środa, 16 sierpnia 2017

Oh, I'm so glad you spent this time with me,
now eat a dick, bon appétit!


HADES
I am passively resisting the fact that you suck.

Constantine Ward  ◦  23 stycznia 1972, Chicago  ◦  ta bardziej ponura połowa duetu Ward & Wylde  ◦ księgowy, niekreatywny, ale nadrabia drobiazgowością  ◦  jak będziesz niegrzeczny, to zrobi ci audyt i inaczej porozmawiamy  ◦  bohater sennych koszmarów paru niegdyś wpływowych ludzi  ◦  wielki fan świętego spokoju i porządku w papierach  ♛  bóg świata zmarłych oraz bogactwa  ◦  syn Kronosa i Rei  ◦  przeżuty i wypluty przez własnego ojca, który z obsesji zachowania władzy przerzucił się na uprawę asfodeli  ◦  mąż Persefony  ◦  jak będziesz niegrzeczny, to pójdziesz do Tartaru i inaczej porozmawiamy  ◦  wielki fan świętego spokoju i porządku w podziemiach  ♛  neutralny w tej idiotycznej wojnie o nawet diabli nie wiedzą co

Na początek ćwiczenie wyobraźni, bo to młodzieńcza wersja krzyżówek. Zamknijmy więc oczy, ile kto ma - jedno, dwa, osiem, nikogo nie dyskryminujemy - i uruchommy prawe półkule mózgu (ów jest niestety niezbędny w tym zadaniu). Pomyślmy wszyscy o doskonałym porządku. Może to być na przykład regał nabożnego pedanta. Każda książka, każde pudełko na perfekcyjnie posegregowane szpargały i każdy ceramiczny słonik na szczęście mają swoje miejsce. Konkretne, jasno określone miejsce. Prawo do zmiany tego konkretnego, jasno określonego miejsca ma tylko jedna osoba, więc nie dotykaj słonika na szczęście, bo poznasz gniew boży, ty zdziczały barbarzyńco bez ogłady i kultury! Dobrze, spokojnie, pierwsza część ćwiczenia już za nami, teraz czas na coś w większej skali.

Weźmy na przykład taki Hades. Rzeki płyną dokładnie tymi samymi korytami, którymi płynęły przez stulecia. Charon niezmiennie jest zrzędliwym dziadem, który zgłasza wciąż te same pretensje i nigdy nie dostaje podwyżki. Mojry wciąż przędą, strzygą i przecinają. W Elizjum dobre duszyczki zbijają bąki wśród bujnej roślinności. Na Łąkach Asfodelowych nijakie duszyczki nie widują słońca i zbijają bąki wśród asfodeli. W Tartarze natężenie potępieńczych wrzasków zmienia się w odwiecznym, nienaruszalnym rytmie. Ulubiony kamień tego pieprzonego cwaniaczka Syzyfa zatrzymuje się zawsze w tym samym miejscu, kiedy już wyśliźnie mu się z rąk w jedynym właściwym miejscu w drodze na szczyt jego ulubionej góry. Wszystko ma swoje miejsce. Konkretne, jasno określone miejsce. Ład i porządek stworzony z woli największego boskiego pedanta panuje niepodzielnie nad wszystkim, co w Hadesie się znalazło. I w ten najwspanialszy z ładów włazi w ubłoconych sandałach taki Orfeusz i jęczy. I jęczy. I jęczy bez ustanku, burząc idealną proporcję asfodeli do piekielnej rozpaczy, bo ma się za kogoś władnego naruszenia najświętszych zasad, co do których nikt nie miał zastrzeżeń przez cholerne stulecia! I bądź tu człow… boże świata podziemnego spokojny! I miej tu cierpliwość, kiedy chcesz jedynie świętego spokoju, ładu, porządku i przestrzegania twoich prostych jak konstrukcja cepa reguł, ale nawet tego nie możesz dostać, bo zawsze znajdzie się jakiś Orfeusz, Adonis albo inny Asklepios wraz z ich genialnymi pomysłami na doprowadzenie cię do szału! Ale spokojnie, to tylko ćwiczenie wyobraźni, żebyście na starość nie podostawali demencji i nie zapomnieli, gdzie macie schowaną zapłatę dla Charona.

