piątek, 4 sierpnia 2017

Pan Pająk

Mr. Nancy

Pająk || Trickster || Bóg opowieści, sprytu i mądrości || Dawca kultury || Mitologia Akan i ludów Afryki Zachodniej || Dawniej posłaniec swego ojca, boga nieba, Nyame || W wierzeniach mieszkańców Karaibów znany jako Pan Nancy || Dom w Fort Pierce na Florydzie || Zamiłowanie do karaoke, tańca i łowienia ryb || Brak pracy || Niesamowite szczęście do wygrywania na loteriach || Mistrz szalonych i dziwacznych pomysłów || Wielki fan kapeluszy, kolorowych garniturów i lat dwudziestych || STARZY BOGOWIE
Posłuchaj, jestem starszy od ciebie, mądrzejszy od ciebie i przystojniejszy od ciebie. W jeden dzień mogę zdobyć więcej cipek, niż ty przez cały rok. Umiem tańczyć jak anioł, walczyć jak zagoniony do kąta niedźwiedź, planować lepiej niż lis, śpiewać jak słowik...
- N. Gaiman "Amerykańscy Bogowie", Anansi


Dawniej, był synem wszechpotężnego boga nieba Nyame. Chociaż był tylko małym pająkiem, zawsze wygrywał ze znacznie większymi i potężniejszymi od siebie zwierzętami - dzięki sprytowi i podstępowi. Nyame rozbawiony przebiegłością Anansiego podarował mu wszystkie opowieści i mądrości świata, które od tej chwili stały się pajęczymi historiami. 
Później czasy się zmieniły. Anansi nie służył już Nyame, a czarni ludzie wywożeni do nowego świata zabrali go ze sobą. Wszędzie, gdzie pojawiały się opowieści, pojawiał się też Anansi. Był nadzieją dla swoich ludzi. Symbolem tego, że nawet mały pająk potrafi pokonać wielkiego i groźnego lwa, wystarczy jedynie odrobina sprytu. 
A potem nadeszła nowa epoka. Bez niewolnictwa, z nowymi bogami i cudami takimi jak lata dwudzieste, jazz, swing i bary z karaoke. I nawet w obliczu wojny bogów, żyje sobie całkiem wygodnie. Z przytulnym domkiem na Florydzie, huśtawką na werandzie, basenem w ogrodzie i seksowną sąsiadką o wspaniałych kształtach. Spędzając wolny czas na łowieniu ryb z najwyższego mostu, graniu na loteriach w ramach utrzymania, na tańczeniu i śpiewaniu w barach z karaoke. A teraz usiądź wygodnie i posłuchaj dobrej opowieści...

Pajęcze opowieści
Powiązania


Tradycyjny słodki gif ;)
Pan Pająk wita się pięknie i zaprasza na wątki! Nancy to taki boski (i czarny) Turbodymoman. I niereformowalny oszołom. Kochajcie go, bo jego można tylko kochać! xD Zapraszam na wątki, powiązania i karaoke!
Orlando Jones, Amerykańscy Bogowie, Chłopaki Anansiego i obłędnie słodki pająk.

16 komentarzy:

  1. Wszystko ma swoją cenę. Za każdy błąd przychodzi słono zapłacić. Za złe zrozumienie, za zły uczynek, za lekkomyślną rozrywkę, za wyrządzoną krzywdę. Wszystko w życiu podlega rozliczeniu. Jeśli nie od razu – dług trzeba będzie spłacić z nawiązką, później.
    A za dwa tygodnie cudownej rozrywki przychodzi zapłacić pierdoloną podróżą.
    Dwie godziny jazdy samochodem z Fort Pierce do Orlando. Ale to był dopiero przedsmak raju. Odprawa, czekanie na lotnisku, odnalezienie się wśród tłumu, aby w końcu wsiąść do cholernego żelaznego ptaka i przefrunąć przez ocean.
    Przez piętnaście jebanych godzin.
    Poprawiła się na siedzeniu po raz dwutysięczny czterdziesty piąty. To zdecydowany rekord. W tamtym roku poprawiała się dwa tysiące czterdzieści sześć razy. To już ogromny postęp. To oznacza, że Oshun coraz lepiej znosi podróże.
    Zerknęła przez okno. Nawet nie szło podziwiać widoków, bo od kilku godzin pod nimi był tylko ocean. Co niesamowitego mogło być w oceanie? Yemoja pewnie powiedziałaby, że wszystko. Oshun nigdy nie potrafiła tego zrozumieć.
    Następnie spojrzała na Anansiego, którego wcześniej wykopała z siedzenia przy oknie. Znowu. Zastanawiała się przez moment, po co, skoro i tak jedyne, co mogła zobaczyć, to cholerny, nudny ocean.
    Może dlatego, że za każdym razem później i za to przychodziło jej zapłacić. Długi zaciągane u Anansiego to jedyne długi, jakie spłacała z radością. Czasem nawet specjalnie ociągała się i drażniła, aby bezdusznie doliczył jej odsetki i odszkodowania.
    Panie i Panowie, prosimy o zapięcie pasów. Podchodzimy do lądowania.
    — Na litość boską, w końcu – jęknęła może odrobinę zbyt głośno. Zapięła grzecznie pasy, oparła się wygodnie i zamknęła oczy. – Nancy, znajdźmy sobie jakiś hotel z jacuzzi. Mam cholerną ochotę na jacuzzi.
    Z Lagos do Oshogbo i tak czekały ich jeszcze cztery godziny podróży. A przed nią… przed nią pasowałoby się odpowiednio zrelaksować. Kącik ust Oshun drgnął ku górze na samą tą myśl.

    [Seksowna sąsiadka o wspaniałych kształtach ♥
    Ten, kto po przeczytaniu tej karty nadal nie lubi pająków, ten zgniłe jajo. :D]
    your fucking queen

    OdpowiedzUsuń
  2. [Compe Anansi! :) Przybywam powitać Pana Pająka i pochwalić za fantastyczną postać i świetną kartę. Tradycyjny słodki gif rzecz jasna uroczy. Życzę samych szalonych i zakręconych wątków! :)]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  3. [Próbuję sobie Helcię na karaoke wyobrazić i ni cholery mi nie idzie xD Ale bierzemy, najwyżej Pajonk będzie musiał zadbać żeby nie było sztywno :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie Pana Pająka. Nancy jest genialny, a podstrona z pajęczymi opowieściami - mistrzostwo. No irzecz jasna tradycyjny słodki gif mnie zauroczył.
    Życzę dużo dobrej zabawy i regularnego pisania wątków. ;)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  5. [Pającek! W sumie to pogańscy bożkowie...no dobra, nie lubimy ich/traktujemy z pogardą, bo po pierwsze: są pogańscy, po drugie są pogańscy i po trzecie i najważniejsze...są pogańscy. Ale dla pająka zrobimy wyjątek :D
    To co robimy? Jakieś imprezowanie? Czy może wspólne łowienie ryb przerywane tym że Lucek uskutecznia zapasy z krokodylami? xD
    Ewentualnie jak już przy łowieniu ryb jesteśmy, to zawsze możemy tez odpierdzielić taki numer że Lucek widzi pająka (ale takiego sporego) i krzyczy do twojego pana "Weź zabij to! Zabij to paskudztwo!" po czym wskakuje na ręce twojego pająka ;) *idiotyczna myśl*]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  6. [Uf, dobrze, że to ja boję się pająków, a nie NRJ... xD Błagam, nie wrzucaj nigdy do karty zdjęć/gifów prawdziwych pająków, takich futrzastych grubasków, bo mogę nie wrócić... xD
    A z racji tego, że Jej Bajeczność idzie na wszystko, to i do pajączka na karaoke, mów tylko gdzie i kiedy! :D]

    Najsłodsza Pani Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Zapomniałam dodać, że śmiechłam z podpisu :D]

      Usuń
  7. [Ja mam słodką postać, a ty masz absolutnie najbardziej sassy-złośliwego na zarąbisty sposób pana jakiego kiedykolwiek widziałam :D Chcesz iść na karaoke? Yeah, mega pomysł! Gdzie mamy się stawić? :D]

    Mr Meme
    http://s2.quickmeme.com/img/6f/6fbbe408da3f7213b9281a62549ebf27076dc3c9573bba6c4d878984592dc7e9.jpg

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry, dziękuję :D
    Cieszę sie iż nie obraziłem twoich uczuć religijnych i makaron jest znośny ;) Ja tam na wątki bardzo chętnie! Zróbmy imprezę z makaronem i piwem i makaronem o smaku mięsno-piwnym! Bo why not mamy tego nie czynić? (okropne połączenie polskiego i angielskiego xD)]

    Makaron

    OdpowiedzUsuń
  9. [To mi graj :D Nawet nam zacznę, bo w sumie dlaczego by nie?]

    Nie ukrywał nigdy swojej niechęci do pogańskich bożków, oraz tym podobnych stworków. Średnio ich lubił, chociaż sam dokładnie nie wiedział dlaczego. Podobnie mnie wiedział też dlaczego ma zapędy rasistowskie oraz tym podobne. Nie potrafił też wytłumaczyć dlaczego w tej właśnie chwili łowił ryby z Ananasim, który nie dość że był takim w sumie pogańskim bożkiem, to jeszcze wyglądał dla ludzi niczym czarnoskóry. Lucek właściwie to też starał się widzieć go jako człowieka z jednego małego względu…
    — Powiedz mi jak mnie namówiłeś na to wszystko – westchnął zarzucając po raz kolejny wędkę. Cierpliwość raczej nie była jego cnotą. Zaryzykowałby nawet stwierdzeniem, że cierpliwość to u niego towar strasznie deficytowy. Poza tym nie wiedział dlaczego wybrał się na ryby, które są to strasznie nudne.
    To już nawet rozgrywka szachów wyglądała ciekawiej. Że o CSie i FIFIe nie wspomni. Ale na szczęście miał coś, co pozwoli im się rozluźnić. Lucyfer wyciągnął z kieszeni po pół litrowych buteleczkach. Jedną wręczył swojemu czarnoskóremu kompanowi, drugą zachował dla siebie.
    — Co to za łowienie ryb bez odkażenia się? – zapytał po czym upił łyk z butelki. Można mu było zarzucić, że jest dziwnie milczący i w ogóle nie podobny do siebie. W ogóle to dziwne było to, że Lucyfer przyjechał trzeźwy na miejsce. Był trzeźwy, nie był zjarany, ani nawet nie był „wczorajszy”. Może był chory, albo coś?
    Diabeł zapalił jointa i zaciągnął się porządnie. Wydmuchał po kilkunastu sekundach szary dym.
    — Chcesz? – zapytał podstawiając pod nos Ananasiego skręta. – Czy może wolisz świeżego? Bo mam. Albo może chciałbyś coś innego? Ciekawszego? Mam cukier puder do wciągania, chcesz? – uśmiechnął się lekko pod nosem. Wpatrywał się w taflę wody. Starał się nie myśleć, że obok niego siedzi taki wielgachny pająk…nawet jeśli nie byłby wielgachny, to i tak byłby wielgachny, bo dla Lucyfera każdy pająk jest wielgachny i straszny. A na to to już nie za wiele mógł poradzić.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak jak i ja książkowego Pajączka. <3
    Dziękuję za rozbudowane i ambitne powitanie xD

    OdpowiedzUsuń
  11. — To ma sens… -pokiwał głową. Chyba faktycznie tak było, że Ananasi powiedział, że są tu aligatory i Lucek stwierdził, że taki wypchany aligator byłby dobrym kompanem dla Będzimira. Ostatnio narzekał, że nie ma towarzystwa, no i tak smutno tymi swoimi oczodołami na niego spoglądał, że się Luckowi żal zrobiło tego swojego zwierzątka.
    Ale na szczęście już wiedział jak nazwie tego nowego zwierzaka! Wypchany aligator zostanie Edwardem, posypie go brokatem i będzie się tak fajnie świecić/błyszczeć. Lepiej niż Edward Cullen ze „Zmierzchu”, którego to Lucek nie trawi. Albo uśmiechnie się do Mammona o pożyczenie pieniędzy i zrobi sobie takiego złotego aligatora.
    To bardzo dobry pomysł.
    — Z czego? Z tego co jest pod ręką – wzruszył ramionami. – Z pomidorów, ziemniaków, wiśni, czereśni, mango, awokado… Czasem biorę zwykły spirytus ze sklepu, który rozcieńczam wódką, a później powstały produkt czasami rozcieńczam bimbrem – odpowiedział. – Albo Polacy i Ruscy robią mi swoje samogony, w moim piekle. Pokręcone to jak świński ogon, albo budowa ronda w Polsce, ale kiedyś ci to wszystko wytłumacze. Tak wiec…spokojnie.
    — Piłem rum – powiedział ze spokojem. – Piłem chyba wszystko co ma procent. Ale od malinowego Reddsa uchowaj mnie panie – powiedział podnosząc głowę do góry. Spojrzał w niebo. – Słyszysz Bogdan! Niech cię ręka boska broni, przed posuwaniem mi takiej herezji jaką jest Redds! – krzyknął, po czym się zaśmiał.
    Jego relacje z Bogiem były…dziwne. Prawdopodobnie był to jeden z najdziwniejszych duetów. Jedna z najdziwniejszych relacji „ojciec-syn”, bo przecież Lucek uważał się za syna Boga. Wszak został przez niego stworzony!
    — Oczywiście – powiedział wyciągając z kieszeni opakowanie mięsa. Ale takiego dobrego i krwistego. – Cudownej jakości mięsko…jeśli kiedykolwiek wpadniemy na pomysł łowienia piranii, to polecam serdecznie, wiesz? – zapytał z uśmiechem.
    Chwycił swoją wędkę, otworzył mięsko i przymocował na żyłkę ten kawałek mięsiwa z (prawdopodobnie) Biedronki. Oczywiście na haku to w życiu by się nie utrzymało, więc przywiązał to żyłką, wyglądało to naprawdę dziwnie i komicznie, ale diabeł nie wydawał się tym przejmować.
    — Myślisz, że wypchany aligator może mieć na imię Edward? Albo może…Bezdziad? Albo po prostu Mścisław? –zapytał i uśmiechnął się do Ananasiego. Chciał wiedzieć, czy dobrze myśli i czy jakieś imię się nada, byłoby bardzo miło, gdyby któreś pasowało i podobało się nie tylko jemu.

    Lucek

    [Imię Bezdziad naprawdę istnieje, bo wikipedia nie kłamie! xD W ogóle to współczuję Ananasiemu towarzystwa Lucyfera ;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nikt nie spodziewał się... tak długiego odpisu! :D]

    Prawdą było, że przez pierwsze godziny Oshun nie była aż tak marudna. Zapoznawanie się z atrakcjami pokładu razem z Anansim dawało jej dość sporo frajdy, przynajmniej do czasu, w którym z serwowanych przekąsek ten przerzucił się na przemiłe stewardessy.
    Oshun obrzuciła wtedy spojrzeniem jedną z nich, którą ten wredny, paskudny, czarny Pająk zaczepił i stwierdziła, że totalnie nie jest zazdrosna, bo nie ma o co. A jemu widocznie też podróże nie służą, więc z radością charakterystyczną dla marudnej Oshun podczas podróży wróciła do słuchania nudnej muzyki.
    Czemu nie wzięła ze sobą własnej playlisty? To już dziesiąty rok z rzędu, gdy o tym zapomniała…
    Spojrzała na Nancy’ego, gdy ten akurat rozpoczął rytuał wygłaszania monologu na temat najnowszych zwyczajów przy lądowaniu. Potem spojrzała na swoją szklankę. Była już pusta. W sumie Oshun nawet nie pamiętała, jak dawno temu wypiła ten sok pomarańczowy. W zasadzie nie pamiętała już, że w ogóle piła jakiś sok pomarańczowy. A narzekanie na podanie soku pomarańczowego było dla niej prawie jak świętokradztwo i herezja!
    Niech tylko zacznie narzekać na czekoladki! Albo na miód!
    Jebany rasista.
    — Znalazł się Sokrates – wywróciła oczami. – Jak go nie chcesz to mi go oddaj – i wyciągnęła ręke, jakby faktycznie liczyła na to, że dostanie od niego szklankę.
    Chociaż prawda była taka, że znała go zbyt dobrze, żeby choćby przypuszczać, że faktycznie jej ją da.
    Marudny humor zdecydowanie jej przeszedł, gdy mogła nareszcie wstać z fotela, który, mogłaby przysiąc, zaczął się robić wklęsły pod ciężarem zajebistości jej cudownego tyłka, i gdy mogła w końcu wyjść z tej maszyny.
    No, to teraz tylko nocne imprezy i jutro podróżują znów! Cholerne cztery godziny… Może uda im się wypożyczyć jakiś kabriolet. Oshun lubiła kabriolety. Tylko wcześniej musiała się upewnić czy na pewno wzięła ze sobą szczotkę do włosów.
    Niemalże z radością i nagłą lekkością motylka wsiadła do taksówki. Zaraz za nią załadował się też Nancy, o którego ramię oparła się, zakładając jedną seksowną nogę na drugą, a potem wyciągnęła telefon, żeby sprawdzić czy świat się bez niej nie skończył. Obiecała grzecznie, że przez całą podróż samolotem go nie włączy i – była z siebie dumna, bo – dotrzymała słowa!
    A teraz nie mogła się wygrzebać ze spamu nowych wiadomości, oznaczeń i kolejnych wiadomości, z przeciążeniem Mema i Jutuba, którzy prześcigali się w kolejnych treściach „lol watch this” i linkach albo do kolejnych filmików, albo do memów.
    Nie otworzyła ich, bo zwyczajnie jej się nie chciało. Wrzuciła telefon do torebki i zamknęła na moment oczy, poprawiając się na ramieniu Anansiego. O swoją najlepszą rozrywkę właśnie się opierała, walić wszystkich innych.
    Niebawem dojechali na miejsce. Dzisiejszej nocy mieli się zatrzymać w hotelu Radisson Blu Anchorage. Razem z Nancym odkryli go trzy lata temu i wspólnie zgodnie stwierdzili, że jest to idealne miejsce dla ich potrzeb. Pieniędzy im nie brakowało, z tego tytułu cieszyli się pięknymi widokami (nie tylko tymi prezentowanymi w pokojach przy zasłoniętych żaluzjach!), ale też luksusem takim jak uroczy wystrój wnętrz, basen, jacuzzi… podobno była też i siłownia, ale tam jeszcze Oshun nigdy nie zajrzała.
    Wysiadła z taksówki, gdy Anansi jeszcze dawał taksówkarzowi spory napiwek i spojrzała z uśmiechem na podświetlony hotel. Wyglądał cudownie. Ale… coś tu nie grało. Coś tu, cholera, nie grało. Coś było nie tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oshun zmarszczyła brwi i spojrzała na Nancy’ego. Za nim taksówkarz właśnie wyładowywał ich walizki. Skrzyżowała ramiona pod biustem i posłała mu pełne podejrzliwości spojrzenie.
      — Kim ty, kurwa, jesteś i co zrobiłeś z moim Anansim? – Podeszła do niego powoli, tak blisko, że, chcący lub nie, trąciła go biustem w tors, a potem uniosła głowę, aby spojrzeć mu w twarz. Chociaż miała na sobie szpilki, on i tak był wyższy. Cholerny Pająk. Idealny partner. Do tańca, oczywiście. – Ja mam lepszy plan. Rozwalimy swoje rzeczy po całym pokoju, a potem zrobimy co nam się tylko będzie podobać, mając w dupie wszystkie plany i pokażemy tym wszystkim czarnym śmiertelnikom, jak bawią się bogowie. Jak ci się podoba taki plan?

      fucking totally-not-planning queen

      Usuń
  13. [Dziękuję za miłe słowa, mam nadzieję, że jeśli kiedyś moje pomysły będą jednak aż za dziwne nawet jak na kanon, ktoś tutaj da mi znać :D Ale na razie przychodzę tutaj. Wszystkie Twoje postacie są bardzo ładne i dopracowane i tak się wahałam, z kim Fobetor najlepiej by się dogadał. Jak widać stwierdziłam, że fajnie by było mojego na co dzień trochę flegmatycznego boga wrzucić w wątek z kimś bardziej rozrywkowym, na karaoke na przykład na pewno dałby się namówić, do tego doceniam Pająka, wielkie pająki to zawsze dobra inspiracja dla artysty, serio ;)]

    Fobetor

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.