czwartek, 3 sierpnia 2017

lady in black

Kora (gr. Κόρη) – panna, Persefona (gr. Περσεφόνη) – zniszczyć, zabić • rzymska Prozerpina, która zastąpiła Liberę • córka Demeter (Ceres) i Zeusa (Jowisza) • żona Hadesa (Plutona) • matka Melinoë • uprowadzona do podziemi bogini wiosny, odrodzenia, kiełkującego ziarna, kwiatów, roślinności i panieństwa • królowa świata podziemnego i opiekunka dusz zmarłych • panująca nad roślinnością i płodnością ziemi • potrafiąca przywrócić zmarłego do życia • potrafiąca rozkazywać duszom zmarłych
---
Corinne Proserpina Fotiá • 9 kwietnia 1983 • stan cywilny: wdowa • pochodzenie: Amerykanka • zawód: prezes domu mody Prozerpina • miejsce zamieszkania: 62 Lutie Street, Nashville • Cerber • sympatyzująca z nowymi bogami
Ludzie uważali, że bogowie są szczęściarzami – mogą robić to, co chcą, kiedy chcą i mogą żądać od innych posłuszeństwa. W dodatku nigdy się nie mylą, nigdy nie żałują, nigdy nie muszą patrzeć ze skruchą w czyjeś oczy. Nawet z wyrządzonej krzywdy nie muszą się tłumaczyć. Persefona sama przekonała się jak bardzo jest to nieprawda. Pozbawiona wolnej woli na samym początku, pozostawiona na pastwę wyrzutów sumienia i tęsknoty na końcu.

Gdy tylko stanęła na amerykańskiej ziemi zrozumiała już, że nigdy nie będzie jak dawniej. Ludzie nie będą patrzeć wstecz – to bogowie muszą przeć naprzód, aby przeżyć. Mimo to patrzyła w przeszłość, ale nie dlatego, że chciała, aby to człowiek się zmienił. Miała całkiem inny powód – który niknął w jej świadomości coraz bardziej wraz z kolejnymi latami. Tak, jak nadzieja na odnalezienie swojej przeszłości…

Spojrzała więc przed siebie – i w ten sposób zaczęła uczyć się od ludzi. Podjęła się pracy, aby zapomnieć i, o dziwo, zaczęła odnosić sukcesy. Parła więc do przodu, tak długo jak mogła – tak długo, jak była w biurze, była wizjonerem. Lecz za każdym razem, gdy wracała do domu, spotykała spojrzenie trzech psów patrzących na nią z tęsknotą.

I tak żyje każdego dnia. Uwięziona między nowoczesnością a czasami starożytnych. ICH czasami.
Na zdjęciu cudowna Shay Mitchell. Oddamy w dobre, czułe i kochające ręce Demeter, Zeusa, córki (Melinoe i Makarię), projektanta i asystenta, z chęcią zobaczymy również Afrodytę. Persefona jest specyficzna, ale da się z nią dogadać. Zapraszam do wątków! | Oshun, Sigyn, Księżyc.
✉ nightear8@gmail.com

56 komentarzy:

  1. [Persefono, chodźmy razem pobuszować w zbożu! :)
    Cieszę się, że moją męską Persefonę przykryła karta takiej uroczej żeńskiej Persefony. Obowiązkowo porywam na wątek <3]

    Crom

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie będziemy z Cromem robić aż takiej konkurencji Hadesowi. Aczkolwiek mogę Cię porwać na jakąś farmę, a potem oddać. Co Ty na to?
    A tak na serio. Kombinujemy początek tutaj czy na gg?]

    Crom

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam ślicznie uroczą Persefonkę i życzę dużo wątków oraz weny. :)
    Zachwycam się Cerberkiem i trzymam kciuki za Hadesika, żeby się w końcu znalazł... I nadrobił te wszystkie stracone lata. ;>
    Dużo dobrej zabawy i samych udanych wątków.

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  4. Było wczesne sierpniowe popołudnie. Słońce świeciło jasno na niemal całkowicie bezchmurnym niebie, a wiatr od strony zatoki nowojorskiej był ledwie wyczuwalny. Crom lubił sierpień. Lubił tą nieco zbyt duszną pogodę i dziwne uczucie bezruchu. Nawet w ruchliwym Nowym Jorku o tej porze roku panował zaskakujący spokój, zupełnie jakby nawet śpieszący się ludzie podświadomie zwalniali w poszukiwaniu wytchnienia. Crom bez pośpiechu przewrócił stronę gazety. Siedział właśnie w jednym z pubów, w którym od niedawna można było dostać Guinnessa, zamiast tego paskudztwa uwielbianego przez Amerykanów. Rozkoszował się smakiem trunku czytając o kolejnych rewelacjach. Cholerni Anglicy założyli właśnie pierwszą Katedrę Archeologii na Uniwersytecie w Cambridge, jak zwykle musieli pchać się wszędzie jako pierwsi. Przewrócił stronę, bez zbytniego zainteresowania przeglądając informacje o nowych odkryciach w kolejnych greckich czy może rzymskich ruinach. Wszystko jedno. Jakby faktycznie było tam cokolwiek interesującego do odkrycia prócz kolumn i potłuczonych garnków. Crom marzył by w końcu przeczytać coś o Irlandii i tamtejszych skarbach, zamiast słuchać ciągle o Egipcie, Grecji, Rzymie czy innym Babilonie. Dopił swoje piwo, kończąc również lekturę gazety i bez pośpiechu opuścił pub. Miał jeszcze sporo czasu do spotkania z handlarzem antykami, który pewnie wciąż jeszcze zajęty był przeglądaniem nowych nabytków, które przypłynęły statkiem dzisiejszego ranka. Zdecydował się nieco przejść. Pogoda była piękna. Crom czuł przyjemne ciepło promieni słońca ogrzewających mu twarz. W tym świetle jego włosy zdawały się połyskiwać złotem i krwistą czerwienią. Było niemal idealnie. Do pełni szczęścia brakowało mu już tylko wyprawy na jakąś farmę, nawet i taką, gdzie uprawiano kukurydzę. Odkąd, niecałe dziesięć lat temu, przybył do nowego świata miał wrażenie, że znów zaczął odżywać. Może i ten kraj nie był przyjazny, może i widywał nie raz bogów, którzy czuli się tu obco i źle... Jak awokado uprawiane w krainie dzikiego ryżu. Ale może po prostu miał szczęście? Albo po prostu czuł się świetnie, bo jego ludzie wreszcie nie głodowali.
    Mijał właśnie zatłoczony port. W tłumie marynarzy i handlarzy dostrzegł jakiegoś boga, który mierzył go niezbyt przyjaznym spojrzeniem. Crom nie miał pojęcia kim właściwie był owy bóg, choć z wyglądu przypominał mu któregoś z tych śródziemnomorskich czy bliskowschodnich bogów, jakich ostatnio wciąż przywozili tu poszukiwacze starożytnych skarbów. Crom nie przepadał za nimi. Podobnie jak nie przepadał za większością własnego panteonu, który obecnie bardziej niż od bogów, roił się od elfów i innych skrzatów, za pieprzonymi Angolami – śmiertelnymi czy też nie, za galijskimi bogami, którzy lepiej znali mowę francuską niż język celtycki, za wszystkimi nawiedzonymi chrześcijanami nawracającymi kogo się da, no i za całą tą grecko-rzymską zbieraniną, uważającą wszystkich dookoła za „bandę barbarzyńców”. Obejrzał się jeszcze za siebie, omal nie wpadając przy tym na jakąś kobietę. Śmiertelnicy zwykle instynktownie schodzili mu z drogi. Jakby szósty zmysł, jakiś pierwotny, prehistoryczny lęk, kazał im zachować dystans... Crom spojrzał z zaskoczeniem na kobietę i natychmiast uśmiechnął się na jej widok. Znał ją. Była jednym z wyjątków, jeśli chodziło o śródziemnomorskich bogów.
    – Kora... Wciąż wyglądasz równie pięknie co letni poranek – odezwał się na powitanie, celowo przedkładając lato, ponad umiłowaną przez nią wiosnę. Poza tym... to właśnie latem mieli tych parę tygodni w roku, kiedy opuszczali podziemia i widywali się na powierzchni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Crom cieszył się z tego spotkania. Lubił Korę. Persefonę. Prozepinę... Pamiętał jak wieki temu przybyła na wyspy razem z Rzymianami usiłującymi podbić Brytanię. Pamiętał też jak pierwszy raz spotkał kogoś podobnego do siebie, kto rozumiał jednocześnie kiełkujące życie i śmierć, kto pół roku spędzał na ziemi, a drugie pół w świecie podziemnym. Co prawda ich pory roku nieco się rozmijały, ale jakimś cudem nie przeszkadzało im to stworzyć nici porozumienia. Kora była chyba jedynym „najeźdźcą”, którego odejście z Brytanii było dla Croma smutne.
      Cieszył się na jej widok, chociaż widział, że wydawała się nieco zagubiona i roztargniona. Patrząc na nią pomyślał, że musiała dopiero co zjawić się w Ameryce i jeszcze nie odnalazła się w tym nowym miejscu.

      Crom

      Usuń
  5. [Dziękuję za powitanie. :)
    A ja w sumie bardzo lubię mitologię grecką i egipską. Czytałem kiedyś Parandowskiego. Tylko potem jakoś bardziej mnie zaczęło ciągnąć w mniej znane klimaty.
    Super, to w takim razie chętnie poczekam. My z tego co pamiętam kombinowaliśmy fajny wątek na Fable, więc tym bardziej chętnie spróbuję coś tutaj. Jak chcesz możemy już teraz sobie ustalić powiązanie i wątek. :)]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  6. [coż mozliwe - sama nie wiem po pierwsze karty to byly jak ryzyko zawodowe, reszta eksperymentalna a do innych jakos bardziej sie wczuwalam. Ja tam w sumie do kazdej mitologii mam jakis sentyment.
    Dzieki.
    Ah i pozno lub nie: chcialam cie przeprosić jesli w jakis sposob czulas sie dotknieta moja "postawą". Wiem, ze mi czasem odbija i wyszlo jak wyszlo. Sorki raz jeszcze. Powodzenia z blogami ;)

    I tu tez duzo watkow i pomyslow ;)]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  7. [teraz można działać, nie? :D i tak w sumie te zdjęcia starego domku mnie nie zadowalają, liczyłam na jakiś odjechany pałac, ale internety się obraziły :< w sumie w jakiś interesujących okolicznościach mogliby na siebie wpaść i ten no och, a gdzie hadzio? och, a gdzie amfa? (to imię aż się prosi o takie zdrobnienie xD)]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jeśli dobrze się orientuje to są szwagierkami :D
    I jak najbardziej się dogadają! Hmm, może Amfitryta pomieszkiwała u Persefony przez jakiś czas zanim osiedliła się w Sacramento? A teraz może do niej czasem przylatywać na kilka dni, aby sobie poplotkować, ewentualnie Persefona może przylatywać do Amfi na weekend w SPA :D]