Co zaś tyczy się samego Hadesa, od zawsze był jak ten słonik na szczęście, o którym rozmawialiśmy wcześniej. Szczęście co prawda przyniósł tylko nielicznym, ale miał inną cechę wspólną ze słonikiem. Znał swoje miejsce. Zarówno to w szeregu, jak i to bardziej konkretne - w podziemiu, za które wziął odpowiedzialność i które urządził tak, że mucha nie siada. Nie miał pretensji do Zeusa, że panoszył się na Olimpie, jakby to była jego własna dziedzina, bo… to była jego własna dziedzina. Rozumiał, że w zakres jego obowiązków nie wchodziło picie do nieprzytomności, bieganie po lesie za urokliwą fauną i uwodzenie dziesięciu dziewcząt i chłopców jednocześnie. Nie, nie, Hades miał swoje zadanie. Ponure i momentami nieprzyjemne, ale swoje. I traktował je z należytym pietyzmem, bo szczerze wierzył, że lojalność i właściwe wykonywanie powierzonej mu pracy to niezbędne minimum, poniżej którego byłoby już odrobinę wstyd radośnie przyjmować ofiary. A że temat przewodni jego krainy budził to wypośrodkowane uczucie pomiędzy respektem a trwogą? Cóż… to wyeliminowało większość sytuacji, w których zawróconoby mu głowę, gdyby był bogiem motylków i nieporadnych szczeniaczków.

Gdyby ktoś się kiedyś zastanawiał - wbrew pozorom, czas płynie szybciej, kiedy ma się go bardzo dużo. A zdziwienie okazuje się absurdalnie wielkie, kiedy ów nagle dobiegnie końca. Jeśli zapytać Hadesa, jak to dokładnie było, powiedziałby pewnie, że jednego dnia doglądał wraz z kobietą swojego życia, czy w Tartarze płonące koła do łamania kości nie wymagają serwisowania, a chwilę później rozpakowywał pudełka w mikroskopijnym biurze w budynku chicagowskiej giełdy, mając za towarzystwo nadpobudliwego satyra i głębokie przekonanie, że to wszystko to bardzo ponury żart. Pewnie dalej żyłby w niezachwianej pewności, że to jakiś bardzo długi i bardzo dziwny sen, ale jako pan podziemi nigdy niczego nie śnił. Dalej niczego nie śni, ale pozbył się już wrażenia, że tym wyjściem na powierzchnię amerykańskiej ziemi nadrabia całe stulecia bez snów. Otóż nie. To tylko rzeczywistość. Prawdopodobnie.


__________________________________________________________________________________________
Cześć jeszcze raz, bawmy się jeszcze raz! Hades skorzystał na tym, że dwie poważne postacie to za dużo jak na moje skromne możliwości i został z Bożej łaski królem Loży Szyderców, panem i dziedzicem wszystkich działek, na których stoją kawiarnie i kioski z fajkami oraz monopolistą w dziedzinie suchych żartów o tym, że i dlaczego olimpijska rodzina jest gorsza niż Moda na Sukces. Bo jest. Wizerunku użyczył Michael Fassbender, który wygląda dobrze w czerni i źle w golfach. Oba cytaty pochodzą z Epic Rap Battles, tytuł z Gordon Ramsay vs. Julia Child, a ten w karcie - Gandhi vs. Martin Luther King Jr.. Tradycyjnie poszukujemy wszystkich i wszystkich kochamy, w szczególności braci, szwagrów, wujków i kuzynek w jednej osobie.

15 komentarzy:

  1. [No one will ever love you like I do... Znaczy się... chodź nauczę Cię grać na flecie...
    Cudowny Hadesik, z jeszcze cudowniejszą kartą! Jak ja Ci zazdroszczę tego talentu. ;) Jest genialnie, przepięknie przedstawiony charakter Hadesika i aż mnie korci by mu wprowadzić w to cudownie poukładane życie trochę chaosu. I muzyki... ;)
    Tymczasem życzę dużo dobrej zabawy, odnalezienia żony i Cerberów (zwłaszcza Cerberów xD), no i samych super wątków. Jak masz chęć możemy napisać nawet dwa.]

