piątek, 4 sierpnia 2017

Physical fatality

Hel 
Właścicielka Harmony Nursing Home | Starzy bogowie
HISTORIAPOWIĄZANIAWIĘCEJ

Tak naprawdę nie jesteś zła. Skrywasz się pod maską stworzoną z sarkazmu i oziębłości, zbyt przerażona, że ktokolwiek mógłby odkryć Twoje prawdziwe oblicze. Nadal jesteś Królową, nadal jesteś Boginią, tylko Twoje Królestwo trochę się zmniejszyło, a modlitwy przycichły. Nosisz się dumnie, wysoko unosisz głowę, wypinasz pierś, a inni Ci zazdroszczą, podziwiają Cię, nieświadomi ciężaru jaki przyszło Ci nosić.
Zawsze byłaś zamknięta w sobie, więc dlaczego ich to tak dziwi? Siłą próbują wedrzeć się pod Twój pancerz, tak skrzętnie budowany i wzmacniany każdym dniem spędzonym w Twoim Królestwie. Myśleli, że robią Ci przysługę, że tak urocza dziewczynka nie stanowi dla nich zagrożenia. Wygnali Cię, jednak w ciemności odnalazłaś siłę. Powinnaś być wdzięczna, że nie podzieliłaś losu braci. Ale nie jesteś, prawda?
Nieźle się urządziłaś tam na dole. Za cel obrałaś sobie bycie sprawiedliwą, by pokazać tym na górze, jak bardzo się co do Ciebie mylili. I udawało Ci się. Nawet kiedy przyszli prosić o oddanie jednego z nich. Wykazałaś się dobrocią, naprawdę chciałaś zwrócić im ulubieńca, miałaś tylko jeden warunek.
Teraz też sobie radzisz. W Nowym Świecie nie jesteś długo, ale znalazłaś sposób, by w nim pozostać. Bawi Cię spojrzenie starych, zmęczonych oczu i z niecierpliwością oczekujesz momentu, w którym zamkną się na zawsze. Wtedy spełniasz swoją rolę. Odprowadzasz podopiecznych na drugą stronę, chłoniesz ich dusze, sądzisz i znajdujesz miejsce, na które zasłużyli.
__________________________________________________________________________________________
Melduje się Helka! Skromnie, bo nie lubię publicznie wywlekać brudów, poznać możecie ją w wątkach, jeśli komuś przyjdzie taka ochota. Łapiemy się wszystkiego, nic nam nie straszne. I Helcia też nie straszna, może lekko walnięta, ale jak się spędzi wieczność w ciemnościach to czasem tak bywa.
Zakładki kiedyś tam zaktualizuję, chyba.
fc: Ruby Rose
mail: fakeloveaccident@gmail.com
WALCZĘ!

42 komentarze:

  1. [Skoro Helcia Team Starzy Bogowie to może da się trochę rozweselić i wyciągnąć na karaoke?]

    Anansi

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie Hel. :) Karta skromna, ale za to jaka klimatyczna. Bardzo smutna i samotna postać. (Uwielbiam mitologię nordycką <3) Życzę wielu ciekawych wątków i zapraszam do siebie.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  3. [Wisakedjak chyba kradnie show w książce... :D
    Oczywiście, że się dam i to z wielką przyjemnością! Pomysły? Burza mózgów? :)]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  4. [Siostrzyczko, chodź na wątek! <3]

    Brat swojej siostry

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie biedną i smutną Helcię. :)
    Karta jest bardzo uroczo napisana. Mam nadzieję, że jak tylko tatuś się pojawi to wpadniesz na obowiązkowy wątek!
    A tymczasem życzę dużo dobrej zabawy i samych fajnych wątków. (I grzecznie tam z Narfim!)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  6. [Smutna ta twoja pani....zrobiło mi się jej szkoda. Serio. Smuteg mnie ogarneł *błędy zamierzone, bo sponsorowane przez Słownik polsko-polski*
    Jasne. Wątków oraz alkoholu nie odmawiam! :D]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  7. [No to masz już mój podpis. :) Zresztą skoro Anansi się doczekał własnej książki to może i Jack...
    To oboje mamy postacie raczej samotników. Chociaż tak sobie myślę, że skoro Hel jest tu od niedawna, a Wisakedjak sobie swobodnie potrafił spacerować po zaświatach, to może spotkali się już wcześniej - właśnie gdzieś w zaświatach? Możemy też dać im znajomość od zera i zapoznać dopiero teraz. Jak myślisz?]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  8. [Z czerni i różu to chyba emo się rodzą... xD Bawić się z Jej Zajebistością to na pewno będę, dzięki i wzajemnie :D Coś się może wymyśli kiedyś na wątek, ale narazie też nic mi nie przychodzi, pomyślę, a jak mój różowy móżdżek na coś wpadnie to dam znać :D]

    Lady Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  9. [Znamy się? Skąd?
    A na wątek zawsze jestem chętny. XD]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  10. [To pisz mi na gg: 47816746
    Jasne, można z tym pomyśleć, ale obgadamy to już prywatnie.]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  11. [chec zawsze jest - tylko czasem gorzej cos zaczac ^^

    No chyba ze sie nam cos uda wyskrobac, albo wpadnie do jej biura zduszana pragnaca cos zalatwic a byloby po godzinach "pracy"]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  12. [Lucek przybył z jego (nie)boskimi atrybutami jakim jest wódka, zioło oraz dobre chęci ;)
    No to mam pomysł. Tak jak pisałem na czacie... Lucek przybywa do domu Hel i mówi "Słuchaj słońce moje, na loterii wygrałem dwie skrzynki kalafiorów i nie mam co z nimi zrobić. Robimy wódkę?", no i do tego to jeszcze wezmą pomidory zrobią przecier, czy co tam innego i sobie zrobią po (sam nie wiem ile tego może wyjść) jakiś kilkunastu drinkach, bo why not? Zawsze mogą też się czegoś nawciągać albo wypalić pół plantacji marihuany i szaleć do białego rana. Po tym Lucek może mieć permanentny zakaz zbliżania się do Hel...albo wręcz przeciwnie, może Hel zechce aby częściej sie pojawiał, bo to taki wesoły Diabeł :)

    Aha...tak chciałem sie zapytać. Czy wiesz że "Higway to hel" znaczy "Autostrada na Hel"? xD]

    Lucek z sucharem

    OdpowiedzUsuń
  13. [No widzisz a ja próbuję z Lucka zrobić "tego poważnego i zUego" xD Też mi nie wychodzi ;)
    Owszem wypadałoby abyś nam zaczęła :D
    Za zaczęcie odwdzięczę się wódką oraz cudownym, wspaniałym i pięknym odpisem :D *skromnośc level Lucek*]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  14. Prawda była jedna. Lucek był diabłem…ale za to jakim! Chyba jedyny w swoim rodzaju diabeł, który zamiast opętania (co i tak czyni, ale nie w tym rzecz), przybywa z wódką oraz innymi (nie)boskimi atrybutami, takimi jak zioło albo spirytus.
    Prawdopodobnie każdy bóg, nowy czy stary znał go z tego, że to był inny niż większość. Znany z tego że tak drastycznie się różni od swojego przedstawienia w Biblii. Ale czy na pewno? Czy na pewno ten diabeł tak drastycznie różni się od swojego przedstawienia? A może to tylko gra pozorów i udaje wiecznie upitego, albo zjaranego demona? Przecież to jest prawdopodobne! Ale chyba nikt nie wziąłby tego na serio, przecież Lucek równie dobrze mógłby być Bogiem nieogaru, albo zakazanych używek. A tak…wyszło że jest diabłem, władcą piekła. Kiedyś był tym który „niósł światło”. Teraz upadły anioł, który jest na ziemi i jego imię jest synonimem zła wszelkiego.
    Zapukał do drzwi mieszkania Hel. Lubił ją, poza tym wolał ją mieć po swojej stronie. Przecież też była starym bogiem, też coś tam z zaświatami robiła…sam dokładnie nie wiedział co, ale liczyło się to że obcowała ze zmarłymi, czyli w sumie robiła to co on.
    — Dzień dobry. Hej, cześć i czołem słońce na niebie podziemi - uśmiechnął się. – Przybywam do ciebie z interesem życia. Wygrałem na loterii…- zrobił pauzę, która chyba mogłaby trwać wieczność. – Kalfijor… Dokładnie dwie skrzynie kalafijora... No i posłuchaj, kupiłem też po promocyjnej cenie…dokładnie to ukradłem za darmo skrzynkę pomidorów. Wziąłem i pożyczyłem na wieczne nieoddanie menzurki i baniaki od Polaków i robimy bimber z kalafiora! – uśmiechnął się, przesunął się o krok i pokazał (ażeby nie było wątpliwości) dwie skrzynie kalafiorów. – Zrobimy wódkę z warzyw, które wyglądają niczym mózg – postanowił. Wesoły ton go nie opuszczał.


