środa, 16 sierpnia 2017

Oh, I'm so glad you spent this time with me,
now eat a dick, bon appétit!


HADES
I am passively resisting the fact that you suck.

Constantine Ward  ◦  23 stycznia 1972, Chicago  ◦  ta bardziej ponura połowa duetu Ward & Wylde  ◦ księgowy, niekreatywny, ale nadrabia drobiazgowością  ◦  jak będziesz niegrzeczny, to zrobi ci audyt i inaczej porozmawiamy  ◦  bohater sennych koszmarów paru niegdyś wpływowych ludzi  ◦  wielki fan świętego spokoju i porządku w papierach  ♛  bóg świata zmarłych oraz, zdaniem zachodnich wyznawców, również bogactwa  ◦  syn Kronosa i Rei  ◦  przeżuty i wypluty przez własnego ojca, który z obsesji zachowania władzy przerzucił się na uprawę asfodeli  ◦  mąż Persefony  ◦  jak będziesz niegrzeczny, to pójdziesz do Tartaru i inaczej porozmawiamy  ◦  wielki fan świętego spokoju i porządku w podziemiach  ♛  neutralny w tej idiotycznej wojnie o nawet diabli nie wiedzą co

Na początek ćwiczenie wyobraźni, bo to młodzieńcza wersja krzyżówek. Zamknijmy więc oczy, ile kto ma - jedno, dwa, osiem, nikogo nie dyskryminujemy - i uruchommy prawe półkule mózgu (ów jest niestety niezbędny w tym zadaniu). Pomyślmy wszyscy o doskonałym porządku. Może to być na przykład regał nabożnego pedanta. Każda książka, każde pudełko na perfekcyjnie posegregowane szpargały i każdy ceramiczny słonik na szczęście mają swoje miejsce. Konkretne, jasno określone miejsce. Prawo do zmiany tego konkretnego, jasno określonego miejsca ma tylko jedna osoba, więc nie dotykaj słonika na szczęście, bo poznasz gniew boży, ty zdziczały barbarzyńco bez ogłady i kultury! Dobrze, spokojnie, pierwsza część ćwiczenia już za nami, teraz czas na coś w większej skali.

Weźmy na przykład taki Hades. Rzeki płyną dokładnie tymi samymi korytami, którymi płynęły przez stulecia. Charon niezmiennie jest zrzędliwym dziadem, który zgłasza wciąż te same pretensje i nigdy nie dostaje podwyżki. Mojry wciąż przędą, strzygą i przecinają. W Elizjum dobre duszyczki zbijają bąki wśród bujnej roślinności. Na Łąkach Asfodelowych nijakie duszyczki nie widują słońca i zbijają bąki wśród asfodeli. W Tartarze natężenie potępieńczych wrzasków zmienia się w odwiecznym, nienaruszalnym rytmie. Ulubiony kamień tego pieprzonego cwaniaczka Syzyfa zatrzymuje się zawsze w tym samym miejscu, kiedy już wyśliźnie mu się z rąk w jedynym właściwym miejscu w drodze na szczyt jego ulubionej góry. Wszystko ma swoje miejsce. Konkretne, jasno określone miejsce. Ład i porządek stworzony z woli największego boskiego pedanta panuje niepodzielnie nad wszystkim, co w Hadesie się znalazło. I w ten najwspanialszy z ładów włazi w ubłoconych sandałach taki Orfeusz i jęczy. I jęczy. I jęczy bez ustanku, burząc idealną proporcję asfodeli do piekielnej rozpaczy, bo ma się za kogoś władnego naruszenia najświętszych zasad, co do których nikt nie miał zastrzeżeń przez cholerne stulecia! I bądź tu człow… boże świata podziemnego spokojny! I miej tu cierpliwość, kiedy chcesz jedynie świętego spokoju, ładu, porządku i przestrzegania twoich prostych jak konstrukcja cepa reguł, ale nawet tego nie możesz dostać, bo zawsze znajdzie się jakiś Orfeusz, Adonis albo inny Asklepios wraz z ich genialnymi pomysłami na doprowadzenie cię do szału! Ale spokojnie, to tylko ćwiczenie wyobraźni, żebyście na starość nie podostawali demencji i nie zapomnieli, gdzie macie schowaną zapłatę dla Charona.