    - Administracja (Loki)

    OdpowiedzUsuń
  2. [O, ja się nie zgadzam! Hades totalnie jest bogiem nieporadnych szczeniaczków! Albo jednego. Jak kto woli, jak kto liczy! :D
    Nie zgodzę się ze Skipper vel. Lokim, bo oczywistym i prawnie stwierdzonym jest, że no one will ever love you like Persephone does ♥.
    Na znak mojej miłości trzymaj średniej jakości zaczęcie. ♥]

    Raz jeszcze przejrzała się w lustrze nim wyszła z pokoju hotelowego w Chicago. Umowa została już podpisana. Teraz mogło być już tylko lepiej. Teraz firma mogła tylko zacząć wychodzić na prostą.
    Jej asystent znalazł tę firmę w innym stanie, ale zapewniał ją po stokroć, że nie mogą znaleźć lepszej księgowości niż Ward&Wylde. Zaufała mu, bo dlaczego, jako prezes, miałaby nie ufać własnemu podopiecznemu? Ale firmę i tak sprawdziła sama. Tak na wszelkie wypadek. I bo wypadałoby, aby prezes był jednak poinformowany o otoczeniu.
    Już po przekroczeniu progu firmy wyczuła boską obecność ze zdwojoną siłą. Nawet zdawało jej się, że gdzieś już poznała tę jedną część całości, ale nie mogła się upewnić, gdyż zaraz przytłoczona została energią tego drugiego.
    Nie poznała drugiego wspólnika, chociaż nie chciała też dopytywać, dlaczego. A może powinna była to zrobić? W każdym razie, usłyszała, że na dzisiejszym bankiecie mają być dwie połówki firmy. Nie mogła się wręcz doczekać.
    Wysiadła z taksówki, wcześniej dając kierowcy odliczoną kwotę, a następnie udała się do restauracji. Wszyscy zazwyczaj spóźniali się na takie uroczystości. Ona wcale nie była inna, przyjechała ponad godzinę po rzekomym czasie rozpoczęcia. Podała hasło przy wejściu i jeszcze nim dołączyła do pozostałych, weszła do łazienki, aby sprawdzić czy aby na pewno wygląda perfekcyjnie. Jak prezes domu mody.
    Wygładziła materiał czarnego, przylegającego do ciała kombinezonu. Poprawiła delikatny, srebrny pasek nad biodrami i przesunęła odrobinę ramiączka stroju do tyłu, aby zmniejszyć dekolt. I tak za moment przesunie się z powrotem.
    Następnie zerknęła na swoją twarz. Na szczęście ciemny, wieczorowy makijaż jeszcze nie zdążył się w żaden sposób zepsuć, ale i tak przesunęła palcem pod dolną powieką. Odsunęła się od lustra, a następnie uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wyglądała jak jakaś czarna wdowa. Obrazu dopełniały jeszcze czarne szpilki i kopertówka. Aż zaczęła żałować, że nie wzięła jakiejś białej albo chociaż czerwonej marynarki, ale w sumie… i tak by ją za moment zdjęła.
    Zresztą, na świecie nie było innego koloru, w którym by się dobrze prezentowała. Najlepszym wyborem zawsze była elegancka czerń.
    Odetchnęła głęboko. Najwyższy czas zaprezentować się w imieniu firmy.
    *
    Pierwsze pół godziny było dość intensywne. Przemówienia, podziękowania, obietnice owocnej współpracy, zapewnienia o wzajemnej trosce. Potem było już tylko lepiej. Przez następne dwie godziny jej wzrok kilka razy zatrzymał się na mężczyźnie w czerni. Wyczuwała, że nie był śmiertelnikiem. Nie był też osobą, z którą zawierała umowę. A więc prawdopodobnie to był wspólnik firmy. To dziwne, dziś widziała go po raz pierwszy, a miała dziwne wrażenie, jakby go doskonale znała…
    Zabierając kolejny kieliszek białego wina ze sobą, wyszła do ogrodu. Noc zapadła już dawno. Była piękna i bezchmurna. Persefona kochała wpatrywać się w nocne niebo, udawać, że naprawdę potrafi wyczytać z gwiazd ich konstelacje. Nigdy nie potrafiła nawet odnaleźć Wielkiego Wozu. Nawet nie była pewna czy Gwiazda Polarna, na którą patrzy, naprawdę jest Gwiazdą Polarną.
    Ale mimo to, nocne niebo zawsze dla niej było najpiękniejszym widokiem, zaraz po kwitnących kwiatach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszła nieco dalej przez ogród, do altany. O dziwo, była pusta. Wyglądała tak, jakby nawet nikt tutaj dzisiejszego wieczoru się nie pojawił. Zaprezentowane owoce pozostały nieruszone. Przesunęła po nich wzrokiem. Wybór był ogromny, mimo to, Persefona sięgnęła po zielone winogrono. Gdy sok rozlał się w jej ustach, zerknęła raz jeszcze na nocne niebo, zatapiając się we własnych myślach ponownie.
      Na tyle, aby nie wyczuć się zbliżającego boga.

