piątek, 11 sierpnia 2017

The thing about reality is it's still there waiting for you the next morning

The Egyptians saw the sun and called him Ra, the Sun God. He rode across the sky in his chariot until it was time to sleep. Copernicus and Galileo proved otherwise, and poor Ra lost his divinity.
R a
ATUM / CHEPRI  BÓG SŁOŃCA STWÓRCA ŚWIATA PAN ŁADU WE WSZECHŚWIECIE STRAŻNIK MA'AT (ŁADU I PRAWDY) OJCIEC HORUSA, ANUBISA, MAAT, BASTET, HATHOR, SACHMET, THOTA, SZU I TEFNUT PRADZIADEK IZYDY I HORUSA JEDEN ZE STARYCH BOGÓW OBECNIE ELEKTRYK

Dawniej chodził po ziemi jak zwykli śmiertelnicy, panował w Egipcie jak inni faraonowie. Codziennie opuszczał swoją świątynię w Heliopolis i udawał się na wędrówkę, obejmującą 12 prowincji i trwającą 12 godzin. Nie mógł jednak zbliżać się do ludzi: każda próba kontaktu kończyła się spaleniem nieszczęśnika, więc ostatecznie postanowił opuścić ziemię. Od tamtego czasu każdego dnia przemierzał niebo na złotej Barce Milionów Lat, a po zmroku schodził do świata umarłych, aby nieść im światło. Wielu uważało go za pierwszego z bogów, stwórcę nieba i ziemi. Wierzono, że posiadał trzy formy: rankiem, po narodzeniu się z Nut, przybierał formę toczącego kulkę gnoju skarabeusza, co symbolizowało wtaczanie Słońca po nieboskłonie, i nazywany był Chepri, wieczorem zaś zamieniał się w starca, zwanego Atumem. Według tych wierzeń prawdziwą formę Ra przybierał tylko wtedy, gdy znajdował się w zenicie.

Obecnie wielkość Ra zachowała się tylko w postaci hieroglifów, bądź też opowieści utrwalonych na kartach starych ksiąg. Mimo, że mało kto pamięta już o bogu, który niegdyś każdego dnia wędrował po niebie i dawał ludziom jasność, nie zrezygnował z tego "fachu", po prostu go zmodyfikował: teraz przemierza miasto na nogach, naprawiając światło i wszelkiego rodzaju urządzenia elektryczne w domach tych, którzy tego potrzebują.

Mocno zardzewiałem, dlatego przepraszam za kartę. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest raczej kiepska i no musicie mi wybaczyć. Nie szukam niczego konkretnego, może oprócz jakiejś miłości, wezmę prawie wszystko. I bardzo nie lubię zaczynać, chociaż raz na rok mi się zdarzy, jak akurat przyjdzie wena. 
Cytat w tytule: Orange Is the New Black.
Cytat nad zdjęciem: Ashwin Sanghi.
Wizerunek: Levi Stocke.
Zapraszam do wątków.

9 komentarzy:

  1. [naczekalam sie i doczekalam ;) tatusiu... twa cora jest szczesliwa ;) chodz na watek ;)]

    Maat kochajaca ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hey there! Bardzo młody (ale jaki przystojny!) ten Twój Ra. A przynajmniej trzyma się całkiem nieźle. :D
    Minusem jest to, że nie umiem wywnioskować karty charakteru Twojej postaci i nie wiem do kogo Cię zaprosić. :c Najbardziej uniwersalna jest Sigyn, ona kocha wszystkich i wszystko, co akurat nie jest Odynem, więc tutaj dałoby radę.
    Ale gdyby któraś z moich pań spodobała Ci się bardziej - zapraszam. :D Coś wymyślimy!]

    Persefona & Oshun & Sigyn & 1/3 administracji

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam dziabąga :)
    Cieszę się, że w końcu się opublikowałeś. Uśmiałam się przednie z Ra - elektryka. (Aż mi się skojarzyło z Burtonem hydraulikiem xD). Bardzo fajny (szalony) pomysł. :)
    Życzę dużo dobrej zabawy, miłego męczenia się z córką i samych fajnych wątków. No i wbijaj na wątek, bo musimy coś w końcu napisać!]