    AMFITRYTA

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa. Drogi Aresa i Afrodyty rozeszły się dość dawno, od tamtej pory nie spotkali się ani razu, więc można powiedzieć, że ich romans wygasł i zbladł, a Afrodytę zastępowały inne panie. Ale kto wie, co będzie, gdy spotkają się ponownie. :)
    Wierzę, że w końcu nam się uda z wątkiem. Pokombinujemy.
    Do domu mody Aresowi daleko, ale kto wie, czy przypadkiem nie wpadłby po jakiś garnitur, jeśli mają ciekawy wybór. :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  10. [Chętnie zrobimy jej krzywdę z Jamesem. Zapraszam.]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [proszę mi siostrzenicy nie krzywdzić, bo przypłynę z prezentami od Polaków (czyt. wpierdolem) :D]

      Usuń
  11. [Ogólnie propozycja padła zanim znalazła się żonka... xD Ale możemy to po prostu rozegrać jeszcze zanim Posejdon spotka się z Amfitrytą (w sumie nawet jeszcze wątku nie zaczęłyśmy). Nie towarzyscy mówisz, to najwyżej Posejdon mógł gdzieś się zapanoszyć w Nashville i przypadkiem nawet wpaść na Persefonę, pogadają, pogadają, a coby nam się wątek trochę dłużej kleił, to można wrzucić potem jakiś nagły wypadek, przez który będzie potrzebował przez jakiś czas pomocy siostrzenicy, tylko na razie nie wiem co to mogłoby być, jakieś pomysły? :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  12. [młoda bierz bikini, idziemy pływać! xD
    to można nawet w sumie ten wątek "przeszły" rozegrać, tylko nie wiem czy zaczynać od momentu jak się spotkali pierwszy raz, czy gdzieś dalej? Posejdon sobie jeździ na różne takie wycieczki krajoznawcze ze swoimi grupami, na pływanie, nurkowanie i te inne takie, to i mógłby się do domu wybrać, przy okazji i tam przetrzepać wszystko w poszukiwaniu beloved husband&bro]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  13. [Posejdon zakładam że też jakoś w tej pierwszej głównej fali przybył do Ameryki, więc oboje zapewne będą na początku próbować odnaleźć się w nowym świecie. Persefona od początku w NY? Pan rybcia mógł się panoszyć trochę po większych miastach, żeby znaleźć sobie miejsce, przykładowo zobaczył ją gdzieś w tłumie w miejscu publicznym i trochę za nią poganiał, bo go nie widziała ani nie słyszała]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  14. [No możesz zaczynać :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  15. [Och, to nie kablowanie, a życzliwe dzielenie się informacjami. :D A, że Ares bywa wybuchowy... ;)
    Zajęcia szermierki są dobrym punktem zaczepienia, choć nie ma ich w oficjalnej ofercie szkoły, ale kto powiedział, że pewnych kwestii nie da się zmienić, za odpowiednią opłatą. Zawsze może wpaść na samoobronę :P Szkoła jest otwarta i można przyjść pooglądać, a pierwsze zajęcia gratis :)]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  16. [Bardzo ślicznie dziękuję za powitanie :)
    Z Sif przyjdę tu, bo w sumie czemu nie. A i masz rację, łatwiej byłoby coś wymyślić. Już jest nawet punkt zaczepienia - obie nasze panie, każda na swój sposób, odnalazły się w nowej sytuacji i jakoś im się wiedzie. Tylko znowu - odległość. Ale to będzie łatwe do pokonania, w końcu dla bogów nie ma rzeczy niemożliwych :D]

    Sif

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję za powitanie. Janus pojawił się kiedyś na Fallen Gods bodajże, a teraz stwierdziłam, że w sumie tutaj też można go jakoś wpasować.
    Jeśli chodzi o historię, używam wyłącznie nazw rzymskich (tak samo jak większość obecnych na blogu bogów w wersji greckiej używa nazw wyłącznie greckich, informując ewentualnie o rzymskim imieniu), bo piszę o okresie przed wpływami etruskimi i greckimi w rzymskiej religii, o ich własnej mitologii. Janus przez bogów rzymskich rozumie natomiast całość rzymskiego panteonu, a więc wszystkich bogów, których czcili Rzymianie. Sama widzę natomiast pewne różnice pomiędzy wersjami, ale nie mam zamiaru nikogo zmuszać do uznawania mniej popularnej wersji rzymskiej. Więc jak najbardziej się dogadamy, bo ich nie oddzielam. Jedyny element, przy którym będę się upierać przy pisaniu, to nazywanie ich przez Janusa rzymskimi imionami, bo dla niego pod takimi występują. Mam nadzieję, że ma to jakiś sens, jeśli nie, to przepraszam.
    Jedyne, co mi na tę chwilę przychodzi do głowy to znajomość pomiędzy Twoją panią a Juturną (żoną Janusa), która mieszka z nim w Nashville. Wtedy można by z tym jakoś pokombinować. Pomyślę jeszcze, może wpadnie mi do głowy coś ciekawszego.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  18. [Witaj moja śliczna córeczko, którą wydałem własnemu bratu :') A jak nie chce go widzieć, to zawsze może się zmienić w jakiegoś zwierzaczka (bo to zawsze się "dobrze" kończyło) i znowu ją zmyli, bo wąteczek musi być! Kontrola rodzicielska, jak tam w małżeństwie się powodzi... Rodzinny obiadek, zapraszam! Ps. Kocham za Shay i tą Britney w komentarzu (typowy Zeusik)
    Specjalnie dla mojej kochanej Persi *Hades nie bij*

    CZASAMI ZA MOCNO KOCHAJĄCY OJCZULEK

    OdpowiedzUsuń
  19. [Bogowie i tak się nie rozpoznają, ale wyczuwają aurę, więc gdy wejdzie do sklepu, to moze być tak że go nie pozna, a on jej. Ale wtedy on odbierze telefon od swej małżonki Hery i wszystko wyjdzie na jaw. Mała jatka w sklepie, czy sprawę załatwimy pokojowo? :D Może Zeus w końcu odpokutuje swe winy i niechlubne uwodzenie córki...

    OJCIEC NA MEDAL

    OdpowiedzUsuń
  20. [Zeus to gruba szycha, która ma portfel gruby jak Hefajstos. Więc moze chciałby złożyć poważne zamówienie, z którym byłyby jakieś problemy, więc Persefona musiała zacząć działać i udać się na prywatną rozmowę z klientem. Wytłumaczyć mu, że nie robią oddzielnych kieszeni na pioruny :D]

    BOSKI KLIENT

    OdpowiedzUsuń
  21. [Jak najbardziej mógłby, przynajmniej, gdyby okazała się warta tego, by poświęcić jej tyle cennej uwagi, która zawsze mógłby skierować na coś/kogoś innego. Ale warto spróbować, bo chętny jest do współpracy w tematach walki itp. :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  22. W zasadzie ciężko było mu się rozstawać z żoną, choć zrobił to na własne życzenie. Ostatnimi czasy coraz częściej się kłócili, Posejdon jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał to o co prosiła go żona i oto w efekcie, w tym nowym świecie wylądował sam. Uch, ta kobieta była tak uparta... Może gdyby pokazał jej zdjęcie złotego pałacu to poszłaby nawet pieszo.
    Najpierw był zły. Zły na nią, zły na siebie, zły na wszystko wokół. Zły, że ona nie chciała jechać, zły, że jej na to pozwolił, zły, że w ogóle gdzieś jechał. Później uznał, że tak najwyraźniej miało być, widocznie ta żona nie była mu przeznaczona na zawsze, może znalazłby sobie inną, może wziąłby z którąś z sióstr, tak jak jego brat, czy jakąkolwiek inną z najbliższej rodziny. A może związałby się teraz z jakąś ludzką kobietą? Nie, udawać człowieka nie zamierzał, a nie mógł też mieszkać z nią jako Posejdon, grecki bóg mórz i oceanów, no błagam. Jakkolwiek jednak nie starał się ułożyć sobie życia tutaj, wciąż nie był zadowolony, cały czas czegoś brakowało. Co prawda minęło jeszcze za mało czasu, żeby miał się tym jakoś specjalnie przejmować, w końcu cóż to jest w porównaniu do wieków na Olimpie.
    Z czasem zrozumiał, że nie jest to już tylko tęsknota za Amfitrytą, ale za kimkolwiek. Za kimś kogo znał dawniej, komu ufał, a nawet kimś kogo nienawidził, mógł zawsze temu komuś wtłuc, na przykład taki Odyseusz. Raz już dostał wpierdol, ale należałoby mu się jeszcze raz. Ten dzieciak miał tylko jedno oko! Nie dwa, do cholery. A więc wyglądało na to, że ostatnie co zobaczył jego syn, to brzydki ryj Odyseusza.
    To jak mocno tęsknił za rodziną zrozumiał, kiedy był jej najbliżej odkąd trafił do nowego świata. Przemierzając ulice Nowego Jorku poczuł coś nagle w głębi serca, takie dziwne uczucie, ale przyjemne. Nie rozumiejąc jeszcze o co chodzi szedł dalej, aż gdzieś w tłumie coś zobaczył. Początkowo nie był pewny, czy mu się nie przewidziało, ale kiedy odwróciła się w stronę budynku, dostrzegł dokładnie kim jest.
    - Persefona! - wrzasnął zwijając dłonie dookoła ust.
    Jedyny efekt jaki uzyskał to skwaszone miny kilku przechodni zakrywających uszy. O tak, Posejdon jak ryknął to się niosło i to równo, w końcu nie raz przekrzykiwał huczące fale. Nic jednak to nie pomogło, dziewczyna była za daleko. Kiedy oderwał wzrok od krzywo patrzącego faceta, zorientował się, że zgubił bratanicę, zniknęła najwyraźniej za zakrętem albo w tłumie z przodu. Ruszył biegiem, nadal nawołując. Odnalazł ją dopiero kilkaset metrów dalej i krzyknął ponownie.
    - Persefona! - tym razem usłyszała, zaczekała na niego. - A ja... ja nie miałem pojęcia, że tak szybko chodzisz.
    Oparł ręce o kolana dysząc, no trochę przebiegł, ale nie zamierzał w żadnym wypadku zgubić Persy, o nie, drugi raz mogło się nie zdarzyć. Podniósł się trochę i oparł tym razem o latarnię stojącą obok, posyłając uśmiech dziewczynie.