Co zaś tyczy się samego Hadesa, od zawsze był jak ten słonik na szczęście, o którym rozmawialiśmy wcześniej. Szczęście co prawda przyniósł tylko nielicznym, ale miał inną cechę wspólną ze słonikiem. Znał swoje miejsce. Zarówno to w szeregu, jak i to bardziej konkretne - w podziemiu, za które wziął odpowiedzialność i które urządził tak, że mucha nie siada. Nie miał pretensji do Zeusa, że panoszył się na Olimpie, jakby to była jego własna dziedzina, bo… to była jego własna dziedzina. Rozumiał, że w zakres jego obowiązków nie wchodziło picie do nieprzytomności, bieganie po lesie za urokliwą fauną i uwodzenie dziesięciu dziewcząt i chłopców jednocześnie. Nie, nie, Hades miał swoje zadanie. Ponure i momentami nieprzyjemne, ale swoje. I traktował je z należytym pietyzmem, bo szczerze wierzył, że lojalność i właściwe wykonywanie powierzonej mu pracy to niezbędne minimum, poniżej którego byłoby już odrobinę wstyd radośnie przyjmować ofiary. A że temat przewodni jego krainy budził to wypośrodkowane uczucie pomiędzy respektem a trwogą? Cóż… to wyeliminowało większość sytuacji, w których zawróconoby mu głowę, gdyby był bogiem motylków i nieporadnych szczeniaczków.

Gdyby ktoś się kiedyś zastanawiał - wbrew pozorom, czas płynie szybciej, kiedy ma się go bardzo dużo. A zdziwienie okazuje się absurdalnie wielkie, kiedy ów nagle dobiegnie końca. Jeśli zapytać Hadesa, jak to dokładnie było, powiedziałby pewnie, że jednego dnia doglądał wraz z kobietą swojego życia, czy w Tartarze płonące koła do łamania kości nie wymagają serwisowania, a chwilę później rozpakowywał pudełka w mikroskopijnym biurze w budynku chicagowskiej giełdy, mając za towarzystwo nadpobudliwego satyra i głębokie przekonanie, że to wszystko to bardzo ponury żart. Pewnie dalej żyłby w niezachwianej pewności, że to jakiś bardzo długi i bardzo dziwny sen, ale jako pan podziemi nigdy niczego nie śnił. Dalej niczego nie śni, ale pozbył się już wrażenia, że tym wyjściem na powierzchnię amerykańskiej ziemi nadrabia całe stulecia bez snów. Otóż nie. To tylko rzeczywistość. Prawdopodobnie.


__________________________________________________________________________________________
Cześć jeszcze raz, bawmy się jeszcze raz! Hades skorzystał na tym, że dwie poważne postacie to za dużo jak na moje skromne możliwości i został z Bożej łaski królem Loży Szyderców, panem i dziedzicem wszystkich działek, na których stoją kawiarnie i kioski z fajkami oraz monopolistą w dziedzinie suchych żartów o tym, że i dlaczego olimpijska rodzina jest gorsza niż Moda na Sukces. Bo jest. Wizerunku użyczył Michael Fassbender, który wygląda dobrze w czerni i źle w golfach. Oba cytaty pochodzą z Epic Rap Battles, tytuł z Gordon Ramsay vs. Julia Child, a ten w karcie - Gandhi vs. Martin Luther King Jr.. Tradycyjnie poszukujemy wszystkich i wszystkich kochamy, w szczególności braci, szwagrów, wujków i kuzynek w jednej osobie.

10 komentarzy:

  1. [No one will ever love you like I do... Znaczy się... chodź nauczę Cię grać na flecie...
    Cudowny Hadesik, z jeszcze cudowniejszą kartą! Jak ja Ci zazdroszczę tego talentu. ;) Jest genialnie, przepięknie przedstawiony charakter Hadesika i aż mnie korci by mu wprowadzić w to cudownie poukładane życie trochę chaosu. I muzyki... ;)
    Tymczasem życzę dużo dobrej zabawy, odnalezienia żony i Cerberów (zwłaszcza Cerberów xD), no i samych super wątków. Jak masz chęć możemy napisać nawet dwa.]

