić naszą rodzinę, ale nie jesteśmy wszechpotężni. Nasze najlepsze czasy już minęły. Pomyślałeś, co by było, gdyby ktoś wykorzystał chwilę nieuwagi? Gdyby ktoś odebrał nam znowu naszych chłopców? – pogładziła go delikatnie dłonią po policzku. – Oboje nie mamy aż tyle siły, aby patrzeć po raz kolejny na śmierć naszych dzieci. A wojna to przede wszystkim ofiary. O to przecież chodzi Odynowi.
    Westchnęła głęboko. Odyn zawsze uwielbiał bezsensowną rzeź. Rozlew krwi to było coś, co sprawiało mu przyjemność. Śmierć sprawiała mu przyjemność, dodawała siły i wielkości. Lubił uśmiercać ludzi tylko po to, aby poczuć się ważnym. Co za egoistyczne podejście…
    — Takie zwycięstwo nie byłoby bezwartościowe, ale wymagało bardzo radykalnych kroków, które popierał Odyn. Gdyby wojna była jedynym wyjściem, gdyby faktycznie wydarzała się jakaś niesprawiedliwość, którą trzeba było zakończyć, takie zwycięstwo byłoby nawet usprawiedliwione. Ale… są inne wyjścia. Sam to powiedziałeś, pamiętasz? Wszystko zależy od ciebie. To na twoją komendę nowi bogowie ruszą do walki. I na twoją komendę nowi bogowie pozostaną w cieniu. Jesteś w tym momencie najważniejszym ogniwem, skarbie. Twoja decyzja, ta, którą będziesz miał za moment podjąć, zmienia wszystko. Waży losy wszystkich bogów. Poddawałeś się Odynowi wiele razy. Nie oceniam teraz, czy było to złe czy dobre postanowienie. Ale ten raz… ten jeden raz to może być już za dużo.
    Oparła czoło o jego skroń i zamknęła na moment oczy. Musiała mu teraz pomóc. Wiedziała – może nie tyle wiedziała, co czuła, że teraz jest w potrzasku. Sigyn nie była Odynem. Nie chciała od niego żądać, szantażować go ani zadawać mu cierpienia. Dziś oboje wycierpieli za dużo. Dziś musi skończyć się lepiej niż się zaczęło.
    W końcu… zaczęli być wobec siebie szczerzy… prawda?
    — Mówiłeś, że wojnę chciałeś poświęcić mi, zdradzając Odyna… Nie chcę takiej ofiary, wiesz dlaczego? Bo prawdziwe zwycięstwo to nie zdrady, kłamstwa i podstępy, nie bezmyślne machanie mieczem czy strzelanie na oślep. Prawdziwa wartość zwycięstwa to poświęcenie, kochanie. Właśnie dlatego pracuję w szpitalu. Poświęcam siebie, swój czas, swoje nerwy, a w zamian otrzymuję zwycięstwo, życie albo zdrowie pacjenta, któremu poświęcałam swój trud. Z każdą udaną operacją czuję się coraz silniejsza, zaczynam wierzyć we własne możliwości, dostrzegać więcej, uczyć się więcej. O to w tym chodzi. To nigdy nie jest łatwe. Poświęcenie nigdy nie jest łatwe i bezbolesne, ale same starania i przekraczanie własnych granic, przezwyciężanie słabości już czyni cię lepszym, z czasem nawet prawie niezniszczalnym. Wojna nie jest tu jedynym rozwiązaniem. Jest coś, co zachowa życie bogów, wzmocni ciebie i zniszczy Odyna. To nie jest łatwa droga i na pewno wielu po drodze zacznie wątpić w jej słuszność… ale ta droga prowadzi do zwycięstwa. Do zwycięstwa wszystkich bogów. Do naszego szczęścia. Do uwolnienia się do tych, którzy nami pomiatali.

    Bałwanek, który naprawdę stara się pomóc

    OdpowiedzUsuń
  55. Miał rację. Oczywiście, miał rację. Oboje doskonale wiedzieli, jaki jest Odyn. Do czego zdolny jest Odyn. Jeśli na świecie był ktoś, kogo nie należało drażnić albo choćby lekceważyć, to właśnie Odyn. Oboje wycierpieli przez niego zbyt wiele, aby teraz tak łatwo wystawić się na rany.
    Bo, Loki z pewnością nie zdawał sobie z tego jeszcze sprawy, ale gdy tylko opowiedział jej o swoich problemach, stały się również jej problemami. W jej świecie nie było rozróżnienia na moje i twoje. Było tylko wspólne. Wspólne dobro, wspólne życie, wspólne szczęście
    Jednego, co mogła nazwać swoim – to Loki. Jedyne, co Loki mógł nazwać swoim – to Sigyn. Wszystko inne było wspólne.
    Ale miał rację. Są zbyt zmęczeni dzisiejszym dniem, aby myśleć o tym, co ma się stać w następnej kolejności. Odyn nadal jest przekonany o lojalności Lokiego, w domu nie było nikogo, kto doniósłby o małżeńskiej kłótni. Byli bezpieczni. Mogli odłożyć to na następny dzień – tym bardziej, że następny dzień Sigyn miała wolny. Jak zawsze po dyżurze.
    Położyła mu jednak palec na ustach, gdy zadał pytanie, a następnie posłała mu delikatny uśmiech.
    — Pod jednym warunkiem – odparła, ale zamilkła jeszcze na moment. Uciekła na chwilę wzrokiem w bok, a gdy wróciła spojrzeniem do jego oczu, poprawiła się: - Dwoma warunkami. – Zabrała palec z jego ust, a dłonią znów pogładziła jego policzek. Wyszeptała: - Pierwszy, pocałuj mnie. – Oplotła ramionami jego szyję, ciasno. Chciała dodać, aby zaniósł ją do łóżka, ale dopiero co zszyła jego ramię. Wolała nie ryzykować, że wysiłek mięśni znów ją otworzy albo zada mu ból. – Drugi, śpij dzisiaj ze mną. Tak dawno nie kładliśmy się do łóżka razem… Chcę zasnąć w twoich ramionach. Tak, jak w dniu, w którym zdałam sobie sprawę, że nie jesteś dla mnie tylko przyjacielem…
    Sigyn nigdy nie wspominała o tym dniu, nigdy nie zdradziła, od jak dawna zdawała sobie sprawę z tego, że go kocha.

    Bałwanek, który bardzo potrzebuje bliskości

    OdpowiedzUsuń
  56. Bycie boginią zwycięstwa wiązało się z towarzyszeniem wielu innym bogom. Niezliczoną ilość razy podążała za Ateną, a nawet Zeusem, Aresem i innymi bogami. Poza niskimi sprawami wspierała także ludzi, w końcu to oni stoczyli wiele bitew, a każdej bitwie towarzyszyło zwycięstwo jednej ze stron. Choć świat ewoluował, tak jak ewoluowały wierzenia Hellenów, to oni, bogowie, wciąż trwali i tak kiedy ich lud ruszył w podróż do nowego świata, tak i ich bogowie podążyli za nimi, w końcu tyle zwycięstw było jeszcze do odniesienia! Ten świat nie przyniósł niestety wiele dobrego, ludzie zaczęli jeszcze szybciej się zmieniać, odstawiając dawnych bogów między bajki. Przestano stawiać pomniki pięknej kobiety o kruczoczarnych skrzydłach, przestano prosić ją o łaskę, przestano modlić się, aby żywym i wygranym ujrzeć ją szybującą nad polem bitwy. Bolało, to wszystko zdecydowanie bolało, ale Nike nie umiała zatrzymać tego koła. Czuła się coraz gorzej i coraz samotniej, zupełnie jak inni jej przyjaciele. Wszyscy doskonale wiedzieli, że ich kult powoli upadnie, jeśli nic z tym nie zrobią. Jedni próbowali osobiście dotrzeć do ludzi i prosić ich o modlitwę, inni z kolei chytrymi sposobami przekonywali do siebie ludzi, jeszcze inni nie umieli sobie radzić więc w złości niszczyli wszystko wokół. Nike natomiast nie robiła nic. Odłożyła swoje piękne skrzydła na dno szafy i próbowała egzystować w tej namiastce życia jakie przyszło jej wieść. Zabawne, prawda? Bogini zwycięstwa poddała się, poddała bez walki. Zupełnie pogubiła się w tym świecie i prawdopodobnie zginęłaby w ciszy i smutku wraz z ostatnim wiernym, gdyby ktoś nie postanowił przypomnieć jej kim jest. Nie zdawała sobie nawet sprawy co dzieje się w świecie bogów oraz jaki cel ma elegancki nieznajomy, ani ten chłopak, który ją do niego przyprowadził. Po prostu została zaczepiona na ulicy i uległa pokusie nie widząc sensu w opieraniu się. Czy miała coś do stracenia? Wystarczająco nisko już upadła, doprawdy, inni bogowie jakoś sobie radzili, nie szło im świetnie, ale z pewnością o niebo lepiej niż jej, a ona? Jak bogini zwycięstw mogła tak łatwo dać się pokonać? Już zawsze będzie sobie pluła w brodę, że nie umiała poradzić sobie sama.
    Została wprowadzona do małego pomieszczenia, na środku którego stał niewielki stolik i dwie sofy. Tam opiekę nad nią przejęła jasnowłosa kobieta, gestem nakazując jej zająć miejsce.
    - Siadaj sobie, zaraz przyjdzie. - mruknęła i zamknęła drzwi od zewnątrz.
    Usiadła więc na jednej z kanap i oparła ręce na kolanach. Ale kto przyjdzie? Niewiele jej powiedziano, toteż zupełnie nie rozumiała o co chodzi, czekała jednak cierpliwie aż drzwi ponownie się otworzą.

    [Mam nadzieję, że tak mogło to wyglądać, w sumie narazie jedyny przykład miałam w serialu, a nie chciałam zrzynać :D]

    Nike

    OdpowiedzUsuń
  57. Widziała jego wahanie w oczach. Kochany, kochany Piecyk, zawsze brał na siebie zbyt dużo. Zawsze karcił się za bardzo, jeśli chodziło o nią. A ona naprawdę chciała dawać mu szanse, naprawdę chciała, aby z nią zostawał. Naprawdę chciała obejmować ten Piecyk, mimo że parzył i momentami sprawiał niewyobrażalny ból. Była tylko głupiutkim, zakochanym Bałwankiem. Bałwankiem, który chciał dać swojej miłości wszystko – nawet własne życie.
    Dlatego uśmiechnęła się do niego nieco szerzej, choć wciąż łagodnie. I wtedy dopiero postanowił spełnić jej prośbę.
    Pocałował ją krótko i delikatnie, jakby wciąż był niepewny. Lecz wtedy pogładziła go delikatnie dłonią po policzku, jakby chciała tym samym przekazać mu, że przecież jest jego żoną. Niezależnie od tego, jak ją skrzywdził, naprawdę będzie się starała mu wybaczyć i zapomnieć. Nawet jeśli to bardzo zabolało. On wciąż był tym jedynym, którego kochała. Nigdy w to nie zwątpiła. Nigdy nie spojrzała na innego mężczyznę tak, jak patrzyła zawsze na niego.
    Poczuła się o wiele lepiej, gdy raz jeszcze złączył ich usta – całując ją coraz zachłanniej. Kochała, gdy to robił. Czuła wtedy, że na całym świecie pragnie tylko jej. Że w jego oczach nie straciła na atrakcyjności. Że należała do niego. Że oni należeli do siebie nawzajem. Poddała się jego pocałunkowi, mocniej oplatając jego szyję, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nimi.
    Nie otworzyła oczu, gdy rozłączył ich wargi, jednocześnie nie odsuwając się od niej. Uśmiechnęła się – nie tylko czując ciepło i przyjemne łaskotanie jego oddechu. Uśmiechnęła się słysząc jego pytanie. Dopiero wtedy spojrzała mu na ułamek sekundy w oczy i raz jeszcze, choć na bardzo krótko, pocałowała go, co miało być tylko oznaką tego, że przyjmuje jego warunki.
    Miała za to zaprotestować, gdy wziął ją na ręce. Powinien teraz oszczędzać swoje ramię – i zanim otworzyła usta, aby to powiedzieć, poczuła, że przecież i tak próbuje je jak najmniej obciążać. Pokręciła tylko głową z uśmiechem i pozwoliła się zanieść na łóżko.
    Miał rację – chciała go odepchnąć, ale z całkiem innego powodu niż sam myślał. Chciała po prostu wstać i ściągnąć z siebie stare ubrania. Chciała wejść w końcu pod prysznic, zmyć z siebie cały brud i stres całego dnia, zostawić wszystkie złe emocje pod prysznicem, aby spłynęły ściekami tam, gdzie wszystko, co niepożądane się znajduję.
    Ale nie mogła odmówić mu kolejnego pocałunku. Tym razem to Loki pocałował ją nieśmiało – i tym razem to Sigyn ten pocałunek pogłębiła, chcąc dodać mu otuchy i odwagi. To, co dzisiaj było, naprawdę nie ma znaczenia. Nie dzisiaj. Nie teraz. Teraz – teraz był czas, aby się od tego odciąć, zapomnieć o całym świecie.
    Będą się martwić na nowo – jutro.
    Przesunęła dłonią po jego policzku, mijając ucho i zmierzwiła jego włosy. Dopiero wtedy przerwała ich pocałunek – ale uśmiechnęła się do niego czule.
    — Jestem zmęczona, ale nie aż tak, aby spać w ubraniach. Daj mi chwilę… i przygotuj się na bajkę na dobranoc.

    mocno kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  58. Posłała mu jeszcze delikatny uśmiech, nim podniosła się z łóżka i odeszła w stronę łazienki. Kochany, kochany Loki. Zawsze zachowywał się jak słodki, zbity psiak, kiedy wiedział, że nabroił – a tym bardziej nie potrafił się od niej odkleić, gdy zrozumiał, że Sigyn nadal go kocha pomimo wszystko i go nie zostawi. Nie, żeby jej to przeszkadzało – kochała, gdy poświęcał jej maksimum swojej uwagi. Tylko nawet jeśli chciała się na niego gniewać i boczyć, nie potrafiła, widząc to jego niepewne, smutne spojrzenie. Czując, jak bardzo chce zakończyć kłótnię, aby znów się do niej przytulić.
    Jej słodki, kochany mąż.
    Odkręciła wodę pod prysznicem, aby zdążyła się zmienić już z zimnej na ciepłą, a w międzyczasie chwyciła za szczotkę i zaczęła rozczesywać splątane krwią włosy. Westchnęła cicho, gdy zobaczyła swoją twarz w lustrze.
    Tak czy inaczej, to, co mówiła Lokiemu, to prawda. Przynajmniej na temat tego, co myśli o sobie. Jak można uważać twarz o dziecięcych rysach za atrakcyjną? Jak można było uważać jej zbyt szczupłe ciało za piękne? Inne boginie miały to coś. Frigg chociażby miała nieustępliwe, władcze spojrzenie, któremu mężczyźni się poddawali. Freja i Sif – zawsze były piękne. Duże, jędrne piersi, smukła sylwetka, szerokie biodra.
    A ona? Ledwie można było odróżnić biodra od talii. Pomarzyć sobie mogła też o biuście – nawet po dwóch ciążach i wykarmieniu dwóch synów pozostawał mały. Jedyne, co się zmieniło, to to, że z mało atrakcyjnego zmienił rangę na w ogóle nieatrakcyjny. O innych walorach też mogła pomarzyć. Nawet twarz była nie taka. A teraz – gdy na czole pozostawały nadal ślady po zagojonej ranie, gdy po boku głowy wciąż miała zaschniętą krew, widziała w sobie najbardziej obrzydliwego potwora chodzącego po świecie.
    Przesunęła szczotką po włosach po raz kolejny i westchnęła znów. Jedyne, co jej się w sobie mogło podobać, to oczy. Duże, niebieskie oczy. Gdy bardzo nie chciała zwracać uwagi na swoją twarz, wpatrywała się w swoim odbiciu centralnie w nie. I wyobrażała sobie, że jest piękna. Że może faktycznie się podobać.
    Gdy odłożyła szczotkę i ściągnęła sweter – dopiero wtedy kątem oka zobaczyła Lokiego. Uśmiechał się do niej, jakby miał przed oczami właśnie najcudowniejszy obrazek wszechświata. Rzuciła sweter gdzieś w stronę kosza na brudne ubrania i odwróciła się powoli w jego stronę. Nie rozumiała, co on w niej takiego widział – prócz wiernej żony, która jest jego wsparciem i do której zawsze może wrócić w trudnych chwilach.
    Loki zawsze był idealny. Choć jego szczupła i smukła sylwetka wyróżniała się na tle bogów, którzy cenili sobie siłę mięśni, nadal pozostawał atrakcyjny. W zasadzie Sigyn nawet nigdy to za specjalnie nie przeszkadzało, że nie wyglądał jak kopia Thora, który podobno uchodził za ideał męskości. Loki pozostawał Lokim. Jedynym, niepowtarzalnym Lokim. Lokim, który popełniał wiele błędów i nie potrafił się odnaleźć ani w świecie bogów, ani w świecie olbrzymów. Ale potrafił się odnaleźć tutaj – przy Sigyn. Tutaj, w domu, zawsze był idealny.
    Gdy przyciągał ją do siebie i odgarniał włosy z głowy, czuła, że naprawdę ją kocha. Gdy patrzył na nią w ten sposób, mogła nawet pokusić się o przypuszczenie, że naprawdę widzi w niej atrakcyjną kobietę. Potem dopiero karciła się w myślach za takie myślenie – bo to przecież absurdalne. Było tak wiele kobiet w jego życiu. Dlaczego to niby ona miałaby być tą najpiękniejszą? Wiedziała – wszyscy wiedzieli – że miał romans z piękną Sif. Nigdy nie śmiała się nawet do niej przyrównać.
    Chyba znów będę potrzebował twojej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnęła się na te słowa. No tak. Znów. Znów biedny, kochany Loki potrzebuje opieki swojej dobrej duszyczki, Sigyn. Na początku nie rozumiała, dlaczego tak bardzo mu zależy na tym, aby pozostać z nią dłużej. Potem ją to zaczęło bawić. Aż w końcu – w końcu zrozumiała. I grała w tę grę razem z nim, przez cały czas.
      Wkrótce jej ubrania opadły na bok, a ona stanęła przed nim całkiem naga. Czasami czuła się z tym bardzo źle – wtedy mu po prostu uciekała. Czasami radziła sobie z tym, skupiając swoją uwagę na Lokim – i na myślach, że wcale nie patrzy na nią jako na całość - że widzi tylko jej oczy, najładniejszy aspekt jej samej. Tak też chciała myśleć i dziś.
      Przysunęła się bliżej niego i, położywszy ciepłe dłonie na jego torsie, pocałowała go czule. Teraz liczył się tylko on. Tylko Loki – i ich szczęście. Ich siła. Bo znów potrafili przezwyciężyć trudności, które pojawiły się na ich drodze. Jeszcze nie zażegnali problemów – ale zaakceptowali je i teraz razem będą mogli przez nie przejść.
      A razem są zbyt silni, aby cokolwiek ich złamało.
      Zsunęła dłonie po jego ciele, aż do spodni, które za moment zepchnęła z jego bioder, pozbywając się również i całej reszty. Teraz byli już tylko oni – bez żadnych barier, bez żadnych osłon. Tylko oni – nic więcej.
      Posłała mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, na jaki mogła się zdobyć, a potem złapała go za dłoń i cofnęła się, ciągnąć go za sobą. W stronę prysznica. Za moment poczuła, jak ciepła woda zaczyna uderzać i spływać po jej plecach.
      — Chodź, brudasku. Oboje tego potrzebujemy.

      szczęśliwy Bałwanek

      Usuń
  59. [Ja oraz Makaron piszemy się na najbardziej odjechaną wersję. Aż z tego wszystkiego zacznę nam wątek :D Wybacz za to u dołu. Mam nadzieję, ze rozpoczęcie jakoś ujdzie.]