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  23. - Starość! I mówi to taka małolata! - odburknął jej podnosząc się automatycznie.
    Prawda była taka, że przyzwyczajony był raczej do statków, łódek, rydwanów i no ten... bieganie nie było jego mocną stroną, ale no przecież taki kawał za nią leciał, miał prawo się zmęczyć. Poza tym, do przepychania się między ludźmi również nie przywykł, na Olimpie czy pod wodą nie było takich tłumów. Co prawda wybierał się czasem w mniej boskie miejsca, czego przykładem były jego dzieci z ludzkimi kobietami, ale nigdy nie na taką skalę. W dodatku dziwnie było, kiedy wiedział, że cała ta masa wokół niego nie miała nawet najmniejszego pojęcia kogo właśnie mijają.
    Pokręcił smutno głową w odpowiedzi na jej pytanie. Dopiero teraz kiedy przyjrzał jej się bliżej dostrzegł jej przygaszony wzrok. Czy pani podziemia zawsze emanowała takim skutkiem? Nigdy wcześniej tego nie zauważył. No dobrze, może kiedy została porwana przez jego brata i po pierwszym pobycie u matki, musiała z powrotem wracać do piekła, to nie była zbyt zadowolona, ale z czasem się to zmieniło, wszyscy to wiedzieli. Teraz natomiast bił od niej taki smutek, jakby Cerber zaginął czy coś. Czy on też tak wyglądał rozmyślając o Amfitrycie?
    - Gdybym to ja miał kontakt z naszą rodziną to nie ganiałbym za tobą jak za ostatnią deską ratunku... nie że Ciebie nie lubię, ale... wiesz, wiekowe kości. - uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do niej ręce - No chodź tu, Ty mroczna księżniczko, kiedy my się ostatni raz widzieliśmy, co? Na ostatniej uczcie u Zeusa?

    [Spoko, to poprzednie to był prawie szczyt moich możliwości jeżeli chodzi o długość, także ja za bardzo nie szaleje w odpisach, możesz się przyzwyczajać xD]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj narobił sobie wrogów ten jego braciszek, narobił. Chyba większość jego dzieci miało podobny stosunek do Zeusa jak Persefona, ale no co, zasłużył sobie dziad.
    Czas, którego miał teraz bardzo dużo poświęcał na próby ułożenia sobie tutaj życia, a emocje jakie to wywoływały, wyładowywał w różny sposób, bardzo możliwe, że odbiło się to wszystko fizycznie, nie zwracał jednak na to uwagi. Poza tym, no halo, bóg to bóg, zawsze był kupą mięśni, nie mógł być gorszy od Aresa.
    - Wiesz, musiałem dopłynąć tutaj - odpowiedział z poważną miną, kiedy odsunęli się od siebie, wiadomo czy to żart czy serio mówi? - Parę statków się przerzuciło tu i tam. - nachylił się do niej i uśmiechnął szeroko - No Persy, wpadłem pewnie z toporem w twoje plany, jeśli tylko nie szłaś właśnie na zakupy, to chętnie pójdę z tobą tam, gdzie się wybierałaś, co ty na to?
    Miło było móc wreszcie spędzić choć trochę czasu z kimś kogo znał. Poznał już co prawda w Ameryce paru ludzi, a nawet paru Bogów, ale brakowało mu rodziny. Dobrze, domu. Zaczynał żałować, że nie został tam gdzie jego miejsce, ale nie, przecież czuł się tak ogromnie zobowiązany, aby podążać za modlitwami do wielkiego boga oceanów, że duma i honor nie pozwoliłyby mu zostać. No to ma co chciał. Samotność.

    [O jaka ładna karta :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  25. - Ej, mam gdzie spać, nie przesadzajmy - zaprotestował z uśmiechem.
    Aż tak źle z nim nie było, owszem brakowało mu bliskich, ale umiał sobie poradzić w tym świecie. W miarę. Wiadomo, zdecydowanie lepiej żyło się w pięknym podwodnym pałacu z jeszcze piękniejszą żoną u boku, w swoim, przez wieki znanym świecie, niż tu, gdzie wszystko jest nowe, a ty nie masz nic i jesteś sam jak palec. Im dłużej jednak tu był, tym bardziej się przyzwyczajał i zaczynał to traktować jak przygodę, jakiś nowy rozdział, odrodzenie. Jakoś dawał sobie na razie radę, ale co to było za życie?
    - Wiesz, ja mam kupę czasu do wykorzystania na jakiekolwiek spacery. Ale zaraz, jak to zgubiłaś Hadesa? - zmarszczył zdziwiony brwi. Jakim cudem, będąc boginią, można zgubić męża? - Nie rozumiem, byliście razem i wyparował?
    Dobrze, że przynajmniej on wiedział gdzie jest Amfitryta... a przynajmniej wydawało mu się, że wiedział. Na pewno wiedział gdzie jej nie było - tutaj. Persefona zaś jak widać miała jeszcze większy problem.

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ja również przepraszam, że odpisuję dopiero teraz.
    Podoba mi się ten pomysł. Janus rzeczywiście na początku prawdopodobnie, by odmówił, bo lubi swoją obecną pracę, ale myślę, że mogłaby go namówić do pomocy.
    Nie wiem, czy masz już jakiś konkretny pomysł na odnowienie znajomości, ale mogliby albo gdzieś wyjść, albo Persefona dostałaby zaproszenie na kawę/kolację, czy coś w tym rodzaju, u Janusa i Juturny.
    I możesz się śmiało inspirować, nie mam nic przeciwko.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  27. No tak, Hades i ten jego pedantyczny porządek, pewnie dostał permanentnej białej gorączki wiedząc, że nie może znaleźć własnej żony. Żarty żartami, ale sam doskonale wiedział jak to jest nie mieć żony u boku, choć on nie miał jej nie z przypadku, a z własnej woli Amfitryty. Można powiedzieć, że w całym tym nieszczęściu mieli "fajnie", o ile to słowo było w tym przypadku przyzwoite, ale przynajmniej wiedzieli, że drugie nie zostawiło ich na pastwę losu...
    Przez słodki ton głosu przebijał smutek i żal, było to czuć z daleka. Gdyby bogowie mieli jakąś aurę, jej miałaby kolor czarny i to nie ze względu na tytuł bogini świata umarłych. Nie wiedzieć czemu, poczuł się nawet lekko pocieszony faktem, że nie on jeden nie przypłynął tu na wakacje, bez żadnych problemów na głowie, choć nikomu ich nie życzył.
    - Chyba masz rację, miejsce greckich bogów jest w Grecji, nie w Ameryce. Z dnia na dzień coraz bardziej czuję się tu jak śmieć - przyznał przypominając sobie uczucie jakie nim targnęło, gdy zrozumiał, że tutaj nie jest wielkim Posejdonem, tylko jakimś facetem z brodą, a garstka wiernych z jego krainy wcale tego nie zmienia - Tu jest tak dużo ludzi i taki bałagan, że gdybym ja zgubił żonę to szczerze mówiąc nie miałbym pojęcia gdzie w ogóle zacząć szukać, wiem, nie jest to pocieszające... - wbił wzrok w ziemię i po chwili wyprostował się uderzając pięścią w pierś - Masz moje słowo, że pomogę w poszukiwaniach jak tylko będę mógł, powiedz tylko, a przeszukam cały ocean wokół tego przeklętego miejsca.

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  28. Obdarzył dziewczynę szczerym uśmiechem, nic więcej w tej chwili nie mógł zrobić, a z każdą minutą spędzoną na rozmowie z nią, pewna myśl coraz głębiej wdzierała się do jego świadomości, myśl, że naprawdę brakuje mu bliskich, że nie miał tutaj do tej pory nikogo kto choć w małym stopniu by go rozumiał. Poklepał Persefonę po plecach i ruszył za nią w przód między ludźmi.
    - A weź, musiałbym tutaj wybudować sobie drugi pałac, żeby choć w małym stopniu czuć się dobrze. Choć pewnie i ten nowy byłby niczym w porównaniu do starego domu, tamten był jedyny w swoim rodzaju... W zasadzie to wiesz, chyba serio zabiorę się kiedyś za budowę, może jakaś ładna Amerykanka zechce mieszkać na środku oceanu. - zabrzmiało jak żart, ale mówił zupełnie poważnie - A ty dorwałaś jakąś piwnicę? - stuknął Persefonę łokciem.
    Uświadomił sobie ostatnio, że przebywając tyle czasu jedynie między ludźmi, czuł się coraz bardziej jak człowiek, nie bóg. Jeśli nie zacznie kręcić się miedzy swoimi, szybko może przyzwyczaić się do przyziemnych spraw.

    [Pani kochana, ja dopiero teraz zajrzałam w zakładki, jakie pikne ma Posejdon zdjęcie w powiązaniach, aż go duma rozpiera :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  29. Kiwnął głową, zdecydowanie kojarzył temat, choć on żadnego swojego odpowiednika nie poznał i dobrze w sumie, Posejdon jest jeden jedyny i nie widziały mu się herbatki z jakimś innym gościem mającym się za boga mórz. Ale ona ma przynajmniej do kogo gębę otworzyć, przeszło mu przez myśl.
    - Dobra, ty już mi tu nie wujkuj, mądralo. - mruknął marszcząc brwi. Znalazła się doradczyni miłosna. Ale ma rację... - Jestem też bratem Zeusa, a Zeus zdradzał Herę na potęgę, więc ten argument możemy od razu pominąć.
    Zamilkł na chwilę zamykając się w swoich myślach. Przecież nie był też znowu takim złym mężem... W porównaniu do najmłodszego z braci, był wręcz aniołkiem, ale... może rzeczywiście mógł się bardziej postarać. Pytanie czy wtedy popłynęłaby z nim do nowego świata? Obrażona była już od dawna, zupełnie nie umiał się z nią dogadać, co miał zrobić, przecież nieba z ziemią nie obróci do góry nogami, żeby ta kobieta była w końcu zadowolona. Czy wierny mąż rzeczywiście wystarczyłby jej?
    - Oczywiście, że zależy - wyprostował się nagle - na żonie ma mi nie zależeć? Tylko widzisz, sprawy nie wyglądają wcale tak prosto jak się wydaje.
    Pewnie, że nie było prosto, szczególnie, kiedy zakręciła się jakaś ładna kobieta. Zwyczajnie nie był stworzony do monogamicznych związków, na ziemi było zbyt wiele pięknych istot płci żeńskiej, żeby ktoś taki jak Posejdon marnował się dla jednej.


    [https://media.giphy.com/media/yoAdAZH4DOjW8/giphy.gif]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  30. Uśmiechnął się do najbaczniej przyglądającej im się kobiety i zakręcił kółko palcem w stylu "to wariatka". Cóż, dla nich było "normalne", ale wśród szarych ludzi na ulicy wywołało niemałe poruszenie.
    - Okej, prowadź. - zgodził się. - Nie szczycę się tym co ci zrobił, tak, jest debilem, zwyczajnie porównywanie charakterów braci jest bez sensu. Hadesa z Zeusem nie porównywałabyś.
    Westchnął jakby sam do siebie, o czym tu było opowiadać, o obrażonej żonie? Sam był już wkurzony, kiedy się rozstawali, gniew ten jeszcze nie do końca puścił, choć brakowało mu Amfitryty, ale do tego ciężko było mu się przyznać nawet przed samym sobą.
    - Widzisz chyba coś podobnego czuł twój mąż zanim przestałaś uciekać od niego. Ja mam wrażenie, że Amfitryta już dawno zaczęła chcieć czegoś innego niż zwykle i nawet moja wierność nic by tu nie dała.
    No może ewentualnie nowy pałac z bursztynu zadowoliłby księżniczkę, choć nigdy nic nie wiadomo.