      the black lady in your life

      Usuń
  3. [witaj... kuzynie? ;) nie no chyba zadnych koligacji nie ma, ale sobie pomarze ;> podgladalam karte przyznaje sie bez bicia. Fajny Hadesik. Chcialabym zobaczyc ten jego audyt - sporo sie dzieje prawda? ;)
    No ale nic, duzo watkow i powiazan ;)]

    Maat (z doskoku)

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry! Miło widzieć kogoś z rodziny, kto nie boi się Aresa i nawet go lubi Och, rany! Naprawdę się cieszę. :D Baw się z Hadesikiem dobrze. <3]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć bracie! No Hades odjazdowy (jakkolwiek pan podziemi może być odjazdowy, chyba zę wyjazdowy do Ameryki, dobra, już nie filozofuje), brata to koniecznie na wątek zapraszam :D

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witaj Hadesie ojcze piekieł! *kłania się Lucyfer*
    Serwus ziomek, chodź na piwo! *woła Makaron*

    Czekałem na Hadesa, tak więc...jestem :D Jakiś wąteczek, albo coś urządzamy z Hadesem? Bo w sumie to powiedziałbym że brak wątku z nim z mojej strony będzie grzechem śmiertelnym ;)
    Od ciebie zależy z kim chcesz wątek.
    Z nieogarniętym Lucjanem, czy może z dzikim i szalonym Makaronem (Lucek też jest trochę dziki i szalony, ale o tym ciii... xD)]

    Lucek
    Latający Potwór Spaghetti aka Makaron

    OdpowiedzUsuń
  7. [Czekałam, czekałam i się doczekałam! :)
    Porywam Cię na wątek do Croma czy tego chcesz czy nie!
    Napisałam Ci piękny, długi komentarz z informacjami o pomyśle, który sobie wykombinowałyśmy z Persefoną, bo z tego co wiem nie wprowadzała Cię w szczegóły. Niestety blogger mnie nienawidzi i wszystko mi skasował, dlatego może po prostu porwę Cię na gg lub maila i tam ewentualnie wszystko Ci opiszę?
    Moje gadu: 49318386, ewentualnie mail: mpodziemi (małpa) gamail.com]

    Crom Cruach (oraz Narfi)

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jak szukasz pracy to chodź do Helci, płaci miliony! :D
    Zgłaszam się, chcę wątek.]

    Hel & Thor

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć!
    Bardzo podoba mi się i karta i pomysł na Hadesa, pan na zdjęciach też niczego sobie. Życzę wielu wątków i dobrej zabawy, a jak masz ochotę zapraszam do którejś z moich pań :)]