    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaśmiał się i przybrał nieco zażenowaną minę słysząc że bimbru nie robi się w godzinę. No niby była to racja, ale mówi się trudno. On jest przygotowany.
    — Przewidziałem taką możliwość – powiedział wyciągając z kieszeni dwie półlitrowe buteleczki. – Zabrałem coś co umili nam czekanie – tak, nie miał wcale pojęcia ile trwa wytarzanie bimbru w „normalnych” warunkach. Zawsze robił to w piekle, a tam czas płynął inaczej o czym doskonale wiedział, jednak ciągle zapominał. Właściwe to nie on robił…tylko Polacy i Ruscy. Oni wytwarzali bimber w przerwach na uchlanie się z diabłem oraz ponapierdzielanie się na kawałku wolnego pola z dala od innych dusz. Często też grali w piłkę i napierdzielali się na trybunach żeby było weselej. Pocieszni byli ci Słowianie, naprawdę Słowiańska brać bardzo miła i przyjemna była. Dziwna na swój sposób, ale było fajnie.
    Wtaszczył skrzynki z kalafiorem do mieszkania Hel, zaraz też obok pojawiły się pomidory oraz menzurki i baniaki. Słowem wszystko czego potrzebowali.
    — Kurwa…no nie. No po prostu kurwa no nie… - jęknął przypominając sobie o istotnej sprawie. – Masz może cukier? Bo nie zabrałem…no nie wygrałem cukru. A ty wiesz jak ciężko jest uciekać ze skrzynką kradzionych pomidorów? I jeszcze kiedy to moje piękne BMW E39 chce ci powiedzieć, że na końcówce to daleko nie zajedzie. Ty wiesz jakie to ciężkie? – zapytał. Owszem posiadał dwa samochody. BMW E39 przed liftingiem (bo tańsze) i w benzynie (bo mógł zagazować, co też zrobił), oraz nowe BMW i8 co by mieć czym do pracy jeździć. Chciał też kupić czołg aby mieć czym do sąsiadów jeździć, ale zrezygnował po tym jak się dowiedział, że rosyjski czołg na amerykańskich autostradach to jest rzadkość.
    — Już idę, idę – powiedział i przyszedł wraz ze skrzynią pomidorów. – Chyba będę musiał ogarnąć tutorial na YouTube jak zrobić przecier i bimber w normalnych warunkach – mruknął cicho.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  16. [Może być takie z czekoladą? :D
    Spróbujmy, może nam nawet coś wyjdzie! :3 Tylko... jakieś pomysły? Bo mi tylko przychodzi do głowy pośrednictwo Narfiego... :D]

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  17. [Rozdwojenie jaźni godne tatusia, jestem dumna! ♥
    Chodź, będziemy naprawiać relacje rodzinne!]

    - Tatuś

    OdpowiedzUsuń
  18. [Awww, nie spodziewałam się takich komplementów, ale bardzo za nie dziękuję, zrobiło mi się bardzo miło! :D Na wątek jestem chętna, jak najbardziej! Na pewno chętny będzie też Hades, którego opublikuję niebawem, ale z aniołkiem też możemy coś wymyślić ;)]

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  19. [Musiałam powrócić do mojego ulubionego wizerunku (i aktora) :D W ogóle to cześć! Dziękuję za powitanie. Co do wątku, gdybym tylko miała pomysł to bym się już na niego pisała, a tak... chwilowa pustka, choć właśnie zastanawiam się, czy Hel, czy Thor będzie postacią bardziej stworzoną do wspólnego pisania ;)]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  20. [Oh, coś czuję, że James będzie mieć do niej sporą słabość. W końcu Ruby Rose na wizerunku, a on uwielbia zadziorne damy :D Zapraszam!]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  21. [Brakuje mu kogoś stałego w jego życiu, przyznam.]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  22. — No i dobrze, bo cukier to niby podstawa…o ile dobrze przeczytałem… - zmarszczył brwi i spojrzał na wyświetlacz telefonu. – Ale ty masz cukier że cukier, czy ten wymysł nazywany cukrem trzcinowym, który to nawet koło cukru nie leżał…przecież to nie jest słodkie – powiedział. On osobiście praktykował zakupy przez internet, oraz normalne chodzenie do sklepu. Nie przeszkadzało mu to, czasem uwielbiał patrzeć na rzeczy typu promocja na karpie, albo na jakieś klapki, to jak ludzie się o to bili sprawiało mu przyjemność. Taki chaos, wszechobecna mowa nienawiści, (nie)zdrowa rywalizacja. Czego chcieć więcej? Może tylko coli i popcornu…ale i to mógł załatwić idąc na inny dział, albo wysyłając kogoś na inny dział.
    — Proszę jej nie obrażać! To nie jest złom! – oburzył się. – Ale już tłumaczę. Bo de facto mam dwa samochody. Ten drugi złom jest u mechanika, a tego to trzymam z sentymentu, wiesz? No i poza tym jest tani i nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Chciałem kupić sobie Tico, ale co ja zrobię z takim małym samochodem? – zastanowił się głośno.
    Spojrzał na nią jak na wariata. Był zdziwiony, niemalże zszokowany i chyba nie wiedział bardziej czym. Czy tym że ma piwnicę, czy może tym że ma psy. Po prostu nie miał pojęcia, co bardziej wywołało w jego mózgu szok i niedowierzanie.
    — To ty masz piwnicę? – zapytał nie odrywając wzroku od komórki. – To ty masz psy? – jeśli Lucyfer miał w sobie coś z magika to w tej właśnie chwili powinien się na środku pomieszczenia zmaterializować jakiś człowieczek który powiedziałby „Hej! Jestem zdziwieniem! Wyartykułowanym zdziwieniem!” .
    — Poza tym to skad ty takie rzecz wiesz? – zastanowił się na chwilę. – Ej! A może wiesz, gdzie zostawiłem swoje skarpety z siłowni? Albo wiesz dlaczego w paczce którą ostatnio otwierałem w Fifie, nie wypadła żadna świetna karta? – spojrzał na nią wyczekująco. – Bo kwestię dlaczego wczoraj przejebałem mecz w CSie poznałem. Miałem po prostu kijowy team.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ej, co jak co ale śpiewać to Kristin umie! Była cudowna w Wicked <3
    Dam Ci ją najszybciej jak się da, obiecuję!]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  24. Na początku nie umiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości – niegdyś jeden z największych, o ile nie największy bóg, błąkał się po okolicy niczym zagubione dziecko, starając się znaleźć coś, czego obsługa będzie na tyle przystępna, że nie zakończy się natychmiastową śmiercią (całkowicie ignorował fakt, że przecież jest nieśmiertelny i przeżył tysiące lat, po prostu w ten sposób hiperbolizował swój strach, ogarniający go od momentu pojawienia się na obcej ziemi).
    Aklimatyzacja przyszła dopiero z czasem: po wielu latach spędzonych na unikaniu bliższego kontaktu z ludźmi, zamykaniu się w niewielkim mieszkaniu, które jakimś cudem udało mu się wynająć. Po wielu latach życia w odosobnieniu i izolacji, bez kogokolwiek bliskiego, jako że z dziećmi nie utrzymywał kontaktu. Z jednej strony powinien przywyknąć do samotności, bo nikt mu nie towarzyszył, gdy każdego dnia przemierzał niebo na Barce Milionów Lat, dając ludziom światło, jednakże z drugiej w Ameryce potrzebował kogoś u swego boku – drugiej osoby, dzięki której odkrywany świat nowoczesnych technologii nie będzie taki skomplikowany i przerażający. Nie czuł się jednak na tyle pewnie, żeby zrobić ten pierwszy krok, który mógłby okazać się przełomowy. Po prostu czekał, licząc na to, że ta właściwa po prostu się pojawi, wparuje do jego życia i sprawi, że wszystko na powrót się ułoży.
    Do tego czasu musiał po prostu jakoś sobie radzić, w pojedynkę.
    Siedział przy drewnianym, nie nakrytym żadnym obrusem stole, w dłoniach trzymając kartę dań i wodząc po niej oczami. Miał wrażenie, że głód skręca mu żołądek, w końcu od rana pochłonięty był pracą. Na szczęście, jako tymczasowy hotelowy elektryk, miał prawo do darmowych posiłków te marne 3 razy dziennie. Nie, żeby był to jakiś specjalny przywilej, biorąc pod uwagę jakość tutejszego jedzenia (a może po prostu był wybredny, jeszcze tego nie ustalił), amerykańskiego jedzenia w ogóle, ale lepsze to niż nic, dlatego starał się nie wyrażać swojego niezadowolenia na głos. Przynajmniej dbali o to, żeby miał co włożyć do gęby po każdym monotonnym dniu, spędzanym na naprawianiu usterek w pokojach.
    Z cichym westchnięciem odłożył kartonową kartę na blat i już miał wstać, aby udać się do lady w celu złożenia zamówienia, gdy poczuł to dziwne uczucie na karku. Znał je dobrze i wiedział od razu, co oznacza – ktoś go obserwował. Powoli podniósł wzrok i zauważył ją od razu, jakby jakaś niewidzialna siła przyciągała jego spojrzenie w jej stronę. Siedziała na stołku barowym, po prostu na niego spoglądając. Po paru sekundach wszystko ułożyło mu się w głowie i zrozumiał, że była taka jak on, że należała do tego samego „gatunku” istot. Stąd to dziwne uczucie.
    Nie czekając już dłużej, po prostu wstał i udał się do baru. Początkowo planował zignorować jej obecność, jako że zmęczenie robiło swoje i nie miał większej ochoty na kontakty z innymi, jednakże ostatecznie, przy składaniu zamówienia, stanął tak blisko niej, że początek rozmowy wydawał się prawie nieunikniony.
    — To co zawsze. — rzucił w stronę brodatego, dość niskiego mężczyzny stojącego za barem.
    Dopiero po złożeniu zamówienia ponownie spojrzał na kobietę, której strefę osobistą bezczelnie naruszył, po prostu stając obok niej.
    — Hel. — rzucił krótko, gdy wszystko już uporządkowało mu się w głowie.
    Wargi boga wygięły się w niewielkim, lecz ciepłym uśmiechu.

    kupa rdzy

    OdpowiedzUsuń
  25. Sprawy z Hel nigdy nie układały się tak jak trzeba. Owszem kiedyś dawno temu, gdy była jeszcze małą dziewczynką, starał się być dla niej dobrym ojcem, kochał ją, podczas gdy cały świat się od niej odwracał. Ale potem wszystko się skomplikowało. Odyn wysłał Hel do świata podziemi. Od tamtego czasu nie widział jej ani razu. Czasem jedynie pytał o nią, słuchał wieści o tym co działo się w królestwie zmarłych. Nigdy jednak sam nie postanowił się tam wybrać, nie odwiedził jej choćby raz. Zwykle wymyślał setki powodów uzasadniających czemu tak było, chociaż żaden z nich nie był prawdziwy. Niemniej... zależało mu na Hel. Gdy zjawiła się w Ameryce, miał chęć się z nią zobaczyć. Porozmawiać. Ale... minęło tak wiele lat. Tak naprawdę nie było już nic co mogłoby ich ze sobą łączyć. Cała więź umarła dawno temu. Pewnie nie mieliby nawet o czym ze sobą rozmawiać. Pocieszał się jednak myślą, że Hel jakoś sobie radzi. Narfi regularnie opowiadał o Hel, o jej ośrodku, o tym jak jej się układa. Cieszył się wiedząc, że Hel miewa się dobrze, tak samo jak martwił się za każdym razem, kiedy słyszał o jakichkolwiek problemach.
    Tak było i tym razem, gdy Narfi wspomniał o kłopotach z ośrodkiem i możliwym zamknięciu, nie czekał nawet na rozwój wydarzeń. Może nie mógł za bardzo naprawić zmarnowanych lat i relacji z córką, ale mógł chociaż jakoś jej pomóc. Na tyle, na ile pozwalały mu możliwości. Miał pieniądze, dobrze sobie radził z urzędowymi zawiłościami i zawsze dostawał to czego chce. Nie czekał nawet na to by Narfi porozmawiał z siostrą. Nie oczekiwał też niczego, chciał tylko pomóc córce. Dość już wycierpiała w życiu, niech chociaż w Ameryce znajdzie swoją drugą szansę.
    Skończył właśnie załatwiać formalności. Mógł odetchnąć z ulgą wiedząc, że ośrodkowi Hel nie grozi już zamknięcie. Przez chwilę zastanawiał się czy powinien na tym poprzestać. W końcu nie był jej już potrzebny. Zrobił co mógł, nie powinien się dalej wtrącać w jej życie, ale...
    Do diabła! Była jego córką! Chciał być częścią jej życia. Chciał wiedzieć o jej problemach, pomagać jej, cieszyć się z jej sukcesów, móc choć czasem z nią porozmawiać. Od Narfiego wiedział, że była w swoim ośrodku. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę i w końcu ją odwiedzić...
    Pojechał wprost do ośrodka. Na miejscu odnalazł jej gabinet. Zapukał i nie czekając nawet na pozwolenie wszedł do środka. Nie był pewien co powinien powiedzieć. Jak w ogóle miał rozmawiać z córką, którą po raz ostatni widział całe wieki temu, gdy była jeszcze dziewczynką? Przez chwilę wpatrywał się w postać siedzącą w gabinecie za biurkiem. Postać, która w niczym nie przypominała mu jego małej dziewczynki, którą pamiętał. Przed sobą widział dorosłą kobietę, potężną królową, z której był tak bardzo dumny, choć nigdy jej tego nie powiedział. Uśmiechnął się na jej widok. Nawet jeśli miał wrażenie, że Hel wcale nie była zachwycona jego wizytą. Miał chęć rzucić jakimś banałem, powiedzieć jej, że wyrosła na piękną kobietę lub że jest dumny, ale szybko się rozmyślił.
    – Hel... Wiem, że to dość niezręczne spotkanie – zaczął pośpiesznie, nie chcąc dopuścić jej do słowa. Miał dziwne wrażenie, że gdyby to zrobił kazałaby mu wyjść – Nie zajmę ci wiele czasu, po prostu... Chyba powinniśmy w końcu porozmawiać.
    Przez chwilę zastanowił się nad własnymi słowami i uznał, że chyba były równie idiotyczne co banalne stwierdzenia, z których zrezygnował. Niezręczne spotkanie... a jakie miało by być po ponad tysiącu latach? Powinniśmy w końcu porozmawiać... Tak... I kto to mówi?

    - Tatuś

    OdpowiedzUsuń
  26. — Nie. Cukier to nie tylko cukier. Cukier to życie, bez życia nie byłoby cukru, a bez cukru życia. Poza tym…co ja jestem? Wyglądam tak bardzo źle że powinienem schudnąć? Bo niektórzy mówią mi że cukier trzcinowy to dietetyczny jakiś…ja chcęęęę przyyytyyyććć!!! – zaczął zawodzić smutnym głosem. W miarę ogarniał o co ludziom chodziło, chociaż ciągle się głowił nad kilkoma sprawami. Nie za bardzo ogarniał dlaczego ci ludzie łączyli się w pary, albo dlaczego chodzili do kościoła i wierzyli w jakiś Allachów, Bogów, Jehowów czy innych Buddów. Przecież byłoby zdecydowanie lepiej gdyby przestali w nich wierzyć, a zaczęli sławić JEGO. Lucyfer byłby zadowolony z tego faktu.
    — Ale…jak…to? – zapytał smutno. – Jak to nie masz do mnie zaufania? – spojrzał na nią zdziwiony. – A co ja jestem? Pawłow? Czy może Demikow? – zapytał. – Spokojnie, jedyny eksperyment to „Pies-pająk”, Wardęga odniósł sukces, to co? Ja będę gorszy? – spojrzał na Hel i uśmiechnął się lekko. – To co? Pożyczysz mi pieska? Hajsem z JuTuba podzielimy się po połowie, oczywiście ja biorę tą większą – zaznaczył. I tak, wiedział że połowy są równe i nie ma większej, czy też i mniejszej.
    — Gry nie są głupie! – powiedział oburzony. - Książki? To jest to coś co ma litery? I zero obrazków? – zapytał. Uwielbiał kreować taki image idioty. To było zawsze ciekawe. – Nie mam rodziny…znaczy się niby mam…ale co to za rodzina która karze ci wypierdalać z nieba? Tylko dlatego, że masz inne zdanie na dany temat? – zapytał. Właściwie to nie do końca tak było, ale nie zamierzał mówić nic więcej na ten temat. – Odezwała się! Wzorowa matka i żona! A ty? Czy doczekam się z twojej strony jakiś małych i… „uroczych” bobasów? – zapytał. – A może…- uśmiechnął się patrząc na nią. Miał pomysł, w jego mniemaniu świetny…czyli w mniemaniu innych po prostu głupi zakrawający o idiotyczny. – A może weźmy sfabrykujmy to że jesteśmy małżeństwem, zaadoptujmy trójkę dzieci i wyjedźmy do Polski? Dostaniemy dwa razy pięćset plus, czyli tysiąc plus – powiedział wesoło.
    Po tych słowach zaraz też przygotował drinki. Oczywiście w jego wydaniu było to tak, że przeważała wódka niż sok, i zdecydowanie za dużo dał tabasco niż jest to uwzględnione w przepisie. Jedyne co się zgadzało to dodanie przypraw, soku z cytryny i tego drugiego sosu, którego się dodaje, a którego nazwa gdzieś mu umknęła.
    — Poza tym Helciu…dlaczego mam cię słuchać? Skoro ja nawet niby swojego ojca nie słucham…że o byłym szefie nie wspomnę – powiedział. – A nawet jeśli bym cię posłuchał, to kogo miałbym sobie poznać? Człowieka, czy jakiegoś Boga? – zapytał. – W sumie…gdyby nie fakt, że na co dzień obcuję z Bogami to byłbym ateistą i to takim zagorzałym, wiesz?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  27. [Przychodzę podziękować za powitanie i za wszelkie miłe słowa tutaj, bo choć Thor jest super, to Hel mnie totalnie urzekła. Cześć! Przepraszam za opóźnienie, ale życie mnie goniło i dopiero teraz mogłam usiąść do spokojnego czytania, a było zdecydowanie warto. Podoba mi się minimalizm w karcie, a jednocześnie wspaniałe przedstawienie tej bogini, dlatego chętna byłabym na wątek, ale... ale z pomysłem krucho. :C]

    Wilk

    OdpowiedzUsuń
  28. — Ale do mnie nie trzeba cierpliwości…wódka wystarczy – powiedział śmiertelnie poważnie, nawet nie zaszczycił Hel swoim wzrokiem. Gdyby Lucek to opisywał to pewnie nie omieszkałby w dopiskach odautorskich napisać Nie zaszczyciłem jej nawet swym zacnym wzrokiem, niech wie co traci.
    — Ty…a tak właściwie to…masz ty kogoś? Rodzinę w postaci brata/siostry/ojca/matki/dziadka/zony/stryja/szwagra brata zięcia? – zapytał. Nie żeby był ignorantem i nie żeby nie był otwarty na jakieś inne religie, on po prostu…no dobrze był ignorantem oraz dupkiem do kwadratu (tak słyszał), który nie zna się na niczym. I w ogóle to słyszał od wielu ludzi i nie-ludzi ze po prostu jest walnięty i głupszy niż ustawa przewiduje. Nie wiedział dlaczego mają o nim takie zdanie, oraz taką okropna opinię.
    Spojrzał na nią ze zdziwieniem. No jak to tak ona mogła o tym nie wiedzieć? Może nie to że cały świat o tym trąbił, czy coś…ale czasami Lucek pojawiał się w różnych częściach światowego internetu. Jeszcze nie zwiedził tylko północnokoreańskiej sieci, oraz japońskich stron dla dorosłych w obawie że zobaczy tam coś strasznego, coś po czym się nie pozbiera. Coś po czym jego psychika zostanie doszczętnie zepsuta (wbrew pozorom było tam jeszcze trochę do zniszczenia i popsucia).
    — Za dzieci – powiedział. – Musimy być małżeństwem, to wtedy na drugie i kolejne mamy 500+, zawsze możemy też zrobić tak, że ty będziesz figurować jako matka będziesz dostawać też zasiłek za samotne wychowywanie, jak dzieciaki będą się dobrze uczyć, albo osiągać sukcesy sportowe to one dostaną jeszcze pewnie jakieś stypendium albo coś… - powiedział i wzruszył ramionami. Coś tam usłyszał, coś przeczytał. – Poza tym ja mam kartę Polaka, powiedziałbym że w miarę często się tam wybieram i do Rosji też. W Rosji jest fajnie…- zamyślił się. – Zdelegalizowali tych okrutnych ludzi, gorszych niż terrorystów. Tych których to nie lubię…no…jak im to było? Świadków Jehowy! – przyklasnął w ręce i uśmiechnął się lekko.
    — Oczywiście że się da! Cebula jest na ulicach, gdzie nie spojrzysz to cebula, wiesz? I dużo Moherów jest, złodziei a ta największa elita elit złodziejskich to w Warszawie jest, w takim cyrku…no w sunie to się nie nazywa cyrk, tylko Sejm, ale tez okrągłe. Stare bloki z płyty, postawione jeszcze za komuny, dużo Sebixów oraz Karyn. Dzieciaki to tylko Brajanki i Dżesiki – powiedział. – Ale jest fajnie, a jeszcze fajnie jeśli jest się lekarzem, albo policjantem, ewentualnie politykiem. Łapóweczki i alkohole – uśmiechnął się. – Nocy by brakło żeby poopowiadać – machnął ręką i uśmiechnął się lekko.
    — Ale po co mi kobieta? – zapytał. – Mam sprzątaczkę, która ogarnia mi mieszkanie. Mam telefon, którym zadzwonię po żarcie, mam pieniądze które wydaję sam na moje zachcianki. W szafie to mam pustki i nie muszę robić żadnej garderoby bo ktoś „nie ma co na siebie włożyć”, a szafa pełna ciuchów… No i też nie słyszę codziennie rzeczy typu „znowu późno wróciłeś”, „jesteś pijany”, „a to ty myślisz że ja z tobą rozwodu nie wezmę?” – westchnął. – Poza tym...wezmę sobie żonę, to w gratisie dostanę też teściową. A tego nie chcę. Chociaż jeśli i teściowa, to teściu pewnie też…w sumie to Zeus byłby fajnym teściem – zamyślił się.
    Polał jeszcze Hel, sam wyzerował swojego drinka na raz. Jak dla niego to za mało tabasco, i za mało wódki. Zaczął się nawet przez chwilę zastanawiać dlaczego po prostu spirytusu tam nie wlał.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  29. Odrobinę zabolało go, gdy zwróciła się do niego po imieniu. Nie oczekiwał by nazywała go ojcem, pewnie nawet czułby się nieco dziwnie, gdyby tak do niego mówiła. Jednak w sposobie jaki wypowiedziała jego imię było coś nieprzyjemnie chłodnego, wręcz lodowatego. Wiedział, że nie chciała go widzieć. I zdawał sobie sprawę, że to był błąd. Przyjazd tu był błędem. Po co właściwie tu przyszedł? Naprawianie błędów nigdy nie wychodziło mu zbyt dobrze. Nawet kiedy bardzo się starał, zwykle prędzej czy później coś szło nie tak. Dodatkowo fakt, że często czuł się rozdarty między rodziną, którą miał z Sigyn, a tą drugą rodziną... taką jak Jormungand, Hel czy Fenrir. Wiele razy żałował swojego związku z Angrbodą i uważał go za wielki błąd. Błąd, który wiele razy odciskał się piętnem na jego szczęściu z Sigyn. Z drugiej strony nigdy nie żałował, ani tym bardziej nie uważał za błąd swoich dzieci. Zwłaszcza Hel. Wiele razy zastanawiał się jak wszystko by się potoczyło, gdyby bogowie... gdyby Odyn pozwolił mu zatrzymać chociaż córkę. Mała Hel nigdy nie była zła, ani tym bardziej nikomu nie zagrażała. Mimo to wszyscy uważali ją za potwora przez to jak wyglądała. Domyślał się, że musiało być jej ciężko. Samej. W najdalszych zakątkach podziemi.
    Czemu w takim razie nigdy jej nie odwiedził? Jaki był prawdziwy powód?
    Słysząc jej słowa miał chęć odpowiedzieć jej, że kilkadziesiąt wieków wcale niczego by nie zmieniło, że wtedy również nie miał wpływu na decyzję Odyna. Że choćby chciał nie mógłby zabrać jej do siebie, ani zapewnić jej życia na jakie zasługiwała. Zresztą... Lepiej było jej być królową w świecie umarłych, niż gdyby miała, podobnie jak i on, nie pasować do żadnego świata.
    Zamiast tego przygryzł tylko nerwowo wargi.
    – Nie chciałem ci przeszkadzać Hel. – odparł w końcu – Ale kiedyś będziemy musieli w końcu porozmawiać, zamiast unikać się w nieskończoność. Nie oczekuję, że będziemy udawać, że nic się nie stało, chciałbym po prostu z tobą porozmawiać. Jeśli będzie trzeba poczekam... – zawahał się przez chwilę.
    Patrzył na Hel, uparcie ignorującą go i przeglądającą stosy dokumentów.
    – Wiem, że jesteś zajęta i nie chcę ci przeszkadzać. – odezwał się w końcu. Nie chciał na nią naciskać, wiedział, że miała swoje problemy. Podszedł bliżej biurka i położył na nim teczkę z dokumentami – Może to ci jakoś pomoże. Jeśli znajdziesz chwilę czasu to po prostu daj znać, moglibyśmy porozmawiać. – powiedział kierując się w stronę wyjścia. Przez krótką chwilę miał nadzieję, że może Hel zmieni zdanie, pozwoli mu zostać. Ale nadal siedziała nieruchomo, wpatrzona w swoje dokumenty, udając, że go nie dostrzega.
    Nie powiedział już nic. Po prostu wyszedł z jej gabinetu z dziwnym uczuciem porażki.

    - Tatuś

    OdpowiedzUsuń
  30. Gdyby nie Narfi, w ogóle nie przyszłoby jej do głowy, aby kiedykolwiek to zrobić. Ona – choć była ważna dla Lokiego, jeszcze ważniejsza dla syna, była obcą osobą w tej rodzinie. Nie należała do niej i Sigyn nie miała najmniejszej ochoty jej przyjmować. Była jawnym dowodem na to, że Loki nie zawsze był z nią uczciwy, że wtedy, kiedy ona zachowywała wierność i snuła się jak cień za Frigg, aby tylko przypadkiem nikt nie wpadł na pomysł, by wydać ją za mąż ponownie, on utrzymywał romans z olbrzymką.
    Nie potrafiła sobie tego wybaczyć… Przez lata zastanawiała się – dlaczego? Czy nawet olbrzymka jest lepsza od niej…?
    Westchnęła, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Dziś włosy spięła nisko w kok – i od razu zaczęła tego żałować. Nie lubiła swoich dziecięcych rysów, okrągłej twarzy. Tak w zasadzie to niczego w sobie nie lubiła. Można było uznać za rutynę poranne lub inne okolicznościowe dołowanie i poniżanie się przed lustrem.
    Miała ochotę koszulę, którą dziś założyła, zamienić na luźny sweter. Czuła się źle – a jeszcze gorsza była świadomość, że idzie na spotkanie z kimś, kogo nie chce widzieć.
    Ale przecież obiecała.
    Narfi doskonale wiedział jak ją podejść. Słodkie oczka, które dostał po ojcu, mogły wskórać bardzo dużo. W dodatku odpowiednio wyważone słowa nacechowane emocjonalnie sprawiały, że nie było już argumentu, który mogła zbić.
    Zatrzymała samochód niedaleko miejsca, w którym były umówione. Zaczęła się zastanawiać czy i jej Narfi jakoś specjalnie nie podszedł. Bo niby z jakiego powodu córka Lokiego miałaby teraz się spotykać z matką swojego przyrodniego brata? Dla niej była obca. Tak jak i Sigyn była obca dla Hel.
    Weszła do kawiarni i rozejrzała się. Przynajmniej wiedziała jak wygląda dziewczyna – czy też raczej kobieta, sądząc po osobie siedzącej za stolikiem – z którą miała się spotkać. Podeszła do niej i uśmiechnęła się niemrawo.
    Musiała chociaż spróbować.
    — Więc to ty jesteś Hel – odparła na przywitanie. Nigdy wcześniej się raczej nie spotkały. Nie było okazji. Ani powodów.
    W chwili, w której kobieta zwróciła do niej całą twarz, przez moment zamarła. Słyszała, że królowa zmarłych jest tylko w połowie człowiekiem. Dlaczego więc przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz?
    Zamknęła na moment oczy i otrząsnęła się. Przynajmniej starała się otrząsnąć.
    — Jestem Sigyn – dodała, wyciągając rękę w jej stronę, siląc się na uśmiech.
    Przynajmniej próbowała.

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  31. [Z opóźnieniem, ale z ogromem miłości! <3]

    Było już ciemno, gdy Narfi w końcu wrócił do domu. Odetchnął z ulgą widząc pogaszone światła i pogrążony w ciszy dom. Zawalił. Doskonale wiedział, że zawalił i zawiódł siostrę. W końcu tyle razy w ciągu ostatnich tygodni obiecywał, że nie będzie mieć innych planów, nie będzie z nikim umawiał się na ten dzień i choćby cały świat się walił przyjedzie do Harmony pomóc siostrze. Nie dotrzymał obietnicy i czuł się z tym bardzo źle.
    Od lat zawsze było to samo. Narfi z całego serca nienawidził chwil takich jak ta, kiedy musiał wybierać między rodziną, a tym w co wierzy i co jest dla niego ważne. Pierwszy raz w takiej sytuacji postawił go ojciec, oznajmiając, że przyszedł czas by opuścić dawnych przyjaciół. Nadciągało coś z czym ojciec nie był w stanie, a może zwyczajnie nie chciał, się zmierzyć. Narfi aż nazbyt dobrze pamiętał jak z całego serca pragnął pozostać z rodziną, ale nie jeśli wiązało się to z opuszczeniem braci Indian. Drugi raz w takiej sytuacji postawiła go matka, gdy postanowiła zaangażować się w rewolucję. O ile różnica zdań z ojcem była dla Narfiego bolesna, o tyle różnica zdań z matką była czymś czego nie chciał nigdy doświadczać. Nawet kiedy później dowiedział się, że wszystko było tylko fatalnym nieporozumieniem i matka po prostu pogubiła się w świecie i swoich własnych wyborach, i tak nie było to łatwe przeżycie. Po raz kolejny wybrał lojalność wobec braci Indian zamiast wobec własnej rodziny. Kiedy wreszcie w nowym świecie zjawiła się Hel, nigdy nie sądził, że kiedykolwiek coś poróżni go z siostrą. Nawet, gdy siedział w więzieniu, a Hel była na niego wściekła, choć starała się okazywać wyrozumiałość i troskę. Dopiero dzisiaj... Kiedy rano odebrał telefon po raz kolejny musiał wybierać. Lojalność wobec przyjaciół Indian, a obietnica dana siostrze. Narfi z całego serca miał nadzieję, że Hel zechce to zrozumieć. I jakoś wybaczyć. Wiedziała przecież, że wszystko w co się angażował było dla niego równie ważne, co Harmony dla niej. Nawet jeśli będzie musiał zmierzyć się z rozczarowaniem i gniewem ze strony siostry...
    Dopiero teraz, siedząc w spokoju w domu, Narfi włączył telefon i zobaczył całą masę nieodebranych połączeń od siostry. Nerwowo zagryzł wargi przeglądając spis połączeń oraz czytając kilka smsów od wściekłej Hel. Co miał jej powiedzieć? Że znowu przedkłada dobro Indian ponad własną rodzinę? A może, że kolejny protest był dla niego ważniejszy niż obietnica? Gdyby jeszcze ktokolwiek z rodziny, z najbliższych rozumiał... Narfi westchnął. Miał wrażenie, że chociaż zarówno rodzice, jak i siostra bardzo go kochali, to żadne z nich tak naprawdę nie rozumiało tego co było dla niego ważne.
    Kiedy usłyszał jak drzwi otworzyły się z hukiem, wiedział, że nie będzie łatwo. Musiał jakoś się z tym zmierzyć. Przeprosić ją. Wiedział, że ją zawiódł, ale wiedział też, że nadal Hel była jego najlepszą przyjaciółką... Która nigdy, przenigdy, nie zawiodła jego.
    – Hel, przepraszam, że zostawiłem Cię samą... – Narfi poderwał się z kanapy, podchodząc do siostry. Miał wrażenie, że igra z ogniem i wychodzi naprzeciw rozszalałego tornada. Ale musiał chociaż spróbować z nią porozmawiać.

    Kochający brat

    OdpowiedzUsuń
  32. [Mam teraz dylemat, bo jednak będę tworzyć jeszcze pana YouTuba i nie wiem z kim byś wolała pokombinować. :)]

    Pająk

    OdpowiedzUsuń
  33. [A oczywiście :D W sumie mógłby zainwestować w dom starców, bo przecież społeczeństwo się starzeje a co za tym idzie to i domy starców są potrzebne ;) Poza tym...no cóż...mam nadzieję, że w razie czegoś to Hel przymknie oczko na jakieś zawirowania finansowe Mammona ;)]

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  34. — Aha – powiedział. – Fajnie się bawi…a chociaż uskutecznia marihuaneny? Czy raczej leczy bez ziółek? – zapytał i spojrzał na nią. Wyciągnął po chwili dwa skręty. Jednego zapalił a drugiego podstawił Hel pod nos i uśmiechnął się skromnie. – Uwierz mi, mogło być gorzej. Twój rodzony…albo i stworzony brat mógł się na ciebie wypiąć i wypierdolić cię z domu, po tym jak ty rozpętałabyś taką wojenkę na nieboskłonie. Ty sobie tak lecisz i lecisz zapierdzielasz w dół niczym formuła jeden po drogach w Monaco i tyle. Łamiesz sobie skrzydełka, co cię po prostu napierdziela, twoi bracia cie znajdują, jeszcze bardziej oklepują ci twarz i wtrącają do piekła. Ajna rodzinka, co nie? Przy tym to Moda na sukces albo Gra o Tron jest bardziej normalna – wzruszył ramionami zaciągając się jointem. Naprawdę dobry towar od dobrego dostawcy. Pablo Escobar mógłby się od takiego Lucka uczyć kilku rzeczy.
    — Posłuchaj…nie muszą to być jakieś małe dzieci. Byleby miały mniej niż osiemnaście lat – powiedział. – Tak więc przewijanie oraz karmienie nas ominie. No i gitara!
    Biznesplany Lucka niekiedy były dobre, niekiedy złe a czasami wręcz okropne i niemożliwe do spełnienia nawet dla bogów. Chyba większość się do tego przyzwyczaiła. Większość która zna Lucyfera i wie do jakich rzeczy jest zdolny. Naprawdę w przypadku Lucyfera należało spodziewać się wszystkiego, autentycznie wszystkiego…
    Nawet tego, że przyjdzie o północy ubrany w strój Posejdona i powie, że zabiera ją/go na skoki ze spadochronem, albo że idą do szpitala urządzać wyścigi na wózkach inwalidzkich po oddziale geriatrycznym.
    — Wiesz jak dla mnie to spoko…tylko jest jedna sprawa – powiedział. – Ja zawsze będę piękny i młody – uśmiechnął się. – Bo ja mam pomysły na życie, ja mam świetne myśli które polegają na podtrzymaniu kultu we mnie – pokręcił głową ażeby rozruszać zesztywniały kark.
    Wziął drinka i wypił to wszystko właściwie to prawie na raz. Przejechał językiem po podniebieniu, postukał palcami o bla stołu i uśmiechnął się w kierunku Hel. Ale to nie był zwykły uśmiech, tak to uśmiechał się zawsze wtedy, kiedy wpadł na jakiś genialny pomysł.
    — Mam pomysła! Nie lejmy soku pomidorowego, wlejmy więcej wódki i tabasco! Zobaczymy ile wytrzymamy! – wesoło potarł swoje dłonie. – Co ty na to? W ogóle wiesz co… Może ja to przestanę pić? Przestanę palić i jakoś wezmę się za siebie? – zapytał cicho.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  35. [Ciebie na hajsy w życiu :D Ja jestem uczciwym złodziejem ;)
    No ale żeby nie spamować tak bez sensu to proponuję takie coś:
    Mammon spotyka się z Hel (albo Hel z Mammonem) w celu powiedzmy...uskutecznienia transakcji. Możemy też zrobić tak, że Mammon będzie chciał nagłośnienia sprawy (no bo przecież łoży hajsy, to chce trochę zyskać rozgłosu żeby ocieplić swój wizerunek), a Helcia może nie chcieć żadnego rozgłosu. Ot takie ciche przekazanie pieniędzy i oczywiście jakiś procencik dla Mammona ;)
    Raczej jakieś dzikie chlanie z Mammonem nie wchodzi w grę, ale może dla Hel to nawet i lepiej ;) W końcu Lucek to pije na potęgę xD]