    [Poszłam za ciosem, Jednorożec też ma nowe :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  31. [A tam zaraz złapie sie za głowę! Złapie sie pewnie za co innego...
    Za portfel i hasła do kont xD :D
    Mammon oczywiście z chęcią pomoże, bo on to interesy to może robić z każdym byleby hajs się zgadzał ;) Tak więc Mammon i Persefona byliby dosyć ciekawą kombinacją, a przynajmniej tak myślę ;)
    To...powiedz mi cóż im czynimy za historię. Jakieś wydarzenia bogate w przypały i dramy, czy wręcz przeciwnie? Jakieś tajemnice, czy granie prosto z mostu? :D]

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  32. Od jakiegoś czasu kręcił się po mieście, wcześniej również po okolicznych miasteczkach, zaglądał tu i tam, sprawdzał czym ten świat różni się od tamtego. Szukał jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś co mogłoby go zatrzymać tutaj, ale kończyło się zawsze na takich wieczorach, jak teraz z Persefoną. Zwyczajnie rezygnował ze wszystkiego i szedł się napić.
    Kiedy weszli do środka zrobiło się jakby ciszej albo takie odniósł wrażenie, jednak dziewczyna zgromiła wzrokiem wszystkich gapiących się na nich. Och, gdybyście tylko wiedzieli kogo obserwujecie... Choć w zasadzie, gdyby przyszło im przedstawić się jako mitologiczni greccy bogowie najpewniej zostaliby wyśmiani, ludzie niestety stawali się coraz większymi ignorantami na to co dzieje się wokół nich.
    - Bo to raz? Cały czas się kłóciliśmy. - wzruszył beznamiętnie ramionami - Amfitryta zawsze była trochę nadęta, ale akceptowałem to. Układ był od początku bardzo prosty, ja nie wtrącam się w to co robi, a ona nie wtrąca się w moje przygody miłosne, dopiero z czasem niezależność zaczęła coraz bardziej uderzać jej do głowy, no i tak ja zacząłem się wtrącać, a w zamian zaczęła i ona. Nie wiem czy to jest dla ciebie do pojęcia, ale nie umiem żyć z jedną kobietą, choć ona była... jest tą jedyną. - zastanowił się chwilę, drapiąc po brodzie, nad tym czy właściwie choć trochę go zrozumie. Była jednak kobietą, zapewne będzie trzymać stronę Amfitryty - Naprawdę, nie wziąłbym za żonę żadnej z tych kobiet, które mi się przewinęły.
    W między czasie kelnerka przyniosła ich piwa. Chyba chwytem marketingowym miały być wylewające się z gorsetu cycki wszystkich pracujących tutaj dziewczyn, co z pewnością przypadło do gustu pijanemu facetowi dwa stoły dalej.
    - O widzisz, na coś takiego na przykład nie lecę - wskazał palcem na gościa rozmawiającego z dekoltem kelnerki i uśmiechnął się głupio - W ogóle nie jestem znowu taki okropny, serio staram się panować nad tym. Przynajmniej się staram.

    [Majestatyczny wpierdol od bogów? :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  33. Podróżował w luksusie, żył w luksusie i też jadł w luksusie (a przynajmniej starał się). Był niemalże synonimem bogactwa i luksusu, ale czego się spodziewać po czło….Bogu pieniędzy? Bo raczej nie tego, że będzie biednym panem żulem spod pobliskiego marketu, który prosi o kawałek bułki, albo o dolara na browara.
    Nie… Mammon to raczej zdecydowanie nie należał do tego typu osób. Nie był też przesadnym typem, który pomaga i jest filantropem. Nie zamierzał jakoś szczególnie pomagać biedniejszym od siebie, no znaczy się jeśli widział w tym jakiś sens to tylko i wyłącznie wtedy. Czasem należało ocieplić swój wizerunek, a czasem należało podwoić swój majątek na koncie. Motywacje były różne, jednak podobne do siebie.
    Teraz to bliżej było temu drugiemu. Nie po to zarezerwował stolik w Etch Restaurant w Nashville, żeby omawiać to ile może dać kasy na cele charytatywne. Przybył tutaj w interesach. I to z nie byle kim, bo z Persefoną, o której słyszał sporo i może nawet kiedyś ją gdzieś tam widział.
    Był na kilka minut przed czasem, kazał przygotować odpowiednie wino, bo przecież należało zrobić dobre wrażenie. Niby mógł poprosić o coś innego, ale akurat to właśnie uwielbiał przypieczętowywać różne transakcje winem. Jakieś takie zboczenie.
    Poprawił idealnie skrojony garnitur i wyczekiwał na pojawienie się Persefony. Na szczęście nie musiał długo wyczekiwać greckiej bogini. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy podprowadzono kobietę do jego stolika. Wstał i lekko skinął w jej kierunku głową.
    — Zapraszam – wskazał ręką na krzesło naprzeciwko. Sam usiadł na swoim miejscu, poprawił mankiety koszuli raczej z przyzwyczajenia niż z konieczności. – Witam. Chce pani najpierw coś zjeść, czy woli od razu przejść do konkretów? – zapytał bez ogródek. Stolik był na uboczu, na czym mu zależało. – Jeśli chce pani od razu przejść do konkretów, to proszę mówić, jakie ma pani wobec mnie oczekiwania – mówił spokojnie i przyjaźnie. Prawdopodobnie jeśli zwykły śmiertelnik zacząłby z nim rozmawiać i Mammon zaproponował pożyczkę, to pewnie od razu by się człowieczek ów zgodził, bez zastanowienia, co byłoby poważnym błędem.

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  34. — Taka moja praca. Konkrety – uśmiechnął się miło i niemalże zachęcająco. Przypuszczał, że jego sztuczki nie będą działać na bogów, ale cóż miał poradzić jeśli taki już był? Jeśli miałby zrezygnować ze swojego dotychczasowego stylu życia, który trwał niemalże niezmiennie od kilkuset lat, albo przynajmniej od tego momentu, kiedy ludzie zaczęli „wyznawać dla mamony”. Był tylko on, później długo nic, to niekiedy dla niego tworzyli, dla niego żyli; tylko po to żeby zapewnił im luksus (oczywiście w sensie metaforycznym). Nie przeszkadzało mu to, wiedział że współczesnym światem rządzi pieniądz, a takie sytuacje jak na przykład wielki kryzys w latach trzydziestych ubiegłego wieku, gdzie to maklerzy giełdowi nawet i rzucali się z wieżowców.
    Ale chyba każdy wiedział o tym fakcie. Jednak nie każdy wiedział, kto za tym wszystkim stał. Ot po prostu nastąpił kryzys ekonomiczny spowodowany, takimi i takimi zjawiskami i nie ma co się nad tym rozdrabniać. Było minęło, i miejmy nadzieję, że to się już nie powtórzy, a nawet jeśli, to żeby nie miało to takiego przebiegu jak w ubiegłym stuleciu.
    — Pół miliona – przygryzł wargę w zamyśleniu. Spojrzał uważnie na Persefonę, miał te pieniądze, był nawet gotów je od razu wyłożyć na stół i powiedzieć „bierz biedaku”, ale po co miał to robić? Fortuna mogła się od niego odwrócić. Chociaż biedy bóg pieniędzy chyba był oksymoronem i to sporym, żeby nie rzec ogromnym.
    — Powiedzmy, że ów tajemniczy inwestor byłby gotów zapłacić te pieniądze, jednakże średnio mu się uśmiecha procent udziałów w firmie. Dziesięć procent to chyba jednak troszkę za mało. Powiedzmy, że piętnaście procent będzie idealne, ów inwestor może jeszcze dorzucić do tejże kwoty powiedzmy sto tysięcy…pod jednym warunkiem…będzie miał wgląd w finanse firmy. Ot raz na jakiś czas przybędzie z niezapowiedzianą wizytą, zerknie w książki, trochę podpowie odnośnie robienia interesów, ażeby firma od razu się wybiła – uśmiechnął się delikatnie i potarł ręką brodę, na której miał dwudniowy zarost. Akurat miał ten plus, że nie wyglądał źle bez zarostu i w zaroście, ale takim dwu-trzydniowym.
    — Myślę, że to uczciwa propozycja. Przecież sto tysięcy na ulicy nie leży, a firma potrzebuje pieniędzy – mówił powoli i spokojnie. Nie denerwował się, podczas prowadzonych interesów ciężko było wyprowadzić Mammona z równowagi. – Oczywiście czekam na dalsze propozycje, no chyba że będzie się pani twardo upierać przy swoim… Ale myślę, że nie ma to sensu, taki upór. Propozycja uczciwa, przecież nie proszę o połowę udziałów, tylko o marne piętnaście procent, oraz wgląd w księgowość, ażeby móc raz na jakiś czas rzucić okiem, czy przypadkiem pieniądze nie są przesyłane na konto firmy na darmo. Przecież ani ja ani tym bardziej pani nie chcemy żeby firma upadła, prawda? W naszym wspólnym interesie leży jej dobro – powiedział z przekonaniem w głosie. Faktem było, to że dla niego liczyły się tylko i wyłącznie pieniądze, które były chyba jego jedyną namiętnością.
    Położył ręce n blat stołu i zaszczycił Persefonę uśmiechem; delikatnym i skromnym. Może nie u wszystkich budził zaufanie, jednakże większość właśnie sądziła, że wzbudza niejakie zaufanie. Prawdopodobnie dlatego ludzie mu ulegali…chociaż nie każdy ale zdecydowana większość.

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  35. - Ależ ja nie twierdzę, że żona nie może być dobrą kochanką, ba, jak najbardziej może, ale sama musi tego chcieć. Z pustego i Salomon nie naleje, czy jak to mówią. - im dłużej nad tym myślał, tym więcej kłótni sobie przypominał i coraz bardziej się w nim gotowało.
    Chyba bardziej od wygadania się komuś, potrzebował wygarnięcia wszystkiego samej zainteresowanej, co jednak nie było aktualnie możliwe. Przystosować, a czemuż to oni, bogowie, posiadający tak wielkie moce i umiejętności, mieli się dostosowywać do tej ciemnej, ludzkiej masy? Nie żeby nie lubił ludzi, ale nie uważał się nawet za równego z nimi, a co dopiero mniejszego. Cóż, przydałaby się umiejętność cofnięcia czasu do lat ich świetności, do lat, kiedy stawiano mu rzeźby i świątynie, kiedy błagano o jego przychylność, kiedy drżano ze strachu przy każdej mocniejszej fali na tafli oceanu, kiedy składano w jego imieniu ofiary... Tak, to były wspaniałe czasy, wtedy czuł władzę, której zawsze było mu mało.
    - A ja wiem, czy wierzy? Sam już czasem wątpię w to co robię i czuję, nie można odbudować uczucia na odległość, nie mając najmniejszego kontaktu z żoną. - odpowiedział zupełnie szczerze i pociągnął duży łyk, chyba piwo będzie za słabe na dzisiejsze smutki - Słuchaj, w zasadzie działam wbrew własnej naturze, nie jestem kimś kto płaszczy się i biega za kimś błagając o atencję, z nią tak trzeba, a i tak niewiele to dało jak widać. Czy wy kobiety tak macie, że lubicie ignorować drugą osobę? Czy ty łaziłaś codziennie obrażona po podziemiach?