    Sif & Eostre & Instagram

    OdpowiedzUsuń
  10. Z jej warg wydarło się ciche westchnięcie. Po wszystkich przygotowaniach, stresach, kompromisach, burzach mózgu i kolejnych przygotowaniach, ta noc wydawała się dziwnie… spokojna. Nadzwyczaj spokojna. A z tyłu głowy Persefony pojawiła się myśl, że, gdy ta noc się zakończy, nareszcie wszystko wyjdzie na prostą – nareszcie nastanie kres jej wielkich zmartwień.
    Gdyby tylko była świadoma tego, że jej podświadomość tym razem mówi absolutną prawdę – i nie ma na myśli jedynie problemów firmy.
    Upiła kolejny łyk białego wina i zamknęła na moment oczy. Ostatnimi dniami w jej głowie aż huczało od myśli, które głównie skupiały się na problemach domu mody i sprytnym ich rozwiązaniu. Aż w końcu się udało – umowa została podpisana i choć była uspokojona myślą, że nie stoi już całkiem na lodzie i nareszcie będzie mogła jakoś wykręcić się z układu, który zawarła z Mammonem, wciąż nie czuła się kompletna.
    Spojrzała na taflę jasnego alkoholu, który wypełniał niecałą połowę jej kieliszka. Delikatnie nim zamieszała w dłoni, zaburzając tym samym jego spokój.
    Nie lubiła tego uczucia. Od dnia, w którym zeszła po raz pierwszy ze statku na ląd Nowego Jorku – od dnia, w którym wpadła na Croma Cruacha i od dnia, w którym spotkała na swojej drodze Posejdona, czyli od dobrych stu pięćdziesięciu lat, towarzyszyło jej to uczucie.
    Była złą żoną. Na początku nie chciała w ogóle kontaktować się z Hadesem, który uprowadził ją do podziemi – jak się potem okazało, za przyzwoleniem ze strony jej ojca. Bała się go, czuła odrazę, nie chciała go w ogóle znać, a podziemia przytłaczały ją każdym skrawkiem ziemi, każdym zakątkiem ogromnego pałacu.
    Dopiero po czasie zrozumiała, że nie ma tu nic do powiedzenia, została postawiona przed faktem dokonanym – a więc zgodziła się za niego wyjść. Jakby naprawdę miała inny wybór. I być może z czasem nawet zaakceptowałaby ten fakt, gdyby nie jej matka. Uwalniając ją na pół roku z podziemi, przyczyniła się poniekąd do tego, co działo się potem. Gdyby nie Demeter – Persefona nigdy nie próbowałaby szukać szczęścia w ramionach Adonisa, którym już wtedy była zauroczona.
    Wtedy o tym nie myślała – bo dla Persefony liczyła się tylko Persefona, szczęście Persefony, wolność Persefony, miłość Persefony i radość Persefony. Wtedy ważne było tylko to, że mogła spędzić z ukochanym czas przez trzy miesiące, wracając potem do podziemi i… i, właśnie, co wtedy robiła? Było to wspomnienie, które za wszelką cenę chciała wyprzeć ze świadomości, a które za wszelką cenę do niej powracało, gnębiąc ją i nękając, jakby ku przypomnieniu, jak głupia wtedy była. Bo zachowywała się jak zwykła dziwka, nikt więcej.
    Pewnie trwałoby to o wiele dłużej, gdyby Hades nie otworzył jej oczu. Wiedziała, że coś do niej czuje, ale usłyszeć o tym… To było coś innego. Coś ją wtedy ukłuło i tchnęło do zastanowienia się nad sobą, nad tym, co ona w ogóle robi. I można próbować usprawiedliwić, że to tylko błędy głupiej gówniary, która się pogubiła, ale zaraz postanowiła to wszystko naprawić. Jasne, że można.
    Ale to się tak nie skończyło. Była na tyle głupia, aby wyrzucić z komnaty Hadesa, który chciał tylko dla niej dobrze – a potem przyjść do niego i wypłakiwać się w ramię po zamknięciu rozdziału z Adonisem. A on… on to wszystko przyjmował ze stoickim spokojem…
    Jak bardzo trzeba kogoś kochać, żeby pozwalać sobie na tak ciężkie i niewybaczalne zranienia, a potem mówić, że wszystko jest w porządku, że on nadal ją kocha…?
    Była złą żoną. I może to, co się stało te sto pięćdziesiąt lat temu to była kara za wszystko to, co mu zrobiła – a dla niego szansa na nowe, lepsze życie?