    - Administracja (Loki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ej! ja jestem grzeczna! - jak nikt nie patrzy >.< Nie trzeba bylo tworzyc corki z ladem i porzadkiem - to teraz ma. Biedny papcio *smuteczek*]

      Usuń
  4. Nigdy nie sądziła, że spodoba jej się Nowy Świat. Nie chciała opuszczać Helheimu, zostawiać swojego Królestwa i dusz, którymi miała się opiekować. I pewnie nie zrobiłaby tego, gdyby nie tęsknota. Przyzwyczaiła się do obecności Narfiego, do posiadania kogoś bliskiego, rodziny. Kiedy zdecydował się ją opuścić- pozwoliła mu, starając się nie pokazać po sobie jakie to ciężkie. I znowu została sama w ciemności, zupełnie jakby Narfi był jedynym źródłem światła w jej życiu.
    W tej chwili jednak nie żałowała swojej decyzji. Za radą brata znalazła coś, dzięki czemu nie zostanie zapomniana i poradzi sobie w trudnym świecie. Harmony zbudowała od podstaw. Znalazła odpowiednie miejsce, pilnowała podczas budowy, uczestniczyła w każdym etapie powstawania tego ośrodka i od początku do końca zarządzała nim sama, nigdy nie skarżąc się na nawał pracy. Wynagradzała to sobie każdą duszą, która na zawsze opuszczała jej szeregi, którą mogła odprowadzić w nowe miejsce, mimo że pozostało to tylko symbolem zawartym w uściśnięciu coraz chłodniejszej dłoni.
    Jednak cieszyła się, kiedy mogła wyrwać się z tego miejsca choć na chwilę. Uwielbiała podróżować, poznawać nowe miejsca, oglądać rzeczy, które nawet jej się nie śniły, których nie było nawet w pięknym Asgardzie. Chwytała każdą okazję, wyjeżdżała pod pretekstem zakupienia nowego sprzętu, zatrudnienia coraz to lepszych lekarzy, czy choćby na sympozja, z których mogła nauczyć się więcej. Wyjeżdżała, by odetchnąć innym powietrzem i poznać nowych ludzi, których ciągle było jej mało. Tak, była samotniczką, jednak dziecięca ciekawość jej natury nie pozwalała zbyt długo trzymać się na uboczu.
    W Chicago była po raz pierwszy. Zafascynowana Wietrznym Miastem przemierzała jego ulice w poszukiwaniu miejsca godnego Królowej. Wiedziała jak śmiesznie to brzmi, zwłaszcza, że dla współczesnych ludzi nie znaczyła nic, poza Piekłem. Nie pamiętali o bogini, która nim władała, jednak nie przeszkadzało jej to, była Śmiercią, Matką wszelkich chorób, będzie istniała zawsze.
    Wybrała hotel nad jeziorem, pokój na najwyższym piętrze. Po ciągłych ciemnościach w Podziemiach szukała miejsca, w którym mogła znaleźć się jak najwyżej, które da jej namiastkę wolności. Poleciła zanieść tam bagaże, sama jednak swoje kroki skierowała do hotelowej restauracji. Zasiadając przy barze nie poświęciła wiele czasu na rozglądanie się po sali. Zamówiła orzeźwiającego drinka i dopiero pozwoliła, by jej wzrok powędrował po kilku nielicznych osobach, które wybrały ten sam sposób spędzenia wieczoru co ona.
    Narfi opowiadał jej o tym, jak wielu Bogów zdecydowało się na podróż do Nowego Świata, dlatego wrażenie, że skądś zna mężczyznę siedzącego na końcu sali nie zdziwiło jej. Był Bogiem, jednak nie znała go, nie potrafiła przyporządkować mu konkretnego imienia. I wiedziała, że on również ją rozpoznał.

    Hel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ra elektryk, to świetne połączenie wiesz? ;)
    Weny, wątków oraz hajsiwa z bycia elektrykiem :D Aha i żeby Ra był wiecznie piękny i młody polecam stosowanie krymu na noc i dzień ;) *słaby political joke*
    Do Lucka niestety nie zaproszę, nie będę cię nękać dwoma wątkami (bo tego z Belialem nie odpuszczę, żebyś miał tego świadomość)]

    Lucek

    OdpowiedzUsuń
  6. Przemierzanie Nowego Świata w samotności nie było niczym złym, dla Hel wręcz czymś istotnym i potrzebnym. W Podziemiu łaknęła towarzystwa innych, zatrzymywała przy sobie na dłużej każdą zbłąkaną duszę i z wielkim trudem pozwalała jej odejść. Przez tyle niekończących się lat trzymała przy sobie brata, którego miejsce było gdzie indziej. Potwornie bała się samotności, na którą została skazana. I choć ów pragnienie zapełnienia swojego świata nie zniknęło, udało jej się zapanować nad nim, całkowicie oddając się pracy. Tylko dzięki temu zapominała, że jest sama na tym świecie, a jedyne czego pragnie, to kogoś, kto ją zaakceptuje. I okłamywała się każdego dnia, twierdząc że towarzystwo dwóch szczeniaków jej wystarczy.
    Obserwowała każdy jego krok, kiedy zbliżał się do barowej lady. Narfi zawsze jej powtarzał, że nie powinna być taka bezpośrednia, że inni nie lubią być pod ciągłym obstrzałem jej bystrego spojrzenia, szczególnie kiedy widzieli jej prawdziwe oblicze. Często było to powodem nieporozumień, bo kiedy inni jej czujny wzrok brali za wrogą postawę, ona zwyczajnie wyrażała swoje zaciekawienie, może w dość pokraczny i niezrozumiały sposób. Nadal miała problemy z odpowiednim zachowaniem.
    On jednak był bogiem, mógł ją zrozumieć, zaakceptować fakt, że lata spędzone na ziemi nie zmienią tego, co ukształtowały tysiące wieków spędzonych głęboko pod nią. Nie musiałaby się pilnować jak przy każdym z pracowników czy pensjonariuszy, mogłaby przez chwilę być sobą, zagubioną boginią, która ma dość udawania.
    Nie ukrywała, że podszedł zdecydowanie zbyt blisko. Rozmowa, by na chwilę przestać odczuwać samotność to jedno, jednak prawie fizyczny kontakt, oddychanie prawie tym samym powietrzem, to dla niej zdecydowanie za dużo.
    Obróciła się na krześle w stronę baru, odgradzając się od niego ramieniem, a wzrok utkwiła w połyskujących w przyciemnionym świetle butelkach. Teraz go rozpoznawała. Jego imię majaczyło w jej podświadomości, więc potrzebowała chwili na dotarcie do niego. Nigdy nie interesowały jej bóstwa z innych panteonów, miała swoją nordycką rodzinę, a właściwie tylko brata, jednak to jej wystarczało. Trzymała się z daleka od planowania wielkiej bitwy, choć wiedziała, że stanie do niej, jeśli nadejdzie pora. Jego jednak poznawała, Bóg Słońca, Stwórca Świata, czy jak go tam jeszcze nazywali.
    -Witaj, Ra. –rzuciła przed siebie, zbyt sparaliżowana jego bliskością, by choćby odwrócić głowę w jego stronę. Nagle przestała być zadziorna, zupełnie jakby stanęła znowu przed Odynem i słuchała, że spędzi wieczność w Piekle. Ale przecież to nie był Odyn, ten starzec miał ważniejsze rzeczy na głowie, niż szlajanie się za nią po hotelowych barach. Przywróciła więc na wargi zawadiacki uśmiech i zerknęła na towarzysza, który mimo jej dystansu chyba nigdzie się nie wybierał. Patrząc na niego miała wrażenie, że spowija go jasna aura, zupełnie jakby tuż za nim zachodziło słońce, a ona musiała przymrużyć powieki, by naprawdę go dostrzec. Zastanowiła się, co on widział patrząc na nią. Pół- kobietę, pół-szkielet. Obrzydlistwo, którego pozbyli się z Asgardu, żeby nikt nie musiał jej oglądać i zmuszać się do okazywania litości. –Napijesz się czegoś?

    nawet się pod tym nie podpiszę

    OdpowiedzUsuń
  7. [Podobno będziemy niebawem braćmi... W takim razie może poczekam z proponowaniem wątku na mojego kochanego braciszka.
    Jeśli chcesz to zostawiam też kontakt do siebie, może wymyślimy coś ekstra dla naszych chłopaków (i będziemy doprowadzać rodziców do szału xD). Gadu: 49318386 lub mail: mpodziemi (małpa) gmail.com.

    A jak masz chęć na jakiś słoneczny wątek to zapraszam Ra do Croma. ;)]

    Narfi & Crom

    OdpowiedzUsuń