    Każdy miał jakieś marzenie. Większe bądź mniejsze. Niektórzy w przyszłości chcieli być policjantami, strażakami, lekarzami, żołnierzami…niektórzy pewnie marzyli o tym by nic nie robić a zarobić, pewnie w tej całej zbieraninie ludzi znajdzie się też ktoś kto chciałby być kokainowym baronem niczym Pablo Escobar, archeologiem na miarę Indiany Jonesa, takim fajnym Jedi niczym Luke Skywalker, albo takim uroczym i miłym starszym panem jakim był Vito Corleone. Może ktoś jeszcze chciałby być królem nielegalnego alkoholu niczym Al Capone, ale nie mówił o tym głośno i w sumie dobrze, bo przecież alkohol jest legalny i większe hajsy można zbić sprzedając dzieciakom drożdżówki w szkołach.
    Giovanni jednak nie chciał być zwykłym dilerem drożdżówek w szkołach, nie chciał być też lekarzem, ani baronem narkotykowym. Nie chciał być też miłym starszym panem…chociaż do samego Vito nie miał nic, dla niego to nawet spoko człowiek był. Giovanni w niektórych kręgach znany jako Latający Potwór Spaghetti po obejrzeniu cudownego filmu o równie cudownym tytule zapragnął zostać kolejnym facetem w czerni. Garnitur już miał, wprawę w rozmawianiu z rozwydrzonymi klientami, którzy wykłócali się o to że ich makaron jest za bardzo „al” a za mało „dente”. Uważał się za kogoś stworzonego do tej roli. Poza tym kto jak kto, ale Potwór Spaghetti jak sama nazwa wskazuje jest włoskim makaronem, a najstarsza mafia pochodzi z Włoch właśnie, wiec powinien sobie dać radę prawie tak samo dobrze jak spisuje się na posadzie mafijnego „dona”, czyli takiego włoskiego odpowiednika bossa mafii.
    Logiczne jest wiec to że twierdził że nadaje się do tego. Poza tym miał (w jego mniemaniu) wyjściową twarz, no i wzbudzał w innych przyjazne uczucia. Był wesołym bogiem ubóstwiającym makaron, striptiz no i piwo (czeskie!). Owszem spożywał też wódkę, jednak w nieco mniejszych ilościach niż niektórzy Bogowie…albo niż niektóre diabły…
    On w stosunku do jednego diabła był wiecznie trzeźwy (nawet kiedy nie był). Teraz w sumie też można się pokusić o stwierdzenie, że Makaron jest trzeźwy, chociaż jego stan na to nie wskazuje. Ale wymagać aby Latający Potwór Spaghetti nie użył swoich najlepszych „perfum” w piątek to zbrodnia. Poza tym miał bardzo piękne perfumy o zapachu wódki, piwa i spaghetti (bolonese). Każdy jakoś świętuje dzień święty, prawda? Cieszył się, że w sumie to dzień wcześniej rozmawiał ze swoim szefem. Bo teraz to chyba nie chciałby…nie chciałby żeby ktokolwiek krzyczał na niego, albo brzydko na siego spoglądał. Nikt…a szef to już w szczególności.
    — Dobry deń, dobry deń iii tu tfoje radjio heloł, heloł – zaśpiewał na powitanie panu szoferowi. Spojrzał na niego i uśmiechnął się. – No to panie szoferze kochany, bez zbędnych pytań ruszamy ku przygodzie! – krzyknął i aż chwycił się za głowę. Cicho sam do siebie jeszcze powiedział Aj carramba. – Mam nadzieję, że wiesz gdzie jechać…bo ja to szczerze nie wiem…albo nie pamiętam. Nie wiem – powiedział do szofera. – Wiesz czy nie wiesz? Mam dzwonić do szefa, czy jeszcze nie? – zapytał szczerze.
    Z pewnością byłby wtedy najbardziej udanym agentem, który dzwoni do szefa i pyta się gdzie ma jechać, bo nie wie, a przydzielony szofer to też nie wie i stoją tak pod firmą i nie wiedzą co z sobą zrobić. Raczej nie dostałby tej roboty…chociaż kto wie?

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  60. [Ojezusicku przecież tam no, w karcie to Tomciu czyli kraszi mojego życia. Uwielbiam. Mocno.
    Ojejciu, pochwała za Marion, tego się akurat nie spodziewałam, więc baaaardzo dziękuję! My z Marzenką się na indiańskich bogach akurat niekoniecznie znamy, ale tak czy siak myślę, że gostek już dawno ją przejrzał. I oboje po prostu mają na to troszku wywalone, bo i tak mają ten sam, wspólny cel. A wykorzystują się wzajemnie, ten związek to czysta patologia. xD
    Jeszcze raz dziękuję za miłe powitanie i pozdrawiam równie cieplutko! (:]

    Marianne Chodczenkowa czyli Marzanna

    OdpowiedzUsuń
  61. W pierwszej kolejności ściągnęła z półeczki żel pod prysznic i nalała go na swoją dłoń. Jasne, że mogła wziąć również gąbkę, ale tego nie zrobiła. Chciała go sama dotykać – poczuć jego skórę pod palcami. Tak dawno tego nie czuła, że tym bardziej teraz zapragnęła tego jeszcze bardziej.
    Uśmiechnęła się, gdy przesunęła dłonią po jego ramieniu. Dziś oboje będą pachnieć czekoladą. Dziś oboje nie będą mogli się od siebie oderwać. A zapach będzie mógł być tylko wymówką.
    I czy to źle…?
    Gdy jej dłonie powróciły do torsu Lokiego, poczuła, że jest strasznie spięty. Podniosła wtedy wzrok, aby spojrzeć w jego piękne, niebieskie oczy. Biedny, kochany Loki. Domyślała się, że wciąż przeżywa to wszystko, co się przed chwilą stało…
    Może i trochę słusznie – bo to nie było tak, że Sigyn nagle o wszystkim zapomniała, wymazała z pamięci, puf, zniknęło. Jego słowa zraniły ją i to bardzo. Przez chwilę poczuła się jeszcze mniej warta niż czuła się do tej pory. Poczuła się jak jedna z wielu, a lubiła chociaż snuć przypuszczenia, że może jest inaczej.
    Ale starała się. Oboje byli dziś bardzo zmęczeni. Obojgu puściły nerwy – obojgu aż za bardzo. Loki ją zranił, ale ona nie pozostała mu wcale dłużna. Jeszcze długo nie wybaczy sobie, gdy jej wargi ułożyły się w wyraźne słowo potwór - słowo tabu, którym zabraniała mu się nazywać. I równie długo nie wybaczy sobie, że przez moment straciła nad sobą panowanie, wskutek czego zraniła nożem Lokiego.
    Więc starała się. Aby ten dzień skończył się lepiej niż się zaczął. A jutro – jutro powitają kolejny dzień. Odrobinę bardziej optymistyczni, z poczuciem, że mają siebie nawzajem, mimo wszystko.
    Nie mogła znieść pocałunku, jakim ją obdarował. Wiedziała, co oznaczał. Czuł się winny, ale nie chciał tego przyznać, żeby jej nie martwić. Posłała mu tylko delikatny uśmiech, a jedną z dłoni uniosła do jego policzka.
    — Ja też cię kocham, Piecyku. Nigdy nie mogłabym kochać kogoś innego – odpowiedziała mu i ofiarowała mu kolejny pocałunek. Dłuższy niż jego, bardziej czuły niż jego. Chciała nim przekazać mu całą swoją miłość i potwierdzić prawdziwość słów przed chwilą wypowiedzianych.
    Gdy oderwała usta od jego warg, ucałowała kącik jego ust. Następnie jeden z jego policzków – wielokrotnie, w bardzo różnych miejscach – aż zeszła na brodę, a następnie na jego szyję. To na niej zatrzymała się dłużej. Całowała go delikatnie, tuż nad obojczykiem, mając nadzieję, że chociaż ten gest sprawi, że odrobinę się rozluźni.
    Sama do końca nie wiedziała kiedy, ale pchnęła delikatnie Lokiego w stronę ściany – zimnej, po której wciąż spływały krople wody, ale nie pomyślała nawet o tym, jaką reakcję może to wywołać. Ucałowała po raz kolejny skórę na szyi Lokiego, a następnie, minąwszy obojczyk zeszła odrobinę niżej, muskając delikatnie jego tors. Dłonią delikatnie przesunęła po jego brzuchu, łaskocząc przy tym opuszkami swoich palców. Dopiero gdy minęła wargami mostek, podniosła głowę by spojrzeć w jego oczy i uśmiechnęła się delikatnie.
    — Kocham cię – powtórzyła raz jeszcze swoje wcześniejsze słowa. – Ale chyba czas już stąd wyjść…

    kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  62. Czy sama pragnęła tego, do czego zmierzała – tego do końca nie wiedziała. Nie wiedziała, bo nie była pewna, na ile może sobie pozwolić, aby go nie skrzywdzić. Zbyt wiele osób go wykorzystywało, aby i ona stała się jedną z nich. Ona chciała go chronić. Dawać poczucie miłości i przynależności – być osobą, do której zawsze może wrócić i w której ramionach zawsze może skryć się przed całym złem świata. Jakiegokolwiek świata. Taką właśnie żoną chciała być.
    Dlatego wtedy przerwała i podniosła głowę. Dobrze wiedziała, że gdyby Loki chciał – nie skinąłby wtedy, a kontynuował. On jednak się odsunął i było już dla niej jasnym, gdzie leży granica.
    Dlatego wyszła razem z nim spod prysznica. W końcu poczuła się o wiele lepiej, gdy mogła zmyć z siebie kurz, ziemię i krew. I trudy dzisiejszego dnia. Choć urazy… urazy zostały. I będą jeszcze długo się goić. Gdy tylko spojrzała na Lokiego, już to wiedziała. Jej kochany Loki sobie nie wybaczy tego wszystkiego. Nieważne, co by zrobiła i nieważne, co by powiedziała.
    To będzie musiało przejść samo. A ona… może mu tylko pomagać, jak potrafi.
    Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, znów porwał ją na ręce. Posłała mu tylko karcące spojrzenie, bo znów ryzykował. Wysiłek dla mięśni był niewskazany po takiej ingerencji ciała obcego. Dopiero co zszyła jego ranę, na nowo mogła się otworzyć.
    Nic takiego jednak się nie stało, a on położył ją na łóżku – i zaraz zjawił się obok, obsypując ją czułymi pocałunkami. Odwzajemniała je jak tylko mogła. Przynajmniej do czasu, w którym senność nie uderzyła w nią co najmniej poczwórnie.
    Wtedy usiadła i naciągnęła na nich kołdrę. Nieważne, jak bardzo Loki był ciepły – ona miała dwie strony. Po tej drugiej stronie zawsze będzie jej zimno. Dlatego ułożyła się wygodnie, oparła bok głowy o jego ramię i zamknęła na chwilę oczy. Nogą jeszcze zaczepiła jego nogę i uśmiechnęła się sama do siebie.
    — Obiecałam ci jeszcze bajkę na dobranoc, prawda? – spytała, choć było to pytanie raczej retoryczne. Podniosła głowę, aby na niego spojrzeć. – Nie mówiłam ci o tym dniu, bo sama byłam nim zaskoczona. To było bardzo, bardzo, bardzo dawno temu… Przed dniem, w którym cię pocałowałam. Pamiętasz ten moment, w którym wpadłam na ciebie, cała zapłakana? Zmusiłeś mnie wtedy, żebym powiedziała, co się stało. A ja to zrobiłam. Powiedziałam ci, że płaczę, bo ktoś rozpuścił plotkę, że jestem twoją nową kochanką.
    Uśmiechnęła się sama do siebie. Teraz, z perspektywy czasu, jej zachowanie zdawało się diabelnie głupie. Wtedy miało doskonały sens.
    — Nie chodziło mi wtedy tylko o reputację. To znaczy… ona też była dla mnie ważna. Wiesz, jakie były boginie, a ktoś taki jak ja… - westchnęła głęboko. Nigdy nie umiała rozmawiać wprost o tych trudnych tematach. – Chciałam, aby mój mąż poczuł się wyjątkowy. Chciałam go uszczęśliwić na każdy możliwy sposób. Chciałam mu dać szczęście świadomością, że byłam i jestem tylko jego. Sam zresztą doskonale o tym wiesz, prawda? – zerknęła na niego. Na pewno czuł się niewyobrażalnie dobrze z myślą, że Sigyn naprawdę była jego i tylko jego. – To był jeden powód. Drugi był taki, że… wstydziłam się. Widziałam, jak patrzą na ciebie wszystkie te boginie, jak cię pragną, niemal rozbierają wzrokiem. Zawsze miały do zaoferowania więcej niż ja. Niektóre z nich były znacznie piękniejsze niż ja. Dlaczego Loki Laufeyjarson miałby spojrzeć akurat na mnie, swoją przyjaciółkę? Dlatego wypierałam z siebie każdą myśl, która łączyłaby mnie i ciebie. I bardzo dobrze mi to szło. Byliśmy tylko przyjaciółmi, tak jak miało być według mojego planu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamknęła oczy. Na jej wargi ponownie wpełzł uśmiech na samo wspomnienie tamtego dnia. Tamtej nocy.
      — Do czasu. Pamiętasz, wtedy wróciłeś wyjątkowo szczęśliwy i wyjątkowo skory do droczenia się. Poczułeś się u mnie aż za bardzo jak u siebie w domu i znów się o to pokłóciliśmy. Wtedy stwierdziłeś, że skoro tak bardzo mi zależy na mojej reputacji, to znikniesz, nie tylko z mojego domu. A ja cię wtedy zatrzymałam. Bo mój dom bez Lokiego nie byłby już moim domem. Przyzwyczaiłam się do Lokiego i jego szczypty chaosu, jaki roztaczał. To było takie… miłe. Takie bliskie, znajome i kochane. Pozwoliłam ci wtedy znów spać ze sobą w jednym łóżku, ale tej nocy od ciebie nie uciekłam na sam brzeg. Sama się do ciebie przytuliłam. Za bardzo się bałam, że mogłabym stracić swojego przyjaciela. Że faktycznie mógłby odejść i mnie zostawić. Zasnęliśmy razem, wtuleni w siebie. Rankiem, obudziłam się przed tobą. Spojrzałam na twoją twarz. – Podniosła dłoń i z czułością pogładziła go po policzku. – Twoją cudowną twarz. I pomyślałam wtedy, że chciałabym mieć ten widok codziennie. Mogłabym patrzeć na ciebie do końca swoich dni, i nigdy nie miałabym dosyć. Wtedy zrozumiałam, że od dawna nie byłeś już tylko moim przyjacielem. Ale mimo wszystko… nadal się bałam i kryłam swoje uczucia. Bo jak Loki mógłby spojrzeć na boginię, która jedyne, co mogła mu zaoferować, to swoją miłość…?

      rozmarzony Bałwanek

      Usuń
  63. Moment, w którym mógł zobaczyć, jak jego projekt przestaje być tylko kawałkiem papieru, był zazwyczaj jednym z najprzyjemniejszych. Teoretycznie w tym wypadku powinno być podobnie. Uczestniczył w końcu w projektowaniu odcinka I-69 między Troy a Union City, a teraz stał na placu budowy obok swojego szefa Arthura Williamsa. Obraz, który miał przed sobą na pierwszy rzut oka nie przypominał jeszcze tego, co wyrysowali na mapie, choć podejrzewał, że z lotu ptaka całość prezentuje się lepiej. To jednak nie fakt, że jego wiadukt nie przypominał jeszcze wiaduktu, zajmował jego myśli od kilku ostatnich dni. Od dawna uważał, że siedzenie przed komputerem późno w nocy, byleby posunąć się z pracą dalej, nie było dobrym rozwiązaniem i dziwnie wpływało na jego umiejętności. Po godzinie dwudziestej trzeciej skupienie szło spać, a do głowy przychodziły myśli, na które normalnie nie starczało czasu. I tak trzy dni wcześniej odezwało się tłumione przez ostatnie miesiące przeczucie, że wydarzyło się coś złego. Wiedział, że chodziło o wojnę bogów, do której nawoływał Wotan pozbawiony chyba nie tylko oka, ale i, wbrew temu co się mówiło o jego mądrości, połowy mózgu. Z drugiej strony wiedział też, że choć jego świątynia otwierana była na czas wojny, nigdy nie pełnił funkcji jej boga. Był natomiast niemal pewny, że w jakiś sposób wiąże się to z jego dziedziną. Nie spodziewał się jednak, że Odyn ostatecznie okaże się kimś więcej niż germańskim idiotą.
    — Dzień dobry, cieszę się, że panowie dotarli — powitał ich wykonawca pan Carter, uścisnąwszy dłoń pana Williamsa, a następnie jego. Sprowadziło go to przynajmniej chwilowo na ziemię. Udało mu się utrzymać skupienie na słowach Cartera, a nawet dołączył do rozmowy i śmiał się z jednego z jego żartów. Jednak szybko okazało się, że to jedynie tymczasowy stan. Nie potrafił całkiem wyrzucić z głowy wszystkiego, co udało mu się wygrzebać w ciągu ostatnich dwóch dni.
    Kiedy zaczął sprawdzać jedną z możliwych przyszłości i natknął się na obraz bitwy między bogami, nie był szczególnie zdziwiony. Tylko skończony głupiec mógłby uznać, że nie ma cienia szans na takie rozwiniecie coraz wyraźniejszego konfliktu. Przerosło go to, co zobaczył wśród rozpoczynających walkę. Czasami zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby otrzymywać konkretne wizje, powiązane z obecną sytuacją. Nie kontrolować swojego daru do końca. Być może wówczas miałby większą wiedzę, o rzeczach naprawdę istotnych i nie tracił czasu na szukanie tej jednej konkretnej sceny w rzece wydarzeń. Na ogół dochodził wtedy do wniosku, że i tak ma pojęcie o sprawach, które być może nigdy nie wejdą do powszechnej świadomości. Tym razem po raz pierwszy od dłuższego czasu stwierdził, że musiał przegapić cały szmat istotnych informacji, a układ między Wotanem a Lokim był prawdopodobnie najistotniejszą ze wszystkich.
    — Pozwolicie panowie, że przejdę się kawałek? — zapytał, a słysząc pozwolenie i coś o jednym z ludzki Cartera, który zaraz do niego dołączy, ruszył w stronę, gdzie powoli powstawał jego wiadukt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod pretekstem rozejrzenia się po okolicy mógł raz jeszcze wszystko to przemyśleć, o ile było o czym myśleć. Nie lubił działać pochopnie. W rzymskim panteonie była całą masa bogów, którzy, gdyby tylko widzieli taką potrzebę, rzuciliby się w ogień, nie szukając nawet lepszego rozwiązania. Do tej pory zawsze był dumny ze swojej cierpliwości. Gdyby wcześniej dał się wciągnąć w konflikt między Rzymem a Sabinami, mógłby z perspektywy następnych wieków podjąć katastrofalną decyzję. Tym razem starał się działać podobnie, wiedział jednak, że nie może przegapić momentu, w którym trzeba będzie zacząć działać. Zastanawiał się, czy nie postawić na najprostsze z możliwych rozwiązanie i zwyczajnie poinformować o tym bogów. Istniało jednak ryzyko, że zostanie potraktowany jak twórca teorii spiskowych, który swój okres chwały przeżył tysiąc pięćset lat temu a teraz stara się podważyć autorytet Odyna, który okazał się jednak mądrzejszy niż do tej pory sądził zaślepiony rzymską dumą nakazującą pewną dozę niechęci wobec German. Pozostawało mu wymyślić coś innego i nie dopuścić, by w ostatecznym rozrachunku Wotan był górą.
      Doszedł do wniosku, że musi przełamać swoją niechęć do nowych bogów i udać się do Mr. Worlda. Nie był żadnym bohaterem i wcale się tak nie czuł. Działał jak pragmatyk, chciał jedynie zapewnić rzymskiej zgrai, która przybyła w XIX wieku do Ameryki możliwość odejścia spokojnie, w zapomnieniu. Być może wrzała w nim też rzymska krew na samą myśl, że mogliby zostać wykorzystani w celu wzmocnienia zwykłych barbarzyńców. Los pozostałych bogów, poza kilkoma wyjątkami, niezbyt do obchodził. Jeśli informując przywódcę jednej, bardziej pokojowej strony konfliktu, mógł im pomóc, to dobrze, jeśli nie, trudno. Niemniej nowi bogowie musieli się dowiedzieć, w co mogą zostać wciągnięci.
      I gdy zaczął myśleć, jak takie spotkanie zorganizować, zupełnie jakby ten jeden raz Nowy Świat postanowił coś mu ułatwić, pojawił się Mr. World.
      [Mam nadzieję, że jest ok.. Jeśli coś pokręciłam po prostu sprostuj w opisie. Przepraszam też za jakość, powinnam się jeszcze rozkręcić. Interstate 69 jest w budowie i ma mieć trasę między tymi miastami — uznałam, że na potrzeby tego wątku to wystarczający research.]

