czwartek, 3 sierpnia 2017

lady in black

Kora Persefona
Prozerpina • grecka i rzymska bogini wiosny, kiełkującego ziarna, kwiatów i roślinności • władczyni świata podziemnego i opiekunka dusz zmarłych • córka Demeter Ceres i Zeusa Jowisza • żona Hadesa Plutona • matka Melinoë • uprowadzona do podziemi
---
Corinne Proserpina Fotiá • 9 kwietnia 1983 • stan cywilny: wdowa • pochodzenie: Amerykanka • zawód: prezes domu mody Prozerpina • miejsce zamieszkania: 62 Lutie Street, Nashville • Cerber • neutralna
odautorsko

26 komentarzy:

  1. [Persefono, chodźmy razem pobuszować w zbożu! :)
    Cieszę się, że moją męską Persefonę przykryła karta takiej uroczej żeńskiej Persefony. Obowiązkowo porywam na wątek <3]

    Crom

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie będziemy z Cromem robić aż takiej konkurencji Hadesowi. Aczkolwiek mogę Cię porwać na jakąś farmę, a potem oddać. Co Ty na to?
    A tak na serio. Kombinujemy początek tutaj czy na gg?]

    Crom

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam ślicznie uroczą Persefonkę i życzę dużo wątków oraz weny. :)
    Zachwycam się Cerberkiem i trzymam kciuki za Hadesika, żeby się w końcu znalazł... I nadrobił te wszystkie stracone lata. ;>
    Dużo dobrej zabawy i samych udanych wątków.

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  4. Było wczesne sierpniowe popołudnie. Słońce świeciło jasno na niemal całkowicie bezchmurnym niebie, a wiatr od strony zatoki nowojorskiej był ledwie wyczuwalny. Crom lubił sierpień. Lubił tą nieco zbyt duszną pogodę i dziwne uczucie bezruchu. Nawet w ruchliwym Nowym Jorku o tej porze roku panował zaskakujący spokój, zupełnie jakby nawet śpieszący się ludzie podświadomie zwalniali w poszukiwaniu wytchnienia. Crom bez pośpiechu przewrócił stronę gazety. Siedział właśnie w jednym z pubów, w którym od niedawna można było dostać Guinnessa, zamiast tego paskudztwa uwielbianego przez Amerykanów. Rozkoszował się smakiem trunku czytając o kolejnych rewelacjach. Cholerni Anglicy założyli właśnie pierwszą Katedrę Archeologii na Uniwersytecie w Cambridge, jak zwykle musieli pchać się wszędzie jako pierwsi. Przewrócił stronę, bez zbytniego zainteresowania przeglądając informacje o nowych odkryciach w kolejnych greckich czy może rzymskich ruinach. Wszystko jedno. Jakby faktycznie było tam cokolwiek interesującego do odkrycia prócz kolumn i potłuczonych garnków. Crom marzył by w końcu przeczytać coś o Irlandii i tamtejszych skarbach, zamiast słuchać ciągle o Egipcie, Grecji, Rzymie czy innym Babilonie. Dopił swoje piwo, kończąc również lekturę gazety i bez pośpiechu opuścił pub. Miał jeszcze sporo czasu do spotkania z handlarzem antykami, który pewnie wciąż jeszcze zajęty był przeglądaniem nowych nabytków, które przypłynęły statkiem dzisiejszego ranka. Zdecydował się nieco przejść. Pogoda była piękna. Crom czuł przyjemne ciepło promieni słońca ogrzewających mu twarz. W tym świetle jego włosy zdawały się połyskiwać złotem i krwistą czerwienią. Było niemal idealnie. Do pełni szczęścia brakowało mu już tylko wyprawy na jakąś farmę, nawet i taką, gdzie uprawiano kukurydzę. Odkąd, niecałe dziesięć lat temu, przybył do nowego świata miał wrażenie, że znów zaczął odżywać. Może i ten kraj nie był przyjazny, może i widywał nie raz bogów, którzy czuli się tu obco i źle... Jak awokado uprawiane w krainie dzikiego ryżu. Ale może po prostu miał szczęście? Albo po prostu czuł się świetnie, bo jego ludzie wreszcie nie głodowali.
    Mijał właśnie zatłoczony port. W tłumie marynarzy i handlarzy dostrzegł jakiegoś boga, który mierzył go niezbyt przyjaznym spojrzeniem. Crom nie miał pojęcia kim właściwie był owy bóg, choć z wyglądu przypominał mu któregoś z tych śródziemnomorskich czy bliskowschodnich bogów, jakich ostatnio wciąż przywozili tu poszukiwacze starożytnych skarbów. Crom nie przepadał za nimi. Podobnie jak nie przepadał za większością własnego panteonu, który obecnie bardziej niż od bogów, roił się od elfów i innych skrzatów, za pieprzonymi Angolami – śmiertelnymi czy też nie, za galijskimi bogami, którzy lepiej znali mowę francuską niż język celtycki, za wszystkimi nawiedzonymi chrześcijanami nawracającymi kogo się da, no i za całą tą grecko-rzymską zbieraniną, uważającą wszystkich dookoła za „bandę barbarzyńców”. Obejrzał się jeszcze za siebie, omal nie wpadając przy tym na jakąś kobietę. Śmiertelnicy zwykle instynktownie schodzili mu z drogi. Jakby szósty zmysł, jakiś pierwotny, prehistoryczny lęk, kazał im zachować dystans... Crom spojrzał z zaskoczeniem na kobietę i natychmiast uśmiechnął się na jej widok. Znał ją. Była jednym z wyjątków, jeśli chodziło o śródziemnomorskich bogów.
    – Kora... Wciąż wyglądasz równie pięknie co letni poranek – odezwał się na powitanie, celowo przedkładając lato, ponad umiłowaną przez nią wiosnę. Poza tym... to właśnie latem mieli tych parę tygodni w roku, kiedy opuszczali podziemia i widywali się na powierzchni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Crom cieszył się z tego spotkania. Lubił Korę. Persefonę. Prozepinę... Pamiętał jak wieki temu przybyła na wyspy razem z Rzymianami usiłującymi podbić Brytanię. Pamiętał też jak pierwszy raz spotkał kogoś podobnego do siebie, kto rozumiał jednocześnie kiełkujące życie i śmierć, kto pół roku spędzał na ziemi, a drugie pół w świecie podziemnym. Co prawda ich pory roku nieco się rozmijały, ale jakimś cudem nie przeszkadzało im to stworzyć nici porozumienia. Kora była chyba jedynym „najeźdźcą”, którego odejście z Brytanii było dla Croma smutne.
      Cieszył się na jej widok, chociaż widział, że wydawała się nieco zagubiona i roztargniona. Patrząc na nią pomyślał, że musiała dopiero co zjawić się w Ameryce i jeszcze nie odnalazła się w tym nowym miejscu.