    [Coś się zmajstruje :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  36. Postukał palcami w blat stołu. Uśmiechnął się przeciągle. Dwanaście procent to ciągle lepiej niż te dziesięć procent. Poza tym zawsze będzie mógł wykupić nieco więcej, jeśli „sytuacja ich zmusi” do tak „drastycznych” kroków. Mammonowi było obojętne to czy nastąpi to teraz, czy dopiero za pół roku. Nie miał na uwadze dobra firmy, chciał po prostu zarobić. Nie ważne czy w sposób uczciwy, czy wręcz przeciwnie.
    Pieniądz mu nie śmierdział. Prawdopodobnie pieniądze były jego jedyną miłością.
    — Dobrze. Rozumiem – uśmiechnął się. – Jestem gotów się zgodzić na te warunki. Pół miliona, dwanaście procent. Jednak mimo wszystko będę się upierać przy tym że chciałbym mieć raz na jakiś czas wgląd w rachunkowość. Oczywiście pod pani czujnym okiem. Staram się dbać o swoje interesy, a wglądy w księgi proszę traktować jako zabezpieczenie z mojej strony.
    Prawda była też taka, że mimo wszystko chciał trochę pofałszować w tamtejszych rubrykach. Bo przecież to w razie czegoś mniejsze podatki, a przecież każdy fałszuje w swoich dochodach. A to, że za niskie, a to, że coś tam. Robił to co inni ludzie.
    Pozostawało pytanie, czy to on nauczył ludzi machlojek finansowych, czy to ludzie jego nauczyli…a może wszystko działo się mniej więcej w tym samym czasie?
    — Myślę, że nic się nie stanie jeśli podpiszemy odpowiednie umowy…powiedzmy jutro w pani gabinecie. Zawsze też możemy, podpisać umowę w innym miejscu. Na przykład na moim jachcie, gdzie serdecznie zapraszam panią. Wydaje mi się, że to będzie zdecydowanie przyjemniejsze miejsce i zdecydowanie bardziej…ustronne niż restauracja. Nie będziemy musieli obawiać się o jakiekolwiek osoby postronne, że o fotoreporterach nie wspomnę – uśmiechnął się lekko i nachylił się delikatnie nad stołem. – Byłbym naprawdę zaszczycony pani obecnością na moim jachcie. Uważam też, że taki krótki pobyt oraz krótki rejs byłby dobrym rozwiązaniem. Moglibyśmy omówić jeszcze kilka kwestii – zaproponował spokojnie. Osobiście wolał podpisywanie umów w miejscach takich, gdzie panowała cisza i spokój. Jacht i gabinet do takich miejsc się zaliczały.

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  37. (Cześć. Bardzo chętnie stworze coś z kochaną Persefoną. Amfi postara się być nawet miła i nie narzekać na mężulka :D Może spotkałyby się na jakimś pokazie który organizuje dom mody Twojej bogini?)

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  38. (Ajj, źle to ujęłam. Chodziło mi o takie spotkanie "po latach".
    Co do ich relacji to myślałam, że Amfi mogłaby ją traktować z dystansem, ale właśnie teraz, znaczy kilka lat temu by się do siebie zbliżyły. To byłoby w okresie, kiedy ta nie miała kontaktu z Posejdonem. Może Persefona by ją przekonała aby wybaczyła mężowi i żeby się pogodzili? I kto wie, może by się nawet zaprzyjaźniły?
    Jak Ty to widzisz?)

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  39. Cornelius Wylde odskoczył od okna i puścił się biegiem (lub cwałem, o ile kozy miały możliwość osiągnięcia cwału) przez puste hotelowe lobby. Cała obsługa zajęta była bankietem, który trwał już nazbyt długo, żeby szanujący się satyr mógł pozostać skupionym na profesjonalnych uśmiechach, uściskach dłoni godnych dyplomaty i całej reszcie bzdetów. To Hades, ten pieprzony ponurak, ten uparty jak osioł osioł, ten nieznający dobrej zabawy nudziarz, ten irytujący dowód na to, że przyjaźń jednak nie wybiera, był w tym dobry. Cornelius tu, to jest – w firmie, tylko sprzątał, biegał po piętrach i udawał, że nie robi maślanych oczu do asystenta redaktora naczelnego gazety, która miała swoje biura kilka kondygnacji niżej. Sam asystent zresztą zajmował jego myśli o wiele częściej niż sugerowałby to stopień zażyłości pod tytułem znamy się spod automatu z marchewkami, chipsami z kalafiora i ekologiczną wodą kokosową. Ale nie teraz. Teraz Cornelius Wylde miał misję. Znaleźć tego pieprzonego ponuraka Hadesa i zmusić go do działania. Nie po to wznosił się na wyżyny profesjonalizmu i załatwiał cały ten interes, nie po to robił z tego wielką konspirację godną przeanalizowania w filmiku na najchętniej oglądanym kanale z teoriami spisowymi na YouTube i nie po to wbił się w ten koszmarny smoking, żeby teraz ten idiota zmarnował swoją szansę. O, nie, nie, nie. Cornelius nie mógł na to pozwolić.
    Satyr znał odwieczną zasadę wszechświata, że w sytuacji, kiedy musiał szybko zlokalizować boga melancholijnego spojrzenia w dal, pozbawionego zainteresowania pomruku i jeszcze podziemi, czy coś w tym rodzaju, należało założyć, że ten był na papierosie. Jeśli tam go nie było, dopiero wtedy odpalenie modułu kombinowania wchodziło w grę. Tym razem nie było takiej potrzeby. Hades melancholijnie spoglądał w dal i zapewne zbierał energię na pozbawiony zainteresowania pomruk, jednocześnie delektując się papierosem. Winem skończył się już delektować, bo kieliszek w jego drugiej dłoni był pusty. Cornelius musiał działać szybko. Jak na tak – zgodnie z jego własnymi standardami – flegmatycznego nudziarza, Hades potrafił działać nadspodziewanie sprawnie i jeszcze mógłby się przypadkiem wymknąć z potrzasku. Nie dostał jednak takiej szansy, kiedy noga satyra zablokowała drzwi, a dłoń znalazła się na ścianie. Podziemny ponurak znalazł się tymczasem w potrzasku, został zapędzony w – dosłownie - kozi róg i nie miał żadnej drogi ucieczki. Poza tą, która zakładała przestawienie o głowę niższego Corneliusa i swobodne wyjście z sytuacji, ale takiej opcji w hurraoptymistycznych założeniach samego zainteresowanego nie było.
    - Czego, piękna gazelo? – Hades był przyzwyczajony do nagłych napaści ze strony satyra. Kiedyś go irytowały, podobnie jak jego niegasnący entuzjazm. Teraz patrzył na niego jak na lokalny folklor. Albo na małpy w cyrku. Z rozbawieniem pomieszanym ze współczuciem.
    - Tego, że wyszła do ogrodu. Nie pytaj kto, wiesz kto, nie muszę ci mówić kto. Idź tam, natychmiast, i przestań się zachowywać, jakby cię zupełnie nie obchodziła i ty nic nie wiesz, pierwszy raz ją na oczy widzisz, wy ze sobą nic wspólnego nie macie, wy sobie ambrozji z rumianych warg nie spijaliście, wy w ogóle z dwóch różnych wszechświatów przybyliście na ten padół ludzkiej niedoli. – Cornelius Wylde mówił całym sobą. Zupełnie nie przemawiał do niego koncept, w którym do komunikacji wystarczył aparat gębowy i ewentualnie lekkie wsparcie ze strony gestykulacji. Nie, nie. Mówić należało każdą częścią ciała, która nie blokowała akurat rozmówcy wszystkich dróg ucieczki jednocześnie. Dlatego też niemal położył się na Hadesie, zadzierając głowę do góry, i oparł brodę na jego krawacie, żeby móc bezustannie wbijać natrętne spojrzenie w oczy tego przeklętego smutasa. – Już, już – ponaglił, wyciągając kieliszek z dłoni przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Mógłbyś…? – Hadesowi nie dane było dokończyć, mógł więc jedynie przewrócić oczami.
      - Dać ci spokój i pozwolić, żebyś tu siedział, kiedy życiowa okazja, zorganizowana przeze mnie, nieskromnie mówiąc, przechodzi ci koło nosa? Iść sobie i zostawić cię samego, bo najbardziej na świecie lubisz gapić się w ścianę i rozmyślać o tym, jak cudownie byłoby, gdybyście znowu byli razem? Wysłuchiwać w nieskończoność twojego ględzenia o tym, że jesteś taki samotny, a kobieta twojego życia zrobiła z siebie wdowę i to jest na pewno twoja wina, bo przecież nie dałeś jej wszystkiego, co miałeś do zaoferowania i musiała być przez to taka nieszczęśliwa? Otóż nie. Nie mógłbym. – Cornelius oderwał rękę od ściany i kiedy miał już komplet, obie założył na piersi, przytulając kieliszek. Nogi prewencyjnie nie ruszał z miejsca. Z Hadesem nigdy nic nie było wiadomo. Ta tyrada mogła zadziałać, owszem, była taka szansa. Ale z tak upartym kretynem trzeba było postępować jak z bardzo krnąbrnym dzieckiem. Margines błędu szerokością dorównywał Wielkiemu Kanionowi Kolorado, a skuteczność metod wychowawczych pozostawała nieprzewidywalna aż do samego końca.
      - Mógłbyś nie zastawiać mi drogi? Życiowa okazja przechodzi mi koło nosa.
      W twarzy Hadesa nie drgnął ani jeden mięsień, Cornelius zmrużył więc oczy i wpatrywał się w niego badawczo jeszcze przez dłuższą chwilę, ale koniec końców zwolnił przejście.
      - Jeśli teraz zawiniesz się do domu i znowu pójdziesz popłakać sobie w kącie, zamiast działać, zwalniam się, koniec z nami, wychodzę, nie ma mnie, moja cierpliwość do twoich życiowych dramatów będzie ostatecznie wyczerpana, do widzenia, żegnam, nie pisz, nie dzwoń, nie wysyłaj znaków dymnych, porywam pięknego Jimmy’ego z redakcji i na Hawajach, pomiędzy drinkiem z palemką a półmiskiem wieprzowiny Kalua, zrobię z niego kozojebcę! – Cornelius niby zdawał sobie sprawę z tego, że udawaniem obrażonego niewiele zdziała, bo decyzje Hadesa były decyzjami Hadesa i wpływać na nie mógł Hades oraz Hades, ale czuł głęboką potrzebę zamanifestowania swoich emocji. A te w tym momencie składały się z ograniczonej nadziei na sukces i nieograniczonej frustracji wywołanej całą sytuacją. Ale jego łatwo było wprowadzić we frustrację. Jeśli udawało się to niezliczonym przedmiotom martwym, z dziurkaczem na czele, jego przyjaciel mógł tylko oddychać i to w zupełności wystarczyło, żeby ciśnienie satyra osiągnęło pułap niebezpiecznie zbliżający go do wizyty na izbie przyjęć.
      - Uspokoiłeś się już? – Gdyby dało się zapytać jeszcze mniej troskliwie, Hades na pewno skorzystałby z tej okazji.
      - Tak – odwarknął satyr z nadciśnieniem.