    Przez pierwsze lata próbowała go odnaleźć za wszelką cenę. Poprosiła o pomoc nie tylko Croma Cruacha, z którym zamieszkała, ale też spotkanego na drodze Posejdona. W trójkę próbowali coś zdziałać – i cała trójka poległa. Z czasem Persefona zaczęła tracić powoli nadzieję. Aż znalazła się tu, gdzie jest teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca miała przynieść ukojenie, zająć jej myśli. I gdy udało jej się zasiąść na fotelu prezesa, tym samym biorąc na swoje barki jeszcze więcej obowiązków – nareszcie jej się udało. Udało jej się nie myśleć o tym, co zrobiła, o tym, jak bardzo tęskni za Hadesem, o tym, gdzie on może teraz być – i czy może nie ułożył sobie już życia z inną kobietą. Lepszą kobietą. Bo, bądźmy szczerzy, gorsza od niej była już chyba tylko Afrodyta.
      Zabrakło jej ochoty, aby tu dalej stać. Brakło jej ochoty, aby dalej bawić się z gośćmi i świętować – ale z drugiej strony, teraz tylko to mogło jakoś zająć jej myśli, które jakby samoistnie wracały do tamtych czasów. Dlatego zamierzała dopić wino, wrócić do gości i udawać, że jest szczęśliwa – choć zapomniała, czym tak naprawdę jest pełnia szczęścia.
      Dlatego upiła jeszcze kilka kolejnych łyków trunku. Drażniące uczucie ciepła zaczęło dziwnie rozlewać się po jej ciele. Odstawiła prawie pusty kieliszek na stolik i w momencie, w którym podjęła decyzję, że wraca do środka, w którym energicznie się odwróciła… niemalże wpadła na niego.
      Był to wysoki, przystojny mężczyzna, z bardzo dobrym gustem do ubioru. Dopiero w momencie, w którym na niego spojrzała, wręcz przytłoczyła ją obecność drugiego boga. Bo bez wątpienia był to bóg, który miał się w dzisiejszych ciężkich czasach całkiem nieźle. Mogła próbować rozpoznać go po aurze – tym bardziej, że jego twarz zdawała jej się dziwnie znajoma, ale w tym momencie dym papierosowy przytłaczał wszystkie jej zmysły.
      Bogowie, odkąd tylko pamiętała, lubowali się w tytoniu. Unoszący się z niego dym przypominał im kadzidła i pochodnie, które niegdyś palono na ich cześć – przypominał im o dawnych modłach, dawnym kulcie i zamierzchłych czasach, kiedy to byli u szczytu swojej potęgi. Persefona nigdy nie czuła potrzeby, aby w ten sposób właśnie odurzać się wspomnieniami, w końcu jej wspomnienia robiły to i bez jej jasnego zezwolenia, ale akceptowała zachowanie pozostałych bogów. Całkowicie jej nie przeszkadzało.
      Gdy zepchnęła na dalszy tor myśli dotyczące dymu papierosowego, dotarło do niej, że stoi przed nią ten wspólnik Ward&Wylde, którego jeszcze nie zdołała poznać. Dokładniej Constantine Ward, jeśli dobrze pamiętała informacje, które przekazywał jej asystent. Dlaczego tak w zasadzie nie poznała go już na samych spotkaniach, a sam przychodzi do niej właśnie w tym momencie?
      Za moment spojrzała na wyciągniętą w jej stronę dłoń z dojrzałym owocem granatu i usłyszała ciche słowa z jego ust. Zmarszczyła lekko brwi.
      Widzą się przecież pierwszy raz. Chyba. Skąd on o tym wiedział…?
      Przeniosła spojrzenie na jego twarz i uśmiechnęła się uprzejmie. Był to doskonale wyćwiczony uśmiech, zarezerwowany dla relacji służbowych. Persefona podczas tych lat zdołała sobie wykreować drugą, całkiem inną osobowość – teraz była uroczą, czarującą, uśmiechniętą panią prezes.
      Ten obraz zdecydowanie kłócił się z wizerunkiem okrutnej, sarkastycznej królowej podziemia.
      — Nie – odparła słodko w odpowiedzi. – To nadal są moje ulubione owoce. Choć, masz rację, jeszcze ich nie próbowałam.
      Odwróciła się w stronę stolika. Obok pełnych owoców granatu spoczywały również już wydobyte nasiona. Zgarnęła kilka z nich i spróbowała – i upewniła się, że była to zła decyzja. Wspomnienia pierwszych lat spędzonych z mężem znów zaczęły zalewać jej myśli, sprawiły, że na moment jej cudowny uśmiech zgasł…