      Crom

      Usuń
  5. [Dziękuję za powitanie. :)
    A ja w sumie bardzo lubię mitologię grecką i egipską. Czytałem kiedyś Parandowskiego. Tylko potem jakoś bardziej mnie zaczęło ciągnąć w mniej znane klimaty.
    Super, to w takim razie chętnie poczekam. My z tego co pamiętam kombinowaliśmy fajny wątek na Fable, więc tym bardziej chętnie spróbuję coś tutaj. Jak chcesz możemy już teraz sobie ustalić powiązanie i wątek. :)]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  6. [coż mozliwe - sama nie wiem po pierwsze karty to byly jak ryzyko zawodowe, reszta eksperymentalna a do innych jakos bardziej sie wczuwalam. Ja tam w sumie do kazdej mitologii mam jakis sentyment.
    Dzieki.
    Ah i pozno lub nie: chcialam cie przeprosić jesli w jakis sposob czulas sie dotknieta moja "postawą". Wiem, ze mi czasem odbija i wyszlo jak wyszlo. Sorki raz jeszcze. Powodzenia z blogami ;)

    I tu tez duzo watkow i pomyslow ;)]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  7. [teraz można działać, nie? :D i tak w sumie te zdjęcia starego domku mnie nie zadowalają, liczyłam na jakiś odjechany pałac, ale internety się obraziły :< w sumie w jakiś interesujących okolicznościach mogliby na siebie wpaść i ten no och, a gdzie hadzio? och, a gdzie amfa? (to imię aż się prosi o takie zdrobnienie xD)]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jeśli dobrze się orientuje to są szwagierkami :D
    I jak najbardziej się dogadają! Hmm, może Amfitryta pomieszkiwała u Persefony przez jakiś czas zanim osiedliła się w Sacramento? A teraz może do niej czasem przylatywać na kilka dni, aby sobie poplotkować, ewentualnie Persefona może przylatywać do Amfi na weekend w SPA :D]