    - Administracja (Loki)

    OdpowiedzUsuń
  2. [O, ja się nie zgadzam! Hades totalnie jest bogiem nieporadnych szczeniaczków! Albo jednego. Jak kto woli, jak kto liczy! :D
    Nie zgodzę się ze Skipper vel. Lokim, bo oczywistym i prawnie stwierdzonym jest, że no one will ever love you like Persephone does ♥.
    Na znak mojej miłości trzymaj średniej jakości zaczęcie. ♥]

    Raz jeszcze przejrzała się w lustrze nim wyszła z pokoju hotelowego w Chicago. Umowa została już podpisana. Teraz mogło być już tylko lepiej. Teraz firma mogła tylko zacząć wychodzić na prostą.
    Jej asystent znalazł tę firmę w innym stanie, ale zapewniał ją po stokroć, że nie mogą znaleźć lepszej księgowości niż Ward&Wylde. Zaufała mu, bo dlaczego, jako prezes, miałaby nie ufać własnemu podopiecznemu? Ale firmę i tak sprawdziła sama. Tak na wszelkie wypadek. I bo wypadałoby, aby prezes był jednak poinformowany o otoczeniu.
    Już po przekroczeniu progu firmy wyczuła boską obecność ze zdwojoną siłą. Nawet zdawało jej się, że gdzieś już poznała tę jedną część całości, ale nie mogła się upewnić, gdyż zaraz przytłoczona została energią tego drugiego.
    Nie poznała drugiego wspólnika, chociaż nie chciała też dopytywać, dlaczego. A może powinna była to zrobić? W każdym razie, usłyszała, że na dzisiejszym bankiecie mają być dwie połówki firmy. Nie mogła się wręcz doczekać.
    Wysiadła z taksówki, wcześniej dając kierowcy odliczoną kwotę, a następnie udała się do restauracji. Wszyscy zazwyczaj spóźniali się na takie uroczystości. Ona wcale nie była inna, przyjechała ponad godzinę po rzekomym czasie rozpoczęcia. Podała hasło przy wejściu i jeszcze nim dołączyła do pozostałych, weszła do łazienki, aby sprawdzić czy aby na pewno wygląda perfekcyjnie. Jak prezes domu mody.
    Wygładziła materiał czarnego, przylegającego do ciała kombinezonu. Poprawiła delikatny, srebrny pasek nad biodrami i przesunęła odrobinę ramiączka stroju do tyłu, aby zmniejszyć dekolt. I tak za moment przesunie się z powrotem.
    Następnie zerknęła na swoją twarz. Na szczęście ciemny, wieczorowy makijaż jeszcze nie zdążył się w żaden sposób zepsuć, ale i tak przesunęła palcem pod dolną powieką. Odsunęła się od lustra, a następnie uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wyglądała jak jakaś czarna wdowa. Obrazu dopełniały jeszcze czarne szpilki i kopertówka. Aż zaczęła żałować, że nie wzięła jakiejś białej albo chociaż czerwonej marynarki, ale w sumie… i tak by ją za moment zdjęła.
    Zresztą, na świecie nie było innego koloru, w którym by się dobrze prezentowała. Najlepszym wyborem zawsze była elegancka czerń.
    Odetchnęła głęboko. Najwyższy czas zaprezentować się w imieniu firmy.
    *
    Pierwsze pół godziny było dość intensywne. Przemówienia, podziękowania, obietnice owocnej współpracy, zapewnienia o wzajemnej trosce. Potem było już tylko lepiej. Przez następne dwie godziny jej wzrok kilka razy zatrzymał się na mężczyźnie w czerni. Wyczuwała, że nie był śmiertelnikiem. Nie był też osobą, z którą zawierała umowę. A więc prawdopodobnie to był wspólnik firmy. To dziwne, dziś widziała go po raz pierwszy, a miała dziwne wrażenie, jakby go doskonale znała…
    Zabierając kolejny kieliszek białego wina ze sobą, wyszła do ogrodu. Noc zapadła już dawno. Była piękna i bezchmurna. Persefona kochała wpatrywać się w nocne niebo, udawać, że naprawdę potrafi wyczytać z gwiazd ich konstelacje. Nigdy nie potrafiła nawet odnaleźć Wielkiego Wozu. Nawet nie była pewna czy Gwiazda Polarna, na którą patrzy, naprawdę jest Gwiazdą Polarną.
    Ale mimo to, nocne niebo zawsze dla niej było najpiękniejszym widokiem, zaraz po kwitnących kwiatach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszła nieco dalej przez ogród, do altany. O dziwo, była pusta. Wyglądała tak, jakby nawet nikt tutaj dzisiejszego wieczoru się nie pojawił. Zaprezentowane owoce pozostały nieruszone. Przesunęła po nich wzrokiem. Wybór był ogromny, mimo to, Persefona sięgnęła po zielone winogrono. Gdy sok rozlał się w jej ustach, zerknęła raz jeszcze na nocne niebo, zatapiając się we własnych myślach ponownie.
      Na tyle, aby nie wyczuć się zbliżającego boga.