      Usuń
    2. Po przełknięciu szóstego z nich, zamknęła na moment oczy i otrząsnęła się. Nie teraz. Nie mogą pojawić się właśnie teraz. Nie w towarzystwie wspólnika firmy, z którą właśnie podpisała umowę.
      — Tylko skąd pan o tym wie? – spytała, zwracając się znów w jego stronę. Znów uśmiechała się łagodnie, a jej oczy zdradzały zainteresowanie.
      Bo naprawdę była ciekawa. Jasne, powinno się interesować swoim nowym partnerem biznesowym – ale żeby do tego stopnia, żeby wiedzieć, jakie są jego ulubione owoce…?

      Persefona

      Usuń
  11. Uniosła lekko brwi, gdy w odpowiedzi otrzymała od niego nerwowy śmiech. Stresował się? Odpowiedzią na proste pytanie? Sam przecież ją zaczepił, rzucając jej w twarz faktem, który powinni znać tylko jej najbliżsi. Nie bóg, którego pierwszy raz widzi na oczy. Nie partner biznesowy.
    Ale kolejne słowa spłynęły na nią nagle, sprawiając, że idealnie wyćwiczony, formalny uśmiech zastygł i zaczął przygasać. W jej oczach pojawiło się coś na wzór… lęku…? Ale lęku – przed czym?
    Sama nie wiedziała, czego się teraz bała. Ale bała się. Z większą czujnością przyjrzała się uważnie rysom jego twarzy – policzkom, układającym się w słowa wargom, oczom, postawie ciała… I nagle wszystko stało się jasne. W pewnym momencie coś się stało w jej umyśle, że oczami wyobraźni ubrała stojącego przed nią mężczyznę w starożytne szaty, dołożyła charakterystyczny starogrecki wygląd i wtedy zobaczyła… zobaczyła…
    Odwróciła się do niego plecami. Podeszła do stolika i ujęła kieliszek z niedopitym jeszcze winem w dłoń, ale go nie podniosła. Wpatrywała się w biały płyn, słuchając kolejnych słów Constantine’a Warda. Jej ledwie słyszalny oddech przyspieszył nagle, a ona nie była w stanie go opanować.
    To nie mogło być to. To nie może być on. Musiała położyć się spać – a może jeszcze nawet nie wstała? – nie uświadamiając sobie tego. A do przewrotnego, okrutnego planu Fortuny dołączył również Morfeusz. Coraz ciężej było jej znosić sny, w których tysiące razy odnajdywała jego, swoje szczęście, swoje miejsce na ziemi – i gdy mieli szansę nacieszyć się swoją obecnością… promienie słońca i drażniący dźwięk budzika ściągał ją boleśnie na ziemię.
    Te sny zawsze nabierały na intensywności na jesień. Najgorsze były te pierwsze – w których miała więcej niż nadzieję na odnalezienie go. Ona po prostu wiedziała, że za moment, tam, tuż za rogiem – tam na pewno stoi Hades, który, gdy tylko ujrzy ją, rozłoży ramiona, przytuli ją, weźmie na ręce i, składając najczulsze z pocałunków na jej wargach, policzkach i skroniach, zabierze ją do domu. Do prawdziwego domu.
    Ale nie było go. Za żadnym rogiem. W żadnym mieszkaniu. W żadnym pomieszczeniu. W żadnym zaułku. W żadnym mieście.
    Róże zachwycają swoim urokiem. Róże najpiękniej kwitną latem – gdy smutek, żal i strata powodowana przez zimę ustąpiły już miejsca nowemu życiu. Wtedy, chłonąc wodę ziemi, rozkwitają najpiękniej ze wszystkich kwiatów. Dlatego wszyscy je uwielbiają. Ciesząc się słońcem, potrafią przynieść radość nie tylko sobie, ale i całemu otoczeniu.
    Ale wystarczy zabrać im światło, ciepło i wodę, aby odczuły to aż zbyt boleśnie. Piękne, jarzące się czerwienią płatki tracą na kolorze, zwijają się i opadają. Liście żółkną, łodyga pokryta kolcami obumiera. Wszystko przez to, że zabrano im to, co było w stanie je żywić.
    Tak samo kolejny rok odbierał jej nadzieję na odnalezienie Hadesa. Spotkała już tylu bogów, tylu dawnych znajomych… ale nie jego. Jakby przewrotny los zabrał jej go, przykrył kocem i nie pozwolił odnaleźć. Rok po roku wierzyła w swoje szanse coraz mniej, wyklinając cały świat, odgrażając się jak małe, zrozpaczone dziecko, aż w końcu… tej jesieni… pogodziła się z faktem, że nie odnajdą się już nigdy. Że cała wieczność bez niego ma być karą za to, co zrobiła – i miała zamiar nareszcie przyjąć ją z godnością.