    AMFITRYTA

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dziękuję za powitanie i miłe słowa. Drogi Aresa i Afrodyty rozeszły się dość dawno, od tamtej pory nie spotkali się ani razu, więc można powiedzieć, że ich romans wygasł i zbladł, a Afrodytę zastępowały inne panie. Ale kto wie, co będzie, gdy spotkają się ponownie. :)
    Wierzę, że w końcu nam się uda z wątkiem. Pokombinujemy.
    Do domu mody Aresowi daleko, ale kto wie, czy przypadkiem nie wpadłby po jakiś garnitur, jeśli mają ciekawy wybór. :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  10. [Chętnie zrobimy jej krzywdę z Jamesem. Zapraszam.]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [proszę mi siostrzenicy nie krzywdzić, bo przypłynę z prezentami od Polaków (czyt. wpierdolem) :D]

      Usuń
  11. [Ogólnie propozycja padła zanim znalazła się żonka... xD Ale możemy to po prostu rozegrać jeszcze zanim Posejdon spotka się z Amfitrytą (w sumie nawet jeszcze wątku nie zaczęłyśmy). Nie towarzyscy mówisz, to najwyżej Posejdon mógł gdzieś się zapanoszyć w Nashville i przypadkiem nawet wpaść na Persefonę, pogadają, pogadają, a coby nam się wątek trochę dłużej kleił, to można wrzucić potem jakiś nagły wypadek, przez który będzie potrzebował przez jakiś czas pomocy siostrzenicy, tylko na razie nie wiem co to mogłoby być, jakieś pomysły? :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  12. [młoda bierz bikini, idziemy pływać! xD
    to można nawet w sumie ten wątek "przeszły" rozegrać, tylko nie wiem czy zaczynać od momentu jak się spotkali pierwszy raz, czy gdzieś dalej? Posejdon sobie jeździ na różne takie wycieczki krajoznawcze ze swoimi grupami, na pływanie, nurkowanie i te inne takie, to i mógłby się do domu wybrać, przy okazji i tam przetrzepać wszystko w poszukiwaniu beloved husband&bro]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  13. [Posejdon zakładam że też jakoś w tej pierwszej głównej fali przybył do Ameryki, więc oboje zapewne będą na początku próbować odnaleźć się w nowym świecie. Persefona od początku w NY? Pan rybcia mógł się panoszyć trochę po większych miastach, żeby znaleźć sobie miejsce, przykładowo zobaczył ją gdzieś w tłumie w miejscu publicznym i trochę za nią poganiał, bo go nie widziała ani nie słyszała]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  14. [No możesz zaczynać :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  15. [Och, to nie kablowanie, a życzliwe dzielenie się informacjami. :D A, że Ares bywa wybuchowy... ;)
    Zajęcia szermierki są dobrym punktem zaczepienia, choć nie ma ich w oficjalnej ofercie szkoły, ale kto powiedział, że pewnych kwestii nie da się zmienić, za odpowiednią opłatą. Zawsze może wpaść na samoobronę :P Szkoła jest otwarta i można przyjść pooglądać, a pierwsze zajęcia gratis :)]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  16. [Bardzo ślicznie dziękuję za powitanie :)
    Z Sif przyjdę tu, bo w sumie czemu nie. A i masz rację, łatwiej byłoby coś wymyślić. Już jest nawet punkt zaczepienia - obie nasze panie, każda na swój sposób, odnalazły się w nowej sytuacji i jakoś im się wiedzie. Tylko znowu - odległość. Ale to będzie łatwe do pokonania, w końcu dla bogów nie ma rzeczy niemożliwych :D]

    Sif

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję za powitanie. Janus pojawił się kiedyś na Fallen Gods bodajże, a teraz stwierdziłam, że w sumie tutaj też można go jakoś wpasować.
    Jeśli chodzi o historię, używam wyłącznie nazw rzymskich (tak samo jak większość obecnych na blogu bogów w wersji greckiej używa nazw wyłącznie greckich, informując ewentualnie o rzymskim imieniu), bo piszę o okresie przed wpływami etruskimi i greckimi w rzymskiej religii, o ich własnej mitologii. Janus przez bogów rzymskich rozumie natomiast całość rzymskiego panteonu, a więc wszystkich bogów, których czcili Rzymianie. Sama widzę natomiast pewne różnice pomiędzy wersjami, ale nie mam zamiaru nikogo zmuszać do uznawania mniej popularnej wersji rzymskiej. Więc jak najbardziej się dogadamy, bo ich nie oddzielam. Jedyny element, przy którym będę się upierać przy pisaniu, to nazywanie ich przez Janusa rzymskimi imionami, bo dla niego pod takimi występują. Mam nadzieję, że ma to jakiś sens, jeśli nie, to przepraszam.
    Jedyne, co mi na tę chwilę przychodzi do głowy to znajomość pomiędzy Twoją panią a Juturną (żoną Janusa), która mieszka z nim w Nashville. Wtedy można by z tym jakoś pokombinować. Pomyślę jeszcze, może wpadnie mi do głowy coś ciekawszego.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  18. [Witaj moja śliczna córeczko, którą wydałem własnemu bratu :') A jak nie chce go widzieć, to zawsze może się zmienić w jakiegoś zwierzaczka (bo to zawsze się "dobrze" kończyło) i znowu ją zmyli, bo wąteczek musi być! Kontrola rodzicielska, jak tam w małżeństwie się powodzi... Rodzinny obiadek, zapraszam! Ps. Kocham za Shay i tą Britney w komentarzu (typowy Zeusik)
    Specjalnie dla mojej kochanej Persi *Hades nie bij*