      the black lady in your life

      Usuń
  3. [witaj... kuzynie? ;) nie no chyba zadnych koligacji nie ma, ale sobie pomarze ;> podgladalam karte przyznaje sie bez bicia. Fajny Hadesik. Chcialabym zobaczyc ten jego audyt - sporo sie dzieje prawda? ;)
    No ale nic, duzo watkow i powiazan ;)]

    Maat (z doskoku)

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry! Miło widzieć kogoś z rodziny, kto nie boi się Aresa i nawet go lubi Och, rany! Naprawdę się cieszę. :D Baw się z Hadesikiem dobrze. <3]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć bracie! No Hades odjazdowy (jakkolwiek pan podziemi może być odjazdowy, chyba zę wyjazdowy do Ameryki, dobra, już nie filozofuje), brata to koniecznie na wątek zapraszam :D

    Posejdon

    OdpowiedzUsuń
  6. [Witaj Hadesie ojcze piekieł! *kłania się Lucyfer*
    Serwus ziomek, chodź na piwo! *woła Makaron*

    Czekałem na Hadesa, tak więc...jestem :D Jakiś wąteczek, albo coś urządzamy z Hadesem? Bo w sumie to powiedziałbym że brak wątku z nim z mojej strony będzie grzechem śmiertelnym ;)
    Od ciebie zależy z kim chcesz wątek.
    Z nieogarniętym Lucjanem, czy może z dzikim i szalonym Makaronem (Lucek też jest trochę dziki i szalony, ale o tym ciii... xD)]

    Lucek
    Latający Potwór Spaghetti aka Makaron

    OdpowiedzUsuń
  7. [Czekałam, czekałam i się doczekałam! :)
    Porywam Cię na wątek do Croma czy tego chcesz czy nie!
    Napisałam Ci piękny, długi komentarz z informacjami o pomyśle, który sobie wykombinowałyśmy z Persefoną, bo z tego co wiem nie wprowadzała Cię w szczegóły. Niestety blogger mnie nienawidzi i wszystko mi skasował, dlatego może po prostu porwę Cię na gg lub maila i tam ewentualnie wszystko Ci opiszę?
    Moje gadu: 49318386, ewentualnie mail: mpodziemi (małpa) gamail.com]

    Crom Cruach (oraz Narfi)

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jak szukasz pracy to chodź do Helci, płaci miliony! :D
    Zgłaszam się, chcę wątek.]

    Hel & Thor

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć!
    Bardzo podoba mi się i karta i pomysł na Hadesa, pan na zdjęciach też niczego sobie. Życzę wielu wątków i dobrej zabawy, a jak masz ochotę zapraszam do którejś z moich pań :)]

    Sif & Eostre & Instagram

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.