sobota, 12 sierpnia 2017

Przyroda nie zna nagrody ni kary, zna tylko konsekwencje

Zdaje ci się, że jesteś odporna, że jesteś dość silna, dość wyizolowana, żeby z nimi żyć. Wiesz, jak grać swoją rolę, jak blefować, ale nie wyrzucisz z pamięci tamtych twarzy.
––– Tess Gerritsen
MATKA ZIEMIA
uosobienie Ziemi, pramatka wszystkich żywych istot, małżonka Ojca Niebo

Zawsze była przepełniona dobrocią, szczęściem i beztroską. Emanowała miłością i rodzinnym ciepłem, którego nikomu nie poskąpiłaś. Czuła głęboką potrzebę do dawania innym wszystkiego czego potrzebowali, do sprawowania opieki nad każdą rośliną, każdym zwierzęciem, każdym człowiekiem. Każda żywa istota była jej dzieckiem o które musiała się należycie zatroszczyć. Pełniła więc nad każdym z nich opiekę; z nadzwyczajną czułością i delikatnością dbała by wszystko tętniło życiem. Przez wiele setek lat wychodziło jej to doskonale, ludzie ją czcili, składali jej ofiary z zebranych plonów i wierzyli, wierzyli w nią; w swoją Matkę Ziemię. I wszystko byłoby dobrze gdyby to trwało do dnia dzisiejszego. Ekosystem zaczął jednak padać a ludzie zaczęli niszczyć przyrodę, a to łamało jej serce na milion małych kawałków. Wiedziała jednak, że każdy uczynek ponosi za sobą konsekwencje – dobre bądź złe. Ona zaś za zniewagę wytworzyła trujące rośliny a jej małżonek zsyłał na ziemie huragany i powodzie, bo pomimo swojej wielkiej miłości, miała w sobie także ogrom sprawiedliwości, którą posługiwała się każdego dnia. Nigdy ich nie karała ani nie nagradzała, twoja ziemia wydawała na świat to na co zasłużyli śmiertelnicy. 
Wiedziała, że musisz się mocno postarać aby naprawić wszystkie szkody wyrządzone przez ludzkie istoty. Chociaż z każdym technologicznym postępem coraz mniej rozumiała świat, chociaż ludzie tworzyli coraz nowsze urządzenia i wynalazki, których nie rozumiała to starała się aby wszystko kwitło, aby wszystko tętniło życiem. Do tej pory nie rozumie po co komukolwiek mikrofalówka czy telewizor. Sceptycznie podchodzi do nowych bogów nie do końca rozumiejąc ich fenomen; choć jednocześnie nikogo nie ocenia. Jeśli na jej drodze stanie Instagram jedynie życzliwie się uśmiechnie. Nie słynie bowiem ani ze złośliwości, ani z opryskliwości. Jest naturalna, prawdziwa i delikatna. Ma w sobie ukryte piękno a jednocześnie wielką siłę, której używa podczas każdego dnia swojego istnienia. Do każdego podchodzi z należytym szacunkiem, szczególnie do starszych bogów wyjątkowo zainteresowana historią każdego z nich. Uwielbi bowiem każdą z opowieści, jest typem obserwatora i słuchacza. Niekiedy milcząca i skupiona, od mówienia zdecydowanie woli pisanie; oczywiście na papierze bo z obsługą komputera ma do tej pory problemy. Nie używa także smartfonów, iphonów ani poczty elektronicznej. Uważa, że coś wyjątkowego jest w pisaniu listów, co robi z przyjemnością.

Flora Sollverg
Sioux Falls, Dakota Południowa –––––  Neutralna ––––– Założycielka wielu ekoorganizacji, aktualnie kieruje grupą fanatycznych ekologów i jest właścicielką stowarzyszenia Nasza Ziemia ––––– Ludzie widzą ją jako młodą, piękną i energiczną kobietę; dla bogów także często przybiera ludzką postać lecz mogą zobaczyć ją z liściami i kwiatami we włosach, a także korzeniami zamiast kończyć; jest to zależne od tego jak chce być widziana ––––– Jest wielką przeciwniczką wszelakich wojen, chaosu i konfliktów, nienawidzi kłótni i awantur; z całego serca pragnie aby starzy i nowi bogowie znaleźli między sobą porozumienie ––––– Bardzo lubi ład i porządek; w ludziach zaś ceni pozytywne wartości takie jak szczerość i lojalność ––––– Nie ma nic przeciwko żadnym z bogów; ani starych ani nowych choć do tych drugich podchodzi z dużą dozą niepewności 
 HISTORIA –––– ZWIERCIADEŁKO –––– ISKIERKI




szept autorki

24 komentarze:

  1. [Witam Matkę Ziemię, tym razem już oficjalnie. :)
    Jak już wiesz karta bardzo fajna, przedstawienie Matki Ziemi również urocze, jak zresztą sama Matka Ziemia. Nie pozostaje mi nic innego niż tylko życzyć by pan małżonek się znalazł (swoją drogą Johnny jako Ojciec Niebo ^^). A tymczasem jeśli znajdzie się chęć zapraszam do mnie. W planach mam by Loki po przybyciu do Ameryki przez kilka wieków sobie grzecznie żył wśród indiańskich bogów, więc może nawet jakieś powiązanie z przeszłości by się znalazło.
    No i rzecz jasna życzę dużo dobrej zabawy, długiego pobytu i samych ciekawych wątków. :)]

    - Administracja (Loki)

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, nie mam co prawda większego pojęcia o indiańskich bogach, ale podoba mi się sposób, w jaki ją przedstawiłaś i opisałaś.
    Nie mam za bardzo pomysłu, jak można by połączyć Matkę Ziemię z Janusem, ale życzę wielu ciekawych wątków i powiązań oraz weny do pisania.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  3. [W sumie, możemy pokombinować z tą neutralnością albo wyjść od spraw bardziej przyziemnych (oczywiście z perspektywy bogów), a więc tego, czym się zajmują. Flora stoi za ekologami, a Janus zajmuje się projektowaniem mostów i dróg. Możemy więc uznać, że firma, dla której pracuje, pojawiłaby się na jakiejś budowie, która akurat spotkałaby się z protestem stowarzyszenia Flory. I od tego możemy wyjść. Jeśli jednak wolisz coś innego, to równie dobrze mogą się zupełnie przypadkowo spotkać, tyle że problemem może być odległość. Pomyślę jednak nad tym, czy Janus nie miałby jakiegoś powodu, by wybrać się do Dakoty.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  4. ["mamunia" ;3
    sorki odbija mi po pracy. Fajna ona i ciekawie przedstawiona.
    Duzo watkow i powiazan ;)]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hej! Dzięki, taki miał być, chociaż odrobinę :P Wydaje mi się, że mogą wyjść ciekawe rzeczy z połączenie takich różnic w wątku. :) Warto spróbować coś stworzyć.]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ach, jakbym mogła odmówić matce ziemii? Nawiasem mówiąc, kojarzy mi się ona bardzo z tą postacią/aktorką: http://1.bp.blogspot.com/-dSg92ajpb8Q/VyZvVbGHMzI/AAAAAAAACUs/HJcb0RPVUuQwjzHvhZkrRE-oTr4Lm0qXgCK4B/s1600/Best%252BWitch%252B-%252BTituba.png]

    Czarnobóg

    OdpowiedzUsuń
  7. [mamunia!!!! *leci tulic* twa cora cierp.. tatusia nie ma , meza ni ma, proponuja mi tu zdrady a ja kochac Totha - co zrobic! *wyplakuje oczy*

    chciec watek - pilnie ;)]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  8. [no dzieki mamus ;> jestes oaza mego spokoju ;3 na tobie mozna polegac a tatus sie opierdziela xD

    miedzy ludzki? nie no zartuje i mi odbija... kurcze moze wpadnie do niej do biura a sekretarka (mloda i glupia) bedzie chciala jej w tym przeszkodzic, ale mamusia i tak nie poslucha i wparuje do biura - tylko teraz po co? w pilnej "rodzinnej" sprawie? ktos potrzebuje osadu? albo wyskocza na zakupy? ]

    Maat

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zobaczymy, jak to się potoczy. Myślę, że mógłby uczestniczyć w projektowaniu samej drogi albo jakiegoś wiaduktu/mostu. Pozostaje problem odległości. I myślę, że mam dwa rozwiązania, albo przeniesiemy się kilka lat wstecz i uznamy, ze pracował wtedy w Dakocie, albo (o ile stowarzyszenie Flory ma taki zasięg), to ona pojawi się w Tennesse (lub którymś z bliżej położonych stanów). Mnie jest to w zasadzie obojętne. Można też postawić na wersję, że akurat zdarzyło się, że robił coś w Dakocie tak po prostu, ale nie wiem, czy wydaje się to wystarczająco prawdopodobne. Jak już tę część omówimy to zostają nam szczegóły pokroju wyboru bardziej konkretnego miejsca, ale myślę, że to można zrzucić na osobę zaczynającą.]