    CZASAMI ZA MOCNO KOCHAJĄCY OJCZULEK

    OdpowiedzUsuń
  19. [Bogowie i tak się nie rozpoznają, ale wyczuwają aurę, więc gdy wejdzie do sklepu, to moze być tak że go nie pozna, a on jej. Ale wtedy on odbierze telefon od swej małżonki Hery i wszystko wyjdzie na jaw. Mała jatka w sklepie, czy sprawę załatwimy pokojowo? :D Może Zeus w końcu odpokutuje swe winy i niechlubne uwodzenie córki...

    OJCIEC NA MEDAL

    OdpowiedzUsuń
  20. [Zeus to gruba szycha, która ma portfel gruby jak Hefajstos. Więc moze chciałby złożyć poważne zamówienie, z którym byłyby jakieś problemy, więc Persefona musiała zacząć działać i udać się na prywatną rozmowę z klientem. Wytłumaczyć mu, że nie robią oddzielnych kieszeni na pioruny :D]

    BOSKI KLIENT

    OdpowiedzUsuń
  21. [Jak najbardziej mógłby, przynajmniej, gdyby okazała się warta tego, by poświęcić jej tyle cennej uwagi, która zawsze mógłby skierować na coś/kogoś innego. Ale warto spróbować, bo chętny jest do współpracy w tematach walki itp. :D]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  22. W zasadzie ciężko było mu się rozstawać z żoną, choć zrobił to na własne życzenie. Ostatnimi czasy coraz częściej się kłócili, Posejdon jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał to o co prosiła go żona i oto w efekcie, w tym nowym świecie wylądował sam. Uch, ta kobieta była tak uparta... Może gdyby pokazał jej zdjęcie złotego pałacu to poszłaby nawet pieszo.
    Najpierw był zły. Zły na nią, zły na siebie, zły na wszystko wokół. Zły, że ona nie chciała jechać, zły, że jej na to pozwolił, zły, że w ogóle gdzieś jechał. Później uznał, że tak najwyraźniej miało być, widocznie ta żona nie była mu przeznaczona na zawsze, może znalazłby sobie inną, może wziąłby z którąś z sióstr, tak jak jego brat, czy jakąkolwiek inną z najbliższej rodziny. A może związałby się teraz z jakąś ludzką kobietą? Nie, udawać człowieka nie zamierzał, a nie mógł też mieszkać z nią jako Posejdon, grecki bóg mórz i oceanów, no błagam. Jakkolwiek jednak nie starał się ułożyć sobie życia tutaj, wciąż nie był zadowolony, cały czas czegoś brakowało. Co prawda minęło jeszcze za mało czasu, żeby miał się tym jakoś specjalnie przejmować, w końcu cóż to jest w porównaniu do wieków na Olimpie.
    Z czasem zrozumiał, że nie jest to już tylko tęsknota za Amfitrytą, ale za kimkolwiek. Za kimś kogo znał dawniej, komu ufał, a nawet kimś kogo nienawidził, mógł zawsze temu komuś wtłuc, na przykład taki Odyseusz. Raz już dostał wpierdol, ale należałoby mu się jeszcze raz. Ten dzieciak miał tylko jedno oko! Nie dwa, do cholery. A więc wyglądało na to, że ostatnie co zobaczył jego syn, to brzydki ryj Odyseusza.
    To jak mocno tęsknił za rodziną zrozumiał, kiedy był jej najbliżej odkąd trafił do nowego świata. Przemierzając ulice Nowego Jorku poczuł coś nagle w głębi serca, takie dziwne uczucie, ale przyjemne. Nie rozumiejąc jeszcze o co chodzi szedł dalej, aż gdzieś w tłumie coś zobaczył. Początkowo nie był pewny, czy mu się nie przewidziało, ale kiedy odwróciła się w stronę budynku, dostrzegł dokładnie kim jest.
    - Persefona! - wrzasnął zwijając dłonie dookoła ust.
    Jedyny efekt jaki uzyskał to skwaszone miny kilku przechodni zakrywających uszy. O tak, Posejdon jak ryknął to się niosło i to równo, w końcu nie raz przekrzykiwał huczące fale. Nic jednak to nie pomogło, dziewczyna była za daleko. Kiedy oderwał wzrok od krzywo patrzącego faceta, zorientował się, że zgubił bratanicę, zniknęła najwyraźniej za zakrętem albo w tłumie z przodu. Ruszył biegiem, nadal nawołując. Odnalazł ją dopiero kilkaset metrów dalej i krzyknął ponownie.
    - Persefona! - tym razem usłyszała, zaczekała na niego. - A ja... ja nie miałem pojęcia, że tak szybko chodzisz.
    Oparł ręce o kolana dysząc, no trochę przebiegł, ale nie zamierzał w żadnym wypadku zgubić Persy, o nie, drugi raz mogło się nie zdarzyć. Podniósł się trochę i oparł tym razem o latarnię stojącą obok, posyłając uśmiech dziewczynie.