      Usuń
    2. Kiedy bóg podziemi zniknął za drzwiami, szeroki uśmiech powrócił na usta Corneliusa.
      Hades rzadko miewał w głowie chaos. Pilnował porządku nie tylko dookoła siebie, ale również we własnym umyśle. Tymczasem w tym momencie jego myśli przypominały pulpit komputera Corneliusa, na który jedno spojrzenie wystarczyło, żeby pierwszy W z duetu W&W każdorazowo tracił jakąkolwiek wolę kontynuowania swojego istnienia.
      Nie wiedział nawet, dlaczego tak bardzo wzbraniał się przed tym spotkaniem. Nie bał się prawdy, którą mógłby usłyszeć od Persefony. W końcu przerobił z samym sobą już wszystkie najgorsze scenariusze tej rozmowy. Ale czegoś się bał. Gdyby bez większego problemu przyznawał się, choćby i we własnych myślach, do bardzo głęboko wpisanych w jego naturę obaw, pewnie w którymś momencie uświadomiłby sobie, że to odrzucenia nie chciał doświadczyć. Że to odrzucenia nie mógłby znieść. Że to właśnie na myśl o odprowadzaniu jej wzrokiem, kiedy odchodzi bez żadnych sentymentów, wszystkie precyzyjnie skalibrowane mechanizmy obronne zaczynały wariować i wprowadzały tą paskudną dezorganizację w jego poukładanym od linijki świecie. Ale tego Hades nie wiedział. Na szczęście.
      Przeszedł przez lobby, rzucając okiem na swoje odbicie w jednym z ogromnych luster, by sprawdzić, czy wszystkie odcienie czerni w jego stroju aby na pewno do siebie pasowały i czy coś nie pogniotło się lub nie skrzywiło. Nie było jednak powodu, by zatrzymać się i dać sobie kolejną chwilę na opanowanie chaosu. Bóg podziemi samego siebie znał całkiem nieźle, więc słusznie założył, że i tak w bitwie o odwieczny porządek swoich myśli stał dzisiejszego wieczora na absolutnie przegranej pozycji.
      Kiedy przez tylne drzwi wyszedł do ogrodu, jej obecność niemal go odurzyła. Była wszędzie, pachniała wiosną i szczęśliwymi latami, które dawno temu przeżyli. Jeszcze chwilę wcześniej te lata były dla niego kiedyś, w bliżej nieokreślonej przeszłości, teraz pamiętał wszystko dokładnie. Wszystko było wczoraj, niedawno, przed momentem. Nie mógł zupełnie zrozumieć, jakim sposobem udało mu się przetrwać ten bankiet i te wszystkie dekady, kiedy nie było jej tak blisko, że zawsze mógł objąć ją ramieniem, dotknąć jej skroni i złożyć na jej ustach pocałunek. Nie miał pojęcia, jak zmusił się do myśli, by po dopiciu wina i wypaleniu papierosa ruszyć w kierunku parkingu i wrócić do mieszkania, kiedy ona była na wyciągniecie ręki.
      Wiedziony siłą, której natury nie miał czasu i ochoty roztrząsać, wszedł do altany, a jego dłoń od razu powędrowała w kierunku dojrzałego owocu granatu. Śliska i twarda skórka pod palcami była pierwszym konkretnym doznaniem, jakiego doświadczył, od kiedy znalazł się w ogrodzie. Jej widok nie był kolejnym z nich. Ona należała do tego rozmytego świata zapachu wiosny i wspólnego życia, gdzie nie liczyło się nic poza tym, jak bardzo chciał jej dotknąć, jak bardzo za nią tęsknił i jak bardzo ją kochał.
      - Kiedyś to – wyciągnął rękę w jej kierunku - były twoje ulubione owoce. – Gdyby kontrolował swoje słowa, powiedziałby coś innego. Albo nie powiedziałby nic. Mniejsza o to.

      Hades

      Usuń
  40. (Amfitryta chciałaby trzymać dystans raczej z całą rodziną Posejdona. Możemy założyć że jednak Perse stałaby jej się bliższa od innych, nawet jeśli bogini by tego nie okazywała. A z racji tego, że ich wizyty były rzadkie cieszyłaby się na nie bardziej.
    Po opuszczeniu podwodnego królestwa czułaby się samotna w Ameryce i załóżmy "wyczułaby" Persefonę. Mogły się spotkać dwa lata temu, na tym pokazie.
    Nie wiem czy chcesz aby cały czas utrzymywały ze sobą kontakt czy chcesz wątek w "przeszłości"? :D)

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  41. — Jeszcze nie jestem – powiedział cicho jednakże z doskonale słyszalną pewnością siebie. Zupełnie jakby chciał uświadomić Persefonę, kto tutaj dokładnie rozdaje karty. Mammon może i miał zbyt wysokie mniemanie o sobie, ale taki już był i raczej nic oraz nikt tego nie zmieni, a z pewnością nie ta jedna inwestycja, która jest podobna do wielu wcześniejszych.
    — Ale dobrze…nie będę zaglądał do dokumentacji…
    Oczywiście nie oficjalnie… Bo powiedzmy, że nieoficjalne to sobie zajrzę - przemknęło mu przez myśl. Niby ustępował, ale w rzeczywistości nie porzucał swoich pierwotnych założeń. Był okropnym…bogiem…
    O ile w jego przypadku można powiedzieć, że jest bogiem…chociaż był. Co prawda bez jakiś szczególnych mocy, po prostu potrafił działać na ludzką psychikę.
    — Zaskakuje mnie pani – powiedział uśmiechając się delikatnie. – Proszę mi powiedzieć, czego obawia się pani bardziej. Mnie, czy wody? – zapytał zupełnie szczerze. Przypuszczał o co może chodzić. Zastanawiał się tylko jak z tego na spokojnie wybrnąć. – Spokojnie, jacht z pewnością nie zatonie, a ja z pewnością nie wyrzucę pani za burtę. Zresztą po co? – zapytał. – Żeby narazić się na gniew pani partnera? Nie wątpię w to, że pani kogoś ma…owszem po śmierci męża, ciężko jest się pozbierać, ale taka piękna kobieta jak pani z pewnością ma kilku adoratorów.
    Zasada numer jeden: buduj zaufanie (albo udawaj, że je budujesz). Ta zasada łączy się też z zasadą numer dwa, czyli z poznaniem wroga/kontrahenta, jednocześnie starając się, żeby on cię nie poznał, ewentualnie wiedział o tobie jak najmniej.
    Możesz kłamać, bo przecież to najlepiej ci wychodzi…możesz mówić prawdę, bo przecież i tak ci nie uwierzą. Możesz nawet nie mówić nic, a inni będą wiedzieć swoje. O tym Mammon doskonale wiedział. Czasem to aż dziwił się, że ktokolwiek robi z nim interesy…że jakikolwiek bóg robi z nim interesy, bo to było aż dziwne. Ludzi to rozumiał, bo żyli krótko i nie znali go, chociaż od dawna mieli z nim do czynienia.
    — A może jest jakiś inny powód, tej niechęci…może nawet niechęci do mnie? – zapytał krzyżując nogi. Czasem uwielbiał mówić takie różne rzeczy, ludzie zazwyczaj się dziwili jakim cudem ich rozgryzał i udawali, że nie mają do niego żadnej niechęci. Bogowie…reagowali różnie i to się mu podobało. Ludzie niby też, ale w ich przypadku, to jednak nie dawało takiej radości.

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  42. Owszem, wyprzedzał fakty i to znacznie. Prawdę powiedziawszy to niby wiedział, że nie powinien był tego robić, nie powinien był wyprzedać jakichkolwiek faktów, bo to nie kończy się najlepiej. Jednak tak bardzo nie potrafił się powstrzymać, przed tym. Był tylko demonem, czymś co na swój sposób prezentowało ludzkie słabostki. Kusił ludzi…pewnie też i niektórych bogów również, bo przecież nie każdy z nich był bogaty, niektórzy mieli problemy pieniężne i wtedy pojawiał się ON. Bóg pieniądza, demon, który kusi i namawia. Taki zwykły Mammon, przybywa.
    — Nie chcę? – zapytał. – Nie mam czym, to tylko zwykłe…zaproszenie. Poza tym jeśli poczuje się pani lepiej, to powiem, że jeszcze nie zdarzyło mi się zdradzić mojego narzeczonego – wzruszył mimowolnie ramionami. Nie wyglądał jakby kłamał odnośnie siebie. Wypowiedział to też bardzo lekkim tonem głosu, jakby mówił o czymś naturalnym.
    — To tylko i wyłącznie interesy. Z pewnością zrozumie, poza tym…jeśli nieświadomie zachowałem się tak jakbym próbował… - przerwał w momencie. – To chciałbym przeprosić.
    Spojrzał na zegarek, uśmiechnął się pod nosem i wstał z miejsca. Zapiął guzik marynarki, poprawił na szybko mankiety koszuli i przeniósł swój wzrok na Persefonę.
    — Myślę, że dzisiaj już raczej niczego nie załatwimy – powiedział po chwili. – Do widzenia pani, miłego dnia – uśmiechnął się szeroko, po czym wyszedł z restauracji. Miał mimo wszystko nadzieję, ze da się zaprosić na ten jacht. Nie chciał jej co prawda wykorzystywać w żaden sposób, po prostu lubił przebywać na rej łajbie. Dawała mu poczucie niejakiej dyskrecji, no i zdecydowanie lepiej mu się myślało podczas takich oto krótkich rejsów. Właściwie to nawet też i łatwiej było mu się na cokolwiek zgodzić.
    Był też jeden powód… Chciał się pochwalić, że go stać i dla niego taka pożyczka to prawie nic. Poza tym gdyby chciał w jakiś sposób wykorzystać Persefonę, to nie robiłby tego na jachcie, tylko zaprosiłby ją albo do swojej willi, albo mieszkania. Ewentualnie wynająłby na jakiś czas tutaj mieszkanie.
    Uwielbiał szastać pieniędzmi.