      JANUS

      Usuń
  64. Wysunęła się z jego uścisku tylko po to, aby za moment oprzeć ramiona po bokach jego twarzy. I tak leżała w dziwnej pozycji – dolną częścią ciała w większości pozostając na łóżku, górna znajdowała się tuż nad Lokim. A Sigyn uśmiechnęła się do niego łagodnie.
    — Było wtedy tak dużo Lokich… Był Loki, który w połowie był bogiem. Był też Loki, który w połowie był olbrzymem. Był Loki, który był bratem krwi samego Odyna. Był Loki, do którego wzdychały wszystkie piękności Asgardu. Był Loki, który swoim sprytem i przebiegłością wywoływał podziw, a czasem nawet i strach u innych bogów. Był Loki, który karany był często za to, że po prostu coś mu się nie udało. I to zbyt surowo niż powinien być ukarany. A za nimi wszystkimi, za tym całym obrazem dumnego Lokiego krył się jeszcze jeden Loki. Ten Loki był zagubiony, zatrzaśnięty w pułapce. Rozdarty między dwoma światami, choć nigdy nie należał do żadnego z nich. Ten Loki był odrzucony i wzgardzony, niezrozumiany. Bo nikt nigdy tego nie próbował zrobić. Nikt nie spojrzał na niego tak, aby dostrzec tę najbardziej rozdartą część jego duszy.
    Loki bardzo często udawał. Udawał, że wszystko jest w porządku, że jest twardy, silny i znosi wiele. I to wszystko tworzyło perfekcyjną całość – gdy potrzebował jedynie miejsca, do którego będzie przynależał. Ale nikt nie chciał mu go dać. Każdy jedynie stawiał przed nim kolejne wymagania i bardzo surowo karał, gdy oczekiwania nie były spełnione.
    — Widziałam go w dniu, w którym go poznałam. Gdy zszywałam twoją ranę po kolejnej wyprawie z Odynem. Tylko raz spojrzałam ci wtedy w oczy i tyle mi wystarczyło, żeby go dostrzec. A teraz… tak bardzo się cieszę, że wynagrodziłeś mi to, że chciałam dać ci szansę. Chciałam dać ci miejsce, w którym zawsze będziesz czuł się kochany i akceptowany, niezależnie od tego, co się stanie. Nadal chcę ci je dawać – dodała szeptem nim pochyliła się nad nim i delikatnie musnęła jego wargi. Potem znów spojrzała w jego piękne, niebieskie oczy i wyszeptała: - Dlatego rozmawiaj ze mną, Loki. Nigdy nie miałam przed tobą tajemnic, bo tajemnice dzielą. A ja nie chcę, aby cokolwiek nas rozdzieliło. Zbyt wiele razy na to pozwalałam, żeby i tym razem cię oddać. Rozmawiaj ze mną. Nawet jeśli wiesz, że nie zrozumiem albo coś mi się nie spodoba. Jestem tu dla ciebie. Zawsze byłam. Zawsze będę, dopóki mnie nie odtrącisz. Bo wiesz, ja… chyba nie potrafię cię nie kochać. Zrozumiałam to już w pałacu Frigg, gdy tak bardzo chciałam o tobie zapomnieć. Ale nie mogę zapomnieć o kimś, kto stał się już częścią mnie, prawda?
    Uniosła dłoń i delikatnie pogładziła opuszkiem palca jego wargi. Jego cudne, pokryte bliznami wargi. Choć zabrzmi to źle, kochała te blizny. Wiązała się z nimi jedna z najsłodszych opowieści, jakie mogły być kiedykolwiek opowiedziane.
    Zaśmiała się cicho, aby za moment znów spojrzeć mu w oczy.
    — Byłam wtedy taka wściekła i zrozpaczona. W dniu, w którym przyszedłeś do mnie ze zszytymi wargami. Tak bardzo się bałam… Zszyć ranę, to jedno. Ale zdjąć szwy z samych ust…? Jestem pewna, że każdy mój ruch zdradzał strach przed tym, że cię zranię. A jednocześnie byłam na ciebie taka zła. Wracałeś do mnie zawsze wtedy, kiedy było ci źle. Przez moment pomyślałam nawet, że tylko mnie wykorzystujesz, bo znalazłeś naiwną dziewczynę, która zawsze się tobą zaopiekuje, gdy będzie potrzeba. Powiedziałam ci to. A ty… pamiętasz, co ty mi powiedziałeś, gdy zdjęłam już szwy z twoich ust?

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  65. Nie spodobała jej się jego odpowiedź. Przez chwilę nawet widocznie posmutniała, gdy Loki zakończył temat i po prostu milczał. A przecież ona chciała być tylko z nim… Chciała go kochać. Chciała go wspierać całą sobą. Chciała być z nim. Jak wierna żona, którą tak bardzo każdego dnia starała się po prostu być. Chciała być jego wsparciem, gdy jemu zabraknie już sił. Może… może nawet znalazłaby w sobie jakikolwiek upór, jakąkolwiek wolę walki, gdyby tej zabrakło jemu… Może…
    Ale Loki tego nie chciał. Nie chciał wpuścić jej do tego świata i zabolało ją to. Odsuwał ją od spraw tak istotnych, które mogły jej też zaszkodzić. Odsuwał ją od tego jak własne dziecko, chcąc chronić przed zranieniem. Ukrywał jak najcenniejszy skarb… i – kto wie? – może nawet zamknąłby w złotej klatce, gdyby to wszystko było dla jej bezpieczeństwa.
    Nie chciała tego. Nie dbała o swoje bezpieczeństwo tak długo, jak on był zagrożony. Nie chciała, aby się narażał, nie chciała nawet myśleć, co by było, gdyby go straciła…
    A traciła go już tak wiele razy…
    Ale nie było sensu ciągnąć dalej tego tematu. Dlatego znalazła coś innego. Wspomnienie, które zawsze wywoływało na jej twarzy uśmiech. Dzień, który zaczął się tak źle – a zakończył w najbardziej niespodziewany ze sposobów.
    Uśmiechnęła się łagodnie, gdy usłyszała te słowa. Wyjdź za mnie. To były jego pierwsze słowa, gdy pozbyła się szwów z jego warg. Jego usta całe pokryte były krwią. Była pewna, że są zdrętwiałe i jeszcze przez jakiś czas nie będzie mógł dobrze mówić. Będzie mu to sprawiało trudność. Miała mu nawet zaproponować, aby został u niej, odpoczął, pozwolił ranom zagoić się, gdy ona będzie ich doglądała. Przy niej nie musiał wiele mówić. Nie zamierzała śmiać się jak inni bogowie.
    A on zmusił swoje odrętwiałe usta, aby ułożyły się w te słowa. W te tak wiele znaczące słowa. Wyjdź za mnie.
    Przez chwilę czułość uciekła z jej spojrzenia, gdy Loki wciągnął ją na siebie. Na początku nie zrozumiała, co on w ogóle robi, ale potem, gdy przyciągnął ją tak blisko siebie, gdy obejmował tak czule – potem zaśmiała się. Jej kochany Loki. Zawsze potrafił ją zaskakiwać – nawet w takich sytuacjach jak te.
    Pogładziła go dłonią po policzku. Czuła jego ciepły oddech na swojej twarzy, przy każdym słowie czuła niemal każdy ruch jego warg. Byli tak blisko siebie… Tak blisko…
    — Och – odezwała się, lecz z jej głosu nie dało się wyczytać już czułości. To znaczy, nie tylko czułość. Pojawiła się też nieustępliwość i nagła chęć do… droczenia się? – Masz na myśli ten fragment „na bogów, Loki, co ty ze sobą zrobiłeś?”, „jak mogłeś pozwolić sobie zrobić coś takiego?”, czy „kim ja dla ciebie jestem, Loki, naiwną dziewczynką, do której możesz sobie przyjść, bo ona zawsze ci pomoże, gdy tego potrzebujesz? Dlaczego nie możesz traktować mnie poważnie?”
    Uśmiechała się na samą myśl tego, jak bardzo rozgoryczona wtedy była. Jak wypluwała z siebie kolejne słowa. Zupełnie, jakby nie była sobą. A fakt, że Loki jej wtedy nie przerywał – bo po prostu nie mógł – nakręcał ją jeszcze bardziej. Wyrzucała z siebie kolejne żale i oskarżenia, myśli pełne niezrozumienia do jego zachowania. A gdy w końcu zdjęła szwy z jego warg, usłyszała to.
    Wyjdź za mnie.
    Na początku nie dotarło do niej w ogóle znaczenie tych słów. Zamiast tego rzuciła mu komentarz na temat tego, że ma teraz siedzieć cicho i dać swoim wargom odpocząć. A w ogóle co to ma znaczyć – to się w ogóle nie odnosiło do jej sł…
    I wtedy zrozumiała, że odnosiło się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy jakby czas się zatrzymał. Patrzyła na niego z niedowierzaniem przez kilka sekund, a potem wyszeptała jakiś wyraz zdumienia. Gdy zrozumiała – podeszła do niego, uklęknęła przed nim – jak przy pierwszym pocałunku – aby lepiej widzieć jego opuszczoną twarz. Jego wargi wciąż były zakrwawione i opuchnięte. A on zdecydował się powiedzieć właśnie to.
      Wyjdź za mnie.
      — Czy może… „Na bogów… Loki… ty naprawdę…? Och… ja… wyjdę za ciebie. Chcę wyjść za ciebie.”?
      To była jedna z najsłodszych opowieści ich miłości. Ta, do której Sigyn bardzo chętnie wracała myślami – z przyjemnością.
      — Gdybyś zadał mi to samo pytanie teraz, powiedziałabym to samo – dodała. – Nigdy odpowiedź nie brzmiałaby inaczej niż wtedy. Zawsze usłyszałbyś moje tak.
      Układało im się bardzo różnie. Były dni lepsze, były gorsze i były też takie, w których nie chciała Lokiego znać, pragnęła o nim tylko zapomnieć. Gdy ranił ją dogłębnie, gdy czuła się upokorzona. Ale nawet wtedy… nawet wtedy, gdy cierpiała, gdy chciała zapomnieć – nigdy nie przestała go kochać. Nawet wtedy, gdy chwilowo zdawało jej się, że nie chce go znać – wtedy też pragnęłaby być z nim. Być jego żoną.
      — A pamiętasz… co stało się później? – Uśmiechnęła się. Na pewno pamiętał. Dlatego przesunęła dłoń z policzka na jego wargi, aby nie odpowiadał. – Shh… Widzę, że masz dziś problemy z pamięcią. Przypomnę ci.
      Zdjęła z jego ust swoją dłoń, a następnie – delikatnie, z czułością, jak wtedy, musnęła jego wargi. Tak jak wtedy chciała przekazać mu swoją miłość, jednocześnie nie krzywdząc go przy tym. Wtedy pocałunek nie był długi – ale wystarczył. I gdy wtedy odsunęła się od niego, także i jej usta całe pokryte były jego krwią. Ale to nic nie znaczyło. Najważniejszy był on. On i miłość do niego. I fakt, że od teraz razem mieli patrzeć w przyszłość… że chcieli od teraz stać się jednością.
      Odsunęła się od niego dosłownie na kilka milimetrów. I udało im się. Byli jednością. Byli silni. Byli mimo wszystko.

      Bałwanek, który jest mimo wszystko

      Usuń
  66. Nie chciałbym nigdy żyć w świecie, w którym nie byłabyś moją żoną.
    Te słowa sprawiły, że jej serce zadrżało, kąciki ust uniosły się jeszcze szerzej, a oczy na moment przyćmione zostały mgłą zbierających się łez, które bardzo szybko, kilkoma mrugnięciami rozproszyła. To były najpiękniejsze słowa, jakie usłyszała od niego od tygodni.
    I te właśnie słowa sprawiły, że zapomniała – o tym, że ją porwano rzekomo z jego polecenia, o tym, że jeszcze przed momentem kłócili się i ranili na oślep. O tym, że tak lekkomyślnie chwyciła po nóż, szastając swoim życiem tylko dla zranionej dumy. O tym, że tym samym nożem go zraniła. O tym, że ona nazwała jego tak, jak nigdy nie powinna była go nazwać. I o tym, że on powiedział jej to, czego nigdy nie chciała – nigdy nie spodziewała się usłyszeć.
    Zapomniała – i było jej z tym cholernie dobrze.
    Widziała ogień w jego oczach, gdy delikatnie opuszczał ją na pościel i znajdowała się pod nim. Znała to spojrzenie. To nie był ogień którego należało się bać. To był… to było coś zupełnie innego…
    Uśmiechnęła się jeszcze nim zatonęła w jego namiętnym pocałunku. Ten ogień pragnął jej całej – a ona nie zamierzała mu się opierać. Chciała mu dać tego, czego teraz żądał, bo sama pragnęła tego samego.
    Odchyliła głowę, gdy jego ciepłe wargi musnęły jej szyję. Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie, a ona dłoń zanurzyła w jego czarnych włosach, mierzwiąc je. Jej Loki. Jej cudowny, najukochańszy Loki, który tak doskonale ją znał. Tak dobrze wiedział, co najbardziej sprawiało jej przyjemność i co zrobić, aby choć na chwilę zapomniała o całym bożym świecie.
    Znów to robił. Znów zdobywał ją – kawałek po kawałku, tylko dla siebie. Każdy skrawek jej ciała, każda jej myśl – należały teraz do niego.
    — Jestem twoja… - zgodziła się szeptem. Kąciki jej ust drgnęły lekko, gdy poczuła łaskoczący oddech tuż przy swoim uchu. Choć wiedziała to od bardzo dawna i nigdy nawet nie przemknęło jej przez myśl, że kiedykolwiek mogłoby być inaczej, uwielbiała, gdy jej to mówił. Jesteś moja. – Kocham cię, Piecyku.
    A potem czas na moment się zatrzymał, gdy wraz z kolejnym westchnięciem stali się jednością – dwiema duszami w jednym ciele. Od tak dawna nie byli razem. Ciągle mijali się, a ich wspólne spędzanie czasu ograniczało się jedynie do zrobienia sobie śniadania albo spania w jednym łóżku. Oddalali się od siebie coraz bardziej przez kolejne niewypowiedziane prawdy i zwątpienia…
    A teraz byli razem. Teraz nareszcie byli razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Loki dawał jej tyle miłości, że zapomnieć mogła w tym momencie, że kiedykolwiek coś ich dzieliło. Mogła zapomnieć, że kiedykolwiek w nią zwątpiła. Dawał jej wszystko, czego teraz potrzebowała, a ona w zamian ofiarowała mu siebie.
      Splotła razem ich palce, gdy dłoń Lokiego odnalazła jej dłoń.
      Ofiarowała mu może nie za wiele. W końcu była tylko Sigyn – pomniejsza bogini, nie najpiękniejsza, nie najzdolniejsza. Ale cała należała do niego. Nigdy, przenigdy nie chciała, aby kiedykolwiek było inaczej. Choć możliwości przez lata było wiele, ona przez całe życie pragnęła tylko jego.
      Swojego Piecyka, który teraz mówił jej, że ją kocha. Który teraz mówił jej całym swoim ciałem, że ją kocha.
      — Ja też cię kocham, Piecyku… – wyszeptała wprost w jego wargi nim złączyli je ponownie.
      Ta chwila dla niej mogłaby trwać w nieskończoność. Chciała czuć go całą sobą coraz dłużej i dłużej – a im dłużej trwała, tym bardziej stawała się błoga, wypełniona po brzegi radością i przyjemnością. Przyjemnością, której szczyt za moment sam wyrwał się przez jej usta, pozostawiając ją – uspokajającą oddech, na ciepłej pościeli, pod rozgrzanym ciałem własnego męża.
      Otworzyła oczy i spojrzała na jego twarz. I widziała w niej dokładnie to samo, co w dniu, w którym zrozumiała, że go kocha. Widziała w niej mężczyznę, z którym chciała spędzić całą wieczność – a może nawet i jeszcze więcej.
      Uniosła ramiona, w których brakowało już sił i ujęła jego ciepłą twarz w dłonie. Chciała coś powiedzieć, ale brakowało jej słów. Z wciąż niespokojnym oddechem wpiła się w jego wargi, całując tak czule, jak tylko potrafiła.
      Chciała mu podziękować, że był przy niej. Że samym sobą dawał jej więcej szczęścia, niż była w stanie kiedykolwiek udźwignąć. Że należał do niej.
      A gdy brakowało słów, najlepszym wyrazem były czyny.