    JANUS

    OdpowiedzUsuń
  10. [Muszę przyznać, że podrzucony przez Ciebie pomysł jest dobry. Ares może przyjechać do Sioux Falls na zawody, jakiś kolejny etap (bo każdy odbywa się w innym mieście). Równie dobrze mogłoby też coś odrobinę innego, ale związanego z tym co podrzuciłaś, w mieście mogłoby odbywać się jakieś święto/festiwal, gdzie ludzie od niego wpadliby z prezentacją umiejętności, dodatkowo cała plątanina innych organizacji. I może by tak jakiś młodszy uczeń Aresa coś narozrabiał, co mogłoby zwrócić uwagę samej Matki Ziemi? Albo, kłótnia Aresa z jakimś jegomościem :D A jak wiadomo, kobiety łagodzą obyczaje XD Chaos, ale wierzę, że da się go złożyć w całość.]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  11. [Nie mogę się aż powstrzymać przed spytaniem - z której książki Tess pochodzi cytat? Uwielbiam ją, choć mam jeszcze naprawdę sporo do nadrobienia... :D
    Drobna uwaga ode mnie - w zdanie korzeniami zamiast kończyć wkradła Ci się literówka.
    Hej. Mam problem, do kogo Cię zaprosić. Sigyn miała zdecydowanie więcej wspólnego z indiańskimi duchami, mieszkała w końcu z nimi dobre 700 lat, a jej syn nadal jest z nimi powiązany. Z drugiej strony Persefona też ma sporo wspólnego z naturą. Może nie dałaby się wciągnąć w działalność ekologiczną, ale ma całkiem podobne umiłowania co Matka Ziemia, a przynajmniej przez pół roku.
    Zostawię więc może decyzję Tobie - jeśli w ogóle będziesz chętna na wątek.
    Powodzenia z Matką Ziemią, oby znalazł się też Ojciec Niebo. ;)]

    Sigyn, Persefona, Oshun & 1/3 administracji

    OdpowiedzUsuń
  12. [W razie czego polecam dodanie go do poszukiwanych lub wolnych postaci. :)
    Jak tu ładnie napisała moja żona (komentarz wyżej), Loki sobie z rodziną mieszkał mniej więcej 700 lat z indiańskimi duchami (oraz samymi Indianami) i relacje miał z nimi dość dobre. Przede wszystkim w przeciwieństwie do pozostałych nordyckich bogów był w stanie jakoś dogadać się z miejscowymi duchami natury i nie sprawiał zbyt wielu problemów. Może czasem coś nabroił, ale generalnie nie robił nic złego i starał się być grzeczny. Chętnie też duchom pomagał w tym i owym (czasem pewnie też przy okazji tej pomocy trochę napsuł, ale raczej nic, czego nie można by mu było wybaczyć). Dlatego myślę, że do pewnego momentu relacje mogliby mieć jak najbardziej dobre. Dopiero w czasach kolonializmu, gdy biali zaczęli zwalczać miejscowych, Lokiemu nagle się odwidziało i postanowił zmienić stronę i zostawić dawnych przyjaciół. Wtedy myślę większość, o ile nie wszystkie, relacje z indiańskimi bogami mu się dość mocno popsuły. Pewnie gdyby spotkał Matkę Ziemię ponownie nie byłoby to miłe spotkanie, bo mogłaby go uważać za zdrajcę. Ewentualnie jeśli Matka Ziemia jest bardziej wyrozumiała, może po prostu uważać, że Loki podjął złą decyzję i popełnił błąd porzucając dawnych przyjaciół, ale nic nie jest jeszcze stracone i mógłby się jakoś ogarnąć, może nawet opowiedzieć po właściwej stronie? To zależy w sumie czy chcemy iść w bardziej pozytywne, czy bardziej negatywną relację między nimi. :)]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  13. [Matka Ziemia jest przeurocza! Już ją uwielbiam :)
    Koniecznie chce mieć jakiś wątek, bo coś czuję, że mój Narfi by ją uwielbiał. Jeśli masz chęć to koniecznie wpadnij.]

    Narfi (&Crom)

    OdpowiedzUsuń
  14. [To trzymam kciuki, bo świetnie będzie go zobaczyć. :)
    Czyli dobra i kochająca Matka Ziemia.
    W sumie to nie wiem czy by mu zależało, a nawet jeśli tak to czy umiałby to okazać. Aczkolwiek ze względu na szczególne moce indiańskich duchów, myślę że Matka Ziemia mogłaby wiedzieć lepiej od niego - i o jego pobudkach, i o tym czy mu zależy. Bo myślę, że jednak mimo wszystko bardzo zżył się z Indianami i nie chciał ich zdradzać. Pewnie też nie raz tęskni za tamtymi czasami, więc akurat. :) Myślę, że nawet Matka Ziemia mogłaby mu troszkę przemówić do rozumu, jak sądzisz? Żeby nie było nudno można też wpleść coś ciekawego z przeszłości, może jakiś dług wdzięczności wobec Matki Ziemi?
    Co do okoliczności spotkania. Loki z wiadomych względów nie zapuszcza się na tereny indiańskich bogów, bo nie chce im się zbytnio narażać. Za to mógłby ją spotkać w Sioux Falls. Nawet trochę przypadkiem. Albo myślałaby, że przypadkiem, a to po prostu ona wyczułaby jego obecność i skłoniła, by "niby przypadkiem" na siebie wpadli. Chyba że Ty masz jakiś pomysł?]

    - Loki

    OdpowiedzUsuń
  15. [Możemy się cofnąć do roku jakoś około 1000, kiedy Sigyn została przyjęta do wioski Indian. ;) Przyda jej się jakiś dobry duszek, który będzie mógł ją wprowadzić w zwyczaje. :D]

    Sigyn

    OdpowiedzUsuń
  16. [Na wątek z jedną z moich ulubionych autorek to ja akurat mam zawsze chęci! Tylko nie wiem szczerze ile Marzenka jeszcze pożyje. XD Dopiero wzięłam się za odpisywanie na autorskie, bo jakoś po opublikowaniu wszystko szlag szczelił i jakoś tak się do samej Marzanki zniechęciłam. Ale wracając do tematu, już za dużo o mnie. (':
    Dziękuję baaaardzo za milusie słowa, no i sama się kłaniam bo widzę, że Matka Ziemia równie bardzo ładnie rozbudowana. W ogóle to co chciałam powiedzieć to to, że ojacie kocham Twoje wizerunki. Zawsze są takie kobiece i w ogóle piękne, rzadko spotykane, a takie właśnie uwielbiam. <333 Mam nadzieję, że znajdzie się kochaś z twarzyczką Deppa, bo im więcej dram tym lepiej. :D
    A co do wątku (jeśli oczywiście masz ochotę ze mną pisać, ale jak już mówiłam, nie wiem ile pożyję xDDDDDD) to tak sobie w sumie pomyślałam, że może Marzenka by mogła właśnie troszku w życiu Flory narozrabiać. Skoro Twoja pani taka dobra i w ogóle poukładana, a moja to zło w czystej postaci, to dla jakiś swoich dziwnokorzyści Marzena mogłaby trochę napsuć Florze krwi. Co Ty na to? c:]

    Marianne Chodczenkowa czyli Marzanna

    OdpowiedzUsuń
  17. [A owszem, serduszko Narfiego już przepadło dla pewnej gwiazdki z nieba. ;)
    Jakby nie patrzeć to Matka Ziemia ma swojego Ojca Niebo, któremu raczej nie warto się narażać. :D Aczkolwiek myślę, że relacje by na pewno mięli bardzo pozytywną, bo to w końcu Matka Ziemia, jej nie da się nie lubić. Tym bardziej, że Narfi jest blisko związany z Indianami, a do tego jest szamanem i dość radykalnym indiańskim aktywistą. Pewnie znają się z przeszłości i to od dawna. (Narfi jakoś od roku 1000 aż do teraz żyje w ciągłej przyjaźni z Indianami i nawet ma dom w rezerwacie). Dlatego możemy wymyślić im jakieś powiązanie z przeszłości, albo i wątek w przeszłości, możemy też ich wysłać razem na jakąś demonstrację i powalczyć o prawa Indian. Albo w ogóle coś szamańskiego. :D]

    Narfi

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej! Byłabym zainteresowana postacią Ojca Niebo i chętnie ustaliłabym z Tobą ewentualną historię, powiązanie i tak dalej. :)
    Jeśli możesz odezwij się do mnie - prezydent.galaktyki@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  19. [Wpadam się przywitać, bo korciło mni by zatrudnić mojego hippisa w organizacji ekologicznej Matki Ziemi. Zatem może uda mi się porwać Cię na jakiś eko-hippisowski wątek? ;)]

    Pan Narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  20. [No to witam oficjalnie moją Mateczkę Ziemię. ;)
    Cieszę się, że Ci się podoba i bardzo dziękuję za wszystkie życzenia i miłe słowa - mam nadzieję, że tak właśnie będzie.
    Też już się nie mogę doczekać naszego wątku i - zgodnie z obietnicą - na dniach nam coś zacznę.]

    Ojciec Niebo

    OdpowiedzUsuń
  21. [Na początku myślałam właśnie, by zatrudnić go u Flory, ale doszłam do wniosku, że raczej poza integrowaniem się z ziołami nie robił by za bardzo nic sensownego. Aczkolwiek mogłybyśmy iść tym tropem i Trip uznałby, że chce dołączyć do eko grupy i upatrzył sobie akurat tą. A co by z tego wynikło to już zależy od nas. No i chętnie, burza mózgów zawsze się przyda. :)]

    Pan Narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  22. [Przepraszam, że tyle czekałaś, ale trochę się u mnie działo. Mam nadzieję, że początek jest ok. :)]

    Życie na odludziu było cudownie spokojne. Ostry pustynny krajobraz stanowił miłą odmianę od ciągłego widoku olbrzymich potwornych miast, które były jak trucizna. Stacja meteorologiczna, Aleja Tornad i zabawa w badacza nieźle zajmowały myśli Skana. Czasem nawet sprawiały, że przestawał się zastanawiać nad sensownością tego co robił. Kiedyś kroczył pośród ludzi, by czegoś ich nauczyć, mieszkał pośród swoich dzieci i patrzył jak żyją w zgodzie ze wszechświatem, szanując wszystkie potężne duchy i pamiętając o miłości do swoich prarodziców. Potem przybyli biali i wywrócili ustalony porządek, zaprzeczając i walcząc z naturą i jej prawami. Od tamtego czasu wszystko było szaleństwem. Były chwile, w których Skan uważał, że nadszedł już czas, by zniszczyć to wszystko i zacząć od początku. Wtedy powstrzymywał go jedynie Wielki Duch, który miał swoje własne plany. I tak mijał czas. Aż do teraz kiedy postanowił bawić się w łowcę burz i oglądać gwiazdy na pustyni... Wszystko to było oczywiście jedynie wymówką, głupią ucieczką od własnych problemów i własnych uczuć.
    Skan wiedział jak bardzo nie miało to sensu. Ziemia i Niebo, nigdy nie uciekną od siebie. Co prawda nie byli już tak blisko jak kiedyś, gdy odległość między ziemią, a niebem była tak mała, że ich wspólne dzieci, usilnie pragnące przestrzeni, musiały zmusić ich do oddalenia się. Ale nawet pomimo zwiększonego dystansu wciąż pozostawali na tyle blisko, że z każdego miejsca na ziemi widać było niebo, a z nieba widać było całą ziemię, miękko otuloną chmurami. Nawet teraz, na pustyni Skan patrzył na horyzont jak na miejsce, gdzie ciała Ziemi i Nieba stykają się ze sobą. Tęsknił wówczas za swoją małżonką i żałował swojego wybuchu. Z perspektywy czasu cała kłótnia i jej konsekwencje wydawały się pozbawione sensu. Ojciec Niebo aż nadto dobrze zdawał sobie sprawę jak głupio postąpił. Zawsze zachowywał rozsądek, a przynajmniej się starał. Owszem, był porywczy i gwałtowny, ale jego gniew znikał zwykle równie szybko, jak się pojawiał. Tym bardziej jeśli chodziło o Matkę Ziemię. Wiele razy się ze sobą kłócili, by chwilę później zapomnieć o sprawie i znów żyć ze sobą w harmonii. Przeżyli ze sobą całe tysiąclecia, by teraz nagle zacząć zachowywać się w ten sposób.
    Skan westchnął pakując sprzęt badawczy. Wiedział, że powinien przeprosić żonę, skończyć kłótnię którą sam rozpętał. Unikanie rozmowy z Ziemią nie miało sensu. Nawet teraz całym sercem czuł wszystkie krzywdy jakie wyrządzali jej ludzie... i cierpiał razem z nią. Porozmawia z nią, oczywiście, że to zrobi. Niebawem... Skan wsiadł do samochodu wraz zresztą ekipy z miejscowej stacji meteorologicznej. Jechali do Dakoty Południowej, na skraj Alei Tornad. Ojciec Niebo niechętnie opuścił pustynię, nie mógł jednak odpuścić sobie tej podróży. Coś ciągnęło go do Dakoty Południowej z całych sił. Uczucie było na tyle silne, że już na miejscu zamiast pomóc w badaniach pogody, pojechał dalej – prosto do Soux Falls. Do Matki Ziemi, swojej Flory.
    Skan wiedział, że tu była. Czuł jej obecność niemal każdą cząstką siebie. To było jak przyciąganie – grawitacja – gdy był na tyle blisko Ziemi, by czuć ją wyraźnie, nie potrafił się już zatrzymać. Musiał ją znaleźć, spojrzeć jej w twarz i wreszcie porozmawiać. On zaczął, on ją zranił, więc i on powinien wykonać pierwszy krok. W końcu nigdy nie przestał jej kochać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatrzymał się dopiero pod budynkiem, będącym siedzibą organizacji ekologicznej „Nasza Ziemia”. Skan uśmiechnął się na ten widok. Spodziewał się po małżonce czegoś podobnego. Ostatnimi czasy zakładała sporo ekoorganizacji. Zanim się pokłócili często działali w nich razem, jak przystało na zgodne małżeństwo „szalonych eko-fanatyków”. Na samo to wspomnienie Ojciec Niebo czuł jak bardzo mu tego brakowało. Z całego serca tęsknił za małżonką i żałował wszystkiego co zrobił w gniewie, gdy zachowywał się jakby ze wszystkich sił chciał wyprowadzić ukochaną z równowagi i pokazać jej jak bardzo ma dość jej wiecznej bierności i spokoju. Teraz cała ta kłótnia wydawała się tak bardzo idiotyczna.
      Skan wszedł do budynku, pobieżnie rzucając oczy na znajdujący się przy wejściu plakat na temat wycinki drzew. Od progu powitał go przyjemny – prosty, skromny i bardzo przyjemny, pełen zielonych akcentów – wystrój wnętrza, tak bardzo w stylu Flory i jej zamiłowania do roślin. Odruchowo rozejrzał się dookoła, chociaż wiedział, że jego żona założyła nową organizację ekologiczną, pierwszy raz był w tym miejscu. Uśmiechnął się i skinął uprzejmie na powitanie młodej dziewczynie, która entuzjastycznie go powitała. Szybko odezwał się do niej pierwszy, zanim młoda ekolożka zdążyła przedstawić mu obecne działania organizacji czy zaproponować udział w planowanej manifestacji.
      – Przyszedłem do Flory – poinformował uprzejmie.
      – Był pan umówiony? Pani Sollverg jest bardzo zajęta nowym projektem i prosiła, żeby... – odezwała się dziewczyna. Przerwał jej.
      – Jestem jej mężem.
      – Och, rozumiem. Przepraszam, nie miałam pojęcia, że pan przyjedzie. – W głosie dziewczyny dało się usłyszeć pewne zaskoczenie i niepewność. Skan nic nie odpowiedział. Domyślał się, że jego małżonka raczej nie chwaliła się swoim życiem osobistym i uczuciowym. Zwłaszcza teraz, kiedy nie było się czym chwalić. Miał już poprosić dziewczynę, by wskazała mu drogę do gabinetu założycielki organizacji, jednak Flora pojawiła się pierwsza.
      Nie był tym zaskoczony, w końcu musiała równie wyraźnie wyczuwać jego obecność jeszcze nawet zanim wjechał do Sioux Falls. Skan miał chęć uściskać ją na powitanie i powiedzieć jak bardzo tęsknił. Czuł jednak nieprzyjemny dystans, który jeszcze bardziej uświadamiał mu, że powinien przeprosić żonę i porozmawiać z nią o tym co zaszło.

      Ojciec Niebo

      Usuń
  23. [Możemy tak zrobić, tym bardziej, że Narfi wciąż jest bardziej zaangażowany w życie Indian niż w swoje własne. :)
    Dlatego jak najbardziej mi coś takiego pasuje.]

    Narfi

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez drama queen. Obsługiwane przez usługę Blogger.