    Mammon

    [Teraz możemy albo przenieść na jacht dalsze uzgodnienia, albo coś innego zrobić :) Mammon z pewnością zaprosi Persefonę na jacht jeszcze nie raz :D]

    OdpowiedzUsuń
  43. Szczerze powiedziawszy to jakoś nie zwracał uwagi na to czy homoseksualiści wykształcili w sobie i swojej społeczności jakiś specyficzny dress code, czy zachowywali się w sposób specyficzny. Naprawdę nie zwracał na to jakiejś szczególnej uwagi, bo nie było mu to do jakiegoś wielkiego szczęścia potrzebne. Ot po prostu zachowywał się normalnie. W razie czego mógł z powodzeniem uchodzić za takiego co to ukrywa się ze swoją orientacją.
    Bo to, że Mammon cenił sobie prywatność, to było od dawna wiadome. Niechętnie udzielał jakiś wywiadów, nie obnażał się przed kamerami, ani obiektywami fotoreporterów…nie pokazywał się z nikim. Ot czasem pojawiał się na różnych galach, czy pokazach. Jednak był sam. Co innego jego niesforny…kuzyn? Kumpel?
    Lucyfer.
    Ten to pojawiał się wszędzie, siał zamęt, pojawiał się na zmianę z kobietami, mężczyznami, a nawet raz przyszedł z tygrysem na pokaz mody. Diabeł powalony niczym drewno na opał. Ale mimo wszystko lubił tego gościa i zapalonego gracza. Prawdopodobnie ciężko było upić Lucjana, w ogóle chłopak to pochłaniał wielkie ilości alkoholu…nie raz nie dwa Mammon zastanawiał się, czy bóg alkoholu to nie jakieś alter ego Lucka. W końcu nigdy nie widział ani Lucjana ani boga alkoholu w tym samym czasie…w ogóle chyba nie miał przyjemności z bogiem alkoholu. A może miał tylko nie pamięta? Przecież był na tylu występach, w tylu miejscach, że może nie pamiętać kogo i gdzie spotkał. Jedno było pewne, nie robił z nim interesów; bo to by pamiętał.
    Do czego jak do czego, ale pamięć do transakcji to on miał. No i miał też notes, w którym zapisywał poszczególne spotkania biznesowe.
    **
    Dla niego pory roku były czymś…do czego nie należało przywiązywać większej wagi. Przemijają, to przemijają, chociaż ludzie wymyślali wiele legend, ażeby wyjaśnić to zjawisko, on wiedział, że to wszystko przecież zależy od tego gdzie ziemia się znajduje. Jak blisko słońca, pod jakim nachyleniem. Astronomia, nauka…
    — Słucham? – powiedział nawet nie kwapiąc się ażeby spojrzeć, kto dzwoni do niego tego wieczoru. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy usłyszał znajomy głos. – Ach, tak. Oczywiście – powiedział po dłuższej chwili namysłu. Uwielbiał trzymać innych w niepewności. – Oferta wciąż jest aktualna – mówiąc to wstał i podszedł do okna. Włożył lewą rękę do kieszeni spodni. Praktycznie wszystko miał, musiał tylko zapytać o jedną rzecz.
    — Mam nadzieję, że nie będzie to problem jeśli spotkamy się na jachcie. Musi mi pani wybaczyć taką bezpośredniość, ale najbliższe kilka dni…mam zajęte, najbliższy wolny termin to sobota, ale to tylko z tego względu, że planowałem ten dzień na jachcie. Cóż…pojechałbym z wielką przyjemnością do Nashville, ale nie mogę wszystkiego nagle rzucić. Proponuję żeby pani się do mnie pofatygowała, Przebywam w Bostonie oraz okolicach – uśmiechnął się. – W Bostonie w Massachusetts – sprecyzował. To tylko około dwóch godzin samolotem. – Jeśli pani na tym zależy to mogę pokryć wszystkie koszty podróży, a także pokryję koszty zakwaterowania w hotelu, który sobie pani wybierze.
    Mammon miał w razie czego plan. Jako że potrzebował kogoś, kto stałby i pilnował ażeby jacht nie zboczył z kursu, oraz wypadałoby sobie znaleźć niemalże na gwałt narzeczonego to wymyślił kto może być jego drugą połówką, no i przy okazji spłaci część swojego długu, który u niego ma. Mammon naprawdę miał wszystko przygotowane.

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  44. Przysłuchiwał się całej tej opowieści z otwartymi ustami, na Olimpie ciężko było cokolwiek ukryć przed resztą śmietanki towarzyskiej i nieco łatwiej poza nim, ale wciąż boskie plotki roznosiły się po ich świecie, dlatego też słyszał co nie co o Adonisie przekazywanym sobie z rąk do rąk przez dwie boginie, ale nie znał tyłu szczegółów tej historii. Uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie sposób, rozciągając mocniej prawy z kącików ust, parskając przy tym cicho.
    - Noo tak słońce, wygrałaś. Serio, latać za Adonisem, który ma cię w nosie? Walczyć z równie co on głupią Afrodytą? - uśmiechnął się do dziewczyny z politowaniem, tak teraz sobie pomyślał, że ten jego brat to jednak cierpliwa bestia jest - Zdawało mi się, że ten laluś po prostu chce mieć was obie, choć będąc tobą i tak posłałbym go w cholerę. Mniejsza o to, nie jestem Hadesem, nie umiem dawać sobie srać na głowę w spokoju... - zastanowił się chwilę nad tym jak to ujął - Oczywiście bez urazy Persy, tylko takie porównanie.
    Uśmiechnął się do dziewczyny głupawo i dopił swoją resztkę piwa, rozglądając się za jakimś kelnerem. Zdawał sobie czasem sprawę z tego, że nie jest idealny, ale jakoś ciężko było się do tego przyznać, wolał wpierw zmienić wszystko wokół, a dopiero w ostateczności, kiedy już nic nie pomagało, siebie. Jest jeszcze opcja pod tytułem zmień żonę, przeszło mu przez myśl, ale to była żadna opcja. Wcale, a wcale nie wyobrażał sobie życia bez Amfitryty, choć w ostatnim czasie okropnie się znienawidzili, a ludzie widywali coraz częściej groźne, morskie sztormy, będące wynikiem ostrych kłótni morskich małżonków, teraz pewnie ustały, z racji wyprowadzki Posejdona. Hades widać nie robił swojej żonie awantur, a właściwie nie podkręcał tych wytworzonych przez nią, w przeciwieństwie do swojego brata i choć Posejdon tego nie umiał, to musiał przyznać Persefonie, że mimo tak patologicznego początku tego małżeństwa, byli parą wspaniałą.
    - Ciężko powiedzieć czego potrzebuje Amfitryta. Tak właściwie, to ona sama chyba nie wie czego potrzebuje, takie przynajmniej odnoszę wrażenie. - wzruszył ramionami jakby od niechcenia - Chyba po prostu musimy od siebie odpocząć, może to coś da. Dobra, przyszedł czas, że pan i władca musi sobie przynieść piwo sam, nikt tu patrzy - zmienił temat wskazując głową na bar.
    Rzeczywiście, lokal był dość pełny, obsługi niewiele, dziewczyna, która obsługiwała ich gdzieś chyba zniknęła, a reszta jakoś nie bardzo zwracała uwagę na tę część sali. Odsunął krzesło zaglądając w kufel Persefony, choć w nim było jeszcze całkiem sporo.
    - Tobie też wezmę od razu, wiesz, później możesz się naczekać przy takim tłumie.
    Zostawił na chwilę dziewczynę, udając się w kierunku baru, po drodze mijając się z facetem, który krzywo na niego patrzył, gdyby był u siebie, pewnie dostałby już w ten niewydarzony ryj, tak o, w nagrodę, ale tutaj nie powinien się tak wychylać, jeśli chciał wtopić się w tłum, a raczej jako greckiego boga społeczeństwo nie przyjęłoby go. Zabiegana kobieta koło czterdziestki nalała dla niego dwa piwa, które zabrał ze sobą w drogę powrotną, kiedy jednak minął dwa stoły, zauważył, że na jego miejscu ktoś siedzi.

    Posejdon Król Szybkiego Odpisu

    OdpowiedzUsuń
  45. [Hm, w sumie czemu nie, niech tak będzie. Persefona mogłaby namawiać Amfi żeby wróciła do Posejdona, a moja bogini mórz z przyjemnością wysłucha Kora :D
    To od czego zaczniemy? Od tego bankietu czy później, hmm?)