      szczęśliwy i spełniony Bałwanek

      Usuń
  67. Miał już dość zagmatwanych intryg Odyna, który nic mu nie mówił, tylko posyłał z miejsca na miejsce z poleceniami, których nie rozumiał. W Asgardzie wszystko było łatwiejsze. Zagrażała im banda olbrzymów? Wziął młot i załatwił problem, niejednokrotnie. Młot był dobrym rozwiązaniem na wszystko, nawet teraz, kiedy bardziej służył jako narzędzie służące do siania postrachu. Już nawet nie pamiętał kiedy musiał go po raz ostatni używać.
    Nienawidził tego miejsca. Dom na Skale, który od dawna służył jako miejsce spotkań starych bogów, przyprawiał go o nieprzyjemne dreszcze. Właściwie każde miejsce poza farmą go o ów dreszcze przyprawiało. Nie lubił ruszać się z domu, zostawiać zwierzęta bez opieki, jednak nadal nie nauczył się jak odmawiać ojcu. Wystarczyła krótka wiadomość, a on rzucał wszystko, stając się chłopcem na posyłki, stworzonym do zastraszania przeciwników. Żeby chociaż dał mu czasami użyć tego młota, wykorzystać umiejętności, wykosić przeciwników, przecież mógł to zrobić. Kilkoma szybkimi machnięciami pozbyć się nowych bogów, którzy tak bardzo przeszkadzali Odynowi.
    Stosunek Thora do sprawy był bardzo prosty- był starym bogiem, więc bronił starych bogów. Koniec filozofii. Na szczęście nikt nie kazał podejmować mu decyzji. Ojciec wybrał za niego. Lepiej nie myśleć co stałoby się, gdyby zaczął się nad tym bardziej zastanawiać.
    Po raz kolejny został wezwany. Domyślał się, że znowu trzeba kogoś postraszyć, towarzyszyć ojcu by nie wydawał się taki stary i bezbronny.
    -Thorze, pora działać. Przed wejściem czeka na Ciebie grupa moich zwolenników, będziesz jej przewodził. Twoim zadaniem jest coś dla mnie odzyskać… -zaczął ojciec, uważnie przyglądając się synowi. Ten jedynie kiwnął głową, gotowy by wypełnić każdy rozkaz. –Więcej dowiesz się na miejscu, jedź już, nie zwlekaj. –dodał, podając mu niewielki kawałek papieru. Znalazł na nim adres miejsca, w którym miał się znaleźć.
    Posłusznie wycofał się i wrócił na parking, na którym ujrzał zaparkowane dostawcze auto, którego wcześniej tam nie było. Wzruszył jedynie ramionami i wsiadł do środka na pusty fotel pasażera.
    -Dokąd jedziemy? –zapytał, zerkając na nieprzyjemnie wyglądającego trolla zasiadającego za kierownicą. Nigdy nie przepadał za tymi stworzeniami, jednak rozumiał, że ojciec łapał się każdej możliwości.
    -Dorwać Lokiego. –usłyszał w odpowiedzi.
    Trybiki w jego głowie zaczęły pracować tak szybko, że bał się, że ktoś poza nim je usłyszy. Sam nie wierzył w to co usłyszał. Odyn jeszcze nigdy nie próbował rzucać się bezpośrednio na swojego największego wroga. Zawsze używał podstępu, choć i tym razem posługiwał się kimś innym. Nim. Miał zabić własnego brata.
    Dotarcie do St. Paul zajęło im kilka godzin. Grupa siedząca z tyłu przez całą drogę rzucała mało śmieszne żarty, jednak Thor jedynie wpatrywał się w boczną szybę, zastanawiając się co zrobić. Z jednej strony, nie mógł sprzeciwić się ojcu, nigdy tego nie robił. Własnoręcznie doprowadzał Lokiego, by bogowie wymierzyli mu karę już nie raz, czemu miałby w tym przypadku postąpić inaczej. Jego brat był złą osobą, paskudną wręcz, robiącą okropne rzeczy nie dość że obcym, to własnej rodzinie, nie zasługiwał na łaskę. Z drugiej jednak, nadal był jego bratem. Nie odzywał się już do niego wystarczająco długo, liczył na to, że w końcu uda im się porozumieć. Ponowne odsunięcie się od niego zniszczyłoby wszystko, bez możliwości naprawienia krzywd. Sam wybaczał Lokiemu tyle razy, że wierzył w to, że brat także jemu wybaczy.
    Zatrzymali się przed niewielką kamienicą, a z auta wysypała się dość spora garstka sługusów, która natychmiast popędziła w sobie tylko znanym kierunku. Przez natłok myśli nie zapytał nawet czy jest jakiś plan. Właściwie było mu już wszystko jedno, podjął decyzję. Której strony by nie wybrał, i tak nie byłaby to ta właściwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim dobiegł do najemników już musiał się przebijać przez martwe ciała mężczyzn ubranych na czarno. Szli jak burza, kosząc wszystko na swojej drodze. Kilku jednak udało się przetrwać i rzucili się na Thora, próbując zranić go swoją zabawkową bronią na kulki, kiedy on wybijał jednego po drugim swoim młotem. Starał się zrobić to jak najszybciej, zanim ktokolwiek zbliży się do Lokiego. Nie zamierzał pozwolić, by któryś z tej nieokrzesanej bandy go dorwał. Jeśli ktoś miał to zrobić, będzie nim Thor, jak zawsze.
      I wtedy go zauważył. Jeden z trolli unosił go wysoko nad ziemią, inny okładał prymitywną pałką. Bez wahania zamachnął się i wypuścił młot z dłoni, celując nim najpierw w tego pierwszego. Oberwał, puścił Lokiego, który upadł na ziemię, młot wrócił do jego dłoni, więc wypuścił go jeszcze raz, celując w następnego. Wkładał w to tak mało wysiłku, że znalazł jeszcze czas na szeroki, pełen zadowolenia uśmiech, kiedy oni padali jeden za drugim, zalewając się czarną krwią. Co by nie zabierać sobie zabawy pozwolił się im zbliżyć, tym samym odwracając uwagę od leżącego na ziemi mężczyzny. Uderzenia pałek znosił bez mrugnięcia okiem, samemu zadając mordercze ciosy, dopóki nie miał już w kogo trafiać. Stał sam w okręgu ze zmasakrowanych ciał, a wyraz zadowolenia na jego twarzy przypominał ucieszone dziecko.
      -Myślałem, że uda mi się dotrzeć do Ciebie wcześniej, ale wiesz.. Młot jest ciężki, robię się przez niego strasznie powolny. –rzucił jedną ręką podnosząc brata i przerzucając go sobie przez ramię. Nie wyglądał najlepiej, ale uznał, że bezpieczniej będzie, jeśli go stąd zabierze, Odyn mógł mieć plan awaryjny, w razie gdyby ten nie wypalił. –Podskoczyłeś tatusiowi i wysłał mnie, żeby Cię sprać. Czujesz się wystarczająco sprany?

      Brat Młot

      Usuń
  68. Mrrrr... Jak ja go kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  69. [Ekhm, dzień dobry... Ja się tak nieśmiało tu przyplątuję, żeby ten wąteczek sklecić, może jakaś drama...? :D]

    Pan Śmierć

    OdpowiedzUsuń
  70. [Hehe, na interesy to Mammon zawsze jest chętny ;) Poza tym... nie lepiej zrobić parę nieuczciwych interesów przed apokalipsą? Bo no cóż...po takiej apokalipsie to średnio może z kim robić te interesy ;)]

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  71. Jeszcze przez długi moment trwali w swoich objęciach. Sigyn oplotła ramionami szyję Lokiego, całując go czule i zachłannie, zupełnie jakby to, co przed chwilą przeżyli, jej nie wystarczało. Bo, tak w zasadzie, taka była prawda. Tęskniła za momentem, w którym Loki mógłby być naprawdę jej. Żyć obok siebie to nie to samo, co żyć ze sobą. I brakowało jej tego.
    Nogą przesunęła po wewnętrznej części łydki Lokiego, nie pozwalając mu ani na moment oderwać się od niej. Czułość zaczęła przechodzić już nie tylko w zachłanność, ale też namiętność. Zupełnie tak, jakby wróciła ta dawna Sigyn – ta z początku małżeństwa, która, owszem, bała się tego, co do ich związku wnosił Loki, ale była też na to otwarta i przestała bać się być po prostu sobą. Przestała ulegać presji stereotypów i ogólnych przyjęć.
    Tamta Sigyn zaczęła znikać w momencie, w którym do ich życia weszła Angrboda i trójka ich dzieci. W momencie, w którym pojawiła się Skadi, jej wesele i upokorzenie na oczach wszystkich asgardzkich bogów. Tamta Sigyn zniknęła za mgłą przeszłości, gdy jej dzieci zostały zabite, a Loki ukarany. Tamta Sigyn zaczęła umierać, gdy słuchała o tych wszystkich kobietach, które Loki miał – lub chciał mieć.
    Choć Narfi tłumaczył jej, że to mogło być tylko dlatego, że ojciec chciał, aby go zostawiła – te słowa wciąż pobrzmiewały w jej głowie. Z czasem zaczęły zlewać się z nienawistnym głosikiem, który podpowiadał jej jak mało jest tak naprawdę warta.
    Rozłączyła w końcu ich usta i uśmiechnęła się delikatnie. Pogładziła go po policzku, gdy raz jeszcze spojrzała w jego piękne, jasne oczy.
    Wtedy przez ułamek sekundy dostrzegła iskrę pełną jadu, którą widziała jakiś czas temu. A zaraz za nią w jej głowie pojawił się nieproszony gość.
    Czego oczekiwałaś? Że mnie zmienisz? A może wcale nie chciałaś nic zmieniać i od początku ci się to podobało?
    Radosna iskra w jej oczach zamarła i zaczęła gasnąć. Przestała już gładzić policzek Lokiego, gdy poczuła, jak jej serce zaczyna przebijać bolesny cierń. I zaraz pojawił się kolejny nieproszony głos.
    Przyznaj się, zgrywałaś niedostępną, bo naprawdę tak się bałaś czy może od początku chciałaś „być inna” by mieć mnie tylko dla siebie?
    I kolejny…
    Podobało ci się kiedy miałaś mnie na własność? I kiedy inne boginie tak bardzo ci zazdrościły? O to ci od początku chodziło?
    Nie zdążyła nawet zauważyć, kiedy opuściła wzrok. Nawet nie wiedziała, na co dokładnie patrzyła, ale wiedziała jedno – Loki to zauważy, jeśli będzie zachowywała się tak dłużej. Nie chciała tego. Był szczęśliwy. Chciała, aby był szczęśliwy dalej.
    — Kochanie, ja… to był… to było kilka naprawdę męczących dni… I… chyba nie jestem w stanie znaleźć więcej energii. – Uśmiechnęła się do niego nerwowo i krótko. Zbyt nerwowo. I zbyt krótko.
    Gdy Loki powoli kładł się obok niej, zerknęła przez ułamek sekundy na niego.
    — Dobranoc, kochanie – wyszeptała. W chwili, gdy na nowo poczuła ciepło jego ciała, cierń przebił jej serce do końca.
    Bo przecież nie mogłabyś kochać potwora, prawda?
    Odwróciła się plecami do Lokiego, podciągając kołdrę tak wysoko do twarzy, jak tylko mogła. Do jej oczu znów napłynęły łzy, dlatego zamknęła je – a te skapnęły niesłyszalnie na poszewkę kołdry.
    I nie wiedziała już, czy płyną dlatego, że to on zranił ją – czy dlatego, że to ona zrobiła coś, czego nie wybaczy sobie do końca swoich dni – bo nigdy nie będzie w stanie naprawić swojego błędu.

    rozbity Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  72. Miała ochotę mu się odgryźć, zauważyć że to on rozpoczął zabawę w unikanie, jednak zacisnęła jedynie wargi. Może miał trochę racji, może nie miał wpływu na decyzję Odyna, może tak po prostu musiało być. Przecież nie było jej tam źle, była Królową, miała wszystko czego potrzebowała. Wszystko, poza rodziną, która z czasem przestała dla niej cokolwiek znaczyć.
    Czasami sobie wyobrażała co stałoby się, gdyby ją odwiedził. Gdyby pojawił się u niej już pierwszego dnia wygnania, zapewnił, że jest jego małą córeczką i jak ją kocha, obiecał dbać o nią, nie zostawiać. Może wtedy byłaby inną kobietą. Jednak tego nie zrobił, a ona stała się skałą lodu mieszkającą w piekle.
    Każdego dnia nienawidziła się coraz bardziej. Winą o taki rozwój wydarzeń obarczała siebie, szczególnie swój wygląd. Była przekonana, że jeśli Odyn mówi, że jest niebezpieczna, to tak właśnie było. Więc stała się niebezpieczna. Była bezwzględna i niewzruszona, przyzwyczaiła się do samotności, a z takim nastawieniem żyło jej się dużo łatwiej.
    Więc nie potrafiła ukryć, że nie cieszy jej widok ojca, który ją zostawił. I nawet jeśli musieli porozmawiać, nie uważała żeby to był właściwy czas.
    Odetchnęła z ulgą, gdy opuścił jej gabinet. Dopiero kiedy ucichły jego kroki za drzwiami pozwoliła sobie zerknąć w stronę teczki, którą położył na jej biurku. Powiedział, że może jej to pomóc i choć nie wiedziała o czym mówi, sięgnęła po dokumenty. Z coraz większym zdziwieniem przewracała strony, które potwierdzały poprawne złożenie wniosku i z każdą kolejną kartką kamień spadał jej z serca. Jej ośrodek był uratowany, wszystko wróciło do normy. I choć chciała spalić dokumenty ze złości na człowieka, który to wszystko załatwił, wiedziała że nie mogła. Ośrodek był całym jej światem, nie mogła zrezygnować z możliwości uratowania go.
    Zerwała się z krzesła i pognała w stronę wyjścia. Nie była niewdzięczna, doceniała co dla niej zrobił i chęć zabicia Narfiego, który pewnie przekazał wszystko ojcu, na chwilę zniknęła, zastąpiona przez niepewność. Bo co jeśli chciał czegoś w zamian? Hel trzymała się z daleka od wszystkich boskich spraw, nie wiedziała jak one teraz wyglądają, nie wiedziała nawet czy Loki jest w cokolwiek zamieszany, jednak coś bardzo nie dawało jej spokoju.
    Pokonała ostatni zakręt i zobaczyła jak zamykają się za nim główne drzwi. Przez chwilę miała nadzieję, że go nie dogoni, że uniknie konfrontacji, zostawi to na później aż w końcu zapomni, jednak teraz nie mogła się wycofać.
    -Zaczekaj. –odezwała się wychodząc z budynku. Właściwie nie wiedziała co chciałaby mu powiedzieć, zwykłe podziękowania nigdy nie przechodziły jej łatwo przez gardło. –Jak to zrobiłeś? Mam tuzin prawników, którzy nie mogli sobie z tym poradzić, a Tobie się udało. –rzuciła podchodząc bliżej, jednak zatrzymała się kilka kroków od niego. –Czego chcesz w zamian? –dodała, nawet nie kryjąc tego, że przecież nie mógł pomóc jej bezinteresownie.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  73. Jedna łza powodowała drugą. Każda z nich wsiąkała kolejno w poszwę kołdry i mimo że za jakiś czas ta była już przemoczona i nieprzyjemna w dotyku, Sigyn nie odsunęła się. Podobnie jak nie pociągnęła nosem. Łapała mało chętnie powietrze przez lekko rozchylone wargi, choć zdecydowanie po dzisiejszym dniu wolała… nie oddychać.
    Nazwała Lokiego potworem. Pozwoliła, aby emocje nad nią zapanowały i wycedziła to jedno słowo, którego nigdy nie chciała powiedzieć. Zraniła go, skrzywdziła – i dlaczego? Bo popełnił błąd, dał się znów zmanipulować Odynowi? To przecież jej wina – gdyby z nim była cały czas, gdyby tylko nie odpuściła, nie zaangażowała się w sprawy każdego – każdego-piepeprzonego-człowieka, włącznie z nią samą… Gdyby poświęciła mu maksimum swojej uwagi! Wtedy… nie byłby tak zagubiony.
    Nie potrafiła obronić własnego męża… Pozwoliła go skrzywdzić, a teraz sama wbiła kołek w jego serce poprzez to jedno zakazane słowo.
    Potwór.
    A potem wszystko działo się tak szybko. Rozjuszyła go, a on rzucił się jak zraniony byk – i była to tylko i wyłącznie jej wina. Gdyby się powstrzymała, gdyby się opanowała… Nie usłyszałaby tego.
    Ale czy… nie mówił wtedy prawdy? Czy naprawdę uważał ją za jedną z wielu, która po prostu owinęła go sobie wokół palca, bo chciała mieć swoje zwycięstwo? Czy naprawdę była tą cichą boginią, tym niewielkim cieniem wielkiej królowej Asgardu? A może miał rację? Może tak naprawdę była zwykłą manipulatorką – może pokazywała mu, że jest inna, żeby mieć go na własność?
    Pragnęła go – całą sobą. A jednocześnie bała się, że zginie w tłumie tych pięknych bogiń, które miały o wiele więcej do zaoferowania. Więc może… po prostu pokazała się jako ta inna, aby zdobyć go na własność? Co, jeśli podświadomie i skrycie naprawdę chciała tego, o czym inne boginie nie bały się mówić na głos…?
    Tylko ona chciała być porządna, więc… uwiodła go i kazała mu czekać…?
    Co, jeśli ta czuła, troskliwa Sigyn, jaką siebie widziała do tej pory, nigdy nie istniała…? Co, jeśli miał rację…? Co, jeśli faktycznie była po prostu jedną z wielu, ale to jej jako jedynej udało się usidlić Lokiego…? Co, jeśli tak naprawdę… pomyliła swoją miłość z czymś innym… czymś nieprawym…?
    Poczuła, jak Loki wstaje z łóżka. Zabiera swoje ubrania z szafy i wychodzi – i wtedy nie musiała już hamować swoich łez i kontrolować, aby oddech nie wydał się zbyt nerwowy. Skuliła się jeszcze bardziej, ukryła twarz w kołdrze i pozwoliła łzom płynąć. Dusiła nerwowy, urywany oddech w kołdrze tak, aby do niego nie dotarł. Aby nie zawrócił.
    Nie zasłużyłaś na niego. To ty jesteś potworem, Sigyn. Nie Loki.
    Dławiąc się własnymi łzami, nawet nie zdążyła zrozumieć, kiedy zmęczenie wzięło nad nią górę – i kiedy, bezsilna, opadła w ramiona głębokiego snu.
    *
    Obudziła ją nagła suchość w gardle, a potem nagły skurcz żołądka. Wyskoczyła wręcz z łóżka, zatykając usta dłonią. Wpadła do łazienki i w ostatnim momencie dopadła do toalety, gdy spazmy nieprzyjemnych dreszczy zawładnęły jej ciałem, a zaraz potem nadeszła fala wymiotów. Opadła za moment bezsilnie obok, odgarniając własne włosy z twarzy i oddychając głęboko. Gardło drapało ją teraz boleśnie, a ona zaczynała zastanawiać się, co właściwie się stało.
    Może po prostu jej organizm nie wytrzymał fali stresu ostatnich dni. W końcu przez ostatnie trzy doby chodziła stale albo przybita, albo zdenerwowana. Chwila szczęścia była odpoczynkiem, ale zaraz nadeszła fala goryczy, która dobiła gwóźdź do trumny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno stres. Powinna odpocząć. Powinna… powinna się odświeżyć.
      Zamknęła klapę i spuściła wodę, po czym wróciła do sypialni, aby wyciągnąć z niej jakieś ubrania. Wszystkie były takie same – luźne sweterki, czasem tuniki, i do tego legginsy. Albo getry. Wszystko, aby tylko zasłonić jej figurę i wątpliwe wdzięki.
      Spojrzała w stronę okna. Sądząc po ułożeniu słońca na niebie, było około godziny dziesiątej.
      Ta noc była dla niej zbyt krótka…
      Wróciła do łazienki, zatrzasnęła za sobą drzwi i puściła wodę pod prysznicem. Z niewielką nadzieją, że to przyniesie ukojenie.
      *
      Jednym duszkiem wypiła całą szklankę wody. Postanowiła dzisiaj oszczędzać swój żołądek. Nie miała ochoty martwić Lokiego, gdyby znów coś jej się stało, a wymioty wróciły. Nie przybiegł do niej, gdy zrobiła hałas w łazience – więc albo gdzieś spał… albo nie było go w domu.
      Gdy schodziła do kuchni, dostrzegła, że leży w salonie, skulony na kanapie. Obok stała pusta butelka i szklanka po whiskey. Westchnęła cicho, ale nie mogła go za to winić. Zamiast tego zabrała je po prostu po cichu ze stołu, nie chcąc go budzić – i zaraz odeszła w stronę kuchni.
      Sama była w nienajlepszym stanie. Pod jej oczami pojawiły się cienie, a na przedramieniu zauważyła zaczerwienienie. Dlatego założyła sweter z długimi rękawami, aby Loki tego nie widział. Jeszcze niepotrzebnie zacznie się obwiniać.
      Wystarczyła jedna osoba w tym domu, która czuła się jak śmieć. Druga była niepotrzebna.
      Nie mogła przegonić myśli, które wciąż kotłowały się w jej głowie, od wczoraj. Zresztą – jaki byłby sens? Miał rację. W każdym słowie, które wypowiadał. Taka właśnie była. Oszukiwała samą siebie, gdy myślała, że jest inaczej.
      Czuła się taka zagubiona. Czy pomyliła swoją miłość z czymś innym? Czy tak naprawdę nigdy go nie kochała…?
      Czuła ukłucie żalu za każdym razem, gdy o tym pomyślała. Bo czy przez tyle lat mogła się oszukiwać? To niemożliwe… Loki był przecież całym jej istnieniem. Sensem jej życia. Powietrzem, którym oddychała. Nie mogła okłamywać samej siebie, że go kocha – nie kochając go nigdy.
      A co, jeśli było to tylko jej poświęcenie, dla lepszego samopoczucia? Co, jeśli tak naprawdę była tylko zwykłą masochistką…?
      Musiała się czymś zająć. Zabrała z lodówki kilka jajek. Chciała zrobić dla niego śniadanie, wynagrodzić wszystko, co zrobiła źle. Że nie było jej, gdy jej potrzebował – że nazwała potworem jego, a tak naprawdę sama nim była. Że… że być może była jedną wielką pomyłką jego życia… Że być może Sigyn, w którą oboje wierzyli… być może nigdy nie istniała.
      Postawiła talerz z gorącą jajecznicą na stole, ale nie chciała go budzić. Chciała, aby przynajmniej on się wyspał. Sama posmarowała sobie bułkę masłem i zjadła na śniadanie tylko to. A nawet nie do końca.
      Jej umysł nagle ogarnęła pustka. Sigyn po prostu stała – oparta o blat, z kawałkiem jedzenia w dłoni, po prostu stała i patrzyła w ścianę. Nie napływały już nawet żadne myśli – ani te pocieszające, ani te dobijające.
      Po prostu… nie było już nic.
      Dopóki do kuchni nie wszedł Loki. Dopiero on wyrwał ją ze stanu odrętwienia. Odłożyła kawałek prawie suchej już bułki, napiła się wody, czując nieprzyjemne uczucie w gardle i zerknęła na jajecznicę. Musiała być już zimna.
      Jak długo po prostu stała i nic nie robiła?