    Pozostawał jedynie w sennych marzeniach pragnącej ciepła miłości swojego życia kobiety. Widziała go tam wielokrotnie – widziała w różnych odsłonach. Widziała, gdy spotykała go zupełnie przypadkiem – i gdy odnajdowali się nareszcie jak spragnieni siebie kochankowie z romantycznych filmów. Widziała, gdy się od niej odwracał i widziała, gdy przychodził do niej, mówiąc, że to on.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagryzła dolną wargę, a palce zacisnęła mocno na brzegach kieliszka. Była… zła. Że chociaż świadomie próbowała odciąć się od wspomnień tamtych lat, z kiepskim skutkiem, te sny nadal powracały i torturowały ją. A następnego dnia znów obudzi się – w pustym łóżku. Z psem jako namiastka obecności tego, którego pokochała mimo wszystko. Miała już dość. Serdecznie dość tego, jak bardzo jej własna podświadomość jej nienawidziła. Nie chciała go już słuchać. Chciała, aby przestał mówić, aby skończył – aby zniknął. Aby zniknął raz na zawsze z jej umysłu i dał jej nareszcie zaznać spokoju sumienia!
      Szkło z głośnym trzaskiem pękło pod jej palcami. Kawałki kieliszka wpadły do środka i wysypały się na zewnątrz. A Persefona podniosła do góry dłoń, z której popłynęła cienka strużka krwi. Ale nie to było ważne. Ważne było to, że… że bolało. Czuła to aż nazbyt intensywnie. A jednak… jednak mimo wszystko… nadal tutaj pozostawała. Nie obudziła się.
      Naprawdę tutaj była. Ten bankiet naprawdę się odbywał. Naprawdę pojawiła się na nim, wypełniła swoje obowiązki – a za nią stanął… stanął…
      Wzięła głęboki oddech, gdy przyłożyła wyszarpniętą serwetkę do dłoni. I odkryła za moment, że nie była w stanie tego powietrza już wypuścić. Zatrzymało się w jej płucach, nie pozwalając oddychać. Dopiero po chwili ta blokada została przełamana. Kolejny wdech. I kolejny. I kolejny. Wdech za wdechem, a każdy stawał się coraz płytszy i szybszy, nerwowy.
      Przerobiła w swojej głowie tysiące słów, które chciała mu powiedzieć, gdyby jednak go odnalazła.
      Teraz nie przypominała sobie ani jednego.
      Zamknęła oczy i wypuściła powietrze po raz kolejny. Tym razem nakazała odejść również panice, która z jakiegoś niewyjaśnionego powodu ją ogarnęła.
      A gdy odwróciła się znów, na jej ustach nie było żadnego uśmiechu. Z jej oczu ciężko było cokolwiek wyczytać – może dlatego, że zbyt wiele myśli i emocji kłębiło się teraz w jej głowie. Czuła radość, strach, ból i… tęsknotę. Tak bardzo pragnęła zniknąć w jego ramionach, zatonąć w jego wargach…
      Postąpiła śmiały krok do przodu, zmniejszając dystans między nimi do mniej niż minimum.
      — Kłamiesz. – Jej słowa były ostre jak brzytwa, z trudem wycedzone przez zęby. Patrzyła śmiało w jego oczy, gotowa powtórzyć to, co powiedziała przed chwilą. – Ten, za którego się podajesz, nigdy nie zachowywał się w ten sposób. Król podziemia zawsze doskonale wiedział, jak powinien przywitać swoją powracającą królową. – Zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, przyłożyła palec do jego warg. W jej oczach zamigotały iskierki uśmiechu. – Przypomnę ci.
      Przesunęła dłonią po jego policzku i nim zdołała pomyśleć o czymś więcej, wpiła się w jego wargi. Z całą swoją czułością, całą namiętnością, jaką dusiła w sobie przez ponad sto sześćdziesiąt lat – wynagradzała mu teraz wszystkie stracone dni i wszystkie trudy, jakie oboje włożyli w odnalezienie siebie.
      Bo teraz już nawet nie wątpiła, że on chciał ją odnaleźć. Nie uciekł od niej, nie porzucił jej. Pragnął jej nadal, równie mocno jak ona pragnęła jego. W tej chwili. W tym momencie. Teraz.
      Dopiero zaczęła uświadamiać sobie, jak silne było to pragnienie.
      Czas przestał mieć już jakiekolwiek znaczenie, gdy tęsknota za jego dotykiem ustąpiła miejsca czystemu szczęściu. Teraz nie miała już żadnych wątpliwości. To naprawdę był on. I tym razem to nie był sen.
      Odsunęła się minimalnie od niego, tylko po to, aby wyszeptać czule w jego wargi:
      — Nie waż się mnie nigdy więcej gubić.

      Persefona w roli niewiernego Tomasza

      Usuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.