    Amfitryta

    OdpowiedzUsuń
  46. [Wiedziałam, że miałam coś jeszcze dodać do karty. Zaraz wpiszę! A ja na wątek bardzo chętnie w dodatku myślę, że może nam wyjść coś fajnego z wątku. Na pewno będzie emocjonujący, tak myślę :)]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  47. [Patrząc na podejście samego Aresa z pewnością odebrał to, raczej jako wykorzystanie to do własnych interesów. Co w zasadzie nie wyszło na do te ż tego co pamiętam w sumie ani jemu ani samej Persefonie :D będę wdzięczna za wszelkie pomysły, gdyż muszę się dopiero "wczuć" w tę konkretne uniwersum, a powiem szczerze że to pierwsza moja gra z bogami w tle :)]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  48. [Myślę, że taki zwyczajny początek ich znajomości już tutaj w Ameryce będzie w porządku. Przez tyle lat z pewnością było pomiędzy nimi lepiej i gorzej. Fajnie było y wpakować ich razem w jakieś mniej lub bardziej skomplikowane sytuacje tylko się zastanawiam co takiego można by na nich sprowadzić. Ogólnie zamierzam rozpocząć oglądanie serialu, zawsze jakoś tak lepiej później jest mi cokolwiek wymyślać:D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  49. Cornelius Wylde miał jedną cechę, o którą nikt go nie podejrzewał. Mianowicie, niewyobrażalną wręcz podzielność uwagi. Mógł myśleć o pięciu rzeczach jednocześnie, robić dwie kolejne i jeszcze o ośmiu innych fantazjować, przy okazji układając sobie plan kolejnego dnia i przeszukując zasoby własnej pamięci w poszukiwaniu miejsca, gdzie mógł zostawić ten przedmiot, który tym razem zgubił. Być może kozy też to miały i dostał to od nich w genetycznych spadku. Być może chodziło o to, że spędziwszy większą część swojego życia w stanie skrajnej nietrzeźwości, musiał wykształcić określone supermoce, żeby w którymś momencie nie zapomnieć o oddychaniu. Sam obstawiał to drugie, ale nie bez wahania. W dokładnie tym samym czasie, kiedy dumał nad niezwykłą pojemnością swojej uwagi, zastanawiała go jeszcze jedna bardzo istotna rzecz. Mógł tę kwestię skonsultować niezwłocznie z obiektem zainteresowania, więc podniósł wzrok znad analizowanej na trzecim kanale tabelki w Excelu, i zaczął:
    - Ej?
    W odpowiedzi Hades odburknął coś pomiędzy hm?, no?, ugh i nudzi mnie ta faktura, zabawiaj mnie, błaźnie. Cornelius pospieszył z pomocą. A właściwie - pytaniem natury filozoficznej.
    - Ustaliliśmy już, że ja nie jestem stworzony do logiki, tak? Wiesz, robię dużo głupich rzeczy, podejmuję decyzje od czapy i cały ten jazz. Ty z kolei jesteś tak racjonalny, że robi mi się od tego słabo, ale potem wpadasz w jakąś natchnioną fazę i odejmuje ci zupełnie rozum. Weź mi to wytłumacz, tak jak tłumaczy się seks dzieciom. Tak, żebym nie wyszedł z tego z nieodwracalnie zniszczoną psychiką i nie musiał zjeść swoich emocji razem z pizzą.
    Hadesa przed odpowiedzią na to pytanie uchronił leżący na biurku iPhone bez żadnego numeru, co umiejscawia tę rozmowę w czasach, kiedy millenialsi wyrastali powoli z pieluch, nie zaś rozbijali po pijanemu samochody swoich rodziców. Telefon okazał się na tyle istotny, że do palącej kwestii emocjonalnych podziemi boga podziemi nigdy nie powrócono, ponieważ Cornelius Wylde z tego wszystkiego zapomniał, jak bardzo go paliła. Przypomniał sobie za to, że klucze do piwnicy mógł przypadkiem włożyć do lodówki. Gdyby jednak to pytanie nie wpadło do bezdennej studni jego niedokończonych myśli i powróciło kiedykolwiek później, mógłby w tym właśnie momencie – osiemdziesiąt cztery generacje iPhone’ów później – poczuć nagłą satysfakcję. Bo nie pomylił się w swojej przypadkowej obserwacji, a Hades właśnie strzelał dowodami jego racji jak z karabinu.
    Nie mógł dojść ze sobą ładu i składu choćby na tyle, żeby w jakikolwiek sposób wyrazić zaskoczenie wywołane jej reakcją. Zaskoczenie, którego nie powinien był przecież czuć. Racjonalizm mógł sobie jednak krzyczeć do woli – o spotkaniach z innymi bogami, których z kolei on nie pamiętał i dopiero kiedy jego mózg przestawał na siłę wciskać kwadratowy klocek do trójkątnego otworu, a zamiast tego przyjmował do wiadomości fakty takimi, jakimi były, wszystko stawało się jasne. I wszystko wracało na swoje miejsce. Gdyby ktoś teraz stanął bardzo blisko Hadesa, mógłby usłyszeć, jak jego rozsądek próbuje przebić się na właściwą stronę świadomości, a pomiędzy skroniami szaleje w najlepsze to, co Cornelius – trafnie lub mniej trafnie – nazwał natchnioną fazą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On sam nazwałby to inaczej. Nie miał pojęcia jak, ale na pewno inaczej. Być może zastanowi się nad tym, kiedy już się na nią napatrzy. Kiedy odnajdzie drogę do rzeczywistości z miejsca, w którym tkwił teraz. Z miejsca, w którym liczyło się tylko to, że ona w nim była. Odnalazła się, po tylu latach, po tym jak setki tysięcy razy stracił i odzyskał na to nadzieję. I skłamałby przed samym sobą, gdyby nie zatrzymał w biegu myśli o tym, że nie mógł w to uwierzyć. Mógł. Ależ oczywiście, że mógł. Nic oprócz niej w tym momencie nie istniało, a ona była prawdziwa, najprawdziwsza.
      Persefona odjechała w prawą stronę kadru i zniknęła z niego, na krótką chwilę zastąpiona przez stół zastawiony owocami i karafkami z winem, a pierwszą odpowiedzią na jej słowa był krótki śmiech. Kiedy cisza zapadła ponownie, rozsądek zaatakował wszelkimi pozostałymi siłami i wparował z powrotem na swoje miejsce, natomiast do Hadesa dotarło, że wykonawcą tego nerwowego pół-śmiechu był on sam. Świat nadal tak samo pulsował, pachniał i składał się po połowie z niej i najczystszego szczęścia, ale opadła mgła szczelnie okrywająca rzeczywistość przez dłuższą chwilę. Teraz mógł w pełni świadomie doświadczyć tego, że oto kobieta, za którą tęsknił przez tysiąc wieczności, stała tuż obok. Że jego jedyna miłość była na wyciągnięcie ręki. Nie w mglistej fantazji złożonej ze wspomnień, ale w tym, dokładnie tym, świecie.
      - Pół wieczności temu Demeter i Zeus ułożyli plan przechytrzenia Hadesa i sprowadzenia ich córki z powrotem na powierzchnię. Popełnili jednak błąd. Ten sam, do którego Hades już przywykł. Uznali, że jest daleko, w podziemiach zbyt ponurych i upiornych dla pięknej Kory, i nie usłyszy ich rozmowy. Mylili się. – Po tych kilku zdaniach Hades zorientował się i jednocześnie uzyskał całkowitą pewność, że opowiadanie historii powinien zostawić tym, którzy mieli do tego jakikolwiek talent. Potrząsnął lekko głową, żeby pozbyć się tonu lektora z filmów przyrodniczych. - To dziwne mówić o sobie w trzeciej osobie i o tobie, jakby cię tu w ogóle nie było, ale wtedy to sześcioma ziarnami granatu zatrzymałem cię przy sobie. Stąd wiem.

      Hades i awarii mózgu ciąg dalszy
      Czytała Krystyna Czubówna

      Usuń
  50. Hades ostatecznie złapał ponowny kontakt z podłożem w momencie, kiedy pod naciskiem palców Persefony ścianka kieliszka w końcu się poddała, a on – podziemny gbur, nie kieliszek – poczuł mimowolny skurcz mięśni twarzy. Na tyle nieprzyjemny, że również bez udziału świadomych procesów myślowych gwałtownie ruszył głową, żeby pozbyć się tego napięcia. Gdyby miał czas i ochotę rozważać, co stało za tym irytującym dyskomfortem, szybko doszedłby do wniosku, że to połączenie zdenerwowania i biernego przyglądania się jej cierpieniu. Ale skoro o rozmyślaniach mógł w najbliższych godzinach zapomnieć, podświadomość musiała przejąć stery. W tym momencie kręciła nimi we wszystkie możliwe strony, zaprzeczając logice i fizyce, a jedyne, co Hades mógł wyłowić z jej szaleńczego bełkotu, to rozpaczliwe zrób coś, cokolwiek! Problem w tym, że był kiepski w coś, bardzo kiepski. W cokolwiek jeszcze gorszy. Pewnie dlatego w starych dobrych czasach słynął głównie z tego, że kiedy podczas olimpijskich uczt – jeśli jakimś cudem na nie trafiał – wybuchały awantury o charakterze nagłym i fundamentalnym oraz dalszym przebiegu co najmniej nieprzewidywalnym, Hades przyglądał się im z zażenowaniem i nigdy nie angażował się w płomienne – czasem dosłownie – dyskusje. Interpretacja, w której był zblazowanym dziwakiem bardzo mu odpowiadała i nigdy jej nie skorygował. Nie była w końcu całkowicie błędna, a nikt na Olimpie wraz z przyległościami nie musiał wiedzieć, że tak naprawdę to on po prostu nie bardzo wiedział, co miałby zrobić, bo żeby działać, najpierw musiał pomyśleć. W podziemiu zawsze był czas na myślenie. I zawsze miał możliwość krzyknięcia, żeby dano mu się zastanowić, zatrzaśnięcia za sobą drzwi dowolnej komnaty i zrobienia wszystkiego na własnych zasadach.
    Tutaj nic nie działo się w zgodzie z zasadami. I niczego nie mógł przemyśleć. Miał do dyspozycji tylko kilka pewności i kilka odruchów bezwarunkowych. Jeden z nich kazał mu zrobić krok do przodu i wyciągnąć rękę w stronę Persefony, kiedy krople krwi jedna po drugiej spływały po jej dłoni. Gdyby nie to przeklęte zdenerwowanie, nad którym nijak nie potrafił zapanować, zrobiłby to szybciej i zamknął jej dłoń w swojej, zanim ona zdążyłaby zareagować. Wtedy byłaby blisko, dużo bliżej niż teraz. Czułby jej dotyk, zniknęłaby ta niewidzialna i niezrozumiała bariera, którą jego umysł postanowił zbudować w tym tylko celu, żeby mogli ją przełamać. Żeby ten moment był pełen niezwykłości, dokładnie taki, jak wyobrażał sobie przez całe dziesięciolecia. Jeszcze kilka minut temu pamiętał dokładnie, w absurdalnych detalach, każdy scenariusz, który ułożył lub który ułożył się sam.
    A teraz? Teraz wiedział tylko, że zwariuje, jeśli natychmiast nie poczuje pod palcami ciepła jej skóry i nie zazna smaku jej ust. Nie zmienił tego nawet ostry ton, którym wypowiedziała kilka kolejnych słów. Znał ten ton. Słyszał go niejednokrotnie. Ten chłód był dokładnie taką samą jej częścią jak każda inna, a kochał ją i pragnął jej w całości.
    - Nie waż mi się nigdy więcej gubić. – Wypowiedział te słowa tak szybko i cicho, że nie mógł mieć pewności, czy pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim do jej uszu dotarło coś oprócz szmeru. Nie dbał o to jednak. Jej usta były zbyt słodkie, żeby myśleć o czymkolwiek innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A świat dookoła? Cóż, dla Hadesa zaczął się już rozpuszczać, tracić konkretne formy i jasne granice. Kiedy ujął jej twarz w dłonie, otaczająca ich rzeczywistość zmieniła się już w plamy, a te z kolei - w coś jeszcze mniej konkretnego. Kiedy wszystkie jego zmysły chciały tylko jej, więc żeby zadowolić i wzrok, musiał na moment przerwać pocałunek i lekko odchylić głowę, za jej plecami zamajaczyły otwarte wrota pałacu. Spod ziemi wyrosły ściany z czarnego marmuru, po chwili zamykając wysokie sklepienie. Migoczące płomienie oświetliły drogę, którą mieli za moment podążyć do swoich komnat i tam nadrobić zaległości ostatnich kilku miesięcy.
      Kiedy leżeli już wśród rozrzuconych szat, wtuleni w siebie, jakby rozłąka trwała stulecia, mógł od nowa zbadać każdy fragment jej ciała. Każdy smak i zapach przyniesiony przez nią do podziemia. Miał na to jeszcze moment, może dwa. Później jego królowa zacznie przesiąkać wszystkim tym, co wiosną zaniesie na powierzchnię.
      Zanurzył palce w jej włosy i odwrócił się tak, by znaleźć się nad nią, zakryć ją swoim ciałem i schować przed wszystkimi chociaż na te kilka chwil, w których obowiązki mogły poczekać. Całował jej szyję, przemieszczał się od obojczyków w górę, delikatnie i bez pośpiechu.
      Kiedy jego wargi niemal dotykały płatka jej ucha, szepnął tylko:
      - Uciekajmy stąd. Na wszystko, co jest mi drogie, uciekajmy.

      Hades i glicz w Matriksie

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.