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  23. - Starość! I mówi to taka małolata! - odburknął jej podnosząc się automatycznie.
    Prawda była taka, że przyzwyczajony był raczej do statków, łódek, rydwanów i no ten... bieganie nie było jego mocną stroną, ale no przecież taki kawał za nią leciał, miał prawo się zmęczyć. Poza tym, do przepychania się między ludźmi również nie przywykł, na Olimpie czy pod wodą nie było takich tłumów. Co prawda wybierał się czasem w mniej boskie miejsca, czego przykładem były jego dzieci z ludzkimi kobietami, ale nigdy nie na taką skalę. W dodatku dziwnie było, kiedy wiedział, że cała ta masa wokół niego nie miała nawet najmniejszego pojęcia kogo właśnie mijają.
    Pokręcił smutno głową w odpowiedzi na jej pytanie. Dopiero teraz kiedy przyjrzał jej się bliżej dostrzegł jej przygaszony wzrok. Czy pani podziemia zawsze emanowała takim skutkiem? Nigdy wcześniej tego nie zauważył. No dobrze, może kiedy została porwana przez jego brata i po pierwszym pobycie u matki, musiała z powrotem wracać do piekła, to nie była zbyt zadowolona, ale z czasem się to zmieniło, wszyscy to wiedzieli. Teraz natomiast bił od niej taki smutek, jakby Cerber zaginął czy coś. Czy on też tak wyglądał rozmyślając o Amfitrycie?
    - Gdybym to ja miał kontakt z naszą rodziną to nie ganiałbym za tobą jak za ostatnią deską ratunku... nie że Ciebie nie lubię, ale... wiesz, wiekowe kości. - uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do niej ręce - No chodź tu, Ty mroczna księżniczko, kiedy my się ostatni raz widzieliśmy, co? Na ostatniej uczcie u Zeusa?

    [Spoko, to poprzednie to był prawie szczyt moich możliwości jeżeli chodzi o długość, także ja za bardzo nie szaleje w odpisach, możesz się przyzwyczajać xD]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj narobił sobie wrogów ten jego braciszek, narobił. Chyba większość jego dzieci miało podobny stosunek do Zeusa jak Persefona, ale no co, zasłużył sobie dziad.
    Czas, którego miał teraz bardzo dużo poświęcał na próby ułożenia sobie tutaj życia, a emocje jakie to wywoływały, wyładowywał w różny sposób, bardzo możliwe, że odbiło się to wszystko fizycznie, nie zwracał jednak na to uwagi. Poza tym, no halo, bóg to bóg, zawsze był kupą mięśni, nie mógł być gorszy od Aresa.
    - Wiesz, musiałem dopłynąć tutaj - odpowiedział z poważną miną, kiedy odsunęli się od siebie, wiadomo czy to żart czy serio mówi? - Parę statków się przerzuciło tu i tam. - nachylił się do niej i uśmiechnął szeroko - No Persy, wpadłem pewnie z toporem w twoje plany, jeśli tylko nie szłaś właśnie na zakupy, to chętnie pójdę z tobą tam, gdzie się wybierałaś, co ty na to?
    Miło było móc wreszcie spędzić choć trochę czasu z kimś kogo znał. Poznał już co prawda w Ameryce paru ludzi, a nawet paru Bogów, ale brakowało mu rodziny. Dobrze, domu. Zaczynał żałować, że nie został tam gdzie jego miejsce, ale nie, przecież czuł się tak ogromnie zobowiązany, aby podążać za modlitwami do wielkiego boga oceanów, że duma i honor nie pozwoliłyby mu zostać. No to ma co chciał. Samotność.

    [O jaka ładna karta :D]

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń