piątek, 4 sierpnia 2017

Physical fatality

Hel 
Właścicielka Harmony Nursing Home | Starzy bogowie
HISTORIAPOWIĄZANIAWIĘCEJ

Tak naprawdę nie jesteś zła. Skrywasz się pod maską stworzoną z sarkazmu i oziębłości, zbyt przerażona, że ktokolwiek mógłby odkryć Twoje prawdziwe oblicze. Nadal jesteś Królową, nadal jesteś Boginią, tylko Twoje Królestwo trochę się zmniejszyło, a modlitwy przycichły. Nosisz się dumnie, wysoko unosisz głowę, wypinasz pierś, a inni Ci zazdroszczą, podziwiają Cię, nieświadomi ciężaru jaki przyszło Ci nosić.
Zawsze byłaś zamknięta w sobie, więc dlaczego ich to tak dziwi? Siłą próbują wedrzeć się pod Twój pancerz, tak skrzętnie budowany i wzmacniany każdym dniem spędzonym w Twoim Królestwie. Myśleli, że robią Ci przysługę, że tak urocza dziewczynka nie stanowi dla nich zagrożenia. Wygnali Cię, jednak w ciemności odnalazłaś siłę. Powinnaś być wdzięczna, że nie podzieliłaś losu braci. Ale nie jesteś, prawda?
Nieźle się urządziłaś tam na dole. Za cel obrałaś sobie bycie sprawiedliwą, by pokazać tym na górze, jak bardzo się co do Ciebie mylili. I udawało Ci się. Nawet kiedy przyszli prosić o oddanie jednego z nich. Wykazałaś się dobrocią, naprawdę chciałaś zwrócić im ulubieńca, miałaś tylko jeden warunek.
Teraz też sobie radzisz. W Nowym Świecie nie jesteś długo, ale znalazłaś sposób, by w nim pozostać. Bawi Cię spojrzenie starych, zmęczonych oczu i z niecierpliwością oczekujesz momentu, w którym zamkną się na zawsze. Wtedy spełniasz swoją rolę. Odprowadzasz podopiecznych na drugą stronę, chłoniesz ich dusze, sądzisz i znajdujesz miejsce, na które zasłużyli.
__________________________________________________________________________________________
Melduje się Helka! Skromnie, bo nie lubię publicznie wywlekać brudów, poznać możecie ją w wątkach, jeśli komuś przyjdzie taka ochota. Łapiemy się wszystkiego, nic nam nie straszne. I Helcia też nie straszna, może lekko walnięta, ale jak się spędzi wieczność w ciemnościach to czasem tak bywa.
Zakładki kiedyś tam zaktualizuję, chyba.
fc: Ruby Rose
mail: fakeloveaccident@gmail.com
WALCZĘ!

31 komentarzy:

  1. [Skoro Helcia Team Starzy Bogowie to może da się trochę rozweselić i wyciągnąć na karaoke?]

    Anansi

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie Hel. :) Karta skromna, ale za to jaka klimatyczna. Bardzo smutna i samotna postać. (Uwielbiam mitologię nordycką <3) Życzę wielu ciekawych wątków i zapraszam do siebie.]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  3. [Wisakedjak chyba kradnie show w książce... :D
    Oczywiście, że się dam i to z wielką przyjemnością! Pomysły? Burza mózgów? :)]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  4. [Siostrzyczko, chodź na wątek! <3]

    Brat swojej siostry

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie biedną i smutną Helcię. :)
    Karta jest bardzo uroczo napisana. Mam nadzieję, że jak tylko tatuś się pojawi to wpadniesz na obowiązkowy wątek!
    A tymczasem życzę dużo dobrej zabawy i samych fajnych wątków. (I grzecznie tam z Narfim!)

    - Administracja

    OdpowiedzUsuń
  6. [Smutna ta twoja pani....zrobiło mi się jej szkoda. Serio. Smuteg mnie ogarneł *błędy zamierzone, bo sponsorowane przez Słownik polsko-polski*
    Jasne. Wątków oraz alkoholu nie odmawiam! :D]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  7. [No to masz już mój podpis. :) Zresztą skoro Anansi się doczekał własnej książki to może i Jack...
    To oboje mamy postacie raczej samotników. Chociaż tak sobie myślę, że skoro Hel jest tu od niedawna, a Wisakedjak sobie swobodnie potrafił spacerować po zaświatach, to może spotkali się już wcześniej - właśnie gdzieś w zaświatach? Możemy też dać im znajomość od zera i zapoznać dopiero teraz. Jak myślisz?]

    Wisakedjak

    OdpowiedzUsuń
  8. [Z czerni i różu to chyba emo się rodzą... xD Bawić się z Jej Zajebistością to na pewno będę, dzięki i wzajemnie :D Coś się może wymyśli kiedyś na wątek, ale narazie też nic mi nie przychodzi, pomyślę, a jak mój różowy móżdżek na coś wpadnie to dam znać :D]

    Lady Jednorożec

    OdpowiedzUsuń
  9. [Znamy się? Skąd?
    A na wątek zawsze jestem chętny. XD]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  10. [To pisz mi na gg: 47816746
    Jasne, można z tym pomyśleć, ale obgadamy to już prywatnie.]

    Manitou

    OdpowiedzUsuń
  11. [chec zawsze jest - tylko czasem gorzej cos zaczac ^^

    No chyba ze sie nam cos uda wyskrobac, albo wpadnie do jej biura zduszana pragnaca cos zalatwic a byloby po godzinach "pracy"]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  12. [Lucek przybył z jego (nie)boskimi atrybutami jakim jest wódka, zioło oraz dobre chęci ;)
    No to mam pomysł. Tak jak pisałem na czacie... Lucek przybywa do domu Hel i mówi "Słuchaj słońce moje, na loterii wygrałem dwie skrzynki kalafiorów i nie mam co z nimi zrobić. Robimy wódkę?", no i do tego to jeszcze wezmą pomidory zrobią przecier, czy co tam innego i sobie zrobią po (sam nie wiem ile tego może wyjść) jakiś kilkunastu drinkach, bo why not? Zawsze mogą też się czegoś nawciągać albo wypalić pół plantacji marihuany i szaleć do białego rana. Po tym Lucek może mieć permanentny zakaz zbliżania się do Hel...albo wręcz przeciwnie, może Hel zechce aby częściej sie pojawiał, bo to taki wesoły Diabeł :)

    Aha...tak chciałem sie zapytać. Czy wiesz że "Higway to hel" znaczy "Autostrada na Hel"? xD]

    Lucek z sucharem

    OdpowiedzUsuń
  13. [No widzisz a ja próbuję z Lucka zrobić "tego poważnego i zUego" xD Też mi nie wychodzi ;)
    Owszem wypadałoby abyś nam zaczęła :D
    Za zaczęcie odwdzięczę się wódką oraz cudownym, wspaniałym i pięknym odpisem :D *skromnośc level Lucek*]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  14. Prawda była jedna. Lucek był diabłem…ale za to jakim! Chyba jedyny w swoim rodzaju diabeł, który zamiast opętania (co i tak czyni, ale nie w tym rzecz), przybywa z wódką oraz innymi (nie)boskimi atrybutami, takimi jak zioło albo spirytus.
    Prawdopodobnie każdy bóg, nowy czy stary znał go z tego, że to był inny niż większość. Znany z tego że tak drastycznie się różni od swojego przedstawienia w Biblii. Ale czy na pewno? Czy na pewno ten diabeł tak drastycznie różni się od swojego przedstawienia? A może to tylko gra pozorów i udaje wiecznie upitego, albo zjaranego demona? Przecież to jest prawdopodobne! Ale chyba nikt nie wziąłby tego na serio, przecież Lucek równie dobrze mógłby być Bogiem nieogaru, albo zakazanych używek. A tak…wyszło że jest diabłem, władcą piekła. Kiedyś był tym który „niósł światło”. Teraz upadły anioł, który jest na ziemi i jego imię jest synonimem zła wszelkiego.
    Zapukał do drzwi mieszkania Hel. Lubił ją, poza tym wolał ją mieć po swojej stronie. Przecież też była starym bogiem, też coś tam z zaświatami robiła…sam dokładnie nie wiedział co, ale liczyło się to że obcowała ze zmarłymi, czyli w sumie robiła to co on.
    — Dzień dobry. Hej, cześć i czołem słońce na niebie podziemi - uśmiechnął się. – Przybywam do ciebie z interesem życia. Wygrałem na loterii…- zrobił pauzę, która chyba mogłaby trwać wieczność. – Kalfijor… Dokładnie dwie skrzynie kalafijora... No i posłuchaj, kupiłem też po promocyjnej cenie…dokładnie to ukradłem za darmo skrzynkę pomidorów. Wziąłem i pożyczyłem na wieczne nieoddanie menzurki i baniaki od Polaków i robimy bimber z kalafiora! – uśmiechnął się, przesunął się o krok i pokazał (ażeby nie było wątpliwości) dwie skrzynie kalafiorów. – Zrobimy wódkę z warzyw, które wyglądają niczym mózg – postanowił. Wesoły ton go nie opuszczał.


    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaśmiał się i przybrał nieco zażenowaną minę słysząc że bimbru nie robi się w godzinę. No niby była to racja, ale mówi się trudno. On jest przygotowany.
    — Przewidziałem taką możliwość – powiedział wyciągając z kieszeni dwie półlitrowe buteleczki. – Zabrałem coś co umili nam czekanie – tak, nie miał wcale pojęcia ile trwa wytarzanie bimbru w „normalnych” warunkach. Zawsze robił to w piekle, a tam czas płynął inaczej o czym doskonale wiedział, jednak ciągle zapominał. Właściwe to nie on robił…tylko Polacy i Ruscy. Oni wytwarzali bimber w przerwach na uchlanie się z diabłem oraz ponapierdzielanie się na kawałku wolnego pola z dala od innych dusz. Często też grali w piłkę i napierdzielali się na trybunach żeby było weselej. Pocieszni byli ci Słowianie, naprawdę Słowiańska brać bardzo miła i przyjemna była. Dziwna na swój sposób, ale było fajnie.
    Wtaszczył skrzynki z kalafiorem do mieszkania Hel, zaraz też obok pojawiły się pomidory oraz menzurki i baniaki. Słowem wszystko czego potrzebowali.
    — Kurwa…no nie. No po prostu kurwa no nie… - jęknął przypominając sobie o istotnej sprawie. – Masz może cukier? Bo nie zabrałem…no nie wygrałem cukru. A ty wiesz jak ciężko jest uciekać ze skrzynką kradzionych pomidorów? I jeszcze kiedy to moje piękne BMW E39 chce ci powiedzieć, że na końcówce to daleko nie zajedzie. Ty wiesz jakie to ciężkie? – zapytał. Owszem posiadał dwa samochody. BMW E39 przed liftingiem (bo tańsze) i w benzynie (bo mógł zagazować, co też zrobił), oraz nowe BMW i8 co by mieć czym do pracy jeździć. Chciał też kupić czołg aby mieć czym do sąsiadów jeździć, ale zrezygnował po tym jak się dowiedział, że rosyjski czołg na amerykańskich autostradach to jest rzadkość.
    — Już idę, idę – powiedział i przyszedł wraz ze skrzynią pomidorów. – Chyba będę musiał ogarnąć tutorial na YouTube jak zrobić przecier i bimber w normalnych warunkach – mruknął cicho.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  16. [Może być takie z czekoladą? :D
    Spróbujmy, może nam nawet coś wyjdzie! :3 Tylko... jakieś pomysły? Bo mi tylko przychodzi do głowy pośrednictwo Narfiego... :D]

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  17. [Rozdwojenie jaźni godne tatusia, jestem dumna! ♥
    Chodź, będziemy naprawiać relacje rodzinne!]

    - Tatuś

    OdpowiedzUsuń
  18. [Awww, nie spodziewałam się takich komplementów, ale bardzo za nie dziękuję, zrobiło mi się bardzo miło! :D Na wątek jestem chętna, jak najbardziej! Na pewno chętny będzie też Hades, którego opublikuję niebawem, ale z aniołkiem też możemy coś wymyślić ;)]

    Michał

    OdpowiedzUsuń
  19. [Musiałam powrócić do mojego ulubionego wizerunku (i aktora) :D W ogóle to cześć! Dziękuję za powitanie. Co do wątku, gdybym tylko miała pomysł to bym się już na niego pisała, a tak... chwilowa pustka, choć właśnie zastanawiam się, czy Hel, czy Thor będzie postacią bardziej stworzoną do wspólnego pisania ;)]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  20. [Oh, coś czuję, że James będzie mieć do niej sporą słabość. W końcu Ruby Rose na wizerunku, a on uwielbia zadziorne damy :D Zapraszam!]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  21. [Brakuje mu kogoś stałego w jego życiu, przyznam.]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  22. — No i dobrze, bo cukier to niby podstawa…o ile dobrze przeczytałem… - zmarszczył brwi i spojrzał na wyświetlacz telefonu. – Ale ty masz cukier że cukier, czy ten wymysł nazywany cukrem trzcinowym, który to nawet koło cukru nie leżał…przecież to nie jest słodkie – powiedział. On osobiście praktykował zakupy przez internet, oraz normalne chodzenie do sklepu. Nie przeszkadzało mu to, czasem uwielbiał patrzeć na rzeczy typu promocja na karpie, albo na jakieś klapki, to jak ludzie się o to bili sprawiało mu przyjemność. Taki chaos, wszechobecna mowa nienawiści, (nie)zdrowa rywalizacja. Czego chcieć więcej? Może tylko coli i popcornu…ale i to mógł załatwić idąc na inny dział, albo wysyłając kogoś na inny dział.
    — Proszę jej nie obrażać! To nie jest złom! – oburzył się. – Ale już tłumaczę. Bo de facto mam dwa samochody. Ten drugi złom jest u mechanika, a tego to trzymam z sentymentu, wiesz? No i poza tym jest tani i nie wyróżnia się jakoś szczególnie. Chciałem kupić sobie Tico, ale co ja zrobię z takim małym samochodem? – zastanowił się głośno.
    Spojrzał na nią jak na wariata. Był zdziwiony, niemalże zszokowany i chyba nie wiedział bardziej czym. Czy tym że ma piwnicę, czy może tym że ma psy. Po prostu nie miał pojęcia, co bardziej wywołało w jego mózgu szok i niedowierzanie.
    — To ty masz piwnicę? – zapytał nie odrywając wzroku od komórki. – To ty masz psy? – jeśli Lucyfer miał w sobie coś z magika to w tej właśnie chwili powinien się na środku pomieszczenia zmaterializować jakiś człowieczek który powiedziałby „Hej! Jestem zdziwieniem! Wyartykułowanym zdziwieniem!” .
    — Poza tym to skad ty takie rzecz wiesz? – zastanowił się na chwilę. – Ej! A może wiesz, gdzie zostawiłem swoje skarpety z siłowni? Albo wiesz dlaczego w paczce którą ostatnio otwierałem w Fifie, nie wypadła żadna świetna karta? – spojrzał na nią wyczekująco. – Bo kwestię dlaczego wczoraj przejebałem mecz w CSie poznałem. Miałem po prostu kijowy team.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ej, co jak co ale śpiewać to Kristin umie! Była cudowna w Wicked <3
    Dam Ci ją najszybciej jak się da, obiecuję!]

    Ostara

    OdpowiedzUsuń
  24. Na początku nie umiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości – niegdyś jeden z największych, o ile nie największy bóg, błąkał się po okolicy niczym zagubione dziecko, starając się znaleźć coś, czego obsługa będzie na tyle przystępna, że nie zakończy się natychmiastową śmiercią (całkowicie ignorował fakt, że przecież jest nieśmiertelny i przeżył tysiące lat, po prostu w ten sposób hiperbolizował swój strach, ogarniający go od momentu pojawienia się na obcej ziemi).
    Aklimatyzacja przyszła dopiero z czasem: po wielu latach spędzonych na unikaniu bliższego kontaktu z ludźmi, zamykaniu się w niewielkim mieszkaniu, które jakimś cudem udało mu się wynająć. Po wielu latach życia w odosobnieniu i izolacji, bez kogokolwiek bliskiego, jako że z dziećmi nie utrzymywał kontaktu. Z jednej strony powinien przywyknąć do samotności, bo nikt mu nie towarzyszył, gdy każdego dnia przemierzał niebo na Barce Milionów Lat, dając ludziom światło, jednakże z drugiej w Ameryce potrzebował kogoś u swego boku – drugiej osoby, dzięki której odkrywany świat nowoczesnych technologii nie będzie taki skomplikowany i przerażający. Nie czuł się jednak na tyle pewnie, żeby zrobić ten pierwszy krok, który mógłby okazać się przełomowy. Po prostu czekał, licząc na to, że ta właściwa po prostu się pojawi, wparuje do jego życia i sprawi, że wszystko na powrót się ułoży.
    Do tego czasu musiał po prostu jakoś sobie radzić, w pojedynkę.
    Siedział przy drewnianym, nie nakrytym żadnym obrusem stole, w dłoniach trzymając kartę dań i wodząc po niej oczami. Miał wrażenie, że głód skręca mu żołądek, w końcu od rana pochłonięty był pracą. Na szczęście, jako tymczasowy hotelowy elektryk, miał prawo do darmowych posiłków te marne 3 razy dziennie. Nie, żeby był to jakiś specjalny przywilej, biorąc pod uwagę jakość tutejszego jedzenia (a może po prostu był wybredny, jeszcze tego nie ustalił), amerykańskiego jedzenia w ogóle, ale lepsze to niż nic, dlatego starał się nie wyrażać swojego niezadowolenia na głos. Przynajmniej dbali o to, żeby miał co włożyć do gęby po każdym monotonnym dniu, spędzanym na naprawianiu usterek w pokojach.
    Z cichym westchnięciem odłożył kartonową kartę na blat i już miał wstać, aby udać się do lady w celu złożenia zamówienia, gdy poczuł to dziwne uczucie na karku. Znał je dobrze i wiedział od razu, co oznacza – ktoś go obserwował. Powoli podniósł wzrok i zauważył ją od razu, jakby jakaś niewidzialna siła przyciągała jego spojrzenie w jej stronę. Siedziała na stołku barowym, po prostu na niego spoglądając. Po paru sekundach wszystko ułożyło mu się w głowie i zrozumiał, że była taka jak on, że należała do tego samego „gatunku” istot. Stąd to dziwne uczucie.
    Nie czekając już dłużej, po prostu wstał i udał się do baru. Początkowo planował zignorować jej obecność, jako że zmęczenie robiło swoje i nie miał większej ochoty na kontakty z innymi, jednakże ostatecznie, przy składaniu zamówienia, stanął tak blisko niej, że początek rozmowy wydawał się prawie nieunikniony.
    — To co zawsze. — rzucił w stronę brodatego, dość niskiego mężczyzny stojącego za barem.
    Dopiero po złożeniu zamówienia ponownie spojrzał na kobietę, której strefę osobistą bezczelnie naruszył, po prostu stając obok niej.
    — Hel. — rzucił krótko, gdy wszystko już uporządkowało mu się w głowie.
    Wargi boga wygięły się w niewielkim, lecz ciepłym uśmiechu.

    kupa rdzy

    OdpowiedzUsuń
  25. Sprawy z Hel nigdy nie układały się tak jak trzeba. Owszem kiedyś dawno temu, gdy była jeszcze małą dziewczynką, starał się być dla niej dobrym ojcem, kochał ją, podczas gdy cały świat się od niej odwracał. Ale potem wszystko się skomplikowało. Odyn wysłał Hel do świata podziemi. Od tamtego czasu nie widział jej ani razu. Czasem jedynie pytał o nią, słuchał wieści o tym co działo się w królestwie zmarłych. Nigdy jednak sam nie postanowił się tam wybrać, nie odwiedził jej choćby raz. Zwykle wymyślał setki powodów uzasadniających czemu tak było, chociaż żaden z nich nie był prawdziwy. Niemniej... zależało mu na Hel. Gdy zjawiła się w Ameryce, miał chęć się z nią zobaczyć. Porozmawiać. Ale... minęło tak wiele lat. Tak naprawdę nie było już nic co mogłoby ich ze sobą łączyć. Cała więź umarła dawno temu. Pewnie nie mieliby nawet o czym ze sobą rozmawiać. Pocieszał się jednak myślą, że Hel jakoś sobie radzi. Narfi regularnie opowiadał o Hel, o jej ośrodku, o tym jak jej się układa. Cieszył się wiedząc, że Hel miewa się dobrze, tak samo jak martwił się za każdym razem, kiedy słyszał o jakichkolwiek problemach.
    Tak było i tym razem, gdy Narfi wspomniał o kłopotach z ośrodkiem i możliwym zamknięciu, nie czekał nawet na rozwój wydarzeń. Może nie mógł za bardzo naprawić zmarnowanych lat i relacji z córką, ale mógł chociaż jakoś jej pomóc. Na tyle, na ile pozwalały mu możliwości. Miał pieniądze, dobrze sobie radził z urzędowymi zawiłościami i zawsze dostawał to czego chce. Nie czekał nawet na to by Narfi porozmawiał z siostrą. Nie oczekiwał też niczego, chciał tylko pomóc córce. Dość już wycierpiała w życiu, niech chociaż w Ameryce znajdzie swoją drugą szansę.
    Skończył właśnie załatwiać formalności. Mógł odetchnąć z ulgą wiedząc, że ośrodkowi Hel nie grozi już zamknięcie. Przez chwilę zastanawiał się czy powinien na tym poprzestać. W końcu nie był jej już potrzebny. Zrobił co mógł, nie powinien się dalej wtrącać w jej życie, ale...
    Do diabła! Była jego córką! Chciał być częścią jej życia. Chciał wiedzieć o jej problemach, pomagać jej, cieszyć się z jej sukcesów, móc choć czasem z nią porozmawiać. Od Narfiego wiedział, że była w swoim ośrodku. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę i w końcu ją odwiedzić...
    Pojechał wprost do ośrodka. Na miejscu odnalazł jej gabinet. Zapukał i nie czekając nawet na pozwolenie wszedł do środka. Nie był pewien co powinien powiedzieć. Jak w ogóle miał rozmawiać z córką, którą po raz ostatni widział całe wieki temu, gdy była jeszcze dziewczynką? Przez chwilę wpatrywał się w postać siedzącą w gabinecie za biurkiem. Postać, która w niczym nie przypominała mu jego małej dziewczynki, którą pamiętał. Przed sobą widział dorosłą kobietę, potężną królową, z której był tak bardzo dumny, choć nigdy jej tego nie powiedział. Uśmiechnął się na jej widok. Nawet jeśli miał wrażenie, że Hel wcale nie była zachwycona jego wizytą. Miał chęć rzucić jakimś banałem, powiedzieć jej, że wyrosła na piękną kobietę lub że jest dumny, ale szybko się rozmyślił.
    – Hel... Wiem, że to dość niezręczne spotkanie – zaczął pośpiesznie, nie chcąc dopuścić jej do słowa. Miał dziwne wrażenie, że gdyby to zrobił kazałaby mu wyjść – Nie zajmę ci wiele czasu, po prostu... Chyba powinniśmy w końcu porozmawiać.
    Przez chwilę zastanowił się nad własnymi słowami i uznał, że chyba były równie idiotyczne co banalne stwierdzenia, z których zrezygnował. Niezręczne spotkanie... a jakie miało by być po ponad tysiącu latach? Powinniśmy w końcu porozmawiać... Tak... I kto to mówi?