      Usuń
    2. Spojrzała na Lokiego. Nie wyglądał najlepiej. Najwidoczniej im obojgu ta noc bardzo nie służyła. W dodatku widziała, że źle się czuje po alkoholu.
      Zagryzła na moment dolną wargę, a potem odezwała się cicho i łagodnie. Zbyt łagodnie.
      — Zrobiłam ci śniadanie… to tylko jajecznica, bo do niczego innego nie miałam głowy… a poza tym i tak jest już zimna, więc wyrzucę ją – dodała i zabrała talerz ze stołu. – Zamówię ci coś. Napij się wody, ja ci zrobię kawę…
      Mówiąc to, unikała jego spojrzenia. Wiedziała, że wystarczyło, aby tylko przez moment popatrzyli sobie w oczy, aby wiedział, że przez część nocy i cały poranek zadręczała się myślami. Chciała chociaż spróbować udawać, że nic jej nie jest.
      Nie mógł się nią teraz przejmować. Ona nie była ważna.
      Ona na niego nie zasłużyła.

      Bałwanek, który nie jest Bałwankiem

      Usuń
  74. Miał rację. Była zagubiona. Była teraz małą dziewczynką w gęstwinie swoich uczuć. Wśród tego, co do tej pory zdawało jej się, że wie – i tego, co usłyszała poprzedniej nocy. Gdzieś pośród tego siedziała mała, zagubiona Sigyn. Zakrywała uszy, podciągała kolana pod samą brodę, zaciskała powieki i krzyczała. Wrzeszczała, błagała, aby to wszystko zostawiło ją w spokoju.
    Gdzieś w środku mała Sigyn właśnie ginęła pod lawiną myśli i emocji. Na zewnątrz jej twarz pozostała nieruchoma, niewzruszona. Niewyrażająca nic.
    Była złem. Była złem, które zniszczyło swojego męża. Zrujnowało mu życie tym, że od początku pomyliła swoją osobowość. On miał rację. We wszystkim miał cholerną rację – przecież to takie oczywiste. Czy oprócz tego, że jest zdzirą, która manipuluje mężczyznami i chadza z nimi do łóżka, żeby się przekonać jak to jest, musiała być jeszcze głupia?
    W tym momencie poczuła do siebie obrzydzenie. Słodkie słowa Lokiego chwalące zimną jajecznicę nie pomagały – wręcz przeszkadzały. Wolałaby, aby zamilkł, albo nakrzyczał na nią. Uderzył, doprowadził do płaczu, kazał przepraszać. Dlaczego udawał, że wszystko jest w porządku, gdy wczoraj sam ją uświadomił, że to ona w tym związku jest potworem?
    On nigdy nie był potworem. On był tylko zagubionym Lokim, który potrzebował rozpaczliwie ciepłych ramion, zrozumienia i bezpieczeństwa. A ona go wykorzystała – jeszcze wczoraj powtórzyła to ponownie, aby nie tylko przekonać się jak to jest, ale mieć go tylko dla siebie. Usidliła jak podstępna modliszka i powoli, boleśnie odgryzała jego głowę, aż wczoraj szarpnął się i powiedział dość.
    Oprócz obrzydzenia przyszła też fala nienawiści do samej siebie. Miała odsunąć się i jak najszybciej wyjść z kuchni, żeby nie musiał z nią przebywać, gdy zastąpił jej drogę.
    Nie zdążyła nawet podnieść wzroku, a jego ciepłe, czułe ramiona oplotły jej małe, wątłe ciało. Czuła jego dłonie gładzące ją po plecach, silne ramiona przyciągające tak blisko siebie. Czuła jego oddech na swojej skroni i nie rozumiała już nic.
    Nie rozumiała. Ale czuła.
    Czuła, jak ciepło tych ramion rozrywa kolczaste łańcuchy, które oplotły jej serce . Nie tak łatwo wyjąć jest tkwiący cierń. To jest tak cholernie bolesne. I tym razem zabolało ją, gdy wszystkie ciernie, które przez całą noc skrupulatnie sobie wbijała, były powoli wyciągane przez niego.
    Stała. Po prostu stała. Nie odwzajemniła uścisku, nie chwyciła go wpół, nie spojrzała na niego z ufnością i niemą prośbą, aby nigdy jej nie zostawiał, jak to czyniła zazwyczaj. W tym momencie równie dobrze mógłby przytulać antyczny posąg.
    A potem wargami musnął jej skroń. I ze zranionego serca wytrysnęła krew.
    Na początku zadrżała tylko raz. Potem nadeszły kolejne spazmy, wstrząsy i dreszcze, które za moment zawładnęły całym jej ciałem. Z oczu po raz kolejny zaczęły płynąć łzy, a z ust wydarło się cichutkie łkanie.
    Za moment nie było już żadnych hamulców. Podniosła dłonie, aby zacisnąć jej na jego bluzce i pozwoliła, aby płacz nią zawładnął. Żałowała. Tak cholernie żałowała tego wszystkiego.
    Żałowała tego, że jest tak cholernie beznadziejną żoną…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi mu to powiedzieć. Nie może dłużej rujnować mu życia. Musi pozwolić mu odejść, nawet jeśli będzie bolało – to on będzie szczęśliwy. Tylko to się dla niej liczyło.
      Podniosła głowę i zapłakanymi oczętami spojrzała na jego twarz.
      — Ja… przemyślałam wszystko. – Zamilkła na moment. Słowa nie mogły przejść jej przez gardło. Przełknęła kolejną słoną łzę, która wpadła do jej ust. Musiała się do tego zmusić. To nie mogło trwać dłużej. – Tak bardzo cię skrzywdziłam, Loki… - dłonią pogładziła delikatnie jego policzek. – Miałeś rację. W tym wszystkim, co mówiłeś, miałeś cholerną rację. Dlatego… dlatego… - jej głos załamał się, a głowa opadła bezwiednie, gdy po raz kolejny jej ciałem zawładnął spazm zimnych dreszczy. Musiała być dzielna. Musiała. – Musimy się rozstać. Nie mogę cię krzywdzić dłużej. Jestem taką złą żoną, a ty… zasługujesz na szczęście. Ja… nie potrafię ci go dać… dlatego… - Przełknęła ślinę raz jeszcze i tym razem zmusiła się, aby spojrzeć w jego oczy. W jego piękne, błękitne oczy, które tak bardzo uwielbiała. W jego cudowną twarz, której widok pewnego poranka uświadomił jej, że to jest ten mężczyzna. Ten jedyny.
      Teraz te wspomnienia wydawały się tak odległe. Jakby… obce…
      — Dlatego dzisiaj spakuję swoje rzeczy. Zostawię ci dom. Przynajmniej na tyle szczęścia zasługujesz… - dodała szeptem i odsunęła się. – Żegnaj, Loki.
      Wypowiedziawszy te słowa, spuściła głowę i przecisnęła się obok. Mgła znów spowiła jej wzrok i nie widziała już nic. Nawet dokąd idzie.
      Byle jak najdalej…

      odchodzący Bałwanek

      Usuń
  75. Nigdzie nie pójdziesz! Sigyn!
    Chociaż wciąż jeszcze była blisko, te słowa dotarły do niej jak przez mgłę. Jakby Loki krzyczał do niej z drugiego brzegu jeziora, jakby był gdzieś daleko. Dotarły do niej dopiero w chwili, w której gwałtownie łapał jej ramiona.
    Nigdy nie pragnęła tak samo usłyszeć, jak i nie usłyszeć tych samych słów.
    Nie chciała patrzeć mu w oczy. Była tak potwornie… zmęczona. Odrętwiała. Chciała to już zakończyć. Chciała, by pozwolił jej odejść i pogodził się z faktem, że poślubił niewłaściwą kobietę. Chciała, aby się od niej uwolnił i nareszcie poznał prawdziwe szczęście.
    Uniósł pewnie jej podbródek do góry i choć tego nie chciała, spojrzała w jego oczy. Te piękne, niebieskie oczy… których widok sprawił jej tak niewyobrażalny ból, że po jej policzkach popłynęły kolejne fale łez.
    Nie chciała dopuścić do siebie jego słów. Pokręciła lekko głową, gdy do niej mówił. On tak bardzo nic nie rozumiał. Tak bardzo był zaślepiony… tak bardzo go skrzywdziła… sprawiła, że uwierzył w Sigyn, która przecież nigdy nie istniała. Musiał pozwolić jej odejść. Po prostu musiał.
    Teraz tego nie rozumiał. Ciężkie decyzje podejmowane są z bólem, rozdzierają duszę na pół, godzą w serce. Sprawiają niewyobrażalne cierpienie. I teraz tylko to widział. Tylko rozumiał.
    Ale z czasem… z czasem zrozumie…
    Otworzyła usta i wzięła głęboki wdech. Nigdy jeszcze oddech nie przyniósł jej tyle samo ulgi, co cierpienia. Na moment uciekła wzrokiem w bok i przygryzła wargę, zanim się odezwała.
    — Ty tego jeszcze nie rozumiesz, Loki. Ale miałeś rację. We wszystkim miałeś rację. Jestem wstrętną, przebrzydłą manipulatorką, która uwiodła cię tylko po to, aby cię wykorzystać i zatrzymać dla siebie. Miałeś rację. To było moje zwycięstwo. Nareszcie byłam lepsza od wszystkich innych bogiń Asgardu, miałam na własność kogoś, kogo one mogły tylko pożądać. Owinęłam go wokół palca, bo znałam sposoby, których one nie znały. Byłam bardziej podstępna niż sama królowa Asgardu. Wykorzystywałam cię cały czas. Dzień po dniu. Każdej nocy, gdy ci się oddawałam.
    Spojrzała z boleścią w jego oczy. Słowa nie przychodziły jej łatwo. Wciąż nie pogodziła się z myślą, że ta łagodna, słodka Sigyn to tylko… fikcja. Wytwór jej manipulatorskiego talentu. Marionetka w dłoniach bogini.
    — Chciałam tylko zobaczyć jak to jest. Jak to jest z ognistym pół-olbrzymem z zakazanego związku. I… spodobało mi się. Chciałam więcej, chciałam cię całego, chciałam cię wygrać. Udało mi się to.
    Znów odwróciła wzrok. Nie mogła znieść myśli, że to wszystko, ta cała prawda wypływająca teraz, po tylu latach z jej ust, może go dotkliwie ranić.
    Ale… jeśli to jedyny sposób, aby zejść mu z drogi do szczęścia…?
    — Tylko… Sama się przy tym pomyliłam… Ja… ja naprawdę myślałam… myślałam, że ta delikatna, wrażliwa Sigyn stojąca w cieniu królowej to ja… Naprawdę myślałam, że ta Sigyn jest dobra, współczująca i niosąca ukojenie. Ja… ja… nie rozumiem, jak sama mogłam się wplątać we własną grę… ale wychodzi na to, że tej słodkiej Sigyn… tak naprawdę nigdy nie było. To była tylko marionetka w rękach najbardziej podstępnej ze żmij. Najgorszej ze wszystkich kobiet. Największej szmaty, jaką kiedykolwiek nosił ten świat. W moich rękach.
    Zamknęła na moment oczy. Sama nie wiedziała już, kiedy jej łzy przestały płynąć. Zacisnęła powieki i skrzywiła się lekko, gdy poczuła zawrót głowy, a za moment przed oczami jej pociemniało. Minęło bardzo szybko.
    To tylko przemęczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy otworzyła je znów, spojrzała na Lokiego. Tak bardzo się bała tego, co może tam ujrzeć, a jednocześnie… wiedziała, że to nie jest wszystko, co chce mu powiedzieć. A musi powiedzieć wszystko, jeśli chce, aby zrozumiał.
      — Najgorsze w tym wszystkim jest to, że naprawdę wierzyłam w swoją miłość do ciebie, a tymczasem okazuje się, że… O-okazuje się, że… - Kolejne słowa nie mogły jej przejść przez gardło. Czuła, jak rośnie gula, która chce zatrzymać każde słowo w niej. Ale ominęła i ją, dokańczając szeptem, patrząc w jego oczy: - … że tak naprawdę nigdy cię nie kochałam…

      Bałwanek, który nie wie już, kim jest

      Usuń
  76. [Tak formalnie i oficjalnie się przywitam i podziękuję za miłe słowa. Miałam sporo obaw co do Odyna i bardzo się cieszę, że udało mi się gonie zepsuć. Niebawem pojawię się z naszym obiecanym i obowiązkowym wątkiem. I już nie mogę się doczekać, bo uwielbiam Twojego Lokiego. :)]

    Odyn

    OdpowiedzUsuń
  77. [Jak widać, sam się pojawił na blogu z czego bardzo się cieszę :D Z góry przepraszam za tak późną odpowiedź, ale miałam pewnego rodzaju blokadę. :c
    Tak czy inaczej, Twój pomysł jest świetny, bardzo mi się podoba. Mogą "przypadkiem" na siebie wpaść :D Nie wiem, w jakich miejscach często bywa Loki? Flora mogłaby go odwiedzić w jakimś neutralnym miejscu i nie wiem czy skakałaby z radości na widok starego przyjaciela, czy najpierw palnęła mu kazanie (:]

    MATKA ZIEMIA

    OdpowiedzUsuń
  78. Masz mnie za idiotę, Sigyn? Warknięcie Lokiego sprawiła, że zadrżała i na moment wstrzymała oddech. To znowu wróciło. Ten strach, który odczuwała wczoraj, gdy opowiadał jej o tym, jaka naprawdę była. I zapewne znów zaczęłaby płakać, na nowo – gdyby nie fakt, że całe jej siły skupione były na naprężeniu mięśni, jakby w gotowości do szarpania się i ucieczki.
    Jego słowa bolały. Zadawały ciosy w miejsca, które przyprawiały ją o coraz większe cierpienie – tylko dlaczego? Dlaczego tak bardzo bolały ją słowa potwierdzające, że – owszem – jest tylko zwykłą manipulatorką, nikim więcej. Dlaczego znów powieki zapiekły ją przez łzy, gdy mówił, że nie da się go kochać? Czy nie powiedziała mu sama przed chwilą, że nigdy go nie kochała?
    I dlaczego tak bardzo bolało, gdy mówił, że chciał tylko się z nią pieprzyć? Czy nie mówiła mu przed chwilą tego samego…? Przez lata wmawiała sobie, że to jest coś więcej – że to jest symbol całkowitego oddania. Coś, co jest zwieńczeniem miłości kobiety i mężczyzny – coś, co powinno pozostać święte, nietknięte, coś, co było najbardziej intymnym z aktów oddania?
    To wszystko nie miało sensu… Skoro była tą złą, dlaczego tak bardzo chciała zaprzeczać i błagać, by tak nie mówił, aby przestał? Dlaczego? Przecież sama powiedziała przed chwilą to samo. A on tylko jej przytaknął.
    Dlaczego to tak cholernie bolało…?
    Jej ciało zaczęła oblewać fala gorąca. Zamroczyło ją na moment, gdy Loki nią potrząsnął. Czuła się źle. Musiała odpocząć. Teraz. Natychmiast.
    Musiała stąd uciec. Nie mogła już dłużej słuchać…
    Ale nie mogła. Loki trzymał ją w zbyt mocnym uścisku, aby mogła się z niego uwolnić.
    Spojrzała na niego znów. W jej oczach widoczny był ból, skruszenie, żal i niema prośba – aby jej wybaczył. Aby ją wypuścił. Aby zapomniał… Otworzyła usta, ale zamiast się odezwać, wzięła kilka głębokich oddechów, uciekając wzrokiem ponownie.
    Niespodziewanie wraz z kolejnymi oddechami, które miały ją uspokoić, wstrząsnęły nią kolejne dreszcze i cichutkie łkanie wydarło się z jej ust. Nie chciała płakać znów. Chciała być silna. Chciała być odpowiedzialna.
    Ale jak mogła nią być, gdy sama już nie wiedziała, kim tak naprawdę jest…?
    Podniosła wzrok i znów spojrzała w jego oczy. Chciała wyczytać z nich miłość i zrozumienie. Naprawdę, tego tylko teraz potrzebowała. Ale tego nie znalazła…
    Jej wargi zadrżały. Musiała go przeprosić. Chciała go przeprosić za to wszystko, co mu zrobiła…
    — Loki, ja… ja… j-ja…
    Z jakiegoś powodu kolejne słowa nie chciały przejść przez jej gardło. Co dziwniejsze, nawet zwykłe „ja” przychodziło jej z trudem. Nieświadomie przeszła do szeptu, a jej powieki jakby same opadły na moment. Poczuła, jak po jej plecach przebiegają kolejne zimne dreszcze, a przed oczami ciemnieje. Loki był coraz bardziej niewyraźny, aż w końcu… zniknął całkowicie.
    Nie wiedziała już, co się dzieje z jej ciałem. Nie próbowała się nawet niczego złapać, gdy runęła na ziemię.
    Przepraszam - dokończyła w niknącej coraz bardziej świadomości. Usłyszała tylko zaniepokojony głos – a potem ogarnęła ją… pustka.

    Bałwanek, który nie wie już nic

    OdpowiedzUsuń
  79. Zmarszczyła brwi i zamrugała leniwie. Skrzywiła się lekko i na moment wygięła plecy. Promienie zachodzącego słońca padały prosto na jej twarz, drażniły przez zamknięte oczy. W dodatku czuła się potwornie odrętwiała. Dopiero gdy przeciągnęła się niespiesznie, zaczęła czuć się lepiej. W ogóle zaczęła cokolwiek czuć. Wyprostowała ramiona, ściągnęła łopatki i dopiero potem opadła znów na poduszki, wzdychając cicho.
    Jak długo spała…?
    To dziwne, ale… nie pamiętała zupełnie nic. Ani jak znalazła się w łóżku, ani co działo się tuż przed tym, jak się położyła. Dlaczego w ogóle położyła się w środku dnia…? To do niej takie niepodobne. Fakt, nie wypiła dzisiaj kawy, ale przecież zazwyczaj piła ją tylko dla przyjemności, nie potrzebowała jej koniecznie do przytomnego funkcjonowania.
    Więc dlaczego…?
    Próbowała usiąść, ale za moment zakręciło jej się w głowie, więc opadła z powrotem na poduszki. Chyba jeszcze nie do końca się obudziła… Przetarła delikatnie oczy. Jej powieki kleiły się tak bardzo, zupełnie jakby przepłakała dobre kilka godzin. Może faktycznie płakała…?
    Tylko z jakiego powodu…?
    Westchnęła jeszcze raz, a potem spojrzała w stronę drzwi. W pokoju nie było nikogo – a dopiero kilka sekund później dostrzegła w nich zmartwionego Lokiego. Próbował nad sobą panować, ale znała go zbyt dobrze, aby wiedzieć, że naprawdę się martwi. I że jest zmęczony.
    Patrzyła przez moment wprost na jego twarz. Dlaczego on też się nie położył? Dlaczego go do tego nie zmusiła? Przecież na pewno nie wyszło to dopiero teraz. Zawsze potrafiła zauważyć oznaki jego zmęczenia. Dlaczego więc leżała tutaj sama…?
    Dopiero za moment do niej dotarło. Wszystko sprzed kilku godzin zaczęło do niej wracać wręcz ze zdwojoną siłą. Wszystko, co powiedział – i to, w co ona wierzyła. To wszystko wróciło i sprawiło, że znów zadało jej niewyobrażalny ból.
    Ale nie potrafiła już z tego powodu płakać. Choćby bardzo teraz chciała, z jej oczu nie wypłynęła ani jedna łza. Zupełnie jakby… zabrakło już jej łez. Przygryzła dolną wargę i uciekła spojrzeniem w bok. Nagle poczuła się jak intruz we własnym domu. Jakby nigdy nie czuła miłości, jak osoba niepożądana. Jakby… jakby tak naprawdę całe jej życie było kłamstwem, a ona nie miała powodów, aby dalej istnieć…
    Zebrała wszystkie swoje liche siły, aby obrócić się na drugi bok, plecami do Lokiego, i naciągnęła koc na głowę. Nie chciała, aby na nią patrzył. Chciała, aby sobie poszedł. Czuła się tak potwornie źle.
    Jak dziwka. Jak szmata. Jak niemająca żadnej wartości kurwa.
    W tym momencie pragnęła tylko jednego. Aby jej imię zniknęło na zawsze z kart historii – a wraz z nim aby mogła zniknąć i ona…

    Bałwanek, który zgubił własną wartość

    OdpowiedzUsuń
  80. Nie odpowiedziała na jego pytanie. Nie powiedziała mu nic, bo zwyczajnie nie chciała z nim rozmawiać. Nie miała ochoty do tego wracać, nie miała ochoty go widzieć, nie chciała już dłużej myśleć. O niczym. Szczególnie o tym, co działo się kilka godzin temu.
    Słyszała jego kroki. Słyszała jak mija ją, obchodzi łóżko i siada z drugiej strony. Czuła, jak materac ugina się lekko pod jego ciężarem i naciągnęła koc na głowę bardziej, jakby się bała, że za moment jej wyszarpnie jedyne schronienie, jakie sobie zbudowała. Drgnęła lekko, gdy poczuła jego ciepły dotyk na swojej dłoni i zacisnęła ją mocniej na kocu, jakby gotowa się o niego szarpać.
    Ale żadne szarpnięcie nie nastąpiło. Zamiast tego czuła szczupłe, długie palce Lokiego delikatnie gładzące jej rękę. Jej uścisk rozluźnił się po chwili, choć nadal nie puściła koca.
    Jego słowa płynęły, mimo że Sigyn miała ochotę tylko zatkać uszy i od tego wszystkiego odpocząć. Ale nie mogła tego zrobić – a więc po prostu przepływały dalej, nie zmuszając ją do jakiejkolwiek reakcji. Do momentu, w którym z jego ust padło to okropne słowo. Potwór.
    Uchyliła wtedy lekko koc i jednym okiem na niego spojrzała. Naprawdę uwierzył jej, że nie miała tego na myśli…? Naprawdę uwierzył, że nie mówiła niczego w złej wierze…? I… naprawdę, po tym wszystkim, co mu powiedziała, on wciąż wierzył w to, że ona go kocha, szczerze, prawdziwie i nieskończenie…?
    To było nie do pojęcia… Jak on mógł mówić to tak pewnie i spokojnie, gdy sama zaczynała gubić się w kłamstwach i prawdach, gdy sama nie potrafiła rozróżnić, co jest prawdziwe, a co tylko obraźliwym urojeniem…?
    — Skąd wiesz? – usłyszał cichutki, zachrypnięty głosik w odpowiedzi. Czuła potworną suchość w ustach, ale to nie był czas ani miejsce na to, aby domagać się wody. – Jak możesz być pewny, że cię naprawdę kochał… kocham… mimo że sama… mimo tych wszystkich…?
    Nie potrafiła się wysłowić. Ale czuła, że wiedział, o co go pytała. Wciąż nie zdjęła koca z głowy, a jedynie przyglądała mu się bacznie jednym okiem, wciąż dłoń trzymając blisko twarzy.

    Bałwanek, który szuka nadziei

    OdpowiedzUsuń
  81. Poczuła jak powoli się do niej przysuwa. Mogłaby w tym momencie ponownie schować się pod koc. Ale tego nie zrobiła. Wciąż wpatrywała się w jego twarz, wyczekując odpowiedzi. Bo wiedziała, że to, co za moment dodał, to nie było wszystko, co chciał powiedzieć.
    Pozwoliła się gładzić po dłoni. Później pozwoliła również pogładzić się po włosach. Przez cały ten czas milczała, słuchając tego, co mówił. Słuchając wszystkiego – począwszy od samego rozpoczęcia ich znajomości.
    Pamiętała wtedy swoją reakcję, gdy miała do czynienia z Lokim. Wiedziała, że nie jest całkowicie bogiem. Później dotarły do niej również plotki, że pochodzi z zakazanego związku bogini z olbrzymem. Wszyscy byli nim zainteresowani – ale w ten bardzo niezdrowy sposób, który przytłaczał. Sigyn pamiętała, że z czasem i ją zaczęło to irytować – więc dlaczego miałoby nie denerwować Lokiego? Pamiętała, jak popawiała wszystkie boginie, które wypytywały ją o Lokiego, jak tam znajomość z tym pół-olbrzymem. Poprawiała je, że on ma na imię Loki, nie pół-olbrzym. I chociaż większość z nich po prostu machnęła ręką na to, co Sigyn próbowała im uparcie wmówić, ona zawsze podchodziła do niego inaczej. Z szacunkiem, jakby był nikim więcej, jak po prostu kolejnym bogiem na jej drodze. Nie atrakcją stulecia.
    Po prostu… w jakiś pokrętny sposób rozumiała, co on wtedy czuł – chociaż sama nigdy tego nie przeżyła, pozostając zawsze zaledwie w cieniu królowej Asgardu. W jakiś pokrętny sposób rozumiała, czego mu naprawdę potrzeba i w jakiś pokrętny sposób rozumiała też, że nikt mu tego nie da. Oprócz niej. Więc postanowiła mu pomóc. To przecież nic nie kosztowało. Ofiarowała mu odrobinę dobroci, za którą odpłacał… jak tylko potrafił. Nie żądała niczego więcej.
    A potem pocałowała go po raz pierwszy. Zdała sobie sprawę, że ten, któremu pomagała jest też tym, który może przynieść jej szczęście. Tylko on mógł to zrobić. Tylko on potrafił wnieść radość do jej życia. Tylko on przejmował się jakąś tam Sigyn, rzekomą boginią zwycięstw. I tylko on… nikt inny… mógł pozostać w jej życiu do końca. Ona naprawdę chciała, aby tak było. Dzielili już razem smutki i radości, troski i szczęścia – więc nic by się nie zmieniło. Już przecież byli dla siebie. Tym pocałunkiem… tylko to wszystko przypieczętowała. Tylko wyciągnęła z ukrycia to, czego nigdy nie powinni przed sobą kryć.
    Swoją miłość.
    Poczuła, jak jego palce zaciskają się na jej dłoni, jakby szukał w niej oparcia. Poczuła nagły przypływ niepokoju. Domyślała się, co Loki chce zrobić. Chciała poderwać się i powiedzieć, aby nie mówił już nic więcej, ale… z jakiegoś względu tego nie zrobiła. Po prostu odwzajemniła jego uścisk, dodając mu ciepła i otuchy. I słuchała.
    Gdy mówił o budowie murów i o źrebaku, którego przyprowadził… To wtedy nie było łatwe. Nie dla niej. Nie, gdy pozostali bogowie śmiali się tak z niego, jak i z niej. Do niej obelgi trafiały wręcz podwójnie. Zawsze brała do siebie to, co działo się z jej mężem. Po ślubie byli już przecież jednością i nie było znaczenia czy coś dotyczyło tylko jej, czy jego. Każda sprawa była wspólna. Każda przykrość – również.
    Pamiętała, jak niepewnie się czuła, zadając mu tu pytanie. Bo jeśli to tylko plotka, którą bogowie namiętnie rozpuszczali… dawała mu znak, że w nią wierzy – a nie chciała, aby tak myślał. Ale musiała mieć wtedy pewność, niezależnie od… wszystkiego.
    I sama siebie wtedy zdziwiła, z jakim spokojem przyjęła prawdę. Przecież Loki tego nie chciał. Znała go zbyt dobrze – a nawet spytała cicho i niepewnie, na co odpowiedziało jej tylko pełne zwątpienia spojrzenie. Niczego więcej nie potrzebowała, aby zrozumieć. Że znowu go skrzywdzili. Ci cholerni bogowie nie zrobili niczego innego od samego początku. Tylko go krzywdzili. Tylko wykorzystywali. A potem nazywali…
    Wzdrygnęła się lekko, gdy usłyszała te słowa z jego ust. Tak często je słyszał… A ona nie była go w stanie przed tym uchronić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podniosła się powoli, słuchając jego kolejnych słów. Wpatrywał się w swoje blizny na nadgarstkach – blizny, których istnienia nie chciał pamiętać. Wiedziała, z jakim trudem przychodziło mu mówienie o tym, co działo się w jaskini. Ona sama nie chciała wspominać tego, co bogowie zrobili z ich synami… na ich oczach… Gdy młodszy z chłopców rzucił się do szyi starszemu, a potem uciekł do lasu… Gdy Narfi konał na ich oczach, a oni nie mogli zrobić nic, bo nawet krzyki i błagania o litość nic nie dawały…
      Loki starał się zawsze być twardy. Lecz jego głośne prośby raniły nawet ją. Czuła się tak diabelnie bezradna wobec tego wszystkiego… Dlaczego… dlaczego to wszystko musiało się stać? Loki nie był nieomylny, ale, na litość, ich synowie nie zrobili nic złego. A bogowie po prostu zawlekli ich do jaskini i zabili jak prosięta, żeby tylko sprawić sobie więcej przyjemności, patrząc na ból rodziców.
      Wsunęła delikatnie dłoń na jego policzek, a następnie lekko obróciła jego głowę w swoją stronę, tym samym zmuszając, aby na nią spojrzał. I przez moment po prostu patrzyła w jego oczy, w milczeniu. Bo nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć. Oprócz dwóch słów, w których znaczenie przez moment zwątpiła.
      — Nikt nigdy nie chciał dać ci szansy – zaczęła w końcu cichutko. – Wszyscy oceniali cię z góry, szufladkując, interesując się tylko tym, że byłeś pół-olbrzymem. Wszyscy cię wykorzystywali do własnych celów, nie myśląc nawet, że mogą cię zranić.
      Przygryzła na moment wargę. Przysunęła się odrobinę bliżej, opuściła rękę i położyła ją na jednej dłoni Lokiego, delikatnie splatając ich palce ze sobą.
      — Nie przeżyłam nigdy czegoś takiego. Nikt nigdy się mną nie interesował i… nie czułam się z tym źle. Nie przeżyłam tego, co ty, ale… w jakiś sposób cię rozumiałam. Miałam wrażenie, że ja rozumiem cię jako jedyna w całym Asgardzie. – Zaśmiała się krótko i nerwowo, odwracając wzrok. – Miałam nawet wrażenie, że ja jako jedyna w Asgardzie w ogóle posiadam jakieś uczucia. Bo… ty też byłeś istotą żywą. Jak my. Rozumiałeś, czułeś, myślałeś. To, co cię od nas odróżniało to tylko… twoje pochodzenie. A czy to tak wiele? Czy to miało jakieś znaczenie? – spojrzała na niego po raz kolejny. – Nie. Nie dla mnie. Skoro więc byłam jedyną istotą w Asgardzie, która cię rozumiała… może to było moje przeznaczenie, aby dać ci schronienie przed sępami?
      Pogładziła kciukiem dłoń Lokiego.
      — Nigdy nie byłeś zły, Loki. Wierzę, że nie chciałeś wyrządzać nikomu zła. Ty po prostu… wiele rzeczy nie rozumiałeś. Popełniałeś błędy. Och, każdy je popełnia. Bogowie przecież też nie byli idealni, również się mylili. Tylko im to zazwyczaj wybaczano, bo byli bogami. Ty byłeś dla nich inny, choć się tego wypierali. Ja… ja nie miałam się czego wypierać. Dla mnie Loki pozostawał zawsze Lokim. Nie pół-olbrzymem, nie pół-bogiem. Był chodzącym, czującym… zagubionym Lokim, który próbował po prostu znaleźć swoje miejsce na świecie. Każdy tego chce… Ale nie każdy potrafi to zrozumieć.
      Westchnęła cicho.
      — Dlatego nie mów tak osobie. Tak, jak mówiłeś przed chwilą. Proszę. Nie wiń się więcej za to, co było. Nie szukaj logicznego wyjaśnienia dla tego, co robiłam ja, bo… bo go nie ma. To, co przytrafiało się tobie, odczuwałam i ja. Wyzwiska, które padały w twoją stronę, padały też i w moją. Krzywdy wyrządzone tobie raniły również i mnie. A to wszystko dlatego, że… że kocham cię. Na świecie nie ma dla mnie miejsca, jeśli nie mogę dzielić go z tobą. Kocham cię, Loki. Nawet jeśli przez moment w to tak głupio zwątpiłam.
      Uśmiechnęła się delikatnie. Zabrała swoją dłoń i znów lekko pogładziła go po policzku. Milczała przez chwilę, patrząc tylko w jego oczy, aby za moment nachylić się i ofiarować mu jeden, lekki i krótki, ale czuły pocałunek. Odsunęła się od niego zaledwie na kilka milimetrów, tak, że ich usta nadal się stykały – i znów spojrzała w jego oczy.

      Usuń
    2. — Ja tylko… tak bardzo boję się dnia, w którym stwierdziłbyś, że to, co nas łączy, to nic wyjątkowego… Tak bardzo boję się dnia, w którym odwróciłbyś się ode mnie, twierdząc, że to, co ci dałam, to za mało. Że jestem tak bardzo słaba, bo… nie potrafię cię chronić… Bo nie potrafię, chociaż bardzo chcę. Nie chcę, abyś cierpiał kiedykolwiek bardziej, kochanie… Nie… nie zniosłabym tego dłużej… Nie chcę żyć w świecie, w którym mój najdroższy Loki cierpi. Tak jak… jak nie chcę żyć w świecie, w którym nie ma już… ciebie…

      Bałwanek, który nie chce żyć bez Piecyka

      Usuń
  82. Pokręciła lekko głową i już otwierała usta, żeby się odezwać, ale Loki, mówiąc dalej, nie pozwolił jej dojść do słowa. A więc zrezygnowała. Owszem, Loki ranił wielu bogów – także i zabijał. Robił wiele złych rzeczy. Ale dlaczego miała się dziwić, skoro oni postępowali wobec niego tak nieuczciwie? Tak nieludzko…? Przecież… to oczywiste, że nie mógł już tego znieść. Chciał, żeby zaczęli go uważać na równi i przestali karać za wszystko, za co tylko mogli – tylko nie mógł znaleźć odpowiedniego sposobu. Dlatego popełniał błędy.
    Ona również żałowała śmierci Baldura. Wiedziała, jak bardzo Frigg przeżyła śmierć dwóch swoich synów przez podstęp Lokiego – jeszcze bardziej zabolało ją, że jej przyjaciółka się od niej odwróciła, zamknęła się w pałacu i nie chciała jej widzieć, nawet z nią porozmawiać. Wielokrotnie próbowała, ale… to wszystko było na nic. Frigg znienawidziła ją wtedy za samo bycie żoną Lokiego.
    Ale to wszystko się już wyjaśniło. I chociaż Baldur nie wrócił do Frigg tak jak Narfi do niej, były w stanie rozmawiać. Może nie wybaczyły sobie wszystkiego, ale były w stanie zostawić te wszystkie trudy za sobą.
    Dlatego nie chciała też, aby Loki do tego znów wracał. Żyli od tysiąca lat gdzieś indziej. Mieli być szczęśliwsi. A ona chciała dać Lokiemu miejsce, w którym byłby bezpieczny. Miejsce, w którym… nie byłby już dłużej zagubiony…
    Zmarszczyła lekko brwi chwilę po tym, jak ją przytulił. Nie mogła zrozumieć… dlaczego tak uważał? I w zasadzie jego następne słowa ledwo do niej dotarły, gdy wszystkie myśli skupiły się na tym aspekcie. Dlaczego uważał, że ją wykorzystał?
    Odsunęła się od niego powoli, aby raz jeszcze zajrzeć w jego oczy. Miała nadzieję wyczytać z nich jakąkolwiek odpowiedź, ale zamiast tego było tam… poczucie winy.
    No tak… przecież tamtej nocy sama się od niego odwróciła, trawiona wyrzutami sumienia. To jej wina, że on tak pomyślał. Gdyby tylko zdławiła w sobie te wszystkie myśli i przytuliła się do niego, jak zawsze… Nie byłoby wtedy tej awantury. Nie musieliby się kłócić i doprowadzać na skraj ostateczności.
    — O czym ty mówisz, Loki…? – spytała niemal szeptem. Pokręciła z niedowierzaniem głową, a następnie ujęła jego twarz w swoje dłonie i przybliżyła do siebie, tym samym kontrolując, aby nie uciekł jej nigdzie wzrokiem. – Przecież ja sama tego chciałam. Pamiętasz? Dawałam ci znaki już w łazience, ale nie chciałam na ciebie naciskać, bo widziałam, że nie jesteś pewny. Chciałam się z tobą kochać. Chciałam dzielić z tobą miłość, bo chciałam, żeby ten dzień zakończył się dla nas jednak dobrze. – Odgarnęła kosmyk jego ciemnych włosów za ucho i uśmiechnęła się czule. – Byłeś cudowny – dodała szeptem, jakby była to największa tajemnica, którą chciała podzielić się tylko z nim. – Byłeś tak ciepły, czuły… delikatny… Wiesz, że przypominało mi to naszą pierwszą wspólną noc? Wtedy prowadziłeś mnie, powoli i niespiesznie… kocham, gdy taki jesteś. Jak więc możesz uważać, że mnie wykorzystałeś, głuptasie? – Uśmiechnęła się do niego odrobinę szerzej i pstryknęła go zaczepnie w nosek. – Powtórzyłabym to nawet tu i teraz. Czy tak się zachowuje wykorzystana kobieta? A wczoraj… odwróciłam się od ciebie, bo przypomniały mi się te wszystkie złe i głupie myśli. Nie powinnam była. Przepraszam, skarbie. Nie pomyślałam nawet, że możesz poczuć się… tak odrzucony. Jakbyś mnie tylko wykorzystał. Ja się nie czuję wykorzystana.
    Pogładziła go delikatnie kciukiem po policzku. Jej kochany, uroczy Loki, zawsze tak bardzo się nią przejmował. Czasami aż za bardzo. Ale to w nim właśnie kochała. To ją rozczulało. Gdy troszczył się nawet przy najmniejszych głupotach. To dawało jej poczucie… bezpieczeństwa.
    — Nigdy cię nie zostawię, kochanie. Nigdy, przenigdy… dopóki sam nie każesz mi odejść.

    zakochany Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  83. Nadal nie mogła zrozumieć, skąd wzięły mu się takie myśli – a już tym bardziej po tym, jak zaczął jej tłumaczyć, do jakiego wyjaśnienia sam doszedł. Przecież… sama mu kiedyś tłumaczyła, jak to jest, między nimi. Zadania były podzielone – on ją ośmielał, ona tłumaczyła jemu, dlaczego to takie wyjątkowe przeżycie i dlaczego powinno pozostać tylko między nimi.
    Loki też nauczył ją przecież, że nie będzie jej do niczego zmuszał, a ona ma pełne prawo mu odmówić. Zapamiętała te lekcje, choć z początku nie było łatwo, gdy chciała po prostu spełniać obowiązki należące do żony. Z czasem nauczyła się wyrażać aprobatę i sprzeciw, gdy dostrzegła, że za sprzeciw nie nadchodzi żadna kara ani gniew.
    Wczoraj też… gdyby nie pragnęła tego równie mocno, co on, nie pozwoliłaby się dotknąć w ten sposób, nieważne, co się wcześniej stało. Owszem, było jej źle z tego powodu, że przez przypadek go zraniła. Na ułamek sekundy nawet zabłądziła wzrokiem gdzieś w okolicy rany, którą wczoraj zszywała. Miała nadzieję, że dziś już wszystko jest z nią w porządku. Wyglądało na to, że Loki nie czuł się źle, więc… rana goiła się prawidłowo. O ile już się nie zagoiła.
    Spojrzała na niego znów, gdy ujął jej twarz w dłonie i uśmiechnęła się delikatnie. Kochany Loki… zawsze widział ją w trochę bardziej idealistycznym świetle. Prawda była zupełnie inna. Nie czuła się doskonałą żoną, tym bardziej perfekcyjną kochanką… a dobrą matką starała się chociaż być, dla ich chłopców. Nie wiedziała, czy jej to wychodzi. Czasami czuła, że nie…
    Zamknęła oczy, gdy pocałował ją krótko. Cieszyła się, że nareszcie wykonał ten krok. To już znaczyło… tak wiele. To znaczyło, że zaczął wybaczać sobie to, co się zdarzyło i nie bał się jej dotknąć. Zawsze się tego obawiał, gdy czuł się winny. Jakby samym dotykiem miał sprawić jej jeszcze większy ból.
    Sigyn przysunęła się odrobinę bliżej, oplotła ramionami szyję Lokiego i wtuliła się w niego ufnie. Nie udzieliwszy żadnej odpowiedzi, zamknęła oczy. Poczuła… błogość, która spadła na nią niespodziewanie. Błogość, której teraz tak bardzo potrzebowała.
    Odetchnęła głęboko.
    — Oboje musimy odpocząć – wyszeptała mu do ucha.
    Choć była jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia. Był nią Odyn i nadchodząca wojna. Ale czuła, że ta kwestia znów szarpnęłaby ich za nerwy. A ona tak bardzo chciała, żeby choć przez jeden wieczór było naprawdę dobrze… Aby przez jeden wieczór poczuli swoją bliskość… Aby przez jeden wieczór byli tylko dla siebie… Aby przez jeden wieczór byli naprawdę szczęśliwi…

    Bałwanek potrzebujący miłości i spokoju

    OdpowiedzUsuń
  84. Ta chwila błogości była im tak bardzo potrzebna… Ta chwila błogości pokazała właśnie, jak bardzo potrzebny był im spokój, jak bardzo potrzebowali tylko siebie nawzajem – niczego więcej. I ciszy. Wyciszenia myśli, żadnych słów, żadnych oskarżeń, żadnych krzywd…
    Teraz byli tylko oni…
    Ale nawet oni nie mogli trwać tak w nieskończoność. Choćby bardzo chcieli.
    Nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu, gdy usłyszała jego pierwsze słowa. Zabrzmiały tak bardzo dwuznacznie – i choć Sigyn wiedziała, że jej troskliwy Loki miał zamiar ją przykuć do łóżka tylko po to, aby porządnie wypoczęła, nie potrafiła powstrzymać figlarnego uśmieszku, który przez moment przemknął przez jej twarz.
    Szybko jednak zniknął, gdy Loki zasugerował, aby coś zjadła. To prawda. Była bardzo głodna. Tyle, że… wolała jeszcze nie jeść wszystkiego jak zazwyczaj. Wolała się oszczędzać, aby ponownie nie wylądować w łazience i aby dodatkowo nie martwić Lokiego.
    Nie chciała mu w ogóle mówić o tym, co się stało dzisiaj rano. Ale gdy wspomniał o obiedzie…
    — Nie, Loki – dodała szybko i złapała go za nadgarstek. – To znaczy… jeśli chcesz, możesz mi zrobić gorzką herbatę…
    Przygryzła dolną wargę i uciekła wzrokiem. Sigyn nie lubiła gorzkiej herbaty. Loki o tym doskonale wiedział. To samo w sobie zabrzmiałoby dla niego już podejrzanie…
    — …ale wolałabym nie przeciążać dzisiaj swojego żołądka. – Dodała, podnosząc wzrok, aby spojrzeć mu raz jeszcze w oczy. – To był… bardzo męczący dzień… i ja… nie wiem jak… mój organizm… - Samo jej plątanie się w słowach zdradzało, że chce mu wcisnąć tylko gładką wymówkę. Uciekła wzrokiem raz jeszcze i westchnęła głęboko. Nie potrafiła go okłamać. Nawet dla jego własnego dobra. – Miałam dzisiaj bardzo ciężki poranek, gdy wstałeś. I nie chciałabym zakończyć dnia tak samo jak go zaczęłam…
    Spojrzała na niego znów z niemą prośbą.
    — Rozumiesz, prawda? Gotujesz cudownie, kochanie, i dziękuję, że się o mnie martwisz, ale… mogę tego nie przetrawić… wolałabym zjeść dzisiaj coś lekkiego… dobrze…?

    odrobinę zażenowany Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  85. Odetchnęła cicho z ulgą na myśl, że Loki zrozumiał. Miał rację, zupa nie powinna jej raczej zaszkodzić, a przynajmniej… zje coś, co nie było jedynie suchą bułką. Jej dzisiejszy posiłek składał się przecież tylko z tego. A nawet nie do końca – w końcu część niej odłożyła na bufet, gdy do kuchni wszedł Loki.
    Ten dzień naprawdę był okropny… A ona poczuła, jak jej brzuch zaczyna wręcz domagać się o coś do zjedzenia. Więc tak. Zupa będzie bardzo dobrym pomysłem.
    I zanim zdążyła się odezwać, aby mu odpowiedzieć, usłyszała kolejne słowa, które sprawiły, że zamilkła.
    Uciekła wzrokiem w bok. Doskonale pamiętała, jak to było na początku z Narfim. To była jej pierwsza ciąża i nie była pewna czy tak wszystko powinno się dziać… w dodatku wtedy działy się różne bardzo bolesne rzeczy, które przeżywała wręcz podwójnie – i do których nie chciała wtedy wracać.
    Omdlenia. Nudności. To wszystko już było.
    Za każdym razem. Za każdym razem zaczynało się tak samo.
    Tylko, że… teraz było inaczej. Na pewno było inaczej. To nie mogło być to… niemożliwe, aby była w ciąży.
    Ostatni raz cały cykl powtórzył się sześćdziesiąt lat temu. Skończyła się wtedy druga wojna światowa, a Sigyn była naprawdę z tego tytułu szczęśliwa. Szczęśliwa, bo odniosła zwycięstwo – ogromne zwycięstwo. Niedługo potem dowiedziała się też o swojej ciąży – i wtedy oboje byli szczęśliwi podwójnie.
    Aż nastał ten nieszczęsny trzeci miesiąc. Zawsze wtedy zdarzała się największa tragedia…
    Zamknęła na moment oczy. To było niemożliwe. Przecież wszystko było w porządku. Do tej pory nie działo się nic podejrzanego, a po wczoraj… to by było przecież za szybko. To było naprawdę niemożliwe. A ona była po prostu przemęczona. To wszystko.
    Inna kwestia była taka, że nie chciała kolejnego dziecka – bo nie wiedziała czy będzie w stanie przeboleć jego ewentualną stratę.
    Ale gdy spojrzała w oczy Lokiego dostrzegła w nich tak wielką nadzieję i radość, że… że z ogromnym bólem będzie musiała go zgasić…
    — Nie… nie, kochanie, nie. – Pokręciła głową, mimowolnie odsuwając się od niego nieco. – Dawno nie byliśmy… ze sobą. To już prawie miesiąc, prawda? Może nawet trochę dłużej. Wtedy wszystko było w porządku, cały cykl… nie działo się nic podejrzliwego. A wczoraj… to by się działo zbyt szybko, kochanie. To tak nie działa. Potrzeba czasu…
    Westchnęła głęboko i wbiła wzrok w swoje dłonie zaciśnięte na pościeli. Nawet nie zauważyła, kiedy je zacisnęła, z nerwów.
    — To był… bardzo intensywny tydzień, skarbie. Dyżur, potem ta… wizyta… nasze rozmowy… ostatnio jadłam też bardzo mało, więc pewnie mój organizm był po prostu bardzo, bardzo wyczerpany. – Podniosła głowę i spojrzała na niego z pewnym żalem.
    Wiedziała, jak Loki kochał dzieci. Szczególnie ich wspólne – ich dwóch cudownych chłopców. Nienawidziła go rozczarowywać. Nienawidziła mu odbierać nadziei…
    Ale jeszcze bardziej nienawidziła dawać mu złudną nadzieję i okłamywać go.
    — Po prostu… potrzebuję odpoczynku. A jutro znów wszystko będzie w porządku. Rozumiesz, kochanie?

    zasmucony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  86. Sigyn uciekła na moment wzrokiem, gdy wspomniał o kilku dniach odpoczynku. Prawda była taka, że mogła odpocząć jeszcze tylko dzisiaj i co najwyżej jutro. Pojutrze musiała już zjawić się w pracy. Pewnie nawet będzie chciała zjawić się w pracy. Najbardziej na świecie nie lubiła bezczynności – a znała też Lokiego. Potrafiłby ją zagłaskać na śmierć, gdyby tylko mógł.
    Mimo to nie ruszyła się posłusznie z miejsca, gdy wychodził i schodził na dół do kuchni. Oparła się jedynie wygodnie o ramę, nakryła kocykiem nogi, które lekko podciągnęła do góry i czekała. Grzecznie.
    Wkrótce usłyszała kroki Lokiego na schodach, a zaraz w progu pojawił się też i on – wraz z zapachem gorącej, smacznej zupy. Zagryzła dolną wargę, czując, jak jej żołądek bardzo mocno domaga się jedzenia. Szczególnie tak apetycznie pachnącego jedzenia.
    Uśmiechnęła się i przesunęła się odrobinę w bok, aby zrobić mu miejsce do siedzenia. Zabrała z tacki herbatę ziołową, którą postawiła na szafce nocnej, a za moment zabrała też i dla siebie talerz z parującą zupą.
    — Nie życzyłam sobie wspólnej kolacji w łóżku… ale mój mąż wie w tym momencie lepiej, czego tak naprawdę chcę. A ja chcę, abyś zjadł razem ze mną – odparła szczerze, uśmiechając się słodko.
    A gdy tylko usiadł i wziął się za swój talerz zupy, ona również zaczęła jeść.
    Przyjemne ciepło rozplało się po całym jej ciele. Lekko oparzyło jej język – ale to nic. Tego właśnie było jej potrzeba. Lekkiego i ciepłego jedzenia, które nie zrobiłoby za moment rewolucji w żołądku. Jadła powoli, nie łapczywie, pozwalając, aby smak zupy rozpłynął się na jej podniebieniu.
    Loki był doskonałym kucharzem. Czasami myślała nawet z rozbawieniem, że gotował lepiej niż ona sama. Że w ogóle wykonywał jej obowiązki lepiej niż ona sama. Słodki, cudowny Loki – zawsze chciał ją odciążać, zawsze chciał dzielić się z nią utrzymywaniem domu. I nie zważał na komentarze innych bogów, jakoby miało być to niemęskie.
    Nie wiedzieli, co mówili. Mężczyzna gotujący obiad dla swojej kobiety był najbardziej męskim zjawiskiem jaki można było zobaczyć. Nie polujący, nie mordujący, nie obdzierający ze skóry. To miłość, poświęcenie i chęć sprawiania radości swojej kobiecie sprawiało, że mężczyzna mógł naprawdę nazwać się męskim.
    Nie od razu to zrozumiała. Ale z czasem, gdy przyglądała się, jak Loki gotował albo szył, żeby tylko ją odciążyć… wtedy zaczynała rozumieć, że kocha go jeszcze bardziej.
    Odstawiła pusty talerz z zupą na szafkę, obok gorącej jeszcze herbaty ziołowej. Chociaż nie była do końca najedzona, wolała nie przejadać się na zaś. Z całą pewnością jeszcze jutro będzie okazja, aby zjeść zupę po raz kolejny – po raz kolejny z Lokim.
    Po odłożeniu talerza odwróciła się do Lokiego i posłała mu filuterny uśmieszek.
    — Normalnie poprosiłabym kelnera o przekazanie komplementu kucharzowi, ale… - delikatnie przejechała palcem po linii jego podbródka. Spojrzała przez ułamek sekundy na jego wargi, aby za moment przenieść wzrok na jego oczy. - … ale po co, gdy odpowiedni napiwek mogę wręczyć kucharzowi sama? – dokończyła szeptem i zanim zdążył jakkolwiek zareagować, wpiła się w jego wargi.
    I choć w normalnych warunkach pewnie ten pocałunek byłby krótki, tym razem trwał on niespodziewanie długo. A jeszcze bardziej niespodziewane było to, że za moment oplotła ramionami szyję Lokiego, pogłębiła pieszczotę, jaką go obdarzała i usiadła na nim, obejmując nogami jego biodra.
    Dopiero wtedy, dopiero po chwili odsuęła się dosłownie na kilka milimetrów.
    — Jesteś doskonałym kucharzem – wyszeptała, odgarniając jeszcze z czułością kosmyk włosów za jego ucho.

    wdzięczny Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  87. Zaśmiała się cicho nim jeszcze raz musnął jej wargi. Odwzajemniła ten króki pocałunek i odetchnęła głęboko. W końcu było tak, jak powinno być. Bez kłótni. Bez wyrzutów sumienia. Bez zbędnych słów na ustach. Bez przerzucania się nawzajem winą i rozumienia na opak.
    Byli tylko oni – oni i ich miłość.
    Czuła, jak jego ciepłe wargi przesuwają się od jej ust po policzku – coraz niżej, aż do samej szyi. Czuła też, jak ciepło wywołane przez posiłek zaczyna nabierać na sile. I o ile przed momentem było jeszcze w miarę, teraz zdawało jej się, że jest strasznie gorąco… i coraz goręcej…
    A mimo to nie miała zamiaru odsunąć się od Lokiego.
    Westchnęła cicho, gdy jego wargi musnęły skórę jej szyi i zacisnęła mocniej palce na materiale jego bluzki. Uwielbiała, gdy to robił. Jego czułe pocałunki wraz z delikatnym, ciepłym oddechem wywołały na jej plecach gęsią skórę.
    Plecach, które za moment zostały połaskotane przez opuszki palców Lokiego. Przygryzła na moment dolną wargę, oddychając głęboko. Jej klatka piersiowa unosiła się powoli i miarowo, gdy napawała się przyjemnością, jaką ofiarowywał jej Loki…
    I wtedy odezwał się do niej cichutko, a na jej twarzy zaczął pojawiać się szeroki uśmiech, którego nie mógł zauważyć – bo zajęty był zdecydowanie czymś innym. A ona… ona nie chciała mu w tym przeszkadzać.
    — Och, ależ jestem w łóżku… więc odpoczywam… i w dodatku z moim najukochańszym… najlepszym… naj… - przesunęła dłoń na jego policzek, a później pod brodę, aby unieść ją i zmusić do spojrzenia w swoje oczy - …przystojniejszym… - dodała niemal szeptem – szefem kuchni. A więc jestem bardzo grzeczna – mruknęła, a następnie ucałowała go delikatnie i krótko. – Nie możesz temu zaprzeczyć – dodała, a dłoń, która jeszcze przed chwilą znajdowała się przy jego policzku, zsunęła się po szyi, w dół, po klatce piersiowej…

    bardzo grzeczny Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  88. Jej zadziorny uśmieszek na moment zniknął z jej warg, gdy usłyszała od niego te słowa. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie, Sigyn. Nie czuła się tak, a jedna przekonanie, z jakim Loki to mówił, zabraniało jej wątpić w prawdziwość tych słów. Uciekła na moment spojrzeniem, a na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec. Choć powinna przywyknąć do miłych słów… to zabrzmiało tak… inaczej…
    W dodatku w tej całej sytuacji…
    Spojrzała na niego znów, gdy wspomniał, że to on miał nie pozwolić jej wyjść z łóżka, nie na odwrót. Wtedy ponownie uśmiechnęła się szeroko i już otwierała usta, aby mu odpowiedzieć, gdy niespodziewanie wpił się namiętnie w jej wargi. A ona nie protestowała. Oddawała mu pocałunek z równie wielką pasją i zaangażowaniem. Równie wielkim pragnieniem jego bliskości.
    Do dłoni, która przed momentem zsuwała się po jego torsie, dołączyła również i druga dłoń. Tym razem jednak nie błądziły – tym razem były zdecydowane. Wiedziały, czego chciały. Tak jak Sigyn wiedziała, czego w tym momencie pragnęła najbardziej.
    Najbardziej na świecie pragnęła, aby to piekło nareszcie się skończyło. Najbardziej na świecie pragnęła być tylko szczęśliwą żoną swojego szczęśliwego męża – wrócić do życia, w którym nie bali się rozmawiać. W którym nie bali się być ze sobą.
    Sprzączka od paska cichuto zadźwięczała, gdy jej dłonie pewnie zaczęły rozpinać jego spodnie. Nie na tym jednak chciała się teraz skupić. W chwili, w której dolna część jego garderoby była już mocno poluzowana, przesunęła dłonie w górę, gładząc delikatnie jego brzuch – a potem przesunęła jeszcze trochę w górę, podnosząc tym samym materiał bluzki.
    Jego ciało było tak rozkosznie gorące…
    — Musi być ci naprawdę bardzo ciepło… - wyszeptała w momencie, w którym na moment oderwała się od jego ust. A potem śmiało złapała za materiał bluzki i po prostu ją z niego zdjęła, tym samym rzucając ją gdzieś na podłogę.
    Spojrzała na nagi tors Lokiego i uśmiechnęła się słodko.
    — Tak lepiej. – Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
    Pchnęła go odrobinę w tył, aby oparł się plecami o ścianę, a sama nachyliła się nad nim, muskając wargami z czułością jego szyję. Dłońmi przesuwała powoli po jego torsie, coraz niżej, jakby, badając po raz kolejny jego ciało, miała zamiar odkryć na nowo coś, co mogła do tej pory przeoczyć.
    Zeszła odrobinę niżej, całując z czułością jego obojczyk, a potem mostek. Tym samym jej dłonie prawie dotarły już do jego spodni.

    jeszcze bardziej grzeczny Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  89. Pozwoliła zdjąć z siebie sweter, który za moment dołączył do bluzki Lokiego. Obdarowywała go czułością i namiętnością, chciała dzielić się miłością i szczęściem, które w tym momencie ją rozpalało. W końcu było tak, jak powinno być zawsze. W końcu byli szczęśliwi. I należeli tylko do siebie.
    Nie było teraz żadnych kłamstw. Nie było żadnych przekrętów. Liczyli się tylko oni. Tylko oni – i ich miłość przepełniona namiętnością.
    Przerwała czułe pocałunki i uniosła biodra, tym samym odrobinę podnosząc również i siebie, aby wpić się z czułością w jego wargi. Zabrała też dłonie z jego ciała – i Loki przez moment nie mógł wiedzieć, co takiego planowała, do czasu, w którym odsunęła się od niego ze słodkim uśmieszkiem. Biustonosz wylądował na drugim końcu łóżka.
    Przez dosłownie kilka sekund trwała przed nim z jedynie uśmiechem na ustach, a dopiero później musnęła wargami jego szyję znów. Znów jej dłonie przesunęły się delikatnie po jego torsie, znów sunęły w dół – aż do dolnej części garderoby Lokiego. Nie obciążając już własnym ciężarem jego nóg, zsunęła resztę ubrań z jego bioder, licząc cichutko na drobną współpracę męża. Za moment przed nią był już tylko Loki – bez żadnych przeszkód, bez barier i bez zasłon.
    Przysunęła się do niego bliżej. Ucałowała z czułością jego tors, a potem również i brzuch. Tym razem nie poprzestała w tym miejscu – zeszła jeszcze niżej i – zawahała się przez moment.
    Spojrzała na Lokiego, jak oddawał się jej czułościom i z wdzięcznością przyjmował każdą pieszczotę, jaką go obdarowywała. Jeszcze dzisiejszego ranka widziała w jego oczach migotanie wyrzutów sumienia na przemian ze zmartwieniem, a później żalem i troską. Ten dzień dla ich obojga był ciężki – i oboje zapewne nie spodziewali się, że skończy się właśnie w ten sposób.
    I choć Sigyn nie była do końca pewna, czy jej głuptas i tym razem nie będzie zadręczał się potem absurdalnymi wyrzutami sumienia… Pragnęła go. Tak samo jak pragnęła jego szczęścia i odrobiny odpoczynku od zmartwień. Odpoczynku, którego potrzebowali oboje.
    Bardzo potrzebowali.
    Dlatego przesunęła swoje wargi jeszcze niżej. Sięgając po to, czym od dawien dawna go nie obdarowywała. Pragnąc przynieść mu upragnione spełnienie. Upragnione upojenie. Upragnioną przyjemność.

    bardzo kochający Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  90. Kąciki jej ust drgnęły, gdy usłyszała jego westchnięcie. Po chwili poczuła, jak jedna z jego dłoni zaciska się na jej przedramieniu, a druga – na pościeli. Zamknęła oczy już całkowicie. Miała nadzieję, że ta chwila beztroski i bezinteresownego ofiarowywania sobie przyjemności będzie trwała jak najdłużej.
    Westchnięcia Lokiego – i te głośniejsze, i te ciche, sprawiały jej nieopisaną radość. Tak bardzo cieszyła się z… sama nie mogła dokładnie stwierdzić, z czego się cieszyła najbardziej, ale była szczęśliwa. Szczęśliwa, że może z nim być. Szczęśliwa, że nareszcie jej dzień może skończyć się tak, jak tego pragnęła od dawien dawna. Szczęśliwa, że jej najdroższy, kochany Loki… że jej najcudowniejszy mąż… jest jej. I tylko, naprawdę jej.
    Pieściła go czule i niespiesznie, jednocześnie dając mu przyjemność i pozostawiając pewien niedosyt. Wiedziała doskonale, co najbardziej lubi – po tylu wspólnie spędzonych latach dziwne by było, gdyby było inaczej. Więc dawała mu to, czego najbardziej pragnął, żeby za moment uciec i podrażnić się z nim. I tak pozostało do samego końca.
    Końca, którego jeszcze nie osiągnął, bo i tym razem mu uciekła.
    Ze słodkim i niemalże niewinnym uśmiechem podniosła głowę i pocałowała delikatnie jego brzuch, a następnie podniosła się, aby ucałować z czułością jego szyję. Ale to był przecież dopiero początek.
    Chwyciła delikatnie jego dłonie i przesunęła nimi wzdłuż swoich bioder, aż do ściśle przylegających do ciała leginsów. Zadbała o to, aby jego palce niby to przypadkiem zahaczyły o materiał ubrania. Przesunęła jego dłonie dalej, w stronę swoich pośladków, ale za moment cofnęła je z powrotem – i tym razem pozwoliła, aby to on, kierowany przez nią, zsunął pozostałe części garderoby.
    Po chwili i te dołączyły do całej reszty. Te raz nie były im potrzebne. Teraz mieli już tylko siebie.
    Ale nie pozwoliła, aby jego dłonie uciekły na dłużej z jej ciała. Ponownie skierowała je w stronę swoich bioder, gdy powoli i niespiesznie złączała ich ciała w jedność. Z jej ust wydarło się ciche westchnięcie. Nachyliła się w jego stronę i musnęła raz jeszcze wargami jego szyję, szepcząc cichutko:
    — Kocham cię.
    A potem… potem poddała się zalewającej ją fali miłości i pragnienia.

    bardzo zaskakujący Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  91. Dziś działo się coś, co nie miało miejsca od bardzo dawna. Dziś to Sigyn górowała i dziś to Sigyn dyktowała warunki. Dziś to ona drażniła się z nim, zbliżając się na tyle, aby mógł już sądzić, że za moment złączą swoje wargi w czułym i pełnym pasji pocałunku… a za moment znów uciekała mu, uśmiechając się uroczo i drocząc słodko.
    Dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Był zupełnie inny od całej reszty tych od ostatnich dziesięcioleci. Kto wie, może nawet stuleci?
    Nie powiedziała nigdy Lokiemu, dlaczego tak się stało. Dlaczego straciła swój zapał, dlaczego nagle stała się taka, jaka się stała – a zbyt wielka władczość Lokiego zaczynała ją przerażać. Nie powiedziała tego… i chyba nigdy mu tego nie powie. Nie tak łatwo zapomnieć urazy. Ale będzie się starała.
    A dzisiejszy dzień… jest pierwszym krokiem, który mówił jej, że powrót do szczęścia, które dzielili ze sobą w przeszłości, naprawdę jest możliwy. I Sigyn chciała w to wierzyć.
    Z czasem jej ruchy odrobinę przyspieszały, gdy oddawała się całkowicie przyjemności, jaką dawali sobie nawzajem. Jej westchnięcia stały się głośniejsze i mniej kontrolowane. W pewnym momencie jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, a ona przygryzła dolną wargę, zduszając kolejne dźwięki zdradzające przyjemność, którą przeżywała.
    Ostatni raz westchnęła wprost w jego usta, które nareszcie pozwoliła mu złączyć. Całowała go czule i długo, chwilę przed tym i na długo po tym, jak ich namiętność została zwieńczona. Oplotła ramionami jego szyję, przeciągając pocałunek. Oderwała się dosłownie na sekundę, aby spojrzeć w jego piękne, niebieskie oczy, nim wpiła się w jego wargi ponownie.
    Nie wiedziała, ile to trwało. Ale to nie miało znaczenia. Teraz… teraz czuła, jakby mieli przed sobą całą wieczność.
    Wtuliła bok swojej głowy w tors i zamknęła oczy. Czuła się szczęśliwa, spełniona i… zmęczona. Czuć to było nawet po jej mokrych plecach. Chociaż przespała prawie całą noc i pół dnia, mogłaby raz jeszcze dać się porwać w ramiona snu. Tym razem z Lokim u boku.
    Nie popełni tego samego błędu co wczoraj. Nie odtrąci go. Już nie.

    bardzo szczęśliwy Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  92. Poczuła, jak uścisk Lokiego staje się odrobinę lżejszy, a ich zapały w obdarowywaniu się czułościami zaczynają powoli stygnąć – tak jak ich rozgrzane ciała. Dlatego zsunęła się powoli z Lokiego chwilę przed tym, jak przykrył ich kołdrą, i wtuliła się w jego tors, zamykając oczy.
    Uśmiechnęła się lekko na jego słowa. Wiedziała, że doceni jej gesty. Zawsze lubił, gdy to ona przejmowała inicjatywę – co ostatnimi laty nie zdarzało się prawie w ogóle. I to nie dlatego, że nie chciała się z nim kochać. Przez te wszystkie lata po prostu nie czuła się na siłach. Nie czuła się wystarczająco atrakcyjna i wystarczająco… odważna, aby po to sięgnąć.
    Nadal się tak nie czuła. Nadal była tylko malutką, zagubioną dziewczynką wśród głośnych głosów mówiących jej, jak bardzo jest niedoskonała. Ale tego dnia nie chciała już myśleć. Za dużo było myśli, za dużo oskarżeń. Za dużo ograniczeń, których Sigyn przestrzegała. Dziś chciała się od tego odciąć. Dziś chciała nie szufladkować siebie i swoich części ciała, dziś chciała, aby to nie miało żadnego znaczenia.
    Na jego następne słowa podniosła powoli głowę ku górze, aby spojrzeć w jego oczy. Uśmiechnęła się lekko, choć niemrawo. Loki zawsze jej to powtarzał, a ona od jakiegoś czasu mu nie wierzyła. Dziś… dziś nie wiedziała, co powinna myśleć.
    Poza jednym, ostatnim zdaniem. W tym miał rację. Zawsze była tylko jego. Chociaż wiele było okazji, aby oddała się komuś innemu – choćby wtedy, gdy ich rozdzielili. Albo w ramach zemsty za jego niewierności. Nigdy tego nie zrobiła, bo zawsze była tylko jego.
    Chciałaby również czuć, że Loki należał zawsze tylko do niej…
    Nie zawsze tak było.
    — Loki… mogę zadać ci pytanie? – zaczęła cichutko. Dźwignęła się na przedramieniu, aby odrobinę podnieść się i być na wysokości jego twarzy. Chciała, aby były na równi. – W Asgardzie były zdecydowanie piękniejsze i o wiele bardziej wpływowe boginie. Więc… dlaczego ja?
    Nigdy się nad tym zbyt długo nie zastanawiała. Zawsze rozmyślała nad tym, czego jej brakuje w obliczu chodzących ideałów. Zawsze katowała się tymi myślami – a nigdy nie zastanawiała się dłużej, dlaczego spośród nich wszystkich Loki wybrał właśnie tą najmniejszą, która nie miała do zaoferowania nic oprócz swojej miłości.

    odrobinę zagubiony Bałwanek

    OdpowiedzUsuń
  93. [Dziękuję bardzo i przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz.
    Johnny Depp wygląda dobrze jako Indianin, bo od strony dziadka jest Czirokezem. Bardzo podkreśla te swoje częściowo indiańskie pochodzenie i mocno się identyfikuje z Indianami, więc jak widać coś w tym jest. :)
    Dziękuję bardzo i skoro z chęcią skorzystam. Ty kombinujesz powiązanie z moją żoną, ja trochę coś myślę nad relacją z twoją żoną, więc tym bardziej będzie fajnie jak i my zrobimy sobie jakieś powiązanie. :)]

    Ojciec Niebo

    OdpowiedzUsuń
  94. Jej brwi mimowolnie uniosły się ku górze, gdy wspomniał, że niegdyś, bardzo dawno temu, chciał, aby została jego kochanką. Nie wiedziała tego – przynajmniej w pełni świadomie, aż do teraz. Teraz… wszystko zaczęło jej się układać, włącznie z pierwszymi reakcjami i zawstydzeniem, jakie towarzystwo Lokiego często na nią sprowadzało.
    Wtedy stroniła od jego bliskości, choć sama nie była pewna, dlaczego. Była dla niego odległa, była poza jego zasięgiem, choć wcale go nie znała. Może te pełne dwuznaczności spojrzenia kazały jej trzymać się z daleka? A jeśli tak – to dlaczego jednak dała mu szansę? Przecież… świat nie stanął na głowie przy ich pierwszym spotkaniu.
    Ich relacja była budowana bardzo długo i bardzo żmudnie. Polegała przede wszystkim na kompromisach i ustępstwach – na znalezieniem złotego środka między pełnym restrykcji światem Sigyn, a pełnym braku ograniczeń światem Lokiego. Ich relacja nie była spokojna i ułożona od samego początku, a z całą pewnością nie była łatwa, ale potrafili się wysłuchać. Potrafili w końcu opanować własne nerwy, dojść do porozumienia i przestrzegać nowych ustalonych zasad.
    Tak jak teraz. Choć padły słowa, których oboje żałowali – choć doszło do czynów, których oboje nie chcieli, potrafili jednak znaleźć do siebie ścieżkę, pogodzić się i wybaczyć sobie nawzajem.
    I pewnie tylko nawzajem.
    To było prawdą, wszystko o czym mówił Loki. To znaczy, co do jej zachowania. Zawsze go potrafiła wysłuchać. Ale nigdy nie sądziła, że to jest droga do rozkochania kogoś w sobie. To było dla niej tak normalne i naturalne… przez lata przecież w taki sposób zachowywała się wobec Frigg – dzieląc wraz z nią jej ambicje zostania królową, słuchała o trudach i planach. Była i wspierała.
    Może… może właśnie dlatego też i Frigg tak bardzo kochała i ją? Frigg, niedostępna, chłodna, zdeterminowana i pewna siebie królowa, zawsze zachowywała się tak, jakby Sigyn była jej największym skarbem, który za wszelką cenę chciała chronić. Czy tą miłość wzbudziła w niej też dlatego, że po prostu z nią była?
    To wszystko brzmi na tak proste… tak banalne…
    Ale czy ona też nie kochałaby osoby, która jest z nią – na dobre i na złe? Na pewno tak.
    Choć gdy teraz zaczęła się zastanawiać to… za co ona w sumie pokochała Lokiego? To przecież nie było nagłe olśnienie, to musiało kwitnąć w jej sercu – powoli i niezauważalnie. A potem było już zbyt wielkie, aby się pozbyć tego uczucia.
    Położyła powoli znów głowę na jego torsie, wpatrując się w ścianę. I choć mogło się zdawać, że posmutniała – wcale tak nie było. Pogrążyła się po prostu w myślach, szukając uzasadnienia, dla którego ona zakochała się w Lokim.
    I nie potrafiła go znaleźć. To po prostu się pojawiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Ja też cię kocham – odparła cicho, wciąż wpatrując się w ścianę. – Ale gdy zacząłeś mówić, ja zaczęłam się zastanawiać, dlaczego spośród wszystkich innych wybrałam ciebie. Za co tak w zasadzie cię kocham. I wiesz co? – Powoli zadarła głowę, aby spojrzeć na jego twarz. – Za nic. Kocham cię za nic. Nasza znajomość była dla mnie wyjątkowa. Szczególnie od momentu, w którym zacząłeś się przede mną otwierać. Wtedy… wtedy czułam już, że jestem dla ciebie kimś specjalnym. Wtedy czułam, że dałeś mi szansę i zaryzykowałeś. Odsłoniłeś się przede mną, zdradziłeś mi swoje obawy i smutki… to mogło uczynić cię słabszym. Wiem, jak bardzo nie chciałeś okazywać nikomu słabości. Nadal, czasami aż za bardzo, chcesz zachowywać pozory, że jesteś nie do ruszenia. A jednak mi… mi pokazałeś wszystkie swoje słabości i wystawiłeś się na zranienie. Zaufałeś mi wtedy. Wtedy zaczęłam dostrzegać w tobie mężczyznę, którego kocham. Bo… nie potrzebowałam silnego Thora, aby mnie chronił. Nie potrzebowałam wpływowego Odyna, abym mogła zasiadać na tronie i nosić koronę. Potrzebowałam Lokiego, który był na tyle odważny, aby opowiedzieć mi o swoich ranach, obawach i słabościach. Lokiego, który starał się mnie zrozumieć i darzył mnie szacunkiem. – Zamknęła oczy i wtuliła się ufnie w jego tors. – Po prostu Lokiego. Nie istnieje żaden lepszy powód do miłości, ale… wiem, że na całym świecie nie potrafiłabym kochać nikogo innego poza tobą.

      kochający bez żadnego powodu Bałwanek

      Usuń
  95. [A ja z nadludzkim refleksem, lecz równie serdecznie, dziękuję za powitanie. Miło mi bardzo, że kolejna osoba pamięta Nuadę. :) I też mam nadzieję, że się uda. W końcu do trzech razy sztuka, prawda?
    Jeśli zaproszenie na wątek aktualne to chętnie skorzystam.]

    Nuada

    OdpowiedzUsuń
  96. Zawsze będę cię kochać, skarbie, zawsze.
    Z tymi słowami zasnęła, choć nawet sama nie wiedziała, kiedy dokładnie to się stało. Była wykończona – nerwami, smutkiem, dzisiejszymi wymiotami, dramatami, a nawet ich namiętnościami w najmniej spodziewanym momencie – choć to ostatnie wykończyło ją w… bardziej pozytywny sposób.
    Spała spokojnie, wtulona ufnie w bok Lokiego. Nareszcie mogła odpocząć. Nie wiedziała, ile czasu minęło, gdy poczuła, jak jej mąż wyślizguje się powoli z łóżka i składa na jej wargach pocałunek. Czuła to, dotarło to do jej świadomości, ale nie zaprzątała sobie tym faktem za bardzo głowy. Uśmiechnęła się tylko i skuliła, przyciągając kołdrę po brodę – i zapadła w sen, ponownie.
    Cokolwiek jej się śniło, z czasem zostało przyćmione przez… las. Ogromny, ciemny, umierający las. Szła ścieżką, a pod bosymi stopami bogini chrzęściły opadłe liście. Z czasem dotarła na polanę – i wtedy się zaczęło. Przycisnęła przez sen kołdrę mocniej do ciała, gdy dostrzegła wisielce – dokładnie te same, które niegdyś składano w ofierze wielkiemu Odynowi. Wtedy dopiero ogarnęło ją prawdziwe przerażenie. Chciała wyjść z kręgu, do którego wpakowała się przez swoją nieuwagę – ale zaraz trafiła w sam środek ogromnej bitwy i została oślepiona przez grom – a potem dostrzegła mężczyznę, który czerpał całą swoją siłę, całą swoją moc z rozgrywającej się wojny, z brutalnego rozlewu krwi… bogów.
    Odyn.
    Chciała się cofnąć i uciec w panice. Nie chciała na niego patrzeć. Na tego, który zmiażdżył, skruszył i podeptał jej życie i życie jej rodziny dla własnej przyjemności. Bo miał taki kaprys. Bo po prostu mógł. Nienawidziła go za to i nie chciała mieć z nim nic do czynienia – lecz w momencie, w którym się odwróciła, tuż przed nią uderzył piorun, a Sigyn padła na ziemię.
    Gdy zaczęła się podnosić, pod rękoma znów miała martwe liście i… mogłaby przysiąc, że trafiła najpierw na coś lepkiego, a potem na coś gładkiego… Przesunęła dłonią i trafiła na…
    Oczodoły.
    To była głowa. Odcięta ludzka głowa. Chociaż… czy na pewno tylko ludzka…?
    Cofnęła się i wstała powoli, patrząc z przerażeniem na jedną głowę. Dopiero po chwili dostrzegła, że tych głów jest przecież więcej – kobiety, mężczyzny, dzieci. Policzki i czoła splamione krwią, usta otwarte jakby w niemym krzyku, oczy wpatrujące się z nią niektóre z przerażeniem, inne z nienawiścią. Chciała się cofnąć, zbiec z górki – do lasu, tam, tam na pewno byłaby bezpieczna – ale potknęła się i wylądowała na odciętych głowach.
    W samą porę. Tuż nad jej głową poszybowała włócznia. Ktoś rzucił włócznią wprost w nią. Podniosła wzrok, bo zobaczyć, kim była ta osoba.
    To była kobieta. Niska, szczupła kobieta. Ale gdy przeniosła wzrok na jej twarz, zauważyła, że to wcale nie była zwykła kobieta – była to kobieta z głową białego bizona. I… Indianka…? Dlaczego Indianka miałaby rzucać w nią włócznią…? Indianie jej wybaczyli. Traktowali jak przyjaciela. Jej syn był ich sprzymierzeńcem. Dlaczego chcieli ją zranić?
    Ślepia bizonicy skierowały się na nią, a potem przeniosły się na drzewo. I Sigyn odwróciła w tamtą stronę głowę. Otworzyła szeroko oczy i wpadła w bezdech.
    Na drzewie, przebity włócznią, wisiał…
    Usiadła nagle na łóżku, dysząc ciężko. Poczuła, jak po jej czole spływają strużki potu. Dziwne uczucie, jakby przed momentem dotykała śliskich, zakrwawionych, lepkich głów, zaczęło znikać z jej dłoni. Rozejrzała się ostrożnie. Znów była w sypialni. Słońce już wzeszło – dochodziła… chyba dziesiąta.
    Nie ma nawet mowy, aby położyła się spać z powrotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zebrała porozrzucane ubrania z podłogi, aby tylko wsadzić je do kosza z brudną bielizną. Z szafy wyciągnęła kolejne – i zamknęła się w łazience.
      Strugi ciepłej wody zaczęły oblewać powoli jej ciało, niosąc ukojenie. Czuła, jakby cały ciężar spływał po niej razem z wodą. Odetchnęła głęboko i zamknęła oczy – ale nie mogła wyzbyć się z myśli snu. Snu, który nie był wcale zwyczajnym snem i Sigyn doskonale o tym wiedziała.
      W takim razie czym był…? Ostrzeżeniem…? Groźbą…? Czy duchy kiedykolwiek mogłyby się posunąć do tego, aby jej zagrozić…?
      Jeśli to było ostrzeżenie to… o co w nim chodziło…? Dlaczego posunęli się aż do tego podsuniętego obrazu…? Dlaczego na drzewie, przebity włócznią, z lekko rozchylonymi wargami, szeroko otwartymi oczami o pustym spojrzeniu i strużką krwi wypływającą warg – wisiał Loki…?
      Zacisnęła powieki i pokręciła głową. O co w tym wszystkim chodziło…?
      Zakręciła wodę, ubrała się niespiesznie i równie powoli zeszła na dół. Na dół, gdzie urzędował rozpromieniony Loki. Jego widok znacząco poprawił jej humor i na moment zatrzymała się w progu, aby po prostu na niego popatrzeć. Na szczęście, którego dawno nie widziała na jego twarzy.
      Jej kochany, cudowny mąż… Nie ma nawet możliwości, aby cokolwiek mu się stało. Nie pozwoliłaby na to.
      Odwzajemniła jego uśmiech, gdy tylko ją zauważył i wtuliła się ufnie, gdy przyciągnął ją do siebie. Teraz już było wszystko dobrze. Teraz było tak, jak powinno być. Teraz nie istniała żadna wojna, teraz nie było żadnej śmierci i ofiar.
      — Zdecydowanie lepiej niż wczoraj – odparła jeszcze zanim jego wargi musnęły jej szyje i zanim westchnęła cicho, zamykając na moment powieki. – Jak się spało tobie, kochanie? Mam nadzieję, że tobie też udało się… odpocząć.

      odrobinę zagubiony Bałwanek

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.