    Mammon

    OdpowiedzUsuń
  36. 02.09.1922, Nowy Orlean
    Przypierał ją do chłodnego muru całym ciężarem swojego ciała. Poznali się zaledwie kilka godzin wcześniej, w pobliskim barze. Nie wyróżniała się niczym na tle innych kobiet, które widział w lokalu, no może oprócz nieco zbyt wyzywającego makijażu i sukienki za bardzo odsłaniającej szczupłe ciało.
    Byli całkowicie sami.
    Jego usta błądziły po bladej szyi młodej kobiety, muskając każdy centymetr jej odsłoniętej skóry. Czy tego chciał czy nie, musiał przyznać, że w pewnym stopniu mu się podobała, a przynajmniej w momencie, w którym rozmawiali. Była naturalna, czuł to, nie udawała kogoś innego tylko po to, żeby mu zaimponować, nie owijała w bawełnę i bez większych oporów mówiła o sobie. Nawet o tych złych rzeczach. Dodatkowo alkohol całkowicie rozwiązywał jej język.
    Wyśpiewała wszystko. Bez chwili wahania opowiedziała mu — „przypadkowo” spotkanemu nieznajomemu — o tym jak w trakcie jednej z podróży do Los Angeles zdradziła swojego narzeczonego, o tym kiedy zrobiła to kolejny i kolejny raz. Ale oczywiście on już znał tę historię, w końcu usłyszał ją od swojego zleceniodawcy. Wysłuchanie jej po raz kolejny było jedynie czystą formalnością, jednym z kroków na ścieżce do wyznaczonego celu.
    — Nie ruszaj się. — warknął jej do ucha, po czym delikatnie przygryzł jego płatek, gdy spragnione dłonie kobiety zaczęły sunąć w górę jego pleców.
    Odsunął się na kilka centymetrów, żeby móc jednym spojrzeniem ogarnąć całą jej twarz. Zielone oczy błyszczały z podniecenia, oddech był ciężki, a do tego nieznacznie zatopiła zęby w dolnej wardze. Gdyby nie fakt, że musiał zrobić to, co musiał, zapewne zaciągnąłby ją do siebie, stałaby się kolejną z jego przygód na jedną noc. „Czasami ta praca bywa przekleństwem”, przemknęło mu przez myśl. Było w tym ziarnko prawdy — ponad 50% jego ofiar stanowiły kobiety, głównie niewierne, takie jak ta tutaj...
    Potrząsnął lekko głową, po czym wrócił do rzeczywistości. Nie mógł pozwalać sobie na momenty zawahania, zamyślenia, bo wtedy każda dobrze zaplanowana misja była prawie skazana na porażkę. Wystarczyło na dłuższą chwilę się rozkojarzyć, żeby cel zmienił zdanie lub najzwyczajniej w świecie stracił zainteresowanie całą sytuacją.
    Jego dłoń spoczęła na biodrze kobiety, palce zacisnęły się na materiale zdobionej cekinami sukienki. Przyciągnął ją nieznacznie bliżej.
    — Zamknij oczy. — wyszeptał, siląc się na najbardziej uwodzicielski, a zarazem tajemniczy ton, jaki tylko mógł uzyskać.
    Posłuchała. Teraz nie było już odwrotu. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i już po chwili ostrze srebrnego sztyletu zalśniło blado, odbijając światło pobliskiej latarni. Kobieta nie zdążyła zareagować, nie zdążyła krzyknąć.
    Ugodził prosto pod lewą piersią, tuż w serce. Dopiero potem zadał sobie trud wykonania kolejnych dźgnięć. Krew spływała po srebrnej sukience, po cekinach, po uginających się nogach. Nie dał jej upaść. Jedną dłoń owinął wokół pasa nieznajomej, aby trzymać ją bliżej w chwili, gdy ulecą z niej resztki życia, chciał wtedy patrzeć jej w oczy.
    Był gotowy ją puścić dopiero, gdy bezwładnie spoczęła w jego ramionach. Zanim to jednak uczynił, delikatnie musnął wargami jeszcze ciepłe, krwistoczerwone usta. Dopiero teraz mógł sobie pozwolić na chwilę zamyślenia i przyznać, że smakowały wyjątkowo dobrze. Tak jak wtedy, gdy jej płuca jeszcze funkcjonowały, gdy owiewała go oddechem, pachnącym mieszanką mięty i spożytego alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Szkoda marnować taką sztukę. — wymruczał jej do ucha, zupełnie jakby jeszcze żyła i mogła usłyszeć jego nieco zachrypnięty głos.
      Potem cofnął się o krok, a ciało upadło na chodnik, na przerażający obraz, który spływająca w dół krew utworzyła na betonie. Jeszcze przez chwilę podziwiał to makabryczne dzieło, a potem sięgnął dłonią do kieszeni grafitowej, idealnie skrojonej marynarki i wyjął z niej kwadratową chusteczkę wykonaną z jedwabiu.
      Zaczął dokładnie wycierać sztylet. Wiedział, że ma jeszcze czas, ludzie zazwyczaj stadnie opuszczali bary o konkretnej godzinie. Z resztą, znajdowali się w bocznej uliczce, którą mało kto chadzał, głównie ze względów bezpieczeństwa.
      Nie wiedział jednak, że nie jest już całkowicie sam.
      Nie wiedział, że ktoś za nim stoi.

      nie bij

      Usuń
  37. Ostrożnie złożył chustkę, bez jakiegokolwiek konkretnego powodu skupiając się na tym, aby brzegi idealnie do siebie przylegały. Zazwyczaj nie był perfekcjonistą, nawet wolał „nieład artystyczny”, jak to zwykł nazywać miejsca swoich zbrodni, jednakże przybycie niezapowiedzianego gościa nieco zbiło go z tropu. Oczywiście, starał się nie tego nie okazywać. Ba, nawet nie odwrócił się w tamtym kierunku. Po prostu czuł, że ktoś tam jest, że go obserwuje, a to wystarczyło, aby nie miał ochoty nawiązać bliższego kontaktu. No chyba, że...
    Chyba, że został przyłapany.
    „Z drugiej strony”, pomyślał, „gdyby była to policja, to zapewne już mierzyliby do mnie z broni albo biegli w moją stronę z kajdankami”. To go nieco uspokoiło. Jeśli po odwróceniu się na pięcie nie stanie twarzą w twarz z policjantem, nic mu nie będzie groziło. Co prawda mógłby po prostu go zabić i tam samym uniknąć pościgu, własnej twarzy na listach gończych, ale nie uznawał zbędnych ofiar. Krzywdził tylko tych, którzy byli coś warci, za których dostawał pieniądze.
    Pieniądze... To był powód, dla którego w ogóle wybrał się do Nowego Orleanu. Ogromne miasto, pełne wszelkiego rodzaju lokali, ludzi poszukujących przygód lub chwili wytchnienia, przepełnione muzyką, płynącą z każdego możliwego zakątka: od najdroższych hoteli, aż po tanie puby i lokalne dzielnice biedy. Jako osobnik pracujący w swoim „zawodzie” już od dłuższego czasu dobrze wiedział, że w takich miastach roi się również od rozpusty, zdrad, ludzi chętnych zapłacić za zgładzenie kogoś, kto kiedyś ich skrzywdził lub w jakiś sposób stanowił dla nich zagrożenie. Idealne miejsce, żeby wrobić sobie markę, rozkręcić brutalny biznes. Głównie dlatego Nowy Orlean szybko stał się jego rajem na ziemi. A, no i również dlatego, że zakochany był w muzyce jazzowej, a tu usłyszeć ją można było prawie na każdym kroku.
    Ta ostatnia myśl sprawiła, że jego usta wykrzywiły się w niewielkim uśmiechu.
    Schował chusteczkę do kieszeni marynarki, a czysty już sztylet zatknął za skórzany pasek od spodni. Dopiero wtedy mógł skupić swoją uwagę na osobie, która się napatoczyła. Odwrócił się, spojrzał w jej stronę.
    Kobieta. Piękna kobieta, w której wyczuwał coś nieludzkiego, jednakże nie umiał powiedzieć co. Ale zdecydowanie nie była taka, jak reszta.
    Klęczała przy zwłokach, dłonią dotykała zakrwawionej klatki piersiowej ofiary. Zmarszczył brwi. Nie miał pojęcia, co robiła, ale wyglądało to co najmniej dziwnie. Cóż, przynajmniej nie wybiegała z uliczki z krzykiem ani nie próbowała wzywać pomocy, zawsze było to jakieś ułatwienie mu ewentualnej ucieczki. Na razie jednak nie zanosiło się na to, żeby musiał planować odwrót.
    Nieznajoma przemówiła w momencie, gdy leniwym ruchem poprawiał klapy marynarki. Jej słowa sprawiły, że mimowolnie się uśmiechnął.
    — Skarbie, nie można uśmiercić Śmierci. — wyraźnie zaakcentował ostatnie słowo, jakby chcąc mieć pewność, że ona wyraźnie je usłyszy.
    Widział sposób, w jaki na niego spojrzała. Odraza widoczna była od razu, jakby był najobrzydliwszą kreaturą pełzającą po tej planecie, jakby dopuścił się strasznego czynu. A on po prostu wykonywał swoją pracę, posłał do piekła kolejną nędzną, zdradliwą duszę, odrobinę oczyścił społeczność. No i do tego zarobił sporą sumę, ale to inna sprawa.
    Zrobił krok w jej stronę.
    — Powinnaś już iść. — to zdanie wypowiedział znacznie ciszej i wolniej niż poprzednie.
    Oczywiście w głębi duszy chciał, żeby została. Była w niej ta niewidzialna siła, która go przyciągała, nawet mimo widocznej w jej spojrzeniu odrazy.
    Ominął ją i teraz to on przyklęknął przy zwłokach. Opuszkami dwóch palców przesunął po powiekach kobiety, zamykając jej oczy. Już nigdy nie ujrzy nocnego nieba, nie usłyszy muzyki, nie wleje w siebie kolejnego kieliszka szampana. Westchnął cicho. Takie myśli często pojawiały się po tym, jak odebrał życie, ale zawsze z łatwością się ich pozbywał.
    Teraz było trudniej.

    zakocha się

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie mógł oderwać wzroku od wciąż lekko zaróżowionych policzków martwej kobiety. Mieszanka alkoholu, emocji i pudru zrobiła swoje — nawet paręnaście minut po śmierci wyglądała tak, jakby tylko spała, oczywiście pomijając poplamioną krwią sukienkę i bordową plamę na chodniku pod jej plecami.
    „Dziwka”, pomyślał, chcąc zagłuszyć w sobie te małe wyrzuty sumienia, które pojawiały się od czasu do czasu w trakcie pracy. W gruncie rzeczy to jedno słowo, które wypowiedział, było zgodne z prawdą. Zdradzała swojego partnera, zadając mu tym samym niewyobrażalną ilość bólu i jednocześnie miała czelność mówić o tym na głos, jak gdyby nic się nie stało. A jakby tego było mało, to nawet teraz — z pełną świadomością tego, że zniszczyła życie komuś, kto kochał ją bezgranicznie — była w stanie oddać swoje ciało komuś, kogo dopiero poznała. Jemu, przypadkowemu mężczyźnie z baru, który aż zbyt łatwo uwiódł ją kilkoma uśmiechami, rozmową i kolejnymi drinkami.
    —Zasłużyła na to. — mruknął po części do siebie, a po części do kobiety, która wciąż na niego spoglądała.
    Nie wiedział, co jeszcze powiedzieć, więc po prostu wstał. Kości kolan strzeliły nieprzyjemnie, a jego usta wykrzywiły się w lekkim grymasie. Nienawidził nie tylko tego uczucia, ale też samego dźwięku. Sprawiał, że wszystko od razu zaczynało go boleć, nawet jeśli w rzeczywistości nie bolało.
    Dopiero po chwili jego policzek zapłonął żywym ogniem.
    Przez kilka pierwszych chwil nie docierało do niego, co się stało, lecz gdy pierwszy szok minął, otworzył szerzej oczy i spojrzał na stojącą przed nim kobietę. Jej pełne ponurego zadowolenia spojrzenie mówiło wszystko, a on zrozumiał do czego doszło.
    Uderzyła go.
    Tego zdecydowanie się nie spodziewał. Chyba raczej wolał, żeby kontynuowała swoje puste pogróżki, a potem po prostu odeszła w siną dal i już nigdy nie wróciła. Dopiero jej odruch — a może celowe działanie, tego nie wiedział — sprawił, że dotarło do niego, jak szczera była, kiedy mówiła wszystko to, co mówiła.
    Oczywiście istniała jeszcze inna opcja: mogła być po prostu szaloną kobietą, która w przypływie emocji postanowiła sprzedać policzek mordercy. Ta teoria była jednak mało prawdopodobna, biorąc pod uwagę wszystkie te dziwne rzeczy, które parę minut wcześniej wyczyniała nad martwym ciałem. Do tego emanowała tą dziwną energią, nieustannie go przyciągającą, nawet jeśli sam z siebie nie chciał mieć z nią do czynienia.
    — Podziwiam twoją pewność siebie. — każde słowo wypowiadał powoli, starając się sprawiać pozory spokojnego.
    Spróbował nawet zdobyć się na coś, co miało być chłodnym uśmiechem, ale okazało się dziwnym, nie przypominającym niczego grymasem.
    — Naprawdę powinnaś już iść. — po raz kolejny powtórzył to, co powiedział wcześniej.
    Jego dłoń powędrowała do miejsca, w którym schowany był sztylet, jakby w ostrzegawczym geście.

    nie wiem jak podpisać, buziaki

    OdpowiedzUsuń
  39. Zacisnął dłoń na chłodnej rękojeści, mimo że wiedział, że nie użyje sztyletu, nie skrzywdzi jej niezależnie od tego, jak bardzo by tego pragnął. Wizja zatopienia ostrza w jej trupim policzku, a potem szarpnięcia nim w dół była bardzo kusząca, ale w końcu miał jakieś tam zasady, a jedna z nich, w sumie najważniejsza, brzmiała: „Żadnych dodatkowych ofiar”. Zabijał tylko tych, za których dostawał pieniądze, a ona nie stanowiła jeszcze jego zlecenia. Widocznie jej życie, o ile je miała, biorąc pod uwagę wygląd pół-człowieka pół-trupa, nie było zbyt wiele warte.
    — Nie wydaje mi się, żebyś mogła decydować o tym, które decyzje należą do mnie, a które nie, kochanie. — sam był pod wrażeniem tego, jak spokojnie wypowiadał kolejne słowa, mimo rosnącego w środku niepokoju, gromadzącej się niepewności.
    Nigdy nie uciekał, nie odczuwał lęku przed innymi, jednakże mięśnie jego łydek zaczęły poddawać się niekontrolowanym skurczom, zupełnie jakby nawet jego ciało dawało znak, że czas zniknąć, uciec jak najdalej stąd i za wszelką cenę uniknąć kolejnego spotkania z tą dziwaczną, trupią, a zarazem w pewien sposób piękną kobietą.
    Wiedział jednak, że nie może dać kontrolować się emocjom, wtedy okazałby słabość, a ona prawie na pewno wykorzystałaby to w ekspresowym tempie.
    Nie cofnął się, kiedy jej usta niebezpiecznie zbliżyły się do jego bladych warg, nawet nie drgnął. Dłoń zamarła na rękojeści, a on po prostu wpatrywał się w jej oczy, rzucając nieme wyzwanie. Z jednej strony chciał sprawdzić, na co ją stać, a z drugiej miał wrażenie, że to wszystko nie skończy się dobrze. Nie znał jej, ona nie znała jego, to starcie zdecydowanie zmierzało w kierunku złego finału.
    — Nie sądzę, żebyś była warta aż takich pieniędzy. — rzucił, odnosząc się do pokaźnych sum, które płacą mu klienci.
    Chyba chciał ją jakoś urazić tymi słowami, a przynajmniej tak sobie to tłumaczył. Równie dobrze mogło chodzić o rozładowanie ciągle zbierających się w środku emocji, od nerwów aż po niewielki strach. Wpatrywał się w jej oczy, chcąc wyczytać z nich jakiekolwiek emocje, ale nie był w stanie.
    Potem świat jakby zwolnił.
    Poczuł coś dotykające jego brzucha, a potem po jego ciele rozlała się fala bólu. Dopiero wtedy spojrzał w dół i zauważył co się stało. Był nieśmiertelny, ale wciąż mógł odczuwać ból i krwawić, i to właśnie ta czerwona posoka rozlewała się po materiale koszuli.
    — Kurwa. — rzucił słabo, odrobinę zachrypniętym głosem.
    Nie mógł uwierzyć w to, co się stało, że odważyła się na taki ruch. Był też zły na siebie za to, że się rozproszył i na to pozwolił, nie zachował wystarczająco dużo czujności, która mogłaby go uchronić przed takim obrotem spraw.
    Drżącą dłonią chwycił wystającą z jego brzucha rękojeść. Poruszył nią lekko, chcąc wyciągnąć ostrze, ale kolejna fala bólu skutecznie mu przeszkodziła. Zwalił się na kolana, wzrokiem wiodąc za powoli odchodzącą kobietą. Mógłby przysiąc, że była z siebie zadowolona. W końcu na pewno nie dźgnęłaby go po to, żeby czuć się źle.
    Jej plecy były ostatnią rzeczą, którą zobaczył, zanim ciemność przesłoniła mu oczy i padł nieprzytomny na chodnik, tuż obok zwłok.
    Ostatnim, co przyszło mu na myśl, było ciche błaganie o to, żeby udało mu się obudzić zanim ktoś ich znajdzie.

    piszę śpiąc

    OdpowiedzUsuń
  40. [Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale na dzień dobry dość mocno zamuliłem. Jeśli nadal masz chęć na wątek ze mną to zapraszam koniecznie. :)
    Widziałem, że dorobiłaś się postaci Spadającej Gwiazdy, która też pomieszkuje w rezerwacie Lakotów. Może w takim razie dałabyś się namówić na jakiś wątek w rezerwacie?
    Daj znać czy masz chęć.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.