    - Tatuś

    OdpowiedzUsuń
  26. — Nie. Cukier to nie tylko cukier. Cukier to życie, bez życia nie byłoby cukru, a bez cukru życia. Poza tym…co ja jestem? Wyglądam tak bardzo źle że powinienem schudnąć? Bo niektórzy mówią mi że cukier trzcinowy to dietetyczny jakiś…ja chcęęęę przyyytyyyććć!!! – zaczął zawodzić smutnym głosem. W miarę ogarniał o co ludziom chodziło, chociaż ciągle się głowił nad kilkoma sprawami. Nie za bardzo ogarniał dlaczego ci ludzie łączyli się w pary, albo dlaczego chodzili do kościoła i wierzyli w jakiś Allachów, Bogów, Jehowów czy innych Buddów. Przecież byłoby zdecydowanie lepiej gdyby przestali w nich wierzyć, a zaczęli sławić JEGO. Lucyfer byłby zadowolony z tego faktu.
    — Ale…jak…to? – zapytał smutno. – Jak to nie masz do mnie zaufania? – spojrzał na nią zdziwiony. – A co ja jestem? Pawłow? Czy może Demikow? – zapytał. – Spokojnie, jedyny eksperyment to „Pies-pająk”, Wardęga odniósł sukces, to co? Ja będę gorszy? – spojrzał na Hel i uśmiechnął się lekko. – To co? Pożyczysz mi pieska? Hajsem z JuTuba podzielimy się po połowie, oczywiście ja biorę tą większą – zaznaczył. I tak, wiedział że połowy są równe i nie ma większej, czy też i mniejszej.
    — Gry nie są głupie! – powiedział oburzony. - Książki? To jest to coś co ma litery? I zero obrazków? – zapytał. Uwielbiał kreować taki image idioty. To było zawsze ciekawe. – Nie mam rodziny…znaczy się niby mam…ale co to za rodzina która karze ci wypierdalać z nieba? Tylko dlatego, że masz inne zdanie na dany temat? – zapytał. Właściwie to nie do końca tak było, ale nie zamierzał mówić nic więcej na ten temat. – Odezwała się! Wzorowa matka i żona! A ty? Czy doczekam się z twojej strony jakiś małych i… „uroczych” bobasów? – zapytał. – A może…- uśmiechnął się patrząc na nią. Miał pomysł, w jego mniemaniu świetny…czyli w mniemaniu innych po prostu głupi zakrawający o idiotyczny. – A może weźmy sfabrykujmy to że jesteśmy małżeństwem, zaadoptujmy trójkę dzieci i wyjedźmy do Polski? Dostaniemy dwa razy pięćset plus, czyli tysiąc plus – powiedział wesoło.
    Po tych słowach zaraz też przygotował drinki. Oczywiście w jego wydaniu było to tak, że przeważała wódka niż sok, i zdecydowanie za dużo dał tabasco niż jest to uwzględnione w przepisie. Jedyne co się zgadzało to dodanie przypraw, soku z cytryny i tego drugiego sosu, którego się dodaje, a którego nazwa gdzieś mu umknęła.
    — Poza tym Helciu…dlaczego mam cię słuchać? Skoro ja nawet niby swojego ojca nie słucham…że o byłym szefie nie wspomnę – powiedział. – A nawet jeśli bym cię posłuchał, to kogo miałbym sobie poznać? Człowieka, czy jakiegoś Boga? – zapytał. – W sumie…gdyby nie fakt, że na co dzień obcuję z Bogami to byłbym ateistą i to takim zagorzałym, wiesz?

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  27. [Przychodzę podziękować za powitanie i za wszelkie miłe słowa tutaj, bo choć Thor jest super, to Hel mnie totalnie urzekła. Cześć! Przepraszam za opóźnienie, ale życie mnie goniło i dopiero teraz mogłam usiąść do spokojnego czytania, a było zdecydowanie warto. Podoba mi się minimalizm w karcie, a jednocześnie wspaniałe przedstawienie tej bogini, dlatego chętna byłabym na wątek, ale... ale z pomysłem krucho. :C]

    Wilk

    OdpowiedzUsuń
  28. — Ale do mnie nie trzeba cierpliwości…wódka wystarczy – powiedział śmiertelnie poważnie, nawet nie zaszczycił Hel swoim wzrokiem. Gdyby Lucek to opisywał to pewnie nie omieszkałby w dopiskach odautorskich napisać Nie zaszczyciłem jej nawet swym zacnym wzrokiem, niech wie co traci.
    — Ty…a tak właściwie to…masz ty kogoś? Rodzinę w postaci brata/siostry/ojca/matki/dziadka/zony/stryja/szwagra brata zięcia? – zapytał. Nie żeby był ignorantem i nie żeby nie był otwarty na jakieś inne religie, on po prostu…no dobrze był ignorantem oraz dupkiem do kwadratu (tak słyszał), który nie zna się na niczym. I w ogóle to słyszał od wielu ludzi i nie-ludzi ze po prostu jest walnięty i głupszy niż ustawa przewiduje. Nie wiedział dlaczego mają o nim takie zdanie, oraz taką okropna opinię.
    Spojrzał na nią ze zdziwieniem. No jak to tak ona mogła o tym nie wiedzieć? Może nie to że cały świat o tym trąbił, czy coś…ale czasami Lucek pojawiał się w różnych częściach światowego internetu. Jeszcze nie zwiedził tylko północnokoreańskiej sieci, oraz japońskich stron dla dorosłych w obawie że zobaczy tam coś strasznego, coś po czym się nie pozbiera. Coś po czym jego psychika zostanie doszczętnie zepsuta (wbrew pozorom było tam jeszcze trochę do zniszczenia i popsucia).
    — Za dzieci – powiedział. – Musimy być małżeństwem, to wtedy na drugie i kolejne mamy 500+, zawsze możemy też zrobić tak, że ty będziesz figurować jako matka będziesz dostawać też zasiłek za samotne wychowywanie, jak dzieciaki będą się dobrze uczyć, albo osiągać sukcesy sportowe to one dostaną jeszcze pewnie jakieś stypendium albo coś… - powiedział i wzruszył ramionami. Coś tam usłyszał, coś przeczytał. – Poza tym ja mam kartę Polaka, powiedziałbym że w miarę często się tam wybieram i do Rosji też. W Rosji jest fajnie…- zamyślił się. – Zdelegalizowali tych okrutnych ludzi, gorszych niż terrorystów. Tych których to nie lubię…no…jak im to było? Świadków Jehowy! – przyklasnął w ręce i uśmiechnął się lekko.
    — Oczywiście że się da! Cebula jest na ulicach, gdzie nie spojrzysz to cebula, wiesz? I dużo Moherów jest, złodziei a ta największa elita elit złodziejskich to w Warszawie jest, w takim cyrku…no w sunie to się nie nazywa cyrk, tylko Sejm, ale tez okrągłe. Stare bloki z płyty, postawione jeszcze za komuny, dużo Sebixów oraz Karyn. Dzieciaki to tylko Brajanki i Dżesiki – powiedział. – Ale jest fajnie, a jeszcze fajnie jeśli jest się lekarzem, albo policjantem, ewentualnie politykiem. Łapóweczki i alkohole – uśmiechnął się. – Nocy by brakło żeby poopowiadać – machnął ręką i uśmiechnął się lekko.
    — Ale po co mi kobieta? – zapytał. – Mam sprzątaczkę, która ogarnia mi mieszkanie. Mam telefon, którym zadzwonię po żarcie, mam pieniądze które wydaję sam na moje zachcianki. W szafie to mam pustki i nie muszę robić żadnej garderoby bo ktoś „nie ma co na siebie włożyć”, a szafa pełna ciuchów… No i też nie słyszę codziennie rzeczy typu „znowu późno wróciłeś”, „jesteś pijany”, „a to ty myślisz że ja z tobą rozwodu nie wezmę?” – westchnął. – Poza tym...wezmę sobie żonę, to w gratisie dostanę też teściową. A tego nie chcę. Chociaż jeśli i teściowa, to teściu pewnie też…w sumie to Zeus byłby fajnym teściem – zamyślił się.
    Polał jeszcze Hel, sam wyzerował swojego drinka na raz. Jak dla niego to za mało tabasco, i za mało wódki. Zaczął się nawet przez chwilę zastanawiać dlaczego po prostu spirytusu tam nie wlał.

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  29. Odrobinę zabolało go, gdy zwróciła się do niego po imieniu. Nie oczekiwał by nazywała go ojcem, pewnie nawet czułby się nieco dziwnie, gdyby tak do niego mówiła. Jednak w sposobie jaki wypowiedziała jego imię było coś nieprzyjemnie chłodnego, wręcz lodowatego. Wiedział, że nie chciała go widzieć. I zdawał sobie sprawę, że to był błąd. Przyjazd tu był błędem. Po co właściwie tu przyszedł? Naprawianie błędów nigdy nie wychodziło mu zbyt dobrze. Nawet kiedy bardzo się starał, zwykle prędzej czy później coś szło nie tak. Dodatkowo fakt, że często czuł się rozdarty między rodziną, którą miał z Sigyn, a tą drugą rodziną... taką jak Jormungand, Hel czy Fenrir. Wiele razy żałował swojego związku z Angrbodą i uważał go za wielki błąd. Błąd, który wiele razy odciskał się piętnem na jego szczęściu z Sigyn. Z drugiej strony nigdy nie żałował, ani tym bardziej nie uważał za błąd swoich dzieci. Zwłaszcza Hel. Wiele razy zastanawiał się jak wszystko by się potoczyło, gdyby bogowie... gdyby Odyn pozwolił mu zatrzymać chociaż córkę. Mała Hel nigdy nie była zła, ani tym bardziej nikomu nie zagrażała. Mimo to wszyscy uważali ją za potwora przez to jak wyglądała. Domyślał się, że musiało być jej ciężko. Samej. W najdalszych zakątkach podziemi.
    Czemu w takim razie nigdy jej nie odwiedził? Jaki był prawdziwy powód?
    Słysząc jej słowa miał chęć odpowiedzieć jej, że kilkadziesiąt wieków wcale niczego by nie zmieniło, że wtedy również nie miał wpływu na decyzję Odyna. Że choćby chciał nie mógłby zabrać jej do siebie, ani zapewnić jej życia na jakie zasługiwała. Zresztą... Lepiej było jej być królową w świecie umarłych, niż gdyby miała, podobnie jak i on, nie pasować do żadnego świata.
    Zamiast tego przygryzł tylko nerwowo wargi.
    – Nie chciałem ci przeszkadzać Hel. – odparł w końcu – Ale kiedyś będziemy musieli w końcu porozmawiać, zamiast unikać się w nieskończoność. Nie oczekuję, że będziemy udawać, że nic się nie stało, chciałbym po prostu z tobą porozmawiać. Jeśli będzie trzeba poczekam... – zawahał się przez chwilę.
    Patrzył na Hel, uparcie ignorującą go i przeglądającą stosy dokumentów.
    – Wiem, że jesteś zajęta i nie chcę ci przeszkadzać. – odezwał się w końcu. Nie chciał na nią naciskać, wiedział, że miała swoje problemy. Podszedł bliżej biurka i położył na nim teczkę z dokumentami – Może to ci jakoś pomoże. Jeśli znajdziesz chwilę czasu to po prostu daj znać, moglibyśmy porozmawiać. – powiedział kierując się w stronę wyjścia. Przez krótką chwilę miał nadzieję, że może Hel zmieni zdanie, pozwoli mu zostać. Ale nadal siedziała nieruchomo, wpatrzona w swoje dokumenty, udając, że go nie dostrzega.
    Nie powiedział już nic. Po prostu wyszedł z jej gabinetu z dziwnym uczuciem porażki.

    - Tatuś

    OdpowiedzUsuń
  30. Gdyby nie Narfi, w ogóle nie przyszłoby jej do głowy, aby kiedykolwiek to zrobić. Ona – choć była ważna dla Lokiego, jeszcze ważniejsza dla syna, była obcą osobą w tej rodzinie. Nie należała do niej i Sigyn nie miała najmniejszej ochoty jej przyjmować. Była jawnym dowodem na to, że Loki nie zawsze był z nią uczciwy, że wtedy, kiedy ona zachowywała wierność i snuła się jak cień za Frigg, aby tylko przypadkiem nikt nie wpadł na pomysł, by wydać ją za mąż ponownie, on utrzymywał romans z olbrzymką.
    Nie potrafiła sobie tego wybaczyć… Przez lata zastanawiała się – dlaczego? Czy nawet olbrzymka jest lepsza od niej…?
    Westchnęła, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Dziś włosy spięła nisko w kok – i od razu zaczęła tego żałować. Nie lubiła swoich dziecięcych rysów, okrągłej twarzy. Tak w zasadzie to niczego w sobie nie lubiła. Można było uznać za rutynę poranne lub inne okolicznościowe dołowanie i poniżanie się przed lustrem.
    Miała ochotę koszulę, którą dziś założyła, zamienić na luźny sweter. Czuła się źle – a jeszcze gorsza była świadomość, że idzie na spotkanie z kimś, kogo nie chce widzieć.
    Ale przecież obiecała.
    Narfi doskonale wiedział jak ją podejść. Słodkie oczka, które dostał po ojcu, mogły wskórać bardzo dużo. W dodatku odpowiednio wyważone słowa nacechowane emocjonalnie sprawiały, że nie było już argumentu, który mogła zbić.
    Zatrzymała samochód niedaleko miejsca, w którym były umówione. Zaczęła się zastanawiać czy i jej Narfi jakoś specjalnie nie podszedł. Bo niby z jakiego powodu córka Lokiego miałaby teraz się spotykać z matką swojego przyrodniego brata? Dla niej była obca. Tak jak i Sigyn była obca dla Hel.
    Weszła do kawiarni i rozejrzała się. Przynajmniej wiedziała jak wygląda dziewczyna – czy też raczej kobieta, sądząc po osobie siedzącej za stolikiem – z którą miała się spotkać. Podeszła do niej i uśmiechnęła się niemrawo.
    Musiała chociaż spróbować.
    — Więc to ty jesteś Hel – odparła na przywitanie. Nigdy wcześniej się raczej nie spotkały. Nie było okazji. Ani powodów.
    W chwili, w której kobieta zwróciła do niej całą twarz, przez moment zamarła. Słyszała, że królowa zmarłych jest tylko w połowie człowiekiem. Dlaczego więc przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz?
    Zamknęła na moment oczy i otrząsnęła się. Przynajmniej starała się otrząsnąć.
    — Jestem Sigyn – dodała, wyciągając rękę w jej stronę, siląc się na uśmiech.
    Przynajmniej próbowała.

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń